@GeraltRedhammer leki dla chorych. mojemu ojcu ozempic pomógł ograniczyć ogromny apetyt i tym samym opanować wagę i cukry. efekty uboczne są uciążliwe, ale i tak lepsze to niż postępująca polineuropatia. czy bez leków by się udało? nie wiem, ale na pewno bardzo mu pomogły.
ale teraz coraz częsciej randomowi ulańce chcą brać leki z tej kategorii, bo nasłuchali się, że to magiczna tabletka na chudnięcie. ostatnio nawet moja teściowa, która ma zupełnie normalną sylwetkę, bmi w normie (i zdecydowanie lepszą niż jej rówieśniczki) coś rzuciła, że wzięłaby ozempic, aby zrzucić kilka kg XD. ktoś ludziom musi te brednie tłuc do głów.
@ruhypnol To chyba tak nie działa, bo według badań te leki są odpowiedzią na większość chorób cywilizacyjnych (nadciśnienie, cholesterol, choroby serca, stłuszczenie wątroby, miażdżyca insulinooporność, itd.). Problemy widzę 2:
Badania dokładne są raczej krótkoterminowe i obejmują do półtoraroku, są metaamalizy z dłuższych okresów, ale "niedokładne".
Odstawienie leków mówiąc lopatologicznie u 80% pacjentów prowadzi do efektu jojo i buć może powinny być używane dożywotnio a tonjuż nie jest fajne.
Dosyć mocno ingerują w psychikę. Ulotka mówi tylko o Anhedonii, ale już wiemy, że mają bardzo pozytywne skutki uboczne w postaci zmniejszenia, lub całkowitego zaniku uzależnień. Ale też bardziej negatywne jak wspomniana anhedonia czy coś Ala zespół amotywacyjny i stan samozadowolenia.
Z mojego punktu widzenia decyzja jest bardzo trudna i wieloaspektowa.
każdy lek wprowadzany na rynek wchodzi w IV fazę badań klinicznych czyli monitoring rzadkich i długoterminowych działań niepożądanych w szerokiej populacji. Charakterystyka produktu leczniczego i ulotka jest uaktualniana na podstawie tych danych. Już nie raz lek zdarzało się, że lek był ściągany z rynku na tej podstawie.
Prawda, ale: Efekt jojo jest naturalną koleją rzeczy jeśli za farmakoterapią nie idzie zmiana stylu życia. Z drugiej strony w wysokim ryzyku sercowo-naczyniowych i BMI powyżej 35 zagrożenie życia jest na tyle duże, że spadek masy ciała bez modyfikacji stylu życia jest na początku akceptowalny. To nie jest problem farmakoterapii samej w sobie, tylko braku jej uzupełnienia dobrymi nawykami we właściwym momencie.
Trudna sprawa: niewiele wiedzieliśmy wcześniej o ośrodkowym (mózgowym) działaniu peptydów jelitowych i właśnie rozwój leków analogów GLP-1 popycha badania w tym temacie. To trochę zahacza o punkt 1, czyli aktualizację danych na podstawie szerokich danych populacyjnych. Jest ciekawa hipoteza na temat tej anhedonii, że radość z jedzenia jest jedną ze składowych "radości życia" i GLP-1 blokują ten szlak w ogóle, nie tylko dla jedzenia. Trudny temat do zbadania, bo to badanie na styku twardej farmakologii i psychologii.
W końcu jakaś wolna niedziela i można na spokojnie zająć się nowym silnikiem do mojej kultowej 156. Ogarnąłem już rozrząd (przełożyłem ze starego bo w miarę niedawno wymieniałem) i jestem w trakcie przekładania turbo. Zostaną jeszcze jakieś drobiazgi i będzie można wkładać silnik do auta (resztę rzeczy dołożę później bo jakbym teraz pozakładał to mógłby mi się nie zmieścić). Dwumas zostawiam bo mimo, że swój wymieniałem na nowy dawno temu to ma już tyle kilometrów nastukane, że ma więcej luzu niż ten który kupiłem razem z silnikiem. Muszę założyć łożysko ciągnione na łapę w skrzyni (dam ze swojego bo kupowałem z miesiąc temu nowe) i wybrać które sprzęgło z dociskiem zamontuję na koło dwumasowe. Jest jakaś mała szansa, że dzisiaj zamontuję ten silnik w aucie. Trzymajcie kciuki. #stepujacybudowlaniec
Koło maszyny losującej się zakręciło i na dzisiaj wylosowało klasyczne górki w wersji alternatywnej. Jadąc wczoraj pod silny, zachodni wiatr, przypomniała mi się koncepcja zabaw z wiatrem, którą kiedyś zaproponował @wonsz. Czyli pojechać do Zgorzelca i wrócić z wdupewindem. Sprawdziłem jednak prognozy i z zaskoczeniem odkryłem, że na dzisiaj wiatr ma się zamienić na północny. Pomyślałem o Poznaniu i górkach trzebnickich, a nawet chciałem napisać do wyżej wymienionego, czy by się pisał, ale sprawdziłem pociągi i niestety nie było ani jednej relacji z wolnymi miejscami dla osób z rowerami. 2026 rok, a w pociągach intercity nadal jest średnia 1,2 roweru na wagon. Pozostało mi przewertować zaplanowane kiedyś trasy "na kiedyś" i znalazłem jedną, która wydawała mi się całkiem atrakcyjna. Wydłużony klasyczek czyli Złoty Stok - Lądek Zdrój - Przełęcz Puchaczówka - Bystrzyca Kłodzka - PTTK Spalona - Droga Justyny - Szczytna, ale z początkiem i końcem w Kłodzku.
Rano jak zwykle zamulałem i przypłaciłem to brakiem śniadania, a na peron wjechałem całe 3 minuty przed pociągiem. Jest progres, bo ostatnio było to z 15 sekund. Szczęśliwe zawinąłem dodatkowego banana i ten wystarczył aż do Orlenu w Złotym Stoku. Czas miałem rozplanowany podobnie jak ostatnio, jednak z zadowoleniem odebrałem to, że międzyczasy są coraz bardziej rozbieżne z zapisanymi. W pewnym momencie byłem już 40 minut do przodu, a więc pozostało mi ponownie wejść na apkę koleo. Dzięki temu spiąłem się jeszcze bardziej i zdążyłem na wcześniejszy pociąg.
Mimo praktycznie 3 miesięcy bez górek (ostatni liczę majówkowy Zakopiec, bo PTJ to były same hopki), nie jechało mi się ciężko, co jest dobrym prognostykiem.
W komentarzu wrzucę krótki filmik jaki nagrałem dla Was, a myślałem już o tym nieraz. Jadąc od strony PTTK Spalona w stronę Zieleńca, jest parę minut jazdy przez las, a następnie wyjeżdża się praktycznie na granicę Polsko-Czeską. Widok zawsze robi na mnie wrażenie, niezależnie od pogody czy pory roku.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
chciałem napisać do wyżej wymienionego, czy by się pisał,
Serdecznie dziękuję za pamięć, ale mi nigdy nie udało się przebić granicy 29kmh średniej, i mówię o płaskiej pętelce 25km factory-ratyń-gałówek-skałka-krzeptów-factory, a co dopiero wykręcić 25 na 125. Chociaż może wdupęwind i np. z górki - od dwóch lat mi chodzi po głowie odwiedzić kumpla w Nysie...
@Furto 100+ nie odpada ino tempo mam dziadkowe i tego nie przeskoczę. Zobaczę jak po świniobiciu będzie, może jakieś kilogramy zejdą i będzie szybciej. A Legnicę mam w planach, tylko musi być korzystny wiatr. A póki co jadę nad morze na 3 tygodnie urlopu, tam pokręcę...
Dzisiaj na bulwarach wielkie święto rowerowe i jakieś zawody. Mam wrażenie, że zjechali się pedalarze z całego powiatu 🤪
Hmm... Może to znak, że pora odkurzyć i moją szosuwe, bo już od ponad roku nie widziała światła dziennego 🤔
#codziennebulwarywsk
Tytuł: Władcy Wszechświata / Masters of the Universe
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Fantasy / Komedia / Familijny
Reżyseria: Travis Knight
Czas trwania: 2h 20min
Ocena: 5/10
Jest dostępny na Amazonie.
Szkieletor zagraża równowadze krainy Eternia - a jedynym, który może go pokonać jest He-Man ze swoim wielkim, lśniącym mieczem! Ot i cały zarys fabuły.
Z uwagi na fakt, że klimaty superbohaterów, to trochę nie moja bajka, to do tej produkcji podchodziłem ze sporym dystansem. Gatunek ten został w procesie monetyzacji kompletnie przemielony przez Marvela i Disneya - aż już brakło im chyba weny i z każdym kolejnym filmem, ryzyko spektakularnej klapy stało się na tyle ogromne, że ostatnie filmy, to już chyba są skazane na porażkę finansową zanim jeszcze trafią do postprodukcji. Z drugiej strony, wobec He-Mana mam spory ładunek nostalgii, bo jako mały kajtek namiętnie oglądałem animowany serial o przygodach przypakowanego miecznika. Zaryzykowałem zatem i jakie są wnioski?
Mieszane, ale nawet z takim trochę skrętem w stronę pozytywną.
Po pierwsze i chyba najważniejsze - to jest komedia. I twórcy cisną bekę z całej tej konwencji He-Mana dość dobrze. Sporo jest szydery z tego dlaczego te postacie akurat tak wyglądają i się zachowują. Zagrali odważną kartą i jak dla mnie to największy plus tej historii. Jako przykład mogę podać scenę z rozmową na temat "dlaczego Szkieletor jest zły?" - na co pada wyjaśnienie, że on ma zamiast twarzy czaszkę, więc jak niby miałby być dobry? No i tego typu haseł jest w filmie całkiem sporo.
Oczywiście zdecydowana większość filmu to jest młócka, więc jeśli ktoś tu się spodziewa jakichś psychologicznych głębin, ambitnych dialogów czy niespodziewanych zwrotów akcji, to może być pewny, że ich tu nie znajdzie.
Powiedziałem wcześniej o największej zalecie filmu, a jaka jest największa wada? Wg mnie taka, że najbardziej spektakularna i zawsze wyczekiwana scena z serialu kreskówkowego, czyli przemiana Adama w He-Mana nie została wyprodukowana jak totalna kalka kadr po kadrze. No jakżesz mogli oni tak zadrwić z widza? Przecież ta sekwencja to było cream de la creme, punkt kulminacyjny, czysta ambrozja dla oka. Nawet nie pamiętam dokładnie jak ona wyglądała (ale pamiętałem np., że było jak He-Man strzela z miecza w przerażonego tygrysa, a ten dzięki magicznej mocy staje się większy, bardziej odważny, i odziany w pancerz). Jak dla mnie porażka totalna, bo na tą scenę czekałem cały film!
Rozczarowało mnie także, że nie zrobili sceny ze Szkieletorem uciekającym tunelem - rodem z mema.
Czy polecam? Sam nie wiem - jeśli chcecie to obejrzeć z 10 letnim synem - to pewnie! Jeśli kiedyś oglądaliście He-Mana i Wam się podobało za dzieciaka - to jak najbardziej. Ale jeśli kompletnie nie ogarniacie tej historii, to może być to za nisko postawiona poprzeczka, aby zapewnić dobrą rozrywkę.
Nie ma takiego dowodu, powtarzam jeszcze raz! Jest nagroda pół miliona funtów dla człowieka, który wskaże cień dowodu, że kiedykolwiek w historii Polsko-Ruskiej były akty przyjaźni. Po prostu jej nie było. Proszę sobie wyobrazić... znaczy... Rusek albo atakował albo popełniał zbrodnie na Polakach.. Ja nie wiem czy Rusek kiedykolwiek nam pomógł ale istnieje ogromna możliwość, że tego nigdy nie było.