#rozkminy #kiciochpyta i trochę #gownowpis
U kobiet wzgórek łonowy to nadpieroże. A u mężczyzn?
#rozkminy #kiciochpyta i trochę #gownowpis
U kobiet wzgórek łonowy to nadpieroże. A u mężczyzn?
Zaloguj się aby komentować
Chcąc zainstalować wykop
Google mówi: zainstaluj też Wyborcza XD
Ciekawe czy to przypadek czy Białek 😂
#rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Hej,
ale mnie naszly rozkminy odnosnie hipotecznej sytuacji.
Wyobrazcie sobie,ze jestescie wdowcem z dzieckiem np. 2-3 letnim.
Po jakims czasie od smierci zony dowiadujecie sie ze dziecko nie jest wasze- potwierdza to test dna.
Co robicie w takiej sytuacji?
Opiekujecie sie dzieckiem i wychowujecie jak swoje #pdk czy zrobilibyscie wszystko,zeby oddac do domu dziecka,sierocinca itede.
P.S zdjecie losowe
#rozkminy #przegryw #pytaniedoeksperta

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Wczoraj wreszcie obejrzałem najnowszego Bonda czyli No Time To Die. Oto garść spostrzeżeń po seansie (uwaga SPOILERY):
Początek filmu jest niemal perfekcyjny. Malownicze Włochy, złol ze sztucznym okiem, kuloodporny Aston Martin z gadżetami jak za starych czasów, wybuch grobu Vesper. Później scena z gościem w masce i znakomita czołówka. Byłem przekonany, że tego nie da się popsuć. A jednak.
-Postać Blofelda zmarnotrawiona w poprzedniej części tutaj wypadła jeszcze bardziej blado, nie wspominając już o skromnym "czasie antenowym" i natychmiastowej śmierci;
-Budowana przez cztery filmy, światowa organizacja przestępcza Spectre położona na łopatki przez jakiegoś ruskiego botanika;
-Craig, choć to mój ulubiony Bond, był wyraźnie za stary i zbyt zmęczony na tę rolę. Zresztą sam przyznał, że nie chciał grać i przekonały go pieniążki;
-tak jak poprzednio zero chemii między Bondem a Madelaine. Bez ironii szybciej uwierzyłbym w miłość Jamesa do Moneypanny, która przynajmniej ma jakiś urok osobisty;
-Ana De Armas była na ekranie 15 minut i ukradła show
-Koncept nowego agenta (a raczej agentki) 007 dość ciekawy i sensowny. Bond się wycofał i w jego miejsce wszedł ktoś nowy. Niestety twórcy nie mogli się powstrzymać aby nie zrobić z tego manifestu rasowego (ostatnia scena z naukowcem);
-Całość jak na na film o Bondzie stała się zbyt ugrzeczniona i dramatyczna co kłóci się z dotychczasowym wizerunkiem agenta.
Podsumowując: formuła Bondów z Danielem Cragiem niestety się wyczerpała i nie doczekaliśmy się jej godnego zakończenia. Całość małymi krokami zmierza w kierunku ugrzecznionego filmu dla jeszcze szerszego grona odbiorców, czyli coś w stylu Avengers albo F&F.
Nie wiem jakie będzie kolejne rozdanie ale w kościach serię o młodym Bondzie z Tomem Hollandem w roli głównej.
#filmy #jamesbond #rozkminy

@CoryTrevor a ja nie rozumiem tej idei uśmiercania Bonda.
Pierwszy film, "Dr. No" ukazał się w 1962 ze wspaniałym Seanem Connerym w roli głównej. Czyli minęło 59 lat między pierwszym filmem a "No time to die". Jeżeli zakładamy, że Bond postanowił przejść na emeryturę, to należałoby konsekwentnie zrobić to dużo wcześniej.
Ale jeśli założymy, że Bond to tylko fikcyjna postać, która się nie starzeje, nie ma ciągłości między kolejnymi filmami itp. to uśmiercanie postaci jest czynem karygodnym. Już nigdy nie dostaniemy kolejnego filmu z jego przygodami.
Jak ktoś chce czarną, kobiecą postać jako 007, to nie widzę problemu z nagraniem spin-offowej serii. Z chęcią sam bym obejrzał. Ale Bonda jako postać należałoby zostawić i wymienić aktora, jak to miało miejsce w przeszłości.
BTW Sean Connery i Pierce Brosnan to byli najlepsi odtwórcy. Nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym.
@CoryTrevor
Klasyczne filmy z Jamesem Bondem budują swój schemat na zderzeniu konwencji noir z samotnym superbohaterem. Do noir należy ponura groźba wisząca nad światem (za wyjątkiem niektórych części z Rogerem Moore, gdzie groźba jest, powiedzmy, fantastyczna lub egzotycznie-bajkowa), los niektórych postaci i niektóre otarcia się Bonda o śmierć. Natomiast niesamowite supermoce Bonda to jego niezawodne szczęście i styl - ten gość wygrywa w każdą grę hazardowa, robi to ze stylem, i zawsze jest to dowód na szaloną wiarę w siebie. Bond to asertywność do potęgi 777.
Złamania tego schematu w dwóch ostatnich częściach (Bond na emeryturze, Bond poświęcający sie nie misji, a rodzinie, a także Bond ginący wskutek zbiegu okoliczności) zepsuły dla mnie oba filmy - to już nie to samo, to zaczyna być zwykły film sensacyjny z bardzo typowymi rozwiązaniami.
I tak oto docieramy do 2023. Mijają 2 lata od ostatniej produkcji, pani Broccoli nie ma żadnego pomysłu na zbudowanie nowego agenta... bo jeśli nie korzystamy z oryginalnej formuły, jeśli nie mamy świetnych twórców i brytyjskiego humoru - to dostajemy produkcyjniak klasy Atomic Blonde (acz przyznaje, że chwilami AB sprawiała mi duża frajdę - tylko te chudziutkie nadgarstki i walenie po mordach... mogli jej zostawić Aikido i spluwę) czy dalszych części Jasona Bourne.
Jedyny podobny do Bonda film z ostatnich lat, odświeżenie The Man From UNCLE, daje nadzieję, że brytyjski film sensacyjny z superagentem ma szansę wrócić. Niestety, nie jest to wielka nadzieja.
Uwaga na marginesie: Mission Impossible - Ethan Hunt oferuje mordobicie bez charyzmy i humoru, jest postacią outsidera pozbawionego bondowskiej magii.
Współczesny Bond musiałby wrócić jak Sam Shepherd w Mass Effect.
Cóż, może da radę.
Zaloguj się aby komentować
#anonimowehejtowyznania
Przebywanie w obecności dzieci jest dla mnie nieprzyjemne, bo zawsze mam wrażenie, że mogę zrobić coś nie tak i urazić dziecko, zrobić coś złego, co zostanie z nim na zawsze, bo nie mam dobrych schematów - moi rodzice nie pozwalali mi na dziecięcą radość i spontaniczność, tylko miałam się podporządkować ich wizji bycia grzeczną. O tzw. "zimnym chowie" nie wspomnę. Z tego powodu też zajmowanie się dziećmi i poświęcanie im uwagi jest dla mnie bardzo trudne i męczące, bo muszę "nalewać z pustego", dawać innym, obcym ludziom coś, czego ja sama nigdy nie dostałam. To jest bolesne.
Właśnie zdałam sobie sprawę, że to wrażenie "nalewania z pustego" pochodzi głównie z braku miłości do samej siebie. Nie mam tam miłości, bo ktoś mi tego nie dał, ale także ja sama sobie tego nie daję teraz. Może byłoby mi łatwiej, gdybym sama pokochała siebie? Pytanie retoryczne, oczywiście, że tak. Tylko to wcale nie jest takie proste. W sumie nie wiem po co to piszę, może dlatego, że jest mi wstyd przyznawać się do takich odczuć moim znajomym i przyjaciołom, a mam potrzebę wygadania się.
#rozkminy #psychologia #dzieci #gownowpis
Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
ID: #64cf7760ed3605dd14dfdd2e
Post dodany za pomocą AnonimoweHejtoWyznania: https://anonimowehejto.pl - Zaakceptowane przez: HannibalLecter
@anonimowehejto
Dzieci: mogę polecić https://www.taniaksiazka.pl/ksiazka/jak-mowic-zeby-dzieci-nas-sluchaly-jak-sluchac-zeby-dzieci-do-nas-mowily-adele-faber
Pomaga nie tylko z dziećmi.
Co do reszty, to aż poczułem Twój ból...
Gdy zaczynałem pracę ze sobą, moim pierwszym celem było "chciałbym zrozumieć, co czują inni". Dziś, po latach, jestem już gdzie indziej
Gdybyś chciała pogadać, pisz na priv.
PS Ściąga, z którą zaczynałem w załączniku. Tak się uczyłem mówić, co czuję.

Zaloguj się aby komentować
W naszej galaktyce jest od 100 do 400 miliardów gwiazd. Żeby zobaczyć każdą z nich przez sekundę trzeba byłoby żyć z 10 000 lat. Skoro gwiazdy są jak nasze słońce to muszą być i inne planety na których jest życie. Takich cywilizacji podobnych do naszej w kosmosie jest zapewne w c⁎⁎j i jeszcze więcej. Każdego dnia jakaś z tych cywilizacji umiera, kończy się, bo ichniejsze słońce wybucha. W kosmosie nie znaczymy nic.
#kosmos #rozkminy


Najgorzej że jeśli nie nastąpi cud to nigdy się nie wydostaniemy z naszej planety dalej. A co dopiero inne gwiazdy. Prędkość światła w tak astronomicznie wielkim kosmosie a nawet tylko w galaktyce jest znikoma. A nie osiągnęliśmy nawet 1% tej prędkości. Do tego nawet gdybyśmy mieli taki napęd to jak go użyć żeby się nie zabić NATYCHMIAST po odpaleniu?? Jak hamować sterować skoro dylatacje i relatywistyka by powodowały brak możliwości odmierzania "prawdziwego" czasu? Taki napęd w zasadzie nic by nam nie dał.

Zaloguj się aby komentować
"[...] Wcale nie myślę, że uganianie się za tym, co przyjemne, to dobry sposób na życie. Pyszne wino, smaczne jedzenie, muzyka i seks są super, ale bogate życie to tak naprawdę sensowne życie - głębokie relacje z ludźmi, staranie się o to, żeby uczynić świat nieco lepszym, podążanie za interesującymi, wymagającymi projektami, pewną dozą zmagania się i niewygody również. Ludzie jednak najczęściej chcą zostawić po sobie jakiś ślad." Paul Bloom
Jak dla mnie - trafił w sedno. Zapraszam do dyskusji.
#psychologia #rozkminy #zwiazki #senszycia
@koniecswiata zazwyczaj ludzie, którzy podążają tylko za przyjemnym i lekkim życiem - jedzenie, alko, seks - bez ograniczeń, zawsze i wszedzie, wszystko na raz, kończą marnie. Albo choroby fizyczne, albo psychiczne cię wykończą przy takim braku higieny życia. Życie polega na sztuce umiaru - trochę pracy, trochę rozrywki, trochę romansu, trochę wstrzemięźliwości.
Ludzie od wieków wiedzieli, że totalne oddawanie się przyjemnościom bez zahamowań jest szkodliwe i widać to w każdej możliwej religlii, dlatego mamy np. okresy postu w różnych religiach, zasady moralne typu "nie pożądaj żony bliźniego swego, ani żadnej rzeczy, która jego jest" - to są proste zasady na dobre życie. Mimo to większość osób ich nie ogarnie, skuszona szybką pokusą zastrzyku dopaminki
Zaloguj się aby komentować
Ignorancja to czasem błogosławieństwo. Jedziemy samochodem z całą rodziną, mijamy stojącą na prawym pasie na trasie szybkiego ruchu karetkę na bombach, wiem już o co chodzi, widzę przez górny pasek szyby z tylu jak ratownik miarowo pompuje: góra - dół - góra. I wiesz, że to chyba koniec. I łapią człowieka rozkminy, jak wiele różnych rzeczy się dzieje wokół nas. Mówię żonie, że karetka stoi na drodze a to zły znak a ona w ogóle nie zrozumiała czemu i dalej żartuje z dziećmi z tylu. Zazdroszczę
#feels #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Ja j⁎⁎ię, ale mnie trzepło. Kolejna osoba, w naszym wieku (okolice 40) nagle odchodzi. Nawet się udzielałem z tą osobą w szkole naszych dzieci na zebraniach, bardzo sympatyczna. To już 5 taka śmierć w ostatnim czasie (wiekowo 35-45 lat). Co za po⁎⁎⁎⁎ne czasy
Kiedyś się śmiałem, że w pewnym wieku zaczęliśmy chodzić na same wesela znajomych. Od trzech lat chodzę na same pogrzeby.
Po⁎⁎⁎⁎ne czasy.
#zalesie #gorzkiezale #rozkminy #anonimowehejtowyznania
Ja w moim otoczeniu z kolei widzę dziwną nadreprezentację śmierci samobójczych wśród osób, jakie znałem. Myślałem, że to normalne w miarę, że pewnym wieku ludzie umierają, a w PL dużo ludzi się ponoć zabija, ale popytałem innych, którzy nie znali mnie kiedyś albo takich, że nasze obecne grupy znajomych się nie nakładają i nie - nie mają takich doświadczeń.
Zaloguj się aby komentować
Intryguje mnie kwestia bólu, który pojawia się w sposób absolutnie losowy, nagle. Czy doświadczacie czegoś takiego, że ot tak, ni stąd ni zowąd, coś Was zaczyna boleć - np. staw kolanowy, albo jakiś mięsień, ścięgno, cokolwiek - chociaż nie doświadczyliście żadnego urazu. Pojawiający się nagle ból trwający kilka, kilkanaście dni, po czym samoistnie przechodzi. Nie pytam hipochondryków. Mieliście z czymś takim styczność?
#hydepark #pytaniaiodpowiedzi #rozkminy
@4Sfor nic nie dzieje się bez przyczyny w pewnym wieku dieta doprowadza do pewnych problemów , są trawojady i tygrysy (mięsożerne) jeśli to połączysz w diecie to masz problemy, nie ma stworzeń na ziemi z tak złymi nawykami dietetycznymi jak człowiek (podobno) https://pl.wikipedia.org/wiki/Dna_moczanowa
może też dochodzić do różnych nadwyrężeń i uszkodzeń włókien mięśniowych zazwyczaj szybko przechodzi ,ale mogę się mylić
Zaloguj się aby komentować
Cieszę się, że faze lunatykowania miałem tylko w dzieciństwie.
Kiedy dorobiliśmy się pierwszego komputera to w nocy siedząc na łóżku pisałem na "klawiaturze" coś w powietrzu (w tamtych czasach, może mi się śniło, że gram w bombermana XD)
To jednak nie było najgorsze. Najgorsze były nocne wypady do toalety podczas lunatykowania. Kilka przykładów:
zamiast iść do łazienki poszedłem do kuchni. Nasikane do szafki pod zlewem.
zamiast iść do łazienki autopilot nie zadziałał, i nasikałem na dywan w pokoju gdzie spali rodzice.
Najdziwniejsza akcja była kiedy faktycznie jedynka trafiła tam gdzie powinna, ale.. podczas powrotu do spania na korytarzu z nogawki piżamy wyskoczyła konkretna dwójka.. z rana wszyscy mieli hmm.. kinder niespodziankę
Też mieliście jakieś akcje związane z lunatykowaniem?
#rozkminy #gownowpis #takbylo

Zaloguj się aby komentować
36 tabletek "kostek" musujących za 90zł.
Tego jeszcze nie było.. A nie. Przecież od dawna są multiwitaminki.
#rozkminy #gownowpis #moznascrollowacdalej

Zaloguj się aby komentować
#rozkminy #ankieta #kosmos
Zaloguj się aby komentować
Kto wymyślił aby zaczynać "I zmiany" od "6:00", przecież to nieludzka godzina. A od połowy Września będzie się po ciemku do pracy jechało xd
#praca #gownowpis #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Dlaczego na #facebook jest dużo #hejter #fotowoltaika i #oze ?
#pytaniedoeksperta #rozkminy
Zaloguj się aby komentować
Człowiek wychowany na forach przyzwyczaił się do tego, ze tematy z nowymi postami aktualizują się na górze i było to na swój sposób wygodne. Aktualnie na hejto (na wykopie zresztą też) często wątki ciekawe, ale bez wielu piorunów mają krótką datę ważności.
Czy jest na hejto jakiś sposób sortowania po najnowszych komentarzach? Na pepperku fajnie jest to podzielone na najnowsze tematy i komentarze. Na FB też jest taka opcja, chociaż tam całość działa średnio.
@hejto
#kiciochpyta #rozkminy


Zaloguj się aby komentować
Nie chce mi się w Polsce chodzić do restauracji ani kawiarni. Czuję się dymany przez chytrych januszy. Wszystko jest przesadnie drogie i bardzo często nie idzie to w parze z jakością. Rozumiem że jest inflacja ale problem istnieje od dawna i w głównej mierze jest spowodowany chciwością.
Przykładem niech będzie cena kawy czy wody. W wielu krajach wodę podają za darmo do posiłku a kawa kosztuje około 1-1.5 Euro czyli tyle lub mniej co u nas przy znacznie wyższych kosztach pracy jak np. we Francji. Kebaby w Niemczech kosztują podobnie co w Polsce gdzie ich pracownicy zarabiają 2x tyle co w Polsce a inne koszty biznesu są podobne.
Chcąc wypić kawę na mieście trzeba zapłacić prawie tyle ile kosztuje średniej jakości paczka kawy 250g w markecie. Drinki w klubach po 30 zł gdzie 50 zł kosztuje 0.5l alkoholu z którego je robią, a w hurcie pewnie jeszcze taniej.
Dla mnie to chore.
A wy co myślicie na ten temat?
#rozkminy #przemyslenia
Duża waniliowa latte z Costy w niedzielę, z kawiarni, nie automatu - 4,35 w Dundee, blisko plaży więc miejsce oblegane. Minimalna teraz to chyba 11 funtów na godzinę.
Ale z drugiej strony małe espresso na Jet (stacja paliw) można wziąć za darmo... Ciekawe czy w Polsce taka kawa jest poniżej 20zł, bo powinno być ciut taniej skoro taki barista w Polsce zarabia minimalną polską, prawda?
Zaloguj się aby komentować
Dzisiejsza akcja z "bezdomnym przegrywem" pozostawiła po sobie niesmak, ale nie aż taki, jak lokalna we #wroclaw
Jakiś rok temu różowa w centrum miasta nawiązała kontakt z bezdomną kobietą ("panią Agnieszką"). Z opowieści przeżyła wiele dramatów życiowych których końca nie było widać. Ja byłem do całości bardzo nieufny i sceptyczny, więc się nie angażowałem. Różowej wspomniałem, żeby najlepiej nie wierzyła we wszystko na słowo.
Skrót tych "opowieści" pani Agnieszki ostatnio na youtubie przedstawił Maciej Niemas pod tytułem "Na ulicy nie znajdziesz moralności".
Różowa jest dużo bardziej empatyczna ode mnie i regularnie pomagała kobiecie na różne sposoby. To jakiś ciepły posiłek, to jakieś namiary, to bilet na pociąg do szpitala XY, zaopatrzenie w zwykłą komórkę.. mógłbym trochę jeszcze wymieniać.
Jakiś tydzień temu pod wcześniej wspomnianym filmikiem Macieja Niemasa pojawiła się aktualizacja opisu, no i teraz highlight:
Po przeczytaniu aktualizacji opisu różowa czuje się oszukana i prawdopodobnie nikomu już na ulicy nie zaufa ani w jakikolwiek sposób nie pomoże. Ja w przeszłości miałem już wystarczająco sytuacji które mnie usiliły w przekonaniu, że na zaufanie trzeba sobie zapracować. Losowej osobie/organizacji która mnie zaczepi nie pomogę.
Na koniec jeszcze cytat który mi najbardziej zapadł w pamięci:
"Ej mordeczko, poratujesz złotóweczką?"
#zalesie #rozkminy

Zaloguj się aby komentować
To będzie może dziwne, może głupie pytanie, ale od dawna próbuję znaleźć na nie odpowiedź. Jak mam wiedzieć, że naprawdę chcę tego, czego chcę? Że nie jest to tylko taka "zachcianka" na parę minut lub dni, a coś co zostałoby ze mną na zawsze, albo np. na kilka lat?
Czemu o to pytam? Inaczej mówiąc - co w tym momencie było triggerem wywołującym to pytanie, które od dawna co jakiś czas do mnie wraca. Od kilku dni jestem w jednym z polskich nadmorskich miast. I oczywiście jest tu dużo jachtów i łódek różnego rodzaju. I chodzi za mną myśl, że chciałabym mieć choćby małą żaglówkę, żeby móc sobie pływać nią. Nawet nie koniecznie po morzu, ale np. po jeziorach? Skąd mam wiedzieć, że gdybym faktycznie (zakładając, że byłoby mnie stać na kupienie choćby małej żaglówki) zrealizowała pomysł kupienia takiej żaglówki, "jarałabym się" nią nie przez tydzień, czy miesiąc, ale przez kilka lat? Jak Wy to w swoim przypadku rozstrzygacie? Np. jeśli ktoś z Was zamarzyłby o motorze, to jak by zadecydował, czy rzeczywiście powinien sobie kupić motor, czy to tylko chwilowa zajawka, nawet jeśli pojawiałaby się co jakiś czas?
Mam nadzieję, że udało mi się wyartykułować moje pytanie w jakiś zrozumiały sposób. I liczę na Wasze odpowiedzi, za które z góry dziękuję.
#przemyslenia #rozkminy trochę też #psychologia
@rain to nie ma znaczenia. Wystarczy że daje powód do wstania rano z łóżka. W najgorszym wypadku sprzedasz, być może ze stratą, to będziesz miała anegdotkę z życia do opowiadania na stare lata i wnuki Twoje lub Twoich znajomych będą mówiły "ciocia @rain od żaglówki" jeszcze długo po Twoim odejściu.
@rain wszystko to co nie ma charakteru praktycznego to zachcianka. Co nie oznacza że trzeba z tego zrezygnować.
Kiedy i czy należy realizować zachcianki to jest kwestia indywidualnych celów i priorytetów w życiu. Trzeba znać siebie i możliwe że kilka razy się sparzyć by dowiedzieć się czegoś o sobie, dlatego dobrze jest przy zakupie czegoś patrzeć na potencjalna odsprzedaż.
Przykładowo o sobie wiem że zadowolenie sprawia mi nie posiadanie czegoś tylko korzystanie z tych funkcji które oferuje. Nie potrzebuję żaglówki tylko usługi żeglowania dajmy na to, a zakup zaglówki miałby sens wtedy kiedy koszty wynajmu przewyzszałyby koszta posiadania.
Nie cierpię zobowiązań zatem coś co kupuję musi być możliwie bezobsługowe.
Skąd to wiem ? M.in z tego że kiedyś kupiłem działke ROD zainwestowałem w nią około 40 tys a później sprzedałem, za 32 tyś.
Wiem też że każdy zakup cieszy mnie bardzo krótko, obojętnie czy jest to mieszkanie czy jakaś pierdoła zamówiona do paczkomatu. Wiem to z przebytych doświadczeń co oznacza że same emocje związane z zakupem nie przyniosą mi odpowiedniej przyjemności by opłacało się coś kupowac. Czyli zakup zaglówki cieszyłby mnie przez chwilę a później cieszyłoby mnie co najwyżej żeglowanie.
Wiem też że szybko się nudzę, nie jestem zdyscyplinowany by robić coś regularnie, jeżeli coś muszę zrobić danego dnia to mi się tego odechciewa, czyli wiem że żeglowanie raczej by mi się szybko znudziło.
Czyli najprawdopodobniej wynajmowałbym zaglówke, zrobiłbym to kilka razy a później bym się tym znudził i porzucił.
Tam gdzie można coś wynająć to nawet bym się nie zastanawiał i wynajmował przez jakiś czas by sprawdzić czy to jest to w sensie czy dana czynność sprawia mi przyjemność, nie stan jej posiadania.
Dziękuję Wam wszystkim za poświęcony czas i Wasze wypowiedzi. Chciałabym napisać, że rozjaśniły mi ten problem, ale w zasadzie dalej nie. Od dziecka chciałam mieć gitarę, nawet (będziecie się pewnie śmiać) jako że moi rodzice byli zbyt biedni, żeby mi kupić ten instrument (a może po prostu myśleli, że ta zajawka mi przejdzie), robiłam sobie takie "modele" gitar, które miały "struny" i jakoś tam dawało się na nich pobrzdąkać. Można by więc sądzić, że naprawdę gitara itd. to jest coś, co powinnam sobie kiedyś kupić, bo ewidentnie jest to coś, co mnie pasjonuje.
Ale kiedy (już na studiach) kupiłam sobie pierwszą (bo teraz mam aż 3, w tym jedną basową) gitarę, to nie stało się nagle tak, że nie mogłam się od niej oderwać i przerodziłam się w Jimmy'ego Hendrixa. Do tej pory gram dość słabo, bo nie znalazłam w sobie tyle samozaparcia, a może też i talentu, by nauczyć się dobrze grać. Więc marzenie, jakie miałam praktycznie od dziecka, okazało się niewypałem. A przecież nie powinno było. O co chodzi? Jak to możliwe?
Zaloguj się aby komentować