Zaloguj się aby komentować
Różowa zmieniła pracę, wysłali ją na badania lekarskie. Klinika w centrum Warszawy, pracodawca płaci za takie badanie 3 stówy. Żona do mnie dzwoni po badaniu i mówi że to był jakiś totalny żart. Lekarz lat 85 na oko, ledwo co trzyma długopis w ręce, wypisał zaświadczenie nawet się na nią nie spoglądając, wcześniej jakaś pielęgniarka sprawdziła ciśnienie. Dziękujemy do widzenia.
#medycyna #praca
Parę miesięcy temu robiłem badania wstępne i poszedłem do najbliższej medycyny pracy a tam posadzili przed komputerem, szybka ankieta potem badanie wzroku "metoda jakiegoś tak gościa" pojawiało się koło podzielone na ćwiartki i któregoś brakowało i się wybierało, koło robiło się coraz mniejsze. Na koniec pytanie o ciśnienie- zapytałem się pani co tam pilnowała ile wpisać ;) Potem mailem przyszło zaświadczenie.
Zaloguj się aby komentować
BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY
part 3 - kelnerka na weselach
Dzięki mojej znajomej udało nam się ogarnąć fuchę na weekendy jak miałyśmy 17-18 lat. Miałyśmy być kelnerkami na imprezach w jedynej restauracji w moim mieście. Polegało to na tym, że jak brakowało ludzi to dostawaliśmy smsa z propozycją pracy przy jakieś imprezie okolicznościowej. Zazwyczaj były to wesela, ale zdążyły się jakieś rocznicę czy Sylwester.
Pamiętam zarabialiśmy wtedy 6 zł na godzinę. Plus ewentualne napiwki, które raczej się nie trafiały. Atmosfera w pracy była super ponieważ pracowałam tam z koleżanką, z którą również chodziłam na truskawki. Było dużo śmiechu, a na sylwestra zrobiliśmy sobie swoją własną imprezę w toalecie w której piliśmy szampana. Również kucharki nas częstowały jedzeniem i to było naprawdę dobre jedzenie, Tatarki, fryteczki, schabowe mmm. Często od pary weselnej dostawaliśmy w nagrodzie też ciasto do domu.
Minusem było to, że nie byłam lubiana przez szefowa sali. Była to znajoma mojej koleżanki i obgadywala mnie do niej, że sobie nie radzę w pracy i gdyby nie moja koleżanka to by mnie wywaliła. Było mi przykro bo bardzo się starałam i miałam motywację do pracy.
Z ciekawszych rzeczy to to, że na jednym weselu był koleś ktory łudząco przypominał Ryśka z Klanu. Powiedziałam mu to że jest do niego podobny, on odpowiedział że każdy mu to mówi. Do dziś uważam, że to był Rysiek z Klanu, ale nie chciał się przyznać
Podsumowując: fajna praca bo z moją ulubioną koleżanką na tamten czas. Dało mi to świadomość, że praca może być ciężka ( pracowaliśmy po 16-17 godzin na nogach), ale jak się pracuje z kimś z kim ma się za⁎⁎⁎⁎sty flow to wszystko idzie dużo łatwiej i aż chce się pracować.
#pracbaza #praca
#niemakolaczy

Zaloguj się aby komentować
Macie w swojej pracy pracowników starszej daty?
Takich którzy wzdychają za PRL-em, uważają że kiedyś to było, a te młode pokolenia to jakieś takie nie-wiem.
I wszystkie te poglądy wygłaszane z pozycji absolutnego autorytetu, nawet jak przyłapiesz takiego gagatka że czegoś nie wie to się nie przyzna i będzie się wykręcał na wszystkie możliwe sposoby, żeby nie stracić pozycji omnibusa.
Jezu jak mnie takie typy męczą, nie potrafię z nimi gadać, ograniczam się do "mhmm", "no tak ciekawe" bo nie mam charakteru na tyle silnego żeby prostować te idiotyzmy.
#praca #gownowpis
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować

Wyobraźcie sobie system, w którym pracodawca dopłaca Wam do pensji ponad 200 euro netto miesięcznie tylko za to, że do fabryki lub biura przyjedziecie rowerem (ok. 1,60 zł/km). W Belgii to codzienność, ale system jest brutalnie szczelny. Kilometrówka jest płacona tylko za FAKTYCZNY przejazd. Masz...
BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY
PART 2 - PRACA NA POLU
Kiedy miałam 14-18 lat regularnie w sezonie truskawkowym jeździłam na pole zbierać, sadzić, bądź plewić truskawki.
Nie robiłam tego w jakimś dużym wymiarem godzin max 2 tygodnie pracy na sezon. Zaczęło się od tego, że z siostrą wstawaliśmy o 5 nad ranem i rowerkami śmigalismy ok 10 km na pole za miastem. Pamiętam, że za dzień zarabialiśmy ok 50-60 zł ale na tamte czasy było to dla nas dużo. Choć wiadomo pazerność była silniejsza - jedna truskawka do koszyka, druga do brzuszka xd
W późniejszych latach (po znajomości bo praca w moim mieście jest i byla jak na lekarstwo) jeździłam na sadzenie truskawek, zarobki były ok 80 zł za dzień. Niestety przez wiele lat miałam po tym kontuzje nadgarstka od kopania dołków w ziemi na sadzonki.
Atmosferę w pracy wspominam całkiem dobrze. Nie było żadnego darcia mordy przez kierowniczkę, czasem inne panie się między sobą kłóciły o jakieś głupoty ale to było trochę jak telenowela - dla obserwatora takie małe quilty pleasure. Dodatkowo jeździłam tam z koleżanką więc się ścigaliśmy kto więcej i szybciej zrobi. Ona zawsze wygrywała.
najtrudniejsze jednak dla mnie było to żeby rano wstać o 5, wsiąść na rower i pojechać te kilka kilometrów. Ale jak już jechałam to jazda na rowerze o tak wczesnej porze była niezwykle przyjemna i orzeźwiająca - po prostu walka z samą sobą żeby wstać z łóżka była niesamowicie ciężka, za każdym razem xd
Bylo to ok 15 lat temu więc nie wszystko też pamiętam, ale była jedna scena, która mocno zapadła mi w pamięć. Był to bardzo upalny dzień, na dodatek samo południe. A przed nami jeszcze kilkadziesiąt grządek do wysadzenia. Wszystkie pracownice uwalone błotem stworzonym z ziemi i potu, a czasem i krwi po przetartych odciskach na dłoniach. Nagle wszystkie nas oślepił jasny biały promień światła. Był to blask słońca odbity od śnieżnobiałego ubrania właściciela pola, który wraz z ok 4 letnia córka na ramieniu, przyszedł odwiedzić swoich parobków i postępy w pracy. Gospodarz był miły, ale mimo to poczułam niesmak. On taki czysciutki z idealnie uczesana i wystrojona córeczką, a my takie brudne i śmierdzące. Jak już poszedł jedna z pań powiedziała poważnym chodź pogodzonym z losem tonem głosu "przyszedł nas odwiedzić szlachcic, a my to jego chłopi", ktoś się roześmiał inni zignorowali, mimo to każdy po prostu czuł, że tak już po prostu w życiu jest i może czasy się zmieniają, ale ludzka natura jest ciągle niezmienna.
Podsumowując: fajna praca ucząca dyscypliny i samozaparcia, ale nie życzę nikomu żeby całe życie musiał coś takiego robić
#pracbaza #praca
#niemakolaczy

Jakaś lekcja życiowa z sytuacji "jedna do koszyczka, druga do brzuszka" pewnie jest, ale nie umiem jej skrystalizować, więc niech każdy pomyśli sam xd Na pewno lekcja była w tym szlachcicu ehhh kapitalizm to feudalizm z tą różnicą, że pieniądz to nie ziemia, więc pieniądz się nie skończy, a ziemia ma ograniczoną powierzchnię.
Ja na truskawkach byłem raz w życiu. Była to końcówka zbiorów i było sucho, więc mało zebrałem. Na koniec zarobiłem dosłownie kilka złotych. Przyjechałem rowerem i wracając z pola zauważyłem, że go nie ma. Myślę sobie "fajnie, zarobiłem 4 zł i rower mi ukradli". Na szczęście ktoś go tylko przestawił za kontener.
Zaloguj się aby komentować
Niektórzy faceci mają tak rozwinięty talent do życiowej bezradności, że nawet ich kariera zawodowa jest projektem prowadzonym przez żonę. Oni sami wnoszą głównie obecność i podpis pod umową.

Zaloguj się aby komentować
BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY
Postanowiłam, że zrobię sobie taką mini serie o swoim doświadczeniu zarobkowym. Obecna moja praca jest jedyną, która lubię. Wszystkie poprzednie to była często walka sama ze sobą lub po prostu droga, która byłam zmuszona przejść. Będę opowiadać chronologicznie więc na początek mało poważna przygoda zarobkowa:)
W podstawówce mieliśmy dwa sklepiki szkolne, żeby nie było im za łatwo, moja koleżanka z klasy zaproponowała mi wspólny biznes. Miała już przygotowany biznesplan, brakowało jej jedynie wspolnika.
Dzięki temu że jej mama pracowała w sklepie osiedlowym, miała dojście do hurtowni, która zgodziła nam się sprzedać towar w mniejszych ilościach niż było to zakładane. Złożyliśmy się po 100 na głowie i to był nasz budżet początkowy. Wychowawczyni udzieliła nam klasy, a ławka stanowiła blat sprzedażowy. Naszym chwytem marketingowym było to, że najbardziej chodliwy towar sprzedawaliśmy taniej niż w pozostałych sklepikach. Dzięki temu przyciągnęliśmy klientów, którzy do tańszych chipsów, dobierali już droższą Cole czy droższego rogalika.
Wszystko szło pięknie zarobiliśmy ok 400 zł wyprzedając w miesiąc wszystko co mieliśmy. Jednak pomimo tego, po miesiącu biznes zamknęliśmy. Było to wynikiem kłótni i fochow jak to jest między 11 latkami, które niespecjalnie chciały siedzieć na każdej przerwie w sklepiku, nie będąc uczestnikiem zabaw i innych atrakcji związanych ze szkolnym życiem.
Biznes nie przetrwał, ale przetrwało doświadczenie i wiedza, że spółki to nie dla mnie xd koleżanką z tego co wiem w dorosłym życiu dalej siedzi w handlu więc jej zajawka za dzieciaka, przełożyła się na to co obecnie robi
Także pierwsze moje pieniądze zarobiłam na chipsach xd
#pracbaza #praca
#niemakolaczy

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Chłop chciał się poobijać choć do końca miesiąca, ale nie ma tak dobrze - jednak zaczynam nową pracę od poniedziałku :)
Udało się załatwić wszystkie formalności, w tym badanie lekarskie i mogę zacząć wcześniej ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Z jednej strony lipa, bo nie udało mi się jeszcze psychicznie nastawić do powrotu do pracy (niedziela wieczór - humor popsuty), a z drugiej za⁎⁎⁎⁎ście, bo to choć pół wypłaty dodatkowe, które będzie można przepierdzielić na głupoty :)
#pracbaza #praca
Zaloguj się aby komentować
Patrzcie na tych brytoli. Oni oznajmiają nam, że jesteśmy wprost stworzeni do morderczej pracy do godz. 19.
A w Polsce panuje kultura zapierdolu i szczerze mówiąc to okropne, że robi się z Polaków woły robocze.
A co z hobby, spełnianiem marzeń, ze zdrowiem?
https://www.youtube.com/watch?v=UOT2BT7w-DE
#polska #zapierdol #praca
Zaloguj się aby komentować
Minął tydzień w nowej #pracbaza więc mogę się podzielić swoimi doświadczeniami.
Praca w compliance to nie tylko picie kawki i wkurwianie pracowników, akurat w tej firmie to trudna i intensywna praca w związku z dużą ilością regulacji którym podlega działalność.
Sporo spotkań na teams w ciągu dnia na których działy przedstawiają swoje potrzeby dotyczące zapisów w procedurach wewnętrznych (duże firmy są zobowiązane posiadać procedury zgodnie z normami ISO).
Na ten moment dostaje proste zadania, jak zapoznanie się ze zmianami w przepisach (tzw legal alert) które dostajemy co miesiąc od działu prawnego grupy, albo zapoznanie się z procedurą zakupową, sugestiami po audycie i dodanie sugestii i uwag do nowej procedury.
Moja managerka jest spoko, ja też staram się dawać jej do zrozumienia że jesteśmy teamem i może na mnie liczyć, ostatnio nawet otworzyła się trochę i powiedziała na kogo uważać w firmie.
Na ostatnim spotkaniu działu z naszą dyrektor nawet zostałem pochwalony za wykazywanie inicjatywy i biegłość w posługiwaniu się systemami informatycznymi. A dyrektorka działu powiedziała żebyśmy wybrali sobie kurs/szkolenie compliance i ona nam załatwi pełne finansowanie.
Podoba mi się, że jest inaczej niż w poprzedniej firmie, wydaje mi sie że ludzie lubią tu pracować, są uprzejmi i pomocni jeśli się ich poprosi.
#praca #chwalesie #dildomajsterkuje

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Znalezione na FB, śmiechłam.
#praca #zajebanezfacebooka
Z branżowego słownika - "wrzucić kogoś pod pociąg/tramwaj/autobus/ciężarówkę" - czyli innymi słowy, w trakcie telekonferencji lub spotkania wywołać do zabrania głosu kogoś, kto nie chcę być wywołany do zabrania głosu, bo nic nie wie na dany temat, ba - nie wie, o czym jest rozmowa; ma wyciszony mikrofon i wyłączoną kamerę od 52 minut; udaje że nie żyje; robi pranie (w Czechach), a powinien pracować (w Kędzierzynie-Koźlu); jest na grzybobraniu, ale billinguje ten czas jako "research prawny", itd.
Typowe "wrzucenie pod..." wygląda mniej więcej tak, że trwa nudna dyskusja na jakiś tam temat z ważnym klientem i Twój, teoretycznie-k⁎⁎wa-kolega, z uśmiechem rzuca:
"To może teraz Mecenas Pierdzielski powie na ten temat ze dwa zdania, bo on się tym zajmuje." - przy czym, Twoje "zajmowanie się tym" wygląda tak, że wczoraj o godz. 23:43 dostałeś maila o treści "zajmij się tym", z załącznikiem zatytułowanym: "final_final_ostateczny_v7_last_comments.docx", którego nawet nie zdążyłeś otworzyć, a co dopiero przeczytać.
Klasyczne "wrzucenie pod..." zawiera następujące elementy:
fałszywą introdukcję ekspercką, w stylu: "Paweł, to nasz wieloletni ekspert w... tym czymś, o czym zaraz będzie mówił";
sku⁎⁎⁎⁎⁎ński uśmiech "wrzucającego pod...", zapowiadający nadciągającą katastrofę...;
uderzającą w Ciebie falę gorąca, porównywalną do słońca nagrzewającego pancerz czołgu Panzer IV na Łuku Kurskim;
Twoją próbę złapania oddechu; pośpiesznego ubrania spodni, zanim włączy się kamera; poprawienia krawatu zanurzonego w kuflu z piwem; odsunięcia od siebie dziewiętnastoletniej Marioli, z którą akurat masz romans; usunięcia z tła za Twoimi plecami kancelaryjnego orangutana o imieniu Chico, który na Twoim laptopie służbowym tworzy podwaliny nowelizacji polskiego systemu podatkowego, choć to Ty miałeś się tym zająć, itd.;
grobową ciszę, jak w Mrągowie po tym festiwalu, po którym już więcej nie było festiwalu w Mrągowie;
koło ratunkowe, które sam sobie rzuciłeś wypadając z okrętu, o treści: "Mariusz, bardzo Cię przepraszam, ale czy możesz powtórzyć? Bo coś przerwało?";
serię chrząknięć, kaszlnięć, ogólników w stylu: "No proces sądowy, to skomplikowana sprawa."; "W tym naszym polskim prawie..."; "Siedziałem nad tym kilka dni i ciągle to badam...", etc;
rozpaczliwą próbę ucieczki do przodu i przebicia się z kotła pod Stalingradem słowami: "Musimy to jeszcze zweryfikować wewnętrznie, żeby wrócić do Państwa z rekomendacją."
Wyróżnia się kilka, stopniowalnych odmian tego zjawiska, np.:
a) zwykłe, wtorkowe wrzucenie pod tramwaj starego typu, z wysoką podłogą - gdy ktoś zostaje wywołany na spotkaniu, ale ma jeszcze szansę odpowiedzieć "aj, to zależy" i potem sobie "pozależować" przez 10 minut (umiem tak);
b) kwalifikowane wrzucenie pod pociąg pośpieszny - gdy wywołanie następuje przy wewnętrznych specjalistach klienta, którzy mogą łatwo zweryfikować, że pieprzysz głupoty;
c) bestialskie wrzucenie pod konwój ciężarówek z naczepą - słowami "Dalszą część naszego spotkania w całości poprowadzi...";
d) wrzucenie pod Pendolino, zdaniem: "Paweł, mamy tylko pięć minut, więc od razu dawaj konkluzję", gdy wiadomo że nie ma żadnej konkluzji i nie będzie.
@GazelkaFarelka trzeba też pamiętać aby mieć pewne uniwersalne tematy do odbicia piłki. "Eskalowalem temat do eksperta, który robił to już 10 razy, ale wciąż czekam na odpowiedź. Zależy mi na jego zdaniu, bo to mocno skróci czas pracy."
W ten sposób można zdusic cały temat w zarodku nawet nie wiedząc o czym jest rozmowa.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#praca #pracbaza #ladowarki
Ktoś ma wiedzę o pracy na ładowarkach jednonaczyniowych? Myślę o kursie ale nie znam realiów zawodu.


@Lubiepatrzec fizycznie się nie narobisz, ale ile cię wytelepie w maszynie to Twoje. Dla kręgosłupa są dużo lepsze prace. Biorąc pod uwagę że doświadczenia w pracy pewnie nie masz to kokosów nie zarobisz, ale dobrzy operatorzy powyżej 6 na rękę pewnie wezmą. Tylko że zwykle będziesz musiał mieć więcej niż tylko ładowarki, inne maszyny również będą dużym plusem.
Praca na pewno wymaga bardzo wiele uwagi bo to duże maszyny o ogromnej strefie martwej(nie widać wszystkiego wokół ładowarki). Więc musisz uważać gdzie jedziesz bo zderzenia są głównie właśnie z ładowarkami i z ich winy. Sama umiejętność ładowania samochodów również wymaga wiele uważności, zdarzało się że operatorzy z wieloletnim stażem coś uszkodzili w naczepie. Poza tym znajomość delikatną mechaniki i to żebyś się nie bał ubrudzić bo OC trzeba zrobić i czasami coś naprawić.
Czy warto? Nie wypowiem się. Nie wiem co teraz robisz i czego oczekujesz od pracy
Zaloguj się aby komentować

Internetowe oszustwa rekrutacyjne rosną w siłę w całej Europie. Najczęściej ich ofiarami padają młodzi ludzie szukający pracy. Fałszywe oferty pracy stają się jednym z najszybciej rosnących zagrożeń w Europie. Kolejne przypadki oszustw są regularnie zgłaszane w różnych krajach, a eksperci...
#pracbaza #google #streetview
Jak się dostać do takiej #praca ?


Zaloguj się aby komentować