#praca

17
1982

"Mamy najwyższe bezrobocie od lat. Co ciekawe jesteśmy w dalszym ciągu w sytuacji, w której pracodawcy narzekają na brak pracowników, a pracownicy na brak ofert. Jak to wygląda z mojej perspektywy - prowadziliśmy ostatnio dwie rekrutacje -na stanowisko office manager i samodzielny księgowy/a. Na pierwsze otrzymaliśmy 650 CV! - na drugie - 20. Pracodawcy i pracownicy mocno rozmijają się jeżeli chodzi o umiejętności i oczekiwania. Jednocześnie 29,5 tys. osób straciło pracę w wyniku przeprowadzonych zwolnień grupowych w 2025 r. To wzrost o ponad 71 proc. względem 2023 r.! Co się stanie z osobami, które straciły pracę w wyniku zanikającego rynku centrów usług? Niestety - przebranżowienie trwa, a umiejętności nabyte w danym korpo, w jednym uszytym pod klienta procesie, nie są przydane w branży małych i średnich przedsiębiorstw. Ciepła posada nie jest już tak łatwo osiągalna. Źródło: pan_od_podatków FB "

Ciekawy wpis i ciekawa robi się sytuacja z samodzielnymi księgowymi. Jest to jeden z niewielu biurowych zawodów faktycznie deficytowych. Wraz z napływem korpo do kraju powstało duże zapotrzebowanie na usługi księgowe. Jednak praca w korpo księgowości różni się diametralnie od pracy w biurach rachunkowych. Praca w biurach rachunkowych to mniej więcej bycie samodzielnym ksiegowym, natomiast w korpo księgowy najczęściej odpowiada za jakiś określony dział, wycinek księgowości.

Z racji kiepskich warunków pracy i wynagrodzenia przez lata biura rachunkowe były traktowane jako odbebnienie frycowego - posiedzenie trochę by podłapać doświadczenie i przeniesienie się do korpo lub średniej firmy. Rotacja w biurach rachunkowych była duża, przychodzili stażyści lub początkujący pracownicy, zaczynali od wklepywania danych sprawdzanych przez samodzielnego księgowego by po pewnym czasie samodzielnie prowadzić księgowość firmy, gdy tego się nauczyli - zmykali z biurowego kołchozu do normalnej firmy, zostawali tylko sfrustrowani, pasywni pracownicy.

Obecnie jednak okazuje się że wiele korpo tnie zatrudnienie, automatyzuje procesy lub je migruje, zaś biura rachunkowe coraz rzadziej potrzebowac będą wklepywaczy danych przez pojawienie się KSeF. Przed KSeF wprowadzanie dokumentów odbywało się z reguły przez kopiowanie z poprzedniego miesiąca zmieniając daty i kwoty - przy okazji ucząc się tego jak wprowadzać prawidłowo. Tego już nie będzie i nie będzie potrzeby by to sprawdzać, natomiast przez brak kopiowania trzeba ustawiać parametry księgowe samodzielnie ( np konta księgowe) co wymaga pewnej wiedzy w przeciwieństwie do odtwórczego kopiowania.

Wszystko to powoduje że z jednej strony wszyscy chcą "mida" lub "seniora" jednak nie ma gdzie ich szkolić bo dla juniorów nie ma zajęcia. Z zawodu który w teorii jest najbardziej zagrożony automatyzacja ( bo jest, ale nie z perspektywy małych i średnich przedsiębiorstw, tylko korpo) tworzy się zawód deficytowy z wysokim progiem wejścia.

#pracbaza #praca #ksiegowosc #korposwiat

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

taguje beeeeeee #pracbaza #dylemat #praca

Dobra ogolny zarys:
Zarabiam troche powyzej sredniej krajowej. Mam do splaty kredyt za dom, jesli zostane w obecnej pracy, to jeszcze 7 lat do splaty. Moja zona choruje, wiec moze sie zdazyc, ze bedziemy zyc tylko z mojej wyplaty. Na chwile obecna jest u niej wszystko OK, nadplacamy kredyt tak duzo jak to tylko mozliwe. Z 1 pensji bedzie slabo z kredytem

Sytuacja na rynku pracy taka se

ZARYS HISTORYCZNY
Jestem odpowiedzialny za cyfryzacje oraz optymalizacje pracy.
Pracuje w fimie logistycznej, na niskim szczeblu managamentu. Za cos tam odpowiadam ale nie wiele, praca raczej z tych, ze przy 38 godzinach pracy, pracuje moze 18 a reszta to granie na kompie na HOME Office.
W pracy moi przelozeni sa dosc mili ale to sa balwany... Mamy rozne KPI ktore bazuja na roznych informacjach zbieranych z systemu. Tylko, ze te informacje musza byc wprowadzane recznie do systemu (A czesto nie chce sie tego nikomu wprowadzac) i tak nasz magazyn(za ktory jestem odpowiedzialny posrednio) robil ziobro bledow przez 5 lat. Przyszedlem do pracy, i po roku zauwazylem, ze dzial ktory raportuje bledy do systemu. Nie wprowadza ich, bo ma co innego do roboty. Z tad tez 0 XD

Chcialem wprowadzic pewnie usprawnienie aby wyeliminowac bledy ktore byly ale wg. systemu bylo 0. Zglosilem usprawnienie, podciagnalem argument, ze zredukujemy bledy a COO do mnie, ze przeciez magazyn nie robi bledow. A ja mu na to, ze jest 0 bo nikt nie wklepuje tego do excela... no i sie zaczelo.... 5 zebran, analiza i wniosek wszysko ma byc raportowane do systemu.

W ten sposob z bledow 0 zrobilo sie mniej wiecej 8 rocznie (Przy celu 4 -> cel 99,99%) w magazynie recznym gdzie pracownicy pracuja z kartka i dlugopisem. Czyli przewalaja KPI i to mocno. W takim systemie pracy, skutecznosc na poziomie 99,9% (czyli max 40 bledow rocznie) byla by super satysfakcjonujaca.

A teraz do rzeczy, w zwiazku z tym, ze magazyn nie daje rady zmiescic sie w limicie zabrano mi 1 dzien HO (z 2 dni ktore mam) i kazano zajac sie problemem.
Probowalem przetlumaczyc, ze 99,9% przy naszym systemie pracy to i tak za⁎⁎⁎⁎scie, ale nie dociera. Kiedys uslyszalem, od COO ze jak on sie tym zajmowal, to bledow bylo 0 XD no qwa bylo 0 bo nikt nie raportowal....
----------------------------
Jesli chodzi o te bledy, to dalej mnie cisna niemilosiernie, ze mam to naprawic. Cos tam pogadalem z gosciem od raportow i wpisuje mniej wiec odzyskalem ten dzien HOMO znowu -> Ale to nie jest poprawne.
---------------------------
DALSZY OPIS
Mamy tez inne KPI i rozpisy prozesow, problem jest taki, ze nikt sie tych procesow nie trzyma bo sa nie wykonalne. Udalo mi sie zmusic caly dzial obslugi klienta aby trzymali sie wewnetrzych wytycznych. Problem z tym, ze gdy oni trzymaja sie wytycznych wymyslonych przez COO to magazyn znowu nie wyrabia sie z robota. I teraz...
On time delivery mamy zawsze 99,5% i powyzej, poniewaz nikt nie trzyma sie procesow i robia jako tako. Gdy zaczynamy trzymac sie procesow to natychmiast spada ponizej 95% i znowu bottle neck to magazyn. Ogolnie tez nigdy nie raportowano opoznien. Prawdopodobnie od 10 lat nikt nie raportuje opoznien wiec JOLO firma pracuje dobrze.
Gdybysmy zaczeli raportowac opoznienia zgodnie z wytycznymi to rozjedzie sie OTD, rozjada sie koszty magazynu i wszyskie KPI.

Pytanie: Rozwalic system i trzymac sie procesow, nakreslic problemy ale jednoczesnie stracic prace zdalna i byc prawdopodobnie do odstrzalu. Czy zamknac jape, pracowac jako tako poki placa i splacac kredyt?

Dlaczego mam taki dylemat? Bo wiekszosc ludzi powyzej mnie (srtedni sczczebel) nie trzyma sie procesow, ba nawet ich nie znaja, duza czesc bledow spychaja na mnie co mnie niemilosiernie wkurwia.



pytanie

173 Głosów

Zaloguj się aby komentować

Elektrycy z Gliwic i okolic.

Poszukiwany jest elektryk do pomiarów transformatorów. Praca delegacyjna w Polsce na obiektach PSE, elektrowniach, stacjach energetycznych, GPZ i zakładach przemysłowych.

Wymagana podstawowa wiedza na temat transformatorów i pomiarów. Praca często na wysokości, więc też nie można się jej bać.

Nie ja zatrudniam i nie znam stawek.

#elektryka #praca Jak coś to piszcie na priv.

Zaloguj się aby komentować

Pozwolę sobie wkleić fragment maila jaki otrzymałem, ażeby zobrazować wam jak wielka ch⁎⁎⁎ia jest na rynku pracy


Na wstępie chciałbym Ci bardzo serdecznie podziękować za przesłanie Twojego zgłoszenia w związku z naszą rekrutacją na stanowisko „IT Project Manager”.

Na dziś, czyli 7 kwietnia 2026 roku, zaplanowałem przesłanie informacji, kto przeszedł do drugiego etapu rekrutacji (zadania rekrutacyjnego). Niestety, muszę poprosić Cię jeszcze o chwilę cierpliwości.

Otrzymaliśmy ponad 400 zgłoszeń...


#praca

Zaloguj się aby komentować

Trzy dni temu napisał do mnie dev, że dostał zadanie żeby "jakoś podkręcić" nasze narzędzie na produkcji u klienta, który negocjuje umowę, a sprzedażowcom niezbyt dobrze te negocjacje idą. Taki, wiecie, "prezent od firmy".

Poprawił performance, coś tam jeszcze, ale pomyślał że przyjdzie do mnie żebym rzucił fachowym okiem. No wyglądało jak gówno, czytelność informacji jeszcze gorsza, częsty przypadek kiedy klient bierze stylizację UI na siebie. Spędziłem godzinkę na poprawkach, devowi się spodobało, zapomniałem o sprawie.


Wczoraj zaczynam pracę i mam dosłownie cały teams zajebany prośbami o "szybkie rzucenie okiem i takie ładne poprawki". Myślę sobie ki czort, skąd to nagle się wzięło i skąd wiedzieli do kogo mają po to przyjść?

Okazało się że ten idiota napisał na kanale z marketingowcami że to ja zrobiłem te poprawki, a wszystkim się za bardzo spodobało.

Całe szczęście że karta: "Ej, bardzo chętnie się tym zajmę, zrób mi proszę ticket w jirze i opisz co ma być i do kogo raportować" działa jak znalazł i do teraz nie mam ani jednego ticketa dotyczącego kolejnych poprawek.

#praca #pracbaza #korposwiat #pracait #uxdesign

Zaloguj się aby komentować

W nawiązaniu do mojego poprzedniego wpisu o poszukiwaniu pracy przez moją żonę:

https://www.hejto.pl/wpis/nie-robilem-tego-nigdy-wczesniej-ale-zona-szuka-pracy-znalazla-bardzo-fajna-ofer


Moc waszych piorunów jest niesamowita! Żona dostała robotę! Przeszła przez dwa etapy rekrutacji. To były bardzo nerwowe 22 dni. Dziękuję wam wszystkim z całego serca!


#praca

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Mały update, list intencyjny podpisany, skierowanie na medycynę pracy odebrane.

Ogólnie to co się nazywa listem intencyjnym ma wszystkie elementy umowy o pracę więc w razie ich zmiany zdania można byłoby liczyć na odszkodowanie.

#pracbaza #dildomajsterkuje #praca

58d0f763-aad5-4dc1-bdfc-ec450e48e539
dildo-vaggins userbar

Zaloguj się aby komentować

#tennis #berlin #praca

Na weekendzik co by w domu czasu nie marnować (żona pojechała do Polski), zrobiliśmy przygotówke na nowy sezon dla małego klubu blau-Weis. Jak przyschnie mączka po szlemowaniu, kosmetyka, siatka, linie i gotowe! To mój drugi rok jak bawię się na kortach... trzeba się narobić, ale finał cieszy oko. Gracze też chwalą 💪, a i przelew się zgadza...

9711b4a0-fbb6-474d-8968-ad22e7b04e54
c5cf00b7-0880-4fad-8f38-009e673248a4
7b2e0c84-da6b-46db-9ce2-117034218141
adeec78d-19cf-4e9b-8494-056b7fc20a83
d77faae5-ca29-4186-bf2e-92812a1e9943

Zaloguj się aby komentować

Ogłoszenia o pracę w sprzedaży są piękne xD

-Aktywne pozyskiwanie klienta (cold calling/cold mailling) i samodzielna budowa pipeline'u od zera
-Docieranie do osob decyzyjnych w firmach
-Sprzedaż i wdrożenie/opieka nad klientem


+inne obowiązki, te "normalne" jak na etat

No przecież k⁎⁎wa wypisz wymaluj sam bym mógł se firmę założyć i tak robić xD Jak umiesz przez zimny telefon umówić się na spotkanie z prezesem i sprzedać produkt/usługę, to niepotrzebny ci Janusz nad głową. Zresztą, niestety już teraz tak robię. Telefon, komputer, wyszukiwarka Google i jazda. Jeszcze spotkania zdalne często i brak auta, to nawet nie ma kosztów paliwa etc. To jest chyba jakiś 2005 rok dalej, że firmy w działach handlowych nie mają


-know how

-leadów albo chociaż bazy klientów

-sprecyzowanego profilu klienta

-onboardingu w firmie dla nowych pracowników
-narzędzi pracy


Pracuję od 3.5 roku w małych firmach, mam kontakt z małymi firmami i czasem zastanawiam się jak k⁎⁎wa ci ludzie w ogóle coś zbudowali xD Ale chyba najłatwiej było wstrzelić się w czasy, gdzie był popyt, wycyganili trochę dofinansowań i znaleźli takich jeleni-handlowców, co sprzedawali za nich i dostawali pod stołem.

Najgorsze jest to, że żeby zacząć, to 90 % tego co musisz mieć to KONTAKTY. Bez kontaktów to sprzedaż b2b będzie długa i ciężka. Ja kontakty jakieś mam, ale niestety nie w takich branżach, co bym potrzebował pilnie, by sam rozwinąć skrzydła.

Czemu tego nie zrobię sam> Zrobię, tylko jestem na etapie, gdzie szukam produktu. To musi być jakaś wartość dla firmy.


Sprzedawałem sporo rzeczy, 7 lat stażu, do tego pracowałem w start upie i mam doswiadczenie w marketingu (przy sprzedazy usług marketingowych + studia z tą specjalizacją i sporo szkoleń), wiec wiem nawet jak coś w złote pazłotko opakować.

No roz⁎⁎⁎⁎⁎⁎lają mnie takie ogłoszenia. Handlowiec-magik. Weź coś mordo wymyśl, sam zbuduj procesy sprzedaży, zarób na mój leasing XD To jest często szukanie specjalisty ds rozowju sprzedaży/dyrektora sprzedaży, handlowca i opiekuna klienta w jednym.

#pracbaza #handel #biznes #praca #sprzedaz #marketing



Zaloguj się aby komentować

Wesołe perypetie @Rysia mi przypomniało o własnych przygodach swego czasu.

Dawno dawno temu kiedy byłem piękny i młody, a nie piękny i stary, zaproszono mnie do ekipy organizującej wielką kilkudniową konferencję/zlot w Mikołajkach, stanowisko "czarnuch od kąkuterów".
Śmieszna ekipa była, wszyscy młodzi więc wiadomo #pdk można było wieczorem pobalować, ale z umiarem, rano wszyscy muszą być trzeźwi 10/10 i "reprezentacyjni".

Jak w Wojsku Polskim przed wojną (btw. polecam książkę "oficerowie i dżentelmeni" o tym jak wyglądało życie kawalerzystów w IIRP).
Jeden przegiął, znaleźliśmy go rano śpiącego zarzyganego w kabinie prysznicowej. Przez własną głupotę zamiast świetnie się bawić z fajnymi dziewczynami (były i hostessy) i jeszcze dostać za to pieniądze, wyleciał na kopach po 1 dniu.

Jedna laska była co na co dzień pracowała jako kierownik hotelu. Śmiałem się trochę bo mała, chudziutka była, ale się w tańcu nie pi⁎⁎⁎⁎liła - jak się bydło nie wyniosło do 11:00, to brała dwóch silnorękich, wrzucali wszystko do czarnych worków, i fru, bydło za drzwi z całym majdanem. :P

Prychłem srogo jak się dziewczyny dowiedziały że MARYLA będzie śpiewać. Młode d⁎⁎y a Maryli słuchają? Wszystkie co mogły poleciały na koncert.



#hotelarstwo #praca #bekazpodludzi #opornikcontent #bydlo #pracbaza #wspomnienczar

a4677fd1-b849-4185-a2a6-b78b51da7b66
Opornik userbar

Zaloguj się aby komentować

Mam pytanie.

Ustaliłem nowe warunki z szefem i się z nich nie wywiazuje. Kolejny raz. Mialem byc w 100 % odciążony z opieki nad klientem po podpiusaniuu unmowy, a nie jestme. Miałem dostać wsparcie w postaci kampanii leadowej, a nie mam. Miałem dostawać prowizje od sprzedażty, a nie dostaje (jedynie comiesięczną premię od % portfela klientów).

Zrealizowałem cele na marzec i powinienem za marzec dostać 2850 zł prowizji. Ale szef nie wystawił faktur, bo twierdzi, że z jednym klientem to dużo roboty i on nie wie jak to ugryźć i na ile go fakturować, bo ejszcze trzeba dorzucić 1 usługę i nie wie czy nie zmienić warunków umowy (to akurat prawda po części)

Przejął osobiście klienta i nie dał mi dokończyć umów, przez co nie mogę z nim podpisać tej nowej ,następnej umowy (a to zrealizowałoby mi większość planu na kolejny miesiąc). Czyliu odsunął mnie od niego. A sam wypracowałem tam kontakt i podpisałem umowy, po czym oddał temat innemu opiekunowi i sam się w neigo we dwójkę z nim zaangazował, mnie nie informując o postępach prac. Dodam, że to okazał się największy klient w historii firmy, a było tak, że włąściwie szef go wyceną chciał spławić, bo za dużo roboty, a ja ogarnąłem temat od A do Z, żeby była ta współpraca i wyszło, ze chłop ma kilka spółek i wszystkie nam oddaje do opieki xD Jak ogarnąłem umowy na 1 usługę (a miała dojść jeszcze 1) to wtedy mnie odsunęli i przejęli temat we 2. No i se nie radzą xD Zwłaszcza drugi opiekun, gdzie moj szef teraz ufa mu w 100 % a wcześniej ciągle narzekał jakim on jest sabotażystą. Ale zarobiłem na firmę, więc wrócił do łask, bo korzysta z tego co ja przynoszę.

Mam zrealizowany plan w jakichś 50 % na kwiecień i może uda się 100 %, wtedy będzie mi wisiał jeszcze więcej. Jak staram isę nawiązać do tematu, milczy, bo mamy problemy organizacyjne.

Drugi "opiekun" klienta, nie sprzedaje i ma mniej klientów do obśługi ode mnie. C⁎⁎j wie co robi, ale jest traktowany lepeij, bo pracuje 4 lata. Generalnie on robi tlyko dużo szumu i nie ma z tego żadnych korzyści. Jak odpowiadał sam za dział sprzedaży i obsługi klienta przed moim przyjściem, firma była na granicy lub pod progiem rentowności, a szef na niego narzekał. A teraz spija śmietankę z efektów mojej pracy.

Czy w związku z tym mam prawo teraz robić absolutnie minimum pod kątem obsługi portfela klientów i opierdalać się z nowymi umowamki? W sensie przymosić 50-60 % tego co miałem (za 100 % mialem dostawać prowizje, a i tak nie dostaje lub nie wiem czy dostane).

Czuję jednak się źle, że opierdalam się w pracy kilka dni, ale z drugiej storny typo mnie jawnie wydymał lub nie dopilnował i nie ogarnął rzeczy, na czym ja tracę finansowo, ap otem będzie mi płakać, że ma tak ciężko i że tyle na głowie, a ja tylko wymagam XD Gdzie ma 2 pracowników, co lecą jawnie w c⁎⁎ja w pracy i w sumie nie wiem po co są.

Jestem ambitny, nie lubię się nudzić, ale

1.Nie chcę sprzedawać czegoś, w czym nie widzę wartości i ze. zespół często nie dowozi projektów
2.Wkurwia mnie ta atmosfera tutaj i chaos organizacyjny i komunikacyjny
3.Szef nie wywiązuje się z naszych ustaleń i unika tematu rozmowy

#pracbaza #praca #pytanie

Zaloguj się aby komentować

wiem, znowu o tym samym- ale wziąłem pod uwagę wasze rady i zrobiłem nową wersję portfolio.


są tutaj te same przykłady co wcześniej, ponieważ nie jest to portfolio aby zgłosić się do jakiejś wielkiej agencji artystycznej, a chciałem zacząć od którejś z pobliskiej drukarni, jedna akurat poszukuje grafika.

nie, to nie jest bait, a szczere pytanie o radę. jak już mówiłem, każdy jest inny, toteż wymaga innych rzeczy, ale czy myślicie, że tyle wystarczy? i tak, zdaję sobie sprawę, że jest to przedstawione w dosyć dziwnej formie, ale nie chciałem robić nie wiadomo jak wielkiego obrazka, potencjalnemu pracodawcy wyślę to natomiast w pliku .pdf. dziękuję za wszelkie podpowiedzi-


#praca #pracbaza #grafika #grafikakomputerowa #kiciochpyta

478f0053-8905-4e80-9808-b530e39c81b5

Zaloguj się aby komentować

hej wszystkim, jestem tutaj nowy przyszedłem tutaj z takim małym problemem. skończyłem moje pierwsze portfolio i mam takie pytanie. wiem, że doświadczenia są różne i każdy wymaga czegoś innego, ale czy tyle zawartości do tego typu projektu wystarczy? mam zamiar to wysłać, ale chcę zrobić jak najlepsze wrażenie. tylko tutaj to wysłałem w tej postaci, potencjalnemu pracodawcy udostępnię plik .pdf na maila #pracbaza #praca #grafika #grafikakomputerowa #pytanie



0ed68ff8-85a7-43b4-8b8e-6d320260dde2

Zaloguj się aby komentować

Wypowiedzenie złożone, teraz jestem na łasce nowego pracodawcy ze podpisze ze mną umowę w maju :)

A jak nie to pójdę pracować do McD.

#pracbaza #dildomajsterkuje #praca

22ee596b-9650-46a1-9349-75c950f39061
dildo-vaggins userbar

@dildo-vaggins za⁎⁎⁎⁎scie szanuje z jakim uporem odpisujesz ludziom „byłoby lepiej gdyby było lepiej, ale jest jak jest”. Powodzenia! Wydajesz się mocno zajawiony praca, to się zawsze miło ogląda jak się komuś chce.

Zaloguj się aby komentować

Mam 34 lata, od około 10 lat pracowałem jako technolog konstrukcji i detali stalowych do obróbki skrawaniem. Przeszedłem przez 4 firmy, różne style zarządzania i kilka mocno nieprzyjemnych doświadczeń. Piszę, bo chciałbym usłyszeć merytoryczny feedback od osób, które miały podobnie albo patrzą na to z dystansem.


Nie pracowałem w trakcie studiów, więc pierwszy pracodawca był dla mnie konkretnym zderzeniem z rzeczywistością. Był to czas dosyć dużego bezrobocia, więc już sam fakt, że miesiąc po studiach udało mi się znaleźć pracę biurową, traktowałem jako sukces. Startowałem od umowy zlecenia na 3 miesiące, a plan wdrożenia zakładał 2 miesiące na produkcji i 1 miesiąc w kontroli jakości. Na papierze brzmiało to sensownie, bo firma miała dość szeroki park technologiczny: cięcie termiczne, laser, wykrawanie, prasy krawędziowe, spawanie, prostą obróbkę skrawaniem i malowanie, głównie przy cienkich blachach, często nierdzewnych. Z perspektywy czasu uważam, że taki start mógł mieć dużą wartość, gdyby był lepiej poprowadzony.


Pierwszy miesiąc spędziłem na dziale czyszczenia ślusarskiego. Ludzie byli w porządku, trafił się nawet kolega z technikum. Brygadzista był nerwowy, ale kiedy trzeba było, pomagał i tłumaczył. Problem polegał na tym, że przez cały ten czas nie było żadnej konkretnej rozmowy z moim docelowym przełożonym o tym, jak ma wyglądać wdrożenie i czego dokładnie powinienem się uczyć. Dzisiaj sam ustaliłbym takie rzeczy od razu na starcie: ile czasu na którym dziale, jakie cele, jaki zakres wiedzy do opanowania. Wtedy byłem świeżo po studiach, bez doświadczenia i bez większej asertywności.


W rozmowie z jednym z pracowników, chyba z kontroli jakości, dowiedziałem się, że powinienem przejść przez różne działy firmy, żeby zrozumieć proces. Poszedłem więc do głównego technologa, czyli mojego docelowego przełożonego, i razem z nim do kierownika produkcji, żeby ustalić, gdzie mam trafić dalej. Padło na dział montażowo-klejarski. Tam również trafiłem na ludzi, którzy byli pomocni i normalni w kontakcie. Praca była już bardziej przekrojowa: wiercenie, nitowanie, kalibrowanie gwintów, malowanie, czasami klejenie. W części operacji potrzebny był nadzór pracowników z odpowiednimi uprawnieniami, więc można było też zobaczyć, jak wygląda odpowiedzialność przy bardziej wrażliwych etapach. Drugi miesiąc dał mi sporo kontaktu z realnym wykonaniem detali i montażem, ale znów bez większego udziału głównego technologa. Pojawił się może raz, przy okazji jakiegoś zlecenia, i tylko zapytał, czy wszystko dobrze.


Trzeci miesiąc spędziłem w kontroli jakości. Tu zaczęło się coś, co faktycznie mogło budować podstawy pod późniejszą pracę technologa. Uczyłem się korzystania z podstawowych narzędzi pomiarowych: zwykłej suwmiarki, sprawdzianów przechodnich i nieprzechodnich do gwintów, kątomierza, mikrometru, średnicówki, do tego wypełniania raportów pomiarowych. Szkoda, że zabrakło czasu na ramię pomiarowe, bo to byłby już bardzo konkretny plus na start. Znowu jednak największą wartością byli ludzie z działu, bo zawsze było do kogo podejść i dopytać, jak prawidłowo wykonać pomiar albo jak interpretować wynik.


W tym momencie, któregoś dnia, bez wcześniejszych zapowiedzi zostałem poproszony do biura technologicznego na rozmowę z głównym. Okazało się, że było to odpytywanie z całego parku maszynowego i jego możliwości (firma typu cięcie termiczne laserem/wykrawanie/prasy krawędziowe/spawanie/ewentualnie prosta obróbka skrawaniem/malowanie raczej na cienkich blachach często nierdzewnych). Biuro w którym byłem odpytywany to był typ open space, z ok. 15 pracownikami (większość w biurze). Na moment rozmowy nie wiedziałem, że powinienem się orientować w parku maszynowym tak dokładnie, chociaż teraz wiem że na pewno by to przyspieszyło wdrożenie na technologa i jeśli sam, jako kierownik działu, stworzyłbym takie wdrażanie, to wymagałbym przyswojenia takiej wiedzy ale uprzedzając o tym jasno. Z mojej strony było głównie "nie wiem" jako odpowiedź. Główny technolog opierdzielił mnie od góry do dołu na oczach wszystkich, ton między podniesionym głosem a krzykiem i jedna czy 2 bluzgi nawet. Po tym jak w domu przerobiłem sobie wszystko po swojemu co się stało, doszedłem do wniosku że trzeba się ogarnąć i faktycznie nauczyć parku maszynowego, mimo że jakiejś obecności czy prowadzenia nauki nie było ze strony głównego co już w tamtym momencie zaświeciło się jak czerwona kontrolka. Kolejnej rozmowy na temat parku maszynowego nie było już, przynajmniej nie pamiętam żeby taka była.


Po upłynięciu trzech miesięcy dostałem umowę o pracę na czas określony. W dziale miałem zajmować się wykonywaniem instrukcji montażowych i planów kontroli, choć w praktyce najczęściej kończyło się na instrukcjach montażowych. I szczerze mówiąc, to była dla mnie naprawdę ciekawa część pracy. Uczyłem się wtedy korzystać z CAD 2D i 3D — głównie Inventora oraz DraftSighta do 2D, choć nie zawsze były licencje dla wszystkich. Robiłem zdjęcia na produkcji, jeśli akurat dany wyrób był montowany, zbierałem materiał i przekładałem to na dokumentację dla montażu. Potem wszystko trafiało do weryfikacji głównego technologa.


Weryfikacja w biurze technologów, na stojąco przy biurku głównego. Opierdziel przy wszystkich stawał się normą, raz większy raz gorszy i nie zawsze zasłużony gdyż starałem się pracować sam (po jednym czy 2 pytaniach dowiadywałem się, w nerwach, że powinienem to wszystko wiedzieć ze studiów). Po wykonaniu 2 instrukcji, dowiedziałem się że jeszcze będę pomagał przy wycenach pod technologię i wtedy już zaczęło się piętrzyć. Z jednej strony główny czepiający się o instrukcje czemu jeszcze nie zrobione a z drugiej prezes firmy (nadzorował wycenianie) czepiający się dlaczego wyceny nie zrobione (wyceny były dosyć dokładne, gdyż stanowiły bazę pod przewodniki płacowe; cały BOM, marszruta technologiczna z czasami założona w systemie ERP na każdy detal z zapytania). Teraz wiem, że wyceniający jest to osobne stanowisko w takich firmach ale wtedy walczyłem z tym i chciałem podołać, ale nerwy wychodziły w tym czy innym momencie, w ten czy inny sposób (w pracy czy poza pracą).


Tak minęło około 5 miesięcy i wtedy przeszedł moment, w którym poprosił mnie na rozmowę główny na salkę konferencyjną. Wręczył mi wtedy wypowiedzenie, usprawiedliwiając je koniecznością redukcji mojego etatu. Miałem totalnego zonka i nie wiedziałem o co chodzi, więc głupio zapytałem czy coś było moją winą w tym wszystkim i główny powiedział, że nie ma totalnie związku z tym jak wykonywałem swoją pracę. Jeśli chodzi o moją, jeszcze świeżą po studiach, psychikę, to był kosztowny dzień ale poszedłem wtedy do brygadzisty na montażu, z którym naprawdę spoko rozmawiało i poszedłem po radę co robić. W ten sposób, w tej samej firmie, znalazłem z powrotem pracę na montażu do czasu, aż znajdę kolejną biurową.


Z perspektywy czasu patrzę na tę pierwszą pracę dwojako. Z jednej strony była to szkoła życia i pierwsze realne zetknięcie z produkcją, kontrolą jakości, dokumentacją technologiczną, podstawami pracy w CAD i wyceną opartą o BOM-y, marszruty i ERP. Z drugiej strony było to wejście w zawód w środowisku, w którym wymagania były momentami sensowne, ale sposób ich egzekwowania i samo wdrożenie były mocno chaotyczne. I chyba właśnie to doświadczenie najmocniej zostało mi w głowie — nie dlatego, że ktoś „coś powiedział”, tylko dlatego, że od początku połączono brak jasnego prowadzenia z publiczną presją i oceną.


Po jakimś miesiącu znalazłem pracę na stanowisku technologa w oddalonym o ok. 50 km mieście wojewódzkim. Połączenie spoko, praktycznie z pociągu 5 minut do pracy z buta. Bardzo w porządku ludzie (małe wyjątki, ale gdzie ich nie ma). Tutaj najpierw wyceniałem, a następnie pisałem technologię — czasem robiłem jedno, czasem drugie, a czasem przeplatałem oba zadania. Czasami było pracy pod korek ale nie było źle. Największy szok dla mnie to był mój nowy kierownik działu. Co bym nie potrzebował się dowiedzieć to "pytaj, nie kombinuj sam". Nauczyłem się w tej pracy porządnie CAD 2D (AutoCAD LT), kolejny system ERP do przyuczenia, ale w tej pracy sam z siebie poznałem go już dosyć dobrze (na tyle ile wymagało to stanowisko; niektórzy programiści CNC z obróbki wymagali wiedzy jaką mieli oni sami ale na to zwyczajnie brakło czasu). Nauczyłem się też porządnie rysunku technicznego chociaż z rysunkiem zawsze sobie dobrze radziłem sam z siebie (mam na myśli czytanie i rozumienie rzutów, wymiarowania itd.). W tej pracy zleciało mi ok. 3 lata. Po czasie zaczął doskwierać dojazd pociągiem (czas tracony na spóźnieniach, awariach pociągów i dworcach itd.; plusem było że lubię czytać książki i czytałem wtedy dosyć dużo w pociągach). Do rozstania z tą pracą przyłożył się również brak podwyżek po 2 czy 3 rozmowach, trzecia była już po złożeniu przeze mnie wypowiedzenia.

Ta praca dała mi pierwszy wyraźny sygnał, że problemem nie zawsze jestem ja, tylko często po prostu środowisko i sposób prowadzenia ludzi.


Kolejna praca była w moim rodzinnym mieście, ok. 15 minut jazdy autem albo 15 minut autobusem i około 10 minut pieszo. Również stanowisko technologa. To właśnie tam najmocniej rozwinąłem się w CAD 3D. Miałem też bardzo w porządku kierownika, chyba najlepszego z dotychczasowych, i głównie dzięki niemu nauczyłem się tyle w tym obszarze. Jedną z nowości było dla mnie także programowanie wypalarki plazmowej — nie było o tym mowy na rozmowie o pracę, ale wdrażałem się w to pod okiem pracownika odchodzącego na emeryturę, którego miałem zastąpić.


W tej firmie spędziłem blisko 6 lat. Bywał zapierdziel, bywały też spięcia z ludźmi z innych działów. Z czasem nauczyłem się, że każdy — w tym ja — ma tendencję do myślenia, że to właśnie on ma najwięcej na głowie, a prawda zwykle leży gdzieś pośrodku. Jednocześnie dość szybko da się wyczuć, kto naprawdę pracuje, a kto po prostu wali w ch..a. Dlatego przestałem z góry zakładać, że to ja mam najgorzej, i starałem się grać zespołowo, ale z poprawką na to, że jeśli ktoś od początku robił mi pod górę, to trudno było później oczekiwać z mojej strony pełnego zaangażowania w pomoc. Mimo tych zgrzytów większość ludzi wspominam dobrze.


Po czasie pojawił się też drugi temat, mniej spektakularny, ale ważny z perspektywy tego, gdzie jestem dziś. Po kilku latach ta praca zrobiła się momentami bardzo powtarzalna. Nadal dawała mi stabilność i nadal miałem tam ludzi, od których można było się czegoś nauczyć, ale coraz częściej łapałem się na myśli, że zawodowo zaczynam się trochę zasiedzieć i kręcić wokół podobnych problemów. To był jeszcze etap luźnych przemyśleń, a nie konkretnego planu, ale właśnie wtedy pierwszy raz zaczęło mi kiełkować z tyłu głowy, że może kiedyś przyjdzie pora coś zmienić.


Było jednak jedno wydarzenie, które mogło zaważyć na tym, jak byłem później postrzegany w tej firmie. Raz w tygodniu odbywała się narada, na której technolodzy prezentowali koszty ze zleceń i omawiali problemy. Uczestniczył w tym prezes, kadra dyrektorska oraz biurowi. Zwykle było raczej merytorycznie, bez większych fajerwerków. Na jednym z tych spotkań padło na moje zlecenie, gdzie było przekroczenie godzinowe wynikające z dużo dłuższej obróbki ślusarskiej — trzeba było wyprowadzić chropowatość, do tego pojawiły się wady materiałowe — oraz droższej kooperacji, niż zakładała wycena. Część ślusarską potrafiłem wyjaśnić, ale prezes zapytał mnie, a dyrektor produkcji to podchwycił, dlaczego tak często koszty rozjeżdżają się między wyceną a wykonaniem.


Przygotowałem się do tej narady i wcześniej sprawdziłem najbardziej aktualne wyceny. Wyszło mi, że były one po prostu dosyć nieaktualne względem kosztów rejestrowanych w systemie. Powiedziałem więc to wprost i dodałem, że ceny powinny zostać odświeżone. Na spotkaniu zostało to przyjęte bez większych komentarzy, ale około godziny po powrocie do biurka przyszedł do mnie wyceniający od detali tego klienta i praktycznie zaczął na mnie krzyczeć o to, co powiedziałem. Starałem się zachować spokój i kulturę, tym bardziej że był to człowiek ode mnie starszy o jakieś 30 lat. Wyjaśniłem mu swoje stanowisko, ale nic to nie dało — wyszedł w nerwach i trzasnął drzwiami.


Od tego momentu zacząłem zauważać, że część osób z dłuższym stażem w firmie — głównie ze sprzedaży, wycen, zaopatrzenia i magazynu — zwyczajnie mi nie ufa. Zachowanie wobec mnie zrobiło się co najmniej chłodne. Starałem się później normalnie rozmawiać z ludźmi, ale chyba dla części z nich zostałem kimś w rodzaju konfidenta albo sygnalisty. Nawet wyjścia na piwo w większym gronie zrobiły się przez to męczące, więc bywałem na nich raczej od czasu do czasu. Co ważne, przed tamtym spotkaniem pytałem swojego kierownika, czy mam to powiedzieć, bo czułem, że padnie pytanie o przekroczenie kosztów. Usłyszałem, że mam mówić dokładnie to, co ustaliłem, więc w tej konkretnej sytuacji nie mam sobie wiele do zarzucenia. Myślę jednak, że koszt tej jednej sytuacji ciągnął się za mną do końca pracy w tym miejscu.


Niektórzy z czasem się przekonali, ale finalnie i tak doszedłem do momentu, w którym coraz mniej obchodziło mnie, kto i jak mnie odbiera. To właśnie tam nauczyłem się, żeby nie przejmować się aż tak mocno opinią innych, bo wcześniej wpływało to u mnie mocno i na samoocenę, i na psychikę.


Ta praca skończyła się dla mnie zwolnieniem. W firmie od kilku miesięcy trwała fala redukcji etatów — raz kierownik działu, raz księgowa, raz ktoś z biura. Z tyłu głowy czułem, że może paść również na mnie, bo dało się zauważyć pewien wzorzec. Dodatkowo po około 2–3 latach poszedłem po podwyżkę, bo kończyła mi się umowa na czas określony, a kolejna miała już być na czas nieokreślony. W międzyczasie firma dawała podwyżki wynikające głównie ze wzrostu minimalnej krajowej — po ok. 300 zł netto i, z tego co było słychać, wszystkim, od produkcji po biura.

Na rozmowie o przedłużenie umowy siedział ze mną dyrektor produkcji i mój przełożony. Dyrektor od razu rzucił, że pewnie chodzi mi o to, czy przedłużą mi umowę na czas nieokreślony, i że to jest oczywiste. Odpowiedziałem, że tak, ale liczyłem też przy tej okazji na podwyżkę. Już wtedy było widać, że nie jest mu to w smak. Zacząłem więc argumentować konkretnie: dokładnością pracy, bardzo małą liczbą błędów generujących koszty oraz aktywnym udziałem w upraszczaniu pracy w nowo wdrażanym systemie ERP. W praktyce byłem jedną z osób, które najlepiej go ogarniały, i często pomagałem innym w dziale.


W odpowiedzi usłyszałem klasyczne: „czy wie pan, jaki koszt jako pracodawca ponosimy, zatrudniając pana?”. Byłem świadom kosztów zatrudnienia, ale z drugiej strony nie przychodziłem tam siedzieć i nic nie robić. Odpowiedziałem więc, że to rozumiem, ale zapytałem, czy mam w takim razie zrezygnować z oczekiwań finansowych przy rosnących kosztach życia. Dyrektor zaproponował wtedy 200 zł brutto. Liczyłem na więcej, więc próbowałem jeszcze rozmawiać. Tylko że od tego momentu rozmowa przestała być merytoryczna. Dyrektor zaczął mnie przegadywać (zaczął podnosić również głos) i nie przyjmował moich argumentów do wiadomości, więc uznałem, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Mój kierownik do pewnego momentu mnie popierał, ale gdy rozmowa zaczęła się sypać, zamilkł. Nie mam do niego o to żalu, ale myślę, że cała ta sytuacja mogła później zaważyć na moim zwolnieniu.


Po sześciu latach człowiek mimo wszystko przyzwyczaja się do miejsca pracy, więc to też swoje kosztowało. A powody z wypowiedzenia były, moim zdaniem, lekko naciągane. Pierwszy to „częste L4”. W trakcie tego zatrudnienia miałem 8 zwolnień lekarskich: jedno trzytygodniowe, dwa dwutygodniowe i resztę krótszych, kilkudniowych. Część wynikała z rzeczy losowych, część z gorszego momentu psychicznego po dłuższym czasie napięcia. Drugi powód to błąd przy przepisywaniu danych z atestu materiałowego do wykonania graweru na detalu — przy czym takich danych przepisywałem w ciągu roku setki razy, a błędy zdarzały się bardzo rzadko.


Zwolnienie przypadło na koniec listopada 2024, więc miałem jeszcze 3 miesiące wypowiedzenia. Przez kilka dni po wypowiedzeniu jeszcze chodziłem do pracy, chyba bardziej z rozpędu niż z czegokolwiek innego. Później byłem już na zwolnieniu i skupiłem się na szukaniu kolejnej pracy.


I teraz zaczyna się cyrk zwany rekrutacjami w roku, dla mnie, 2024 przez 2025 i dalej trwający w 2026. Przy rekrutacjach zawsze starałem się iść w jakość, a nie w ilość. W CV zawsze opisywałem obowiązki takimi, jakie były. Schludnie, krótko acz treściwie. Ale w trakcie tych 3 miesięcy miałem 3 rekrutacje, więc traktowałem temat w miarę luźno. Dwie z trzech nie wypaliły, oczywiście bez choćby słowa, i gdybym nie zadzwonił, to pewnie dalej nikt by się nie odezwał. Trzecia wypaliła i zaczynałem pracę w marcu, równo z końcem czasu wypowiedzenia.


Praca niestety okazała się mocno przestrzelona. Park maszynowy w nowej firmie różnił się od poprzedniego (m. in. były frezarki obwiedniowe, dla mnie nowość). W drugi dzień pracy, poprzedniego dnia było głównie szkolenie BHP, dowiedziałem się, że będę prowadził grupę 20 chłopa z zawki, którzy mają praktyki zawodowe w zakładzie. Nikt się nie zająknął nawet słowem na ten temat na rozmowie o pracę. Wiedziałem, że będę musiał się mocno podszkolić z opisywania prac na maszynach obróbczych (dokładnego rozpisywania procesów toczenia/frezowania, z rozbiciem na opisanie zamocowania, dobór narzędzi itd.). Jestem świadom tych braków i miałem plan je nadrobić w toku pracy. Ciężko jednak nabierać takiego doświadczenia, gdy już na samym starcie ma się do prowadzenia praktyki 20 chłopaków. Bez kursu pedagogicznego (informowałem, że go nie mam, ale usłyszałem, żeby się tym nie przejmować), bez doświadczenia i bez znajomości samej firmy, w której pracuję. Ostatecznie, po rozmowie najpierw z przełożonym („nic nie da się zrobić bo ktoś musi praktyki prowadzić”), a następnie z prezesem ustaliłem, że nie jestem w stanie wykonywać tego obowiązku należycie i zostało to przekazane innej osobie w dziale. Dodatkowo, od poprzedniego szkoleniowca, który jeszcze był kilka dni w firmie po decyzji o rezygnacji z jego usług (gość na emeryturze, nauczyciel ze szkoły mechanicznej dorabiał sobie prowadząc praktyki), że ta decyzja zapadła około 2 dni przed moim przyjściem do pracy, a dobry tydzień po dogadaniu mojego zatrudnienia.

Przy tym jeszcze na początek wyceniałem głównie detale obróbcze, również bardzo dokładnie zakładając wstępną marszrutę w systemie ERP (stworzenie BOM, założenie operacji i czasów obróbczych). Taka wycena to proces czasochłonny, tym bardziej że większa część pracy szła w powietrze i nie przynosiła zamówień (czasy były mocno przegadywane i w miarę możliwości dopasowywane, żeby był wilk syty i owca cała, ale kto tak pracował, ten wie, że nie da się tak zawsze). Do tego dochodzi kierownik działu. Facet już dawno na emeryturze. Nie było dnia w ciągu tych 3 miesięcy, żeby z kimś się nie pokłócił, a zwykła dyskusja, zależnie od humoru tego przełożonego, zamieniała się w kłótnię. Facet bardzo wybuchowy, dał sobie wklepać funkcję głównego technologa i kierownika produkcji naraz. Na pewno szła za tym gratyfikacja finansowa — nie wierzę, że nie. Czasami po jego przejściu po produkcji jedna lub dwie osoby po prostu szły do domu i brały tego samego dnia L4 albo urlop na żądanie jeśli mieli. Ze mną tak od razu sobie nie pozwalał, ale już po 2 miesiącach mieliśmy jedno czy dwa ścięcia. Dodam tylko, że przynajmniej na tyle, na ile mogłem ocenić, facet miał wiedzę i czasami nawet pomagał, mnie i innym, jak miał lepszy humor. Ale była jedna sytuacja, gdy wrócił z jakiejś narady (pewnie premiowej; rozpisanie premii na działy na podstawie sprzedaży; zasady dla działu technologicznego, jak mi kolega z działu pokazał, były zaprojektowane tak, żeby dać jak najmniej premii) i pojechał po nas wszystkich, praktycznie krzyczał na nas, że nic nie robimy. Kolega, który zaczynał tam wcześniej jako operator, a później przez długi czas był programistą CNC (gość zdolny i często pytany o radę przez wszystkich), dostał tak, że przez kilka dobrych minut był w szoku, zanim odpowiedział. Ogólnie była to połajanka o tym, jacy to wszyscy jesteśmy źli. Nie podeszliśmy do tego agresywnie tylko chcieliśmy to jakoś zagasić ale kierownik sam skończył w końcu tyradę i poszedł do swojego biurka. Dwa dni później dowiedzieliśmy się, że dodatkowo kierownik poskarżył się prezesowi, że pracownicy, w tym nasz dział, go gnębią. W ciągu tych 3 miesięcy zdarzyły się również dwie sytuacje, w których podczas kłótni z innym pracownikiem prawie doszło z jego strony do rękoczynów.


Ludzie, przez takie „zarządzanie”, tam ostro pracowali, nie było „kawusi” i pierdzenia w stołek. Widziałem, że naprawdę mógłbym się dużo nauczyć zarówno na tym stanowisku, jak i od chłopaków, ale oprócz prowadzenia praktyk miałem też zastąpić osobę odpowiedzialną za kwestie czysto systemowe (nadzorowanie kosztów, rejestrowanie zleceń, kart braków; obowiązki czysto dla jednej osoby i czysto bez dodatkowych obowiązków). Ale ostatecznie, na decyzję o odejściu z tego miejsca pracy, z końcem okresu próbnego złożyło się głównie zachowanie kierownika w stosunku do wszystkich. Wrażliwość na krytykę już mi przeminęła, ale wiedziałem, że środowisko pracy, które ten pan tam tworzył, odbiłoby się na mnie długofalowo. Albo ja bym musiał swoje życie i dumę do kieszeni schować całkowicie i się dawać tak traktować albo wyjście, które wybrałem. Wiem, że nie byłaby to osoba, z którą można normalnie pracować. Lubię nowości, lubię się uczyć, ale pewne rzeczy, moim zdaniem, trzeba dawkować i zadbać trochę o własny interes.


No i a propos dbania o własny interes. Mamy drugą połowę marca 2026. Z ostatnią firmą rozstałem się z końcem maja 2025. Po mniej więcej dwóch miesiącach odetchnięcia usiadłem do nauki programowania w Pythonie, początkowo bez bardzo konkretnego kierunku. Zacząłem od kursu z Udemy, później coraz częściej korzystałem z AI do tworzenia ćwiczeń i to właśnie taka forma nauki zaczęła przynosić pierwsze wymierne efekty. Dopiero wtedy zacząłem czuć, że nie tylko „klepię” składnię, ale faktycznie zaczynam rozumieć logikę pisania kodu.

Z czasem pojawiło się pytanie, w jaką stronę w ogóle chcę z tym iść zawodowo. Obok Pythona zacząłem więc uczyć się SQL w PostgreSQL. Nie wiem, czy wybrałem idealnie, ale chciałem po prostu od czegoś ruszyć i zobaczyć, czy da się z tego zbudować realny kierunek — może pod helpdesk w systemach ERP, może później pod bardziej zaawansowaną pracę z bazami danych, jeśli wiedza i doświadczenie będą szły w dobrą stronę. Gdzieś z tyłu głowy przyświeca mi też myśl o pracy zdalnej, a nie o żadnych legendarnych kokosach z internetu. Po prostu o pracy, która dawałaby trochę więcej spokoju i normalności.


Ta myśl o zmianie nie wynika tylko z samej ciekawości. W dużej mierze wynika z tego, że zwyczajnie potrzebuję zmiany środowiska. Jestem świadom, że nie ma branży wolnej od trudnych ludzi i słabych przełożonych. Sam też na pewno nie jestem bez wad. Ale po tych wszystkich doświadczeniach wiem jedno: bardzo dużo daje środowisko, w którym można normalnie zapytać, normalnie dostać merytoryczną odpowiedź i normalnie robić swoją robotę bez zbędnych gierek, upokarzania czy ciągłego napięcia. Ćwiczę fizycznie, staram się dobrze jeść, staram się trzymać głowę w ryzach. Widzę postępy na treningach, widzę, jak znika tkanka tłuszczowa, którego od dziecka chciałem się pozbyć, i to naprawdę pomaga mi się nie rozsypać w takim czasie jak ten.


W międzyczasie wysyłałem pojedyncze aplikacje, raczej stawiając na jakość niż ilość. Zdarzało się też, że to rekruterzy sami się odzywali. I chyba właśnie tutaj mam dziś największy problem. Samo usłyszenie „nie” nie jest najgorsze. Najgorszy jest ghosting, szczególnie wtedy, gdy człowiek przejdzie już kawałek procesu, poświęci czas, przygotuje się, czasem nawet zrobi zadanie albo przejdzie dwa etapy rozmów, a potem zapada cisza. I nie chodzi nawet wyłącznie o urażoną dumę. Bardziej o to zawieszenie, w którym człowiek zaczyna rozkładać wszystko na czynniki pierwsze i zastanawiać się, co zrobił źle, nawet jeśli obiektywnie nie ma z czego wyciągnąć żadnego wniosku.

Miałem też rekrutacje, na których zależało mi bardziej niż na innych. Jedna z ostatnich kosztowała mnie tyle, że przez dwa tygodnie praktycznie zaniedbałem naukę nowych umiejętności, bo tak bardzo siedziałem głową w tym, czy się uda. Finalnie się nie udało, ale przynajmniej po kilku telefonach dowiedziałem się, dlaczego. I chyba właśnie to pokazuje najlepiej, w czym rzecz — zdecydowanie wolę usłyszeć „nie”, nawet twarde, niż tkwić w zawieszeniu i dopowiadać sobie resztę.


Najgorsza myśl w tym wszystkim jest chyba taka, że z czasem człowiek zaczyna podejrzewać, że to z nim jest coś nie tak. Że może cały czas robi coś źle. Że może za dużo oczekuje. Że może sam fakt, że chciałbym pracować w środowisku, gdzie da się dostać merytoryczną pomoc od przełożonego i oddać to zaangażowaniem, to już jest oczekiwanie z kosmosu. I to jest chyba ten moment, w którym najbardziej trzeba sobie pilnować głowy, bo łatwo zacząć mylić zmęczenie, rozczarowanie i gorszy okres z tym, kim się naprawdę jest i jaką ma się wartość.

Podsumowując: nie szukam współczucia, nie próbuję nikomu wmówić, że zawsze problem był po drugiej stronie i że ja wszystko robiłem idealnie. Na pewno nie. Ale po tych wszystkich doświadczeniach, kilku pracach, różnych przełożonych, kilku naprawdę niepotrzebnych zderzeniach i obecnym etapie szukania pracy mam po prostu coraz częściej w głowie jedno pytanie: czy ze mną faktycznie jest coś nie tak, czy po prostu miałem pecha do środowisk i ludzi, a teraz próbuję się po tym wszystkim na nowo poukładać?


Podsumowując jeszcze prościej: chcę „tylko” i „aż” pracować.


Na koniec, krótkie 3 pytania do społeczności — jak Wy to widzicie:

1. Po czym u siebie rozpoznawaliście, że problemem było konkretne środowisko pracy, a nie po prostu Wasza zbyt duża wrażliwość albo zmęczenie?

2. Jak radzicie sobie z ghostingiem po rekrutacjach, żeby później nie mielić tego w głowie?

3. Przy takim tle zawodowym cisnęlibyście dalej w przebranżowienie, czy raczej szukali pracy w tym, co już umiem i znam?




#pracbaza #praca #rekrutacja

@PatMat92 w IT dla juniorów jest chu*nia w tej chwili. Próbuj w firmach, które zajmują się sprzętem i da się choć ułamek Twojego przeszłego doświadczenia wykorzystać. Albo za granicą (zdalnie) - będziesz mieć dźwignię w postaci niższego niż tam zwykle wynagrodzenia. Może się też okazać, że za trzy lata IT już w ogóle będzie mało przyszłościowe.


Jak chcesz, to możesz mi podesłać na priv, co tam z tego obszaru już umiesz i jakiś przykładowy projekt, to być może coś zdołam podpowiedzieć. Szczególnie że język programowania + coś z baz danych to za mało - jest strasznie dużo rzeczy "dookoła", które też trzeba znać i to już na entry level. Dobra wiadomość jest taka, że prawie wszystko możliwe do nauczenia z netu.

@PatMat92 Twoja kariera to 1:1 to co spotyka moich kolegów z roku z polibudy. No a przynajmniej tych, którzy pracują w zawodzie. Praca w stresie, zarobki marne, o podwyżki trzeba się prosić, wszędzie pierdolnik. Pamiętam jak wziąłem dziekanke na ostatnim roku żeby trochę dorobić a oni właśnie pokończyli i weszli na rynek pracy. Chryste panie, armagedon, terminy z d⁎⁎y, robisz kosztorysy na miliony samemu zarabiając przy tym minimalną krajową + kilka stów pod stołem.

Jak się dowiedziałem z pierwszej ręki jak to wygląda to rzuciłem to w pizdu i zostalem na emigracji. Nie żałuję.


Tak, że i feel for you bro. Trzymaj się i kombinuj.

Zaloguj się aby komentować

Czekałem, czekałem i się doczekałem! Mam nową #praca !


Jestem mega szczęśliwy, zdecydowali się wybrać mnie i zaproponowali większe wynagrodzenie niż sam chciałem - względem obecnego wynagrodzenia będę zarabiał o 1/3 więcej.


ŻEGNAJ BIEDO, PIĘKNA KUSICIELKO!


Dziękuję wszystkim którzy trzymali za mnie kciuki i wspierali przez cały czas - oczywiście pozwoliłem sobie zawołać wszystkich piorunujących po raz ostatni


Za tydzień planuje złożyć wypowiedzenie w obecnej pracy, na pewno się jeszcze pochwalę bo sama myśl o tym też mnie stresuje.


#pracbaza #chwalesie #dildomajsterkuje

bdbd6f09-72c4-433e-99dd-feaef93bf6d6
dildo-vaggins userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować