I tak to człowiek pracuje od rana. Zamiast wozić klientów, to piję kawę i odpisuje na maile. #pracbaza

I tak to człowiek pracuje od rana. Zamiast wozić klientów, to piję kawę i odpisuje na maile. #pracbaza

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Często pytacie mnie (a tak naprawdę to nie):
"Sebastianie, a co napisał ci okulista podczas badań do #pracbaza ?"
Sami sobie przeczytajcie

Zaloguj się aby komentować
Mam 34 lata, od około 10 lat pracowałem jako technolog konstrukcji i detali stalowych do obróbki skrawaniem. Przeszedłem przez 4 firmy, różne style zarządzania i kilka mocno nieprzyjemnych doświadczeń. Piszę, bo chciałbym usłyszeć merytoryczny feedback od osób, które miały podobnie albo patrzą na to z dystansem.
Nie pracowałem w trakcie studiów, więc pierwszy pracodawca był dla mnie konkretnym zderzeniem z rzeczywistością. Był to czas dosyć dużego bezrobocia, więc już sam fakt, że miesiąc po studiach udało mi się znaleźć pracę biurową, traktowałem jako sukces. Startowałem od umowy zlecenia na 3 miesiące, a plan wdrożenia zakładał 2 miesiące na produkcji i 1 miesiąc w kontroli jakości. Na papierze brzmiało to sensownie, bo firma miała dość szeroki park technologiczny: cięcie termiczne, laser, wykrawanie, prasy krawędziowe, spawanie, prostą obróbkę skrawaniem i malowanie, głównie przy cienkich blachach, często nierdzewnych. Z perspektywy czasu uważam, że taki start mógł mieć dużą wartość, gdyby był lepiej poprowadzony.
Pierwszy miesiąc spędziłem na dziale czyszczenia ślusarskiego. Ludzie byli w porządku, trafił się nawet kolega z technikum. Brygadzista był nerwowy, ale kiedy trzeba było, pomagał i tłumaczył. Problem polegał na tym, że przez cały ten czas nie było żadnej konkretnej rozmowy z moim docelowym przełożonym o tym, jak ma wyglądać wdrożenie i czego dokładnie powinienem się uczyć. Dzisiaj sam ustaliłbym takie rzeczy od razu na starcie: ile czasu na którym dziale, jakie cele, jaki zakres wiedzy do opanowania. Wtedy byłem świeżo po studiach, bez doświadczenia i bez większej asertywności.
W rozmowie z jednym z pracowników, chyba z kontroli jakości, dowiedziałem się, że powinienem przejść przez różne działy firmy, żeby zrozumieć proces. Poszedłem więc do głównego technologa, czyli mojego docelowego przełożonego, i razem z nim do kierownika produkcji, żeby ustalić, gdzie mam trafić dalej. Padło na dział montażowo-klejarski. Tam również trafiłem na ludzi, którzy byli pomocni i normalni w kontakcie. Praca była już bardziej przekrojowa: wiercenie, nitowanie, kalibrowanie gwintów, malowanie, czasami klejenie. W części operacji potrzebny był nadzór pracowników z odpowiednimi uprawnieniami, więc można było też zobaczyć, jak wygląda odpowiedzialność przy bardziej wrażliwych etapach. Drugi miesiąc dał mi sporo kontaktu z realnym wykonaniem detali i montażem, ale znów bez większego udziału głównego technologa. Pojawił się może raz, przy okazji jakiegoś zlecenia, i tylko zapytał, czy wszystko dobrze.
Trzeci miesiąc spędziłem w kontroli jakości. Tu zaczęło się coś, co faktycznie mogło budować podstawy pod późniejszą pracę technologa. Uczyłem się korzystania z podstawowych narzędzi pomiarowych: zwykłej suwmiarki, sprawdzianów przechodnich i nieprzechodnich do gwintów, kątomierza, mikrometru, średnicówki, do tego wypełniania raportów pomiarowych. Szkoda, że zabrakło czasu na ramię pomiarowe, bo to byłby już bardzo konkretny plus na start. Znowu jednak największą wartością byli ludzie z działu, bo zawsze było do kogo podejść i dopytać, jak prawidłowo wykonać pomiar albo jak interpretować wynik.
W tym momencie, któregoś dnia, bez wcześniejszych zapowiedzi zostałem poproszony do biura technologicznego na rozmowę z głównym. Okazało się, że było to odpytywanie z całego parku maszynowego i jego możliwości (firma typu cięcie termiczne laserem/wykrawanie/prasy krawędziowe/spawanie/ewentualnie prosta obróbka skrawaniem/malowanie raczej na cienkich blachach często nierdzewnych). Biuro w którym byłem odpytywany to był typ open space, z ok. 15 pracownikami (większość w biurze). Na moment rozmowy nie wiedziałem, że powinienem się orientować w parku maszynowym tak dokładnie, chociaż teraz wiem że na pewno by to przyspieszyło wdrożenie na technologa i jeśli sam, jako kierownik działu, stworzyłbym takie wdrażanie, to wymagałbym przyswojenia takiej wiedzy ale uprzedzając o tym jasno. Z mojej strony było głównie "nie wiem" jako odpowiedź. Główny technolog opierdzielił mnie od góry do dołu na oczach wszystkich, ton między podniesionym głosem a krzykiem i jedna czy 2 bluzgi nawet. Po tym jak w domu przerobiłem sobie wszystko po swojemu co się stało, doszedłem do wniosku że trzeba się ogarnąć i faktycznie nauczyć parku maszynowego, mimo że jakiejś obecności czy prowadzenia nauki nie było ze strony głównego co już w tamtym momencie zaświeciło się jak czerwona kontrolka. Kolejnej rozmowy na temat parku maszynowego nie było już, przynajmniej nie pamiętam żeby taka była.
Po upłynięciu trzech miesięcy dostałem umowę o pracę na czas określony. W dziale miałem zajmować się wykonywaniem instrukcji montażowych i planów kontroli, choć w praktyce najczęściej kończyło się na instrukcjach montażowych. I szczerze mówiąc, to była dla mnie naprawdę ciekawa część pracy. Uczyłem się wtedy korzystać z CAD 2D i 3D — głównie Inventora oraz DraftSighta do 2D, choć nie zawsze były licencje dla wszystkich. Robiłem zdjęcia na produkcji, jeśli akurat dany wyrób był montowany, zbierałem materiał i przekładałem to na dokumentację dla montażu. Potem wszystko trafiało do weryfikacji głównego technologa.
Weryfikacja w biurze technologów, na stojąco przy biurku głównego. Opierdziel przy wszystkich stawał się normą, raz większy raz gorszy i nie zawsze zasłużony gdyż starałem się pracować sam (po jednym czy 2 pytaniach dowiadywałem się, w nerwach, że powinienem to wszystko wiedzieć ze studiów). Po wykonaniu 2 instrukcji, dowiedziałem się że jeszcze będę pomagał przy wycenach pod technologię i wtedy już zaczęło się piętrzyć. Z jednej strony główny czepiający się o instrukcje czemu jeszcze nie zrobione a z drugiej prezes firmy (nadzorował wycenianie) czepiający się dlaczego wyceny nie zrobione (wyceny były dosyć dokładne, gdyż stanowiły bazę pod przewodniki płacowe; cały BOM, marszruta technologiczna z czasami założona w systemie ERP na każdy detal z zapytania). Teraz wiem, że wyceniający jest to osobne stanowisko w takich firmach ale wtedy walczyłem z tym i chciałem podołać, ale nerwy wychodziły w tym czy innym momencie, w ten czy inny sposób (w pracy czy poza pracą).
Tak minęło około 5 miesięcy i wtedy przeszedł moment, w którym poprosił mnie na rozmowę główny na salkę konferencyjną. Wręczył mi wtedy wypowiedzenie, usprawiedliwiając je koniecznością redukcji mojego etatu. Miałem totalnego zonka i nie wiedziałem o co chodzi, więc głupio zapytałem czy coś było moją winą w tym wszystkim i główny powiedział, że nie ma totalnie związku z tym jak wykonywałem swoją pracę. Jeśli chodzi o moją, jeszcze świeżą po studiach, psychikę, to był kosztowny dzień ale poszedłem wtedy do brygadzisty na montażu, z którym naprawdę spoko rozmawiało i poszedłem po radę co robić. W ten sposób, w tej samej firmie, znalazłem z powrotem pracę na montażu do czasu, aż znajdę kolejną biurową.
Z perspektywy czasu patrzę na tę pierwszą pracę dwojako. Z jednej strony była to szkoła życia i pierwsze realne zetknięcie z produkcją, kontrolą jakości, dokumentacją technologiczną, podstawami pracy w CAD i wyceną opartą o BOM-y, marszruty i ERP. Z drugiej strony było to wejście w zawód w środowisku, w którym wymagania były momentami sensowne, ale sposób ich egzekwowania i samo wdrożenie były mocno chaotyczne. I chyba właśnie to doświadczenie najmocniej zostało mi w głowie — nie dlatego, że ktoś „coś powiedział”, tylko dlatego, że od początku połączono brak jasnego prowadzenia z publiczną presją i oceną.
Po jakimś miesiącu znalazłem pracę na stanowisku technologa w oddalonym o ok. 50 km mieście wojewódzkim. Połączenie spoko, praktycznie z pociągu 5 minut do pracy z buta. Bardzo w porządku ludzie (małe wyjątki, ale gdzie ich nie ma). Tutaj najpierw wyceniałem, a następnie pisałem technologię — czasem robiłem jedno, czasem drugie, a czasem przeplatałem oba zadania. Czasami było pracy pod korek ale nie było źle. Największy szok dla mnie to był mój nowy kierownik działu. Co bym nie potrzebował się dowiedzieć to "pytaj, nie kombinuj sam". Nauczyłem się w tej pracy porządnie CAD 2D (AutoCAD LT), kolejny system ERP do przyuczenia, ale w tej pracy sam z siebie poznałem go już dosyć dobrze (na tyle ile wymagało to stanowisko; niektórzy programiści CNC z obróbki wymagali wiedzy jaką mieli oni sami ale na to zwyczajnie brakło czasu). Nauczyłem się też porządnie rysunku technicznego chociaż z rysunkiem zawsze sobie dobrze radziłem sam z siebie (mam na myśli czytanie i rozumienie rzutów, wymiarowania itd.). W tej pracy zleciało mi ok. 3 lata. Po czasie zaczął doskwierać dojazd pociągiem (czas tracony na spóźnieniach, awariach pociągów i dworcach itd.; plusem było że lubię czytać książki i czytałem wtedy dosyć dużo w pociągach). Do rozstania z tą pracą przyłożył się również brak podwyżek po 2 czy 3 rozmowach, trzecia była już po złożeniu przeze mnie wypowiedzenia.
Ta praca dała mi pierwszy wyraźny sygnał, że problemem nie zawsze jestem ja, tylko często po prostu środowisko i sposób prowadzenia ludzi.
Kolejna praca była w moim rodzinnym mieście, ok. 15 minut jazdy autem albo 15 minut autobusem i około 10 minut pieszo. Również stanowisko technologa. To właśnie tam najmocniej rozwinąłem się w CAD 3D. Miałem też bardzo w porządku kierownika, chyba najlepszego z dotychczasowych, i głównie dzięki niemu nauczyłem się tyle w tym obszarze. Jedną z nowości było dla mnie także programowanie wypalarki plazmowej — nie było o tym mowy na rozmowie o pracę, ale wdrażałem się w to pod okiem pracownika odchodzącego na emeryturę, którego miałem zastąpić.
W tej firmie spędziłem blisko 6 lat. Bywał zapierdziel, bywały też spięcia z ludźmi z innych działów. Z czasem nauczyłem się, że każdy — w tym ja — ma tendencję do myślenia, że to właśnie on ma najwięcej na głowie, a prawda zwykle leży gdzieś pośrodku. Jednocześnie dość szybko da się wyczuć, kto naprawdę pracuje, a kto po prostu wali w ch..a. Dlatego przestałem z góry zakładać, że to ja mam najgorzej, i starałem się grać zespołowo, ale z poprawką na to, że jeśli ktoś od początku robił mi pod górę, to trudno było później oczekiwać z mojej strony pełnego zaangażowania w pomoc. Mimo tych zgrzytów większość ludzi wspominam dobrze.
Po czasie pojawił się też drugi temat, mniej spektakularny, ale ważny z perspektywy tego, gdzie jestem dziś. Po kilku latach ta praca zrobiła się momentami bardzo powtarzalna. Nadal dawała mi stabilność i nadal miałem tam ludzi, od których można było się czegoś nauczyć, ale coraz częściej łapałem się na myśli, że zawodowo zaczynam się trochę zasiedzieć i kręcić wokół podobnych problemów. To był jeszcze etap luźnych przemyśleń, a nie konkretnego planu, ale właśnie wtedy pierwszy raz zaczęło mi kiełkować z tyłu głowy, że może kiedyś przyjdzie pora coś zmienić.
Było jednak jedno wydarzenie, które mogło zaważyć na tym, jak byłem później postrzegany w tej firmie. Raz w tygodniu odbywała się narada, na której technolodzy prezentowali koszty ze zleceń i omawiali problemy. Uczestniczył w tym prezes, kadra dyrektorska oraz biurowi. Zwykle było raczej merytorycznie, bez większych fajerwerków. Na jednym z tych spotkań padło na moje zlecenie, gdzie było przekroczenie godzinowe wynikające z dużo dłuższej obróbki ślusarskiej — trzeba było wyprowadzić chropowatość, do tego pojawiły się wady materiałowe — oraz droższej kooperacji, niż zakładała wycena. Część ślusarską potrafiłem wyjaśnić, ale prezes zapytał mnie, a dyrektor produkcji to podchwycił, dlaczego tak często koszty rozjeżdżają się między wyceną a wykonaniem.
Przygotowałem się do tej narady i wcześniej sprawdziłem najbardziej aktualne wyceny. Wyszło mi, że były one po prostu dosyć nieaktualne względem kosztów rejestrowanych w systemie. Powiedziałem więc to wprost i dodałem, że ceny powinny zostać odświeżone. Na spotkaniu zostało to przyjęte bez większych komentarzy, ale około godziny po powrocie do biurka przyszedł do mnie wyceniający od detali tego klienta i praktycznie zaczął na mnie krzyczeć o to, co powiedziałem. Starałem się zachować spokój i kulturę, tym bardziej że był to człowiek ode mnie starszy o jakieś 30 lat. Wyjaśniłem mu swoje stanowisko, ale nic to nie dało — wyszedł w nerwach i trzasnął drzwiami.
Od tego momentu zacząłem zauważać, że część osób z dłuższym stażem w firmie — głównie ze sprzedaży, wycen, zaopatrzenia i magazynu — zwyczajnie mi nie ufa. Zachowanie wobec mnie zrobiło się co najmniej chłodne. Starałem się później normalnie rozmawiać z ludźmi, ale chyba dla części z nich zostałem kimś w rodzaju konfidenta albo sygnalisty. Nawet wyjścia na piwo w większym gronie zrobiły się przez to męczące, więc bywałem na nich raczej od czasu do czasu. Co ważne, przed tamtym spotkaniem pytałem swojego kierownika, czy mam to powiedzieć, bo czułem, że padnie pytanie o przekroczenie kosztów. Usłyszałem, że mam mówić dokładnie to, co ustaliłem, więc w tej konkretnej sytuacji nie mam sobie wiele do zarzucenia. Myślę jednak, że koszt tej jednej sytuacji ciągnął się za mną do końca pracy w tym miejscu.
Niektórzy z czasem się przekonali, ale finalnie i tak doszedłem do momentu, w którym coraz mniej obchodziło mnie, kto i jak mnie odbiera. To właśnie tam nauczyłem się, żeby nie przejmować się aż tak mocno opinią innych, bo wcześniej wpływało to u mnie mocno i na samoocenę, i na psychikę.
Ta praca skończyła się dla mnie zwolnieniem. W firmie od kilku miesięcy trwała fala redukcji etatów — raz kierownik działu, raz księgowa, raz ktoś z biura. Z tyłu głowy czułem, że może paść również na mnie, bo dało się zauważyć pewien wzorzec. Dodatkowo po około 2–3 latach poszedłem po podwyżkę, bo kończyła mi się umowa na czas określony, a kolejna miała już być na czas nieokreślony. W międzyczasie firma dawała podwyżki wynikające głównie ze wzrostu minimalnej krajowej — po ok. 300 zł netto i, z tego co było słychać, wszystkim, od produkcji po biura.
Na rozmowie o przedłużenie umowy siedział ze mną dyrektor produkcji i mój przełożony. Dyrektor od razu rzucił, że pewnie chodzi mi o to, czy przedłużą mi umowę na czas nieokreślony, i że to jest oczywiste. Odpowiedziałem, że tak, ale liczyłem też przy tej okazji na podwyżkę. Już wtedy było widać, że nie jest mu to w smak. Zacząłem więc argumentować konkretnie: dokładnością pracy, bardzo małą liczbą błędów generujących koszty oraz aktywnym udziałem w upraszczaniu pracy w nowo wdrażanym systemie ERP. W praktyce byłem jedną z osób, które najlepiej go ogarniały, i często pomagałem innym w dziale.
W odpowiedzi usłyszałem klasyczne: „czy wie pan, jaki koszt jako pracodawca ponosimy, zatrudniając pana?”. Byłem świadom kosztów zatrudnienia, ale z drugiej strony nie przychodziłem tam siedzieć i nic nie robić. Odpowiedziałem więc, że to rozumiem, ale zapytałem, czy mam w takim razie zrezygnować z oczekiwań finansowych przy rosnących kosztach życia. Dyrektor zaproponował wtedy 200 zł brutto. Liczyłem na więcej, więc próbowałem jeszcze rozmawiać. Tylko że od tego momentu rozmowa przestała być merytoryczna. Dyrektor zaczął mnie przegadywać (zaczął podnosić również głos) i nie przyjmował moich argumentów do wiadomości, więc uznałem, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Mój kierownik do pewnego momentu mnie popierał, ale gdy rozmowa zaczęła się sypać, zamilkł. Nie mam do niego o to żalu, ale myślę, że cała ta sytuacja mogła później zaważyć na moim zwolnieniu.
Po sześciu latach człowiek mimo wszystko przyzwyczaja się do miejsca pracy, więc to też swoje kosztowało. A powody z wypowiedzenia były, moim zdaniem, lekko naciągane. Pierwszy to „częste L4”. W trakcie tego zatrudnienia miałem 8 zwolnień lekarskich: jedno trzytygodniowe, dwa dwutygodniowe i resztę krótszych, kilkudniowych. Część wynikała z rzeczy losowych, część z gorszego momentu psychicznego po dłuższym czasie napięcia. Drugi powód to błąd przy przepisywaniu danych z atestu materiałowego do wykonania graweru na detalu — przy czym takich danych przepisywałem w ciągu roku setki razy, a błędy zdarzały się bardzo rzadko.
Zwolnienie przypadło na koniec listopada 2024, więc miałem jeszcze 3 miesiące wypowiedzenia. Przez kilka dni po wypowiedzeniu jeszcze chodziłem do pracy, chyba bardziej z rozpędu niż z czegokolwiek innego. Później byłem już na zwolnieniu i skupiłem się na szukaniu kolejnej pracy.
I teraz zaczyna się cyrk zwany rekrutacjami w roku, dla mnie, 2024 przez 2025 i dalej trwający w 2026. Przy rekrutacjach zawsze starałem się iść w jakość, a nie w ilość. W CV zawsze opisywałem obowiązki takimi, jakie były. Schludnie, krótko acz treściwie. Ale w trakcie tych 3 miesięcy miałem 3 rekrutacje, więc traktowałem temat w miarę luźno. Dwie z trzech nie wypaliły, oczywiście bez choćby słowa, i gdybym nie zadzwonił, to pewnie dalej nikt by się nie odezwał. Trzecia wypaliła i zaczynałem pracę w marcu, równo z końcem czasu wypowiedzenia.
Praca niestety okazała się mocno przestrzelona. Park maszynowy w nowej firmie różnił się od poprzedniego (m. in. były frezarki obwiedniowe, dla mnie nowość). W drugi dzień pracy, poprzedniego dnia było głównie szkolenie BHP, dowiedziałem się, że będę prowadził grupę 20 chłopa z zawki, którzy mają praktyki zawodowe w zakładzie. Nikt się nie zająknął nawet słowem na ten temat na rozmowie o pracę. Wiedziałem, że będę musiał się mocno podszkolić z opisywania prac na maszynach obróbczych (dokładnego rozpisywania procesów toczenia/frezowania, z rozbiciem na opisanie zamocowania, dobór narzędzi itd.). Jestem świadom tych braków i miałem plan je nadrobić w toku pracy. Ciężko jednak nabierać takiego doświadczenia, gdy już na samym starcie ma się do prowadzenia praktyki 20 chłopaków. Bez kursu pedagogicznego (informowałem, że go nie mam, ale usłyszałem, żeby się tym nie przejmować), bez doświadczenia i bez znajomości samej firmy, w której pracuję. Ostatecznie, po rozmowie najpierw z przełożonym („nic nie da się zrobić bo ktoś musi praktyki prowadzić”), a następnie z prezesem ustaliłem, że nie jestem w stanie wykonywać tego obowiązku należycie i zostało to przekazane innej osobie w dziale. Dodatkowo, od poprzedniego szkoleniowca, który jeszcze był kilka dni w firmie po decyzji o rezygnacji z jego usług (gość na emeryturze, nauczyciel ze szkoły mechanicznej dorabiał sobie prowadząc praktyki), że ta decyzja zapadła około 2 dni przed moim przyjściem do pracy, a dobry tydzień po dogadaniu mojego zatrudnienia.
Przy tym jeszcze na początek wyceniałem głównie detale obróbcze, również bardzo dokładnie zakładając wstępną marszrutę w systemie ERP (stworzenie BOM, założenie operacji i czasów obróbczych). Taka wycena to proces czasochłonny, tym bardziej że większa część pracy szła w powietrze i nie przynosiła zamówień (czasy były mocno przegadywane i w miarę możliwości dopasowywane, żeby był wilk syty i owca cała, ale kto tak pracował, ten wie, że nie da się tak zawsze). Do tego dochodzi kierownik działu. Facet już dawno na emeryturze. Nie było dnia w ciągu tych 3 miesięcy, żeby z kimś się nie pokłócił, a zwykła dyskusja, zależnie od humoru tego przełożonego, zamieniała się w kłótnię. Facet bardzo wybuchowy, dał sobie wklepać funkcję głównego technologa i kierownika produkcji naraz. Na pewno szła za tym gratyfikacja finansowa — nie wierzę, że nie. Czasami po jego przejściu po produkcji jedna lub dwie osoby po prostu szły do domu i brały tego samego dnia L4 albo urlop na żądanie jeśli mieli. Ze mną tak od razu sobie nie pozwalał, ale już po 2 miesiącach mieliśmy jedno czy dwa ścięcia. Dodam tylko, że przynajmniej na tyle, na ile mogłem ocenić, facet miał wiedzę i czasami nawet pomagał, mnie i innym, jak miał lepszy humor. Ale była jedna sytuacja, gdy wrócił z jakiejś narady (pewnie premiowej; rozpisanie premii na działy na podstawie sprzedaży; zasady dla działu technologicznego, jak mi kolega z działu pokazał, były zaprojektowane tak, żeby dać jak najmniej premii) i pojechał po nas wszystkich, praktycznie krzyczał na nas, że nic nie robimy. Kolega, który zaczynał tam wcześniej jako operator, a później przez długi czas był programistą CNC (gość zdolny i często pytany o radę przez wszystkich), dostał tak, że przez kilka dobrych minut był w szoku, zanim odpowiedział. Ogólnie była to połajanka o tym, jacy to wszyscy jesteśmy źli. Nie podeszliśmy do tego agresywnie tylko chcieliśmy to jakoś zagasić ale kierownik sam skończył w końcu tyradę i poszedł do swojego biurka. Dwa dni później dowiedzieliśmy się, że dodatkowo kierownik poskarżył się prezesowi, że pracownicy, w tym nasz dział, go gnębią. W ciągu tych 3 miesięcy zdarzyły się również dwie sytuacje, w których podczas kłótni z innym pracownikiem prawie doszło z jego strony do rękoczynów.
Ludzie, przez takie „zarządzanie”, tam ostro pracowali, nie było „kawusi” i pierdzenia w stołek. Widziałem, że naprawdę mógłbym się dużo nauczyć zarówno na tym stanowisku, jak i od chłopaków, ale oprócz prowadzenia praktyk miałem też zastąpić osobę odpowiedzialną za kwestie czysto systemowe (nadzorowanie kosztów, rejestrowanie zleceń, kart braków; obowiązki czysto dla jednej osoby i czysto bez dodatkowych obowiązków). Ale ostatecznie, na decyzję o odejściu z tego miejsca pracy, z końcem okresu próbnego złożyło się głównie zachowanie kierownika w stosunku do wszystkich. Wrażliwość na krytykę już mi przeminęła, ale wiedziałem, że środowisko pracy, które ten pan tam tworzył, odbiłoby się na mnie długofalowo. Albo ja bym musiał swoje życie i dumę do kieszeni schować całkowicie i się dawać tak traktować albo wyjście, które wybrałem. Wiem, że nie byłaby to osoba, z którą można normalnie pracować. Lubię nowości, lubię się uczyć, ale pewne rzeczy, moim zdaniem, trzeba dawkować i zadbać trochę o własny interes.
No i a propos dbania o własny interes. Mamy drugą połowę marca 2026. Z ostatnią firmą rozstałem się z końcem maja 2025. Po mniej więcej dwóch miesiącach odetchnięcia usiadłem do nauki programowania w Pythonie, początkowo bez bardzo konkretnego kierunku. Zacząłem od kursu z Udemy, później coraz częściej korzystałem z AI do tworzenia ćwiczeń i to właśnie taka forma nauki zaczęła przynosić pierwsze wymierne efekty. Dopiero wtedy zacząłem czuć, że nie tylko „klepię” składnię, ale faktycznie zaczynam rozumieć logikę pisania kodu.
Z czasem pojawiło się pytanie, w jaką stronę w ogóle chcę z tym iść zawodowo. Obok Pythona zacząłem więc uczyć się SQL w PostgreSQL. Nie wiem, czy wybrałem idealnie, ale chciałem po prostu od czegoś ruszyć i zobaczyć, czy da się z tego zbudować realny kierunek — może pod helpdesk w systemach ERP, może później pod bardziej zaawansowaną pracę z bazami danych, jeśli wiedza i doświadczenie będą szły w dobrą stronę. Gdzieś z tyłu głowy przyświeca mi też myśl o pracy zdalnej, a nie o żadnych legendarnych kokosach z internetu. Po prostu o pracy, która dawałaby trochę więcej spokoju i normalności.
Ta myśl o zmianie nie wynika tylko z samej ciekawości. W dużej mierze wynika z tego, że zwyczajnie potrzebuję zmiany środowiska. Jestem świadom, że nie ma branży wolnej od trudnych ludzi i słabych przełożonych. Sam też na pewno nie jestem bez wad. Ale po tych wszystkich doświadczeniach wiem jedno: bardzo dużo daje środowisko, w którym można normalnie zapytać, normalnie dostać merytoryczną odpowiedź i normalnie robić swoją robotę bez zbędnych gierek, upokarzania czy ciągłego napięcia. Ćwiczę fizycznie, staram się dobrze jeść, staram się trzymać głowę w ryzach. Widzę postępy na treningach, widzę, jak znika tkanka tłuszczowa, którego od dziecka chciałem się pozbyć, i to naprawdę pomaga mi się nie rozsypać w takim czasie jak ten.
W międzyczasie wysyłałem pojedyncze aplikacje, raczej stawiając na jakość niż ilość. Zdarzało się też, że to rekruterzy sami się odzywali. I chyba właśnie tutaj mam dziś największy problem. Samo usłyszenie „nie” nie jest najgorsze. Najgorszy jest ghosting, szczególnie wtedy, gdy człowiek przejdzie już kawałek procesu, poświęci czas, przygotuje się, czasem nawet zrobi zadanie albo przejdzie dwa etapy rozmów, a potem zapada cisza. I nie chodzi nawet wyłącznie o urażoną dumę. Bardziej o to zawieszenie, w którym człowiek zaczyna rozkładać wszystko na czynniki pierwsze i zastanawiać się, co zrobił źle, nawet jeśli obiektywnie nie ma z czego wyciągnąć żadnego wniosku.
Miałem też rekrutacje, na których zależało mi bardziej niż na innych. Jedna z ostatnich kosztowała mnie tyle, że przez dwa tygodnie praktycznie zaniedbałem naukę nowych umiejętności, bo tak bardzo siedziałem głową w tym, czy się uda. Finalnie się nie udało, ale przynajmniej po kilku telefonach dowiedziałem się, dlaczego. I chyba właśnie to pokazuje najlepiej, w czym rzecz — zdecydowanie wolę usłyszeć „nie”, nawet twarde, niż tkwić w zawieszeniu i dopowiadać sobie resztę.
Najgorsza myśl w tym wszystkim jest chyba taka, że z czasem człowiek zaczyna podejrzewać, że to z nim jest coś nie tak. Że może cały czas robi coś źle. Że może za dużo oczekuje. Że może sam fakt, że chciałbym pracować w środowisku, gdzie da się dostać merytoryczną pomoc od przełożonego i oddać to zaangażowaniem, to już jest oczekiwanie z kosmosu. I to jest chyba ten moment, w którym najbardziej trzeba sobie pilnować głowy, bo łatwo zacząć mylić zmęczenie, rozczarowanie i gorszy okres z tym, kim się naprawdę jest i jaką ma się wartość.
Podsumowując: nie szukam współczucia, nie próbuję nikomu wmówić, że zawsze problem był po drugiej stronie i że ja wszystko robiłem idealnie. Na pewno nie. Ale po tych wszystkich doświadczeniach, kilku pracach, różnych przełożonych, kilku naprawdę niepotrzebnych zderzeniach i obecnym etapie szukania pracy mam po prostu coraz częściej w głowie jedno pytanie: czy ze mną faktycznie jest coś nie tak, czy po prostu miałem pecha do środowisk i ludzi, a teraz próbuję się po tym wszystkim na nowo poukładać?
Podsumowując jeszcze prościej: chcę „tylko” i „aż” pracować.
Na koniec, krótkie 3 pytania do społeczności — jak Wy to widzicie:
1. Po czym u siebie rozpoznawaliście, że problemem było konkretne środowisko pracy, a nie po prostu Wasza zbyt duża wrażliwość albo zmęczenie?
2. Jak radzicie sobie z ghostingiem po rekrutacjach, żeby później nie mielić tego w głowie?
3. Przy takim tle zawodowym cisnęlibyście dalej w przebranżowienie, czy raczej szukali pracy w tym, co już umiem i znam?
#pracbaza #praca #rekrutacja
Zaloguj się aby komentować
Ale miałem przejebany tydzień w kwazi-korpo: Gunwo audyty, małpowanie do ""taking heads" i użeranie sie z debilami, ktorzy nie ogarniaja logiki pracy czarnuchów z IT.🤐
Permanentny brak czasu na cokolwiek przez tydzien mnie ro⁎⁎⁎⁎wia.
Next week will be better, hope so.
Musiakłem to wyrzucić, choćby tutaj żeby oczyścić główkę.
Z fartem w weekend mortki! Będzie tylko lepiej! ...albo i nie!¯\_(ツ)_/¯ #gownowpis #pracbaza #korposwiat

Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
człowiek to ma się cieszyć z małych rzeczy. Ostatnio kupiłem kasetę VHS "Solo fur die Superfrau" i natychmiast zapragnąłem obejrzeć to dzieło kinematografii włoskiej lat 80-tych. Ale mi się akurat popsuło wideo całkowicie, a o dobry magnetowid, działający, to obecnie trudno. Na olx i allegro nasrane ofert, ale większość to szroty po nieudanych próbach napraw. Dopiero od kwoty 200 zł zaczynają się takie egzemplarze, że warto. Ale 200 PLN to za drogo, panie. No to kupiłem jeden z najtańszych na Allegro (50 zł), jako tako rokujących: wideo marki Daewoo obgnite i zasmarkane jak mój matiz, opis "kręci przewija przód tył" . (btw mam zaufanie do Daewoo, jako sprzętów solidnych mechanicznie, choć wizualnych nie bardzo). No i przyszedł dziś do paczkomatu, taki zagilany, psu z gardła wyciągniety. Oczywiście c⁎⁎ja tam kręci, czy przewija przód, tył. Rozkręcam: mnóstwo ułamanych zaczepów, brakujących śrubek. Ja tutaj niepierwszy. Kasetę bierze, ale tuż przed zaczęciem seansu coś się blokuje. Typowe. No to mesel, młotek w dłoń! Naprawiamy! I pacz Pan! tu na zębatce taki paproch siedzi, kawałek jakby materiału na 5 mm długości. Paproch usunięty, gówno ożyło.
Włosi to umieją we filmy, tak jak się spodziewałem, jest bella donna z wielkim, gołym cycem.
Pozdrowienia z antykwariatu.
#czujedobrzeczlowiek #antykwariat #pracbaza



Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Znalazłem złoto. Translator z polskiego na LinkedInowski
https://translate.kagi.com/?from=auto&to=linkedin
#pracbaza #heheszki #januszex #linkedin

@Banan11
https://www.hejto.pl/wpis/najlepszy-obecnie-tlumacz-w-internecie-xddd-mozna-zmienic-w-pasku-adresu-jezyk-z
ChatGPT też potrafi.

Ja to rozumiem bo sama odmówiłam jednej babce współpracy bo nie będę z nadętą babą współpracować. I zleciłam chatowi napisanie pięknej wiadomości gdzie stanowczo ale bardzo grzecznie napisze że nie chcę z nią współpracować
Zaloguj się aby komentować
Ja pi⁎⁎⁎⁎le,dzien jak codzien,dzien po dniu,wciaz sie dzieje zycia cud.
Nie wiem czy do mnie trafiaja jacys uposledzeni ludzie czy to jest jakis eksperyment spoleczny( albo jestem trolowany),ale niemal codziennie trafiaja do mnie reklamacje( mimo,ze sie tym w ogole nie zajmuje) skladane przez agentow ubezpieczeniowych( i to takich z duzym stazem pracy,10+ lat)- DLACZEGO NIE WZNOWILISMY POLISY,KLIENT WYKUPIL TYLKO POJAZD Z LEASINGU.
Dlatego moi kochani pamietajcie,ze wykup pojazdu z leasingu to jest ZMIANA WLASNOSCI( z leasigodawcy na leasigobiorce),wiec zgodnie z artykulem 31 ustawy o ubezpieczeniach obowiazkowych, polisa oc ppm nie odnowi sie na kolejny rok polisowy,dodatkowo,uwaga:towarzystwo moze wam z dnia na dzien rozwiazac autocasco i pozostale ubezpieczenia nieobowiazkowe( wiekszosc tego nie robi,ale ma do tego prawo). Tak samo jako nowi wlasciciele mozecie rozwiazac umowe kiedy chcecie.
Inne przypadki kiedy polisa nie odnowi sie: -Calkowita darowizna pojazdu( zmiana wszystkich,powtarzam,wszystkich wlascicieli) -Sprzedaz pojazdu( zmiana wszystkich wlascicieli) -Wyrejestrowanie pojazdu
Dlatego kolejna uwaga: w przypadku czesciowej darowizny nie zastepuje calkowita zmiana wlasnosci i polisa odnowi sie( po prostu bedzie taryfikowana na dane i znizki aktualnego wlasciciela).
Pamietajcie,ze majac auto w leasingu nie jestescie jego wlascicielami,a jedynie uzytkownikami,ktory moze korzystac z pojazdu na warunkach z umowy leasingu.
Tak samo- czasowe wyrejestrowanie pojazdu nie zwalnia z obowiazku oplacenia skladki oc- reguluje to artykul 8 w/w. ustawy.
Jezeli korzystacie z uslug posrednikow warto zadac pytanie czy po wykupie pojazdu polisa sie odnowi- dobry agent bedzie wiedzial,a klepacz polis- odpowiedz macie wyzej.
Jezeli macie jakies pytania zwiazane z #ubezpieczenia komunikacyjne, zapraszam do dyskusji. #ubezpieczenie #leasing #pracbaza
Że klient co wykupił auto z leasingu dziwi się że polisa się nie przedłużyła? I jego agent to samo? XD Naprawdę niefortunnie ci się trafia, współczuję :/
@jajkosadzone
Jezeli macie jakies pytania zwiazane z #ubezpieczenia komunikacyjne, zapraszam do dyskusji.
O to ja zapytam, bo bedzie mnie czekac niedlugo nierowna walka a potrzebuje opinii kogos z doswiadczeniem
Szkoda z AC. Auto 10 letnie. Rzeczoznawca uznal szkode za calkowita - a kost naprawy przekroczyl prog calki o 70zl - wiec chyba jest o co walczyc skoro kwota na granicy. Moim zdaniem zanizyl wartosc auta (kuwa, wiem ze przeplacilem ale 4 lata temu dalem prawie 2x tyle
Wartością rynkową pojazdu, o której mowa w ust. 1, jest wartość pojazdu określona przez COMPENSĘ na podstawie notowań rynkowych dotyczących pojazdu danej marki, typu i roku produkcji z uwzględnieniem wyposażenia podstawowego,
przebiegu, stanu technicznego i okresu eksploatacji. Przy określaniu wartości rynkowej bierze się pod uwagę notowania rynkowe wg systemów eksperckich Info-Ekspert, EUROTAX, DAT. W razie braku takich notowań rynkowych, COMPENSA bierze pod uwagę średnią wartość rynkową pojazdów podobnego typu i roku produkcji, co ubezpieczany pojazd.[...]
Rzeczoznawca od ubezpieczyciela powołał się na na notowanie EUROTAX - moje pytanie czy inne "rynkowe systemy eskperckie", moga przedstawic diametralnie inna wycene? Dzwonilem do jednego rzeczoznawcy co sie da z tym zrobic, to powiedzial ze ciezko. Dla mnie paranoja jest ze za porysowany rant felgi i zbity odblask w zderzaku odliczyl 370zl a za fakt ze samochod jest z automatyczna skrzynia biegow doliczyl raptem 540zl. Rzeczoznawca powiedzial ze to normalne, bo auto stare i tak sie wylicza zamortyzowane elementy wyposazenia. Dobra, tylko nikt na OLX nie wystawi tego auta z automatem o 500zl drozszego tylko raczej o kilka tysiecy. Od ubezpieczyciela dowiedzialem sie ze nie musze reklamowac u rzeczoznawcy, tylko moge sie powolac na liste ogloszen np. z OLX zeby wykazac ze kwota byla zanizona tylko sek w tym ze moja wersja wyposazenia jest dosyc specyficzna i ogloszenia auta z podobnym wyposazeniem jest moze jedno na rok.
Masz jakis pomysl co mozna z tym zrobic oprocz oczywistego, pojscia do rzeczoznawcy? Drugie, jak myslisz latwo bedzie ugrac cos w tym wypadku czy szykowac sie na ciezka batalie?
No nie wiem czy będzie wiedział. Taki pośrednik jak ejaj powie wszystko bylebyś podpisał
Zaloguj się aby komentować
Dzisiaj przypomniały mi się czasy pracy w logistyce (kompletowanie przesyłek itd.) i zacząłem porównywać do aktualnej pracy zdalnej.
Plusy pracy zdalnej:
Brak dojazdów
Ogólnie mówiąc ograniczony kontakt z ludźmi
Przerwy w prawie dowolnym momencie
Podczas zmęczenia odpoczynek w domowych warunkach
Domowe obiadki i święty spokój
Minusy pracy zdalnej:
#pracbaza #korposwiat #nobodycares #gownowpis
Zaloguj się aby komentować
Mam pecha z pracodawcami.
Brałem udział w rekrutacji. Najpierw rozmowa zdalna, potem na żywo, w dość sporym odstępie czasu. Na obu padło to samo pytanie: ile chciałby pan minimalnie zarabiać, żeby przychodzić do pracy z chęcią?
Jako że na umowie jest zakaz ujawniania zarobków (xDDD), to na wszelki wypadek nie zdradzę kwoty. Podałem według mnie niezbyt wygórowaną, jednak zadowalającą mnie stawkę, ponieważ oprócz podstawy miała być też premia uzależniona od wyników.
No i niby wszystko fajnie, żadnych sprzeciwów, wszystko akceptowane.
Tydzień przed rozpoczęciem pracy dowiedziałem się, że owszem, będę minimalnie zarabiał tyle, co chciałem, ale tylko przez trzy miesiące. Po tym okresie podstawy będę miał dwa tysiące mniej, niż chciałem.
Delikatnie mówiąc nie byłem zadowolony. Jednak wkurwiło mnie coś innego. Pani kierownik powiedziała po chwili: „nikt tyle nie płaci za samo przychodzenie do pracy.”
No ale dobra, nie mam alternatywy, a ja lubię jeść, więc wypadałoby mieć jakiekolwiek źródło pieniędzy.
Jedynie mam trochę żal do siebie, że tym razem się nie postawiłem. Rok temu poprzedni pracodawca też chciał mnie załatwić. Na rozmowach wszystko spoko, przy podpisywaniu umowy kwota znacznie mniejsza, bo reszta w premii uznaniowej. Tylko że jak pan prezes uzna, że premii nie dostanę, to obudzę się z ręką w nocniku, ponieważ oferowana przez nich podstawa nie wystarczyłaby mi na ówczesne moje potrzeby.
Obecnie jednak jest w tak kiepskim stanie psychicznym i pałam dość sporym uczuciem nienawiści do samego siebie, że mam wyrzuty sumienia, że ktoś zmarnuje czas na przeczytanie tego posta. W sumie też zmarnowałem czas na napisanie go, więc wszyscy zmarnujemy czas.
Wstępnie rozmawiałem o tym z panią psychiatrą. Z poprzedniej pracy zrezygnowałem z ogromnego stresu, kiedy cała logistyka firmy spadła na moje barki - a dopiero co zacząłem pracę w stricte logistyce i moja ówczesna przełożona uczyła mnie raptem przez dwa miesiące. Potem poszła na L4 i po jakimś czasie rzuciła wypowiedzeniem. A ja zostałem sam z tym bałaganem. Jak stwierdziła, tak logistyka nie powinna wyglądać, w co wierzę. Przepracowała w zawodzie dłużej, niż żyję.
Pani psychiatra powiedziała, że jeśli bym się źle czuł, to zawsze może mi wypisać zwolnienie lekarskie do pół roku. Nie chcę nadużywać L4, jednakże już się stresuję na samą myśl, że może nie udać mi się zarobić w premii potrzebnej mi sumy. A nie mam na ten moment żadnej sensownej alternatywy. : /
#pracbaza trochę #zalesie trochę #wkurw #chorobachad
„nikt tyle nie płaci za samo przychodzenie do pracy.”
Ale będą oburzeni jak za tą niższą stawkę będzie się przychodziło do pracy tylko i wyłącznie posiedzieć...
@cyberpunkowy_neuromantyk spotkałem się kiedyś z takim podejściem, że mieli dać więcej po 3 miesiącach. Tylko tego nie zrobili, bo się "mylę". Przychodzisz do firmy, w strukturę się wrażasz, nic właściwie nie robisz i odstajesz odpowiedź, że się mylisz. Nie byłem jedynym który to usłyszał. Wałki na umowach, olewanie kodeksu pracy to tam była normalność.
ja j⁎⁎ie XD
skąd wy ich bierzecie XDDD
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dyżurna Bożenka z dyrurnym Markiem sie wkurwili trochę
#pracbaza #100twarzykolejarzy #gownowpis #humor #kolej

Zaloguj się aby komentować
#pracbaza #bruk #lecimyniespimy
Dzień dobry. Wczorajszy efekt prac.wyszlo ładnie ... Można lepiej ale klient był bardzo zadowolony. Miałem pomocnika. To młotek zabrał, to ogonem po głowie strzelił.




Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Przebita chłodnica.
No super.
#lesnapracbaza #pracbaza

Zaloguj się aby komentować
@WujekAlien a jeszcze lepiej jak sam się tego nauczył bo tobie się nie chciało xD
to zależy w czym go wyszkoliłeś xD
@WujekAlien kazdego młodego staram sie nauczyć jak robic dobrze i najważniejsze jak używać mózgu xd
Pozdrowienia dla "Pawełka" mojego pierwszego majstra, który przywitał mnie słowami "młody, jak czegoś nie wiesz to pytaj, a jak czegoś nie potrafisz to cię nauczę"
Mam nadzieje ze u niego wszystko dobrze xd a mial 7 dzieci i wnuka w wieku 38 lat więc chlop bie próżnowal w zyciu xzd
Zaloguj się aby komentować
Czekałem, czekałem i się doczekałem! Mam nową #praca !
Jestem mega szczęśliwy, zdecydowali się wybrać mnie i zaproponowali większe wynagrodzenie niż sam chciałem - względem obecnego wynagrodzenia będę zarabiał o 1/3 więcej.
ŻEGNAJ BIEDO, PIĘKNA KUSICIELKO!
Dziękuję wszystkim którzy trzymali za mnie kciuki i wspierali przez cały czas - oczywiście pozwoliłem sobie zawołać wszystkich piorunujących po raz ostatni
Za tydzień planuje złożyć wypowiedzenie w obecnej pracy, na pewno się jeszcze pochwalę bo sama myśl o tym też mnie stresuje.
#pracbaza #chwalesie #dildomajsterkuje


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować