#literatura

10
875

284 + 1 = 285


Tytuł: Ulisses

Autor: James Joyce

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Officyna

Format: książka papierowa

ISBN: 9788366511958

Liczba stron: 784

Ocena: 5/10


Od kiedy pierwszy raz zobaczyłem “Ulissesa” na półce mojego taty, była to dla mnie książka w pewien sposób intrygująca. Wiedziałem o niej tylko tyle, że opisuje wydarzenia z jednego dnia, co w połączenia z kosmiczną (zwłaszcza dla małego dziecka) grubością tego dzieła, wydawało się co najmniej zadziwiające. Później dotarły do mnie też słuchy o rzekomej trudności tej książki; nie mogłem więc oprzeć się pokusie, by w końcu po największy twór Jamesa Joyce’a sięgnąć.


“Ulisses” to jeden wielki eksperyment, trudno więc nie potraktować go inaczej niż jako czytelnicze wyzwanie. Można zadać sobie pytanie, czy jest ono w ogóle warte podjęcia - ja uznałem, że tak, chociażby ze względu na odniesienia do tej książki w innych dziełach. Jak zatem rozpoczęć tę przygodę? Otóż okazuje się, że jest to lektura, które wymaga od czytelnika pewnego przygotowania, o ile oczywiście chce on uniknąć nerwów i frustracji. To niemal całkowicie afabularna książka, do której najlepiej nie podchodzić samodzielnie, ale ostrożnie zbliżyć się wraz z przewodnikiem.


Na szczęście w XXI wieku mamy do nich dość łatwy dostęp. Jest na przykład świetna strona Ulysses Guide, która dokładnie streszcza każdy z rozdziałów. W języku angielskim zostało już opublikowanych kilka przewodników po “Ulissesie”, a na naszym polskim podwórku, na którym od niedawna mamy już dwa tłumaczenia tego dzieła (Maciej Słomczyńskiego, z roku 1969 oraz nowe - Macieja Świerkockiego z roku 2021), istnieje między innymi taka książka jak “Łódź Ulissesa”, w której autor najnowszego polskiego przekładu opisuje swoje zmagania z Joycem oraz tłumaczy czytelnikowi niektóre zawiłości tej powieści.


Istnieje też coś takiego jak schematy - Gilberta oraz Linatiego - które zostały przygotowane przez samego Joyce’a i które rzucają nieco światła na zawartość poszczególnych rozdziałów. Jest to jednak dość niewielki zbiór wskazówek (dla każdego rozdziału określony został jego kolor, symbole, postacie, czas i miejsce wydarzeń, część ciała itd.), przez to dla przeciętnego czytelnika raczej nie będzie to wystarczająco pomoc.


Największa trudność “Ulissesa” polega najczęściej na tym, by w ogóle zorientować się co właśnie czytamy - czy jest to czyjaś wypowiedź (czyja?), czyjeś myśli (czyje?), a może wtrącenie narratora. Zmiana od jednej formy przekazu do drugiej jest tutaj bardzo płynna i na ogół niczym nie wyróżniona (mamy tu często do czynienia z tzw. mową pozornie zależną).


Osobiście próbowałem dwóch podejść - najpierw samodzielne czytanie rozdziału, a później zapoznawanie się ze streszczeniem (m.in. ze wspomnianej już “Łodzi Ulissesa”), jak też odwrotnej kolejności. Wydaje mi się, że zwłaszcza przy końcowych, a więc najdłuższych, fragmentach powieści, lepiej sprawdził się u mnie ten drugi sposób.


Do lektury wybrałem nowy przekład i wydaje mi się, że jest to nieco trudniejsza w odbiorze (choć może za to bogatsza znaczeniowo) wersja niż ta autorstwa Słomczyńskiego. Tłumacz starał się oddać jak najwięcej gier słownych, aluzji i nawiązań, które Joyce ukrył w swoim tekście, podczas gdy Słomczyński w analogicznych sytuacjach zdaje się stawiać na bardziej zrozumiałe i dosłowne tłumaczenie. W rezultacie są miejsca, które wydają mi się niepotrzebnie skomplikowane, choć muszę przyznać, że istnieją też takie fragmenty, gdzie Świerkocki rzeczywiście wydaje sobie radzić lepiej z tłumaczeniem pewnych joyce’owskich dwuznaczności.


Żeby nie być gołosłownym, posłużę się kilkoma przykładami, o których sam Maciej Świerkocki wspomina w swojej książce “Łódź Ulissesa”.

  • Joyce: My will: his will that fronts me. Seas between

  • Słomczyński: Moja wola: jego wola przeciwna mojej. Pomiędzy nimi oceany

  • Świerkocki: Mój Will, moja wola; jego Will, jego wola w konfrontacji z moją. Dzieli nas morze.


I drugi przykład:

  • Joyce: as they drank in jocoserious silence Epps’ massproduct, the creature cocoa

  • Słomczyński: gdy pili w żartobliwie-poważnym milczeniu masowy produkt Eppsa, owo kakao stworzenia

  • Świerkocki: kiedy w żartopoważnym milczeniu popijali niczym wino mszalne dostępny tak powszechnie jak święty Kościół produkt Eppsa, kakao krzepiące duszę i ciało


Nowe tłumaczenie zatem w wielu miejscach opisowo wręcz przekłada owe dwuznaczności i aluzje obecne w oryginale, co z jednej strony może i bardziej przybliża czytelnika do tego, co siedziało w umyśle Joyce’a, a z drugiej czyni lekturę jeszcze bardziej wymagającą.


W każdym razie, dobrze, że obecnie mamy już dwa polskojęzyczne tłumaczenia “Ulissesa” - tak naprawdę żadne z nich w pełni nie oddaje tego, co oryginał (zwłaszcza, że jest to książka, w której bardziej niż o fabułę chodzi właśnie o formę, język), więc w pewien sposób mogą się uzupełniać (zakładając istnienie szaleńców, sięgających po obie wersje).


Przejdźmy jednak co samej książki. Fabuła? Opowieść o “zwyczajnym dniu” trojga bohaterów (Leopolda Blooma - Ulissesa, Stephena Dedalusa - Telemacha, Molly Bloom - Penelopy) oraz miasta, w którym żyją (Dublin). Innymi słowy, rozgrywająca się codziennie na nowo odyseja, sprowadzona do przyziemnych spraw. Nawiązań do Homera jest tutaj sporo, ale większość z nich to szczegóły i subtelności (często przy tym ironiczne), bynajmniej nie będące łatwymi do spostrzeżenia. Na przykład: nieokrzesany irlandzki nacjonalista, to odpowiednik cyklopa Polifema, a kiedy Bloom uderza się o kredens po wejściu do domu, może to nasunąć czytelnikowi skojarzenie z Odyseuszem trafionym przez Antinoosa podnóżkiem w bark.


Jeśli chodzi o zawartość poszczególnych rozdziałów (oczywiście, zapewne dla utrudnienia, Joyce usunął z ostatecznej wersji “Ulissesa” nazwy rozdziałów, chociaż wszyscy komentatorzy ich wciąż używają, więc trzeba je sobie samodzielnie odnaleźć i pozaznaczać, gdyż nie tylko nie mają one tytułów, ale nie są nawet obecne w spisie treści), oto te bardziej nietypowe na tle pozostałych:

  • Eol - szereg scen, które razem wzięte generują filmowe skojarzenia. Obserwujemy różne krótkie wydarzenia, dziejące się w redakcji gazet, dla których pracuje Bloom. Nie podążamy jednak za głównym bohaterem, tylko zostajemy w miejscu, natomiast Bloom opuszcza redakcję i wraca do niej dopiero po jakimś czasie. Przyznam, że spodobał mi się ten zabieg narracyjny.

  • Woły Słońca - dość trudna lektura, ale całkiem interesująca. Styl narracji zmienia się, obrazując rozwój angielskiej literatury. Tutaj zatem przeczytamy zdanie takie jak “A u drzwi domu onego z nadejściem nocy wraz wędrowiec jakowyś stanął“, by kilka akapitów później natknąć się na zupełnie już inny styl: “Powróćmy jednak do pana Blooma, który po swoim pierwszym wejściu zainkasował kilka zuchwałych drwin”.

  • Kirke - jeden rozdział, który ma długość porównywalną z łączną długością pierwszych ośmiu rozdziałów - bo dlaczego by nie? I na dodatek formę dramatu. Ten rozdział doprowadza absurd w “Ulissesie” do ostatecznych granic. Występują tu prawie wszystkie postacie. które pojawiły się we wcześniejszych fragmentach, głos mają również przedmioty, a dzieją się rzeczy prawdziwie niestworzone - Bloom zostaje matką i rodzi kilkoro chłopców, zmienia płeć (i to nie raz), czyni cuda w stylu “chodzi po pajęczynie, zakrywa sobie lewe oko lewym uchem, przechodzi przez kilka ścian”. Ten rozdział ma taki faustowski vibe, czyli absolutny chaos i nonsens. Chociaż wielu joycologów potrafi się w tych obrazach doszukiwać czegoś sensownego, to ja bynajmniej nie zostałem oczarowany przez Kirke.

  • Itaka - to z kolei mój ulubiony rozdział, zbudowany w stylu pytań i odpowiedzi (narracja nazywana “matematycznym katechizmem”). Dużo liczb i całkiem dużo humoru zbieżnego z moim jego poczuciem.

  • Penelopa - słynny monolog (strumień świadomości) Molly Bloom. Na pewno kontrowersyjny i nowatorski w swoich czasach, obecnie już tak oczywiście nie szokuje. Rekordowe długie zdania (ok. 2500 słów), brak znaków interpunkcyjnych, ale mimo to całkiem prosty do zrozumienia. Treść? Cóż… po tym jak przeczytałem co nieco o prywatnej korespondencji Joyce’a, to nie pozostaje nic innego niż skwitować to krótkim stwierdzeniem - jaki autor, taka treść.


Pozostałe rozdziały też oczywiście mają swoje dziwactwa i mało mają wspólnego z typową narracją, jaką spotkamy w większości książek. “Ulisses” jest labiryntem, gąszczem, przez który trzeba się przedzierać i w którym mnóstwo jest detali, które łatwo pominąć. Gdyby nie równoległa lektura “Łodzi Ulissesa”, z pewnością nie miałbym pojęcia nawet o nikłym ich procencie (bo kto normalny sam wywnioskuje np. ów niesamowity zamysł autora, polegający na tym, że brakująca litera w jednym słowie na stronie X ma związek z inną celową literówką na stronie X+500).


Ten ostatni przykład jest też chyba dobrym zobrazowaniem tego, że Joyce, tworząc “Ulissesa”, aspirował do napisania wielkiego dzieła, irlandzkiego eposu, który przez stulecia będzie analizowany przez innych. Nie da się ukryć, że ego tego pisarza, było ponadprzeciętnych rozmiarów. Przyszłość pokazała, że choć książka doczekała się pewnego grona oddanych zwolenników, to posiada też niemałą grupę zatwardziałych krytyków. Osobiście całkiem spodobał mi się fragment korzystnego dla Joyce’a wyroku, w którym sędzia pozwolił na rozprowadzanie “Ulissesa”, gdyż “przy całej swojej nieobyczajności, plugastwie i sprośności, nie może on posłużyć jako środek pobudzający erotycznie - przeciwnie, wywołuje raczej odruchy wymiotne” (cyt. za “Łódź Ulissesa”).


Kończąc już tę przydługawą opinię (chyba nieco udzielił mi się klimat lektury), muszę stwierdzić, że jest to książka, którą bardzo mi ocenić. Czy czytało się ją przyjemnie? Nie, ale nawet tego nie oczekiwałem. Czy jest tu ciekawa fabuła? Nie. Czy zgadzam się z upstrzonym licznymi bluźnierstwami religijnymi wydźwiękiem powieści? Nie, zdecydowanie nie. Czy jest to ciekawy literacki eksperyment? Tak, z całą pewnością. Czy była nowatorska jak na swoje czasy? Jak najbardziej. Czy powieść jest skomplikowanie utkanym tworem, na który autor poświęcił mnóstwo czasu (całe siedem lat)? Tak, zdecydowanie, ale ilość włożonej pracy nie świadczy przecież o jakości.


Rozdzielając zatem ocenę, na dwie części i w pierwszej z nich oceniając wartości moralne i etyczne propagowane w “Ulissesie”, przyznaję tej książce 2/10.

Natomiast jeśli. chodzi o formę literacką, nowatorskość i eksperymentalność, to tutaj daję 8/10. Pod tym względem miałem tu niekiedy skojarzenia z pomysłowością Borgesa, która zrobiła na mnie spore wrażenie.


W literaturze zdecydowanie bardziej wolę zachwycać się treścią, aniżeli formą i chyba jakoś nie po drodze mi z modernizmem (ani Virginia Woolf, ani William Faulkner, żeby wymienić tu tych ostatnio czytanych, też mnie nie zauroczyli swoimi dziełami), więc fanem Joyce’a nie zostałem. Koniec i kropka, kurdebloom.




Nie możemy zmienić tego kraju. Zmieńmy temat.


Powitało Stephena świeże powietrze, grając na jego rozdygotanych nerwach jak na harfie, powiew rozdygotanego powietrza pełnego nasionek jasności.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

e8340efb-3476-4a4d-9b49-5ac90fced8e2

Zaloguj się aby komentować

@moll Przecież firma zawsze zarabia i wszyscy na tym zarabiają. Nawet jak trzeba ostrzelać własne pozycje :)


Ten fragment zapamiętałem najbardziej.

Zaloguj się aby komentować

Przez weekend mam nocne zmiany więc zaopatrzyłem się w zestaw do zabicia czasu.

W ogóle to za estetykę PIW ma u mnie wieczny szacunek.

#ksiazki #literatura

d6a29cbc-1865-4f11-b1c1-6a0b2ead95e8

@Merkury cały czas się łamię czy nie zbierać tej starej serii PIW z czarną obwoluta bo jest śliczna. Tylko gdzie to układać...

Zaloguj się aby komentować

224 + 1 = 225


Tytuł: Wszyscy tak jeżdżą

Autor: Bartosz Józefiak

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

ISBN: 9788381917124

Liczba stron: 392

Ocena: 5/10


Książka zaczyna się naprawdę mocno. Opisy śmiertelnych wypadków, konsekwencje zbyt szybkiej, niebezpiecznej jazdy. Przez pierwszych kilka rozdziałów stałem na stanowisku, że być może jest to jedna z takich pozycji, które powinny być na liście obowiązkowych lektur osób, wsiadających za kierownicę.


Później jednak zrobiło się trochę słabiej - momentami bardziej monotonnie, a częściowo zbyt politycznie. Dominuje pogląd w stylu "z mieszkańcami konsultować się należy, jest jednak jeden warunek - krytykami nie wolno się przejmować". Irytował mnie też brak logiki we fragmentach takich jak ten:


"Synówka jest społecznikiem, tysiące godzin poświęcił na dbanie o bezpieczeństwo w rodzinnym mieście i chwała mu za to. Ale jednocześnie jego akcje to część problemu, bo znów wbijają nam do głów: to piesi muszą uważać. A dlaczego kierowcy nie muszą?"


Zupełnie nie rozumiem w jaki sposób ze stwierdzenia że piesi muszą uważać, autor wyciąga wniosek, że kierowcy już nie muszą tego robić. Jako pieszy rozglądam się przy przechodzeniu przez jezdnie nawet na zielonym świetle - najzwyczajniej w swoim własnym interesie, a nie dlatego, że uważam, iż kierowcy nie muszą uważać. I jeśli ja akurat będę roztargniony i tego nie zrobię, to liczę, że właśnie uważność kierowcy uratuje sytuację. Podobnie z drugiej strony - jako kierowca staram się mieć oczy dokoła głowy, zwłaszcza w okolicach przejść dla pieszych, ale równocześnie mam nadzieję, że piesi też będą się rozglądać i nie wtargną np. w momencie, kiedy oślepi mnie słońce, albo w ciemności kogoś nie wypatrzę odpowiednio wcześniej.


Druga część książki była dla mnie zatem sporym rozczarowaniem, jednak na szczęście końcówka trochę ratuje sytuację. Są to reportaże, dotyczące pracy kierowców - dostawców jedzenia, kurierów, taksówkarzy - a także firm zajmujących się sprawami odszkodowawczymi po wypadkach. Z przykrością trzeba stwierdzić, że jeśli chociaż część z opisanych tu praktyk jest faktem, to patologia pracodawców w tych branżach jest zatrważająca, zwłaszcza, że w oczywisty sposób rzutuje ona na bezpieczeństwo pozostałych uczestników ruchu drogowego.


--


(...) tam jest taka długa, prosta trasa, mam taką chęć przyspieszyć, ale potem znowu myślę sobie: "Co to zmieni w moim życiu, że dojadę trzy minuty szybciej? No nic."


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

2b25625c-2c88-402e-9a8b-4696bcded984

Czytałem i ksiazka jest mocno naciągana aby wybielić kierowców. Ogółem jeździmy źle, a autor próbuje tłumaczyć skąd to się bierze na zasadzie tłumaczenia każdego złego zachowania.

@DamBa czy ja wiem... Przy fragmentach dotyczących śmiertelnych wypadków nie odniosłem wrażenia, aby autor sympatyzował z argumentami sprawców. Chyba, że masz na myśli bardziej tę część, w której notoryczne łamanie przepisów przez zawodowych kierowców jest w jakiś tam sposób tłumaczone.

@informatyk jak dla mnie też dość słaby reportaż. Zwłaszcza denerwował mnie brak wiedzy autora, mylenie pojęć z zakresu ruchu drogowego i samochodów.

Wielka szkoda, bo temat poprawy bezpieczeństwa na drogach jest mega ważny.

@3cik Często pomylone były definicje z zakresu ruchu drogowego: "Mijanie, wyprzedzanie, omijanie" etc. Niby każdy 'rozumie' o co chodzi, ale bardzo kłuje mnie to w oczy jak ktoś pisze np 'mijanie' w kontekście 'wyprzedzania'. (Padło gdzieś w książce zdanie: 'Pędzimy ekspresówką i mijamy kolejne tiry na prawym pasie' czy jakoś tak).

Dodatkowo w kontekście tuningu jakichś samochodów pojawiały się stwierdzenia, że jakieś tam BMW miało dodaną szperę żeby driftować (nie wiem, chyba w celu zwiększenia dramatyzmu opisanych modyfikacji), gdzie generalnie mechanizm różnicowy jest 'normą' w betach: https://bmwseries.pl/2024/05/27/szpera-w-bmw-co-to-jest-i-w-jaki-sposob-dziala/


Ot reportaż o ludzkich historiach i dramatach zamiast jakieś sensowne, systematyczne i metodologiczne podejście do problemu.

Zaloguj się aby komentować

196 + 1 = 197


Tytuł: Cylinder van Troffa

Autor: Janusz A. Zajdel

Kategoria: fantasy, science fiction

Format: audiobook

Ocena: 7/10


Porządne socjologiczne sci-fi w stylu Zajdla. Nie uważam, żeby była to najlepsza książka tego autora (niektóre jednak podobały mi się bardziej),ale lektura jak najbardziej do polecenia. Udane i nieoczywiste zakończenie, ciekawe dylematy, przed jakimi postawieni zostali ludzie w obliczu globalnych kryzysów. Lubię też to zajdlowe słownictwo z PRL-owskim vibem. Kosmaki, docenty, lunacy, gnyple, zgredy itd.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

7e493cc6-33e3-4da1-a917-2d896efad6d7

@informatyk Oj cylinder był dobry, chyba nawet ciut lepszy od Paradyzji. Dużo ciekawych pomysłów było tam napchanych jak zresztą we wszystkich książkach Zajdla.

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Wydawnictwo ArtRage wyda "Tęczę Grawitacji" Thomasa Pynchona. Premiera zaplanowana na 25 sierpnia 2025 roku. Poniżej okładka.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #literatura #artrage #thomaspynchon

442b6d1f-2337-441f-aca9-c1aa04c273d6

Premiera przełożona na 22 września 2025 roku.


Wołam grzmocących newsa:

@bob-dylan @Astro @l__p @Gotten3265 @Schecterro @Shagot @malodobry @HerrJacuch @kubolex @ciszej @moll @BJXSTR @Apaturia @Oberon @bojowonastawionaowca @GEKONIK

ArtRage podało opis wydawniczy


Ostatnie miesiące II wojny światowej i pierwsze dni powojennego chaosu w Europie. Dlaczego wystrzelone na Londyn rakiety V-2 trafiają w miejsca, w których pewien amerykański oficer dokonuje podbojów sercowych?


Pynchonowskie opus magnum, kontrkulturowy mariaż Rainera Marii Rilkego ze słonikiem Dumbo, to apokaliptyczna opowieść o kresie cywilizacji, w której wojna tworzy porządek. Nie ma stref okupacyjnych, jest tylko Strefa – świat, w którym upadają wszelkie struktury, wymazywane są definicje i zacierane granice: między jawą i snem, techniką wojskową i nadprzyrodzonością, doczesnością i zaświatami. Dokonują się transgresje, a jedyną zasadą jest wszechobowiązująca kalwińska doktryna predestynacji, podział na zbawionych oraz skazanych na zagładę jak dodo, gatunek endemicznego nielota wybity na Mauritiusie do ostatniej sztuki przez holenderskich kolonizatorów.


Wśród ruin i dymów, obozowisk uchodźców i czarnorynkowych szajek, wśród agenturalnych spisków i obsesji trwa po bezdrożach Strefy paranoiczna pogoń za nieuchwytną ostatnią rakietą. Numer 00000 to zwieńczenie wszystkich rakiet, ostateczne narzędzie w służbie śmierci i zarazem nieodparty fetysz.


Wołam grzmocących newsa:

@bob-dylan @Astro @l__p @Gotten3265 @Schecterro @Shagot @malodobry @HerrJacuch @kubolex @ciszej @moll @BJXSTR @Apaturia @Oberon @bojowonastawionaowca @GEKONIK

Zaloguj się aby komentować

152 + 1 = 153


Tytuł: Hamlet

Autor: William Shakespeare

Kategoria: dramat

Format: e-book

ISBN: 9788328819375

Liczba stron: 157

Ocena: 8/10


Początkowo planowałem wybrać któreś ze współczesnych tłumaczeń "Hamleta", ale w rezultacie, ze względu na łatwiejszą dostępność, zdecydowałem się na lekturę tego utworu w klasycznym już (bo wszak to z tego właśnie tłumaczenia pochodzi ryczący z bólu ranny łoś) przekładzie Józefa Paszkowskiego.


Cóż, Szekspira czyta się w gruncie rzeczy dosyć łatwo, bo nawet jego tragedie zawierają elementy komiczne (vide: scena z grabarzami, dialog Hamleta z Ofelią o możliwości położenia głowy na jej kolanach albo "kolacja Poloniusza"). Oczywiście dogłębna interpretacja takiego dzieła to już inna bajka - tutaj już łatwo być nie musi i dlatego różnych teorii dotyczących "Hamleta" i jego bohaterów zostało stworzonych całe mnóstwo.


Fabuła, choć niezbyt skomplikowana, jest całkiem ciekawa, zaś równowaga między dialogami a słynnymi hamletowskimi monologami też została moim zdaniem odpowiednio zachowana. Warto też pamiętać, że jest to utwór, z którego pochodzi chyba największa ze wszystkich sztuk Szekspira liczba powszechnie znanych cytatów i powiedzonek. Żeby nie być gołosłownym, przytaczam kilka z nich (pomijając już słynne "To be or not to be"):


Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie,

Niż się ich śniło waszym filozofom


Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda.


Reszta jest milczeniem


Słowa, słowa, słowa


Źle się dzieje w państwie duńskim


Z perspektywy polskiej można natomiast zwrócić uwagę na kilka akcentów związanych z naszym krajem. Poczynając od imienia jednego z bohaterów - Poloniusza (niestety umierającego w jednej ze scen, no ale ostatecznie któż w tym dramacie nie ginie... ;D),a skończywszy na dziwnych wzmiankach o konfliktach norwesko-polskich i prawdopodobnym myleniu Gdańska (Danzig) z jakimiś terenami leżącymi blisko Danii.




Świat wyszedł z formy

I mnież to trzeba wracać go do normy!


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura #dramat

46e6ad4c-3f13-489f-84ec-3f7912b128e3

Zaloguj się aby komentować

148 + 1 = 149


Tytuł: Przemiana

Autor: Franz Kafka

Kategoria: literatura piękna

Format: audiobook + ebook

Ocena: 8/10


"Przemianę" już od dawna miałem gdzieś na swojej liście książek do przeczytania, ale ponieważ wczoraj natknąłem się na hejtowy #klubczytelniczy, to podjąłem (niestety ze spóźnieniem, ale cóż - na lutowe spotkanie na pewno się wyrobię, bo "Piknik na skraju drogi" już mam dawno przeczytany :D) wyzwanie i wreszcie zapoznałem się z tą lekturą - w 80% słuchając w wersji audio, a pozostałe 20% doczytując w ebooku.


"Przemiana" to książka krótka, ale zarazem bardzo bogata w treść - taką właśnie literaturę lubię! Mocną i konkretną.


Gregor Samsa to bohater, który od razu wzbudził moją sympatię. Ciężko pracował, by utrzymać swoją rodzinę (zaniedbując przy tym własne życie osobiste),ambitnie planował wspomóc edukację i rozwój swojej młodszej siostry, zdawał się być osobą sumienną i odpowiedzialną.


Jednak czy po przemianie było to pamiętane przez innych? Niestety nie - na pierwszy plan wysunął się fakt, że Gregor stał się dla nich ciężarem. Obrzydzenie, odczłowieczanie, oskarżanie. Gregor Samsa nie doczekał się należnej mu dawki troski, współczucia, a nawet żałoby. Zamienił się w ciężar, który w końcu zniknął, pozostawiając złudne uczucie wolności.


Smutna książka, pozwalająca na różnorakie interpretacje przemiany Gregora - choroba psychiczna lub fizyczna, depresja, niepełnosprawność. Gregor zachowuje pewną świadomość tego, co dzieje się wokół niego, ale w oczach innych nie jest już człowiekiem i tak też zaczyna być traktowany. Jak robak.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

69984162-e688-443b-9e65-071dbe69c55a

Zaloguj się aby komentować

141 + 1 = 142


Tytuł: Strażnik ognia

Autor: Bernard Cornwell

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Otwarte

Format: audiobook

Liczba stron: 480

Ocena: 6/10


Kolejne zmagania Uhtreda. Ten tom szczególnie na początku jest dosyć rozwlekły, zbyt dużo tu rozmów i rozważań bohaterów a niewiele się dzieje. Ale wkrótce bohater przystępuje do kolejnej próby odbicia swojej siedziby rodowej i akcja nabiera tempa. Jak ktoś przeczytał wszystkie poprzednie tomy to i ten łyknie. Na pewno nie jest to jeden z najlepszych tomów serii ale poniżej pewnego poziomu Cornwell nie schodzi więc się jakoś specjalnie nie wynudziłam.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

9959afa6-4ad9-458b-93e9-0356fa65fd5c

Dzięki za przypomnienie, że muszę się kiedyś wreszcie zabrać za ten cykl, bo na razie tylko go zacząłem, a pozostałe tomy póki co jedynie zdobią półkę.

Zaloguj się aby komentować

137 + 1 = 138


Tytuł: Odyseja

Autor: Homer

Kategoria: klasyka

Wydawnictwo: Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

Format: książka papierowa

ISBN: 9788373069329

Liczba stron: 510

Ocena: 10/10


Podobnie jak "Iliadę", również "Odyseję" przeczytałem w najnowszym tłumaczeniu dokonanym przez Roberta R. Chodkowskiego. Ten styl przekładu zdecydowanie mi odpowiada - współczesny język ułatwia odbiór dzieła, a zastosowanie (nierymowanego) heksametru polskiego sprawia, że możemy poczuć podniosłość eposu.


W porównaniu do homeryckiej opowieści o wojnie trojańskiej, "Odyseja" jest znacznie bardziej dynamiczna i "przygodowa". To, co mocno zaskoczyło mnie przy jej lekturze to struktura dzieła - nie mamy tutaj (jak w przypadku "Iliady") wydarzeń opisywanych w porządku chronologicznym, ale kompozycję zupełnie jak na owe czasy nowatorską.


Zaczynamy od Telemachii, a więc opowieści nie o głównym bohaterze, ale o jego synu, który to zostaje przez Atenę wysłany, aby zasięgnął wieści od Nestora (tu mała ciekawostka - warto zauważyć, że zarówno imię Nestora, jak i towarzyszącego Telemachowi Mentora weszły m.in. do polszczyzny jako eponimy) oraz Menelaosa.


Następnie przenosimy się do końcówki przygód Odyseusza, kiedy to nimfa Kalipso przestaje go więzić, dzięki czemu po małych perturbacjach trafia on do królestwa Feaków. Feakowie lada chwila przetransportują Odysa do jego rodzinnej Itaki, ale… zanim to nastąpi, nasz bohater opowiada im swoją historię. I właśnie w ten retrospektywny sposób, z narracji samego Odysa poznajemy jego wcześniejsze przygody - poczynając od wizyty u Kikonów i Lotofagów, poprzez nieszczęsne spotkanie z cyklopem Polifemem, aż po wyrzucenie u brzegów Scherii.


Nie byłoby jednak "Odysei", gdyby nie jej ostatnia część, opisująca krwawą zemstę Odysa na zalotnikach, objadających jego domostwo. Jako, że główny bohater słynie ze swej przemyślności, to po wylądowaniu w Itace nie rzuca się od razu do walki, ale dokładnie planuje zasadzkę, a później rzetelnie ją realizuje - wykorzystując przebranie (wspomagany przez tym przez olimpijskie bóstwa) i podstęp.


W fabule nie brak momentów prawdziwie wciągających, a Homer, zamiast od razu zaspokajać nasze pragnienia wartkiej akcji, czasami serwuje nam retardację, pauzując zmierzające do finału wydarzenia i skupiając się na przywołaniu jakichś odległych i mniej istotnych wydarzeń (np. historii rany zadanej w młodości Odysowi przez dzika).


Reasumując, z czystym sercem mogę polecić "Odyseję" (zwłaszcza we wspomnianym wyżej przekładzie) każdemu. To bowiem nie tylko kluczowe dla europejskiej literatury dzieło, którego znajomość otwiera możliwości lepszego rozumienia wielu innych tekstów kultury, ale też po prostu dobra historia, która broni są sama - swoją fabułą, stylem oraz oczywiście postacią głównego bohatera.


---\

bo nic nie ma lepszego ani bardziej cennego

niż gdy mąż oraz żona w domu we wszystkim są zgodni.

Sprawia to zawsze wielkie cierpienie tym, co zazdroszczą,

lecz także radość życzliwym. A samym im sławę przynosi.


Gdy już zaspokoili potrzebę jedzenia i picia,

pomyśleli o spaniu i dar Hipnosa przyjęli


Patrząc na nią spode łba, tak odrzekł Odys przemyślny:

"Zaraz Telemachowi powiem suko, jak szczekasz.

Kiedy on tutaj przyjdzie, posieka cię na kawałki".

Tymi słowami Odys przestraszył służebne kobiety.

Porozbiegały się po komnatach, a nogi pod nimi

gięły się z lęku, ponieważ myślały, że mówi poważnie.


Tak on powiedział, a u niej słowo zostało bez skrzydeł.


Trudno by znaleźć inną wieczerzę tak niegodziwą,

jak ta, którą wkrótce mieli zastawić Atena

i mąż mocarny. Lecz tamci pierwsi zbrodniczo knowali.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

f3844e47-a57d-487b-9df7-61d4867d66f5

@informatyk O, właśnie czytam — tylko w najnowszym tłumaczeniu Antoniego Libery z ubiegłego roku Tylko podobno to właśnie tej liberowy jest napisany "czystym heksametrem polskim" z racji braku istniejącego przekładu w tej formie... Jestem ciekawa, jak by wypadło porównianie tych dwóch wersji.

Ale i tak czyta się o wiele łatwiej, niż Iliadę w tłumaczeniu Jeżewskiej, którą czytałam miesiąc temu

@Wrzoo przypuszczam, że w twierdzeniu o tym, że Antoni Libera jest pierwszym tłumaczem, który przełożył "Odyseję" "czystym heksametrem polskim" kluczowe jest określenie "czysty". Ale specjalistą od heksametrów nie jestem, więc trudno mi to ocenić.


Tłumaczenie Chodkowskiego wybrałem m.in. dlatego, że czytałem już wcześniej "Iliadę" w jego przekładzie i bardzo mi się on spodobał, a ostatnim (wydanym już niestety pośmiertnie, bo w tym roku) translatorskim dziełem tego autora jest "Eneida", która też czeka w kolejce na mojej półce.

@informatyk

Ale specjalistą od heksametrów nie jestem, więc trudno mi to ocenić.


Jest nas dwoje No to chyba sięgnę po "Eneidę" Chodkowskiego, jak się uporam z książkową bieżączką

Heh, akurat dziś przypomniał mi się bardzo mądry utwór L. Staffa, żal więc przy tej okazji nie wrzucić:


Niech cię nie niepokoją

Cierpienia twe i błędy.

Wszędy są drogi proste

Lecz i manowce wszędy.


O to chodzi jedynie,

By naprzód wciąż iść śmiało,

Bo zawsze się dochodzi

Gdzie indziej, niż się chciało.


Zostanie kamień z napisem:

Tu leży taki i taki.

Każdy z nas jest Odysem,

Co wraca do swej Itaki.

Zaloguj się aby komentować

135 + 1 = 136


Tytuł: Odprawa posłów greckich.

Autor: Jan Kochanowski

Kategoria: dramat

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Format: e-book

ISBN: 9788381967068

Liczba stron: 112

Ocena: 7/10


Cieszę się, że "Odprawa posłów greckich" doczekała się transkrypcji na współczesną polszczyznę (w wykonaniu Antoniego Libery), dzięki czemu przesłanie Jana Kochanowskiego może dotrzeć również do tego grona ludzi, którzy niekoniecznie mają ochotę obcować z oryginalnym XVI-wiecznym tekstem. Ja akurat na to wydanie trafiłem zupełnie przypadkowo, chcąc po prostu, na kanwie przeczytanej niedawno "Iliady", zapoznać się z dziełem polskiego poety, ale nie omieszkałem skorzystać i zapewne, dzięki temu, przeczytanie całości zajęło mi mniej czasu.


Dramat nie jest zbyt długi, a jego przesłanie bardzo jasno wybrzmiewa z kart utworu. W wyniku egoistycznego działania Parysa i ignorowania mądrze uargumentowanych rad Antenora, całe miasto zostaje skazane na zagładę. Rządzący, zamiast obiektywnie spojrzeć na sprawę i w swoich decyzjach odwołać się do sprawiedliwości, wolą wyciągać na wierzch jakieś sprawy z przeszłości, zupełnie nieprzystające do obecnej sytuacji. Aktualne od 450 lat (a dokładniej od 447).


---\

O, już niedługo nadejdzie czas,

Gdy ograbiony odnajdzie grabieżcę

I go obudzi z błogiego snu,

I wstrząśnie sercem, i wzbudzi strach.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

7df35418-66df-4926-9513-ab4dc04e973a

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

78 + 1 = 79


Tytuł: Faust

Autor: Johann Wolfgang von Goethe

Kategoria: Dramat

Wydawnictwo: Wolne Lektury

Format: e-book

ISBN: 9788328802261

Liczba stron: 353

Ocena: 4/10


Lektura "Fausta" nie sprawiła, że stałem się fanem Goethego, a być może nawet wywołała skutek odwrotny. O ile, jeśli dobrze pamiętam z czasów szkolnych, "Cierpienia młodego Wertera" były dla mnie dość poprawnym dziełem, to niestety "Faust" mocno mnie wymęczył.


Pierwsza część jest jeszcze całkiem w porządku i gdybym miał oceniać tylko ten fragment, to spokojnie pokusiłbym się o 6.5/10. Pragnący od życia więcej niż to możliwe Faust wchodzi w układ z Mefistofelesem i pierwszą ofiarą jego zachcianek staje się Małgorzata. Wszystko jasno i zwięźle przedstawione, a długość tej części sprawia, że nic, tylko wystawiać na teatralnych scenach.


Natomiast część druga (dodajmy, że napisana przez Goethego wiele lat później) - uuu, tu już dzieją się takie rzeczy, że zrozumienie o co w tym wszystkim chodziło autorowi jest naprawdę sporym wyczynem. Rozumiem więc, że jeśli patrzy się na "Fausta" pod tym właśnie kątem - jako na wyzwanie interpretacyjne, to może być w tym coś ciekawego.


Niestety dla przeciętnego czytelnika, który jedynie próbuje zapoznawać się z klasyką europejskiej literatury, część druga "Fausta" może być trudnym doświadczeniem. Mnóstwo nawiązań mitologicznych (doktor Henryk Faust, który ma dziecko z Heleną? Proszę bardzo, czemu nie!),dziesiątki epizodycznych bohaterów, sceny, które nie do końca spinają się z pozostałymi, a ich sens oraz cel nie jest zbyt jasny. To tylko wybrane powody, dla których rozsądnym może być decyzja o unikaniu tej lektury.


Najwyraźniej Goethe chciał przedstawić w tej sztuce tak dużo swoich poglądów i zapatrywań na różne kwestie (ekonomia, władza, filozofia, teologia),że przedobrzył i stworzył coś, co na na pierwszy rzut oka jawi się jako ciężkostrawny nieporządek.


--


Kiedy natura przędzę nieskończoną

tak obojętnie zwija na wrzeciono,

gdy żywioł wszelki rozbrzmiewa niestrojnie,

skłócony z sobą i we wiecznej wojnie -

czyjaż go godzi ożywcza potęga

i rytmem spina, i w melodie sprzęga?

kto każdy szczegół w wielką pieśń sprzymierza,

która akordem wspaniałym uderza?

kto namiętności rozpętuje burze?

kto zachodzącej każe skrzyć purpurze?

i kto kwiatami najwonniejszej wiosny

stroi kochanej gościniec miłosny?

Kto liście niepozorne splata w wieniec trwały

dla zasług przerozmaitych, dla wieczystej chwały?

Kto bogów zabezpiecza i godzi w wszechświecie?

Potęga człowieczeństwa zaklęta w poecie.


Ja jestem częścią owej siły, której władza pragnie zło zawsze czynić, a dobro sprowadza


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

c971be95-cee1-4126-b338-5c729270e067

Zaloguj się aby komentować

64 + 1 = 65


Tytuł: Przemiana

Autor: Franz Kafka

Kategoria: fantasy, science fiction

Format: e-book

Liczba stron: 44

Ocena: 9/10


Nieco dziwnie czyta się książkę która zaczyna się od tego że bohater jak gdyby nigdy nic obudził się jako wielki robal. I ja z reguły nie lubię takich niewyjaśnionych zjawisk w dziełach które poznaje - jak ktoś mi poleca serial w którym samolot magicznie ląduje 5 lat później niż powinien, to ja zaczynam od sprawdzenia czy to się na koniec wyjaśni, a dopiero potem włączam,


Tutaj jednak jest zupełnie inaczej - podanie tego faktu na chłodno, bez wsparcia klątwą, zaklęciem, czy nieopatrznym zekrnięciem w Necronomicon, pozwala nieco odseparować się od tego co dokładnie zaszło, a skupić na konsekwencjach.


Nie wiem czy można mówić o spoilerach w przypadku książki która ma 3 razy więcej lat niż stron, ale powstrzymam się od nadmiernego zdradzania treści.


Książka mimo surrealistycznego początku, jest niesamowicie przekonująca i realistyczna, co w połączeniu z tym jak smutną historię opowiada, sprawia że człowiek po skończeniu lektury potrzebuje chwilę ochłonąć.


Autor zwraca uwagę na detale tak drobne, że aż zastanawiam się jak wiele ich ominąłem. Przykładowo moment gdy ojciec zagania Gregora kijem do pokoju, a ten niechący wykonuje ruch w złym kierunku (bo nie opanował jeszcze wielu nóżek) wydaje się odpowiadać na tak wiele pytań o relacje rodzinne, że aż trudno uwierzyć że to przypadek.

Co mam na myśli: te detale, te drobne detale w jego zachowaniu, nadają Gregorowi takiej robaczej naturalności, że ciężko momentami posądzać rodzinę o okrucieństwo, czy zaniedbanie kwestii komunikacji. Ot, uznali że ich syn/brat jest robakiem, i przepadł. Widać też wielokrotnie, że przemiana odbyła się nie tylko w jego fizjonomi ale i w umyśle.


Widzę tu historię rodziny dotkniętej osobistą tragedią, która może i jest opisana jako magiczny robal, ale może być odczytana jako paraliż potomka, wypadek brata, czy nagła choroba kogoś bliskiego. I to jest najbardziej przerażające w tej książce - że to wszystko jest takie realne, mimo przykrywki fantasy.


Pogłębiająca się niechęć do Gregora też wydaje się uzasadniona, tym bardziej że nikt nie jest świadom, że chłopak nadal zachował świadomość. Widać jak każdy traktuje go jako okropny i niechciany ciężar, i więzy rodzinne zaczynają pękać. A przecież to on był głównym dobrodziejem rodziny, poświęcał się dla nich całe życie! Zresztą nadal widać jak przejmuje się nimi, mimo że to on jest tragicznym bohaterem.


Całość pisana jest w sposób bardzo przystępny, wspomniane detale są umieszczone pewnie, choć nieinwazyjnie, i niewątpliwie widać tu kunszt tłumacza. Widać też, że Kafka miał niezwykłą wrażliwość na ludzkie emocje.


Sam byłem świadkiem, jak alienacja z powodów zawodowych zmienia człowieka, i pośrednio całe jego otocznie, chociaż nie była to oczywiście rzecz tak nagła jak w przypadku przemiany w robaka. Ale to jest właśnie siła tej książki - że można ją odczytać na tyle różnych poziomach, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.


Biorąc pod uwagę że całość ma 40 stron, to żałuję że nie przeczytałem jej wcześniej. Ale z drugiej strony, może to był dobry moment, bo cośtam chyba dotarło.


Odejmuję 1 punkcik bo niektóre fragmenty były dla mnie zbyt długie, ale to chyba kwestia gustu. Pełna strona opisu pracy komiwojażera totalnie wybijała mnie z rytmu.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #hejtoczyta #czytajzhejto

450b9367-76bc-480c-98ff-2a21c8bf50dc

@smierdakow Mnie mocno wciągnęło, na jedno posiedzenie zjadłem, a nie jestem bardzo dobry w czytanie xDDD No ale pewnie będę miał tendencję do zawyżania ocen, więc patrzcie przez jakiś współczynnik na mnie

@smierdakow Możesz dorzucić moje 7/10, ale jeszcze się nie zebrałem w sobie, żeby napisać recenzję

Skończyłem wczoraj i chcę jej dać się trochę przetrawić

Zaloguj się aby komentować

63 + 1 = 64


Tytuł: Ostatni

Autor: Maja Lunde

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 618

Ocena: 7/10


Trzeci tom "Cyklu klimatycznego" Mai Lunde. Tematem przewodnim tej części jest ochrona zagrożonych gatunków na przykładzie koni przewalskiego. Tradycyjnie dla tego cyklu książka ma trzy plany czasowe które spina ten jeden element - dziki koń. Bohaterem pierwszego wątku dziejącego się w 1881 roku, jest Michaił, pracownik ogrodu zoologicznego w Petersburgu który marzy o sprowadzeniu do ogrodu niedawno odkrytego dzikiego konia z Mongolii. Namawia na wyprawę znanego podróżnika Wolffa. Wyruszają razem na wyprawę na mongolskie stepy, wyprawę która zmieni życie Michaiła. 

Drugi wątek rozgrywa się w 1992 roku, Karin, która dorastała podczas wojny w posiadłości Hermana Göringa gdzie po raz pierwszy zetknęła się z koniami przewalskiego, teraz jako dorosła kobieta stara się przywrócić ten gatunek naturze. W parku narodowym w Chustajn w Mongolii mierzy się z tym niełatwym zadaniem i dodatkowo z trudną relacją ze swoim dorosłym synem.

Trzeci wątek jak zwykle dotyczy przyszłości - rok 2064, Norwegia. Europa stoi nad przepaścią, nie istnieją właściwie żadne struktury państwowe, brakuje energii, żywności. Ludzkość zaczyna migrować. Bohaterka tego wątku Eva mieszka samotnie z córką Isą dbając o niedobitki zagrożonych gatunków, dla których kiedyś jej rodzina prowadziła coś w rodzaju rezerwatu. Teraz pozostało już tylko kilka zwierząt, których nie ma czym karmić. Między innymi para koni przewalskiego. Wszyscy z sąsiedztwa a także siostra Evy - Anna dawno już wyjechali. Eva jednak nie chce opuścić zależnych od niej zwierząt. Sytuacja zmieni się gdy przygarną pod swój dach migrującą z południa Louise, która dodatkowo okazuje się być w ciąży.

Najbardziej poruszające w całym tym cyklu są wątki dotyczące przyszłości, autorka w bardzo sugestywny sposób przedstawia jak może już wkrótce wyglądać nasza przyszłość jeśli ludzkość nie zastanowi się nad swoimi działaniami. Opowiada o tym bez moralizowania, opisując po prostu zmagania z życiem zwykłych ludzi przy coraz bardziej kurczących się zasobach i braku środków do życia. Przynajmniej do takiego jakie znamy.Przy tym zręcznie wchodzi w psychikę swoich postaci, które dodatkowo zmagają się ze swoimi jednostkowymi, prywatnymi problemami. Lektura ta nie napawa optymizmem ale też nie epatuje grozą, raczej napełnia smutkiem. Ciekawa jestem kolejnego tomu.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter r #ksiazki #literatura #hejtoczyta #czytajzhejto

283551d1-ca84-4547-a6b1-7fd6ec0dfe06

Zaloguj się aby komentować

62 + 1 = 63


Tytuł: Wojownicy burzy

Autor: Bernard Cornwell

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Otwarte

Format: audiobook

Liczba stron: 480

Ocena: 6/10


To już dziewiąty tom sagi o Uhtredzie i mam wrażenie że jest trochę gorszy. To znaczy jeśli chodzi o warsztat to książka nie odstaje od poprzednich tomów ale mniej się tu dzieje. Całą akcję można by pewnie streścić w kilku zdaniach. Nie wpływa to na przyjemność czytania. Cornwell ma tak lekkie pióro że czyta/słucha się równie dobrze dialogów, jak i opisów miejsc, opisów walk czy pojedynków. 

W tym tomie Wikingowie znów łupią saskie ziemie i okazuje się, że na ich czele stoi brat zięcia Uhtreda - Ragnall a towarzyszy mu dawna towarzyszka i kochanka Uhtreda i żona jego przybranego brata Ragnara - Brida. Zarówno Ragnall Ivarson jak i Brida dopuszczają się wyjątkowych okrucieństw i zagrażają nie tylko Anglii ale i rodzinie Uhtreda. Brida okalecza jego najstarszego syna a Ragnall wchodzi w spór ze swoim bratem Siggtygrem gdyż żąda by ten oddał mu swoją żonę - Stiorrę czyli córkę Uhtreda. Tak więc nasz bohater musi nie tylko walczyć o bezpieczeństwo przyszłej Anglii ale i w obronie swoich dzieci. Wszystko to opisane w interesujący sposób więc mimo że nie jest to jeden z najlepszych tomów cyklu ale na pewno nikogo nie znudzi. 


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

d4a6dc5b-f229-45bb-bb10-093f6031b6bc

Niestety, w pewnym momencie kolejne części były mocno na zasadzie kopiuj - wklej poprzednich. Mimo wszystko cała saga jest ok

@Dagonet Cykl ma taki poziom że nie tylko różnorodność wydarzeń jest ważna. Cornwell to dobry gawędziarz więc potrafi i tak przykuć uwagę. Jak na taki dlugi cykl to dobrze przyciaga uwage.Ciekawa jestem ostatnich tomów które nie były już zaadaptowane na serial.

Zaloguj się aby komentować

"Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka".


Cebula z kaszanka!

#nietylkomielonka #gotujzhejto #jedzenie #literatura #nostalgia

78ff0fc8-710b-4da7-9ff0-db3574ed5a3a

@UmytaPacha @s_____ widzicie rozne sa metody. Niektorzy sama kaszanke smaza dosc krotko, ja dlugo i jak bym dal najpierw cebule to by mi sie zaczela przypalac. A na koniec dodaje jeszcze jajka. Pycha

Ja dodaje jeszcze jajko i musztardę :) do tego ogórek kiszony i dobra bułeczka. Może jutro wjedzie bo narobiłeś smaka.

Zaloguj się aby komentować

Podsumowanie mojego czytelniczego #2024


76 pozycji, o 12 więcej niż w roku poprzednim, głownie sci-fi.


Wśród tych które wywarły na mnie największy wpływ chciałbym wyróżnić:

Hyperion Simmonsa

Powtórka Grimwooda


Życzyłbym sobie, by kolejny rok był przynajmniej tak obfity jak mijający


#ksiazki #czytajzhejto #chwalesie #literatura #podsumowanieroku

9e08d8ed-2f25-498e-9779-17775a2ddd21

Zaloguj się aby komentować

1291 + 1 = 1292


Tytuł: Czujące istoty. Zmysły i emocje roślin, zwierząt i mikroorganizmów

Autor: Brian J. Ford

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Amber

ISBN: 83-7169-796-1

Liczba stron: 224

Ocena: 6/10


Kolejna książka która udało mi się skończyć przed nowym rokiem.

Ogólnie rzecz biorąc książka przybliża nam zmysły zwierząt oraz ich odpowiedniki u roślin. Początkowo myślałam że to taka przeglądówka z której nie dowiem się niczego nowego ale autor dużo pisze też o bakteriach, pierwotniakach, płazińcach a także grzybach czy glonach. Wszystkie te organizmy mają swoje sposoby żeby odbierać bodźce ze świata zewnętrznego i odpowiednio na nie reagować. Podaje przy tym ciekawe przykłady poparte badaniami. Ale nieraz też puszcza wodze fanatazji i pisze też o swoich przypuszczeniach. Generalnie autor przekonuje nas że nie jesteśmy wyjątkowi w swoim postrzeganiu wszechświata i w naszym odczuwaniu go zmysłami a co za tym idzie skoro inne organizmy czują tak jak my, należy im się szacunek i nie narażanie ich na zbędne cierpienie bo w jednym możemy być wyjątkowi - w tym by nasze zachowanie podporządkowywać nie impulsom i instyktom ale kierować się w życiu etyką


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #hejtoczyta #czytajzhejto

341732ea-973e-44fc-9ee9-7a0f1d2de937

Zaloguj się aby komentować