W Opowiadaniu "Wzgórze" mieszkańcy podziemnego świata czczący Yiga i Cthulhu wspominają konkwistadorowi, że ich bogów uwięziły demony, które spowodowały potop. Nie mogły to być Starsze Istoty, bo one akurat po krótkiej i w sumie niepotrzebnej wojnie podpisały sztamę z Cthulhu w stylu "Wasze lądy, Nasze morza". Mi-Go jeszcze nie było wtedy na Ziemi. A rywalizacja Przedwiecznych i Starszych Bogów to gówniany wymysł Derletha, niepotrzebnie powielany przez Briana Lumleya i każdy fan Lovecraftiany raczej na to pluje. Pozostaje więc cholernie niepokojące pytanie czym był te demony/kosmici, którzy rzucili wyzwanie samym bogom i ich pokonali?
Na wstępie muszę wspomnieć że jestem wielkim fanem Pana Lodowego Ogrodu, a w szczególności pierwszych dwóch tomów. I były to do tej pory jedyne książki autora jakie znałem. I poglądów autora też nie znałem. Niestety czytając Hel 3 poznałem, a bardzo tego nie lubię.
Książka opowiada o niedalekiej przyszłości, powiedzmy niezbyt utopijnej. Główny bohater zajmuje się nagrywaniem filmików z miejsc w których coś się dzieje i wrzucanie ich do sieci za pieniądze. W związku ze swoim zajęciem zostaje wynajęty przez pewnego miliardera żeby relacjonować jego pewne przedsięwzięcie.
Dalej mogę trochę spojlerować.
O matko jak się zawiodłem na panu Grzędowiczu. Jak już wspomniałem w książce czuć poglądy autora. I jest to niezły pokaz spod znaku unia europejska be, dusi nas nakazami i zakazami, odbiera nam wolność xD Dosłownie wylewa się to. Wszystko pozamykane, jedzenie to jakaś papka z glonów, wyłączenia prądu żeby oszczędzać energię i wiele więcej. Dosłownie każde jakieś szurskie pierdolenie o europie tu jest. Z drugiej strony pracodawca bohatera i jego firmy to konserwatyści którzy są ponad ten plebs. Jedzą co chcą, palą cygara, piją prawdziwy alkohol, prywatne odrzutowce xD Ktoś mógłby powiedzieć że to taka krytyka systemu czy coś, ale to po prostu poszło za daleko w wpadło w śmieszność. Jest pewien twist na koniec który mógłby usprawiedliwiać autora ale według mnie to tylko wymówka.
Czasem zdarza się że jakiś niezbyt ważny szczegół potrafi wbić mi się do głowy i ciążyć na całym odbiorze. Tu akurat był on tak głupi że aż muszę się nim podzielić xD W świecie książki istnieje grupa osób zwana "wiochmenami" (tak, serio), czyli ludzie którzy mieszkali na wsi ale nie uprawiali ziemi więc państwo ich dojechało podatkami i są teraz bezdomnymi w mieście. A jak ich dojechało? Otóż nałożony został podatek katastralny w wysokości 1% wartości nieruchomości rocznie. Autor pisze że ludzie którzy brali kredyty na dom na wsi nigdy nie widzieli takich pieniędzy żeby to zapłacić. Czyli bierzesz kredyt żeby spłacić coś powiedzmy w 30 lat, doliczając oprocentowanie to płacisz rocznie minimum 4% wartości nieruchomości. Coś tu się nie spina xD Ogólnie cały świat przedstawiony mi się nie spinał.
Czyta się to w miarę gładko bo autor to jednak nie jakiś amator. Chociaż trzeba wspomnieć że większość książki to taka fabularna zapchaj dziura, bo faktyczna akcja zaczyna się tak pewnie w połowie. Jak już wspomniałem na końcu jest całkiem fajny twist za który lekko podciągam ocenę. Ale niestety to jest dosłownie kilka ostatnich stron.
Tym razem poszedken za ciosem dzięki jednemu z dyskontów i kupiłem kolejną część historii profesora Wilczura, pochłonąłem ją w dwa populudnia. Od sławy przez intrygi do życia na wsi w dużym skrócie tak można opisać akcję tej książki. Dobrze się ją czytało. Jedynie boli trochę że autor nie dokończył wątku Jemioła i jego tajemnicy.
Jest trochę wolnego czasu to w przerwie pomiędzy kolejnymi podróżami "Dzienników Gwiazdowych" Lema sięgnę do wiedzy antyku. Zupełnie nic nie miało wpływu na wybór tej lektury, z pewnością nic z hejto, a w szczególności nie wpłynęły na mnie żadne sugestie pajęczków takich jak np. @splash545
#ksiazki #literatura
Jak łatwo zgadnąć książka jest o Mołdawii. I to bardzo ale to bardzo przekrojowo. Bo poznajemy nie tylko historię ale też politykę, problemy społeczne czy opis społeczeństwa.
Dosyć zaskoczyła mnie ta książka. Chciałem się dowiedzieć czegoś o najbiedniejszym kraju w Europie i tak faktycznie się stało, ale była to nauka bardzo przyjemna w odbiorze. Autor pisze tak zręcznie że nawet tematy teoretycznie nudne czyta się z zainteresowaniem. Ale też sama Mołdawia okazała się bardzo ciekawym tematem. Bo dlaczego kraj który kiedyś był jednym z najbogatszych regionów ZSRR tak nisko upadł? Albo dlaczego Mołdawianie mimo że nie są w EU to podróżują i pracują jakby byli? Kto ukradł miliard dolarów z mołdawskich banków?
W sumie książkę warto przeczytać nawet dla samego jednego rozdziału. A jest to temat mołdawskiej polityki a dokładniej postaci Vlada Plahotniuca. Niewyobrażalne jest jak jeden człowiek może podporządkować sobie całe państwo.
Tytuł: Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej
Autor: Barbara Demick
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: e-book
Liczba stron: 368
Ocena: 8/10
Książka opowiada o Korei Północnej która o dziwo nie jest tą lepszą Koreą. Z jednej strony poznajemy zarys historii od czasów konfliktu koreańskiego po czasy współczesne i rządy Kim Dzong Una. Z drugiej strony i w dużo większym stopniu skupia się na opowieściach ludzi którym udało się uciec.
Najpierw minusy. Część historii uciekinierów ma formę fabuły. I nie wiem czy to wina autorki czy słabego tłumaczenia ale właśnie w tych momentach zalatuje trochę amatorką. Takim najbardziej jaskrawym przypadkiem który wrył mi się w głowę to moment jak opisuje pobyt jednego z bohaterów w obozie, i stwierdzenie że więźniowie „śpią na waleta” xD Na szczęście nie jest to aż tak bardzo denerwujące. I w zasadzie jest to mało ważne na tle całej reszty.
Bo na serio warto to przeczytać. Niby każdy zdaje sobie mniej więcej sprawę z tego jak wygląda sytuacja w Korei Północnej, ale rzeczywistość jest jeszcze gorsza. Większość treści skupia się na latach 90, w których z resztą nie bez przyczyny było najwięcej ucieczek. To co się tam wtedy działo poraża. Świadomość że sytuacja ta trwa po dzień dzisiejszy i że niektóre państwa uznają państwo Kima za sojusznika to jest jakiś żart.
Oprócz sytuacji w samej Korei Północnej dowiadujemy się też jak wygląda życie uciekinierów już po.
Polecam bo też fajnie opisane realia życia ale bardziej skupiona na prowincji niż na pjongjangu bo tam to pełna inwigilacja i niezwykle ciezko cokolwiek wyciągnąć
Znachora zna praktycznie każdy za sprawą filmów, jednego z 1937 kolejnego z 1982 oraz najnowszego z 2023 roku więc nie muszę chyba nic więcej na temat treści książki pisać.
Od razu mówię, nie oglądałem tej najnowszej adaptacji ale jednak ta pierwsza z 1937 roku wydaje mi się najwierniejszą adaptacją książki, ba nawet chyba kręcony na oryginalnym scenariuszu na którego podstawie powstała później książka. Jako że znałem dwie adaptacje filmowe z XX wieku to myślę sobie że 10 zl za książkę to śmieszy pieniądz, więc kupiłem ją i rozprawiłem się z nią w trzy popołudnia.
Trzeci tom trochę kręci się wokół stałych schematów i trochę jakoś tak za mało się w nim dzieje. Pierwszy Żniwiarz powrócił ale wygląda na to że Żniwiarze mają większego wroga - władcę innych demonów - Niję. Żniwiarze nie są pewni czy powinni zjednoczyć się z Pierwszym przeciwko wspólnemu wrogowi czy to Pierwszy próbuje ich podejść. Ale faktem jest że coraz częściej zdarza się że zwyczajni ludzie widzą nawich.
Akcja nie domyka się w tym tomie więc żeby poznać zakończenie trzeba czytać kolejne tomy. Ale generalnie spoko książka do słuchania podczas codziennych obowiązków.
Odkąd zaczęła mi się jazda z przeprowadzką nie tknęłam żadnej książki ani ebooka, ani audiobooka. W dodatku nie miałam czasu dodać do tagu te które udało mi się skończyć. W tym tygodniu zaczęłam w końcu kolejną książkę (chociaż nie za wiele mam czasu na czytanie) więc wypada dodać w końcu te ukończone. Ale nie będę się rozpisywać z powyższych przyczyn.
Na pierwszy ogień idzie Ken Follet i prequel "Filarów Ziemi" czyli "NIech stanie się światłość" Jak to w prequelu cofamy się w przeszłość i poznajemy początki osady Kingsbridge na początku noszącej nazwę Dreng's Ferry. Osiedla się tam młody szkutnik z matką i braćmi kiedy po najeździe Wikingów na jego rodzinną wioskę ginie jego ojciec. Losy młodego Edgara splatają się z losami lady Ragny, która przybyła z Normandii po poślubieniu rządzącego Shiring Wilwulfa. Trzeci bohater to mnich Alfred, który marzy o założeniu bibliotekiw Shiring. Oczywiście trójce głównych bohaterów bruździć będą źli ludzie, których można będzie pokonać tylko podstępem, sprytem i dyplomacją. Nie jest to może jakaś super wielka literatura ale czyta się bardzo przyjemnie
@serotonin_enjoyer mega mi się podoba ta seria, może po prostu trafia w mój gust czytelniczy poniewierania bohaterem jak szmatą, żeby tenże siłą walki i uporem dotarł dalej niż miał pisane
No więc isekai to specyficzny odłam literatury fantastycznej powstały w japonii, a copium to ulubiony narkotyk Rosjan:
„Copium” to termin, który powstał na Twitchu i stanowi połączenie słów „cope” i „opium”. Jest często używany do opisania aktu zaprzeczania rzeczywistości lub trudnej prawdzie poprzez trzymanie się fałszywego lub nadmiernie optymistycznego przekonania, jakby było ono narkotykiem
Tak bardzo ulubiony, że mają całą kategorię książek w których ktoś tam gdzieś cofa się w czasie i zmienia historię tak, że WIELKA ROSJA jest potęgą, brata się z Hitlerem, podbija USA, Zachód, Imperium Brytyjskie albo co tam wpadnie.
@Opornik równoległy świat w isekaiach =/= alternatywna rzeczywistość. Zazwyczaj to jakieś fantasy, lochy z potworami czy inne takie, ale to też nie reguła. Regułą jest przeniesienie z naszego świata do innego. Cofanie się w czasie to tworzenie alternatywnych rzeczywistości ale w naszym świecie
Znaczy z naukowego punktu widzenia teorii równoległych już nie, ale z gatunkowej fantastyki już tak
Ale w sumie nie wiem co jest napisane na okładkach
Tytuł: Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka
Autor: Swietłana Aleksijewicz
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: książka papierowa
ISBN: 9788375368505
Liczba stron: 512
Ocena: 8/10
Książka opowiada o zmianie ustrojowej w rosji z perspektywy ludzi którzy byli świadkami tego okresu. Ale sporą część książki zajmują opowieści z wcześniejszego okresu, nawet do lat 30.
Z książkami Aleksijewicz mam pewien problem. Mam wrażenie że opowieści swoich rozmówców nie przepisuje wprost lecz mocno redaguje je opowiadając swoimi słowami. Tu aż tak mocno tego nie czuć ale w "Cynkowych chłopcach" to bardzo mi się to rzucało w oczy. A druga rzecz która mnie mocno denerwuje to sposób w jaki mówią rozmówcy. Oni nie mówią tylko jęczą jak im źle. I tak samo tutaj to jeszcze idzie wytrzymać to w "Cynkowych chłopcach" to wymęczyło mnie strasznie. No ale akurat moje odczucia są mocno subiektywne więc ktoś może to widzieć całkiem inaczej.
Ponarzekałem trochę na formę ale mimo to książka jest świetna i warto się z nią zapoznać. Gdyby była tylko o czasach po roku 90 to pewnie oceniłbym ją sporo niżej, ale na szczęście tak nie jest. Dostajemy sporo wspomnień z czasów gdy radziecki aparat opresji działał na pełnych obrotach. I bardzo fajnie dzięki temu widać jak rosjanie zapominają o tym, albo nawet czasem usprawiedliwiają dawny reżim i jak tęsknili za kimś takim kim stał się w przyszłości putin. Coś niepojętego. Niektóre historie po prostu wbijają w fotel. Zarówno te starsze jak i z czasów transformacji. Autorka stara się być obiektywna ale czuć lekko że i ona lekko tęskni za czasami schyłku ZSRR.
Na pewno nie jest to książka miła w odbiorze. Cytując klasyka: Niby się człowiek brzydzi a wzroku oderwać nie może.
Dlatego napisałem ze to moje subiektywne odczucia. Ale średnio mi się chce wierzyć że byli żołnierze (Cynkowi chłopcy) czy ludzie mieszkający na ulicy mówią o swojej historii tak elokwentnie i z opisem swoich uczuć
Próbowałem znaleźć info to tej ostatniej kobiecie co wyjechała za morderca ze snu na środek Syberii, niestety mi się nic nie udało znaleźć, ktoś miał więcej szczęścia?
Z góry zaznaczam że nie należę do grona wielbicieli kryminałów i szeroko pojętego true crime. Zawsze wolałem przygody detektywów i stróżów prawa takich jak Poirot i Columbo, Zodiak jednak jest intrygującą postacią.
Po przeczytaniu relacji na temat jego zbrodni sięgnąłem po opisywaną dziś pozycję i się nie zawiodłem. Max Czornyj zastosował bardzo ciekawą formę w której to nasz morderca w pierwszej osobie opisuje swoje poczynania na przestrzeni lat. Autor przyłożył się do rzeczowego przedstawienia prawdziwych wydarzeń, w tym zamieścił oryginale listy w przypisach.
Przyznam że książka w której prawdziwe wydarzenia zręcznie przeplatają się z fikcją literacką urzekła mnie. Autorowi udało się wykreować ciekawy i pełen głębi wizerunek Zodiaka który jest człowiekiem z krwi i kości, ma swoje codzienne życie, pracę, zwyczaje i relacje. Ta postać mogłaby żyć naprawdę i byłbym w stanie uwierzyć że naprawdę popełniła te wszystkie zbrodnie. I właśnie ta realistyczna i żywa kreacja Zodiaka jest siłą tej książki.
Jestem zatwardziałym zwolennikiem papieru jednak niektóre książki są w wersji fizycznej trudne i drogie do zdobycia podczas gdy ebooki w angielskiej wersji można dostać bez problemu.
Z tego też powodu zwracam się do naszej szanownej społeczności wielbicieli literatury o poradę w kwestii potencjalnego zakupu czytnika ebooków.
Z czego korzystacie i jakie są wasze wrażenia? Jakie modele są warte uwagi a do jakich nie warto dopłacać?
@Merkury zirytowała mnie polityka Amazona i po wielu latach z Kindlem przesiadłam się na Onyx Boox Tab mini C. Chciałam czytnik do 8 cali z funkcją notowania, który ma Androida.
A co cię zirytowało? Z tego co pamiętam to dwa czy trzy lata temu zrezygnowali z mobi na rzecz epuba który I tak konwertuje się sam po wysłaniu do chmury na natywny format. Mnie to zdrażniło, bo wszystko co na ebooka miałem w mobi
@spawaczatomowy to z epubami (głównie wysyłałam ebooki przez send to Kindle z kompa, i miałam potem duży problem, żeby „zaakceptowało” epuby wysyłane tą metodą), ciągle brak języka polskiego (mi nie robił, ale dla zasady), plus fakt że nie wprowadzali żadnych innowacji od dłuższego czasu. Poza tym chciałam czytnik z opcją notowania bezpośrednio na tekście, a nawet w Scribe 2 początkowo nie było to możliwe, tylko bawili się w jakieś post-ity i notatki osobno.
Kolejna po Białej gorączce książka Jacka Hugo-Badera o Rosji którą czytam i kolejna znakomita.
Opowiada ona o wyprawie autora traktem kołymskim, z Magadanu do Jakucka. A jest to dosyć fascynująca trasa bo ma lekko ponad 2000km i w zasadzie jest jedyną drogą na terenach przez które przebiega.
Można powiedzieć że naprawiono błędy z poprzedniej książki. Więcej jest faktycznej podróży autora, oraz nie ma takiego skakania po tematach tylko skupienie się na opowieściach o ludziach spotykanych po drodze. Dowiadujemy się nie tylko jak obecnie żyją ludzie wzdłuż tej drogi ale też historii z obozów na tym terenie. A trzeba wspomnieć że w przeszłości znajdowało się tam masa obozów do których zsyłano więźniów, w tym Polaków.
Bardzo mi siadła ta historia. Z jednej strony fascynujące jest w jak ciężkich warunkach muszą żyć tam ludzie. I jakie piekło potrafili urządzić własnym rodakom. Z drugiej strony człowiek bardziej docenia że u nas nie jest tak źle xD
@Pstronk jednym z powodów dlaczego jestem wkurzony na Rosję to, że nie można po niej teraz jeździć za bardzo będąc Polakiem. Chciałem z ojcem jechać koleją transsyberyjską na jego 60 urodziny to zaczęło im odwalać. A mnie bardzo fascynuje temat Syberii, tajgii, tej drogi na wschód.
Słuchajcie frajerzy mam ważne pytanie, czy dobrze rozkminilem że "na wschód od edenu" to kopia "lalki" Bolka Prusa? Tylko tam Izabela serio jest k⁎⁎wą? #ksiazki #kultura #literatura #castilerodeldiablozlidla30zlotych
Wybierając książkę do czytania zauważyłem że już długo nie czytałem nic fantasy. Chwilę poszperałem w zapisanych tytułach i wybór padł na Szóstkę Wron. Wysokie oceny były dosyć zachęcające. Zaciekawiło mnie też że jest to książką young adult. I w sumie chyba nigdy nie czytałem nic z tego nurtu, a że mentalnie nadal jestem nastolatkiem to cóż szkodzi spróbować xD O matko jak się pomyliłem.
Fabuła książki jest prosta jak drut. Pewien gang zostaje wynajęty do odbicia z więzienia człowieka który zna recepturę narkotyku który w znaczący sposób zwiększa możliwości magów z tego świata. Jak się łatwo domyśleć ekipa składa się z sześciu osób. A więzień znajduje się w najbardziej strzeżonej i oczywiście nigdy nie zdobytej twierdzy na północy.
Coś czuję że moje pierwsze spotkanie z young adult będzie moim ostatnim xD Książka była by pewnie lekko bardziej strawna gdyby bohaterowie byli ludźmi w adekwatnym wieku. Wszyscy bohaterowie mają pomiędzy 16-18 lat. I to tak strasznie zgrzyta że aż mnie zęby bolą. Nastolatkowie którzy zachowują się jakby byli starymi wyjadaczami. Szef bandy planujący o krok przed wszystkimi, poruszający się o lasce 17 latek. Oczywiście tajemniczy i niedostępny. Dwie bohaterki w wieku 17 lat zdążyły już być pracownicami burdelu, w tym jedna jest legendarną zabójczynią w mieście. Najstarszy 18 latek też już zdążył być oficerem a od roku siedzi w miejscowym więzieniu gdzie walczy z różnymi zwierzętami na arenie. Czujecie ten klimat xD. No nie byłem w stanie brać tego na poważnie. I tak jest we wszystkim. Żeby dostać się do twierdzy wystarczy wskoczyć do transportu więźniów, bezproblemowa ucieczka z celi, a później Żydowski sposób na ucieczkę czyli przez komin i już możemy brykać po całej twierdzy. Albo następna rzecz. Twierdza z której należy odbić chłopa należy do ludu takich wikingo-niemców którzy pragną czystości ludzkości i nie tolerują magów. Oczywiście. No i raz w roku mają święto gdzie zaprzysięgają nowych kadetów w centrum twierdzy gdzie znajduje się święte drzewo. Są wtedy takie jakby dni otwarte gdzie wpuszczani są goście. No i jak myślicie kogo zaproszono żeby robiły za damy do towarzystwa dla wyższych oficerów? No przecież oczywiste że burdel z miasta naszych bohaterów w którym pracowała jedna z bohaterek xD Jak to zostanie wykorzystane przez ekipę nie będę podpowiadał bo zaskoczenia tu nie ma.
Tak czytam i czytam i myślę sobie: co tu się odpierdziela? Skąd te oceny? Wchodzę w komentarze na lubimyczytac i sprawa się wyjaśniła. Zachwycone są młode dziewczyny. Okazuje się że nie ja jestem targetem. No ale czy to znaczy że można wyłączyć myślenie?
Z plusów trzeba powiedzieć że czyta się całkiem dobrze więc nie jest to całkowita droga przez mękę. Akcja kończy się cliffhangerem i mamy następna książkę ale raczej nie skorzystam.
Nazwijcie mnie mizoginem, ale jeżeli pod postem dot. danej książki, np. na FB komentarze płci żeńskiej stanowią 90% całej puli, to mamy do czynienia z książką tego właśnie typu. Stosuję się do tej metody i zrobiłem od niej wyjątek tylko raz: dla "Wampirzego cesarstwa", które było do zgarnięcia w ŚK za grosze. No i co? Metoda miała rację - straszny kupsztal.
Słyszałem dużo dobrego o reportażach Jacka Hugo-Badera to pomyślałem że sprawdzę.
Pierwsza połowa książki opowiada o wyprawie autora ruską terenówka z Moskwy do Władywostoku zimą. Ale nie jest to opis samej drogi a ludzi których odwiedza po drodze. I są to przeróżne postacie. Narkomani, chorzy na aids, ludy koczowniczy Syberii, szamani, mieszkańcy miasta sekty, bezdomni. Trochę szkoda ze samej podróży nie ma aż tak dużo. A myślałem że będzie więcej a tu nagle zaczyna się druga część książki która jest zbiorem już mniej powiązanych historii podróży głównie z byłych krajów byłego ZSRR. Historia katastrofy górniczej w Donbasie, Mołdawia (bardzo mocna historia), Krym, Nadniestrze, Wyprawa po Bajkale czy Dzień z życia moskiewskiego bezdomnego.
Wspaniała jest to książka. Czytając ją czujemy cały ten brud i syf upadłego ZSRR. Z jednej strony jest to fascynujące ale z drugiej strony mocno depresyjne. Bardzo dobrze uchwycił to Mariusz Szczygieł we wstępie do książki. Jacek Hugo-Bader wchodzi za nas tam gdzie bali byśmy się zapuścić.
Szkoda tylko że autor nie rozpędził się z opisem drogi do Władywostoku bo coś czuję że z tego materiału by było na osobna książkę.
A faktycznie. Ale nawet nie skojarzyłam jego poglądów bo w książkach na pewno tego nie czuć. Czytam teraz Dzienniki kołymskie i jak na razie sa chyba jeszcze lepsze. Więc może lepiej przeczytać i samemu sobie wyrobić zdanie