#mitologiaslowianska

79
25

Wierzenia ludowe, przegląd stworków:


Niechrzczeniec(latawiec)


"Dzieci zmarłe bez chrztu, zowią niechrzczeńcami, albo latawcami. Dusza takiego dziecięcia przez siedm lat pokutuje w postaci myszki, ptaszka itp. i woła ustawicznie: chrztu! Jeżeli kto spełni tę prośbę, wówczas idzie duszyczka do nieba, trzeba tylko przy chrzczeniu rzucić kawałek szmatki, którą ów niechrzczeniec jako dowód zabierze ze sobą. Po siedmiu latach, błądzi niechrzczeniec po świecie i „pioruny za nim idą”. Biegnie zawsze bruzdami polnemi lub koleją, wyciśniętą kołami wozów; nie jest zatem bezpiecznie iść tamtędy, bo niechrzczeniec wejdzie pod człowieka i piorun na niego sprowadzi."


Niechrzczeńce to istoty powstałe z dusz dzieci zmarłych bez chrztu. Po siedmiu latach błąkania się po ziemi przemieniają się w latawce przy okazji tracąc szansę na odejście w zaświaty. Taka potępiona dusza wędruje od tej pory po polach kryjąc się w czasie burz pod drzewami, a także w różnych rowach i koleinach. Latawce silnie przyciągają pioruny, dlatego też stanowczo odradzano przebywania w czasie burzy w wyżej wymienionych miejscach.


Niechrzczeńce przybierały postać ptaka, a także owada, światła, czasami także dziecka. Latały razem z wiatrem i błagały o chrzest wołając "chrztu, chrztu" albo "krztu, krztu". Miały też moc kierowania piorunami, które zwykle w takich przypadkach trafiały w miejsca pochówku dzieci nieochrzczonych. Jak mawiano: "Dzie nieochrzczeniec pochowany, tam pieron strzeli".


By uwolnić istotę od jej tragicznego losu, należało po usłyszeniu zawodzenia "chrztu, chrztu" wymówić słowa: "W imię ojca i syna i ducha świętego, jageś panna, niech Ci będzie Anna, jageś pan, niech Ci będzie Jan"(to tylko jedna z wielu istniejących wersji), wykonać znak krzyża i rzucić chustkę, która miała pełnić funkcję białej szaty dla dziecka. To starczyło, by odesłać duszę w zaświaty.


"Mama mówiła, że jak była burza, a ptak tak piszczał strasznie, że to dziecko nieochrzczone woła o chrzest. Trzeba powiedzieć i przeżegnać: „Ja ci nadaję imię Maria czy Jan, leć do Pana Boga. Jesteś ochrzczony, w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen”. Przestał ten ptak piszczeć. Może to była wilga? Bo wilga przed deszczem się drze. A to było takie, że leciało nad nami i piszczało." (Urzejowice)


"To mi mama opowiadali. Chodziło się na roraty do klasztoru. Pomiędzy łąkami była ścieżka i płynęła krzykopa, rów z wodą, trzeba było skoczyć. Szli przez te łąki;

babka mieli zapaskę wyszywaną w kwiatuszki i listki, spódnicę w kratkę wełnianą dłuższą, trzewiki dłuższe i chustkę wielgą na plecach. Babka szli w tej chustce, mieli przeskakiwać przez te krzykopę i coś ryczało, górą, wołało, światełko leciało, nad tą babką prawie i wołało: chrztu, chrztu. Niby to leciało, ale stało nad nią. A wtedy babka szybko rozwiązali fartuszek i trzymajo w ręce i mówio tak: Jakżeś pan, niech ci będzie Jan, jakżeś panna, niech ci będzie Anna. Fartuszek z rąk porwało. Fartuszka na drugi dzień nie znalazły. To była dusza potępiona, nieochrzczona."(Maćkówka)


#mitologiaslowianska #necrobook #niechrzczeniec

bdab2a14-9bd3-444b-ac9c-97014a060f5f

Zaloguj się aby komentować

Wierzenia ludowe, przegląd stworków:


Dzidko(znany też jako świński wicher, djabli taniec lub djabołek)


"Wir powietrzny, świński wicher, wirus, jak jest gorąco, jak się suszyło siano i ten wicher leciał, to trzeba było uciekać, bo to człowieka sparaliżuje, i gębę wykręci, i w krzyżach… Babcia ostrzegała: jak jest świński wicher, to uciekajcie, żebyście nie były w tym."


Dzidko to rodzaj demonicznej siły, która miała rządzić wiatrem wywołując potężne wichury. Według opowieści dzidko lubił "tańcować w południe lub przed burzą w polu". "Przy składaniu siana, jak szły chmury deszczowe, ludzie śpieszyli się, żeby złożyć siano. Ale przyleciało dzidko i kopy dwie rozwaliło. To diabołek przylecioł i kopy porozwalał".


Te demoniczne byty miały powstawać z dusz osób, które popełniły samobójstwo poprzez powieszenie. Istoty te nie przybierały żadnej postaci i były całkowicie niewidzialne dla ludzi, widoczne były za to skutki ich działalności.


By uchronić się przed demonicznym wichrem, upadano na twarz, przysiadano, lub też uciekano z pola czy drogi. Towarzyszyły temu przeróżne rytuały jak spluwanie, okrzyki lub klątwy takie jak "Żeby cię piorun trzasł". Moc odstraszania miały mieć także przedmioty takie jak czosnek czy też kawałek świńskiego kału. Jeśli nie było ich pod ręką, nie było to wielką tragedią. Nawet wypowiedzenie słów-kluczy miało moce ochronne, wystarczyło tylko wypowiedzieć: "Jem czosnek, czosnkiem czuć" albo też zawołać "świńskie gówno". Walczyć z wichrem można było poprzez rzucenie w niego nożem.


#wierzeniaizwyczaje #dzidko #najgorszyjestwiatr #mitologiaslowianska #necrobook

c4419b30-5649-4847-adf2-8eb6d01610fc

Fajne.


K.Ignas "Relikty demonologi i wierzeń ludowych gmin powiatu przeworskiego i łańcuckiego - komentarz do wystawy"


Dzitko

„Dzitko” (Dębów, Gać, Kisielów),

„Wirus” (Majdan Sieniawski),

„Świński Wicher” (Majdan Sieniawski),

„Djabli taniec”,

„Diabołek” (Gać),

„Dziki jasiek” (Markowa, Wysoka)

Gwałtowne wichury, a także wiry powietrzne w świadomości ludowej przybierały postać demoniczną, nazywaną dzidkiem, świńskim wichrem, diabołkiem. Mówiono wówczas: „Diabeł huloł po drodze”, „Diabeł się cieszy”. Z Gaci (koło Przeworska) pochodzi przekaz o wierze w dzidko (dzitko), czyli demoniczne uosobienie wiru powietrza, które tańcowało w południe lub przed burza w polu.

Demony te wywodzą się z dusz potępionych osób zmarłych śmiercią samobójczą przez powieszenie. Aby uchronić się przed demonicznym, wichrem, padano na twarz, przysiadano, kryto się i uciekano z pola lub drogi. Towarzyszyły temu okrzyki oraz klątwy. Odstraszano demona powietrznego, trzymając w ręce lub wypowiadając nazwę przedmiotu apotropeicznego mającego na celu odstraszenie zła².


Źródło:

Linoryt: „Dzidko”, Sylwia Zawiślak, 2018 r., linoryt kolorowany. Ze zbiorów Muzeum w Przeworsku

2. K. Ignas „Topiec, błąd, lizibożek i dzidko. Relikty ludowych wierzeń demonologicznych z okolic Przeworska”, Przeworsk 2018. s. 15-21

59bf1133-6383-4dd6-b0fc-c778f01bb4f1
77d63454-949a-4c61-a36d-98a023f26a7b

@AbenoKyerto "diabołek" kręcący sianem, pyłem z drogi albo suchymi liśćmi, u nas zawsze oznaczał zapowiedź deszczu. Lubelszczyzna here.

Zaloguj się aby komentować

Słowiańskie wierzenia o stworach wszelakich, bardzo luźny i krótki wpis.


Bogincorze to określenie na stwory mające być małżonkami bardziej znanych boginek. Wiara w te istoty pokutowała m.in . na terenie miejscowości Krauszów. Opowiadano, że ich głównym celem są mężczyźni, którzy wybrali się w drogę bez okrycia głowy. Taka osoba mogła zostać porwana w tany przez bogincorza, który bawił się ze swoją ofiarą tak długo, aż ta niemal wyzionęła ducha. Związek boginki i bogincorza obfitował w potomstwo. Dzieci były równie brzydkie jak ich matka, przedstawiano je z cieniutkimi rączkami, krzywymi nogami, wielkimi brzuchami i głowami. Podobno miały także krowie zęby. Były to stworki o wiecznie rozdartych gębach, które bez przerwy wyły o jedzenie. Potrafiły chodzić już od początku swojego żywota.


Siedlisko to rodzaj nocnej mary, zwykle niewidzialnej dla ludzkiego oka, wierzono, że może ona przybierać kształt kota albo też istoty z kocim łbem. Czasami widywano też ją pod postacią ptaka. Nawiedzała zarówno kobiety jak i mężczyzn, którym siadała na piersi odbierając dech. Ofiara w tym czasie czuła, jakby już za moment miał nastąpić jej zgon. Demon lubił szczególnie tych, którzy spali na wznak. Nie tylko podduszał, ale czasami także podgryzał pozostawiając na ciele ślady jak po ukąszeniach. Sposobem na siedlisko miało być poruszenie dużym palcem u nogi, bardzo pomocnym było też obrzucenie istoty przekleństwami.


Groniecniki(lub też mierniki) to dusze geometrów, którzy niesprawiedliwie wytyczali granice pól lub wsi. Dusze te miały pokutować właśnie na tych granicach, gdzie siedziały pod postacią człowieka bez głowy. Dusza taka próbowała naprawić wyrządzoną krzywdę poprzez wyznaczenie tym razem poprawnej granicy pomiędzy polami.


W okolicach Czarnego Dunajca miały pojawiać się duchy nazywane mamunami. Zwodziły one ludzi na manowce, nawet tych, którzy doskonale znali okolice, w które zdarzyło im się zawędrować. Osoba zwodzona przez mamuna potrafiła błądzić całymi godzinami, były jednak sposoby, by odpędzić złego ducha. Jednym z nich było przypomnienie sobie wigilii Bożego Narodzenia, a konkretnie momentu dzielenia się opłatkiem, to wystarczyło, by istota odeszła, a człowiek wrócił na właściwy szlak.


#necrobook #mitologiaslowianska #wierzeniaizwyczaje

ec614cc1-5924-4f4c-ac4d-0d258b81d799

Zaloguj się aby komentować

Dokończenie wczorajszego wpisu o wierzeniach ludu z Beskidu Śląskiego.


Jaroszek to demoniczna istota, która chowa się w lesie, gdzie strzeże łupów, które miał w nieznanym miejscu ukryć legendarny śląski zbójnik, Ondraszek. Stworek zwykle siedzi i wielką chochlą miesza bogactwa albo też przesypuje je z miejsca na miejsce. Człowiek, który przypadkowo natknie się na miejsce ukrycia skarbu, może przepędzić małego diablika przy pomocy święconej wody. Kosztowności, które weźmie ze sobą do domu, nie uczynią go jednak bogatym, ponieważ zaraz po przestąpieniu progu chaty całe bogactwo zamieni się w garść suchych liści. Jaroszek przestaje chronić wszystkie fanty tylko w jeden dzień w roku, niedzielę palmową. Wtedy to wyrusza do kościoła, gdzie usadawia się na jednym z okien, by wysłuchać ewangelii. Jest to jedyna okazja, by móc podebrać skarb i zostać niewyobrażalnie bogatym, jednak przezorny jaroszek ukrywa całość tak dobrze, że nie ma szans na to, by miejsce ukrycia owego skarbu odnaleźć.


Nieochrzczone dziecię, które beztroski rodzic choćby na chwilę spuści z oka, może zostać porwane przez demona. W jego miejsce zostaje podłożony podciep, diabelski bękart, z którym od tej pory będzie wielkie utrapienie. Mówi się, że takie diabelskie dzieci są niesamowicie brzydkie, bez przerwy wrzeszczą, wciąż robią pod siebie, a na dokładkę nie potrafią nauczyć się ludzkiej mowy.


Gdzieś we wnętrzu jednego ze wzgórz przebywa śpiące wojsko, podobno szwedzkie, które zapuściło się na Śląsk i tutaj pomarło z powodu cholery. W innym miejscu odpoczywają wojska króla Sobieskiego, które przez Śląsk maszerowały, a zginęły podczas bitwy pod Wiedniem. Głównym miejscem ich spoczynku ma być Czantoria w pobliżu Ustronia.


Są takie lipy, które to po uderzeniu siekierą zaczynają krwawić i trwa to aż do zachodu słońca.


W pobliżu Cieszyna miała podobno rosnąć grusza korzeniami do góry. Według proroctwa miała ona rosnąć do czasu, aż zejdą się pod nią trzej monarchowie. Wtedy to grusza miała uschnąć, a ojczyzna narodzić się na nowo. W czasie I wojny światowej zebrali się przy niej monarchowie Austrii i Niemiec oraz władca bułgarski. Grusza padła, a Polska ponownie wróciła na mapy świata.


PS. Na zdjęciu widać środek drzewa z gatunku Dracaena Cinnabari oraz jego "krwawe" soczki.


#necrobook #wierzeniaizwyczaje #mitologiaslowianska #beskidslaski

b92ea776-0046-41a1-91f5-647f64c2faa4

Zaloguj się aby komentować

Mała porcja mitologii słowiańskiej z terenów Beskidu Śląskiego.


"Chłopy ogniste to pokutujące dusze panów, którzy za życia krzywdzili biednych chłopów. Obecnie włóczą się po polach, zamiast głowy z ich szyi wydobywają się płomienie, a w rękach trzymają oni ogniste łańcuchy. Krążą tak do czasu, aż zadana im kara zostanie odpracowana."


"Klękanice wałęsają się nad rzekami i stawami. Ukazują się wieczorami i pod postacią małych płomyków zwodzą pijaków i podróżnych na bezdroża. Prowadzą ich i wabią: "Pójdź, pójdź". Człowiek zapomina wtedy zupełnie o wszystkim i podąża za nimi. Najskuteczniejszym środkiem jest znak krzyża, jeżeli tego się nie uczyni, człowiek pozostanie w mocy klękanicy przez całą noc."


"Duszyczki pojawiają się w domach nocą, kiedy wszyscy już dawno ułożyli się do snu. Krążą po izbie, zaglądają do garnków, a kiedy człowiek się zbudzi, chowają się pod ławą i czekają, aż ten znowu uśnie. Krzywdy żadnej nie czynią i są uznawane za godne pożałowania istoty."


"Straszydła zwykle czynią duży hałas na strychach, szczególnie w ciemne i wietrzne noce. Kryją się też pod mostami i na cmentarzach. Lękać się ich nie trzeba. Domowych straszydeł najłatwiej pozbyć się przy pomocy wody święconej. Te na cmentarzach i pod mostami należy trzykrotnie zapytać: "Czego chcesz, duszo nieszczęśliwa?". Wtedy też człowiek może dowiedzieć się, co im dolega i jak można im pomóc."


"Śmierć od czasu do czasu przychodzi, by zapukać trzy razy w okno, zatrzymać zegar lub też rozbić lustro. To znak dla mieszkańców domu, że na któregoś już pora."


"Bieda najczęściej siedzi w polanie lub w garnku. Kiedy takie polano pali się w piecu, bieda piszczy przeraźliwie. Kiedy do garnka nalać wody i postawić na ogień, bieda piszczy na dnie garnka, a do tego skwierczy."


"Meluzyna to w połowie panna, a w połowie ryba, taka mieszanka to efekt jej dawnych przewin. Pojawia się na świecie, kiedy nadchodzą jesienne deszcze i wichry. Wtedy to błąka się, płacze i narzeka szukając swoich dzieci, które gdzieś zagubiła. Czasami odwiedza ludzkie siedziby, gdzie ukrywa się w piecu i płacze tak, że aż serce się kraje."


#necrobook #mitologiaslowianska #wierzeniaizwyczaje #nocnestwory

42047396-b601-47d7-9081-90ec0059fc2c

– Mówi Święta Księga – rozwrzeszczał się na dobre Eyck – że wynijdzie z otchłani wąż, smok obrzydły, siedem głów i dziesięć rogów mający! A na jego grzbiecie zasiądzie niewiasta w purpurach i szkarłatach, a puchar złoty będzie w jej dłoni, a na czole jej wypisany będzie znak wszelkiego i ostatecznego kurewstwa! – Znam ją! – ucieszył się Jaskier. – To Cilia, żona wójta Sommerhaldera!

@Heheszki Tekst jest ze starego artykułu Pana Gustawa Morcinka napisanego w 1930 roku. Gość urodził się w tamtych stronach i być może w takiej wersji mu tą historię opowiadano.

Zaloguj się aby komentować

O wodnych stworach pitolenie


Jeśli chodzi o wodne demony, za najgroźniejszego uważano demona rzek i dużych jezior, wyjątkowo złośliwego wobec rybaków, flisaków, pasterzy i bydła. Demon ten potrafił tworzyć wiry wodne, a także sprawiać, że woda występowała z brzegów zatapiając pola i domy. Lubił także własnoręcznie topić ludzi jak i namawiać ich do samobójstwa przez utopienie. Był on znany na terenie kraju pod różnymi nazwami: topielec, toplec, topień, topnik, utopiec itd. Czasem był znany pod postacią kobiecą jako topielica lub wodnica. Wierzono że utopiec szczególnie lubi wymierzać karę tym, którzy przybywają nad wodę w tak zwanym czasie zakazanym( w południe, święto czy też podczas niedzielnej mszy świętej).


Na Mazowszu demon wodny ukazywał się jako mężczyzna z zieloną brodą, w Wielkopolsce i Małopolsce przybierał zaś postać młodego mężczyzny, który był w całości ubrany na czarno(Bardzo wczesnym rankiem spotkałam nad Dunajcem nieruchomo stojącego, ubranego na czarno mężczyznę w kapeluszu. Nie łowił ryb, stał tylko w milczeniu I patrzył w wodę. Bardzo się go bałam. Na dźwięk chrześcijańskiego pozdrowienia odskoczył jak oparzony. Co było dalej, nie wiem, ponieważ bałam się odwrócić w jego stronę- historia z początku XX wieku).


Inna historia opowiada o grupie pasterzy, do których podszedł nieznany chłop, który chciał ogrzać się przy rozpalonym przez nich ognisku. Odegnany przemienił się w czarnego psa, który to oparzony przez jednego z pasterzy zapowiedział: "Poczekaj, jeszcze mnie popamiętasz, przepowiadam ci, jeszcze dzisiaj utopisz się w kałuży". Kiedy chłop wyruszył w południe wiązać krowy, upadł prosto w kałużę, z której już się nie podniósł.


Rybacy z Krościenka wierzyli, że ich pola nawiedzają węgorze, które objadają się zielonym groszkiem. Taki opis idealnie pasuje do ukrywającego się pod postacią ryby topielca, który według wierzeń lubił zajadać się bobem oraz grochem.


Jeśli chodzi o wodne stwory, można tutaj też przytoczyć choćby popularne boginki. Kiedyś mówiono o nich tak: "W usypiskach leśnych siedziały boginki, dziewki o obfitych piersiach, co na młodych chłopców okrutnie były zawzięte. W potokach klaskały piersiami w celu zwabienia młodego amanta. Kto się dostał w ich objęcia, całe życie wystrzegał się dziewek."


Demony wodne mogły przybierać wiele form zwierzęcych, oprócz psa mogły przemienić się także w barana, konia, kozła, królika czy też kaczkę. W Korczewie wierzono, że w pobliżu tamtejszych źródeł demon ukazuje się pod postacią czarnego barana. W okolicach Obidzy i Istebnej topielec miał przybierać postać małego chłopca z długimi włosami, którego od zwykłego dziecka miały odróżniać gęsie łapy oraz różki. Widziano też demona przybierającego postać raka oraz niedźwiedzia.


#necrobook #mitologiaslowianska #demonywodne #topielec

7e56a6cb-474b-4bab-921e-2a9c9a2d7f9b

Zaloguj się aby komentować

#ciekawostki #mitologiaslowianska


Mitologia Słowian obfitowała w wiele potworów i straszydeł. Jedną z nich była kikimora. Pod postacią szkaradnej baby nękała domowników. Zsyłała koszmary, wyła po nocach i wyrywała ludziom włosy.

W sadze o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego nie brakuje słowiańskich symboli. Wśród nich pojawia się również potwór kikimora, niebezpieczne monstrum przypominające trochę pająka z ogromną paszczą. W słowiańskich podaniach ludowych kikimora wyglądała jednak trochę inaczej.

Kikimora była demonem domowym, czasami zwanym też szyszymorą. Związana jest z ludowymi wierzeniami Słowian, choć największą popularność zdobyła w kulturze rosyjskiej. Potworzyca utrudniała życie domownikom na wszystkie sposoby. Jej głównym celem było wypędzenie rodziny jak najdalej z chaty.


W jakich okolicznościach kikimora nawiedzała domy swoich ofiar?


Kiedy domy były przeklęte i powstały na nieodpowiednim miejscu (np. nad miejscem spoczynku kogoś).

Kiedy na mieszkańców domu zostało rzucone przez kogoś przekleństwo.

Kiedy wśród domowników panowała nieprawość i przyciągała zło.

Wyglądem straszydło przypominało niewielką babuszkę, tyle że brzydką i szkaradną. Kikimora miała starą, obwisłą skórę, nieprzyjemny, dziki wyraz twarzy i ubrana była w stare, brudne, postrzępione szaty...


https://www.national-geographic.pl/historia/slowianska-kikimora-kim-byla-potworzyca-ktora-straszono-dzieci/?fbclid=IwY2xjawJCEKlleHRuA2FlbQIxMQABHTzm9BK_iLGcgm5099hawR-D2mDC_o8T_56YAbDWD_vX0gJZMnVuvi6LTg_aem_fSAELn9dqLFOxug2wRNgbA

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Na 16 maja 2023 roku wydawnictwo Replika przygotowuje dwa tomy serii Wierzenia i zwyczaje. Będą to "Kwaidan. Demony japońskiego folkloru" Lafcadio Hearna i "Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego" Henryka Biegeleisena. Wydania w twardych oprawach liczą kolejno 224 i 468 stron, w cenach detalicznych 49,90 i 64,90 zł. Poniżej okładki i krótko o treści.


"Kwaidan. Demony japońskiego folkloru"


„Kwaidan” znaczy „opowieści niesamowite” – przerażające historie o duchach i demonach, nawiedzeniach i egzorcyzmach zaczerpnięte z japońskiego folkloru.


Wyjątkowy zbiór subtelnych, a zarazem upiornych opowiadań o zjawiskach nadprzyrodzonych z dawnych czasów. Szkice świata nierzeczywistego, ale napawające poczuciem duchowego realizmu. Budząc grozę, mają zarazem stanowić przestrogę i refleksję nad ułomną ludzką naturą, pokazać tajemną drogę wiodącą z powrotem do równowagi pomiędzy światami żywych i umarłych.


Historie te wychwalają męstwo i poświęcenie, hołubią gościnność i prawdomówność, hołdują rzetelnej pracy. Opowiadając m.in. o Yuki-onnie, czyli kobiecie śniegu, albo o bezuchym mnichu Hōichim, przeszły już do kanonu podań ludowych.


Opowieści zgromadzone i spisane przez Lafcadio Hearna – człowieka Zachodu, który przyjął Japonię za swoją ojczyznę – dowodzą, że w odpowiedniej formie literatura grozy może stać się arcydziełem. Zbiór uzupełniają trzy eseje na temat owadów i ich związku z wierzeniami japońskimi.


Zakorzenione w tradycji, przyprawiające o dreszcz opowieści grozy z „Kwaidanu” stanowią nieodłączną część dziedzictwa Japonii stale obecną w literaturze, filmie czy komiksie. Wielokrotnie inspirowały twórców współczesnej kultury i popkultury. Każdy zainteresowany yōkai i yūrei po prostu powinien je znać.


"Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego"


Jak nasi przodkowie pojmowali umieranie, śmierć i życie pozagrobowe


Z bolesnym osłupieniem spoglądamy na zwłoki drogich osób — trwogę zaś budzi w sercu pewność, że i nam naznaczony kres wędrówki ziemskiej. Wzdraga się bowiem na myśl tę najpotężniejszy z instynktów — żądza życia.


Henryk Biegeleisen, ceniony polski etnograf i historyk literatury polskiej, opisuje rodzime obrzędy dotyczące śmierci i pogrzebu, których korzenie niejednokrotnie sięgają czasów przedchrześcijańskich. Uwagę poświęca również duszy, która po opuszczeniu ciała trafia w zaświaty. Przybliża także sposób, w jaki zajmowano się zwłokami przed pochówkiem oraz opisuje rytuały grzebania zmarłych.


„Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego” to fascynująca książka o tym, jak niegdyś postrzegano umieranie, jak wyglądał kult zmarłych, wreszcie jak wyobrażano sobie życie pozagrobowe i relacje zaświatów ze światem żywych. Wiara w umrzyki, groźne duchy i upiory towarzyszyła ludziom od zawsze, a w niektórych miejscach przetrwała do dziś.


Dzieło Biegeleisena nie tylko przybliży czytelnikowi znaczenie niektórych obrzędów, ale także ukaże ich sens, częstokroć dziś już niezrozumiały albo wręcz nieznany, i uświadomi, że jakkolwiek nie zmieniałaby się mentalność ludzi i postrzeganie różnych spraw – nawet „wysoki stopień kultury nie jest zdolny odjąć grozy tajemniczemu misterium śmierci”.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach


#ksiazki #czytajzhejto #replika #wierzeniaizwyczaje #lafcadiohearn #japonia #henrykbiegeleisen #slowianie #mitologiajaponska #mitologiaslowianska #mitologia

4aa3d848-3bd2-4e9b-a196-18ad77293708

Zaloguj się aby komentować

od jakiegoś czasu mocniej zainteresowałem się życiem i wierzeniami dawnych Słowian (jeszcze przed chrześcijaństwem na naszych ziemiach). Lubię się udać w tereny na których odnaleziono ślady życia naszych przodków, poszukać miejsc gdzie miesza się aura dawnych wierzeń z naturą. Sprawia mi to wiele frajdy i fajnie można spędzić czas na świeżym powietrzu.


W związku z tym, czy ktoś z was może polecić jakiś ciekawy i nie zakłamujący rzeczywistości kanał o tej tematyce(wierzenia, pismo, obyczaje itp) na yt czy może jakieś podkasty, ewentualnie audiobooki czy tez książki? Bo szukając informacji łatwo naciąć się na szury piszące o wielkiej lechi i tym podobnych wymysłach. A ja nie szukam bajek wyssanych z palca a informacjach potwierdzonych naukowo.


#slowianie #historia #mitologiaslowianska

Zaloguj się aby komentować

Wierzenia ludowe


4/n


GNIECIUCH lub gniotek, zwany na Podhalu hurbózem, był małym, podobnym do kota stworkiem o cienkich jak patyki kończynach i wielkim, ciężkim brzuszysku.


Żył w chałupach obok ludzi, a ze swej kryjówki, mieszczącej się najczęściej w komorze, wychodził tylko w nocy. Przyciągała go woń strawionego alkoholu; jeśli wyczuł ją w oddechu śpiącej osoby, siadał na brzuchu lub piersiach ofiary i delektował się zapachem. Uciskał przy tym człowieka tak skutecznie, że niejeden opój i wydmikufel budził się nazajutrz po przepiciu obolały, wyczerpany i kompletnie niezdolny do pracy.


Aby uchronić się przed gnieciuchem, należało wziąć do ręki kawałek święconej kredy i obrysować wokół łóżka okrąg. Niestety, po kilku kieliszkach żytniej przepalanki nawet tak proste zadanie stawało się herkulesową pracą, niewykolaną dla zwykłego, zmęczonego życiem włościanina. Dlatego też gnieciuchy zawsze miały i nadal mają się dobrze.


__________________


Zapraszam do śledzenia tagu #mitologiaslowianska , a także #ciekawostkigrzybowe , na którym pojawią się co ciekawsze grzyby z naszych lasów, a także wiele innych informacji. #ciekawostki #wierzenialudow

76e81330-9fe3-4a28-812c-6a963b741612

@Slavica autorskich treści a nie zdjęc książki Jak już kradniesz z ksiażki to chociaż zawsze daj ją w opisie, napisz kto jest autorem.

Zaloguj się aby komentować