Ubawiłam się na tej książce bardzo dobrze. To już moje trzecie spotkanie z tym autorem i bardzo mi pasuje jego styl i poczucie humoru.
Los splata losy ukrywającego się na odludziu przed wspólnikami Oivę Juntunena, uzależnionego od likieru pomarańczowego majora Remesa, który wziął roczny urlop żeby zdobyć wyższe wykształcenie oraz starej Skoltki Naski, którą władze chciały wbrew jej woli umieścić w domu opieki. W tym towarzystwie jest też trochę oswojona lisiczka Pięćsetka oraz kot Naski - Jermakki. Spotkanie trzech tak różnych osób to mieszanka, wydawałoby się, wybuchowa ale jak się okazuje dobre serce, poczucie humoru, troska o innych i niekonfliktowy charakter potrafią z takiej zbieraniny stworzyć zgraną wspólnotę. Oczywiście skradzione sztabki złota z którymi Oiva ukrywa się przed byłymi wspólnikami też odgrywa w tym wszystkim niemałą rolę.
Świat przedstawiony w powieści to Europa przyszłości, w której ludzkość wynalazła sposób by każdy mógł zachować wieczną młodość i nieśmiertelność. Niestety w takim świecie żeby uniknąć przeludnienia nie ma miejsca dla rozrodu i posiadania dzieci. Niby nie jest to zakazane ale ewentualną ciążę trzeba zarejestrować a wtedy któreś z rodziców musi zrzec się swojego życia w zamian za życie dziecka - dostaje zastrzyk po którym starzeje się w ekspresowym tempie i umiera. Taki proces trwa do 10 lat więc rodzic taki nie zobaczy jak jego dziecko dorasta. Jeśli rodziców jest dwoje to to drugie może zostać by zaopiekować się dzieckiem ale jeśli ciąża jest mnoga to obydwoje rodzice zostają pozbawieni nieśmiertelności. Nikt nie chce umierać więc większość decydujących się na dziecko ukrywa ciąże a potem dzieci ale do wykrywania tego przestępstwa jest powołany specjalny oddział - Falanga, który tropi kobiety w ciąży bądź z niezarejestowanymi dziećmi i kobieta dostaje natychmiastowy zastrzyk a dziecko zostaje zabrane do internatu w którym szkoli się ja na kolejnych członków oddziałów Falangi. Główny bohater Jan jest członkiem takiego oddziału. Gdy pewnego razu dostanie od senatora nieoficjalne zadanie zlikwidowania przywódcy opozycyjnej partii jego poukładane życie zaczyna się sypać a Jan odkrywa powoli swoją przeszłość, dokonując wciąż trudnych wyborów a my razem z nim zastanawiamy się co jest lepsze wieczne życie bez zmartwień czy jednak śmiertelność z jego wszystkimi wadami i zaletami. Autor podejmuje ten temat nie spłycając go w sposób interesujący. Książka momentami dosyć brutalna jeśli chodzi o opisy przemocy seksualnej czy też samego seksu. Ale generalnie pozycja dobra i polecam.
Kontynuacja świetnego "Stulecia detektywów". Tym razem autor opisuje rozwój serologii sądowej od odróżniania krwi zwierzęcej od ludzkiej, poprzez odróżnianie grup krwi do określania grup krwi w innych wydzielinach; identyfikację włosów, oraz chemii i biologii sądowej czyli badanie innych śladów na miejscach zbrodni - zabrudzeń, części roślin i grzybów, insektów oraz badanie włókien. Wszystko to na konkretnych przypadkach z historii kryminalistyki. Książka niezwykle szczegółowa i drobiazgowa i tu mam trochę zastrzeżenie. Według mnie autor trochę przytłacza ilością detali takich jak na przykład fakty biograficzne o śledczych przez co rozmywa się to co najciekawsze i muszę się przyznać że dosyć długo tą książkę męczyłam. Niemniej jednak polecam bo ukazuje kryminalistykę od mniej znanej strony.
Rozczarowała mnie ta książka. Nie dość że podczas czytania cały czas miałem wrażenie że jest to książka pisana dla młodzieży i to takiej wczesnej. To jeszcze autor w niektórych momentach za mocno upraszcza ocierając się o mówienie nieprawdy. Zgrzytałem zębami gdy czytałem fragmenty typu "przed wielkim wybuchem materia była ściśnięta w punkcie o niewyobrażalnej gęstości i temperaturze".
Jak w podstawówce słuchałeś chociaż jednym uchem to nie warto sięgać po tę pozycję.
Dalsze losy bohaterów "Ślepnąc od świateł". Według mnie nawet lepsza od części pierwszej. Kto lubi styl pisania Żulczyka to się nie zawiedzie (mojemu mężowi na razie nie podchodzi). Ja ten styl bardzo lubię. Książki tego autora opowiadają i brudnych sprawach ale język którego używa jest pełen metafor, poetycki co według mnie jeszcze bardziej podkreśla zło o którym opowiada. Dla mnie to niesamowite, że można tak ładnym językiem opisywać tak okropne rzeczy i nie sprawiać przy tym że wydają nam się fajne. Świat który pan Jakub Żulczyk kreuje w tej książce nie jest światem którego chcielibyśmy choćby trochę doświadczyć. Wiele książek i filmów idzie w przeciwną stronę - w taki sposób opisują nam zło, że wydaje nam się one ciekawe, interesujące, nieraz romantyczne. Sympatyzujemy z mordercami, psychopatami. Ale tu tak nie ma. W tej podziemnej przestępczej Warszawie nie ma nic pięknego, to świat o jakim wolelibyśmy nie wiedzieć. Dotyka złym dotykiem nie tylko tych którzy chcą w nim uczestniczyć ale i przypadkowe ofiary. W moim odczuciu świat przedstawiony w tej książce jest gorszy od różnych horrorów a pan Dario... To zdecydowanie najgorszy czarny charakter jaki znam z literatury. I pomimo tego wszystkiego książka chwyciła mnie od pierwszych stron i nie pozwalała się oderwać. Mało tego uważam ze to piękna książka, piękna książka o piekle, którego nie chcielibyśmy doświadczyć.
Główną bohaterkę Patricię Cowan poznajemy w roku 2015 gdy jest już w podeszłym wieku, dotknięta demencją, umieszczona w domu opieki. Zaczyna się normalnie ale... w przebłyskach świadomości Patricia wspomina swoje życie u boku męża Marka z czwórką dzieci lecz to nie jedyne życie jakie Patricia pamięta. Pamięta też inne w którym Mark nie został jej mężem a ona wychowywała trójkę dzieci ze swoją partnerką życiową Bee. Po czym cofamy się i poznajemy życie Patricii , a od momentu w którym musiała podjąć decyzję czy chce czy nie chce poślubić swojego narzeczonego Marka - życie Pat i Trish. Losy Patricii rozdzielają się na dwie wersje i śledzimy dwie różne rzeczywistości "co by było gdyby". Mało tego, autorka też zapoznaje nas z tłem historycznym, politycznym i socjologicznym rzeczywistości w których żyje nasza rozdwojona bohaterka i po pewnym czasie uświadamiamy sobie że żadna z nich nie jest rzeczywistością w której żyjemy my. Ten wątek fantastyczny jest tylko tłem pomagającym śledzić jak koleje naszego życia wpływają na to jacy jesteśmy. Każda z rzeczywistości stawia na drodze bohaterki inne przeszkody. O dziwo świat który jest spokojniejszy, bardziej tolerancyjny, bezpieczniejszy przynosi Pat niezbyt szczęśliwe życie osobiste, nieudane małżeństwo, nie możność realizacji swoich zainteresowań, podjęcia pracy. Z to świat w którym Trish realizuje się bez reszty i życiu zawodowym i osobistym jest jednocześnie światem w którym musi ukrywać swój związek i który cały czas zagraża konfliktem atomowym. Ale tak jak napisałam wcześniej realia świata są tylko tłem dla codziennych zmagań z życiem Pat/Trish. Podobny zabieg jak w serialu "For All Mankind"gdzie oglądamy alternatywną do naszego świata rzeczywistość ale ta odmienność nas nie epatuje. Generalnie podoba mi się ten zabieg i książkę czytało mi się dobrze. Trudno ocenić która wersja życia Patricii była lepsza czy też szczęśliwsza. Ale chodzi chyba o to że każde życie możemy przeżyć najlepiej jak potrafimy.
Vonnegut to jeden z ulubionych autorów mojej młodości. Już dawno nie sięgałam po żadną z jego książek więc postanowiłam spróbować. No i na szczęście ten autor wytrzymuje próbę czasu. Nie jest to już tak świeży styl jaki był dla mnie lata temu ale dalej czyta się przyjemnie.
Eliot Roswater - prezes niezwykle bogatej fundacji nie radzi sobie z byciem bogatym. Zostawia swoje dotychczasowe życie i osiada w małym miasteczku gdzie oddaje się piciu alkoholu i działalności filantropijnej wśród mieszkańców miasteczka. W tym samym czasie przebiegły prawnik z kancelarii obsługującej fundację knuje jak by tu pod pretekstem niepoczytalności Eliota pozbawić go stanowiska prezesa na rzecz jego dalekiego kuzyna - agenta ubezpieczeniowego. Historia ta jest oczywiście tłem do rozważań, w charakterystycznym dla autora stylu, o bogactwie, biedzie i tym jak pieniądz rządzi światem.
Od samego początku poczułem się prawie jak w domu. Steinbeck swoim czasem ciut zbyt oszczędnym stylem opowiedział historię zadziwiająco... komfortową? Nawet pomimo tego, że poruszona tematyka nie należy do najprzyjemniejszych, a zakończenie do najłatwiejszych.
Tym bardziej, że do samego końca trzymałem kciuki za dwóch głównych bohaterów, których nietypowa relacja poruszyła struny mojej duszy.
Przy świątecznym stole u mnie powstała dyskusja która ekranizacja słynnej powieści Jane Austin pt. "Duma i uprzedzenie" jest najlepsza. Głosy rozłożyły się po równo między te trzy wersje. Jakie jest Wasze zdanie?
Ciekawy głos w sprawie czytelnictwa (i pisarstwa). Otóż wg autorki wideo wraz z rozwojem popularności "booktok" (czyli takich tiktoków o książkach), które chyba w większości są robione przez kobiety, mężczyźni odwracają się od czytania. Bo uznają je za "kobiece" hobby, a zatem niejako z definicji - za gorsze. Jeszcze inną konsekwencją jest spadek liczby młodych pisarzy mężczyzn. A że mężczyźni nie czytają pisarek tak chętnie jak kobiety czytają pisarzy - ich poziom czytelnictwa w konsekwencji będzie spadał jeszcze bardziej. #literatura #ksiazki #czytelnictwo
Nie wiem o co chodzi z teorią, ale zmniejszanie się czytelnictwa to chyba raczej wynika bardziej z ogólnego ogłupiania społeczeństwa i po prostu u kobiet to wolniej zachodzi. Widzieliście ostatnimi czasy co leci na kanałach w TV i to na wszystkich. Przecież to jakaś masakra jest. Co bardziej ogarnięci po prostu odcinają się od telewizji, no ale sądzę że to tylko niewielki procent całego społeczeństwa.
@Krzysztof_M telewizja telewizją, zauważ jaki attention span mają osoby wychowane ze smartfonem przed twarzą. Kto przyzwyczajony do konsumowania treści w stylu scrollowanka insta czy tiktaka chwyci się za książkę, która wymaga minimum pół godziny wyciszenia i skupienia? Mi trudno się przełamać a pierwszego smartona to ja dopiero na studiach miałem.
Ale od kiedy czytelnictwo jest męskim zajęciem? Czytanie upadlo już dekady temu u facetów, a "kobieca literatura" je trzymała na jakimś poziomie poza inteligencją.
Plus sądząc z miniaturki, to film chyba wcale nie jest o czytaniu przez facetów XD
A booktok imho baza, jak się nie podoba, to samemu kupować inne książki, a nie p_dolic farmazony i użalać się nad swoją skrzywdzoną męskością
Lubię sięgać po pozycje z cyklu Uczta Wyobraźni. Znajdują się w nim książki lepsze i gorsze ale wszystkie łączy to że naprawdę poruszają wyobraźnie. Nie są to książki z gatunku space opera czy fantasy spod znaku magii i miecza, często wymagają wysiłku by wczuć się w świat przedstawiony. Tak też zaczynały się Listy z Hadesu. Narrator opisywał swój pobyt w piekle gdzie okrutny Bóg umieszcza wszystkich nie wierzących w Syna, bez względu na to że żyli w czasach gdy nie było jeszcze chrześcijaństwa, umarli jako niemowlęta, czy też byli ateistami, nawet gdy prowadzili dobre życie. Potępieni są w piekle nieśmiertelni mogą więc cieprpieć katusze, męki, ich ciało może ulegać zniszczeniu na tysiące sposobów ale i tak się regeneruje, co podobno jest procesem dużo bardziej bolesnym niż tortury, by móc cierpieć na nowo. Punkt wyjścia ciekawy ale dalej rozłazi się w szwach. Po ukończenu miesięcznego uniwersytetu w którym potępieni są uczeni w sposób bolesny zasad panujących w piekle (nauka zakończona jest ukrzyżowaniem) potępieni są wypuszczani luzem i zostawieni samym sobie. A skrzywdzić może ich każdy - demon, anioł (czyli człowiek który poszedł do nieba) czy niebianin (istota którą my zazywamy aniołem). I tu już akcja robi się jak podrzędne czytadło dla nastolatków. Zero w tym sensu, zero prawdy psychologicznej - no bardzo kiepsko jest. Za tą część nie dałabym oceny nawet przeciętnej.
Książkę ratuje druga część, która jest zbiorem opowiadań które wiąże jedynie to że dzieją się na planecie skolonizowanej przez Ziemian w mieście o nazwie Paxton ale przez mieszkańców zwane Punktown. Miasto zamieszkane jest nie tylko przez ludzi ale wiele innych nieraz bardzo dziwacznych ras. Każde opowiadanie jest odrębną zamkniętą całością, choć zdarzają się odniesienia do wydarzeń bądź bohaterów z innych tekstów. I ten zbiorek w pełni zasługuje na wydanie go w serii Uczty Wyobraźni. Jest klimat obcości i dziwności, może dlatego że świat nie jest tak dokładnie zarysowany bo autor skupia się na uczuciach i odczuciach swoich bohaterów, a te z kolei bez względu jakiej rasy istot dotyczą są bardzo ludzkie. Książka otrzymuje ode mnie solidna ocenę - dobrą, jedynie za "Punktown". "Listy z Hadesu" to badziewie.
W Jeleniej Górze, w lesie zostają odnalezione ciała dwóch dziewczynek. Po zidentyfikowaniu ofiar okazuje się że ostatnio osobą, która miała kontakt z dziećmi miał tajemniczy mężczyzna podający się za pracownika opieki społecznej, który często dzieci z jeleniogórskiej dzielnicy biedy zabierał na weekendy, wakacje itp. Śledztwo prowadzą komisarz Olga Balicka oraz oddelegowany ze stolicy Kornel Murecki. W tle zamieszani w aferę pedofilską ludzie ze świecznika. Według mnie książka miała potencjał na dobry kryminał ale postacie są sztampowe do bólu i mnie ta powieść nie porwała.
@serotonin_enjoyer To co się dzieje tutaj w kolejnych książkach, to zmiata Brundego z planszy. A do tego pani Wolwowicz pisze szybciej niż ja to czytam, co skończę książkę, to ona ma już 2 kolejne tomy xD
Ta książka Somozy nie jest zwyczajną powieścią. Jest eksperymentem, złożoną zabawą/grą z czytelnikem, powieścią detektywistyczną gdzie nie staramy się odkryć tylko "kto zabił?" ale i jaka jest natura rzeczywistości, jak świat przedstawiony ma się do świata czytelnika. Wszystko to osadzone w starożytnej Grecji i oparte na filozofii Platona. Mamy tu wątek żywcem nawiązujący do książek Agathy Christie - w starożytnych Atenach w dziwnych okolicznościach tracą życie młodzi chłopcy - uczniowie Akademii Platona. Za rozwiązywanie tajemnicy bierze się tropiciel tajemnic o imieniu... Herakles Pontor. Ale jest to szkatułka umieszczona w drugiej szkatułce - opowieść o tym śledztwie jest zapisem na papirusie tłumaczonym przez Tłumacz, który uważa że zawiera ona ukryte przesłanie i tłumacząc stara się je usilnie odkryć. W miarę jak śledztwo Heraklesa posuwa się do przodu, opowieść zdaje się mieć wpływ na życie i rzeczywistość samego tłumacza. Więcej nie będę zdradzać. Książka kojarzyła mi się też trochę z "Imieniem rózy" Eco. Polecam zarówno książkę jak i samego autora.
Sięgnęłam po tą pozycję bo bardzo podobała mi się książka "Będzie bolało" tego autora. Teraz tematyka jest ta sama - śmieszna, straszna i trudna codzienność brytyjskiej publicznej służby zdrowia. Tym razem oscylująca wokół świątecznych dyżurów. Garść anegdot będących wpisami z pamiętnika autora. Ale ta pozycja nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak poprzednia. Nie jest ani tak śmiesznie, ani tak strasznie, ani tak poruszająco. Mam wrażenie że zbiór wydany trochę na siłę chociaż zwraca uwagę na to że celebracja świąt w gronie rodzinnym dla niektórych profesji to rzecz nie znana i nie doświadczana.
Po wysłuchaniu całego cyklu Bernarda Cornwella zatęskniłam za czymś lżejszym, typowo rozrywkowym i w zasadzie nie kierując się niczym wybrałam książkę "Tylko ona została" Rileya Sagera. Nie liczyłam na nic więcej poza rozrywką i to dostałam. Ta pozycja to typowy thriller z lekkimi elementami powieści gotyckiej. Przed wielu laty w niewielkiej miejscowości w stanie Main dochodzi do zbrodni w wyniku której życie tracą prawie wszyscy członkowie rodziny Hope - matka, ojciec i córka. Prawie wszyscy, bo druga córka - Lenora Hope, pozostała przy życiu. W noc morderstwa odnaleziona pokryta krwią, widziana wcześniej z nożem w ręku zostaje oczywistą podejrzaną o wymordowanie swojej rodziny. Ale z braku dowodów nie zostaje skazana i po latach pamięć o zbrodni przetrwała w miasteczku tylko w postaci rymowanki o Lenorze, morderczyni rodziny. Właściwa akcja odbywa się w latach osiemdziesiątych, kiedy to opiekunka Kit dostaje propozycje opieki nad niepełnosprawną Lenorą. Na Kit też ciążyło podejrzenie o to że pomogła w samobójstwie swojej ostatniej podopiecznej więc nie może przebierać w ofertach pracy. Zamieszkuje więc w rozpadajacej się już ale kiedyś bardzo wystawnej posiadłości na klifie - Hopes End i stara się odkryć czy Lenora jest czy nie jest winna morderstwa swojej rodziny.
Na początku bardzo przyjemnie mi się tego słuchało, lekko gotycki klimat dzięki umiejscowieniu w chylącej się, dosłownie i w przenośni, ku upadkowi posiadłości, zbrodni sprzed dziesięcioleci, niewyjaśnionym zdarzeniom dodawał trochę retro uroku. Oczywiście książka pełna jest zwrotów akcji, na każdym kroku dowiadujemy się że prawda nie wygląda tak jak autor przedstawiał na początku ani tak jak się mogliśmy domyślać, żeby po jakimś czasie odkryć że jest jeszcze inaczej. Nie powiem, książka dzięki temu trzymała w napięciu ale im bliżej końca tym więcej było tych zwodów, flint, że zaczęło to trochę przekraczać granice takiego zdroworozsądkowego prawdopodobieństwa a pod koniec książki już trochę mnie nużyło. Jednakże jeśli ktoś lubi być przez całą powieść zaskakiwany aż do samego finału to ta pozycja może mu podpasować. Jak znowu zamarzy mi się coś lekkiego to może dam autorowi jeszcze jedną szanse.
Książka jest jak sam tytuł wskazuje dziennikiem pruskiego lekarza prowadzonym od końcówki 44 do połowy 47 roku. Okres ten obejmuje oblężenie i upadek Królewca, pobyt w obozie jenieckim oraz próby przeżycia autora w powojennym chaosie na terenie byłych już prus.
Ale mam serię xD Wcześniej wystawiłem 10 Czasowi krwawego księżyca a teraz od razu przy następnym tytule robię to samo. Nawet szukałem czegoś co powstrzyma mnie przed taką oceną, ale nie potrafiłem znaleźć niczego co byłoby jakimkolwiek minusem. Książka pozwala spojrzeć na historię drugiej wojny światowej z całkiem innej perspektywy, i to pod każdym względem. Bo nie dość że z perspektywy niemieckiego cywila, w mniej znanym miejscu, to na dodatek autor wywodzi się ze starego pruskiego rodu.
Książka jest bardzo surowa w swojej formie. Podobno autor prowadził zapiski dla siebie a nie w celu wydania książki, i to czuć. Relacjonuje wydarzenia bez oceniania i komentowania. Dzięki temu możemy zrobić to sami. Jedynie czasami wrzuca rozmyślenia natury religijnej bo jest osobą głęboko wierzącą, ale jest tego tak mało że nie przeszkadza a nawet jest dosyć ciekawe.
I o matko jaki to był rollercoaster emocji. Podczas oblężenia Królewca czujemy napięcie jakie panuje czekając na wejście czerwonoarmistów, a z drugiej strony zaskakiwani jesteśmy jak ludzie próbują żyć "normalnie" w tym trudnym czasie. Więc w jednym zdaniu autor umyka przed bombardowaniem a w drugim zostaje zapraszany na kawę przez kolegę z innego szpitala. Gdy obrona upada jesteśmy świadkami dosłownie apokalipsy sponsorowanej przez ruskich. Plądrowanie miasta, gwałty, morderstwa, rozkład wszystkiego. Pobyt w obozie to coś wstrząsającego. Kolejne ucieczki autora, walka o przeżycie, kłopoty, dalej trzyma w ciągłym napięciu. Mimo tego wszystkiego autor zachowuje hart ducha i potrafi dojrzeć jakieś pozytywne strony życia. Czasy chaosu po wojnie czyta się trochę jak powieść postapo. Pod koniec gdy sytuacja już się w miarę normuje to ton książki staje się sporo lżejszy i nie raz się uśmiałem (w komentarzu wrzucę jeden fragment który szczerze mnie rozbawił xD ). Pod koniec też autor zaczyna wrzucać więcej opisów bujnie rozwijającej się przyrody która wskutek braku aktywności ludzi dosłownie eksploduje. Autor zachwyca się tym faktem a my razem z nim. Jest to na swój sposób oczyszczające po wcześniejszych wydarzeniach.
Kolejnym elementem który możemy zaobserwować są zmiany społeczne na terenach gdzie jeszcze nie tak dawno były Prusy a teraz w bólach wkraczała Polska.
Podczas czytania warto spojrzeć na mapę która znajduje się na samym końcu (czytając ebooka nie jest to takie oczywiste, a raczej w takiej wersji najłatwiej bo wersja papierowa osiąga jakieś chore ceny) gdzie można zobaczyć jak po polsku nazywają się miejscowości do których autor używa nazw niemieckich. Warto też od czasu do czasu rzucić okiem na google maps żeby zobaczyć okolice po których autor wędruje na piechotę a trzeba wspomnieć że robi takie trasy że głowa mała. Nawet w pewnym momencie stwierdza że nogi w końcu robią to do czego się nadają xD Przy okazji można rzucić okiem na ruiny pałacu rodziny autora znajdujące się w Januszewie koło Iławy, ktore też pojawiają się w trakcie.
No nie mogę dać mniej niż 10. Bo nie dość że czytało się to świetnie, dowiedziałem się sporo rzeczy o których nie miałem pojęcia to jeszcze po przeczytaniu mam sporo przemyśleń. Gorąco polecam.
Przy okazji nie mogę się powstrzymać żeby nie wspomnieć o innej książce która czytałem rok temu a której nie wrzucałem na hejto bo nie brałem udziału w #bookmeter. A jest to Bieżeństwo 1915. Jakoś obie książki łączą się razem opowiadając o losach ludzi którzy mieli pecha żyć w czasach wojennej zawieruchy i jak to wpłynęło na ich losy. Samo Bieżeństwo jest tematem stosunkowo mało popularnym a szkoda. Autorka książki próbuje przybliżyć nam historię ludzi którzy uciekali w głąb Rosji w momencie jak front wschodni załamał się i ludzie bali się "nadejścia Niemca który będzie babom cycki obcinał". Rzuca to później cień na sytuację na Kresach w okresie międzywojennym. Równie gorąco polecam.
Ludzie mi płacą na Reddicie to wrzucam tam też przeróżne esej od jakiegoś czasu. Ludzi na polskim Internecie takie rzeczy nie obchodzą raczej. Zostawiam link do słynnego eseju Herberta z Barbarzyńcy w Ogrodzie zatytułowanego "O albigensach, inkwizytorach i trubadurach". Opisuje on dzieje Katarów i kwestie ich ostatecznego rozwiązania przez Kościół Katolicki podczas oblężenia w Montségur.