Wybaczcie proszę to kilkugodzinna obsuwę, ale wczoraj bo samego wieczora #garmin nie potwierdził mi wyników z wyzwań, a widziałem, że ludzie na podium nie mieli zsynchronizowanych aktywności, więc mus był zaczekać, ale już mam wszystko, więc lecimy z podsumowaniem naszych sportów w lipcu!
Grupka nam urosła, co cieszy niezmiernie, jest nas 81, kroki zarejestrowało 51 z nich, a najwięcej:
@enron - 854,923
Patryk - 655,478
@bacteria - 653,819
#sztafeta potocznie zwana tez #bieganie uzbierała 33 śmiałków, a najwięcej wybiegali:
@enron - 608.2 km
@Trypsyna - 324.6 km
@BoguslawLecina - 308.8 km
#ksiezycowyspacer odbyło 32 z nas, najwięcej wytuptali:
@bacteria - 269.0 km
Ewelina - 184.5 km
@zaradny_dynda_raz - 176.1 km
#rowerowyrownik czyli #kolarstwo uprawiało aktywnie 27 śmiałków, podium następujące:
Michał Czubkowski - 1,316.7 km
@pluszowy_zergling - 1,244.6 km
@Pomidorek - 1,097.4 km
#plywanie jedynie 8 aktywnych, najlepsi z nich:
@wonsz - 22,600 m
@Pigachu - 10,968 m
@Bombi - 3,375 m
Gratuluję wszystkim obecnym, aktywnym, jak zwykle liczby robią niesamowite wrażenie! Zachęcam do udziału w wyzwaniach na sierpień, które są już aktywne, 5!
Spodziewałem się, że nie dane będzie mi już doświadczyć "piękna" wyścigów z czasów Sky: kalkulacji, pilnowania, jazdy pod zegarek, kolarstwa pięknego jak cięcie drzewa piłą trzymaną do góry nogami. Tymczasem okazało się, że... może być gorzej. Zatem po kolei, pozwolę sobie podrzucić koleżeństwu zwięzłe podsumowanie zakończczonego wczoraj Tour de France. Zwięzłe, ale subiektywne i podlane odrobiną rozgoryczenia, tak że zapraszam do dyskusji.
Zaczęło się od bardzo fajnie przygotowanej zapowiedzi. Oto będzie przed nami starcie gigantów: legendarni przeciwnicy ponownie na tej samej trasie. Tego, że Jonas jest przygotowywany praktycznie wyłącznie pod TdF nie wspomnieli. Ale to wie każdy.
Pierwszy tydzień to nieustanne żonglowanie koszulką. Phillipsen zaczyna, a potem van der Poel, Pogacar wymieniają się regularnie, pagórkowate etapy sprzyjają atakom, jest ciekawie, jest akcja! Czasówka układa nam klasyfikację, wydawałoby się na dobre (Pogacar ma 42 sekundy przewagi nad drugim Remco), ale dzień później van der Poel dojeżdża z ucieczką i koszulkę zabiera. Nadchodzi Mûr-de-Bretagne i Pogacar znowu bierze jak swoją, robiąc cięższemu Matthieu z płuc worki do odkurzacza. Pozamiatane? Ano nie, w to wchodzi Ben Healy i na pierwszy dzień odpoczynku ucieka ubrany na żółto. Pięknie, wspaniale, emocjonująco. Pojawiają się pytania o to co to UAE, czemu nie goniło, czemu odpuszcza, ale poczekajcie, poczekajcie, zaraz będą góry, zaraz będzie się działo, zobaczycie. Jedna stała zostaje ustalona: jeśli Tadej jedzie - na kole ma Jonasa. Jeśli zwalnia - na kole ma Jonasa. Nie wiem co się działo, gdy szedł się wysikać, ale mam pewne podejrzenia.
Drugi tydzień! Rozgrzewkowy, płaski etap, a potem Healy żegna się z kolorem i wraca do różu, bo nadchodzi Hautacam, pierwsza premia Hors Catégorie, a tam Tadej robi Pogacara i przejmuje prowadzenie, które dzień później powiększa, jadąc przepięknie czasówkę (jako jedyny z czołówki na nieczasowym rowerze!). Tydzień kończy się solidną przewagą, ale wszyscy wiedzą, że w końcu zaczną się Alpy, a to teren pod Jonasa, tam dopiero będzie mógł pokazać pod co się przygotowywał. Chociaż biorąc pod uwagę, że Visma uciekała swojemu liderowi (co oceniam jako co najmniej dziwne, niezależnie od głumaczeń), to wiele mogło się wydarzyć na ich niekorzyć.
No i dobrze, mamy tydzień trzeci. Jonas zawsze trafiał perfekcyjnie z formą, to właśnie w trzecim tygodniu spowodował słynne I'm gone, I'm dead, więc na pewno teraz, w swoim terenie pokaże wszystko, prawda? Prawda? Iiii... teraz rozlega się fałszywa muzyczka na flecie, znana z filmików z internetu. Tadej jedzie, Jonas za nim. "Ataki" mają po kilkaset metrów, najczęściej tuż przed finiszem, żeby urwać kilka sekund. Na każdym etapie czekałem na tę walkę o generalkę, bo przecież muszą zaatakować, musi się coś dziać. I tak, wiem, że Tadej mógł być nie do przegonienia, ale ważna jest walka, tymczasem Visma jechała jak polska reprezentacja w piłce turlanej, prosto po zwycięski remis. Może taki mieli plan, może wiedzieli, że nie da się bardziej, może wiedzieli, że nie mogą bardziej naciągnąć liny, bo pęknie: tego się nie dowiemy do czasu publikacji czyichś wspomnień za kilkanaście lat - na razie widzieliśmy tylko to, co za czasów Sky określano jako "zarzynanie kolarstwa". Nic. Się. Nie. Działo. Tadej zrywa, Jonas jedzie na kole. Tadej jedzie wolniej - Jonas jedzie na kole, albo daje krótką zmianę. Podsumowaniem tego tygodnia niech będzie etap 19, do la Plagne, gdzie Tadej chyba odpuścił walkę o etap i dojechał 2 sekundy za zwycięskim Arensmanem, mając go dosłownie w zasięgu - ale wyglądało to jakby uznał, że skoro Visma nie ma ochoty na walkę, to on też nie będzie nikomu tej walki ułatwiał. Czy Arensman teraz się cieszy ze zwycięstwa wiedząc, że panowie za nim po prostu przez chwilę puścili korby? Nie wiem, ale nie brzmi to dobrze.
Odrobiną osłody był etap paryski, gdzie - po raz pierwszy od kiedy pamiętam - mieliśmy w końcu emocje, a nie sprinterskie ganianie się i krótkie próby ucieczek. Montmartre zrobiło różnicę, krótki, ale stromy podjazd, po trzech tygodniach najpierw pozwolił Pogacarowi zrobić selekcję, potem zrobić jeszcze jedną, a przy trzeciej - no cóż, musiał uznać wyższość Wouta van Aerta. Nie kibicowałem mu, ale wygrana była zasłużona, ucieczka piękna - brawo!
Tenże etap nie przesłania tego, co było wcześniej. Tadej mówił, że jest i był zmęczony , ale wcześniej pojawiały się jakieś pogłoski o "arogancji" UAE i "zabijaniu wyścigów" (o tym tylko słyszałem z drugiej ręki, oryginalnego artykułu nie znalazłem, co najwyżej pojedyncze ślady i to dotyczące nie Tadeja, a Politta). Czy faktycznie Tadej miał dość tych ataków na siebie i postanowił ograniczyć widzom emocje, czy się "zużył" na poprzednich etapach, czy był chory (bo też były takie pogłoski) - to pozostaje jego tajemnicą. Faktem jest, że Visma nie zrobiła niczego, żeby zaatakować, nie wymyśliła, nie spróbowała - po prostu jechała po remis, mając zapewnione z dużą przewagą drugie miejsce.
I tak, wiem, że panowie są w pracy. Bronią się wyniki, a nie emocje, tego chcą sponsorzy: chcą widzieć swoje koszulki w telewizji, chcą żeby ich zawodnik gdzieś udzielił wywiadu, całe kolarstwo to maszyna mieląca pieniądze, a kolarze są tylko pracownikami. Niemniej jednak ich praca to sport i jako widz i kibic bardzo bym sobie życzył, żeby kolejne toury były ciekawe, zamiast być partią szachów z widokiem na góry. Nawet jeśli miałby to być wyścig bez obu: Tadeja i Jonasa, to wolałbym go takim oglądać, niż ryzykować, że Visma po raz kolejny pojedzie z planem na jazdę na kole.
@Statyczny_Stefek bardzo długi post. Ja napiszę kócej. Dla mnie to był jeden z lepszych TdF ostatnich lat. Były emocje, była walka. Tadek zaskoczył wszystkich i niemal całą przewagę zrobił w drugim tygodniu, a w trzecim tylko jej bronił wiedząc na co może być stać Duńczyka. Słoweniec musiał bronić się sam i podołał. Jonas robił co mógł ale nie złamał lidera. No i jeszcze ten ostatni etap gdzie Pogacar postanowił zrobić show. Miodzio.
Przed TdF, patrząc na etapy i ich rozkład wydawało się, że będzie nudno, a było wręcz odwrotnie. Pikanterii dodało odpadnięcie z wyścigu Almeidy, ale nawet to nie przeszkodziło Tadkowi. Oby więcej takich ciekawych i emocjonujących tourów.
Jonas jak zobaczył w jakiej formie jest Tadej to po prostu obsrał zbroje i walczył o drugie miejsce. Taktyka Vismy na niektórych etapach to takie xD było że dyrektor tam do wyjebania. Ciekawa walka o białą koszulkę, Lipowitz pokazał pazura i parę razy o mało co nie przegrał.
Wszystko mogło się potoczyć zupełnie inaczej w górach, gdyby Pogacar po prostu nie wsadził Jonasowi tyle na czasówkach. To był jakiś kosmos, po którym wystarczyło na każdym końcowym podjeździe przytrzymać koło Vinegora(?)
Fakt, walka o GC w pewnym momencie nie dostarczała już tylu emocji, ale jak zwykle fajnie kibicowało się Dzielnym Francuzom, którzy zgarnęli całkiem sporo najtrudniejszych etapów.
Końcówka po bruku między sklepikami to było najlepsze co wymyślili od lat, rewelacyjna walka. Pokazała, że Tadej nie jest nieśmiertelny, ale w tym roku jeden kolarz to było za mało, żeby go zamęczyć.
No i na koniec warto docenić piękne skróty na kanale TdF na Youtube. Doskonały montaż niedługo po zakończeniu każdego etapu.
Nie widziałem tu nic napisanego o dzisiejszym etapie #tourdefrance - pewnie nikogo to nie będzie interesowało, ale i tak napiszę.
Nie spodziewałem się wiele, etap zaledwie – patrząc na grupę faworytów – pagórkowaty, bo było na nim ledwie kilka premii drugiej kategorii, płasko nie było, ale nie był to teren, w którym można było się spodziewać czegokolwiek stawiającego wszystko do góry nogami.
Wtem!
Pierwszą wyjątkową rzeczą, z którą spotkałem się chyba pierwszy raz, było to, że jednocześnie odbywały się trzy wyścigi: o żółtą koszulkę, o zwycięstwo na etapie i wyścig grupy faworytów.
Po całym dniu wycieczce i dociąganiu grupy pod sam finalny podjazd, o niecałe 30 sekund żółtą koszulkę zgarnął Ben Healy. Jest to dla mnie o tyle przyjemne zdarzenie, że bardzo lubię jego styl jazdy, bo podziela "memiczne" podejście Pogačara: "w żadne kalkulacje nie będę się bawił, będziemy się napierdalać". Zawsze jest aktywny, jeśli jest ucieczka to zapewne w niej jest i zapewne będzie próbował atakować, porwać, jechać aktywnie. Dwa dni temu wygrał swój pierwszy etap w TdF, a dzisiaj, po aktywnej jeździe w ucieczce, przejął żółtą koszulkę. Nikt nie spodziewa się, że tę koszulkę utrzyma, szczególnie gdy przyjdą duże góry, ale jednak pierwszy dzień po dniu przerwy rozpocznie na żółto.
Miło mi też się kojarzy drużyna EF Education-EasyPost: nie są drużyną na generalkę, więc zawsze ich celem są etapy, jeżdżą aktywnie i – nie bójmy się tego powiedzieć – mają wspaniałe stroje, tak pod kolor pewnej rangi na Hejto #pdk
Nie spodziewałem się wiele po tym wyścigu, patrząc na profil podejrzewałem, że będzie to kupa nudnej jazdy i ostateczna walka w górach. Póki co okazuje się, że żółta koszulka co chwilę przechodzi z rąk do rąk, nawet nominalnie płaskie etapy potrafią być emocjonujące do końca (choćby ten wczorajszy). I mimo tego, że na końcu być może zgodnie z oczekiwaniem wygra Tadej (co na pewno nie będzie dla mnie przykre), to póki co cieszy mnie, że jest co oglądać.
A oglądanie warto kontynuować od najbliższego etapu – drużyna EF będzie jechała z liderem
@bojowonastawionaowca owieczka niech sobie HBO max wykupi
@Statyczny_Stefek tez lubię drużynę EF ze względu na Carapaza (szkoda że nie jedzie). Wczoraj próbowali Tadeja zgubić bo ktoś puścił plote że chłopak jest chory a ten jak na złość nie dał się zgubić, a w końcówce sam zaczął szarpać. Jonas jak zwykle na kole i zero inicjatywy.
w ogóle te manewry Vismy to jakieś dziwne wczoraj były xD
Bracia Pogacar to naprawdę niesamowita historia. Jeden jest świetnym góralem, drugi dzięki doskonałej jeździe na czas prowadzi w klasyfikacji punktowej a trzeci to w ogóle pozamiatał i jedzie jako lider Tour de France.
A czekaj, to jeden i ten sam kozak ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
W tym roku na kanale TdF jest na prawdę super relacja. Szybko wrzucają filmy, świetny montaż, piękne ujęcia, dramaturgii tak w punkt. Polecam, jak ktoś nie jest bezrobotny i nie ma w lipcu 240 godzin wolnego na oglądanie na żywo od początku do końca
@starszy_mechanik W sumie jasne było już przed startem, czasówka tylko to potwierdziła. Jedyne co może to zmienić to jakiś wypadek lub choroba Pana Tadeusza.
@nxo to hejto ma grupę na garminie? Ja nic nie wiem. Można jakoś dołączyć czy coś? Ja nie biegam, nie jeżdżę na rowerze i nie pływam dużo, ale chodzę czasami i robię siłkę
@Budo no jasne! W wyszukiwarce garmin connect znajdz sobie "hejto- sportowe swiry" bądź w opisie spolecznosci "sztafeta" bodaj jest link:) zapraszamy!;)
Dzisiaj pierwszy czerwca, dzień dziecka, ale jako, że to już dawno nie jest nasze święto lecimy z podsumowaniem naszych sportowych zmagań z #garmin
Nasza grupka ma się nie gorzej niż miesiąc temu, stabilne 79 osób, z czego jakąkolwiek aktywność, czyli kroki zarejestrowało 54 użytkowników, a najwięcej:
#bieganie czy #sztafeta zgromadziły 37 aktywnych użytkowników, najdalej dobiegli:
@enron - 701.9 km (!!)
@scorp - 343.5 km
@Trypsyna - 315.5 km
#rowerowyrownik #kolarstwo zachęciło 31 osób, podium następujące:
Michał Czubkowski - 1,223.1 km
@pluszowy_zergling - 1,064.6 km
@Pomidorek - 864.0 km
#plywanie jedynie 7 odważnych, podium jak niżej:
@wonsz - 39,850 m
Kantorski Dariusz - 8,650 m
@Pigachu - 4,800 m
Z całego serca wszystkim gratuluję, jak zwykle (noo poza 1 miejscem w bieganiu, to nie jest zwykłe, ani pospolite;P) odwaliliście kawał dobrej roboty, tak trzymać
Wyzwania na czerwiec niebawem się pojawią, nie śpimy, lecimy!!
Robert Förstemann, znany jako „Quadzilla” z powodu imponujących rozmiarów swoich ud, to niemiecki kolarz torowy specjalizujący się w sprintach, który może pochwalić się bogatą karierą i tytułami mistrza świata. Osiągając prędkości sięgające 78 km/h, Förstemann trenuje niezwykle intensywnie – wykonuje aż 14 sesji treningowych tygodniowo, w tym ćwiczenia siłowe, podczas których wykonuje przysiady ze sztangą ważącą 280 kg i wypycha na suwnicy aż 640 kg. Jego uda, o obwodzie od 71 do nawet 86 cm
Kupiłam sobie rok temu Felta Broam 60. Chciałam wymienić mostek na krótszy, bo przy dłuższych jazdach już czuję karczycho. I teraz Felt sobie wymyślił jakiś chory standard - 11/4" i kierownicę 31.8 i mam dramatyczny problem ze znalezieniem takiego. Albo są same 11/8 albo jak już jest 11/4 to jest k⁎⁎wa długi XD
Ktoś może coś poradzić w temacie? Gdzie znaleźć takie krótkie mostki? Ktoś to w ogóle produkuje czy już ament i wymiana całego widelca? ._.
@Lavielle a producent nie sprzedaje mostków? Ja mialem podobny problem z dobraniem krótszego mostku (jak pasował rozmiar i długośc to nie pasował mi kąt) i najlepszym wyjściem okazało się po prostu doplacić trochę i kupić na stronie producenta.
@Stashqo Na stronie Felta mają 110mm i 90mm, to mnie średnio ratuje. Kto robi ramę XS dla niskich ludzi i dopierdala jakiś giga mostek jakby taki człowiek miał rączki jak małpka XD
@wonsz aj no i obejma się zgadza, ale na mniejszą kierownicę. Obczaję jakieś lokalne sklepy faktycznie, może nawet jak nie ma w sklepie, kto ktoś zna kogoś, kto mi to najwyżej machnie na zamówienie
@dzangyl i wszyscy, zgodnie, wręcz chóralnie głoszą teksty o tym, że fair play, niech wygra lepszy i sport to zdrowie. Taa, fair play kiedy to ja wygrywam, niech wygra lepszy oszust i sport to zdrowie aż do kontuzji.
Eh taki mój los Hiobowy. W bicyklu nr 1 tydzień temu rozsypało się łożysko i nie miałem czasu zrobić a w bicyklu nr 2 jebły mi szprychy od strony kasety i też unieruchomiony. Jestem skazany na dojazd do pracy z współtowarzyszami niedoli. Chociaż bicykl nr 1 odesłałbym na emeryturę bo już ma swój przebieg i ramę spawaną.