"Liberalne postawy wobec innych charakteryzują się zarówno szacunkiem dla inności, otwartością na nią, jak i obsesyjnym strachem przed nękaniem. Krótko mówiąc, inność jest mile widziana, o ile jej obecność nie jest natrętna, o ile tak naprawdę nie jest innością. Tolerancja pokrywa się zatem z jej przeciwieństwem. Mój obowiązek bycia tolerancyjnym wobec drugiego oznacza, że nie powinienem zbliżać się do niego zbyt blisko, nie wkraczać w jego przestrzeń - krótko mówiąc, powinienem uszanować jego nietolerancję wobec mojej nadmiernej bliskości. Coraz częściej pojawia się to jako główne prawo człowieka w zaawansowanym społeczeństwie kapitalistycznym: prawo do tego, by nie być "nękanym", to znaczy, by być trzymanym w bezpiecznej odległości od innych." - Slavoj Žižek
Osobiście uważam, że Dugin ma racje z krytyką globalizmu, oraz neoliberalnego uniwersalizmu, proponując za to świat wielobiegunowy. Lepiej jest gdy panuje pewna, kulturowa różnorodność. Wtedy mamy kilka niezależnych cywilizacyjnych projektów które mogą się swobodnie rozwijać i wymieniać doświadczeniami. Globalizm z kolei odgórnie narzuca konkretny (zachodni) model rozwoju jako jedyny słuszny, a wszyscy inni muszą się do niego dostosować. Problem w tym, że zachód obecnie jako jedyny w ogóle ma na siebie pomysł, że tak powiem. Inne cywilizacje bowiem nie tyle nie mogą, co zwyczajnie nawet nie oferują żadnej sensownej alternatywy dla neoliberalizmu. Rosja jest konserwatywna tylko z nazwy. W praktyce ten kraj trawi głęboki nihilizm i poczucie beznadziei. Elity mają naród gdzieś i jedynie zarabiają na sprzedaży surowców by móc sobie budować kolejne pałace. Samo społeczeństwo jest zawiedzione teraźniejszością, nie ma nadziei na lepszą przyszłość i ucieka w mityczną przeszłość kiedy istniał jeszcze ZSRR.
Chiny z kolei są komunistyczne jedynie z nazwy. W praktyce mamy tam kapitalizm tyle, że ściśle nadzorowany przez partie. Mamy tam co prawda narracje o powrocie do Konfucjusza i socjalizmie o chińskiej specyfice, ale to tylko pusta propaganda. Na prowincji panuje wciąż bieda, a młodzi z wielkich miast żyją dość... zachodnio. Też uczestniczą w korporacyjnym wyścigu szczurów by potem kupować w galeriach i konsumować. Różnica jest taka, że mają nad sobą większy nadzór kamer. Nic więc dziwnego, że młodzi czują się zawiedzeni kapitalizmem i zwracają się w stronę dawnych ideologii.
The chairman’s call for struggle and violence against capitalists is winning over a new audience of young people frustrated with long work hours and dwindling opportunities.
Zamiast brać udział w wyścigu szczurów, coraz więcej młodych Chińczyków praktykuje tang ping: spędzają całe dnie w domu, śpiąc czy grając w gry. To przewrotny sprzeciw wobec braku perspektyw i konsumpcjonizmu.
Z drugiej strony popularność tam zdobywa też przecież i samo chrześcijaństwo czy inne religie. Nowe pokolenie więc pomimo wzrostu jakości życia, odczuwa egzystencjalną pustkę i coś co nazywam metafizycznym głodem. Osobiście jestem zdania, że żeby cywilizacja zaistniała nie wystarczy wytworzyć dobrobyt. Potrzebna jest też kultura która zaoferuje ludziom pewien system wartości i poczucie wyższego celu. Partia komunistyczna albo nie jest wstanie tego ludziom zaoferować, albo zwyczajnie nie chce. Zamiast tego podporządkuje sobie ludzi poprzez wychowanie w kulcie posłuszeństwa i rozwój środków nadzoru (system zaufania społecznego).
Co do świata islamu to ta religia jest obecnie bardziej żywa niż chrześcijaństwo i ciągle zdobywa wyznawców. Problem w tym, że muzułmanie są zbyt mocno podzieleni i skupieni na konfliktach między sobą by jakiś większy projekt cywilizacyjny mógł tu zaistnieć. Ameryka południowa choć religijna to jest póki co trawiona przez biedę, korupcje i wysoką przestępczość. Brakuje tam też stabilności politycznej, a i miedzy samymi krajami nie ma jakieś zgody. O afryce szkoda natomiast w ogóle mówić. Pozostają jeszcze Indie, które choć mierzą się z wieloma problemami to są dla mnie wielką niewiadomą i jestem bardzo ciekawy jak ten kraj się rozwinie w przyszłości.
Problem w tym, że zachód obecnie jako jedyny w ogóle ma na siebie pomysł, że tak powiem.
Cywilizacje upadają nie przez parcie z zewnątrz tylko przez dialektyczne sprzeczności od początku w nie wpisane. Liberalny kapitalizm zachodu od nich trzeszczy od dawna, choć takie wydarzenia jak wygrana w zimnej wojnie pozwalają zamieść pewne problemy pod dywan.
W życiu niby chodzi o osiągnięcie szczęścia, ale nikt do końca nie wie czym to szczęście jest, ani tym bardziej jak je osiągnąć. Mam więc wrażenie, że stanu zwanego szczęściem albo nie ma, albo występuję wyjątkowo rzadko i w praktyce nie warto do niego dążyć. Najlepszą odpowiedzią pozostaje więc albo akceptacja absurdalności i niedoskonałości egzystencji, przy dzielnym znoszeniu tego stanu (Nietzscheanizm), albo stoicyzm/buddyzm, albo ucieczka w mistycyzm, albo samobójstwo. Pozostaje więc filozoficznie po stronie pesymizmu.
Każdy ma szczęście w sobie. Tylko współczesny świat wokół człowieka ogranicza i wyrabia przeświadczenie, że szczęście to coś na zewnątrz no i musisz je mieć non stop. Ale jest chaczyk, możesz je mieć jak będziesz miał te rzeczy, zobacz reklamę z szczęśliwymi ludźmi, by wbić ci to do głowy. Wiele plemion, które wiodą proste życie są bardzo szczęśliwi według różnych analiz. Ta gonitwa za szczęściem przyczyniła się do rozwoju cywilizacji, biorąc to uczucie i wieszając jak marchewkę na patyku, za którą miliardy gonią każdego dnia. Czasem gdy ludzie coś kupują czują szczęście nie dlatego, że ten produkt, rzecz im to dała. Ale na chwilę zabrała jakieś wewnętrzne cierpienie lub subtelniej z niemieckiego Ankst i to pozwoliło szczęściu zainstnieć na krótką chwilę. Potem znowu wracają na kołowrotek dla chomika i świat się toczy dalej.
@NatenczasWojski to akurat jest najgorszy sposób, bo oduczasz w ten sposób organizm samemu produkować te substancje (prosta droga do depresji) plus obciążasz organizm toksynami
@Al-3_x tradycyjnie - błędne założenia, błędne wnioski. nie wiemy o co chodzi w życiu. z obserwacji można wywnioskować, ze do życia potrzebujemy celu, jaki by on nie był. wtedy możemy dobrze i godnie przeżyć życie, nawet w cierpieniu, nie będąc szczęśliwymi. czyli trochę coś w ten deseń jak @zuchtomek pisał. cel może nam wskazać religia, kultura, praca, rodzina. bez znaczenia gdzie go znajdziemy. organizm, który celu nie ma, szybko obumiera. podobnie jak organ nieużywany zanika. organizm, który ma cel, jest w stanie przeżyć wszelkie niedogodności. myślę, ze ludzie są w gruncie rzeczy jednym bytem, podzielonym tylko pomiędzy różne ciała. ważne, zeby nie wyrządzać szkody innym ludziom, bo tak naprawdę wyrządzamy wtedy też szkodę sobie. nie szkodzic innym, nie szkodzic sobie - generalnie dbać o życie i zapewnić mu przeznaczenie. a szczęście.. raz jest, raz go nie ma. na pewno nie jest niczym trwałym, jak i wszystko na tym świecie.
"Szczęście nigdy nie było ważne. Problem polega na tym, że nie wiemy, czego tak naprawdę chcemy. To, co czyni nas szczęśliwymi, to nie otrzymanie tego, czego chcemy. Ale marzenie o tym. Szczęście jest dla oportunistów. Myślę więc, że jedynym życiem dającym głęboką satysfakcję jest życie w wiecznej walce, zwłaszcza walce z samym sobą. Jeśli chcesz być szczęśliwy, pozostań głupi. Autentyczni mistrzowie nigdy nie są szczęśliwi; szczęście jest kategorią niewolników." - Slavoj Žižek
@rain zawsze mówiłem że prości mają prościej, ale też trudno mi się zgodzić z tym, że mistrzowie zawsze są nieszczęśliwi, mimo że brzmi to prawdopodobnie xD. Wolę o marzeniach myśleć w bardziej prostoliniowy sposób, bez podziałów;
@Odczuwam_Dysonans też często mi się wydaje, ze ludzie, którzy "po prostu żyją", a nie analizują wszystko w tę i we w tę są szczęśliwsi.
Przypomniała mi się historia sądu Parysa z mitologii greckiej. Wszyscy wiedzą, miał sobie wybrać od każdej z 3 bogiń to, co mu najbardziej odpowiadało. Atena oferowała mu wielką mądrość, ale Parys pomyślał sobie coś w stylu że nigdy nie widział żadnego szczęśliwego mędrca. Dlatego wybrał cudzą żonę.
@rain pamiętajmy też, że Parys rozpętał tym wojnę trojańską, YOLO :V
Ja miałem przykład takiego ziomeczka, prosty chłop ze wsi, nawet pisać bez błędów nie potrafił za bardzo. Mimo tego zawsze miał przy sobie jakąś dziewkę, też intelektem nie grzeszyły, ale żyli sobie i git. Podczas kiedy ja się zmagałem z depresją i nieudanymi próbami związków, i w ogóle życie mnie dojeżdżało
Co doprawdy z czasem związał się z ćpunką, która zniszczyła mu życie na własne życzenie, a z nami zerwał kontakt i w ogóle narobił syfu, więc trochę to zburzyło ten mój pogląd o prostych ludziach, aczkolwiek mam jeszcze jednego takiego w odwecie, porządnego i pracowitego chłopa, i u niego to się raczej sprawdza.
Ogólnie no to tak, jak się nie analizuje przesadnie tylko bierze co życie daje to na pewno jest nieco łatwiej. Overthinking chyba nikomu nie służy. Z drugiej strony co zrobić, jak myśli atakują ¯\_(ツ)_/¯ proza życia. Jednak czy to warunkuje nasze poczucie szczęścia? Osobiście dla mnie to wszystko to kwestia chemii w mózgu, no bo do tego to się sprowadza, jednak nie jest to na pewno proste - na tą chemię składa się całe nasze jestestwo, co jest już ciężkie do ubrania w jakiekolwiek miary. No ale cóż, to temat na zupełnie inną, długą rozmowę
@rain Żiżek z tym europejskim chrześcijanocentrycznym myśleniem, że trzeba cierpieć, że na tym polega inteligencja, że się człowiek siłuje z własnym jestestwem.
Ciekawe co mądrego by miał do powiedzenia na temat wschodnich mędrców którzy właśnie po tym byli rozpoznawani, że są rzeczywiście mądrzy, bo są szczęśliwi.
Jak ktoś nie umie swojego rozumu używać i myśli nawet wtedy kiedy nie powinienem to jest to po prostu aktywna głupota, podobna do tej pasywnej o której tutaj pisał.
Ktoś kto bezmyślnie ucieka na drzewo przed dzikiem jest mądrzejszy od kogoś kto w takiej sytuacji myśli co ma zrobić. Aktywnie myślenie nie jest wartością dodatnią samo w sobie.
Jak ktoś nie umie się cieszyć z chłodnego powiewu wiatru w lato, bo ciągle coś goni - ale nawet nie wie co - to ja bym tego przejawiem wysokiego intelektu nie nazwał, zwłaszcza jeżeli jednak tym celem nadrzędnym jest osiągnięcie szczęścia.
Ciekawe, że ciągła gonitwa jak pies na rozkaz pana za patykiem jest dla niego wolnością, a niezależne postępowanie niewolnictwem.
Szczęście to jest dla mnie jak znajdę zapomniane całe sto złotych polskich przypadkiem w kieszeni spodni 😊 proste rzeczy, małe sprawy, drobne sukcesy i osiągnięcia, jak ktoś umie to docenić to będzie bardziej zadowolony z życia. Przecież nie koniecznie oznacza to bycie głupcem lub człowiekiem, który mierzy bardzo nisko.
Jakiś czas temu pisałem tutaj o koncepcie świadomego internetu. Jak się okazuje, nie jest to wyłącznie moja hipoteza i już wcześniej ta idea była eksplorowana w ramach idei chińskiego mózgu.
W skrócie chodzi tu o eksperyment myślowy dotyczący koncepcji gdzie każdy chińczyk wyposażony w telefon lub krótkofalówkę odgrywał by role pojedynczego neurona. Komunikacja między chińczykami poprzez telefony miałaby natomiast symulować pracę aksonów i dendrytów łączących neurony poprzez które dochodzi do wymiany informacji. Zadawane jest tu więc pytanie czy wtedy naród chiński stworzyłby nowy samoświadomy byt podobny do nas samych?
Eksperyment ten opiera się na idei, że stan psychiczny nie musi wytwarzać konkretna biologiczna masa i sam materiał nie jest istotny, a sposób działania danej rzeczy. Podejście to nazywamy funkcjonalizmem. Niektórzy filozofowie, jak Daniel Dennett , doszli do wniosku, że chiński mózg rzeczywiście tworzyłby więc stan psychiczny. Według mnie osobiście również jest to potencjalnie możliwe (nawet jeśli byłaby to bardzo słabo rozwinięta świadomość). Dlatego też lubię idee świadomego internetu. Zresztą motyw ten po części eksploruje już anime serial experiments lain gdzie sama główna bohaterka końcowo okazuje się właśnie fizyczną manifestacją ludzkiej nieświadomości zbiorowej która stała się samoświadoma właśnie poprzez rozwój sieci. Niektórzy fani anime (których pełno na 4chanie) uważają, ze taki scenariusz jest możliwy i w naszym świecie co dało podstawy pod nowy nurt internetowej religii zwanej Lainizmem, którą zresztą sam wyznaje. Z niecierpliwością wyczekują więc oni narodzin swojego internetowego bóstwa.
Noosfera to chrześcijański i katolicki koncept, już ksiądz de Chardin wskazywał, że ewolucja przechodzi od form prostych do złożonych, a Bóg jest noosferycznym "systemem operacyjnym" Wszechświata (punkt Omega).
Chaos prawny jaki panuje obecnie w Polsce nie tyle kompromituje nasze państwo, co pewnego rodzaju styl myślenia o nim.
Nie mam tu najmniejszego zamiaru tego wszystkiego streszczać.
O obecnym prezesie TVP, panach Mariuszu K. i Macieju W., Sądzie Najwyższym, Trybunale Konstytucyjnym, Krajowej Radzie Sądowniczej i jeszcze wielu różnych sprawach które narosły przez ostatnie (ponad) 8 lat można przeczytać w wielu różnych miejscach, które łączy jedynie to, że wszystkie przyznają istnienie ogromnego chaosu.
Skupmy się więc na jednej sprawie jaką było przejęcie władzy nad TVP Info.
Był 20 grudnia godzina 11.18 kiedy z anteny zniknął sygnał owianej złą sławą stacji i pojawił się serial „Korona Królów”. Jak do tego doszło? Jedna strona twierdzi, że na mocy legalnej decyzji Ministra Kultury który odwołał poprzedni zarząd. Druga strona, że na mocy nielegalnego przejęcia. A co ja sądzę? A ja sądzę, że na mocy przełączenia odpowiedniej wtyczki przez firmowego informatyka.
Kilka dni temu świat obiegły zdjęcia kolesia, który przyszedł na koncert noworoczny w filharmonii wiedeńskiej w białym t-shircie
Uznano oczywiście, że to całkowity nietakt itd. Ale co by było, gdyby z roku na rok coraz więcej osób olewało dress code, tak, że w końcu w smoking wbije się jedna osoba albo wręcz nikt? Cóż, można powiedzieć, i zapewne znajdą się tacy, że po prostu właściwie ubrana jest tylko jedna lub żadna osoba. Z drugiej strony, jeżeli prześledzimy kanony mody męskiej, to swego czasu i panowie w smokingach byliby uznani za niewychowanych nuworyszy.
Oczywiście takie dywagacje nad sensem dress codu mogą się wydać liczeniem diabłów na szpilce.
I w pewnym sensie takie są. Całe średniowiecze to epoka zaciekłych metafizycznych sporów, znacznie zresztą poważniejszych niż liczenie diabłów. I rzeczywiście, jeżeli przyjmiemy na przykład za podstawę wnioskowania Biblię i pracę jakiegoś tam teologa X to możemy wywieść logiczne wnioski na temat np. natury Boga. Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo na podstawie czego uznać taką, a nie inną podstawę wnioskowania bez popadania w dogmatyzm pdt „a no bo tak”.
W znacznej mierze podobnie ma się sprawa z normami prawnymi.
Mamy, na ten przykład, dwie władze (czy co najmniej dwie?) w TVP. Jedna powołuje się na werdykt Rady Mediów Narodowych, druga na decyzję Ministra. Kto ma rację? Osobiście uważam, że ta nowa, ale część osób uważa inaczej. Wydawałoby się więc, ze ktoś z nas się myli.
Na poziomie czysto spekulatywnym jak najbardziej tak.
W praktyce jednak fakty są takie, że obie grupy zachowują się zupełnie inaczej, jakby właściwy porządek był zupełnie inny. W normalnej sytuacji należałoby się odwołać do jakiejś wyższej instancji (np. sądu) który orzeknie kto ma rację. Ale wtedy przenosimy się po prostu o piętro wyżej i pytamy dlaczego aby właściwie uznawać ten wyrok za wyrok, a nie inny? Co przecież ma miejsce w przypadku byłych posłów K. i W.
Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka
Po pierwsze, że wszelkie szeroko rozumiane źródła prawa niewiele się w swej istocie różnią od metafizyki o której pisałem wyżej. Pozytywiści prawniczy uważali, że problem ten dotyczy tylko zwolenników tzw prawa naturalnego. Prawem, zdaniem pozytywistów jest tylko to co jest zapisane w aktach prawnych.
Abstrahując już jednak od tego, na jakiej podstawie powinniśmy zgodzić się na dany akt prawny pozostaje jeszcze jedna kwestia.
Bo pozytywizm idzie w nieodłącznej parze z innym wynalazkiem oświecenia – konstytucjonalizmem. Takim więc punktem archimedejskim który pozwala wszystko w prawie rozstrzygnąć miałaby być konstytucja. No dobrze, ale jeden czyta konstytucję i jego zdaniem sprawy się mają tak – a drugi czyta, i uważa, że inaczej. Jak to rozstrzygnąć?
To pytanie jest w swej istocie beznadziejne.
Odpowiedź na nie byłaby bowiem kolejną teorią, którą znów różne osoby mogłyby również w różny sposób odnosić do praktyki. Pomiędzy teorią a praktyką z zasady nie może więc stać kolejna teoria tylko władza umysłowa jakiegoś trzeciego rodzaju – w tym wypadku władza sądzenia, która sprawia że uznajemy takie a takie reguły za właściwe w danej sytuacji.
Zbierzmy więc to wszystko do kupy i odnieśmy do tytułu dzisiejszego wpisu
Widzieliśmy w ostatnich dniach wyciąganie wtyczki, składanie akt z pominięciem sekretariatu czy wyłączanie kart do głosowania przez pracowników kancelarii. Wszystko to są czynności czysto faktyczne, wykonywane przez szeregowych ludzi. Oczywiście, można powiedzieć, że nad sekretarką i informatykiem stoją ludzie mogący ich odwołać. Ale to odwołanie również trzeba wykonać przy pomocy jakichś sekretarek, strażników czy informatyków.
Krótko mówiąc: prawem jest to, co za prawo uznają ludzie
A władzą są te instytucje i osoby którym ludzie dają posłuch. Gdybym ja próbował wejść do Sejmu i zagłosować to by zadzwonili po policję albo pogotowie. Ale nie dlatego, że nie mam żadnych papierów na swoje racje, tylko dlatego, że nikt poza mną by mnie za posła nie uważał.
Klucz do zrozumienia obecnego chaosu nie leży w prawnym galimatiasie (choć on oczywiście jest) tylko w podziale społecznym, który sprawia, że ogromna mniejszość (jakieś 30-40%) absolutnie nie uznaje stanowiska większości (i vice versa). I to jest tak naprawdę źródło wszelkich problemów, bo prawo w całości jest wyrobem społeczeństwa, więc jeżeli jakaś grupa ludzi się za społeczeństwo nie uznaje to o żadnym prawie nie może być mowy.
PS: Podobał się wpis? Rozważ proszę małe wsparcie (od niedawna można przy użyciu karty)
@GordonLameman będzie utrzymywał,że to podejście nie jest słuszne bo jest jeszcze orzecznictwo itd itp, a samo orzecznictwo i nie tylko jest tylko prawniczą "warstwą stabilizującą". Fakt jest jednak taki,że ja też to tak trochę widzę clue praktyki stosowania prawa...
Kiedys czytałem o modzie meskiej, Któryś o obecnych ubrań uznawany za elegancki był strojem do jazdy konnej i w swoim czasie noszenie go w innych sytuacjach to było nietaktowne. Ttakie dresiarstwo.
Pamiętam że na jednym z wykładów o prawie wykładowca podał przykład tego jak na co dzień w Polsce jest łamane prawo podatkowe- jedna z zasad podatkowych mówi o jednokrotnosci podatku- a prosty przykład vatu i akcyzy czy PCC i podatku dochodowego ta zasadę łamie.
Dugin od lat wykazywał zainteresowanie psychologią głębi Junga i powstałą na jej bazie socjologią głębi. Kilka lat temu opublikował on artykuł o znamiennym tytule "Post-antropologia" gdzie przedstawia on tam swoją wizje (przepowiednie) jak jego zdaniem ewoluować będzie cywilizacja zachodu. Zdaniem Dugina zachód opiera się na micie wszechmogącego rozumu, który jest dla nas gwarantem dalszego cywilizacyjnego postępu. Tym samym odwołuje się on do tezy stawianej przez przedstawicieli szkoły frankfurckiej, Theodora Wiesengrunda Adorna i Maksa Horkheimera w ich wspólnej książce "dialektyka oświecenia". Mit ten miał formalnie narodzić się wraz z nastaniem epoki oświecenia, ale Dugin odwołując się do twórcy socjologi głębi, G. Duranda uznaje raczej, że istniał on już dużo wcześniej pod postacią mitu prometejskiego. Sam Prometeusz natomiast miał się później ukazywać jako chociażby postać Fausta. Zdaniem niemieckiego filozofa, Spenglera to właśnie typ faustowski, a nie apoliński miał reprezentować typowego przedstawiciela zachodniej kultury.
20 wiek jednak doprowadził do upadku mitu ciągłego postępu rozumnego człowieka. Wiązało się to z 1 i 2 wojną światową, powstaniem licznych totalitaryzmów i rozwojem broni atomowej. Dało to jednak pole do narodzin nowej epoki zwanej powszechnie postmodernizmem. Dugin utożsamia ten okres z nastaniem społeczeństwa spektaklu opisanego przez G. Deborda i władzą symulakrów co z kolei opisał J. Baudrillard. Zdaniem Dugina nastał więc okres gdzie władza logosu upadła i obudziliśmy się w czymś co Bauman określa mianem płynnej nowoczesności gdzie nie ma już żadnych pewników ani stałych wartości. Wszystko zostało zrelatywizowane, a prawda została zastąpioną ciągle powielającymi się symulakrami. Mówiąc krótko nastał okres chaosu co Dugin utożsamia z zejściem człowieka cywilizowanego ponownie w ramiona zbiorowej nieświadomości. Jung pisał, że logos różnicuje byty, gdy w nieświadomości wszystko stapia się w jedno. Stąd też zdaniem naszego rosyjskiego filozofa tożsamości narodowe, religijne czy nawet płciowe zaczynają być coraz bardziej rozmyte. Człowiek współczesny to wieczny nomad Deleuzego. Nie jest przywiązany do swojej ojczyzny bo jest kosmopolitą. Jeśli w coś wierzy to tylko powierzchownie. Płeć natomiast jest obecnie czymś całkowicie płynnym jak to mówi nauka Gender. Nie ma już problemu by ktoś rano czuł się kobietą, popołudniu mężczyzną, a wieczorem uważał się za kogoś całkowicie bezpłciowego.
Tym samym nastał więc zmierzch zachodu co przewidywał wcześniej wspomniany Spengler. Oczywiście dalej istnieje jeszcze opisana przez Junga anima i animus które symbolizują esencjalny pierwiastek kobiecy i męski. Jest on jednak rozmyty i objawia się on już co najwyżej w świecie wirtualnym (Dugin przewidział wirtualne youtuberki xD). Z nieświadomością jednak zawsze związany jest cień i to właśnie on ma panować w naszej epoce. Archetyp cienia natomiast objawia się często pod postacią chociażby szatana w naszej kulturze. Dlatego właśnie Dugin określa naszą cywilizacje satanistyczną. Dugin nie pisze tam dokładnie jak się temu przeciwstawić, ale wiąże pewne nadzieje z narodzinami postaci, którą określa mianem radykalnego podmiotu o której kiedyś już tutaj pisałem. Tak czy inaczej mam nadzieje, że ten wpis nieco wam przybliżył lepiej poglądy tego pana, które choć mocno kontrowersyjne uważam za bardzo ciekawe, nawet jeśli z wieloma jego tezami się nie zgadzam.
"Kiedy pokazuje się nam sceny głodujących dzieci w Afryce, wzywając nas do zrobienia czegoś, by im pomóc, ideologiczne przesłanie brzmi mniej więcej tak: "Nie myśl, nie politykuj, zapomnij o prawdziwych przyczynach ich ubóstwa, po prostu działaj, wpłacaj pieniądze, abyś nie musiał myśleć!" - Slavoj Žižek
@rain ostatnio w raporcie o stanie świata polski specjalista ds międzynarodowych powiedział, że wg szacunków Afryka więcej traci na korporacjach nie płacących podatków, już dostaje pomocy humanitarnej.
"Doświadczamy miłości jak wielkiego nieszczęścia, potwornego pasożyta, permanentnego stanu wyjątkowego, który rujnuje drobne przyjemności." - Slavoj Žižek
Kochani, jeśli macie coś na sumieniu coś, co nie daje wam żyć i nie potraficie sobie wybaczyć, to musicie zrozumieć, że dla „Tego Od Ktorego Wszystko Się Zaczęło” - to nie ma żadnego znaczenia.
Wszyscy jesteście jak kamienie szlachetne - żywe diamenty.
Kazdy jest niepowtarzalny i każdy ma swój unikalny zestaw talentów.
Perła ubrudzona obornikiem, nadal ma taką samą wartość, jak czysta perła namaszczona najdroższym balsamem.
Wystarczy ją umyć, czyli: przyznać się do błędów, wyrazić skruchę i poprawić swoje postępowanie, w taki sposób, żeby nie gryzło więcej sumienia.
To uwalnia od kręcenia się w pętli idiotycznych postępków i nie jest to akt poniżenia, a akt najwyższej odwagi.
Najpierw wartościowanie według atrakcyjności ciała uchodziło za nieetyczne i nieempatyczne, ponieważ na ciało nie mieliśmy wpływu, nie wybieraliśmy go, było nam dane od Boga (losu, natury).
Potem, dzisiaj – nie wypada tak wartościować, ponieważ choć wpływ mamy, wymaga on pieniędzy, toteż ciało i szerzej: wygląd – jest pochodną statusu materialnego i ludzie wartościujący wedle ciała nie różnią się od drapieżnych darwinistów ekonomicznych.
Ale ceny spadają, technologie tanieją, przerabianie ciała staje się coraz łatwiejsze, coraz naturalniejsze, począwszy od higieny osobistej, ubioru; coraz cieńsza tu granica między ciałem wirtualnym i ciałem fizycznym, i już za chwilę –
„Zadbaj o siebie! To nieuprzejme – być brzydkim”.
Najgłębszym wpływem pornografii na kulturę nie są rewolucje w savoir-vivrze sypialni, przesunięcie granicy intymności czy banalność piękna z „Playboya”, lecz photoshop wbudowany już na stałe w nasze oczy.
Źródło: Jacek Dukaj "Po Piśmie", fragment rozdziału "Trzecia Wojna Światowa Ciała z Umysłem"
Już pół biedy jak ktoś jest w jakiś sposób nieforemny, nieproporcjonalny - to bardzo trudno zmienić. Ale by się uczesać, ogolić, umyć, ubrać czy ogarnąć trochę twarz u kosmetyczki - to już nie są duże pieniądze do zainwestowania a poprawiają mocno nasz obraz u innych.
@Dalmierz_Ploza ubrać ale jak? Wedle powszechnego wzoru, od linijki?
Dla mnie na przykład sporą część współczesnej garderoby wygląda zwyczajnie źle, nawet za garniturami nie przepadam, przed ustandaryzowanymi garniturami ubiory oficjalne znacznie lepiej się prezentowały w naszym regionie.
No i jest dosyć solidny zgrzyt jak ktoś się "postara" a w cudzych oczach wygląda gorzej aniżeli ktoś kto włożył zero wysiłku w swój ubiór.
Gdzie znowu, dochodzi do absurdów gdzie w ubiorze codziennym ludzie przekładają - względną jak już pisałem - estetykę nad funkcjonalność. Brak kieszeni w ubiorze itd. to jest tak powszechny powód do narzekań, że to głowa mała. Ale jak się wspomni komuś żeby na codzien nosił bojówki to wielu wręcz czuje się obrażonym.
Gdzie znowu ja na co dzień wyglądam byle jak ale jak szykuje się do wyjścia to kobiety częściej mój ubiór komplementują.
To co się obecnie dzieje z modą powszechną to jest naprawdę kolejny absurd.
Twarz iść do kosmetyczki ogarniać, nie masz nic lepszego do roboty? xD
Jednocześnie jak chodziłem z rozbitym czołem to się zainteresowanie płci przeciwnej miałem największe ze szramą na czole... Ty to byś to jeszcze próbował ukrywać i pudrować zamiast po prostu mieć rozbite czoło i tyle.
Gość wziął sobie usiadł, oblał się benzyną, podpalił i tak siedział do końca i nawet nie mruknął.
Nie chodzi mi tutaj o powód samospalenia.
Nie mnie oceniać czyn człowieka, który zmuszony został do takiego posunięcia, ale sama kontrola nad umysłem jest godna podziwu. Warto się nad tym pochylić, zastanowić przez chwilę…
Gdzieś mi się obiła informacja, że wśród mnichów buddyjskich, zdarzają się przypadki, że jak któremuś „już się nie chce tutaj być” - czyt. osiągnął wszystko i więcej nie jest w stanie się nauczyć, doświadczyć - to żegna się z braćmi ze świątyni i siada do medytacji, wstrzymuje oddech i nara, Nirvana.
Napisałem pobieżnie i proszę się nie czepiać o szczegóły, bo wiem że np. sam się nie oblał benzyną, ale to nie ma większego znaczenia.
Staram się do pewnego stopnia śledzić rozwój sztuki współczesnej. Nie mam tu jednak na myśli sztukę którą możemy zobaczyć w galeriach, gdzie banda snobów może zachwycać się nad głębią czarnej kropki na białym tle i puszki z kałem. Chodzi mi o twórczość oddolną, stworzoną często na łamach społeczności internetowych jak chociażby Vaporwave kilka lat temu. Ogólnie to zgadzam się przy tym z tezą Junga, że w dziełach artystów często można dotrzeć treści naszej zbiorowej nieświadomości. Dlatego też popularyzacja estetyki liminal space, czy weirdcore oraz muzyki breakcore uważam za przejaw pewnego sygnału, że w zbiorowej psychice coś się jednak dzieje. Mam tu na myśli coraz powszechniejszy problem zaburzeń depersonalizacji–derealizacji. Weirdcore czy Liminal Space raczej odwołują się do naszego powszechnego poczucia wyalienowania. Nie chodzi tu jednak już o wyalienowanie społeczne o którym pisał Erich Fromm tylko o poczucie wyobcowania z samej rzeczywistości. Heidegger pisał, że człowiek egzystuje zawsze w świecie/przestrzeni. Co jednak jeśli świat zaczyna się nam wydawać nierzeczywisty, odrealniony? Podstawa naszej egzystencji zostaje wtedy utracona. W takim przypadki nic dziwnego, że przekłada się to na naszą własną depersonalizacje. Człowiek traci w ten sposób poczucie realności własnej egzystencji. Do zaburzeń naszej tożsamości nawiązuje z kolei właśnie muzyka breakcore. Wydaje mi się, że winę za ten problem ponosi postmodernizm w sensie epoka postmodernizmu lub jak by to powiedział Bauman, epoka płynnej nowoczesności. W świecie symulakrów gdzie nic nie jest już święte, gdzie wszystko można poddać krytyce, zironizować lub podważyć i gdzie nie ma już pewnych stałych człowiek naturalnie czuje się zagubiony. Osobiście uważam jednak, że ten problem się pogłębi w kolejnych.
@Al-3_x akurat ponowna moda na breakcore to nie powiedziałbym że wynika z czegokolwiek innego niż z brzdąców które się tego osłuchały jak ich młodociani rodzice grali w gry w okolicach 2000 roku. Mnóstwo gier wtedy miało soundtrack oparty na breakcore.
@Al-3_x pojęcia nie mam, jak wpisałem breakcore na YT to mi dało po prostu podobny breakcore do tego starego.
Ty chyba jakiś konkretny podtyp masz na myśli ale to już nie jest moja wina, że zamiast opisać dokładnie dałeś samo breakcore.
Niestety, jasnowidzem nie jestem.
Inna rzecz, że zazwyczaj dobrym tropem do zrozumienia konkretnej muzyki nie są wcale jakieś abstrakcyjne tropy tylko bardziej przyziekne elementy. Na przykład jakie narkotyki są współcześnie popularne. Jak muzykę z lat 70tych słuchałem po białym proszku to bylo to zupełnie inne przeżycie, jakby zaskoczyła poprawnie.
"Pomyślmy o dziwności dzisiejszej sytuacji. Trzydzieści, czterdzieści lat temu [cytat jest z 1994 r. - rain] wciąż debatowaliśmy nad tym, jaka będzie przyszłość: komunistyczna, faszystowska, kapitalistyczna, jakakolwiek. Dziś nikt nawet nie debatuje nad tymi kwestiami. Wszyscy po cichu akceptujemy globalny kapitalizm. Z drugiej strony mamy obsesję na punkcie kosmicznych katastrof: rozkładu całego życia na Ziemi z powodu jakiegoś wirusa, uderzenia asteroidy (...) itd. Paradoks polega więc na tym, że znacznie łatwiej jest wyobrazić sobie koniec wszelkiego życia na Ziemi niż znacznie skromniejszą radykalną zmianę w kapitalizmie." - Slavoj Žižek
@rain Zizkowi do głowy nie przyjdzie, że kiedyś po prostu ludzie zajmowali się pierdołami, a teraz nadal zajmują się pierdołami. Do tego uogólnianie dyskwalifikuje filozofa.
@Kahzad tbh cofnijmy się o sto lat i zróbmy listę 10 najlepszych filozofów w wieku produkcyjnym, a potem to samo tylko ad 2024. Nie, kiedyś faktycznie zajmowano się poważniejszym tematami.
Załóżmy, że rozwiązany zostanie problem nieinwazyjnego skanu stosownej rozdzielczości i że to nie generyczny mózg Homo sapiens będzie się tam procesować, lecz idealna kopia mózgu konkretnego człowieka, jakiegoś Jana Kowalskiego. I że ten wirtualny Jan Kowalski (JKV) będzie mówił i zachowywał się dokładnie tak samo jak Jan Kowalski z realu (JKR).
Ba, więcej: niechby nawet skany mózgu JKR pokrywały się ze skanami JKV. Rzecz jasna nadal nie pozwoli nam to stwierdzić, czy w JKV odtworzono także świadomość czy JKV nie jest jedynie bardzo skomplikowanym chińskim pokojem.
Ale wystarczy wyjść poza eksperymenty myślowe operujące na konstruktach logicznych. To ludzie mieliby wyemigrować z ciał, to w ludzkiej kulturze odbije się nieśmiertelność. Paradoks chińskiego pokoju pozostanie w mocy – lecz cóż z tego?
Spotykasz oto JKV, zawiadującego swym nowym ciałem biologicznym czy niebiologicznym, albo też po prostu kontaktujesz się z nim na co dzień w takim czy innym wirtualu; nadto nie jest JKV żadnym ewenementem, takich „cyfrowych obywateli” masz wokoło mnóstwo, reagują jak ludzie, pracują jak ludzie, uczestniczą w kulturze jak ludzie – i co się dzieje? Prędzej czy później się z nimi o s w a j a s z.
Filozoficzne dywagacje przestają mieć znaczenie w obliczu codziennego doświadczenia. Już teraz otacza nas tyle elektroniki i maszynowej inteligencji, że człowiek przeniesiony tu z zarania cybernetyki nie dałby nam spokoju pytaniami o testy Turinga i tym podobne kwestie, wówczas uważane za kluczowe. Tymczasem testy Turinga przechodzą codziennie miliony botów w Internecie; łatwiej raczej wziąć kolejnego anonima na czacie za prosty algorytm konwersacyjny. A my nie poświęcamy temu uwagi. Nie zastanawiamy się. Żyjemy już w środowisku prymatu informacji nad materią, stało się ono dla nas naturalnym. Odpisując na e-maile, SMS-y, współpracując i rywalizując w Sieci z awatarami nieznajomych, zaprzyjaźniasjąc się na społecznościówkach z personami skonstruowanymi ze słów, obrazów, skojarzeń kulturowych, oswoiliśmy się z życiem czystego Umysłu.
Źródło: Jacek Dukaj "Po Piśmie", fragment rozdziału "Trzecia Wojna Światowa Ciała z Umysłem"
"przejście z myślunku pisma w myślunek post piśmienny nie oznacza wszakże jedynie wewnętrznej przemiany ludzi. Jak to było z pismem? Najpierw pojawia się technologia. Ona zmienia pole i zasady gry. Dopiero potem orientujemy się, że pozostając nadal na szczycie starych hierarchii przegrywamy w realnym świecie. Tak się musieli czuć mędrcy świata oralnego w konkurencji z bezczelnymi dziećmi pisma, i tak czuja się dziś w okresie przejściowym do pełnej kultury transferu przeżyć. Rekordziści IQ myślunku pisma przegrywający z ledwo piśmiennymi młodziakami urodzonymi w rozbuchanych technologii audio i video, nie piszącymi, bo przeżywającymi."
"Ale w radykalnie ateistycznym wszechświecie jesteś odpowiedzialny nie tylko za wypełnianie swoich obowiązków, ale jesteś także odpowiedzialny za decydowanie, co jest twoim obowiązkiem. " - Slavoj Žižek
Interesujące jest to jak ludzie z karierą medialną świetnie się sprawdzają w polityce. Reagan który był aktorem, Trump który bardzo często występował w telewizji i prowadził nawet własny program telewizyjny, Zełenski, który był komikiem, a obecnie u nas Hołownia, czy Braun. Niekoniecznie chodzi tu o to, że występowanie w samej telewizji daje jakąś wiedzę jak sprawnie rządzić krajem, co raczej pokazuje, że praca polityka w opiera się głównie na robieniu dobrego show. W końcu czym innym była akcja z gaśnicą jak nie pewną formą inscenizacji przed kamerami. Braun choć z pozoru niczego tym działaniem nie osiągnął, to miało ono spore znaczenie symboliczne. Udało mu się przy tym nagłośnić sam temat i rozpocząć dyskusje co jest częstą taktyką próby przesuwania okna Overtona. Lewica stosuje podobne zabiegi. Przykładem może być niszczenie bezcennych obrazów van Gogha i Moneta przez ekologicznych aktywistów. Choć dla przeciętnego człowieka jest to forma skandalu to nagłaśnia ona sam temat, a o to tu chodzi.
Również to co się działo w siedzibie TVP ostatnio miało bardziej charakter odgrywania przedstawienia. Chodziło o pokazanie samych siebie przed swoimi wyborcami jako ofiary nowej władzy poprzez budowanie skojarzeń z dawną opresją władzy komunistycznej wobec opozycji. PO w pewnym sensie też to robiło tworząc KOD gdy to PiS przejął władzę. Oczywiście odgrywanie show w polityce nie jest niczym nowym. Nawet taki Hitler był znany przede wszystkim ze swojego talentu oratorskiego i występowania na scenie przed tłumami. Sam Hitler uważał, że należy program partii upraszczać to 25 łatwych do zapamiętania chwytliwych haseł i sloganów, które przeciętny wyborca będzie wstanie spamiętać. Dziś ogranicza się to już do 5 postulatów. Goebbels i Speer natomiast wiedzieli jak zbudować w okół niego odpowiednią otoczkę by ludzie łatwo dali się porwać ideologi nazistowskiej.
Oczywiście spektakle nie są tylko typowe dla demokracji. Putin co kilka lat urządza wielki spektakl zwany wyborami choć ich zwycięzca jest już dobrze znany. Ma to jednak legitymizować jego władzę. To samo robi chociażby Łukaszenka choć w 2020 przesadził czego efektem były protesty. Polityczne inscenizacje mają bowiem swoją moc oddziaływania tak długo jak będą się wydawać rzeczywiste. Gdy przestają takowymi być to tą moc tracą i wtedy czasami następuje pewne przebudzenie wśród mas. Wszystko to opisał już Guy Debord kilkanaście lat temu, który głosił, że żyjemy w społeczeństwie spektaklu. Ludzi nie tyle interesuje rzeczywistość co bardziej wolą się porwać chwytliwej akcji propagandowej (lub marketingowej jeśli mówimy o życiu w późnym kapitalizmie) Dlatego zgadzam się ogólnie z tezą, że polityka współczesna nie opiera się na rządzeniu co tworzeniu jak najbardziej wiarygodnych przedstawień w które ludzie są wstanie uwierzyć. Na głębszym poziomie ideologicznym chodzi też o tworzenie pewnego mitu jakby to ujął Sorel i żeby nie było, nie chodzi mi tu oskarżanie jakieś konkretnej opcji politycznej. Jak to bowiem tu opisałem, każda strona politycznego sporu to robi.
Viktor Emil Frankl - Austriacki psychoterapeuta żydowskiego pochodzenia, twórca Logoterapii, autor książki - Człowiek w Poszukiwaniu Sensu.
Przezyl piekło Holokaustu i mimo codziennej męczarni i utraty bliskich, udalo mu się przetrwać i wyciągnąć pozytywne wnioski z koszmaru, jaki dane było mu doświadczyć:
To jedna z książek, które zostawiły trwaly ślad na mojej psychice.
Mroczna, przybijająca, a zarazem pełna nadziei pozycja o tym, jak ważny jest cel życiowy, chęć zrozumienia i spojrzenie z innej perspektywy na całe zło, które nas otacza.
Jakość audiobooka pozostawia wiele do życzenia, ale według mnie całkiem dobrze współgra to z brudnym, mrocznym klimatem obozów koncentracyjnych.
Świetna książka, czytałem/słuchałem w zeszłym roku na Legimi. Co ciekawe pewne rzeczy, które zostały jednym z filarów logoterapii są też filarem stoicyzmu. Mam nawet zapisanych kilka cytatów z tej książki, które śmiało mógłbym wrzucić z tagiem stoicyzm.
Od Strachu do Oświecenia - Mapa Świadomości Hawkinsa
”Od najgłębszych Stanów depresji po ekstatyczne doświadczenia duchowe.
Ta mapa nie jest zwykła metaforą, to szczegółowy schemat, który pokazuje, jak różne poziomy świadomości wpływają na nasze życie, zachowania, a nawet na nasze postrzeganie świata…”