#filozofia

37
834

Obecnie w świecie zachodnim mamy do czynienia z wojną kulturową gdzie biorą udział dwa stronnictwa. Jedno bym określił mianem konserwatywno-liberalnej, a drugie lewicowo-liberalnej. W obu przypadkach konflikt ten daleko odszedł od kwestii ekonomicznych i zamiast tego przeszedł na kwestie normatywne. Obie strony w istocie bazują na tej samej ideologi zwanej liberalizmem. Pierwsza, ta bardziej konserwatywna pragnie zabezpieczyć możliwość swobody wypowiadania się nawet jeśli głosi kompletne kłamstwa lub zwyczajnie obraża drugą stronę. Ewentualnie mówi jeszcze o wolnym rynku, ale zaczęło to schodzić na drugi plan. Druga strona z kolei chce chronić możliwość bycia wyjątkowym. Bycie osobą queer albo reprezentowanie danej mniejszości religijnej jest tu traktowane na równi z tożsamością danej jednostki, którą trzeba chronić za wszelką cenę. Niestety ta tożsamość może okazać się krucha w obliczu zetknięcia się z dominującym dyskursem społecznym. Stąd gadka o opresyjnej kulturze, poprawności politycznej i potrzebie tworzenia dla tych osób tak zwanych Safe Zone by chronić ich przed opresyjnym światem zewnętrznym. Mamy więc tu do czynienia z hiperindywidualizmem który powoli zbliża nas do swego rodzaju solipsyzmu. Wszystko to by zapewnić im możliwość swobodnej ekspresji, gdzie nikt nie może poddać ich zachowania krytyce.


Co zabawne pierwsza strona również końcowo stosuje podobną strategie. Stąd taki Memcen broni prawa do ochrony uczuć religijnych, a Braun chce zakazywać marszy równości i do tego tworzy się strefy wolne od LGBT. Mamy więc tu pewnego rodzaju ideologiczną sprzeczność która narodziła się w łonie samego liberalizmu. Z jednej strony pragnienie maksymalizacji możliwości swobodnego wypowiadania własnego zdania, czy tam wyrażania siebie, a z drugiej potrzeba ochrony własnej tożsamości przez światem zewnętrznym, który objawia się nam jako opresyjny patriarchat, ideologia LGBT, marksizm kulturowy, faszyzm itp. To w istocie niszczy podstawę społeczną do tego czemu wolność słowa miała w istocie rzeczywiście służyć czyli do wzajemnej dyskusji w celu ustalenia wspólnych norm na których mogłaby się opierać cała wspólnota. Jest to w istocie załamanie się intersubiektywnego racjonalizmu który głosił Habermas mającego być podstawą funkcjonowania społeczeństw zachodnich. Liberalny hiperindywindualizm, niezależnie czy reprezentuje go lewa czy prawa strona, stanowi zagrożenie dla Okcydentu i rodzi jedynie patologie. Dlatego nie popieram żadnej ze stron i moim celem jest dążenie do wykorzeniania wszelkich przejawów liberalizmu na rzecz bardziej kolektywistycznej ideologii, która ustanowi wspólnotę jako najwyższą wartość.


#antykapitalizm  #revoltagainsthemodernworld  #polityka #filozofia

da5bf854-8712-4fa4-af4e-87d25740832b

@Al-3_x Jakims dziwnym trafem wiekszosc korporacji jest dzisiaj "lewicowo"-liberalna. Lewicowy biore w cudzyslow, bo z lewica defacto nie ma to nic wspolnego. Prawa pracownicze? Opodatkowanie korporacji? Masz tutaj uciskane mniejszosci, a jakimis podatkowymi bzdurami nie zaprzataj sobie glowy. Aha no i bądź eko tak jak my. Korporacje mistrzowsko rozegraly lewice ideologia woke.

Ciekawa była gównoburza gdy partia libertarian opowiedziała się za LGBT.


Problem po obu stronach tych skrajności polega na tym że nie chcą dopuścić do liberalizmu takim jakim on jest w swojej naturze, gdzie wolność mojej pięści kończy się na twoim nosie tylko tworzą własne odłamy pasujące do ich wizji swiata. To rozwiązanie nie zadowala żadnej ze stron, ma pełno rozwiazań które nie pasuje danej stronie i tworzy system na którym każda ze stron traci stąd ta walka.

Zaloguj się aby komentować

W kontekście tego czy jestem lewicowcem czy nie, postanowiłem wyjaśnić kilka spraw. W sumie od dawna chciałem tego typu wpis zrobić.


To z czym się z lewicą zgadzam, to z kwestią ekonomiczną i ekologiczną. Popieram też legalizacje związków partnerskich dla osób homoseksualnych, promowanie weganizmu/wegetarianizmu i legalizacje aborcji w przypadku gdzie jest zagrożone życie matki lub dziecko może urodzić upośledzone lub w wyniku gwałtu. Podoba mi się też krytyka kościoła katolickiego. Podoba mi się również bardziej kolektywne podejście do społeczeństwa, ale to się u mnie łączy z nacjonalizmem.


To z czym się nie zgadzam to kwestia przyjmowania imigrantów, legalizacja/normalizacja sex workingu i pornografii czy to by osoby nieletnie miały prawo zmiany płci na życzenie. Nie podoba mi się też wokeizm, aborcja na życzenie, nie popieram też BLM i mam mieszane uczucia co do koncepcji płci kulturowej. Mam też inne podejście do militaryzmu i potrzeby istnienia silnego państwa (tutaj czasami wykazuje tendencje anarchistyczne, a czasami zupełnie odwrotnie). Nie podzielam też tej niechęci do religii, czy nacjonalizmu i nie odczuwam potrzeby by państwo musiało być świeckie (właściwie to odrzucam koncept istnienia świeckiego państwa). Nie jestem jednak chrześcijaninem.


Wymieniam tu głównie podobieństwa i różnice aksjologiczne. Ontologicznie różnice, są dużo większe. Czyni mnie to jednak raczej osobę lewicową, ale niektórzy pewnie by mnie uznali za lewicującego faszystę. Sam lubię się nazywać nazbolem.


#revoltagainsthemodernworld #antykapitalizm #polityka #lgbt #filozofia

055957bf-728d-4bb9-8a36-474454eaa7af

Mieszają ci się pojęcia. LIberał nie oznacza tego samego co Lewicowiec w europie. Mają lewicowe poglądy ale lewicowiec jest bardziej nastawiony na regulacje ekonomiczno społeczne, libtard tylko jakieś zmiany kulturowe robi.


To jest spory problem jak wiedzę ciągnie się z Kultury USA i próbuje ją przełożyć na europę.


"promowanie weganizmu/wegetarianizmu" - To akurat styl życia. Może na reditach usa wątek został upolityczniony ale żywność nie jest kwestią polityki. Możesz być nazistą i promować bycie wege.


"nie popieram też BLM" - Piszesz na Polskim forum i o BLM jaka by nie była wiesz tylko z tam Social Mediów czyli niewiele. Sorry ale taka prawda. Chyba, że mieszkasz w stanach ale wtedy czemu piszesz na polskim forum. W Europie nie mamy BLM, bo nie mieliśmy histori niewolnictwa. Gdzie w USA możliwe, że nawet Twój pra dziadek mógł być właścicielem jednego.


" nie odczuwam potrzeby by państwo musiało być świeckie" - To akurat nie jest wyłącznie Lewicowy pogląd to również pogląd "Ojców założycieli", którzy na dobrą sprawę nie byli lewakami, nawet mieli niewolników. Byli poniekąd progresywni.


"Lewicujący Faszysta" - to zaprzeczenie samo w sobie. Bo jednych z fundamentów Faszyzmu to, pełna kontrola nad aspektami życia obywateli, czyli nie daje się praw małżeńskich gejom.


Każdy gdzieś jest na spektrum. Jestem Lewakiem ale nie uznaję wiele tego co mówią jakieś kolorowo włose laski w USA. Bo to nie moja kultura i realia. Czego wiele osób zapomina ślepo próbując mówić o poglądach w systemie, który jest całkowicie odmienny od naszego .


Dla przeciętnego Liptarda europa to Socjalizm pełną parą.

@Al-3_x Tak. Raczej jesteś lewicowy.

Po mojemu masz duże skłonności do kolektywizmu i żadnych skłonności do anarchizmu.

Tak naprawdę o swoich poglądach piszesz prawie nic, tylko ogólniki i filozoficzne gadanie (nie napisałeś np. na kogo zagłosowałeś). Ale wygląda na to że jesteś narodowym socjalistą. To pierwsze cię kwalifikuje jako prawica, a to drugie jako lewica.

Jednak jak jesteś narodowym-socjalistą, to na 99% jesteś lewakiem. Bo to jest kwestia która ideologia jest u ciebie dominująca. Jak piszesz że popierasz lewicę w kwestiach ekonomicznych to w twoim przypadku mogę założyć że wiesz co mówisz, co to znaczy, chociażby dlatego że jesteś stałym bywalcem świętego tagu.

Co do nacjonalizmu, żeby cię to czyniło prawakiem musiałbyś być jakimś Hitlerem, albo kimś takim jak te turbo-prawackie anonki które pod moim ostatnim wpisem piszą że jak się morduje ludzi innych państw dla własnego zysku ekonomicznego to jest dobrze.

Jeśli taki nacjonalizm prezentujesz to nie możesz nazywać się lewakiem choćbyś nie wiem jakie rozwiązania socjalistyczne w ramach jednego kraju postulował.

Ale jeśli u ciebie sprowadza się to do tego że chcesz ograniczenia imigracji, no to przy poparciu socjalizmu jesteś lewakiem.

Nie takim 100% lewakiem jak ja, ale stawia cię to zasadniczo po lewej stronie sporu politycznego, dominującego sporu.

No i ważne jest też nie tylko co popierasz, ale jakie są twoje priorytety, które ze spraw uznajesz za ważniejsze a które mniej.

Podsumowując, słabo znając twoje poglądy, bo niewiele się wypowiadasz, kwalifikujesz się jako lewicowiec.


PS. Mam wrażenie jakbyś chciał mieć wspólnotowe poczucie bezpieczeństwa, ale jednak w świecie zagrożeń.

Zaloguj się aby komentować

Abstract

Can moral rules change? We tested 129 children from the United States to investigate their beliefs about whether God could change widely shared moral propositions (e.g., “it’s not okay to call someone a mean name”), controversial moral propositions (e.g., “it’s not okay to tell a small lie to help someone feel happy”), and physical propositions (e.g., “fire is hotter than snow”). We observed an emerging tendency to report that God's ability to change morality is limited, suggesting that children across development find some widely shared aspects of morality to be impossible to change. Some beliefs did shift over development, however: 4- to 6-year-olds did not distinguish among God’s ability to change widely shared moral, controversial moral, and physical propositions, whereas 7- to 9-year-olds became increasingly confident that God could change physical and controversial moral propositions. Critically, however, younger children and older children alike reported that widely shared aspects of morality could not be altered. According to participants, not even God could change fundamental moral principles. - https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0885201423000989

#gimboateizm #ateizm #filozofia

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zakazać i pora na CSa – czyli jak (nie) rozwiązywać problemów społecznych


Właśnie czytam apel kilkudziesięciu niemieckich naukowców o tym, że trzeba ze szkół wyrzucić tablety i laptopy bo ogłupiają uczniów. Coś mi tu nie grało, więc dokopałem się do źródła.


Oczywiście, wbrew temu co przedstawiają pismacy autorom apelu wcale nie chodzi o to, że dziecko zamiast pisać na w zeszycie długopisem „klika w kąkuter” i ma się to zmienić „bo kurła kiedyś to było”. Po pierwsze pojawia się tam oczywiście klepana ze wszystkich stron kwestia AI, po drugie zaś autorzy zwracają uwagę, że technologia nie jest czymś neutralnym, i jej wprowadzanie zaburza zdrową relację z innymi ludźmi – nauczycielami i rówieśnikami.


Generalnie fajna sprawa i nawet mógłbym to pociągnąć, ale… no nie, coś mi ciągle nie gra.


Nie wiem czy to kwestia koślawego tłumaczenia z niemieckiego czy mojej nieuwagi, ale na kilku stronach listu znalazłem wyłącznie masę zarzutów o tym, jakie to wspomniane technologie złe i jak bardzo należy je zakazać. Ale tak się zastanówmy: co właściwie z tego wynika, że coś jest złe/szkodliwe i co właściwie zmienia zakaz tego zjawiska?


Zacznijmy od tej drugiej kwestii, bo aż się na usta ciśnie sardoniczne „no jak nic nie zmieniają zakazy, to znieśmy zakaz kradzieży i zabijania!”.


To dobry argument, że zakazy coś z pewnością zmieniają. Ale co? Wyobraźmy sobie, że mam dwóch sąsiadów. Jeden mnie nie zabije i nie okradnie bo wie, że jest to zabronione pod groźbą surowej kary. Drugi z kolei nie zrobi tego bo… nie chce. Raczej większość ludzi zgodzi się ze mną, że nie zabijałoby i nie kradło nawet gdyby ten zakaz przestał obowiązywać. Służy on ochronie przed przypadkami skrajnymi. Ale czy jest to aby na pewno ochrona satysfakcjonująca?


Gdybym miał sąsiada chcącego mnie skroić (i pokroić) to z pewnością szybko zmieniłbym go na innego. Moje gwarancje bezpieczeństwa istnieją tylko do momentu, w którym zakaz ma szanse być wyegzekwowany. Wolałbym jednak żeby zamiast tworzyć zapory przed zagrożeniem zlikwidować samo zagrożenie.


Problem jaki tu widzimy jest w istocie problemem pewnego konfliktu interesów.


Ktoś, na przykład złodziej (do problemu uczniów i komputerów wrócimy później, ten przykład jest bardziej obrazowy) chce kraść. Jego ofiara (i większość ludzi) chce, żeby tego nie robił. Wprowadzając zakaz ten konflikt interesów nie zostaje rozwiązany a jedynie zamieciony pod dywan na czas możliwości skutecznego egzekwowania zakazu. Prawdziwe rozwiązanie polega na tym, że chęci złodzieja i chęci reszty społeczeństwa stają się tożsame.


To oznacza co najmniej trzy rozwiązania. Po pierwsze, złodziej może porzucić złodziejstwo. Po drugie, społeczeństwo może je zaakceptować (brzmi to absurdalnie – i absurdalne w sumie jest - ale przecież cała masa akceptowalnych dzisiaj postaw jak ateizm czy homoseksualizm była niegdyś traktowana nawet jako zbrodnia gorsza niż złodziejstwo). W końcu można rozwiązać ten konflikt syntetycznie – złodziej porzuci swój przestępczy fach, ale z drugiej strony społeczeństwo pochyli się nad powodami dla których kradł i podejmie jakieś kroki w celu ich uniknięcia.


Warto zwrócić uwagę, że mamy tu do czynienia z nieco innym niż potoczny sposobem rozumienia wolności.


Potocznie wydaje się, że wolność każdego jest ograniczona w zakresie, kiedy zabrania się mu kraść. Jednak tacy myśliciele jak Rousseau, Kant czy Hegel powiedzieliby raczej, że każdy tak naprawdę jest zniewolony właśnie wtedy kiedy kradnie. Wolność w ich rozumieniu nie polega na robieniu „co się chce” w warunkach zewnętrznej swobody, lecz jak to świetnie ujął Rousseau na „posłuszeństwu prawu, jakie się samemu sobie narzuciło jest wolnością”. Krótko mówiąc, wolność to nie „robienie co się chce” lecz „wiedza o tym co się robić powinno i robienie tego”.


Wbrew pozorom zazwyczaj to nie jest jakieś kontrowersyjne stwierdzenie.


Nikt z nas nie czuje się jakoś zniewolony zasadą ruchu prawostronnego (w każdym razie nikt na drodze dwukierunkowej). Dzieje się tak, bo rozumiemy racje stojące za tym przepisem, bo energiczne wymijanie jadących na czołówkę pojazdów może i jest fajne w „Need for Speedzie” ale niekoniecznie na drodze publicznej.


Z drugiej strony wiele osób ma opory przed płaceniem podatków. Osoby te nie rozumieją, czy raczej nie czują związku dobra ogólnego i ich prywatnego. Jeżeli w jakimś państwie usługi publiczne są na niskim poziomie a co i raz wybuchają afery z defraudacją jakichś środków, to wielu ludzi postrzega obowiązek podatkowy nie jako rozumną regulację, lecz jako bezsensowny przymus albo wręcz działanie opresyjnego państwa.


Warto dodać, że w tym ostatnim przypadku państwo jest postrzegane jako coś zewnętrznego, a nie własnego. Większość z nas nie ma żadnych problemów aby oddać nawet duże pieniądze na potrzeby grupy z którą się utożsamia, na przykład na leczenie bliskiej osoby czy członka rodziny. Tymczasem gdyby podszedł do nas lump na dworcu i zażądał w chamskich słowach „dawaj 20 groszy c⁎⁎ju!” dostalibyśmy słusznego oburzenia. Różnica nie polega więc na skali finansowej, ani w ogóle na żadnych ekonomicznych kryteriach, lecz na wewnętrznym poczuciu obowiązku.


Właśnie: obowiązku.


Zakaz wydaje się ściśle powiązany z pojęciem obowiązku. „Zabrania/nakazuje się X i ty masz obowiązek tego przestrzegać!”. W tym rozumieniu znaczy to mniej więcej tyle, że np. jeżeli nie będziesz płacił podatków to spotka cię kara. Ewentualnie przez obowiązek rozumiemy to, że jest jakiś twór – władza państwowa, przywódca religijny itp. – którego polecenia trzeba wykonywać. Bezmyślnie.


Cóż – w tym pierwszym wypadku nie ma to wiele wspólnego z pojęciem obowiązku w etyce. W tym drugim jest on jego zupełnym zaprzeczeniem.  


„Obowiązek” w rozumieniu etycznym nie ma nic wspólnego z zewnętrznymi nakazami. Jest wyłącznie sprawą sumienia. Jeżeli ktoś mówi „mam obowiązek dokarmiać zimą ptaki” to nie mówi tego w takim samym rozumieniu jak „mam obowiązek zapłacić podatek”. Za porzucenie karmnika nie spotkają go żadne konsekwencje prawne. Zapewne nikt mu nawet nie zwróci uwagi, wszak to czynności którą zazwyczaj chwalimy, ale do której nikogo nie przyszło by nam do głowy zmuszać choćby samym ostracyzmem społecznym.


Jednocześnie ten człowiek może ogromnie cierpieć gdyby porzucił swoje zajęcie.


W sensie moralnym odpowiada bowiem przed trybunałem najwyższym – trybunałem własnego sumienia. Spogląda w lustro i widzi „człowieka który spieprzył sprawę”. Obowiązki w sensie prawnym są wręcz od tak rozumianych obowiązków ucieczką. Nie musimy mieć sumienia, kiedy mamy przepisy. „Ja tylko wykonywałem rozkazy” w ustach zbrodniarzy jest tego najstraszniejszym przejawem.


Wracając do punktu wyjścia: co zmieni zakaz korzystania z nowoczesnych technologii w szkole?


Czy nastolatek – osoba szczególnie czująca oderwanie od społecznych norm i nakazów – zaakceptuje (to jeszcze wyższa forma niż rozumienie. Większość palaczy rozumie, że sobie szkodzi, ale nie są w stanie tego w pełni zaakceptować – wtedy by nie palili), że zamiast laptopa ma używać zeszytu? Czy dostrzeże racje w samodzielnym pisaniu wypracowań, zamiast kopiowania wymysłów chataGPT?


Zakazy są w społeczeństwie potrzebne. Ale same zakazy i nakazy nigdy społeczeństwa nie zmienią.


To czy uczniowie będą korzystali z laptopów czy nie to kwestia drugorzędna do tego, w jakich okolicznościach się to stanie. Fakt, że fizycznie ich nie będzie, nie zmienia faktu, że będą w głowie – być może jako wyimaginowane recepty na szkolne kłopoty. Problemów nie rozwiązuje się przez zmuszanie do czegoś, problemy rozwiązuje się przez sprawienie, by ludzie zmienili nastawienie.


Adresatem więc wspomnianego na początku listu nie są władze tylko nauczyciele i rodzice, bo to na ich barkach leży sprawienie, by dzieci zrozumiały zagrożenia płynące z pozornie wygodnych i bezpiecznych technologii. Pytanie tylko, czy nauczyciele i rodzice sami to rozumieją.


PS: Można wesprzeć moją twórczość finansową. Wiele osób pyta o możliwość płacenia kartą – właśnie się pojawiła (podobnie jak np. Google Pay czy Apple Pay).


https://buycoffee.to/filozofiadlajanuszy


#filozofia #filozofiadlajanuszy

7ad56a73-73d7-47eb-92fb-d6dba4cd6c9d

@loginnahejto.pl piorun, a i kawka poszła. Za filozofię zawsze piorun. Więcej ludzi by się zainteresowało to świat był by lepszym miejscem

Zaloguj się aby komentować

Ciekawy artykuł na temat tego czy internet może uzyskać świadomość. Dziwie się, że nie jest to temat bardziej powszechny i popularny.


Is the Internet Conscious? If It Were, How Would We Know?


Tutaj mogę przytoczyć ciekawy fragment.


Koch believes this same criterion can apply to machines. While he’s skeptical that individual computers could develop minds, the internet would seem to satisfy his standards for consciousness. Its 10 billion computers, each of which contains billions of transistors, are linked in highly intricate webs that extend across the globe. When asked, in a 2013 interview with this magazine, whether the internet was conscious, Koch offered that it’s hard to say for sure, given that not all computers are connected at the same time—but yes, according to his theory, “it feels like something to be the internet.” Or it will one day.


#filozofia #technologia #internet

@Al-3_x Puszczając wodze wyobraźni i podpierając się kilkoma książkami sci-fi można sobie wyobrazić że internet przekształci się niedługo w coś na kształt hmm... datasfery wypełnionej danymi, usługami i botami AI gdzie będziemy mieli swoje własne wirtualne persony oparte na jakiejś nadrzędnej formie identyfikacji której nie będzie się dało podrobić (chip rfid na przykład hłe hłe).

Można by zaryzykować stwierdzenie że internet może nie będzie miał świadomości jako takiej, ale sam w sobie będzie nowym cyfrowym wszechświatem zapełnionym avatarami zajmującymi się swoimi sprawami, ludzkimi czy też komputerowymi.

Zaloguj się aby komentować

Co zrobić w sytuacji kiedy wszystko jest przeciwko Tobie? Ty albo ktoś Tobie bliski właśnie umiera albo jest ciężko chory? Co zrobić kiedy właśnie straciłeś pracę a masz kredyt i rodzinę na utrzymaniu? Co kiedy nie widać wyjścia z sytuacji? Musisz zachować spokój. To jedno powinieneś zrobić, zwłaszcza kiedy brakuje innych opcji. #filozofia #psychologia #zalesie

@DexterFromLab jakkolwiek brutalnie to zabrzmi, to właśnie w ten sposób hartuje się stal. To, co Cię teraz spotyka i to, że musisz sobie radzić z rzeczami nie do poradzenia, czyni Cię odporniejszym. Czyni Cię silniejszym. Niedługo będziesz potrzebował bardzo dużo siły 😥

Trzymaj się Stary.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Macie coś takiego, że przeglądając portale hejto, wykop, reddit jesteście aktywnymi czytelnikami, ale brakuje wam chęci włączenia się w aktualną dyskusję ?


Najczęściej w głowie mam, że i tak to by nic nie dało albo po co się wtrącać skoro ktoś porusza tezę, która siedziała nam w głowie? Niby tak, ale czy to nie sprawia, że siedzimy tylko przed tym ekranem i zamiast prowadzić jakąś rozmowę i przełamywać barierę to zamykamy się we własnej bańce, z której mamy coraz większy problem wyjść ?


#przemyslenia #przemysleniazdupy #filozofia

da1e5865-8e92-46a0-9dbd-16fa9513b1e4

@kitler69 nie, mam na odwrót, chcę komentować za dużo, a potem sobie myślę na c⁎⁎j ja to w ogóle napisałem i się kłócę z randomami xd

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Chcesz wiedzieć jak skończy Youtube? Włącz radio.


Mimo iż masowe psucie portali społecznościowych doczekało się już osobnej nazwy, to są powody by nie przewidywać rychłych zmian.


Ta nazwa, znana już czytelnikom newslettera to „zgównienie” (ang. Enshittification)


Wymyślił ją pod koniec ubiegłego roku kanadyjski publicysta Cory Doctorow a cały proces ma przebiegać mniej więcej tak: na początku platforma social medialna działa przyzwoicie, bo właścicielom zależy na zdobyciu jak największej liczby użytkowników. Później uwaga przestawia się głównie na klientów biznesowych, czyli ludzi na których platforma zarabia pieniądze. W końcu, uzyskawszy pozycję podwójnego monopolisty (zarówno z punktu widzenia użytkowników jak i firm chcących wyświetlać swoje reklamy) i generując ogromne koszty wyjścia (nie można z dnia na dzień zabrać ze sobą społeczności budowanej latami na inny serwis) zamienia się w miejsce nie do życia.


Stąd też mamy serwisy społecznościowe które coraz gorzej działają i zbierają coraz więcej danych. Ale za które de facto trzeba płacić.


Ale chwileczkę… czy aby na pewno social media w takiej formie „nie działają”? Czy trzyma nas tam tylko to, że ciężko jest się po prostu wziąć i zabrać gdzie indziej? Albo, że alternatywy w warunkach monopolu nie ma? Na pierwszy rzut oka wydaje się to oczywiste. Jest jednak przykład medium które zaliczyło spektakularny upadek a mimo to ma miliony odbiorców i nic nie zanosi się na zmianę. Tym medium jest radio.


Najpopularniejsze stacje radiowe – Zetka, RMF czy ESKA to karta „na czasie” youtube na sterydach.


Memiczne już reklamy środków na hemoroidy, kilka katowanych do porzygu popowych hitów i przede wszystkim rzecz, której sensu istnienia jeszcze kilka dni temu nie potrafiłem zrozumieć: prezenterzy. Ludzie którzy sadzenie sucharów i crindżowych żartów opanowali do perfekcji, tworząc z tego jakąś formę antysztuki. Ale po co oni są? Muzyka (Czy jak kto woli „muzyka”) jest zrozumiała. Reklamy też, w końcu na czymś stacja zarabia. Ale po co trzymać tych bezbeków? Czy oni generują jakąś wartość dodaną?


Odpowiedzi na to pytanie dostarczyły mi przemyślenia na temat nudy autorstwa Marka Fishera.


Bo co to właściwie jest nuda? Nuda jeszcze kilkadziesiąt lat temu zdaniem autora wiązała się z uwagą, która nie mogła znaleźć swojego przedmiotu. Stoisz na przystanku pośrodku niczego i masz 10 minut których po prostu nie sposób czymkolwiek wypełnić. A życie człowieka na tym polega, że nie można po prostu być – trzeba czymś to bycie zająć. Wtedy było to trudne. Ale co robimy teraz? Wyciągamy telefon.


Jednak to co robimy następnie trudno określić jakimś konkretnym zajęciem


W przeciwieństwie do konkretnych czynności, np. czytania konkretnej książki przeglądanie social mediów nie tyle nas w coś angażuje, co rozprasza nudę. Dokładnie na tej samej zasadzie działa współczesne radio – większość czasu to nie są konkretne audycje lecz po prostu kakofonia bezwartościowych treści mająca na celu wypełnić ciszę dźwiękiem.  


W tej sytuacji zrozumiałe staje się zarówno istnienie prezenterów radiowych co flood gównianych informacji w social mediach. Wartością jest tu sama różnorodność (a przynajmniej jej pozór) która powoduje ciągłe rozproszenie uwagi. Współczesne media nie są w stanie (albo jest to utrudnione, względnie – nieopłacalne) dostarczyć treści autentycznie angażujących, więc nadrabiają ilością.


Fisher uważał, że mamy tu do czynienia z jakąś dziwną hybrydą znudzenia i kompulsji.


Skojarzenia z uzależnieniami są zresztą moim zdaniem słuszne, bo o ile zdrowy człowiek dostarcza sobie używek czy ekscytujących czynności w celu uzyskania różnych pozytywnych wrażeń, to osoba uzależniona pije/ćpa/gra w celu wypełnienia nieznośnej pustki. Tak samo jest z mediami – czy to radiem czy Youtubem. Słuchamy żeby słuchać – nie żeby słyszeć. Oglądamy, żeby oglądać a nie żeby obejrzeć. Równie dobrze mogłoby to wszystko być nadawane po chińsku.


I nie wiem czy nie pożałuję ostatniego zdania. Z punktu widzenia właścicieli mediów byłby to bardzo dobry pomysł. Chiński słowotok rozpraszałby pustkę tak samo jak słowotok polski. A dużo mniejsze jest ryzyko, że ktoś w chwili brużdżącej zadumy wsłucha się i zauważy, jakie to wszystko jest pozbawione sensu.


PS: Szukasz alternatywy? Subskrybuj wartościowe newslettery! Poniżej link do mojego:


https://www.filozofiadlajanuszy.pl/newsletter/


PS2: Chcesz wesprzeć alternatywę finansowo? A proszę bardzo, to mój link :


https://buycoffee.to/filozofiadlajanuszy


#filozofia #filozofiadlajanuszy #youtube #radio #revoltagainstmodernworld

ad9478d5-ee25-47be-9176-84f2f603791c

@loginnahejto.pl Co do zgównienia radia, kilka lat temu takie radio Wawa nadawało polskie piosenki z lat 70-00, nadawali programy np. o lokalnej historii, w niedziele wieczorem puszczali całą płytę, prowadzący cytował wywiady z muzykami, opowiadał jak płyta została odebrana i tak dalej. Płyty były różne, Dżem, Budka Suflera ale nie bali się puścić debiutanckiej płyty Siekiery czyli Nową Aleksandrię. Ale słupki nie rosły i Wawa została radiem Vox, czyli discopolo przez całą dobę.

Teraz też zdarzają się dobre programy, na przykład Marka Sierockiego w radiu Plus czy w lokalnych stacjah.

Ale generalnie teraz wszystkie stacje puszczają to samo. Rozumiem jakby nie mięli z czego wybierać, ale zespoły jak Fletwood Mac mają kilkanaście dobrych piosenek a tłuką cały czas "Little Lies", albo Spandau Ballet i "True" czy Tears For Fears i 'Shout" gdzie to ich słabsza piosenka i mają lepsze. Ale dyrektor muzyczny nie puści nic innego czego pani Halinka i pan Józek nie znają bo jeszcze przełączą stacje i w badaniach spadnie słupek słuchalności o 0,00001 %.

@loginnahejto.pl O powodach wyciągania telefonu z kieszeni mimowolnie mówi m.in. książka "Skuszeni. Jak tworzyć produkty kształtujące nawyki konsumenckie". Napisał ją gość który pomógł wielu znanym platformom stać się takimi magnesami na ludzi, w książce w przystępny sposób tłumaczy proces przywiązywania ludzi do produktu.

Zaloguj się aby komentować

Super film od Uwaga Naukowy Bełkot: https://youtu.be/YX1X\_MBZcv8?si=7rJ7zhuf37tngU0s


Rozumiem i zgadzam się z konkluzjami poza jedną - że filmy Pana Dawida powinny być promowane przez algorytm.


Otóż cała idea informatycznych megakorporacji to bycie "obiektywnymi aktorami rynku". Na tym polega dystopia cyberpunka.


Odzwyczailiśmy się od myślenia, że treści które są nam serwowane nie powinny dla naszego dobra wyłącznie generować jak największego zysku z reklam, sponsorów i akcji otaczających znaną personę.


Bo czy Pan Dawid tego chce czy nie, większość społeczeństwa ma w d⁎⁎ie poszerzanie wiedzy o świecie. Jego treści generują mniej pieniędzy na minutę? No to nie będą promowane.


Czy algorytm YouTube powinien być misyjny? Kontrolowany przez kogo? Czy filmy z teoriami religijnymi negującymi ewolucję też powinny być promowane? To nie jest takie "hop siup" żeby po prostu "promować dobre treści".


Ale jeśli to do Pana dotrze, to polecam swoim subskrybentom zasugerować podawanie Pana treści dalej, na inne portale. Być może z własnym komentarzem, żeby zachęcić nowe osoby do zapoznania się z Pana twórczością.


Z wyrazami szacunku,

wombatDaiquiri z hejto.pl


#youtube #programowanie bo w sumie jestem ciekaw czy ktoś ma pomysł na lepszy algorytm niż cokolwiek teraz jest w YT #socjologia #filozofia #antykapitalizm

@wombatDaiquiri jedna kwestia którą poruszył jest wg mnie bardzo ważna - na YT nie mamy podziału na kategorie. A raczej na wystarczającą ilość kategorii. Przez to trudniej po prostu na bardziej niszowe filmy popularnonaukowe trafić, bo algorytm ich nie zaproponuje a samemu się nie znajdzie.

@wombatDaiquiri Nie oglądałem całości jego żali, ale w tym co obejrzałem to mówił że nie oczekuje żeby promować jego filmy, ale raczej żeby było jakieś narzędzie żeby się wybić inne nić click bajt.


Osobiście mam to gdzieś, niech ludzie sobie oglądają co chcą, przy czym reklamy to rak.

No, może możliwość wyszukiwania w kategoriach by się przydała, ale jakoś nie przekonuje mnie koleś mający 700 tys subskrybcji że z filmami popularnonaukowymi się nie da.

Sam film wygląda mi jak jeden wielki click bajt. Tak się jakoś "przypadkiem" złożyło że ma znacznie więcej wyświetleń niż wcześniejsze jego film i to ten film akurat sam podajesz dalej.

@wombatDaiquiri niektórzy twórcy wpadają w pułapkę ciągłego rozwoju i zwiększania jakości. Kończą się krótsze i prostsze formaty, które przyciągają większość widzów, a twórcy sami przenoszą swoje życie zawodowe na youtuba, bo widzą, że pieniądze się zgadzają.


Twórcy nie są gotowi na pracę poprzez ciągłe pokazywanie swojej twarzy i jednocześnie nie mają drogi wyjścia, bo wszystko inne co mogą robić nie przyniesie tyle siana co youtube. Dodatkowo rosną koszty produkcji, bo zwiększanie jakości niesie za sobą potrzebę zatrudniania wielu osób. Rozrastają się szybko, jednocześnie nie ogarniając jak przy zachowaniu zdrowia psychicznego kontynuować pracę w mediach.


Bycie rozpoznawalnym niesie za sobą masę konsekwencji i oni pewnie sobie myślą, że spoko, poradzą sobie, a w sumie to nawet fajnie. Potem ich dzieciak jest przez to gdzieś gnojony i smutna żaba, co się dzieje.


Ciągły rozwój to nie tylko większe pieniądze, ale też większa odpowiedzialność i konsekwencje pokazywania się ciągle w internecie, i wydawałoby się, że to dość oczywiste, ale mnóstwo osób ma parcie na bycie popularnym i chyba to ignoruje. Więc no mi jest trochę szkoda, a trochę nie.


A ten płacz, że yt nie daje mu narzędzi, bo on chce być w karcie na czasie - no k⁎⁎wa każdy chce, bo to się przelicza na szekle


Edit: no np ten ostatni film o ołowicy - musiał jechać do szwecji żeby takie coś nakręcić? gówno, nie musiał i nikt by nie płakał. Ciągle chcą więcej, większa jakość i większe oczekiwania, bo się przecież do tej pory się napędzało... to przez poprawę jakości... prawda? where my money

Zaloguj się aby komentować

Slavoj Žižek: The Sublime Object of Ideology (Wzniosły obiekt ideologii)


Slavoj Žižek is the modern incarnation of an absolute ton of prior theory. Just mixed with some weird mad scientist aesthetic. He is widely known by many, but, is often either misunderstood or people just don't really know much of his theoretical backdrop. His work includes everything from Hegel, Marx, Althusser, Lacan, Kant, etc. And undeniably, Žižek's magnum opus and baseline for all future work is The Sublime Object of Ideology. This book is so densely packed with theory, that it often needs some external context and further explanation. This is what I have hoped to achieve for some. The Sublime Object of Ideology concerns itself with the question surrounding ideology, our interactions in the context of psychoanalysis and the like. The book is at the heart and core of Žižek. Thus, undeniably deserves our attention.


https://www.youtube.com/watch?v=TtIckkHsUQ4


--------------------------------------------


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/93306/wzniosly-obiekt-ideologii


#marksizm #konsumocjonizm #kapitalizm #etyka #filozofia

Zaloguj się aby komentować

W kontekście teorii spiskowych typu NWO wysuwam też ten zarzut, że one zwykle snują wizje przyszłości rodem 1984 roku. Takie coś rzeczywiście się realizuje w Chinach. Ja jednak uważam, że bardziej czeka nas scenariusz Nowego wspaniałego świata Huxley'a. On sam pisał do Orwella, że jego wizja jest bardziej prawdopodobna i się z tym zgadzam bo to już się dzieje. To plus jeszcze jakiś cyberpunkowy scenariusz gdzie będziemy mieli wszechpotężne korporacje bo one również umacniają swoją pozycje względem państw. Tylko, że to się już dzieje i to całkiem jawnie. Nie potrzeba do tego żadnego spisku masonów. Tak po prostu działa późny kapitalizm. Problemem dla mnie nie jest zła organizacja działająca z cienia tylko sam system. Tym według mnie różni się lewica od prawicy. Prawica próbuje dostrzegać problem w istnieniu grupy spiskowców, jakieś obcej agentury, obcego elementu, który zaburza naturalny porządek. Lewica z kolei uznaje, że sam system jest zły i wymaga zmian. Dlatego nie zgadzam się z tezą, że jak wymienimy bogatych żymian na bogatych białych to nagle wszystko będzie ok. Jest to też mój zarzut względem woke lewicy która bardziej dba o mniejszości niż klasy i stosuje podobną retorykę gdzie problemem nie są burżuje tylko uprzywilejowani biali. Mniej więcej to samo, błędne podejście.


#revoltagainstmodernworld  #antykapitalizm  #filozofia  #teoriespiskowe

e2ed4e13-bde6-4f41-9269-2216e1a52c96

@Al-3_x trochę jestem na tym punkcie uczulony, przyznaję ale terminy prawica-lewica są po prostu słabe, one tylko poruszają się właśnie na osi nacjonalizm-internocjanlizm i poza tym współcześnie nic bardziej szczegółowego nie mówią.


Sam jestem tym rzadkim przypadkiem centryka i z tej persoej to lewica wcale nie chce zmieniać systemu w żaden istotny sposób, lewica chcę tylko używać obecny system do swoich celów ale bez takich przekształceń by zagrozić swojej pozycji. Jako centrysta bym rzekł, prawda leży bardziej po środku.


Zresztą współczesna mocna lewica to właśnie jest ostrzej rasistowska itp. od prawdy tylko nowomową to maskuje: pozytywny rasizm itp.


Osobiście to mam tylko nadzieję, że mocniejszej automatyzacji nie dożyję, bo będzie wtedy ciekawie, a że jestem historykiem to wiem, że ciekawe czasy to najgorsze jakie mogą być.


Tutaj też dużo ludzi nie rozumie co to jest dalsze ograniczanie wolności, większości to nie przeszkadza, ktoś taki jak ja sobie po prostu w łeb palnie. Zresztą w obecnych czasach być paranoikiem... Kiedyś jak ktoś świrował, że ma podsłuch w szafkach to szło kogoś do porządku doprowadzić, jak żyć w rzeczywistości gdzie każdy będzie w praktyce zmuszony do posiadania telefonu i będzie śledzony non-stop? Skala męskich samobójstw w Huxleyowym raju mocno się pogłębi.

@Al-3_x imo biali wymrzą i będzie rozpierdol przez czarnych i latynosów i innych brązowych, albo żółci wezmą ich za uszy i będzie mega porządek

Ja jednak uważam, że bardziej czeka nas scenariusz Nowego wspaniałego świata Huxley'a. On sam pisał do Orwella, że jego wizja jest bardziej prawdopodobna i się z tym zgadzam bo to już się dzieje

@Al-3_x Why not both. Dla owiec będzie to "Nowy Wspaniały Świat" z narkotykami do woli - ale dla pozostałych raczej 1984. Nawet Wells w "Nowym Wspaniałym Świecie" uważał,że żeby narzucić ten szalony system najpierw rządzący musieliby wybić tych którzy się na takie coś nie zgodzą.Tylko czy im się to uda ?

Możesz to nazwać somą lub prozium... Koniec końców to się może skończyć nawet podobnie jak w filmie Equilibrium, lub skończy się dużo wcześniej. Może zresztą do tego poniżej nie dojdzie,bo jednak z Trampkiem i Q nie będzie ściemy ?


Jak jednak ściema no to trudno, patrz niżej jako typ od anime pewnie kojarzysz trochę btw ?

https://cdn.hejto.pl/uploads/posts_comments/images/250x250/31a6cb3e21fe6c91e76218519ed149da.jpg

Zaloguj się aby komentować

Rzadko bywamy Polakami


Arystoteles uważał, że człowiek z natury musi żyć we wspólnocie. Ale nie mówił nic o tym, że musi to być jedna wspólnota. Ani, że musi ona stanowić naród.


Można śmiało powiedzieć, że nacjonalizm jest zarówno źródłem, jak i skutkiem liberalnej wolności, nowoczesności i demokracji.


Oczywiście nie chodzi mi o nacjonalizm w postaci krótko przystrzyżonych dżentelmenów w brązowych koszulach. Mamy tu pewnego rodzaju problem językowy, bo w języku polskim (i np. niemieckim) nacjonalizm kojarzy się jednoznacznie ze skrajną prawicą. W angielskim tymczasem oznacza on pogląd, że podmiotem który sprawuje suwerenną władzę, posiada prawo do stanowienia o sobie i co za tym idzie powołania własnego państwa jest naród.


Postulat ten brzmi może jak komunał, ale historia zna różne alternatywy


Można sobie wyobrazić, że lud nie składa się z obywateli tylko poddanych, a jedynym dyspozytorem władzy jest król. Albo, że jakaś spółka wykupiła sobie dany teren a ludzie stanowią jej własność taką samą jak domy czy drzewa. Jaka jest sytuacja mieszkańców takich krajów? Różna. Historia wie również, że dawni władcy musieli często liczyć się z poddanymi (zwłaszcza ze szlachtą).


Jednak niezależnie czy mamy do czynienia z absolutnym despotą czy ograniczonym przez parlament monarchą stanowym zasada była prosta: ludzie z zasady nie mają nic do gadania, a źródłem ewentualnego ograniczenia władzy królów jest prawo boskie.


Tymczasem jednak w XVIII i XIX wieku doszła do głosu opcja wg której źródłem prawa jest naród. Czyli co?


Powodem dla którego wybuchło zamieszanie było to, że oficjalna struktura władzy nie bardzo odpowiadała rzeczywistości. Szlachta, która miała coś do powiedzenia nierzadko była biedna. Z drugiej strony mieszkańcy miast, zwłaszcza bogaci bankierzy i kupcy nie mieli żadnych praw politycznych. Odziedziczony po średniowieczu podział stanowy trzeba było czymś zastąpić. W tym sensie naród jest skutkiem modernizacji.


Poglądy na to czym on jest są zasadniczo dwa. Po pierwsze, w różnorodnej etnicznie i religijnie Ameryce uważano, że to przede wszystkim wspólnota polityczna. Członków narodu łączy to, że wspólnie decydują się rozstrzygać pewne spory publiczne.


Według drugiego poglądu, na pewno bardziej intuicyjnego przynajmniej w Polsce, naród jest wspólnotą kulturową. Tyle tylko, że co to znaczy? Jaką wspólną kulturę ma chłop z Prowansji, mieszczanin z Paryża i szlachcic z Szampanii?


W praktyce dzieliło ich często to, co dziś uważamy za naturalnie wspólne. W różnych regionach obowiązywały różne zwyczaje, różne prawa a nawet różne języki. Komisja Edukacji Narodowej w Polsce i rządy rewolucjonistów we Francji jako pierwsze w swoich krajach wprowadziły naukę „języka polskiego” i „języka francuskiego”, gdzie rozumiano w ten sposób tępienie lokalnych gwar na rzecz ustandaryzowanego języka elit i stolicy.


W tym rozumieniu państwo narodowe jest siłą zamachową nowoczesnego postępu. Przymus państwowy miał jednak tylko częściowy wpływ na kształt współczesnych narodów. Uniformizacja na wyższym niż wioska czy parafia poziomie wynikała przede wszystkim z powodów pragmatycznych. Rozwój wymiany handlowej i informacyjnej (drukowane książki i prasa) sprawiał, że szersze i wspólne podstawy kulturowe i językowe były po prostu potrzebne.


W każdym razie, tradycyjne struktury lokalne i stanowe zostały w dużej mierze rozbite a władza wspierała uniformizację i standaryzację do jednego, „narodowego” wzorca. Człowiek miał przestać się definiować przez to z jakiej wsi pochodzi, czyim jest synem (córki pomijano - mało kto zauważał wówczas, że pozbawienie praw politycznych połowy mieszkańców jest pewną drobną hipokryzją głosicieli haseł o równości i wolności) czy też jakiego jest wyznania.


Pojawia się jednak pewien problem. Wszystko to o czym piszę miało miejsce kilkaset lat temu. Obecnie uniformizacja zachodzi globalnie, gdyż globalna jest zarówno wymiana handlowa jak i informacyjna. Pojawiają się także związane z tym globalne problemy, zwłaszcza ekologiczne.


Niektórym nasuwa się więc pomysł, że należy zrezygnować z koncepcji państw narodowych na rzecz coraz szerszych struktur. W końcu każdy z nas jest Polakiem, ale w szerszym rozumieniu Europejczykiem, a w jeszcze szerszym – po prostu człowiekiem. Świetny przykład takiego myślenia daje nam jeszcze w Oświeceniu Monteskiusz: „jeżeli coś jest dobre dla mojej rodziny, a krzywdzi Francję, to rezygnuję z tego, bo jestem przede wszystkim Francuzem. Jeżeli zaś coś jest dobre dla Francji, a krzywdzi ludzkość, to też z tego rezygnuję, bo jestem przede wszystkim człowiekiem”.


Piękne i proste?


Nawet jeśli piękne i proste, to problem polega na tym, że jest to totalnie nietrafiony tok rozumowania. Tak przynajmniej twierdzi Michael Sandel, jedna z czołowych postaci filozofii politycznego komunitaryzmu (choć dla wielu osób zapewne znany przede wszystkim z licznych wykładów popularyzujących filozofię w sieci). Konsekwencją takiego myślenia jak zaprezentował Monteskiusz jest moralny brak rozróżnienia między moim dzieckiem a dzieckiem sąsiada. Wróć! Między moim dzieckiem a losowym dzieckiem z Wietnamu.


Jest to myślenie nie tylko całkowicie oderwane od rzeczywistości, ale przede wszystkim myślenie niepożądane. Według komunitarystów powinno być zupełnie odwrotnie. Człowiek definiuje się przez różne wspólnoty, a im jest mu ona bliższa, tym bardziej się z nią identyfikuje.


Sandel nie krytykuje wprost państwa narodowego, jednak zauważa, że wbrew nacjonalistom (w polskim rozumieniu tego słowa) mało kto tak naprawdę stawia naród na pierwszym miejscu. Przede wszystkim jesteśmy rodzicami, dziećmi, rodzeństwem. Sąsiadami, uczniami, pracownikami czy szefami. Kolegami, mieszkańcami naszej miejscowości. Później dopiero możemy powiedzieć o sobie, że jesteśmy Polakami. Wreszcie: Europejczykami czy obywatelami świata.


Naturalnie aż się prosi zarzut o to, że jest to prosta droga do szowinizmu i ksenofobii. Zdaniem Sandela jest wprost przeciwnie. Amerykański filozof podnosi (idąc w duchu takich myślicieli jak Arendt, Fromm czy Ortega y Gasset) że totalitaryzmy XX wieku są efektem braku prawdziwego poczucia wspólnoty. Zamiast niej powstało społeczeństwo masowe, z którym pojedynczy człowiek z definicji nie może się utożsamiać. Taka masa była bierna i łatwo podporządkowała się dyktatorom, zwłaszcza gdy w ich ideologiach dźwięczała obietnica poczucia tożsamości.


To właśnie utożsamianie się ze wspólnotą jest dla Sandela najważniejsze.


Wyobraźmy sobie, że nagle dostajemy list o tym, że przyjęto nas do jakiegoś stowarzyszenia. O ile listu nie przyniosła sowa a stowarzyszenie nie nazywa się „Hogwart” to taka informacja pójdzie zapewne do śmieci. Z tego powodu Sandel krytykował wielkie, odgórne próby organizacji społeczeństwa pokroju „Nowego Ładu”. Nie przeszkadzał mu gospodarczy wymiar tego programu, ale to, że był tylko gospodarczy. Coś takiego co najmniej nie wystarczy do stworzenia wspólnoty, tak jak nie powstaje ona wśród posiadaczy karty Biedronki.  


Co jest więc potrzebne? Dosyć znamiennie pokazuje przykład ruchów które kilkadziesiąt lat temu walczyły z segregacją rasową. To oczywiście dobrze, że przyniosły one zmiany prawne. Ale dla Sandela wolność to nie zapis w ustawie, tylko działanie. Czarnoskórzy stali się wolni w momencie, kiedy wyszli na ulicę walczyć o swoje racje.


Tożsamość to nie to co się deklaruje, tylko co się robi. Nie będzie się lepszym Polakiem logarytmicznie zwiększając ilość patetycznego słowotoku. Tak szczerze powiedziawszy to trudno jest być Polakiem. Europejczykiem jeszcze trudnej. Jesteśmy rodzicami, dziećmi, sąsiadami, nauczycielami… niewiele miejsca zostaje na rzeczy, które robi się przede wszystkim jako Polak.


Ale wnioski wcale nie są pesymistyczne. „Wielkie” tożsamości Polaków czy Europejczyków to po prostu wypadowe tego co się dzieje w tych małych, przyziemnych wspólnotach. Bo czyż las nie składa się z pojedynczych drzew?


Jeżeli podobają Ci się moje teksty możesz wrzucić mi kilka złotych do skarbonki:


https://buycoffee.to/filozofiadlajanuszy


#filozofia #filozofiadlajanuszy #revoltagainstmodernworld #nacjonalizm #polska

47b13a56-c530-4412-98b7-a8bfa45ccc51

Trochę przewrotne, ale... Najczęściej nie jest problemem to z czym i/lub jak ludzie się identyfikują, ale to, jak podchodzą do tego z czym się nie utożsamiają.


I w tym kontekście żadna globalizacja jeszcze bardzo długo nie zmieni tego, że jesteśmy klanowi, plemienni I tutejsi

Zaloguj się aby komentować

Jestem potomkiem imigrantów. Mój dziadek przyjechał do wroclawskiego z pod Lwowa w wagonie jak pawlaki ,przez parę lat mieszkali z Niemcami póki ich nie zabrali, miał radio jedno w kuchni, tak zwana szczekaczke ,głośnik partyjny z lokalnego radia, drogie radio miał na strychu takie na pokrętła drewniane , był leśniczym, ojciec wiele przygód przeżył w tych lasach, a to prastare wierzenia ślęzan , głazy na szczycie, posągi niedźwiedzi,kamienne kręgi, poniemieckie kopalnie uranu, no nic młody głupi wpalował junakiem ojca w głaz i go rozbił, stary się wnetwil a ojciec poszedł do roboty,akurat Mostostal budował maszt na górze.wiec tam znalazł pracę, pomagał przy budowie,a że się sprawdził to go zabrali w drogę, silosy zbożowe w Iraku fabryka forda dworzec Wrocław, rafineria itp... i tak powstałem ja. On tworzył przyszłość a ja stukam w chiński ekranik... Po co to komu a na co to ,nawet nie mam kasy żeby mu pomnik nagrobek zwykły postawić mam 4k na rękę po studiach, on po podstawowce wyjechał z swojej wsi zwiedził Irak i był w stanie kupić mieszkanie na Śląsku z znikomym wykształceniem,ale miał to coś fach wyuczony praktyką hmm

Zaloguj się aby komentować

Tldr

Ludzie z silnym poczuciem miłości i przynależności wierzą, że są warci miłości i przynależności "whole-hearted people".

Wspólny mianownik "whole-hearted people":

- ODWAGA bycia szczerym kim jest się naprawdę, bycia prawdziwym i niedoskonałym, odwaga by wierzyć, że jest się wystarczającym,

- WSPÓŁCZUCIE dla siebie, a co za tym idzie dla innych,

- PODATNOŚĆ NA ZRANIENIE akceptacja, że to koniecznie mimo, że nie jest to komfortowe (ani też rozdzierające); np. akceptacja swojej bezbronności na zranienie przez innych, ale mimo to gotowość do działania, kiedy nie ma żadnych gwarancji, do inwestowania w związek, który może, ale nie musi się udać, do powiedzenia jako pierwszy/pierwsza "kocham cię", do kochania całym sercem, nawet jeżeli nie ma żadnych gwarancji.


Ten ostatni kawałek jakoś tak mi bardzo zarezonował, bo myślę, że to jest bardzo trudne i trzeba mieć dużo odwagi, żeby pomimo tego, że jesteśmy często mocno poturbowani przez życie i innych ludzi, wychodzić z otwartymi ramionami do nich i być otwartym na doświadczenia. Ale rozumiem mądrość płynącą z tego przekazu, że jeżeli zamkniemy się w skorupce, to być może nie będziemy tak bardzo wrażliwi na odczuwanie nieprzyjemnych emocji, ale też nie będziemy mieć dostępu do odczuwania radości, miłości, ekscytacji, czyli będziemy martwi za życia.

Zapraszam do dyskusji.

#psychologia #filozofia #rozwojosobisty


https://youtu.be/iCvmsMzlF7o?si=3TSNWjSGSAQwwhBE

@koniecswiata ogólnie spoko ale to całe "kocham cię"... No niestety ale to hasełko w dzisiejszych czasach ogólnie jest dosyć bezwartościowe, wyświechtane I tanie.


Nie wyobrażam powiedzieć komuś, że go kocham jeżeli nie znam danej osoby przez co najmniej rok, uczucie wcześniej to jest zauroczenie.


Z mojego doświadczenia to kobiety nie chcą poznać kogoś tylko właśnie jak tylko znajdują kawałek miejsca w przyjaznym sercu to są tak zdesperowane, że gdy widzą trochę miejsca to chcą całe to miejsce upolować, na raz, od razu zaś to nie do końca tak działa. Miłość zaczyna się wtedy kiedy wygasa pasja, ja w sobie mam pasji sporo stąd minimum aż rok.


Zresztą ten amerykański slang, "inwestowanie w związek", wszystko przechodzi tym cholernym kapitalizmem. W związek się po prostu wchodzi i się w nim uczestniczy. Ja nie inwestuję swojego czasu czy uwagi, bo to by oznaczało, że to robię właśnie z premedytacji i czystej kalkulacji tak jak gdy patrzę na wartość akcji firmy w Indiach. Po prostu daję i tyle.

Zaloguj się aby komentować

Bardziej w tym sensie że zachowując się po chamsku sprawiamy że inni też są bardziej chamscy dla ciebie ale też dla innych i wraca to wielokrotnie. Co prawda bycie np. miłym nie powoduje że inni też zawsze będą mili ale kiedy to się staje ogólnokrajowym zwyczajem to wraca dobro też zwielokrotnione. Czyli bezpośrednio w niewielkim stopniu ale jako cecha narodowa to się sprawdza.

Zaloguj się aby komentować