Cały rozwój cywilizacji zawdzięczamy transgresywnemu pragnieniu wykraczania poza nasze własne ograniczenia. Chcieliśmy poruszać się szybciej więc stworzyliśmy samochody. Chcieliśmy latać więc stworzyliśmy samoloty. Chcieliśmy komunikować się na odległość więc stworzyliśmy telefony, a później internet. Choć rozum był ważny dla zrozumienia mechanizmów świata które umożliwiły nam stworzenie wynalazków to właśnie wola rozwoju popychała nas do przodu. Te same prawidła dotyczą sztuki czy nawet zwyczajnych aspektów życia jak gotowanie. Dlatego tak bardzo gardzę przeciętnością. Współczesny kult przeciętności to główna przyczyna obecnego zastoju cywilizacyjnego. Gdyby historia była kreowana przez jednostki bez ambicji które zadowalają się zwykłym aktem przeżycia to nie wyszlibyśmy nawet z jaskiń. To postawa która powinna być zwalczana dla dobra ludzkości.
Co za kołczowe pierdolenie. Jestem prawie pewien, że ludzie od zawsze chcieli latać, ale samoloty pojawiły się dopiero, gdy się pojawiły odpowiednie technologie. Obecnie to wielu by chciało polecieć na Alfa Centauri, ale jakoś tak się nie da.
@szatkus-7 Zupełny brak zrozumienia tego o czym piszę. Nie stwierdziłem bynajmniej, że jak będziesz mocno pragnął wygrać w Lotto to ci się to magicznie uda. Pisałem o postawię woluntarystycznej. Choć samoloty powstały dopiero gdy pojawiła się odpowiednia technologia to pragnienie wzniesienia się w powietrze było kluczowe, że ludzie w ogóle spróbowali coś takiego wynaleźć. Ta wola mogła istnieć od starożytności w postacie mitu o Ikarze, ale dzięki temu, że była przekazywana z pokolenia na pokolenie umożliwiła w końcu powstanie samolotu. Indywidualne pragnienia faktycznie mają ograniczoną siłę, ale jeśli są dziedziczone to nabierają większej mocy. Można wręcz rzec, że to nasza symboliczna nieśmiertelność.
Evola był zbyt wrogi technologii. Technologia może doprowadzić człowieka do odkrycia nowych form boskiego objawienia i mieć charakter sakralny. Nie musi służyć jedynie w misji rozpłynięcia ludzkiej tożsamości jakby chciała tego Donna Haraway. Może stać się narzędziem do objawienia boskości w tym świecie.
Jak dla mnie to po prostu forma ewolucji. Ludzie są przyzwyczajeni do tego, że ewolucja musi być biologiczna, ale możliwe, że nowe formy życia będą po prostu w pełni syntetyczne.
@keborgan jesli mowisz o ewolucji czlowieka moze tak byc. Ale mimo ze kochamy tak o sobie myslec jako gatunku to jednak nie jestesmy pępkiem wszechświata I dopoki beda istnieć organizmy biologiczne ewolucja bedzie organiczna
@SignumTemporis Niezupełnie, początkowo na pewno memotyp syntetycznego życia może być bardzo ludzki - biorąc pod uwagę wszystkie plusy i minusy. Później na pewno będzie ewoluował z prędkością, której nie potrafimy ogarnąć.
Ogólnie to jestem zdania, że mężczyźni (zresztą kobiety też) potrzebują jakiś pozytywnych wzorców. Liberałowie mogą krytykować posłuszeństwo wobec autorytetów do woli, ale nie zmienia to faktu, że człowiek nie jest autonomiczną jednostką która sama byłaby wstanie wytworzyć sobie system wartości z niczego. Od dziecka będzie podlegać zjawisku mimetyzmu i będzie naśladować zachowania osób które go otaczają czyli rodziców, starszego rodzeństwa i ogólnie osób z rodziny. W późniejszym wieku będzie jednak potrzebować bardziej nadrzędnego wzorca. Będzie poszukiwać swojego idola. Jeśli społeczeństwo nie dostarczy mu dobrego autorytetu to będzie naśladował postacie typu Trump, Andrew Tate czy Nick Fuentes. W ten sposób toksyczna męskość zamiast zanikać to się umacnia.
Nie ma nic gorszego dla cywilizacji niż popadnięcie w dogmatyzm. Jest to w swej istocie oznaka jej duchowej śmierci i stopniowego regresu. Taka cywilizacja nic już nie tworzy więc wola twórcza nie ma jak się realizować. Później pozostaje najpierw zaduma, a potem krytykowanie, podważanie, dekonstruowanie i parodiowanie własnych dzieł oraz osiągnięć. Mniej więcej to spotkało zachód w czasach epoki postmodernistycznej. To jest właśnie ten słynny zmierzch cywilizacyjny o którym pisał Spengler. Nie gwałtowny upadek lecz stopniowe zamieranie i dekadencja.
Grupa fanów mangi Made in Abyss postanowiła stworzyć jej nową wersję cenzurując lub przerabiając wszystkie kontrowersyjne treści zawarte w oryginale co wywołało słuszne oburzenie we fandomie. To tylko kolejny przejaw tego, że społeczeństwo zachodnie z obsesją na punkcie komfortu i bezpieczeństwa nie jest wstanie strawić jakichkolwiek niepokojących tematów i wszystko musi mieć podane w formie przyjemnej do prostej konsumpcji. Jakiekolwiek trudne tematy muszą być coraz bardziej filtrowane.
Oczywiście kwestie tabu istniały od początku ludzkiej historii, ale niekoniecznie było to motywowane potrzebą zapewnienia członkom wspólnoty poczucia maksymalnego komfortu. W końcu wiele praktyk rytualnych było stosunkowo brutalnych i przerażających. Wynikało to raczej z kwestii religijnych i powstawania pierwszych norm. Mamy więc obecnie do czynienia z całkowicie nowym zjawiskiem. Dla mnie właśnie jest to przejaw cywilizacji ostatniego człowieka Nietzschego która jest niezdolna do mierzenia się z jakimikolwiek problematycznymi aspektami ludzkiej egzystencji nawet gdy chodzi o zwykłą fikcje.
Nie jest to nic dobrego bo cywilizacja zachodnia wzniosła się dzięki jednostkom które ceniły w sobie odwagę i gotowość do podejmowania ryzyka. Jest to też moim zdaniem związane z silną infantylizacją zachodniego społeczeństwa o której pisał Christopher Lasch. Ogólnie polecam jego książkę o kulturze narcyzmu. Niezwykle aktualna choć powstała w latach 70 poprzedniego wieku. W każdym razie istnieje według mnie wyraźne zagrożenie niezdolności do rywalizacji i obrony przed bardziej agresywnymi cywilizacjami w przyszłości których komfort jednostki nie jest priorytetem tylko wzrost własnej potęgi i ekspansja.
Niektórzy mogą mnie uważać za konserwatystę, ale nim nie jestem. Nie jestem tym bardziej reakcjonistą. Jak słusznie zauważył polski publicysta Tomasz Gabiś w swoim eseju o post-konserwatyźmie, konserwatyzm w dzisiejszym świecie nie ma już kompletnie żadnego sensu. Baza społeczna konserwatyzmu czyli arystokracja, stare mieszczaństwo i tradycyjny lud przeminęły. W świecie zdominowanym przez wszechobecne symulakry ludzie czerpią wiedzę o tradycyjnym społeczeństwie z amerykańskich reklam z lat 50 co pokazuje jakim żartem stali się współcześni konserwatyści. Jedyne co pozostało po przeszłości do dzieła sztuki, zabytki i stare teksty które i tak nasiąknęły kontekstem czasów współczesnych i ludzie odczytują je inaczej niż kiedyś. To co z kolei określane bywa mianem populistycznej prawicy ja nazywam mianem neobolszewizmu. Nie reprezentują oni żadnej alternatywy dla obecnie dominującego demoliberalizmu. Ich przekaz jest czysto negatywny i opiera się na wściekłym reagowaniu zmiany typu napływ imigrantów czy czarna murzynka grająca Helenę Trojańską oraz wieszczenie upadku zachodu. Nie wiedzą głupcy, że zachód już upadł, a teraz jedynie dogorywa w błocie. Taki przekaz mobilizuje masy, ale konserwatyzm był oryginalnie ideologią elitarną więc mamy tu kompletne wypaczenie tej idei. Stąd porównania z bolszewizmem w nowym wydaniu.
Nie uważam się też za marksistę. Marks miał kilka ponadczasowych uwag, ale też wiele jego przewidywań jak te dotyczące nieuniknioności rewolucji okazały się nietrafione. Sprowadzanie historii do procesów ekonomicznych i rozwoju środków wytwórczych to jego kolejny błąd. Czynniki ekonomiczne mają znaczenie, ale tak jak pisał polski filozof i nacjonalista Jan Mosdorf czynniki ideowe również i to nie w mniejszym stopniu. Nie da się jednoznacznie wskazać co było faktyczną bazą, a nadbudową i późniejsi myśliciele marksistowscy jak Gramsci zdawali się tej tezie częściowo przyznawać racje. Do tego Mosdorf wskazywał na silny wpływ woli ludzkiej i czystego przypadku. Takie jednostki jak Jezus Chrystus, Mahomed, Budda czy Hitler zdecydowanie swoimi działaniami popchnęli historie w określonym kierunku. Bez nich pewnie potoczyłaby się inaczej. Nie mogę ich uważać jedynie za produkty określonego środowiska. Również amerykański socjolog Daniel Bell słusznie Marksowi zarzucił, że pewne aspekty ludzkiej kultury i pytania są ponadczasowe i nieustannie do nas powracają od czasów starożytnych choć odpowiedzi na nie zmieniają nieco formę. Dialektyka historyczna nie jest wstanie tego przezwyciężyć.
Progresywiści są zbyt nastawieni na walkę z opresyjnym systemem nie dostrzegając, że opresyjne mechanizmy i normy bywają często użyteczne. Widzą w słabych jedynie niewinne ofiary, a ja za to widzę często ludzi przesiąkniętych resentymentem. Do tego ten alfabet 2SLGBTQIA+ ciągle się poszerza i poszerza. Taka trochę walka bez końca się z tego zrobiła bo zawsze będą jakieś uciskane grupy do wyzwolenia, pozostałości po patriarchacie do obalenia i mikroagresje do zwalczenia. Mnie tymczasem bardziej interesuje twórcze budowanie jakiegoś nowego porządku niż wieczne pastwienie się nad starym. To co wielkie i wspaniałe bardziej mnie pasjonuje niż dekadenckie rozczulanie się nad losem osób którym przypisano niewłaściwe zaimki.
Czy jednak jest co budować epoce płynnej nowoczesności? Polski filozof Bauman widział współczesność jako czasy gdzie nie ma już żadnych trwałych wartości. Istnieją tylko zmienne trendy i moda. Nie ma więc też i fundamentów pod budowę jakiegoś kolejnego wielkiego projektu cywilizacyjnego. Czy nie kłuci się to jednak z tym co pisałem w kontekście Daniella Bella o wiecznie powracających pytaniach? Pytania jednak nie biorą się znikąd. Inny nasz rodzimy filozof Leszek Kołakowski pisał w swoim dziele "Horror metaphysicus" o naturalnym, ludzkim pragnieniu by istniała jakaś podstawa istnienia rzeczy w świecie rzeczy przygodnych by świat wydawał się czymś więcej niż ciągle samounicestwiającą się otchłanią. Chodzi oczywiście o absolut. Nietzsche mógł stwierdzić, że Bóg umarł, ale bogowie w mitach lubią zmartwychwstawać albo rodzić się na nowo. Gdy więc nastanie kompletna pustynia to być może na horyzoncie ujrzana zostanie piękna oaza, a ta stanie się symbolem odrodzenia Europy.
Ludzie rodzą się i umierają, a pokolenia przemijają. Dzieła sztuki jednak są w pewnym sensie ponadczasowe. Są nośnikami przeszłości, a tym samym stanowią horyzont dla hermeneutycznego poznania dawnych narracji i sensów. Tym samym stają się historycznymi mostami między tym co było i jest. W tym leży ich niezwykła wartość którą należy bronić. Myśl, że to dzieło miałoby zostać zniszczone, albo stać się jedynie pamiątką po dawnej świetności przemijającej cywilizacji jak ruiny Koloseum stały się pamiątką po Imperium Rzymskim napawa mnie niesłychanym żalem. Zdecydowanie dużo bardziej przejmuje się losem Mona Lisy niż losem ludności krajów trzeciego świata.
Jeśli jakieś dzieło zostało szczegółowo zbadane i zdigitalizowane (czy też zrobione jego wierne kopie w inny sposób) to w takiej formie nadal jest mostem pomiędzy tym co było a jest i umożliwia "poznanie dawnych narracji i sensów". Jaki sens ma wtedy przywiązanie do jego fizycznej formy? Poza garstką osób i tak nie weźmiesz takiego obrazu (książki, rękopisu itp) do ręki ani nie dotkniesz, co najwyżej obejrzysz w muzeum ufając, że to na co patrzysz nie jest właśnie kopią, bo oryginał leży np. bezpiecznie w magazynie. Dla mnie w przypadku sztuki liczy się wyłącznie treść a nie nośnik... No chyba że nośnik sam w sobie jest sztuką
Fakt, że pod obrazem Malewicza znajduje się inna kompozycja pozostawał do tej pory niezbadany, choć specjaliści z moskiewskiej galerii od dawna sygnalizowali, że obraz może kryć w sobie jeszcze jedną pracę rosyjskiego artysty. Krakelury pokrywające obraz odsłaniały bowiem tajemnicze przedstawienie znajdujące się pod spodem dzieła.
Zaskoczeniem było jednak odkrycie, że spód obrazu, wykonanego dokładnie sto lat temu, kryje nie jedną, a dwie kompozycje.
Wiele obrazów potrafi zaskakiwać nawet kilka wieków później. Nigdy nie można być pewnym czy jakieś dzieło poznało się w 100%.
Poza garstką osób i tak nie weźmiesz takiego obrazu (książki, rękopisu itp) do ręki
To wystarczy. Dzieła sztuki nie muszą istnieć dla pospólstwa. Zawsze jest jednak opcja by się dorobić i kupić oryginalne teksty.
Dla mnie w przypadku sztuki liczy się wyłącznie treść a nie nośnik...
Bardzo prymitywne i płytkie podejście. Zdecydowanie inne miałem wrażenie oglądając obrazy w formie ich zdjęć w telefonie i inne gdy widziałem je na własne oczy. Zupełnie inne doświadczenie. Natomiast robienie masowo kopi danego dzieła pozbawia ich aury jak pisał Walter Benjamin. Dzieło dlatego ma wartość, że jest wyjątkowe. To co masowe i powtarzalne nie ma dla nas większego znaczenia. Nie przywiązujemy jako cywilizacja większej wagi do masowo produkowanych krzeseł czy długopisów. Jednak Krzesło Świętego Edwarda to już cenny zabytek.
Pytanie jednak jest filozoficzne. Czy można oderwać treść od ich fizycznego nośnika. Odpowiedź moim zdaniem jest oczywiście w tym przypadku negatywna. Przesłanie które niesie ze sobą obraz często jest unikalne dla danego dzieła i nie da się go przełożyć na słowo pisane. Inaczej malarstwo nie miałoby sensu.
sygnalizowali, że obraz może kryć w sobie jeszcze jedną pracę rosyjskiego artysty
to kluczowe zdanie... Pisałem o dziełach, które są gruntownie zbadane, choć oczywiście może się zawsze zdarzyć sytuacja, że coś zostało przeoczone. Nie to że jestem za tym, żeby jakieś dzieła sztuki niszczyć, odnoszę się bardziej do przedstawionego przez ciebie systemu wartości. Jeśliby gdzieś dajmy na to zjarała się jakaś galeria i stracilibyśmy bezpowrotnie sławne obrazy to jest duża szansa, że są one już powielone, obfotografowane, zeskanowane i opisane w wielu pracach naukowych. Los ludzi z trzeciego świata (gdzie sami byliśmy w zasadzie trzecim światem jeszcze całkiem niedawno) jakoś w głębi duszy bardziej mnie obchodzi, co oczywiście nie znaczy że zaraz rzucę wszystko i pojadę do nich wspierać ich swoją wiedzą czy kasą bo w systemie wartości rodzina, przyjaciele, czy nawet własny komfort życia nadal stoją i tak wyżej. Zamalowane kawałki materiału zwyczajnie są po prostu niżej, bez znaczenia co przedstawiają. Inny przykład - mamy do wydania 100 baniek na renowację jakiegoś dzieła sztuki lub na pomoc dla głodujących w jakimś kraju - mojej odpowiedzi po tym co napisałem powyżej możesz się już chyba domyślić
W poprzednim artykule zrobiłem jedynie wzmiankę na ten temat tego, że postać Mao i jego rewolucja kulturalna miała pewien wpływ na tworzącą się nową lewicę w latach 60. Było to jednak pewne niedopowiedzenie. Mao był w praktyce obdarzony kultem przez ówczesnych młodych lewicowców. Niezwykle popularne było hasło "3M" czyli "Marx, Marcuse, Mao."
When Italian students closed the University of Rome in March 1968, the highlight was a banner with three M’s: Marx, Mao and Marcuse.
The three M’s were the political Dylan, Beatles and Rolling Stones for worldwide student movements in 1968.
It took a while for French intelligentsia to realize that then-idealized Mao Zedong was a de facto rash Chinese emperor, issuing absurd edicts that destroyed the lives of millions.
Rozszerzeniem tego sloganu było "Marks Bogiem, Marcuse Prorokiem, Mao ich mieczem". Sam Marcuse miał zasłynąć ze stwierdzenia, że „kwiaty nie mają mocy”. Było to w czasach gdy dominowała jeszcze subkultura hipisowska i nadzieja na pokojowe zmiany była wciąż obecna. Zdecydowanie Nowa Lewica miała bardziej agresywne nastawienie. W latach 70 rozpoczął się okres tak zwanego lewicowego terroryzmu gdy powstawały takie organizacje jak RAF czy Czerwone Brygady. Były one inspirowane ideologią Maoistyczną.
RAF frequently cited Mao Zedong in its public statements, especially in its early years. One of the Maoist doctrines emphasized by the group was the importance of organizing political resistance to bourgeois society, and that armed struggle from the fringes of society will bring the revolution into mainstream society as well, with the bourgeois state revealing its oppressive apparatus by overreacting to fringe groups and their activities.
Powstała też słynna skrajnie lewicowa organizacja zwana czarnymi panterami. Dokładna data powstania tej organizacji to rok 1966 i działali jeszcze do lat 80. Ówczesny Szef FBI John Edgar Hoover miał nawet stwierdzić, że stanowią oni największe zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Ich ideologia była oczywiście inspirowana Maoizmem.
Ideologia partii stała się mieszanką elementów marksistowskich, socjalistycznych, nowolewicowych, maoistowskich i czarnego separatyzmu
Mao więc wyraźnie wpłynął na skrajnie lewicowy, rewolucyjny i często terrorystyczny charakter lewicy z lat 60 i 70. To, że później lewica od niego odcięła nie umniejsza jego wpływowi na tamte wydarzenia. Śmiem też stwierdzić, że lewicy nie oburzyło to, że Mao niszczył zabytki, unikalne dzieła kultury, walczył z Konfucjanizmem i dokonywał zbrodni tylko po prostu okazał się końcowo równie skorumpowany co politycy w ZSRR i żadnej faktycznej komunistycznej utopii nie wprowadził.
Nie cała jednak lewica się od Mao odcięła. Bob Avakian i jego rewolucyjna partia USA wciąż działa.
Robert Bruce Avakian (born March 7, 1943) is an American political activist and Maoist philosopher who is the founder and chairman of the Revolutionary Communist Party, USA (RCP).
Alain Badiou nie jest bynajmniej marginalnym myślicielem, a wręcz przeciwnie. To jeden z najbardziej wpływowych i znanych myślicieli lewicowych współcześnie obok Slavoja Žižeka. Prowadzili nawet razem wykłady, a krytyka polityczna wydawała dzieła Badiou. Jego podziw do Mao jest jak najbardziej szczery co pokazuje ten wywiad z nim.
In the 1960s and 70s, saying you were a Maoist—as thousands and thousands of militants from all over did between 1966 and 1976, during what I call the “red years”—meant precisely this: we think that the fundamental experience for pursuing communist politics is the Cultural Revolution and not the Soviet state. Today, Russia and China are both capitalist states, which as such are of no interest at all to me as regards political thought. Mao is, for the time being, the proper name associated with the last great historical experiment, the one that attempted to gear the situation in a revolutionary way toward communism, by means of mass action within the socialist state. He is the first to have thought that the state is not the communist solution, but only a new context for that revolution.
Sam stwierdza, że Mao był znaczący dla lewicy przynajmniej do roku 1976, a nie że był od razu zweryfikowany na zachodzie jak twierdzi szanowana towarzyszka @gwf-hegel-fangirl.
Obecnie jednak raczej większość lewicowców na zachodzie nie przyzna się, że ceni Mao. Duch jednak rewolucji kulturalnej którą wywołał jest wśród nich dalej obecny co było widać w roku 2020 roku gdy podczas protestów ruchu BLM niszczono pomniki postaci historycznych. Dziś z kolei największym praktycznym Maoistą jest nie kto inny jak Donald Trump. Każdy widzi jaki chaos on przynosi. Lewica zwyczajnie nienawidzi historii i kultury.
Nastawienie lewicy do ZSRR i Chin przeszło podobną drogę, tylko w innym czasie. Początki ZSRR to powszechna iluzja sukcesu. Pierwsze 15 lat to dwa ogromne głody, a mimo to notowane wskaźniki ekonomiczne zupełnie tego nie pokazywały, dobrze znamy żarty o biurokracji PRL-u. Wykrycie skali wyniszczenia zajęło lata, a druga wojna nie pomagała. Lata 50 to ostateczna śmierć mitu, bo co prawda mieliśmy Foucaulta był Uniwersytecie Warszawskim, tak szybko go opuścił. To też okres walki Sartra z Camusem, który to Sartre popierał totalitaryzm ale się nie cieszył.
Początek rewolucji kulturalnej w Chinach wypadł na połowę lat 60. gdy stalinizm był zaniechany nawet w ZSRR, natomiast maoizm był widziany jak powiew świeżości. Rok 68. to z resztą ogromne protesty we Francji i Ameryce, więc lewicowcy początkowo była pozytywna wobec ograniczonych informacji wydzielanych przez Chiny, tak fakty szybko zweryfikowały propagandę. Ciężko znaleźć lewicowców którzy popierali to co się działo w chicha. Jedyne co było popierane to fałszywa narracja stworzona przez chińską propagandę, którą szybko zweryfikowały fakty.
Więc boli mnie że @Al-3_x znowu bezczelnie kłamie, ponadto mnie zablokował. Uczy się od najlepszych. Badiou na którego się powołał, jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Sam Badiou uważa się za margines, a jako sam wyjątek jest mizerny, powiązany raczej z ruchami post-maoistowskimi, czyli takimi które zasadniczo odcinają się od podstawi ideowych myśli Mao, nazywanych Maoistowskimi raczej z powodów historycznych nazw ugrupowań niż ideowych. Badiou z resztą postrzega okresy rewolucyjnie jako sekwencje materialistyczne, a nie coś co należy popierać, lub nie. Trochę jakby zapytać czy popierasz że rzeczy spadają w dół.
Ogólnie spotkałem się często z opiniami, że o takie kwestie jak uprzejmość i grzeczność która jest zgodna z konfucjańskimi wzorcami choć powszechna w Japonii, Korei czy w Tajwanie nie jest specjalnie zakorzeniona w Chinach które są przecież kolebką konfucjanizmu. Chińscy turyści często byli postrzegani negatywnie w Japonii, Europie czy Korei za przesadną głośność, ignorowanie kolejek czy bałaganiarstwo. Koreańscy i japońscy turyści mieli dużo lepszą reputacje. Sytuacja była tak zła, że aż rząd musiał interweniować.
Dopiero jakiś czas temu dowiedziałem, że winna temu była rewolucja kulturalna zainicjowana w 1966 roku przez Mao która zresztą doprowadziła do zniszczenia niezwykle wielu zabytków, świątyń, dzieł sztuki czy książek. Wiele z tych rzeczy to były unikaty których odzyskanie nie było już możliwe. Atakowano też właśnie Konfucjanizm jako filozofie i jej wpływ na kulturę, a więc i zasady grzecznościowe uznając je za oznakę burżuazyjnego zachowania. Jak widać osiągnięto na tym polu niezwykły sukces.
Jako ciekawostkę chciałbym dodać, że rewolucja kulturalna została dość dobrze oceniona na zachodzie przez lewicowych intelektualistów. Miała wyraźny wpływ na tworzącą się ówcześnie w latach 60 nową lewicę, a później na ruch czarnych panter. Francuski filozof Alain Badiou określa się mianem Maoisty do dnia dzisiejszego.
Politycznie Badiou wiąże się z lewicą i jej maoistowską spuścizną.
Obecne pewne praktyki zachodniej lewicy jak niszczenie pomników, oblewanie znanych dzieł sztuki, walka o "dekolonizacje" zachodniej kultury osobiście uważam za pokłosie tych inspiracji Maoizmem oraz tamtymi wydarzeniami.
rewolucja kulturalna została dość dobrze oceniona na zachodzie przez lewicowych intelektualistów
To czytelny znak, że dane zjawisko czy sprawa jest obiektywnie zła, szkodliwa, zbrodnicza lub wszystko naraz. Trudno o większych ślepych ignorantów i jednocześnie piewców ludobójczych praktyk niż zachodni lewicowi intelektualiści.
Istnieje moim zdaniem silne pokrewieństwo między gatunkiem horroru i religią. Zarówno fikcyjne dzieła grozy jak i różnego rodzaju mitologie powstały z potrzeby oswojenia i radzenia sobie z irracjonalnymi lękami których kult racjonalizmu mimo usilnych wysiłków nie był wstanie wyeliminować. Zresztą sam oświeceniowy kult rozumu jest moim zdaniem niczym więcej niż kolejnym mitem jak pisał Max Horkheimer i Theodor Adorno w książce "Dialektyka Oświecenia". Degeneracja tego mitu w świecie zachodnim jednak nie wynikała jedynie degradacji idei rozumu obiektywnego który miał zgłębiać istotę świata do rozumu instrumentalnego który chciał ten świat jedynie sobie podporządkować.
Sama bowiem potrzeba zrozumienia czegokolwiek ma swoje źródło w irracjonalnym lęku przed tym co nieznane. To on popycha ludzi do badania tego co go otacza. Koncept życia w wiecznym mroku niewiedzy przeraża. Tym samym idea rozumu zdolnego rozświetlać ten mrok już służyła konkretnej irracjonalnej potrzebie. Jednak samo poznanie czasami nie wystarcza. Potrzeba panowania, a więc i kontroli wynikła znowu ze strachu przed tym co nieprzewidywalne. Tym samym strach pozostaje głównym motywatorem ludzkiego działania, a dominacja rozumu instrumentalnego była nieunikniona. Człowiek zachodni nie tylko się jednak od różnych lęków nie uwolnił, ale pogrążył bardziej niż inne ludy. Znamienny jest tu opis rozmowy Junga z wodzem plemienia który uważał białych ludzi za szalonych i wiecznie niespokojnych. Strach wyznacza więc zakres natury ludzkiej.
Największą wadą obecnej demokracji w Polsce (i nie tylko w Polsce) jest to, że politycy głównych partii coraz mniej koncentrują się na pozyskiwaniu nowego elektoratu czy polemiką z opozycją, a bardziej na mobilizacji już istniejącej bazy zwolenników przez co ich przekaz zamiast iść w kierunku umiarkowanej narracji staje się coraz bardziej radykalny, agresywny i emocjonalny. Kluczem jest utrzymanie ciągłego napięcia między zwolennikami różnych ugrupowań politycznych co zwiększa polaryzacje społeczną. Każde wybory z kolei są przedstawione jako niezwykle ważne jakby zależał od nich los całego świata. Nie można bowiem dopuścić do tego by druga grupa wygrała wybory bo wtedy władzę przejmą faszyści/komuniści/zamordyści/zdrajcy/agenci Kremla i tak co 4 lata.
Małe partie by się wybić też muszą radykalizować przekaz i to nawet bardziej niż mainstream (inaczej nie będą zauważone). Na tym wybiła się Konfa, a obecnie Braun. To powoduje znowu presje na duże partie które czując się zagrożenie same też się radykalizują. Mamy więc tu do czynienia z błędnym z którego nie ma zbytnio ucieczki pomimo szkodliwości społecznej całego zjawiska.
Jest to bowiem problem systemowy i nie da się go rozwiązać po prostu głosując na tych drugich. Prawdę pisał Kadafi w zielonej książeczce, że partie polityczne są jak sekty nieustannie walczące o władzę i końcowo starają się doprowadzić do sytuacji rządów jednopartyjnych by scementować władze na dobre nawet kosztem dobra państwa. To łatwiejsze niż ciągle angażowanie się w wybory których wygranie wymaga czasu i środków i w których sukces nie zawsze jest pewny. Nie da się tego uniknąć chyba, że udałoby się w ludziach wyeliminować potrzebę władzy, a to jest zwyczajnie nierealne.
Ludzki instynkt przetrwania wymusza egoizm, a ten konieczność zadbania o własny interes co sprowadza się do zapewnienia sobie bezpieczeństwa poprzez zabezpieczenie dostępu do zasobów, a najlepiej można to osiągnąć poprzez uzyskanie władzy. Ludzie myślą w tej kwestii podobnie co rodzi konflikt. Filozof Hobbes opisał ten fakt już kilka wieków temu i dlatego uznał stan naturalny jako stan ciągłej wojny każdego z każdym. Tradycyjne społeczeństwa radziły sobie z tym problemem bazując na boskim autorytecie który narzucał wspólnocie konkretny porządek. Nowoczesne społeczeństwa z kolei bazują na umowie społecznej. Jeśli jednak konflikt w demokracji partyjnej narasta to społeczeństwa zaczynają zmierzać w kierunku sytuacji gdzie ta umowa społeczna traci na znaczeniu i następuje powrót do stanu naturalnego.
Wtedy społeczeństwo albo przeżywa rewolucje albo popada w totalitaryzm. Początek 20 wieku pokazał jak bardzo kruche potrafią być demokracje i wiara w to, że sytuacja nie może się powtórzyć w 21 wieku jest co najmniej naiwna. I tak jest dla mnie dziwne, że demokracje na zachodzie nawet teraz (pomimo wzrostu prawicowego i lewicowego populizmu) zachowują tak dużą stabilność, ale może to wynikać z silnej pozycji niezależnych instytucji, dużego zaufania do nich (czego nie ma w Europie wschodniej) i wytworzenia pewnych norm społecznych. Wiadomo jednak, że instytucje nie są wieczne, a normy ulegają erozji w sytuacjach kryzysowych. Może to być też kwestia pewnych ponadpartyjnych porozumień lub też faktycznego wpływu wyższych instancji (deep state) które utrzymują pewien porządek. Dlatego pozostaje pesymistą co do przyszłości.
Największą wadą obecnej demokracji w Polsce (i nie tylko w Polsce)
Jak owca albo kto inny to zobaczy to dostanę bana za szurstwo,ale któtko: Moim zdaniem w Polsce nie ma żadnej demokracji,rządzą służby. Samo nazwisko Donald Tusk,a szczególnie imię DONALD w czasach PRLu i zrobienie researchu na temat tej postaci to coś,za co natychmiastowo dostałbym tu bana jak za antysemityzm gdybym to tu rozwlekł. Dlatego wolę milczeć i tobie też radzę jeśli zaczniesz grzebać myśląc krytycznie przy tym i sprawdzając źródła.
Jeśli przebijesz krytycyzmem alignment i będziesz krytyczny wobec odpowiedzi dotrzesz do tego wniosku co ja. Ale jak powiedziałem - tutaj to będzie ban za szurstwo i największą śmiertelną obrazę światopoglądu politycznego większości jaka może być. Nie żartuję ani odrobinę.
Twarz artysty ulicznego Banksy'ego została w końcu ujawniona. Podaje to jako ciekawostkę bo sam Banksy to jeden z ciekawszych przykładów artystów rzekomo antyestablishmentowych, ale w praktyce jednak przez ten establishment tolerowanych, a nawet w pewnym sensie promowanych co wskazuje, albo na bycie kontrolowaną opozycją, albo ich marginalne zagrożenie dla obecnego porządku. Co bardziej świadome rządy wiedzą, że należy zawsze dawać jakąś bezpieczną formę ujścia i wyrażenia społecznego niezadowolenia by gniew mas się nie kumulował co mogłoby doprowadzić do nieprzyjemnej implozji.
Bez przesady. Bunksy to prędzej rodzaj boomerskiego komentarza do rzeczywistości, do tego skomercjalizowany do porzygu - przede wszystkim dlatego stał się tak popularny i powielany, bo jest wygodny i łatwy dla każdego. Nie jest zbyt antyestablishmentowy, jego dzieła są wręcz popcornowo powielonymi narracjami z mediów. Jeśli to ma być sprzeciw wobec systemu, to jest karykaturalnie nieudolny.
Nie zamierzam już nigdy więcej głosować na jakąkolwiek partie. Dystansuje się od polityki świata bieżącego i jej wartości oraz ciągłych sporów które jedynie polaryzują społeczeństwo. Jeśli demokracja ma polegać na wiecznym wybieraniu mniejszego zła to lepiej jest nie wybierać wcale.
@Al-3_x bo jak trafiam na twoje wpisy to zawsze widzę jakieś konserwowe jęki. Teraz kliknąłem w profil i jeden z pierwszych wpisów to "uga buga bidnych katoli prześladujo i islam promujo". ¯\_(ツ)_/¯
Termin powstania zapowiadanego wpisu na temat Spinozy trochę się opóźnia ze względu na lekturę Kępińskiego o schizofrenii i nadrabianiu dialogów Platona, planowanego przeczytania Halwbchasa i ponownym czytaniu Procesu Kafki. To może być mój najdłuższy wpis bo chciałbym w nim zamieścić bardziej dogłębny zarys własnych poglądów. Nie wiem czy nie podzielę go na dwie części.
Mam też plan na następny wpis już krótszy w którym krytykowałbym nauki ścisłe, ale to już plan na dalszą przyszłość.
Czasami chciałbym po prostu mieć uroczą dziewczynę która interesuje się Nick Landem, okultyzmem, Lovecraftem, Lain, filozofią Evoli, ale takie nie istnieją.
Ironia sytuacji jest taka, że choć faszyzm tu zostaje przedstawiony jako bezkompromisowa, nieoszlifowana, bezforemna ideologia której nie da się opisać za pomocą jakichkolwiek schematów i definicji przez co bardziej przypomina siłę natury niż konkretną doktrynę to sam Mussolini końcowo poszedł na kompromis burżuazją, kościołem, królem czyli z podmiotami które początkowo aktywnie zwalczał. Z rewolucjonisty przeistoczył się w polityka. Faszyzm u podstaw był wręcz skrajnie modernistyczny i był zresztą związany z włoskich ruchem futurystycznym. Wyrażał witalność, moc, stal, siłę woli i jak to sam Mussolini wskazał konflikt nowego ze starym. Nie poprowadził jednak swojej wizji do końca. Dogadał się z elementami reakcyjnymi i świat nigdy nie ujrzał faszyzmu w swojej czystej formie. Dlatego nikt tak naprawdę na czym faszyzm konkretnie polegał i stał się po prostu tożsamy z nieokreślonym złem po drugiej wojnie światowej. Z tego też względu każdemu można przypisać dziś łatkę faszysty. Swoją drogą ponoć dobry serial. Chciałbym sobie go obejrzeć, ale nie wiem gdzie xD
@Al-3_x faszyzmem opisujemy ciało ruchów politycznych zapoczątkowany przez ruch faszystowski. Opisuje się go używając ogólnych cech wspólnych z powodów praktycznych. Tak to słowo jest używane wszędzie. Przychodzi Alex i mówi że faszyzm to nie całe ciało społeczne które ten termin używa, tylko pierwsze lub jedno z pierwszych ujęcie faszyzmu w umyśle osoby która ten faszyzm sobie pomyślała. Jest to oczywiście kolejny przykład impotencji intelektualnej żeby zmierzyć się z jakimkolwiek zagadnieniem. W języku, w którym chce się przekazać jakąś myśl, dodajemy słowa precyzujące, żeby właśnie określić przypadek manifestacji ciągu znaczeniowego. Faszyzm-jakim-go-pierwotnie-ujęto albo jakaś inna wariacja o podobnym sensie. Natomiast ty nie rozumiesz jak słowa działają, zastępując ciekawe słowo, skrajnie nieprzydatną jego interpretacja jako interpretacja jedyną i poprawną. Walka ma miejsce pod twoim czerepem, zapraszam nie wprowadzać w błąd wszystkich, bo myślisz że to co sobie uroiłeś jest ogólną zasadą świata.
@gwf-hegel-fangirl Moją definicje słowa ideologia już znasz i w mojej definicji faszyzm można jak najbardziej zaliczyć do ideologii. Teraz faszyzm jako taki miał u początków swego powstania pewne konkretne cele które przytoczyłem i które nie zostały zrealizowane bo Mussolini od nich odstąpił. Nie zrobił jednak tego z powodów intelektualnej analizy swoich poglądów i dokonania jakieś korekty lub też reinterpretacji (chyba, że instrumentalnej) tylko z powodu pójścia na kompromis polityczny, ergo cele faszyzmu nie zostały w pełni zrealizowane, ergo to nie był prawdziwy faszyzm xD
A tak na serio to był, ale nie zrealizowany w pełni.
@Al-3_x aleks ale po co robić wpisy w którym wymyślasz sobie przypadkowe definicje słów, nigdy ich nie wyjawiasz, zmieniasz je z czasem i mówisz że wszyscy się mylą? Ruch faszystowski nie spełnił założeń gdzieś pomyślanych zanim ruch powstał. Niewątpliwie prawda, mało odkrywcza nawiasem mówiąc. Ale ty zamiast stwierdzić coś mało odkrywczego, walczysz z całym światem, że wszyscy są w błędzie tylko nie ty. Używasz nieprecyzyjnego języka żeby wyrazić oczywistą oczywistość - niewiele ruchów w końcu spełniło swoje założenia pierwotne. Cały ten wpis to jest maskowanie definicji i walka z powszechną interpretacją słów. Jesteś trochę jak dziecko zadające zagadki słowne. Nie jest to filozofia, tylko porażka systemu edukacji, że cię nie nauczyła krytycznego myślenia.
Myślę, że największą porażką projektu oświecenia jest fakt kilkaset lat później ludzie dalej masowo są gotowi wierzyć w to co osobliwe, tajemnicze, przerażające, paranormalne. Dawny człowiek odczuwał trwogę w spotkaniu z naturą i to spowodowało narodziny religii. To poczucie trwogi nie przeminęło. Ciągle powstają nowe mity pomimo rzekomego zwycięstwa nauki nad religią i będą najprawdopodobniej powstawać dalej. No i kto wie? Może idea sacrum faktycznie ujawnia prawdę wykraczającą poza to co materialne.