Kwestia elit i wojny
W pewnym sensie rozumiem narracje ludzi którzy nie chcą walczyć nawet w obronie ojczyzny bo czują, że broniliby tym samym skorumpowanych elit które mają ich gdzieś. Jednak kiedyś elity nie były wcale oderwane od wojny. Władcy w starożytności, średniowieczu czy nawet wczesnej nowożytności aktywnie brali udział w wojnach. Dowodzili armiami, tworzyli strategie, motywowali żołnierzy przed bitwą, a nawet sami czasami brali w nich udział. Aleksander Wielki miał dowodzić armiami z pierwszej linii frontu. Juliusz Cezar motywował i aktywnie dowodził swoim wojskiem. Napoleon wciąż nadzorował bitwy. George Washington brał udział w wojnie o niepodległość. To byli liderzy którzy nie chowali się w bunkrach jak współcześnie Putin.
Mógłbym podać więcej przykładów, ale raczej nie trzeba. Problem w tym, że władców zastąpiono politykami których oderwano od spraw wojskowych. Nawet jednak później taki prezydent Harry Truman był wcześniej weteranem podczas 1 wojny światowej zanim zrobił karierę polityczną. Franklin Delano Roosevelt nie brał udziału w 2 wojnie światowej osobiście, ale jego synowie już tak. Podobnie brał udział w wojnie syn Stalina. Dzisiejsi synowie oligarchów w rosji i Ukrainie odpoczywa za to za granicą nie angażując się w wojnę. Jestem wstanie zrozumieć demoralizacje i poczucie rezygnacji u wielu osób gdy czytają o takich sytuacjach. Mimo wszystko należy pamiętać, że narodu i ojczyzny nie tworzą elity, a i te da się wymienić. Naród tworzą zwykli ludzie i to ich wspólna wola potwierdza jego dalsze istnienie.
#wojna #polityka #historia #revoltagainstmodernworld
