@rain ja te słowa doskonale rozumiem, temat właśnie przerabiałem dawno temu.
Gdzie na czystą logikę nie można mieć szczęścia nie istniejąc, jest to koncept całkowicie neutralny. Ani dobry ani zły. Tutaj Żiżek uduchawia nicość i lrzyprawia ją romantyzmem.
To czy ktoś się skupia u siebie na cierpieniu zamiast na radości to już kwestia indywidualna. Łatwiej się przechodzi przez starzenie się i problemy rodziców kiedy osładzają im żywot wizyty wnuków chociażby.
Życie nie jest daleko częściej cierpieniem, zwłaszcza współczesne. Sam depresję miałem - krótki w sumie okres i jazda dalej, zaś jeżeli ktoś skupia się na cierpieniu to nawet przyjemne rzeczy będą mu przykrość sprawiać.
Częściej podmuch wiatru w twarz mnie orzeźwia aniżeli smaga, częściej jedzenie sprawia mnie radość aniżeli przyprawia mnie o bóle żołądka czy z prozaicznych, naknjzsyzcj aspektów naszego życia, wypróżnienie raczej wprawia mnie w błogą metydację aniżeli przyprawia mnie o katusze jak przy rozwolenieniu.
Właśnie zauważyłem, że nihiliści mają tą po chrześcijaństwie odziedziczoną skłonność do samobiczowania się, gdzie intelektualizm postrzegają jako metodę samokarania się za grzech pierworodny narodzin, gdzie też na prostego człowieka nihilista patrzy z góry zamiast się od niego nauczyć w jaki sposób czerpać przyjemność z życia. Bo to też jest umiejętność. I tutaj pojawia się pytanie krytyczne, jeżeli głupiec i mędrzec w żadne wyższe siły nie wierzą, głupiec życiem się raduje, mędrzec cierpi zaś obydwoje szukają szczęścia to kto tu jest głupcem tak naprawdę? Może to mędrzec w chore ścieżki myśli zboczył i w samouwielbieniu nie może się sam przed sobą przyznać, że głupiec nie dlatego jest szczęśliwy, bo głupi ale bo ufając instynktom większą przyjemność z życia udaje mu się czerpać? Zaś wznoszenie się ponad biologię własnego ciała mędrcowi dało tylko utrapienia, nie nazbyt sobie pofolgował kiedy powinien i stąd więcej w jego życiu cierpienia, bo intelektualny masochizm nazbyt mu się w pewnym momencie życia spodobał?
Ja tak sprawę widzę. Zwłaszcza po depresji oddawanie się prostym, małym przynością... Jak w jednym filmie z Jackie Chanem gdzie byli farmerzy ryżu i wykonywali te ciężkie prace przy tym ale za każdym razem gdy wzbierał się przyjemny wiatr wszyscy zgodnie przestawali pracować ciesząc się przyjemniejszymi chwilami które sprawiały że praca wcale taka uciążliwa nie była.
Dla mnie tutaj Żiżek chwali się tym, że jeszcze z dojrzewania nie wyszedł i dalej jest zbuntowany przeciwko temu jaki jest świat zamiast coś tam zmieniać na lepiej ale też i po prostu brać i się tym światem cieszyć jaki właśnie jest.
U mnie babcia na zdrowiu słabuje, co mogę to ja i reszta rodziny pomaga i jej ewidentnie ostatnie lata jak najprzyjemniejszymi chcemy uczynić. Ale jak na nią patrzeć to się człowiek nie smuci tylko raczej cieszy, że tyle chwil się razem spędziło. Dobrze że brat zdążył dwójkę dzieci zrobić to się babcia może nacieszyć z bycia prababcią, jak prawnusią się widuje to wtedy jest najszczęśliwsza. Dla mnie to jest właśnie chory, zdepresjowsny tok myślenia żeby patrzeć na sytuację i się tylko na negatywach skupiać gdzie pozytywów jest przecież masa.