Feminizm choć miewa antykapitalistyczny wydźwięk to pozostaje w moim odczuciu swego rodzaju liberalizmem ukierunkowanym na kobiety. Promowany jest tu bowiem kobiecy hiperindywidualizm w ramach czego każda dziewczyna ma przede wszystkim stawiać swoje potrzeby na pierwszym miejscu i nie szukać aprobaty wśród mężczyzn. Zamiast tego priorytetem staje się często kariera i pieniądze.
Kontakty z płcią męską mają ograniczać się do niezobowiązujących spotkań, posiadanie dzieci przybiera postać niechcianego utrapienia, a zakładanie rodziny to dla wielu feministek w najlepszym razie niepotrzebna fanaberia, a w najgorszym zniewolenie. Wszelkie tradycyjne normy zostają odrzucone jako ograniczające samoekspresje i spełnianie własnych hedonistycznych pragnień.
Do tego normalizuje się sexworking czy zakładanie only fansa przy jednoczesnej krytyce uprzedmiotawiania kobiet. S--s przestaje więc tu być rozumiany jako akt czułości dwojga zakochanych ludzi lecz zostaje sprowadzony do czegoś czysto transakcyjnego co idealnie pasuje do czasów późnego kapitalizmu.
Filozof i psycholog, Erich Fromm uważał, że człowiek poprzez akt miłości czy to braterskiej, rodzinnej czy romantycznej przekracza samego siebie osiągając swego rodzaju transcendencje. Dwoje ludzi nie myśli wtedy w kategorii ja i ty lecz w kategorii my. Żeby to było możliwe to trzeba umieć wyjść poza własny subiektywizm i otworzyć się na drugą osobę. Relacja rodzi się w poczuciu wzajemnej odpowiedzialności. Tymczasem silna i niezależna feministka unika jakichkolwiek form zależności.
Im bardziej kobiety będą przyjmować feministyczną narracje tym mniej mężczyzna powinien oczekiwać, że znajdzie kochającą go kobietę z którą będzie mógł zbudować miłosną relacje.
@Al-3_x mija już była żona brała kariere, w 10 lat dziewczyna po zawodówce została kierownikiem rejonowym w biedronce, zaczynając od kasy na 3/4 etatu gdyby w wieku 25 lat zdecydowała się że mną na dzieciaka, nigdy nie przeszła by przez zastępcę kierownika sklepu i dorobiła się conajwyzej garba xD
Czasami lepiej nie drążyć niektórych tematów dla własnego zdrowia psychicznego. Prawdą jest, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Nawet Nietzsche uważał, że pewnych prawd człowiek nie jest wstanie udźwignąć. Objawienie zamiast ukojenia może przynieść czasami jedynie szaleństwo.
Kultura macho była jedną z bardziej społecznie szkodliwych rzeczy. Idea, że wartość mężczyzny określa jego liczba partnerek, a nie jego osobiste osiągnięcia podkopała poczucie wartości wielu mężczyzn. Takie coś nigdy nie powinno mieć większego znaczenia i ktoś kto projektuje mosty zasługuje na większy szacunek od kogoś kto przespał się z 20 kobietami naraz.
W praktyce to powinniście przestać uzależniać swoje poczucie własnej wartości od tego czy jakaś kobieta was chce czy nie. To naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Jeśli to robicie to sami stajecie się autorami własnego nieszczęścia. Powinniście się zamiast tego skupić na odnalezieniu wewnętrznej siły w samych sobie i wtedy wasze życie nabierze realnej wartości.
zwracam się do mądrzejszych kolegów uczonych czy istnieje jakiś nurt w #ekonomia #filozofia #polityka #prawo który zastanawiałby się nad koncepcją "posiadanie waluty jest posiadaniem udziałów w państwie"? a może sformułowane przeze mnie zrozumienie jest z definicji błędne albo nie dość dokładne?
Jest wymianialna w okresie swojej ważności na usługi swiadczone lub dobra produkowane przez obywateli emitującego.
w rzeczywistości nie jest to cała prawda - wiem że na Ukrainie i w Wenezueli ludzie rozliczali się w pewnym momencie w dolarach, zwłaszcza z ludźmi zza granicy.
To właściwie już zrealizowany zysk
ale jest to zysk wyrażony w tej właśnie walucie, co według mojego zrozumienia uniemożliwia użycie tego zdania do definicji waluty.
Dziękuję za Twój czas, ale o ile nie podasz mi źródła w literaturze z którym mógłbym się zapoznać nie będę w stanie skorzystać z Twojej wiadomości.
@wombatDaiquiri z całym szacunkiem, ale jeżeli przyjąć barter za podstawę do stworzenia pieniądza to uwzględniając późniejsze odejście od kruszcow jako zabezpieczenia ich wartości pozostaje je rozumieć jako formę "kuponu" o wartości zabezpieczonej przez emitenta... Przy czym wartość kuponu jest ściśle powiązana z PKB wydawcy: jeżeli kraj nie eksportuje dóbr zamieniając je na "dewizy" lub inne intratne umowy międzynarodowe to pieniądz traci na wartości, import odbywa się po niekorzystnym kursie ponieważ nie ma popytu na zakupy "zwrotne". To naprawdę brzmi jak jakaś hipoteza ?
Nie jestem uczonym, ale twoje podejście jest o tyle problematyczne, że państwo w przeciwieństwie do spółki akcyjnej niekoniecznie jest zainteresowane wzmacnianiem wartości swojej waluty, w związku z czym siła waluty nie wyraża siły państwa. Waluta i jej wartość jest jedynie narzędziem. Ilość waluty na rynku można zmniejszyć emitując obligacje lub zwiększyć drukując pieniądz. Te operacje pozwalają na zarządzanie długiem państwa oraz są w stanie np. pobudzić eksport. Przykładowo Chiny sztucznie obniżały wartość swojej waluty by budować swoją gospodarkę w oparciu o eksport i zagraniczne inwestycje.
Ostatnio dużo myślę o tym, dlaczego tak wielu ludzi (w tym ja) ma problem z poczuciem szczęścia. Wydaje się, że źródło tkwi w ciągłym poczuciu, że „powinno być inaczej”, że zasługujemy na coś lepszego. Próbując znaleźć odpowiedź, opracowałem coś, co nazwałem Egzystencjalnym Determinizmem Moralnym – w skrócie EDM.
Podstawowa idea jest prosta: szczęście zaczyna się gdy akceptujemy, że nasze życie jest dokładnie takie, na jakie zasłużyliśmy. Wszystko, co nas spotyka – dobre i złe – jest efektem zasług naszych i naszych przodków. Tak, zasługi i winy mogą przechodzić między pokoleniami. Może się wydawać niesprawiedliwe, że ktoś rodzi się bogaty, a ktoś inny biedny, ale jeśli spojrzeć na to przez pryzmat historii rodzinnej i moralnej równowagi, wszystko nabiera sensu.
To nie znaczy, że mamy się poddać losowi – wręcz przeciwnie. Działanie jest ważne, ale zaczyna się od akceptacji. Życie jest częścią większego porządku, w którym każde doświadczenie ma sens.
Możemy polepszyć nasze życie przez pozytywne działania, mamy też wybór i możliwość pogorszenia swojego losu, ale także naszych potomków więc nie wszystko jest zdeterminowane. Warto działać ale też mniejsze efekty niż się spodziewamy nie powinny nas unieszczęśliwiać: widać nasze zasługi były za małe, trzeba starać się więcej.
To oczywiście tylko wstęp. Zastanawiam się, co myślicie o takim spojrzeniu na życie? Może ktoś z Was czuje podobnie albo ma inne przemyślenia?
@NatenczasWojski Zgadzam się, nie ma obiektywnego szczęścia. Jest to zawsze subiektywne odczucie, osadzone w konkretnej perspektywie czasowej i związane z doświadczeniami krótko-, jak i długoterminowymi. To wypadkowa dominujących emocji w danym momencie. Możesz na przykład odczuwać stres w pracy i czuć się nieszczęśliwy, ale gdy spojrzysz na swoją sytuację życiową w szerszym kontekście, może się okazać, że tak naprawdę jesteś szczęśliwą osobą.
Mam jeszcze wątpliwości czy ta idea 'szczęścia', potrzeby jego posiadania, nie jest przypadkiem kreacją marketingowców - ale to już inna kwestia. Możesz sobie o tym poczytać w niedawno wydanej 'Przemysł szczęścia' z PIW.
@inskpektor zgadzam się że jest pewny marketing szczęścia ale niestety jest on dużo gorszy niż na pierwszy rzut oka może sie wydawać.
bo nie tyle promuje się jak być szczęśliwym ale promuje się pokazywanie co potrzeba aby być szczęśliwym w celu wywołania poczucia nieszczęścia u widza i wykreowania w nim potrzeby zakupowej.
czyli okazujemy szczęśliwego faceta w nowym Audi po to aby przynajmniej część z odbiorców poczuła się choć trochę mniej szczęśliwym że go nie mają.
to działa ale dlatego właśnie trzeba się skupić na tym co się ma a nie na tym czego się nie ma.
@inskpektor sama potrzeba szczęścia ale w rozumieniu długotrwałego spokoju ducha a nie jakichś ekscytacji chwilowych, wg mnie jest podstawową potrzebą człowieka jak potrzeba wypoczęcia czy bycia najedzonym i bezpiecznym.
jeśli wierzyć w piramidę potrzeb Masłowa to poczucie szczęścia powinno być nagrodą za osiągnięcie szczytu piramidy.
To co piszesz nie ma sensu. Moja żona zachorowała w momencie gdy planowaliśmy powiększenie rodziny. Do tej pory wszystko było ok "normalne" problemy jakie ma każdy.
W momencie gdy stwierdziłem, że wszystko jest ok i moglibyśmy powiększyć rodzinę, żona się pochorowała. Więc w jakim kontekście ma to pomóc naszemu przyszłemu potomstwu, jeśli musiałem z niego zrezygnować praktycznie w "tym momencie?"
10 lat pracowałem aby moja rodzina i przyszłe dzieci miały dobry start. Teraz w sumie zyje bo chce zadbać o żonę. Większego celu już nie widzę. Nie mam się po co starać, bo w sumie po nas nie będzie już nikogo.
----
Tak więc po co były studia? Przeprowadzka? Dom? Kilka awansów? Zmian pracy itd? Na dziej dzisiejszej liczy się dla mnie zdrowie żony, reszta to jakiś dodatek do życia - które skończy się dla mnie w momencie gdy żona odejdzie.
----
3 domy, w chooj pola - to wszystko odziedziczę a po mnie nie odziedziczy tego nikt bo już nie zdążę... -> a więc jak się to ma do twojej wizji?
powiedzialbym ze Cie rozumiem ale to nie byłaby prawda, mogę sobie jedynie wyobrażać że rozumiem bo sam również nie wyobrażam sobie sensu życia bez swojej żony. Czasami myślę sobie co bym zrobił w takiej sytuacji, nie będę pisał co z tych przemyśleń wynika ale nic dobrego.
jak się ma Twoje nieszczęście do mojego konceptu? Znalazłbym wytłumaczenie ale wiem że to nie da Ci pocieszenia a pewnie tylko wkurzy więc też lepiej nie pisać.
@Bystrygrzes przeczytałem że pisałeś że żonie zdiagnozowano SM, moja ciotka ma również tą chorobę więc mniej więcej wiem jak to wygląda. Pierwsze objawy miała chyba po 20tce, ale nawrót i nagłe pogorszenie przed 40tka. Obecnie ma 55 lat. Choroba rozwijała się falami, raz dużo lepiej, raz dużo gorzej, potem trochę lepiej, trochę gorzej i tak w kółko. Daje sobie radę, jest babcia, zajmuje się domem. Nie jest lekko ale jakoś żyje.
z tego co czytałem to diagnoza nie jest przeciwwskazaniem do ciąży.
może i u Was nie będzie to tak zle jak sobie wyobrażasz?
z kolei moja szwagierka urodziła bliźniaczki, jedna z mózgowym porażeniem dziecięcym. Najpierw płacz i tragedia ale po kilku latach każdy zaakceptował że jest jak jest i jakoś się żyje dalej. Bliźniaczki mają 12 lat, jedna nie chodzi a druga sobie biega. Jaka to sprawiedliwość? Jaki to sens? Mam nadzieje że jakis jest.
Dla mnie szczęście jest tak samo ważne, jak smutek - który dla mnie jest drogowskazem. Do tego, co napisałeś, chciałbym dodać, że czasami uzależniamy własne poczucie szczęścia od szczęścia osób, które pozwoliliśmy sobie pokochać. I w tej materii mamy już o wiele mniejszą kontrolę nad własnym szczęściem.
Ja, z umysłem który działa, z dobrym wewnętrznym kontaktem, wybrałem do wspolnego życia osoby, które nie chcą/nie potrafią działać na własną korzyść. To czasami sprowadza na mnie nieszczęście, nad którym nie do końca jestem w stanie panować. Jednak wciąż chcę mieć te osoby w swoim życiu. Popychają mnie do przodu i wiele im zawdzięczam.
Jeśliby rozpatrywać życie z perspektywy człowieka samotnego... ale przecież jesteśmy otoczeni indywidualnościami, które nie myślą tak, jak my. Potrzebujemy innych. A oni są inni od nas.
Często tłucze mi się po głowie cytat z Andrieja Tarkowskiego: "Są w życiu rzeczy ważniejsze, niż szczęście".
Tru. Np. mam problem. I wiem, że gdyby stało się to, co bym chciał, aby się stało, to dalej bym miał problem xd I wiem, że to by nic nie dało. I jest ok, powinienem tego problemu nie postrzegać jako problem, ale i tak siedzi mi to w głowie w negatywny sposób. Ehhhh. Nie wiem, po co to piszę, skoro tak owijam.
@RogerThat zakladam że już to wiesz, ale praca terapeuty (dobrego) polega również na pomocy w odczuciu i nazwaniu tego co przeżywasz. Życzę Ci powodzenia w pogodzeniu się z rzeczywistością jaka by nie była
Nie chcę spłycać tematu, ale chciałbym dodać, że czasami po podwójnej cielęcinie z ostrym sosem na cienkim, piekło odbywa się rownież w d⁎⁎ie. Pozdrawiam serdecznie.
Na łamach Krytyki Politycznej ukazał się dość ciekawy artykuł słoweńskiego filozofa, Žižka. Porusza on tam temat ostatniej, szybkiej porażki Asada i to z ręki nie świeckiej opozycji, ale muzułmańskich fundamentalistów.
Jak większość komentujących, nie znam odpowiedzi na te pytania, dlatego też wolę skupić się na szerszym oglądzie sprawy. Ogólnym rysem całej tej historii, podobnie jak w Afganistanie po wycofaniu się Amerykanów i w Iranie podczas rewolucji w 1979 roku, jest to, że nie doszło tu do żadnej decydującej bitwy. Reżim po prostu złożył się jak domek z kart. Zwycięstwo zaś przypadło stronie, której akurat chciało się walczyć i umierać za sprawę.
To, że reżim był powszechnie znienawidzony, nie wyjaśnia w pełni, co się stało. Dlaczego znikł świecki opór wobec Asada, a ostali się jedynie muzułmańscy fundamentaliści, którzy teraz na tym skorzystali? To samo pytanie można zadać w przypadku Afganistanu. Dlaczego tysiące ludzi ryzykowało życiem, żeby załapać się na wylot z Kabulu, ale nie, by zwalczać talibów? Siły zbrojne starego afgańskiego reżimu były może lepiej uzbrojone, ale po prostu nie miały woli walki.
Žižek słusznie zauważa, że współczesne, świeckie i liberalne ideę nie mają już zdolności do mobilizowania mas.
Pozytywistyczna koncepcja wiedzy jako „obiektywnego” wyrazu rzeczywistości – co Foucault scharakteryzował jako pacyfikujące, neutralizujące i normalizujące formy współczesnej zachodniej władzy – jest ideologią „końca ideologii”. Z jednej strony mamy rzekomo niezideologizowaną wiedzę ekspercką, z drugiej zaś rozproszone jednostki, z których każda skupia się na własnej, idiosynkratycznej trosce o siebie (w ujęciu Foucaulta) – na drobnych przyjemnościach życia. Z punktu widzenia liberalnego indywidualizmu jakiekolwiek powszechne zobowiązanie, zwłaszcza takie, które niesie ze sobą narażenie życia i zdrowia, jest podejrzane i „irracjonalne”.
Religia jest dziś natomiast jedyną ideą zdolną angażować jednostki w akcie kompletnego poświęcenia.
To, dlaczego religia wydaje się mieć obecnie monopol na zbiorowe zaangażowanie i samopoświęcenie, najlepiej wyjaśnia Boris Buden, który twierdzi, że religia jako siła polityczna odzwierciedla postpolityczną dezintegrację społeczeństwa – rozpad tradycyjnych mechanizmów, gwarantujących niegdyś stabilność wspólnotowych więzi. Religia fundamentalistyczna jest nie tylko polityczna – to w istocie polityka. Dla wyznawców nie jest już zaledwie zjawiskiem społecznym, ale samą fakturą społeczeństwa.
Jeśli miałbym przewidywać jakąś przyszłościową porażkę zachodu względem innych cywilizacji to właśnie w tym. Nikt nie będzie miał motywacji do obrony zachodniego stylu życia i statystyki to potwierdzają. W krajach zachodnich tylko mały procent populacji jest gotowy walczyć za swój kraj.
@Al-3_x zawsze jak czytam tych filozofów współczesnych to jestem przytłoczony. Pamiętam tak samo byłem przytłoczony, gdy za dzieciaka oglądałem w TV głodne dzieci w Afryce i to że trzeba tam dawać kasę. Po latach dowiedziałem się, że kasa ta trafia tylko do złodziejskich organizacji, które nie pomagają, a żyją z organizowania pomocy. A jak pomoc trafia to do lokalnych oligarchów a nie biednych. Czy powinniśmy się przejmować upadkiem Europy? Nie, bo nie mamy na to wpływu, a są organizacje które mają i to od ich interesu zależy nasze przetrwanie.
Walczą z nim Kurdowie, fundamentaliści, ludy z południa i ISIS, które jest blisko fundamentalistów.
Przez lata trzyma wszystkich za mordę bo ma armię a inni nie mają koordynacji i sprzętu
Budżet Syrii się sypie, oligarchowie są odsuwani od koryta, liczebność armii spada o połowę, jest problem z wypłatami
Fundamentaliści wspierani przez Turcję rozpoczynają rewoltę. Mają drony i wyszkolenie a rząd przegapił moment.
Armia nie ma motywacji i nie wie jak walczyć przeciwko dronom.
Kurdowie i południe przyłącza się do rewolty, prawdopodobnie byli dogadani z fundamentalistami
Otwarcie kolejnych frontów daje dowódców do zrozumienia że to nie ma szans, następuje upadek obrony mimo posiadania sprzętu.
Ruscy nie pomagają bo są uwiązani w Ukrainie, zamykają się w bazach i obserwują.
Assad ucieka do Moskwy, Putin ma problem bo traci bazę wypadową na Afrykę a Erdogan poszerza strefę wpływów na Syrię i aktywnie działa w Azji środkowej bo marzy mu się Imperium Osmańskie a jeszcze Kurdów może niszczyć. Realizacja strategii militarnej w celu politycznym
Słowacki Filozof: tylko religia może motywować tłumy.
@L4RU55O Žižek tak nie upraszcza i zdaje sobie sprawę, że przyczyn upadku Asada było wiele. To co było zaskoczeniem dla wielu to szybkość samej rewolty i porównał tą sytuacje do tej z Afganistanu i Iranu.
@maximilianan - zawsze to fajnie odkryć, że ludzie przed nami nie byli tacy głupi - a czasem mądrzejsi niż nam współcześni (bo że my sami to wiadomo ).
Fang Yuan jest prawdopodobnie jedną z najciekawszych postaci z webnoveli. Człowiek monolit wolny od wzruszeń, płaczu czy wściekłości. Nie ulega przyjemnościom doczesnym jak alkohol czy pyszne jedzenie. Nie ugania się za kobietami. Jest skupiony na swoim celu jakim jest życie wieczne i jest przy tym osobą skrajnie racjonalną, ale i bezwzględną. Jednak to jego tragiczna przeszłość i życiowa filozofia czynią go ciekawą postacią. W pewnym sensie każde życie jak u Buddy jest dla niego równe. Życie mistrza kultywacji nie ma dla niego większej wartości niż życie robaka. Każde życie bowiem zmierza końcowo ku końcowi. W obliczu śmierci wszystkie życia są równe, ale i każda śmierć czyni życie bezsensownym. Z tego założenia siłę bierze jego bezwzględna natura, ale i determinacja by się wznieść ponad to.
Wywiad "Jak swiadomie towarzyszyć osobie umierającej - o dobrej śmierci i świadomym przezywaniu żałoby."
"To, co pomaga nam żyć, pomaga nam umierać, a to, co pomaga nam umierać, pomaga nam żyć"
"Gdy nie mamy kontaktu ze swoją śmiertelnością, to nie mamy kontaktu z dobrym życiem. Świadomość śmierci motywuje nas do dobrego życia"
"Śmierć, trauma i stres jest częścią natury.
To, co się dzieje w naturze, to jest naturalne. Może być częstsze lub rzadsze. Sztucznym jest wymaganie, żeby zawsze działo się tak, jak ja bym chciał."
Bardzo ważny temat i świetnie napisana broszura. Każdy powinien ją przeczytać, bo każdy prędzej czy później ze śmiercią się zetknie, warto wtedy wiedzieć co może się dziać i co robić. Wywiad zapisany i odsłucham sobie w wolnej chwili.
@splash545 Pan psycholog ma dosyć filozoficzne podejście do śmierci. No bo w sumie jakie inne jest możliwe? Nie da się naukowo zbadać tego co się dzieje po śmierci, więc trzeba się z tym "nie wiem" jakoś dogadać i ułożyć.
Pisałem już kilka lat temu na wykopie, ze kapitalizm produkuje psychopatów. Wczoraj znalazłem dość ciekawy artykuł na Krytyce Politycznej w tym temacie.
Osobowość naszych czasów jest elastyczna i jednocześnie pokawałkowana. Dokładnie taka, jakiej wymaga neoliberalny świat: indywidualistyczna do granic możliwości, nastawiona na konsumpcję i zbieranie wrażeń, bez stałego miejsca, tworząca liczne, ale powierzchowne relacje i kruche więzi.
Autor artykuły przytacza tutaj coraz bardziej powszechne zjawisko dysocjacji i rozszczepienia osobowości.
Dysocjacja jest unikiem, pozwalającym szybko i bez problemów zdystansować się, oddzielić od konfliktu, wyjść z relacji i nie odczuwać niepokoju z powodu sprzeczności we własnych działaniach i postawach. Mówiąc krótko: przystosować się do wszystkiego, a przede wszystkim do rynku. Osobowość naszych czasów jest elastyczna i jednocześnie pokawałkowana. Dokładnie taka, jakiej wymaga neoliberalny świat: indywidualistyczna do granic możliwości, nastawiona na konsumpcję i zbieranie wrażeń, bez stałego miejsca, tworząca liczne, ale powierzchowne relacje i kruche więzi.
López Mondéjar, mówiąc o „kręgosłupie”, ma na myśli zasadę integrującą ja, wyobrażenie o sobie idealnym, które może stać w sprzeczności z tym, co rzeczywiście robimy, i ze światem, w którym żyjemy. Pozwala porównywać aspiracje i pragnienia z oferowanymi przez społeczeństwo możliwościami ich realizacji. Prowadzi to do konfliktów, co nie jest wygodne, ale pozostaje warunkiem kontaktu z rzeczywistością. Inaczej fragmenty ja współistnieją obok siebie, nie sprawiając problemów i nie wywołując poczucia winy.
W pewnym sensie to zjawisko opisał już Jung w swoich książkach gdzie jego zdaniem psychika współczesnego człowieka jest poddawana ciągłej fragmentaryzacji. Człowiek współczesny szufladkuje różne aspekty jego jaźni oddzielając je od siebie. Zdaniem Junga jednak tego typu rozczłonkowanie jest typowe dla schizofreników.
Problem polega na tym, że tego rodzaju unik nie prowadzi do rozwiązania problemów. Więcej: uniemożliwia skonfrontowanie się z nimi. Wydaje się, że nie dosięgnie nas żadne niebezpieczeństwo, ale żeby w ogóle móc coś realnie zmienić, trzeba najpierw poczuć zagrożenie. Tymczasem osobowość naszych czasów skuteczne przed tym chroni. López Mondéjar jest zdania, że mechanizm ten jest generowany przez system społeczno-ekonomiczny i jednocześnie go wzmacnia. Fantazjujemy, że oto staliśmy się niezwyciężonym Achillesem, którego nie można zranić.
Człowiek alienuje się od rzeczywistości w imię własnych fantazji na temat sprawczości. Problemy jednak przez to nie znikają tylko się pogarszają. Autor przytacza problem otyłości i tego jak współczesne społeczeństwa sobie z tym "radzą",
Kiedy otyłość zaczyna być traktowana tylko jako przejaw różnorodności, realny problem znika, a mówienie o nim okazuje się cezurą i przejawem dyskryminacji. López Mondéjar widzi w krytyce fatfobii także (choć nie tylko) gest odmowy uznawania granic stawianych przez rzeczywistość. Otyłość jest niezdrowa i to nie wszystko jedno, jak wyglądamy. Nie ze względów estetycznych, ale z powodu problemów, które się za nią kryją i z którymi należałoby się skonfrontować.
Końcowo unikanie myślenia o własnych wadach, skrajny indywidualizm, narcystyczne przekonanie o własnej wyjątkowości i rywalizacja promowana przez kapitalizm sprawiają, że obecny system dziś produkuje samych psychopatów.
Wartości współczesnego kapitalizmu i mechanizmy związane z wytwarzanym przez nie typem osobowości popychają w stronę agresji. W akcie przemocy sprawca odzyskuje zachwiane poczucie panowania nad innymi i nad sytuacją. Gwałtowne działanie sprawia, że czuje się potężny, a nie bezbronny, zależny i podatny na zranienie. Oddala w ten sposób poczucie bezsiły i w zarodku dusi budzącą się w nim frustrację. Bardzo łatwo zaprzeczyć jej istnieniu, bo naprawa obrazu ja jest natychmiastowa. Trudne emocje nie przedostają się do świadomości, za to przyjemność związana z rozładowaniem jest bardzo silna.
Towarzyszy temu zjawisko, które López Mondéjar określa pandemią funkcjonalnej psychopatii. W apokaliptycznym kapitalizmie psychopata czuje się jak ryba w wodzie, a szefowie go tylko chwalą. Twarda skóra, brak wrażliwości na ból własny i innych, instrumentalne traktowanie ludzi i relacji oraz wyobcowanie pozwalają nie przejmować się żadnymi granicami.
Ja bym powiedział, że oprócz psychopatów kapitalizm produkuje też autystów których nagły wzrost był mocno zauważalny w ostatnich latach, ludzi z depresją, paranoików i nawiązując też do francuskiego filozofa, Deleuzego, schizofreników.
@Al-3_x Artykuł bardzo ciekawy, jednak chyba autor nie do końca rozumie czym jest psychopatia. W społeczeństwie rodzi się 1-2% psychopatów, tyle jest "korzystne ewolucyjnie", wiecej nie. Psychopaci maja fizycznie inne mózgi niż przeciętny człowiek, i nie, mózg nie zmienia się w ten sposób, bo ktoś coś zdysocjował. Twierdzenie, że tak jest, jest nadużyciem. Tak samo jak popularne jest teraz diagnozowanie u wszystkich narcyzmu, a to przecież jest poważne zaburzenie osobowości, i nie występuje u co drugiej osoby.
@koniecswiata Autor używa terminu psychopatia funkcjonalna. Znaczy to tyle, że nie chodzi o bycie dosłownym psychopatą co wyrabianie sobie pewnych zachowań typowych dla psychopatii. A narcyzm jak najbardziej można sobie wyrobić i wzmacniać.
@Al-3_x No tak, wymyślił sobie jakiś termin, który jednak jest bardzo sugestywny i sugeruje, że większość ludzi w kapitalistycznym społeczeństwie posiada cechy psychopatów. Nie podoba mi się to.
A moim zdaniem ludzie byli zawsze tacy sami- lasi na awanse,pieniadze,atencje,lekki styl zycia,podli i zlosliwi.
Teraz po prostu jest wiecej mozliwosci przekazu- dzieki social mediom i internetowi wszystko trafia na caly swiat w czasie rzeczywistym,a jeszcze 15-20 lat temu tyle tego nie bylo: internet nie byl taki powszechny,ale juz sie rodzily te problemy,ktore sa tutaj opisywane. Ile ludzi wrzuca w internet falszywy obraz swojego zycia- bardzo duzo,nie tylko w wieku maturalno-studenckim,ale glownie ludzie 40+lat!
A dlaczego rodzi sie mniej dzieci? Bo im bogatsze spoleczenstwa tym mniej sie dzieci rodzi- to nie dzieje sie od wczoraj. Ktos powie,ze w Niemczech czy Francji rodzi sie wiecej dzieci niz w kraju- tylko jak sie czlowiek zaglebi to wyjdzie na to,ze najwiecej rodzin wielodzietnych jest wsrod rodzin islamskich,a ich w Polsce jest ekstremalnie malo.
W Polsce duzo problemow rodzi sie od patologii szkolnictwa na kazdym poziomie- szkola ma placone od ilosci dzieci,a jako ze jest niz to nie ma nadmiaru chetnych! Wiec trzeba pielegnowac rozne patologie,przepuszczac z klasy do klasy roznych gamoni,wmawiac rodzicom( glownie im sie wpaja rozne pierdy odnosnie dzieci,bo rywalizacja miedzy rodzicami jest ogromna) o wyjatkowosci dzieci,bo jeszcze przepisze do innej szkoly...
Gdzies na hejto smigal artykul,ze rektor uczelni narzekal,ze niewiele ponad polowa maturzystow chce isc na studia- tak,powszechnosc edukacji wyzszej obnizyla poziom,wiec dyplom jest coraz mniej warty.A co jest dla uczelni najwiekszym problemem- spadek prestiżu czy spadek studentow( pieniedzy?).
Niestety zawala sie system i wszystko idzie w dol- nikt nie ma pomyslu co zrobic,zeby bylo lepiej!
Tylko czy nadmiar magistrow niczego cokolwiek pozytywnego wnosi do spoleczenstwa...
Co do chorob psychicznych- psychiatria sie rozwija,wiec sila rzeczy aktualnie za patologie uwaza sie rowniez zachowania,ktore kiedys byly mniej lub bardziej akceptowane.