Sytuacja jest jeszcze gorsza niz wyglada. Koleje pasazerskie w USA musza czekac na pociagi towarowe (firmy obslugujace towar sa generalnie wlascicielami torow). W zasadzie jak chcesz gdzies byc na godzine to nawet nie startuj do kolei.
Z drugiej strony, o ile mi wiadomo, transport towarowy jest bardziej efektywny w USA niz w Europie. Szybszy i tanszy. Wiec moze to jest cos za cos, a na takie odleglosci ludzi i tak lepiej wyslac samolotem.
Ta mapa to oszustwo. Sieć działających linii kolejowych w USA jest jednak większa a jak przybliżysz mapę w pobliżu dużych ośrodków miejskich to widać znacznie więcej aktywnych torów.
Zapraszam Was dzisiaj do niesamowitego miasta, jakim jest sycylijska Ragusa, która składa się z dwóch części Ragusa Ibla oraz Ragusa Superiore. Ragusa Ibla jest najstarszą częścią miasta położoną na wzgórzu. Można tam zobaczyć wiele pięknych barokowych kościołów i pałaców oraz zgubić się spacerując uroczymi uliczkami.
Ragusa Ibla jest plątaniną wąskich i krętych uliczek, w których łatwo się zagubić, ale dodaje to tej części miasta dużego uroku.
Do Ragusy od strony Ragusa Ibla prowadzi kręta ulica przecięta licznymi schodami, którymi można dostać się do góry.
Ragusa została założona najprawdopodobniej około 700 roku p.n.e.
Miasto w przeszłości zostało zrujnowane przez dwa potężne trzęsienia ziemi w 1542 oraz 1693 roku. To drugie zniszczyło również Noto, które opisywałem już wcześniej. Miasto po tych kataklizmach zostało odbudowane, dlatego też większość zabytków pochodzi właśnie z okresu baroku.
Do najważniejszych zabytków należy Bazylika di San Giorgio, do której prowadzi 200 schodów.
Spacerując po Starym Mieście warto zajrzeć do przepięknego ogrodu Giardino Ibleo, na terenie którego przed trzęsieniem znajdowało się miasto.
Uwagę przyciągają liczne pałace, które są wkomponowane w uliczną zabudowę.
W nowszej części Ragusy warto odwiedzić katedrę di San Giovanni Battista, która powstała również po ostatnim trzęsieniu.
Przemoc to jedna z metod rozwiązywania konfliktów - to jest fakt nie można z tym dyskutować.
Dlatego masowa imigracja do Europu skończy się wojną domową którą wygrają biali Europejczycy (nie razem tylko oddzielnie, walcząc w poszczególnych państwach/historycznych krainach/królestwach oddzielnie). A USA skończy tak jak Republika Południowej Afryki. Ewentualnie podzieli się na małe państwa.
Powstanie na nowo: Republika Florencji, Królestwo Sycylii, Sardynii, Niezależna Lombardia, Państwo Basków, Katalonia, Niezależna Burgundia, Bordeaux, Nicea. Irlandia Szkocja Walia Północna Irlandia staną się wolne i niezależne. A my wreszcie pozbędziemy się Śląska który do polski nie pasuje.
Uwaga Ten post to fikcja literacka stworzona przez moją dziewczynę która jest "Medium" i przyszłość Europy i świata ujrzała podczas transu narkotykowo-alkoholowego. xD
Ceny wynajmu nieruchomości w Estonii od 2010 roku wzrosły ponad trzykrotnie — to rekord jeśli chodzi o UE. Wynika to z napływu pracowników technologicznych z zagranicy, przyciąganych za sprawą niskich podatków i możliwości pracy
Polska jest w tym rankingu na 5 miejscu (po wspomnianej wyżej Estonii, Litwie, Irlandii oraz Węgrzech)
Już wiem! To jest pokaz ubóstwa w tych krajach. Prosta matma: zarabiamy różnie ale jemy w miarę podobnie. Ktoś kto zarabia sporo i nie je codziennie w ekstra restauracjach, statystycznie mniej swoje budżetu przeznaczy na jedzenie. Biedak wydaje np. 50% swojego budżetu na samo żarcie a Bogacz ok. 10% (przykładowo, nie spinać się;) w skali np. miesiąca, roku etc.
btw to wygląda jak każda inna mapka z dowolnymi europejskimi statystykami. Wschód wypada źle, Turcja i bałkany najgorzej, białoruś i UK brak danych, południe wypada nieco lepiej, zachód całkiem dobrze a kraje skandynawskie wypadają najlepiej.
Kraje zachodu nie zwiększają wydatków na zbrojenia bo nie czują się zagrożone. Ukraina na razie sobie całkiem dobrze radzi a jakby co to mają jeszcze bufor w postaci Polski i innych krajów Europy Środkowej, w razie potrzeby będa mieli dość czasu na wzmocnienia. Poza tym ponoszą pewien wysiłek na dozbrajanie Ukrainy więc nie chcą jeszcze dodatkowo obciążać budżetów.
W czwartek pojawiła się nowa, 15 już edycja sondażu Arab Youth Survey przeprowadzonego przez agencję Asda’a BCW. Jak nazwa wskazuje, bada ona społeczność młodych (18-24 lat) arabów mieszkających w 18 krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, od Maroka po Irak czy Oman, znajdujących się w 53 miastach regionu. Przepytano w sumie około 3600 osób na przełomie marca i kwietnia tego roku.
Nie muszę chyba mówić, jak istotna to jest grupa społeczna z punktu widzenia Europy — to są ludzie, którzy prawdopodobnie mogą być najbardziej skłonni do imigracji do państw Europy w celu szukania lepszego życia — a być może w wypadku napięć politycznych czy zmian klimatycznych będą odczuwać, że nie będą mieli innego wyjścia.
Z najważniejszych obserwacji:
44% ankietowanych aktywnie próbuje lub rozważa emigrację do innego państwa, zawyżają tę statystykę młodzi z państw Lewantu oraz Afryki Północnej. Wśród głównych kierunków najczęściej wymieniane są Kanada, USA, Niemcy, UK, Francja, Turcja czy Australia
Wśród największych źródeł niepokoju respondenci wskazują bezrobocie, korupcję, rosnące koszty życia, nierówności w dochodzie i stabilność gospodarczą (wszystko >50%)
Pag to wyspa wymykająca się z wyobrażenia tego, o czym myślimy, gdy słyszymy - śródziemnomorska wyspa.
Słynna jest bowiem przede wszystkim ze swojego surowego, wręcz księżycowego krajobrazu. Trzeba przyznać - robi wrażenie.
Ale to też nie tak, że nie ma tu życia. Jest! Są (fakt, nieliczne, ale jednak) szczątkowe lasy, ogrody oliwne, winorośla i - drugi element charakterystyczny na Pagu - wszędobylskie owce, których jest tu ponad 4x więcej niż ludzi. Druga Nowa Zelandia
A do pary z owcami - dość niskie murki przecinające całą wyspę wzdłuż i wszerz. Nietypowe w swojej konstrukcji (powstawały bez zaprawy) i obecne w każdym miejscu wyspy - trafiły na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Zapraszam do filmu - link w komentarzu.
W materiale będzie mowa m.in. o tym, dlaczego na Pagu czas jest w punkt (słowo-klucz: piętnasty południk), czemu jest tu tak mało roślinności (spoiler: wiatr i sól) oraz gdzie rośnie drzewo pamiętające czasy Cezara i Jezusa. A także o tym, jak mieszkańcy z "życiowych cytryn "robią lemoniadę - czyli jak można gospodarczo wykorzystać zastane niedogodności klimatyczne
W drugim odcinku będzie o źródle wody słodkiej bijące wprost z dna morza (!), ptasim rezerwacie, historii przeprowadzki całego miasta, co nieco o tym, skąd się bierze wyjątkowy smak sera oraz mała dygresja, gdzie tak właściwie kończy się Dalmacja.
Polecam się
37/x
Tag do obserwowania/czarnolistowania: #bzdecior
Znajdziesz mnie też na YT/IG/FB pod hasłem "bzdecior".
@bzdecior w 2007 na Pagu widziałem ogromne obszary spalonego lasu (coś jak teraz koło Szybenika), w 2018 już było "posprzątane". Na Peljesacu też widziałem spalony las na dużym odcinku w 2006.
Podobny wpis pojawił się na wykopie już jakiś czas temu (2021) na Wykopie, wtedy również został przeze mnie opracowany - wątek został skopiowany, niektóre przypisy poddałem aktualizacjom. Z góry przepraszam również za nieco pogmatwaną kolejność przypisów.
Nie zależy mi w tym wątku na żadnym fearmongeringu, zresztą nie lubię tego typu narracji.
Mało tego, w tym wątku skupiamy się na naukowych aspektach GO. Nie jest to zatem wątek o stosunku polityków czy wszelkich celebrytów do omawianego tematu. Zależy mi na meritum.
Uprasza się również o kulturę wypowiedzi w komentarzach.
Uznałem, że poświęcę nieco czasu wyjątkowo ważnej tematyce. Patrząc na to, jak niewiele osób poważnie traktuje zagadnienia związane z kryzysem klimatycznym, a olbrzymia grupa ludzi zaślepiona jest prostymi i pseudonaukowymi frazesami głównie konserwatywnych publicystów i polityków, pomyślałem, że chociaż tak mogę się przyczynić dla dobra sprawy.
Poniższy tekst jest ledwie powierzchownym dotknięciem wyjątkowo szerokich i trudnych zagadnień, ale myślę, że będzie świetną pigułką wiedzy w rozsądnym wydaniu, które może również służyć za małą ściągawkę w walce z klimatycznymi denialistami.
Za wszelkie uwagi i głosy konstruktywnej krytyki serdecznie dziękuję - najważniejsze jest wspólne dążenie do meritum.
"OK, ocieplenie klimatu ma miejsce, ale nie jest odpowiedzialny za nie człowiek."
Emisje wulkanów podwodnych wynoszą średnio ok. 81 mln ton CO2/rok (według pomiarów z ostatniego półwiecza). [1]Powyższe emisje nie są jednak zbyt istotne z uwagi na produkty gwałtownych przemian, takich jak np. lawa powstała na dnie oceanu, która pochłania różne gazy, w tym CO2. Co z wulkanami lądowymi? Te z kolei emitują 242 mln ton dwutlenku węgla rocznie (dane z 2002, w tym akurat roku były wyjątkowo aktywne)[1] Nie jest to jednak wcale tak dużo... Gdybyśmy mieli porównać ilość dwutlenku węgla emitowaną przez wulkany i ludzkość, to daleko byłoby do stosunku 1:100. W samym tylko 2019 roku spalanie paliw kopalnych spowodowało wyrzucenie do atmosfery 32 mld ton CO2 [2].
"Dobra, a co z aktywnością słoneczną? Przecież nie mamy na nią wpływ, a to ona tak naprawdę ma największy wpływ na naszą atmosferę!"
Przede wszystkim, gdyby faktycznie rosnąca aktywność słoneczna miałaby w znacznej większości wpływ na naszą atmosferę, zaobserwowalibyśmy równomierny wzrost temperatur (oraz wynikającą z niego zmianę w gęstości we wszystkich częściach atmosfery) (rys 1 w komentarzu, via skepticalscience.com)
Najważniejszym jednak argumentem przeciwko powyższej tezie jest brak korelacji pomiędzy aktywnością Słońca a średnią temperaturą atmosfery po 1960 roku (rys 2 w komentarzu)[3][4].
"Topnienie lodu nie powoduje podniesienia poziomu wody, wiemy to m.in. dzięki prawu Archimedesa, więc straszenie roztapiającymi się lodowcami nie ma podstaw naukowych!"
Byłoby tak, gdyby Antarktyda czy Grenlandia były tylko i wyłącznie "kostkami lodu". Są jednak lądolodami, więc spływająca z nich woda pochodząca z topnienia lodu faktycznie zwiększy objętość wód znajdujących się pod nimi. [5]
Co więcej, roztopienie się powyższych lądolodów będzie miało różne tragiczne skutki takie jak: zmiany pola grawitacyjnego po zmianie rozkładu masy na Ziemi po stopnieniu lądolodów, zmiany izostatyczne, zmiany prądów oceanicznych. [6]
Najgorsze jest jednak to, jakie gazy są ukryte pod czapami lodowców. M.in. jest tam ukryty metan, którego uwolnienie powoduje efekty niewyobrażalnie gorsze niż w przypadku dwutlenku węgla. [7]
Na jednostkę masy CO2, ta sama ilość metanu wyemitowana do atmosfery ma 80x większy potencjał tworzenia efektu cieplarnianego (GWP) w perspektywie 20-letniej, a w skali stulecia - ok. 25x większy. [12]
"OK, ale co my takiego możemy zrobić? Przecież popatrz sobie na wykresy emisji CO2 Chin! To co my produkujemy w Polsce, to małe piwo w porównaniu do nich!"
Po pierwsze: jest to argument typu tu quoque [8], stąd jest niemerytoryczny. Po drugie: jeśli patrzymy tylko i wyłącznie na ogół CO2 emitowanego przez całe państwo, to faktycznie, emisja Chin jest w absolutnej czołówce całego świata (10877 megaton CO2 w ciągu roku dla Chin; dla porównania emisja Polski to 319 megaton CO2/rok). Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę liczbę ludności mieszkającej w każdym z tych krajów, to już wcale nie jesteśmy tacy niewinni.
W przeliczeniu na osobę przeciętny Chińczyk produkuje 7,7 ton CO2/rok, podczas gdy przeciętny Polak produkuje aż 8,4 ton CO2/rok. [9]
Co więcej, proszę zwrócić uwagę na to, że PKB dóbr eksportowanych z Chin do innych państw wynosił ponad 18% [13], będąc tym samym największym dostawcą na świecie [14] - stąd produkcja CO2 wydaje się stosunkowo bardziej uzasadniona w przypadku Chin.
Nawet gdybyśmy produkowali tyle samo gazów - problem dotyczy nas wszystkich i ma wpływ na cały świat.
"W porządku, ale powyższe argumenty mnie nie przekonują, przecież my w Polsce sobie poradzimy, rynek da radę! W najgorszym wypadku przesiedlimy się nieco bardziej na północ i wszystko będzie ok!"
Sektorem gospodarki, który najmocniej ucierpi przez globalne ocieplenie jest rolnictwo. Dzięki temu sektorowi mamy przede wszystkim żywność. Każdy z sektorów gospodarki nie jest jednak zupełnie niezależny i autonomiczny - wzrost cen i kryzys w jednym z nich powoduje również zmiany w pozostałych sektorach. W 2019 roku rolnictwem zajmowalo się prawie 27% całej populacji na świecie. [9] To całkiem sporo, a biorąc pod uwagę współczesne modele, zajmowani się tego typu pracą będzie co raz trudniejsze. (rys 3 w komentarzu, via Aiguo Dai)
Podwyższenie średniej globalnej temperatury o 1,5 stopnia Celsjusza tylko i wyłącznie w XXI wieku skutkować będzie tym, że co najmniej 50% więcej osób będzie miało olbrzymi problem z dostępem do wody zdatnej do jakiegokolwiek użytku. [10] To z kolei oznacza np. masowe, niezaobserwowane nigdy wcześniej w takiej skali migracje ludności. Niestety, nie wystarczy rozszerzyć zakresu pól uprawnych na wyższe szerokości geograficzne: gleby tundrowe i arktyczne są wyjątkowo ubogie i nie nadają się do upraw. Co więcej, okresy ze sporym nasłonecznieniem są tam wyjątkowo krótkie, zatem i okres, który mógłby służyć jako okres wegetacji dla roślin uprawnych, jest niewystarczający.
@theicecold wszystko fajnie, ale nie dałeś odpowiedzi na pytanie, co mamy zrobić? I dlaczego to my, zwykli ludzie mamy ponosić konsekwencje i rezygnować z wygód, a nie wymaga się nic od zatruwających środowisko na różne sposoby korporcji? Zgadzam się, że problem jest, ale obawiam się, że walka z nim wymagałaby działań prowadzących do zapaści gospodarczej.
Napisałem posta, bo w sumie jestem ciekaw, jakie masz propozycje, by zmienić aktualny stan rzeczy.
Dla mnie największymi przeciwnikami zmian klimatycznych, są politycy którzy zrobili z tego hasła element kampanii wyborczej. Czasem mam wrażenie, że walka z globalnym ociepleniem to zwyczajny slogan pokroju "chciałbym pokoju na świecie", w który tak naprawdę nie wierzą.
Walka z energią jądrową, nadużywanie wysokoemisyjnych środków transportu, wprowadzanie przepisów zakazujących możliwości rejestracji samochodów spalinowych z wyłączeniem samochodów kupowanych przez najbogatsze osoby itd. przy jednoczesnym twierdzeniu, że konieczne jest błyskawiczne działanie w celu zapobiegnięcia globalnej katastrofie, brzmi fatalnie.
A co do wprowadzanych zmian to trzeba pamiętać również o elemencie konkurencyjności.
Przykładowo jeżeli w UE będziemy dokładać dodatkowe opłaty emisyjne na huty i fabryki narzędzi. Sprawimy, że produkty pochodzące z naszego obszaru staną się droższe w produkcji i tym samym mniej konkurencyjne na rynku globalnym.
Nakładanie dużego cła na produkty z zagranicy (co jest często przedstawiane jako rozwiązanie), tylko pogłębi problem, zwiększając czarny rynek, jak również doprowadzając do sytuacji, w której firmy będą mogły konkurować tylko na lokalnym rynku, bo poza nim ich ceny będą nieakceptowalne. W ten sposób zagraniczne firmy będą budować ogromny kapitał na rynku światowym, dzięki czemu będą w stanie rozwijać technologie produkcji w znacznie szybszym stopniu niż firmy rodzime, z czasem dzięki coraz to większym zasobom pieniężnym rozwiną technologie do tego stopnia, że będą konkurować również w dziedzinie najnowszych technologi, eliminując ostatnią zaletę rynku europejskiego.
Nie wspominając już o odstraszaniu w ten sposób nowych inwestorów
Osobiście uważam, że każda decyzja dotycząca walki z globalnym ociepleniem powinna być bardzo dokładnie przemyślana, uwzględniając jej wpływ na rynek lokalny i światowy wraz z przedstawieniem jak wpłynie ona na światową produkcję CO2 w wieloletniej skali.