Mam nadzieję, że głosy w wyborach oddane i macie czas na piąte spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego (#klubczytelniczy)!
Dziś w centrum naszej uwagi znajdzie się: "Na zachodzie bez zmian" Ericha M. Remarquea.
Zapraszam was serdecznie do rozmowy w komentarzach! Podzielcie się swoimi przemyśleniami, emocjami, ulubionymi fragmentami lub tym, co was najbardziej zaskoczyło w tej książce.
Tekst z The Economista, a nie moja opinia — podrzucam pod dyskusję:
Rzecz w tym, że Europa to prawdziwa kraina wolności
"Rzecz w tym, że Europa, jak mówią, jest przeregulowana. Góry biurokracji i karnych podatków oznaczają, że we Francji czy Niemczech nie ma bilionowych przedsiębiorstw, które mogłyby dorównać Amazonowi, Google czy Tesli. Ale to nie wszystko, czego Europie brakuje. Na kontynencie nie ma również broligarchów, którzy siedzą na czele takich gigantów, a którzy niekiedy ściślej wiążą się z władzą, niż z rzeczywistością. Nie ma więc europejskich Rasputinów pompujących niezliczone miliony w kampanie polityczne, zajmujących honorowe miejsce na inauguracjach przywódców lub zarządzających własnymi nowo powstałymi departamentami rządowymi. Niestety, w Europie jest mało jednorożców i za mało innowacji. Jednak zarazem nie ma absolutnie żadnych dyrektorów technologicznych, którzy chwaliliby się w mediach społecznościowych, że spędzają weekendy na wrzucaniu kawałków państwa „do rozdrabniacza drewna”.
Rzecz w tym, że Europa jest niezdecydowana, zbyt powolna w działaniu. Każdy kryzys wymaga wielu szczytów przywódców państw członkowskich Unii Europejskiej, często kłócących się do późnej nocy. Nudne procesy rządzenia przez konsensus mogą spowolnić UE do czołgania się: targowanie się, aby uzgodnić najnowszy siedmioletni budżet bloku w 2020 r., zajęło cztery dni i cztery noce. Z drugiej strony, europejski aparat państwowy nie zamyka się arbitralnie co kilka lat, gdy polityczne porozumienie w sprawie finansowania okazuje się niemożliwe do wynegocjowania, pozostawiając miliony pracowników sektora publicznego na urlopie i bez dostępu do podstawowych usług przez dni lub tygodnie. Zasada konsensusu oznacza również, że kapryśne tweety polityczne jednego źle zorientowanego polityka — 125% taryf na Chiny, halo? — nie powodują, że światowe rynki akcji wpadają w korkociąg. Najwyżsi rangą przedstawiciele UE nie są wybierani i czasami nie ponoszą odpowiedzialności. Mimo to nie odważyliby się zostać sfotografowani podczas gry w golfa po tym, jak wyczyścili oszczędności milionów swoich rodaków.
Rzecz w tym, że Europa pasożytuje na wydatkach zbrojeniowych, nie wydając wystarczająco dużo na swoje siły zbrojne, aby samodzielnie odeprzeć zagrożenia. Będzie tak przez długi czas, nawet gdy budżety obronne zostaną podniesione w większości kontynentu. Ale Europa pokazuje również inne znaczenie tego, co oznacza „obrona”. Po pierwsze, nikt w Europie — przynajmniej poza Rosją — nie sugeruje nawet pobieżnie, że dokona inwazji na inne kraje. Nie ma brukselskiego dowcipu o przekształcaniu niechętnego sąsiada w „nasze 28. państwo” (wręcz przeciwnie, wielu sąsiadów UE desperacko pragnie dołączyć do klubu). Europejscy wiceprezydenci również nie latają bez zaproszenia do miejsc, które chcą zaanektować, pod pretekstem, że ich małżonek chce obejrzeć wyścigi saneczkowe. Europa może i oszczędzała na gromadzeniu informacji wywiadowczych, ale jej poszczególni przywódcy znają tożsamość agresora, który zainicjował walki na Ukrainie (podpowiedź: to nie jest Ukraina). Wielu przewidziało również pułapki związane z inwazją na Irak jakiś czas temu.
Rzecz w tym, że w Europie nie ma absolutnego przywiązania do wolności słowa. Wystarczy zobaczyć, jak sędziowie w Rumunii i Francji wykolejali kariery skrajnie prawicowych polityków, którzy przekonali samych siebie (z niewielkimi dowodami), że to ideologia, a nie łamanie prawa, wpędziło ich w kłopoty. Jednak dla wielu Europejczyków myśl, że wolność słowa jest zagrożona, wydaje się dziwna. Europejczycy mogą mówić niemal wszystko, co chcą, zarówno w teorii, jak i w praktyce. Europejskie uniwersytety nigdy nie stały się wylęgarniami polityków zajmujących się zwalczaniem takich czy innych kulturowych wojowników. Możesz wyrażać kontrowersyjne poglądy na dowolnym europejskim kampusie (przynajmniej poza Węgrami) bez obawy utraty kadencji lub stypendium. Nie ma ośrodków zatrzymań dla zagranicznych studentów, którzy mają niewłaściwe poglądy na temat Strefy Gazy; redakcje informacyjne nie są pozywane za przeprowadzanie wywiadów z politykami opozycji. Kancelarie prawne nie są zmuszone do płaszczenia się przed prezydentami w ramach pokuty za pracę dla ich politycznych wrogów.
Rzecz w tym, że Europa stoi w obliczu kryzysu demograficznego. Powstrzymuje gwałtowny spadek populacji jedynie poprzez wspieranie siły roboczej imigrantami, z których część słabo się zintegrowała. Taka imigracja pokazuje atrakcyjność europejskiego stylu życia; dla tych, którzy przybywają w poszukiwaniu schronienia przed wojną, pokazuje hojność Europejczyków (czasem błędną). I chociaż Europejczycy okazjonalnie udają, że rozprawiają się z nielegalnymi migrantami, zazwyczaj polegają na tych legalnych, wykonujących najprostsze prace.
Rzecz w tym, że europejska gospodarka jest stale w stagnacji, będąc ostrzeżeniem dla świata. I nic dziwnego. Europejczycy cieszą się miesiącem wolnego, przechodzą na emeryturę w kwiecie wieku i spędzają więcej czasu na jedzeniu i socjalizowaniu się z rodziną niż mieszkańcy jakiegokolwiek innego regionu. Co dziwne, badania pokazują, że ludzie w krajach zarówno bogatych, jak i biednych cenią sobie taki czas wolny; Europejczykom jakoś udało się wymusić na pracodawcach, aby dawali im go więcej. Nawet gdy obniżali PKB, marnując czas na zabawę z dziećmi, mieszkańcom Europy udało się również utrzymać nierówności na stosunkowo niskim poziomie, podczas gdy w innych miejscach w ciągu ostatnich 20 lat gwałtownie wzrosły. Nikt w Europie nie spędził ostatniego tygodnia, patrząc na swój portfel akcji, zastanawiając się, czy nadal będzie go stać na wysłanie dzieci na studia. Europejczycy nie mają pojęcia, czym jest „bankructwo medyczne”. A, i żaden przywódca UE nigdy nie wprowadził własnej kryptowaluty.
Rzecz w tym, że Europa jest naiwna: to jedyny globalny blok handlowy przywiązany do norm moralnych. Nalega na przestrzeganie edyktów Światowej Organizacji Handlu czy robi swoją część roboty, aby ograniczyć emisję dwutlenku węgla. To nie jest miejsce, które domaga się, aby sojusznicy przychodzili do niej na klęczkach i błagali o „przysługi” w sprawie taryf.
Rzecz w tym, że Europa jest jak muzeum na świeżym powietrzu, wczorajszy kontynent. Czy jej model jest w ogóle zrównoważony? Dobre pytanie — takie, które zakłada, że europejski model jest wart obrony. To miejsce obdarzone miastami, po których można chodzić pieszo, długą oczekiwaną długością życia i zaszczepionymi dziećmi, których nie trzeba szkolić, aby unikały szkolnych strzelców. Królestwo Karola Wielkiego jest miejscem wielu wad, wiele z nich trwa. Ale na swój własny, mozolny sposób Europejczycy stworzyli miejsce, w którym zagwarantowano im prawa do tego, czego pragną inni: życia, wolności i dążenia do szczęścia."
@Weathervax Spodziewałem się tego, wygląda trochę jak granie na trupach ale jestem ciekawy jak kwestię śmierci papieża można politycznie jeszcze rozwinąć.
Wróciłem do serialu na parę dni przed premierą nowego sezonu. Podtrzymuję zdanie po drugim seansie, czyli to moja ulubiona (najlepsza) produkcja z "Gwiezdnych Wojen" ostatnich lat.
Jestem pod ogromnym wrażeniem jego poważnego, dojrzałego tonu, który od razu wyróżniał się na tle innych produkcji z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zamiast kolorowych efektów i żartów, dostałem brutalnie szczerą opowieść o jednostkach miażdżonych przez bezlitosny system. Szczególnie uderzyła mnie konsekwencja świata przedstawionego – śmierć bohaterów nie była tu dramatyzmem, tylko nieuniknionym efektem złych decyzji. Narracja była wielowątkowa i spokojnie rozwijana, co pozwoliło mi naprawdę zanurzyć się w tym świecie i zrozumieć mechanizmy działania zarówno Imperium, jak i rodzącego się Ruchu Oporu. Choć momentami tempo mogło być szybsze, ceniłem sobie czas poświęcony na budowanie atmosfery i pokazanie codzienności bohaterów.
Serdecznie zapraszam na trzecie spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego (#klubczytelniczy)!
Dziś w centrum naszej uwagi znajdzie się:
"Doktor Jekyll i pan Hyde" Roberta L. Stevensona.
Zapraszam was serdecznie do rozmowy w komentarzach! Podzielcie się swoimi przemyśleniami, emocjami, ulubionymi fragmentami lub tym, co was najbardziej zaskoczyło w tej książce.
P.S. Aby ułatwić nam spotkanie, w komentarzach znajdziecie kilka pytań zachęcających do dyskusji Wydaje mi się, że jest to najlepsza forma jak na razie.
Klasyk, moze dla nas dretwe ale w 1886 to bylo cos. Dla mnie interpretacje tego jak jakas tam metafora reali wiktorianskich czy wewnetrznego konfliktu sa zbedne; rozdwojenie jazni i typowe opowiadanko grozy. Oryginal zniszczony bo wiadomo ze jak tylko ci cos w niedziele cos przyniesie dobrej zabawy to stara zaraz zagoni do naprawiana tego czy sprzatania tam, bo cierpienie i praca uszlachetniaja a ty masz byc k⁎⁎wa nadprzewodnikiem. Najwiekszym plusem tej ksiazki jest to o czym wspominalem ; otwierajac drogie na groze wpuszczali tez do swiata slowa pisanego duzo wiecej potencjalnych odbiorcow, dlatego ksiazki jak tak czy Frankenstein pani Shelly sa tak mocno obecne w zbiorowej swiadomosci; bo nie byly tylko nudnymi klasykami.
Trochę czytanie zepsuło mi to że wiedziałam że okaże się że to jest o rozdwojeniu jaźni ale nie spodziewałam się że będzie przechodził fizyczną metamorfozę. Książka przyjemna wciągająca, krótka akurat na jeden wieczór, chodź przeczytałam w dwa dni. Zastanawia mnie co czuł autor, że doszedł do napisania tego utworu. Czy sam borykał się z takimi problemami? W jakim stopniu? Skąd śmiała teza że we wszystkich jest ukryta ciemna strona? Czy chciał tym utworem sprawić by ludzie zastanowili się nad sobą? A może by byli bardziej uważni bo nie wiemy co nawet najczystszym ludziom chodzi pod czupryną? Może nie miał żadnego celu pisząc to, po prostu stwierdził że taka historia będzie ciekawa a ja doszukuję się drugiego dnia w szarych firankach
Jestem ciekawy co myślicie o tym nowym portalu informacyjnym xyz?
Osobiście doceniłem sekcję dodawaną przed docelowym artykułem z opisem czego się w nim dowiem, opcji odsłuchania artykułu odczytanego przez AI i listę wniosków na koniec.
Z tego co u nich czytałem nie widziałem zbyt wielu stronniczych wstawek (poza ich kanałem na youtube tam rzeczywiście prowadzący lub gość potrafi być mocno stronniczy).
Jakbym miał ich skrytykować to dość często znajduję literówki w nowych artykułach co mnie trochę dziwi ale ogólnie jestem całkiem zadowolony.
W załącznikach dodaję przykładowe sekcje o jakich mówiłem z dzisiejszego artykułu o ambasadorach marek.
@nbzwdsdzbcps libkowa tuba propagandowa sponsorowana przez wielkie korporacje. Jeśli nie przeszkadza ci miękka propaganda o tym, że trzeba pomagać przedsiębiorcą, a pracownicy mają za⁎⁎⁎⁎ście to jest ok.
Powiedźcie mi, dlaczego młodzi ludzie nie chcą brać odpowiedzialności za swój kraj w swoje ręce?
Przecież czy ktoś ma przeszkolenie czy nie, to w razie wojny i tak będzie wzywany do wojska na szkolenie, jeżeli trzeba będzie bronić ojczyznę. W przypadku większej liczby przeszkolonych obywateli, szansa na to, że ktoś na nas napadnie zmniejsza się diametralnie. Rośnie również poparcie na inwestycje w siły zbrojne, ponieważ nikt nie chce umierać z powodu braku lub w przestarzały sprzęcie.
Każdą wojnę zaczynają wojska zawodowe, a kończą rezerwiści.
Przecież ta armia to nasza siła, nasz racja stanu, nasza niepodległość, o którą tak długo nasi przodkowie walczyli.
@Feniks_rf kiedy minister obrony zajmuje się głównie przepychaniem doplat dla deweloperów ktore pozbawią młodych ludzi szansy na wlasne mieszkanie, trudno się dziwić ze młodzi ludzie mają wywalone jajka na to wszystko. Maja bronić systemu w którym starzy żyją kosztem młodych? Niech starzy sami sobie bronią swoich 12 mieszkan i elo xd
1. Te szkolenie będzie jak wszystko w tym kraju, na gora 30 procent. Dobrze wiadomo że chodzi w tym głównie o to że takie szkolenie kończy się przysięga i zwiększa się ilość rezerwistów w excelu lub bycie potęga na papierze. Nie ma to znaczenia bojowego co najwyżej propagandowe.
2. AdArma cytowała jakiegoś amerykańskiego doradcę który mówił że przy naszych warunkach możemy/powinniśmy wystawić armię w stylu hezbollahu do walk miejskich i czekania na wojska pomocnicze. Krótko mówiąc nie mamy broni, w sumie to nie mamy niczego, możemy wystawić volksturm jak Niemcy w 45. Walka w takim stylu to zbędne przelewanie krwi porównywalne do powstania warszawskiego. Najpierw trzeba mieć infrastrukturę i sprzęt, później przeprowadzać na nim wartościowe szkolenie.
3. Ludzie się znajdą, gdy tylko będzie to odpowiednio wynagradzane, obecnie taki WOT jest płatny godzinowo mniej niż minimalna, i nie, wypłacanie ekwiwalentu za pracę to dalej dymanie ludzi. Bycie rezerwista ma się opłacać i wtedy znajdą się rezerwiści.
4. Patriotyzm jest wykorzystywany do tego aby przekonać biednych/głupich do poświęcania siebie w celu utrzymania systemu. Systemu z którego te grupy korzystają najmniej. Jest to sprzeczne z zasadami sprawiedliwości, ponoszenie kosztów bez zysków. W średniowieczu walczyła szlachta a nie chłopi, w takim starożytnym Rzymie zaś wojsko miało dosyć spore przywileje. W obecnym stanie to nawet renta za odniesione rany na wojnie nie jest pewna nie mówiąc już o jakichkolwiek przywilejach. Ryzykowanie zdrowia/ życia bez rekompensaty i przywilejów to bycie frajerem.
A co do historii i walki przodków - to jest ona często podkoloryzowana lub przekłamana.
I nie, nie mówię żeby od razu wywiesić biała flagę. Po prostu ogłosić
- zakaz wyjazdu z kraju na wypadek wojny WSZYSTKICH. Żadnych rzadów na uchodźstwie, żadnego wyjazdu najbogatszych, kobiet itp.
- dzieci polityków mają mieć obowiązkowa służbę wojskową na wypadek wojny,
- zakup sprzętu i taktyka na miarę naszych możliwości a nie zakup drogiego sprzętu bo dobrze przy nim przecinać wstęgi gdy brakuje podstawowego.
- realne szkolenie i utrzymywanie realnej gotowości dla chętnej rezerwy a nie "papier wszystko przyjmie" , jeżeli nie ma chętnych to oznacza że za mało jest hajsu lub trzeba poprawić inne warunki.
Co myślicie o tej sytuacji w Rumunii? Ja się tak zastanawiam jakby to odnieść na nasze podwórko. Co w sytuacji gdyby wygrał Mentzen? xD Podważyli by to? Patrząc na niektóre sondaże przestaje to choć trochę być już jedynie czysto teoretyczne. Wiadomo, że dla większości z nas tutaj oznaczałoby to sytuację, której nie chcemy, no ale jeżeli wygrałby po prostu w demokratycznych wyborach to co pozostaje poza uznaniem tego? Demokracja nie jest idealnym ustrojem, ale najlepszym jaki znamy, a czy ta sytuacja w Rumunii tego nie podważa? To, czy ktoś jest finansowany z jednej czy z drugiej strony wydaje mi się mimo wszystko być drugorzędne, gdy po prostu same oddane głosy i proces ich liczenia nie budzi wątpliwości. Na tym polega demokracja, nawet jeżeli wybór może być szkodliwy, ale tak chciała zwyczajnie większość.
@evilonep Zacznijmy od tego, że prezydent dużo nie może w Polsce.
Więc nawet było by na rękę koalicji jak prezydent by był z opozycji, bo powiedzą, że nic nie mogą robić xD bo im prezydent przeszkadza i tak można przebimbać do kolejnych wyborów.
Co będzie dalej jak Trump zatrzyma całkowicie wsparcie dla Ukrainy? Z tego co udało mi się znaleźć to obecnie Ukraina wciąż otrzymuje pełne wsparcie militarne z USA z wcześniej zatwierdzonych funduszy, jeszcze za Bidena.
@evilonep wiekszym problemem jest to że pewnie cały wywiad satelitarny od NATO jest dostarczany przez USA, a tego Europa nie będzie w stanie zastąpić. jeżeli nikt w pentagonie i służbach nie postawi się trumpiSStom, to w momencie kiedy przeforsują odcięcie Ukrainy od rozpoznania NATOwskiego będzie źle. byłoby to oficjalne działanie przeciwko NATO i faktyczne działanie militarne po stronie putina.
@evilonep będzie problem, o ile UE jest w stanie się szarpnąć na pieniądze tak nie mamy zbytnio jak przekuć tego w metal i konkrety. Ukrainie zabraknie niektórych rodzajów amunicji, rakiet do części systemów p-lot, części zamiennych do obecnego już na Ukrainie amerykańskiego sprzętu a co najważniejsze to wsparcia wywiadowczego i rozpoznania.
Skończył się pierwszy sezon "Spider-Man. Przyjazny pająk z sąsiedztwa", który dostępny jest na Disney+! Jak wrażenia? Animacja spełniła Wasze oczekiwania?
Serdecznie zapraszam na drugie spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego (#klubczytelniczy)!
Dziś w centrum naszej uwagi znajdzie się:
"Piknik na skraju drogi" braci Strugackich.
Zapraszam was serdecznie do rozmowy w komentarzach! Podzielcie się swoimi przemyśleniami, emocjami, ulubionymi fragmentami lub tym, co was najbardziej zaskoczyło w tej książce.
Czytałem niemal dokładnie rok temu i nie pamiętam szczegółów, ale mi ten utwór bardzo się podobał, a nie posiadam okularów nostalgii w postaci ogrywania Stalkerów. Dialogi były naturalne, bohater odwiedzał różne miejsca no i miał też swoje przemyślenia.
"Piknik na skraju drogi" czytałem już jakiś czas temu, wraz z kilkoma innymi opowiadaniami Strugackich wydanymi w jednym tomie przez Prószyński i S-ka i pamiętam, że to własnie PNSD spodobał mi się z nich najbardziej.
Największe wrażenie zrobiła na mnie właśnie sama koncepcja pikniku na skraju drogi - obcej cywilizacji, która przelotem odwiedziła Ziemię, nie zawracając sobie za bardzo głowy (czy czym tam oni dysponują) jej mieszkańcami. Opowiadanie jest klimatyczne, czuć, że ludzkość nie dojrzała do wydarzenia, z którym się zetknęła i że Strefa wprost ocieka niezrozumiałą energią obcych.
Powiem tak: są obiekty, dla których znaleźliśmy zastosowanie. I jestem pewien, że w większości przypadków to zastosowanie przypomina wbijanie gwoździ za pomocą mikroskopu.
Spadły z nieba jako odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie potrafimy sformułować.
Oglądam sobie często Top Gear ze starym składem. Nie dlatego, że jestem fanką motoryzacji, ale zwyczajnie lubię vibe Hammonda, Clarksona i Maya. Uważam, że to najlepiej dobrani partnerzy w historii programów rozrywkowych. I chciałbym się przyznać, że bardzo mnie dziwi, że Jeremy został okrzyknięty najprzystojniejszym mężczyzną na Wyspach, bo w moim prywatnym rankingu zdecydowanie Hammond bije go na głowę. Jest uroczy z tą swoją chłopięcą urodą, dużymi brązowymi oczami i filuternym uśmiechem. I wcale mnie nie interesuje, że jest niski.
Nie wiem, czy któraś z pań tu obecnych zna uniwersum Top Gear, ale jeśli tak, to chętnie poznam waszą opinię. Opinię panów w sumie też ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Po obejrzeniu najnowszego odcinka #goodtimesbadtimes naszła mnie rozkminka odnośnie przyszłości Europy. Najważniejszy wniosek z tego odcinka to to, że jesteśmy w d⁎⁎ie a co gorsze nie robimy nic żeby się z niej wydostać tylko zaczynamy się urządzać. Kryzys zaczyna się powoli rozkręcać. Pracując w branży budowlanej czuję to już mniej więcej od 1,5 roku.
Jak myślicie jak Polska/Europa będzie wyglądać za te 10 lat?
Co ciekawego Wg Was może się wydarzyć na świecie?
Czy będzie przewrót ideologiczny w Europie i nastaną rządy prawicy a co za tym idzie w innych krajach mogą się odrodzić zapomniane ideologie?
Czy UE padnie na ryj?
Czy jednak uda się ją zreformować i odbić się od dna?
Zadaję tyle pytań bo nie mam z kim przy flaszce podyskutować a na hejto zawsze ktoś mądry się znajdzie
A może „ciągły wzrost na wszelką cenę” to model rozwoju niczym u komórki rakowej, na dłuższą metę do nie utrzymania? Ile przeciętny John zyskał z tego że kolejne megakorpo zarobiły kolejne miliardy dolarów? Kiedyś John skręcał pokrywy silnika w Cadillacach w Detroit, miał dom na przedmieściach, żonę gospodynię i troje dzieci na utrzymaniu. Dziś albo jesteś w klasie wyższej albo klepiesz biedę (minimalna pensja w Polsce jest wyższa niż w USA). Chińczycy mają zamordyzm, podstawowe prawa pracownicze ale faktycznie setki milionów chińczyków dźwignięto z mocnej biedy do godnego życia.
Szczerze, nie zamieniłbym się na życie ani z przeciętnym Johnym ani Changiem.
Siedzę.sobie tak teraz po ciemku. Obok powoli zasypiają moje potomkiem. Żona coś tam się krząta po domu a mnie dopadają kolejny wieczór feelsy...
Już kolejny rok z rzędu sezon jesienno-zimowy nie smakuje tak jak kiedyś. A te kiedyś nie było przecież wcale tak dawno. Pamiętam początki lat nastych. Abstrsvhujac, że człowiek był jeszcze na studiach ale przyszłość malowała się w tych jasnych barwach. Sytuacja polityczny była ch⁎⁎⁎wa ale stabilna. Na świecie też względny spokój. Kończąc studia myślałem od razu o kupnie mieszkania bo niewiele trzeba było żeby dostać kredyt. Gospodarka zaczynała się rozkręcać dając fajne perspektywy. Jednak potem pisdzielcy skutecznie dojechali sobie na jej pędzie pierwszą kadencję a drugą zaczęli już skutecznie wyhamowywać. Następna stacja pandemia z której rycia bani ledwo co wyszliśmy a tu wojna u sąsiada i znowu niepokój o jutro... I właśnie ten pieprzony niepokój od kilka lat odbiera mi smak wszystkiego. Wieczorami człowiek tylko siada i rozkminia już nie o sobie ale o przyszłości tych bąbli które zasypiają obok. Co ich czeka w tym po⁎⁎⁎⁎nym aktualnie świecie? Jeszcze 10lat temu świat był całkiem fajnym miejscem (wiem może to.moaj perspektywa wtedy, ze względu na wiek). Jarałem się, że będę mógł pokazać go moim dzieciom. A teraz? Co im pokazać? Tą jedną wielką chujnie która.nas otacza?
I tutaj mam pytania do bardziej doświadczonych stażem Tomków. Czy też mieliście takie rozkminy an tym etapie życia? Jak sobie z tym poradziliście i jak na to patrzycie z perspektywy czasu?
Sorry za słowotok ale jakoś potrzebowałem to wyrzucić z siebie. Zapraszam do dyskusji o wszystkim i o niczym.ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ
Ta jedna wielka ch⁎⁎⁎ia która nas otacza - nie wiem do czego porownujesz że ci to wychodzi.
Ekonomia - to że wzrost zmalał lub może mamy lekka recesję nie zmienia faktu że stopień bezrobocia mamy najniższy w historii i płace na poziomie pierwszego świata. A wyższe płace nie będą tylko pozytywnym zjawiskiem bo im większe zarobki tym droższe usługi i większa akumulacja kapitału. I to też jeden z powodów cen mieszkań, ludzie po prostu mają za dużo oszczędności i nie wiedzą jak nimi zarządzać więc lokują w mieszkania.
Nawet jeśli poziom zarobków się nie zwiększy i zostanie utrzymany to nie ma w tym nic złego, daleko nam od biedy czy nawet niedostatku, jesteśmy w topce zarobków na świecie. Po prostu zamiast brać realna obecną sytuację to brakuje wam wzrostów i perspektywy wzrostów.
Polityka - obawiacie się wojny teraz, kiedy Rosja się mocno wykrwawia przepalając to co wyprodukowało ZSRR a im dłużej się wykrwawia tym trudniej będzie jej prowadzić kolejne konflikty a przecież były gorsze momenty dla nas również w najnowszej historii - gdy Ukraina była prorosyjska, a Rosją miała sprzęt i ludzi których obecnie straciła w konflikcie, wtedy nie było powszechnej paniki w obawie o wojne.
Zbytnio analizujesz i to nie koniecznie poprawnie i do tego jesteś zalewany zbyt duża ilością informacji. Kiedyś pewnie żyłeś nie analizując tego, patrzyłeś na bieżące własne problemy związane ze studiami, własnym mieszkaniem i nie analizowałes tego co się dzieje wokoł. Teraz tych problemów nie masz, więc szukasz innych, pewnie gdyby pojawily się znów jakieś bliskie ci problemy typu choroba to właśnie nimi byś się przejmował a nie geopolityką.
Wydaje mi się że człowiek jest maszyną do rozwiązywania problemów, a gdy ich nie ma, to albo próbuje je znaleźć albo popada w marazm.
Obserwuję wydarzenia w Wielkiej Brytanii, związane z zabiciem trójki dzieci przez pewnego osobnika. Temat znany, więc nie będę przywoływać kontekstu.
Wiem, że istnieją wyraźne różnice, a często również nieporozumienia pomiędzy Polakami. Czy możemy jakoś się zrozumieć i ustalić wspólny pogląd choćby w tej jednej sprawie, jaką jest rzeczywistość usilnego, gwałtownego mieszania ras i kultur w Europie. Przecież to nie jest rasizm, czy etnocentryzm, gdy po prostu zaczynamy orientować się, że rzeczywistość jest przeciwko nam, i to w tak brutalny sposób.
Kochani, wstrzymajcie się z krytyką mojego wpisu i zastanówcie się. Spróbujcie zrozumieć mój punkt widzenia. Chyba naprawdę wyraziste staje się to, że planowo przeprowadzana relokacja milionów ludzi z obcych cywilizacji i kultur jest jednym z środków, które doprowadzają do obezwładnienia, osłabienia rodzimych narodów, szkód, a nawet prześladowań.
W Polsce jeszcze tego nie ma. Ale czy ten jeden raz możemy być mądrzy przed szkoda?
@Przejazd Post napisany tendencyjnie i pod tezę, ale to nie znaczy, że problemu nie ma. Ktoś wyżej od nas (dużo wyżej) uznał, że to właśnie będzie najlepszy sposób na ratowanie załamującej się dramatycznie demografii europejskiej. Póki co, wiadomo, że to nie działa, bo ta "nowa demografia" jest cholernie niekompatybilna z UE. Jednak, ponieważ innego pomysłu nadal nie ma, a proces się rozkręcił na dobre, to inercja pcha to dalej. Zwiększa to podziały w społeczeństwie i budzi opór (imho słuszny). Ogólne masy nie identyfikują się jeszcze z protestami, bo na razie mają one głównie formę zwykłych zadym z policją, w których prym wiodą niziny społeczne. Politycy robią dobra minę do złej gry i wciąż próbują zwalać winę na tą mityczną "skrajną prawicę", choć moim zdaniem ta pojawi się dopiero wtedy kiedy sprawy zajdą dużo dalej. Ale dostrzegam już ich niewyraźne miny, jakby sami nie wiedzieli co z tym gorącym ziemniorem w łapie zrobić.
Czy te niekompatybilne z nami masy faktycznie stanowią problem? Mieszkam w kraju bez kolonialnej przeszłości (wręcz gnębionym wcześniej przez kolonialistów) i zjawisko też jest widoczne. To naprawdę widać, jak bardzo im nasz styl życia i wartości nie pasują. O żadnej prawdziwej integracji nie ma mowy i pomimo, że ich dzieci często bawią się z naszymi na placu zabaw, to i tak widać różnice i widać zaangażowanie rodziców w podtrzymywanie poczucia inności i wyższości.
Widzę we wpisach sporo osób, które twierdzą, że problemu nie ma - zakładam, że są to osoby, które zwyczajnie nie miały z nim jeszcze styczności i jeszcze ich on nie dotyczy. Po bliższym obcowaniu nie sposób jest nie zmienić zdania. Problem istnieje i narasta.
Dość niedawno poznałem DHP. Jest bardzo elegancki. Znacie Rosendo Mateu no.4? Jest dość podobny. Wymaga nieco bardziej obfitej aplikacji, ale dla fanów Irysa naprawdę dobra to rzecz.
@jatutylkoperfumy Bardzo długo uważałem je za najlepsze perfumy jakie są. Nadal uważam, że są kapitalne i 10/10 pod każdym względem, poza noszalnoscia. Nie miałem dla nich kompletnie okazji i nawet podczas tych najbardziej formalnych wyjść znajdowałem coś lepszego i łatwiejszego do użycia. Dlatego ostatnio flakon poszedł w świat, ale pewnie jeszcze kiedyś wróci.