Tak się zastanawiam czy naprawdę politycy zapominają jak było. Bardzo łatwo zweryfikować ich słowa,chociażby na temat drogiego paliwa. 4 lata temu za rządów Pisu za paliwo płaciło 8 zł przez 2 miesiące z krótką przerwą na działania osłonowe w postaci tarcz. Nikt o tym nie wspomina. Ewentualnie dziennikarze przypominają to politykom. Wiadomo papka medialna jest zawsze w telewizji, ale po prostu co po niektórzy mają społeczeństwo za idiotów. Pech,że odkąd mam auto robię rozliczenie kosztów paliwa w excelu i ładnie to wszystko widać. #polityka #dyskusja #paliwo #cenypaliw #media #telewizja
U nas w pracy dział IT usilnie wdraża rozwiązania oparte o AI, głównie na własne potrzeby. Cały helpdesk idzie najpierw przez AI, więc nie można się za cholery dogadać bo trzeba czytać ten bełkot. Jak mocno nie idzie to na jakiejś zasadzie włącza się pracownik, widać to po stylu wypowiedzi, jak piszemy z AI wiadomości są kwieciste, zawsze kropki na końcu zdania, wypu katowane listy i zwroty których człowiek używa rzadko.
Miałem dzisiaj problem z komputerem i dobiłem się w końcu do człowieka, ale człowiek był tylko pośrednikiem. Co chwilę kopiował komunikaty błędów, wklejał na swój monitor do jakiegoś narzędzia i przyklejał do mnie jakieś skrypty które miały pomóc. Chwilę obserwowałem i mam wrażenie że kompletnie nie rozumiał o co chodzi, na zasadzie będę rzucał kamieniem aż w końcu trafię
Po godzinie skapitulował.
Mam wrażenie że za jakiś czas zginiemy. Staniemy się coraz bardziej oderwani od technologii, która będziemy użytkować bez jakiegokolwiek zrozumienia.
Ja jako petent, osoba która ma problem czuję się źle, mam wrażenie że firma w której pracuje ma mnie w pompie bo nie pomagał mi żywy człowiek który chciał mi pomóc tylko bezduszna maszyna.
Nie umiem dokładnie przekazać o co mi chodzi ale może ktoś zrozumie, mam wrażenie że zamiast nas łączyć, to technologia jeszcze bardziej pogłębia dystans między ludźmi. No bo nie mogę podejść do działu IT i powiedzieć potrzebuje to i to albo coś mi nie działa, muszę się przebijać przez tego jebanego agenta AI.
Gdzie ten optymizm z 2015 roku ze świat będzie lepszy....
Jaka jest według was najważniejsza cecha charakteru, którą może posiadać człowiek?
Dla mnie jest to pewien zlepek podobnych cech - pokora intelektualna, elastyczność poznawcza, otwartość umysłu, gotowość do rewizji przekonań. Wydaję mi się, że osoba z takimi cechami ma największe szanse na sukces w każdej dziedzinie życia. Potrafi się dostosować do sytuacji, wyciągać wnioski ze swoich i czyiś błędów. Potrafi z godnością przyjąć krytykę i ocenić jej słuszność.
Jakie jest wasze zdanie?
tag do zablokowania #marekpyta #filozofia (?) #dyskusja
Lata temu, gdy miałem sporo wolnego czasu, udzielałem się na różnych facebookowych grupkach związanych z Wattpadem. Gdyby ktoś nie wiedział, Wattpad był kiedyś świetną platformą dla początkujących autorów opowiadań czy powieści. Obecnie to cień samego siebie, ale nie o tym chciałem napisać.
Wtedy z grupką znajomych prowadziliśmy „krucjatę” przeciw osobom używającym słowa „książka” w odniesieniu do własnej, niewydanej jeszcze twórczości. No bo wiecie, #ksiazki to skończony, fizyczny produkt, opublikowany przez wydawnictwo, a nie amatorski tekst wrzucony do sieci.
Reakcje osób, którym zwróciło się uwagę, były oczywiste: „nikt nie będzie mi mówił, jak mam mówić” i podobne temu zacietrzewienie się w ignorancji, czyli zero refleksji i chęci poznania.
Z czasem odpuściłem, bo nie widziałem efektów, a i było to nieszkodliwe społecznie. Jednak do dzisiaj często łapię się na tym, że jeśli widzę kogoś w błędzie, to zniechęcam się do poinformowania go o tym, ponieważ bardzo mało osób jest otwartych na wiedzę, a mnie nie zależy na spędzaniu czasu na dyskusjach szybko przeradzających się w kłótnie.
Chociażby dzisiaj zobaczyłem komentarz, który zresztą stał się punktem zapalnym do napisania tego wpisu, w którym chłop porównał super duper pudełkowe, polskie wydanie „Wiedźmina 3” z tym, co zaoferował Rockstar w przypadku „GTA 6”, wskazując jeszcze na różnicę cenową (250 złotych vs 400 złotych).
Pominął przy tym kilka ważnych faktów, jak ten, że te #gry dzieli ponad dekada, więc i ceny się zmieniły przez ten czas, oraz że tak bogate wydania, jakie oferował CD Projekt, to wyjątki od reguły panującej na Zachodzie, czyli pudełka z płytą i co najwyżej instrukcją w formie broszury. CD Projekt w ten sposób chciał zachęcić polskich graczy do kupowania, oferując im różne fizyczne dodatki, których nie dostaliby w przypadku spiracenia gry.
I znowu, nie jest to jakoś bardzo szkodliwe społecznie, więc można by machnąć na to ręką. Ale jakoś źle mi z tym, że ktoś z pełnym przekonaniem wypisuje bzdury, z któryś ktoś inny mógłby czerpać informacje, nawet jeśli to są mało znaczące sprawy. A co dopiero w przypadku poważniejszych.
Tylko czy warto, skoro ludzie lubią dzielić się na zwalczające się obozy i zamykać w swoich bańkach?
Czy to w jaki sposób giganci AI zbierają i wykorzystują dane na masową skalę zmieniło wasze podejście do piractwa?
Ja przez wiele lat, właściwie odkąd zacząłem zarabiać własne pieniądze, mam wszystko legalne, filmy/seriale oglądam w strimingach, to samo z muzyką. Książki czy ebooki kupuję, bo wierzę że człowiek który się napracował i coś stworzył powinien zostać wynagrodzony za swoją pracę itd.
Ale po wejściu AI czuje się trochę jak frajer. Co z tego, że ja taki malutki żuczek staram się żyć zgodnie z prawem i korzystać z treści w sposób legalny, jak taka meta czy microsoft przeorali cały internet wzdłuż i wszerz, ściągając i obrabiając niewyobrażalne ilości danych i uszło im to na sucho.
Ostatnio coraz częściej kusi mnie pójście na łatwiznę, wody zatoki zawsze otwarte...
Ilekroć na @hejto pojawia się wpis o jakiejś kobiecie, zaraz pod nim pojawiają się komentarze w stylu "ale bym ją..." oraz rozmarzone westchnienia, dotyczące fizjonomii danej osobniczki (ostatnio wpis o Avril Lavigne). Czy ja to potępiam? Nie odpowiem, bo i tak was to nie obchodzi. Natomiast zawsze, gdy widzę te wypowiedzi, nasuwa mi się pytanie: dlaczego żeńska część hejto nie zamieszcza takich wpisów i komentarzy. Czy faktycznie niewiasty na portalu to miejska legenda? Czy poprostu kobiety to są bardziej udochowione (?) i nie jarają się wizerunkami mężczyzn? Czy może są na tyle kulturalne, że nie posuwają do prostackich komentarzy, w stylu czego to by nie zrobiły z tym czy tamtym idolem?
Przyszedł czas na jedenaste spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego (#klubczytelniczy)!
Dziś w centrum naszej uwagi znajdzie się:
Neil Gaiman - Ocean na końcu drogi
Zapraszam was serdecznie do rozmowy w komentarzach! Podzielcie się swoimi przemyśleniami, emocjami, ulubionymi fragmentami lub tym, co was najbardziej zaskoczyło w tej książce.
Przyszedł czas na dziesiąte spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego (#klubczytelniczy)!
Dziś w centrum naszej uwagi znajdzie się:
Andrea Abreu - Ośli brzuch
Zapraszam was serdecznie do rozmowy w komentarzach! Podzielcie się swoimi przemyśleniami, emocjami, ulubionymi fragmentami lub tym, co was najbardziej zaskoczyło w tej książce.
Bieda to Stan Umysłu czy Systemowa Pułapka? 194 Głosy i Jedna Wnioskowa Prawda!
Cześć, hejto! zamykam ankietę, która podniosła ciśnienie wielu osobom:) Dziękuję za 194 głosy i wszystkie mocne, merytoryczne (i te mniej) komentarze!
Wyniki Ankiety: Zwycięstwo Mentalności!
Mimo ogromnej wagi argumentów systemowych, to Mentalność wygrała w głosowaniu!
TAK, ciężką pracą i pomysłowością można wyjść:60.31%
NIE, złe miejsca urodzenia i patologia to "koniec":39.69%
Synteza Dyskusji: Gdzie leży Prawda?
Mimo wygranej "stanu umysłu", dyskusja (zwłaszcza z @Pirazy i @Ragnarokk) doprowadziła nas do kluczowej konkluzji, która jest trzecią, najbardziej realistyczną opcją:
Stan Umysłu decyduje o Przeżyciu: Zgodziliśmy się, że w cywilizowanym świecie z niskim bezrobociem, nikt zdrowy nie musi klepać skrajnej biedy (głód, bezdomność). Tutaj chęć, dyscyplina i proaktywność (czyli stan umysłu) to warunek, aby podjąć pierwszą "gównorobotę" i osiągnąć minimum egzystencji.
Bieda to Proces Pokoleniowy: @Zarieln i ja doszliśmy do wniosku, że sama mentalność nie czyni milionerem w jedno pokolenie! Twoi rodzice mogą wyrwać się z "niedasizmu" (zmiana mentalna), ale dopiero ich wnuki mają szansę na prawdziwe bogactwo, bo odziedziczą już nie tylko chęci, ale i zasoby, edukację i kontakty (jak pokazały historyczne przykłady @Ragnarokk’a).
Najmocniejsze Uderzenia z Komentarzy:
@Half_NEET_Half_Amazing: "bieda to stan umysłu... którym zarażają nas ludzie dokoła czytaj na samym początku rodzina." (Podkreślenie, że mentalność jest nabyta).
@WujekAlien: "Jeśli ktoś się będzie całe życie zasłaniał tym, że pochodzi z biednej rodziny... to nigdy go nie będzie miał. A to już podpada pod zamknięte koło samowpadania w biedę."
@kodyak & @Rozpierpapierduchacz: Silnie akcentowali, że mentalność jest nabyta, a ludzie z lepszym startem (jak w eksperymencie Monopoly) ignorują swoje przywileje.
@zuchtomek: Wskazał na kluczową różnicę między biedą a patologią, gdzie ta druga, mimo większego dostępu do zasobów (w mieście), jest podtrzymywana przez "tradycję socjalu, alkoholizmu" – czyli mentalność.
@orzeszty & @BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta: Wprowadzili element naukowy: stres z dzieciństwa w biedzie może fizycznie uszkodzić mózg, utrudniając kontrolę zachowania i planowanie (czyli kontrolowanie "stanu umysłu").
Podsumowując: Bieda jest pułapką, którą system podtrzymuje, ale stan umysłu jest tym, co albo uwalnia Cię na pierwszy stopień, albo utrzymuje w najgorszej skrajności.
Dzięki raz jeszcze za dyskusję! Wpadajcie do komentowania!
W dzisiejszej ankiecie wrzucam temat, który budzi ogromne kontrowersje: Czy bieda to stan umysłu?
Z jednej strony mamy silny argument: bieda to twardy fakt, pułapka systemowa. Urodziłeś się w złym miejscu, z gorszym dostępem do edukacji, kiepskim zdrowiem i zerowymi szansami na start. To nie jest kwestia chęci czy myślenia – to są bariery strukturalne, które trudno pokonać, nawet mając najlepsze chęci i "mindset". W tym ujęciu, bieda to brak dostępu do zasobów, a nie brak motywacji.
Z drugiej strony, często słyszymy, że bieda to mentalność. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że najważniejsza jest postawa, przedsiębiorczość i gotowość do ryzyka. Można nie mieć pieniędzy, ale jeśli masz odpowiednie nastawienie, plan i dyscyplinę, to prędzej czy później "wygrasz". W tym ujęciu, to złe nawyki, brak planowania i rezygnacja są głównym problemem, a nie brak kasy na koncie.
Pytanie jest trudne i dotyka wrażliwych kwestii. Czy da się "myśleniem" pokonać brak perspektyw? Czy to, że ktoś "nie chce", jest zawsze przyczyną porażki?
Oddaj głos w ankiecie i opowiedz, co o tym myślisz w komentarzach!
@boogie to zależy. Jeśli ktoś dorastał w totalnej chujni, lali go starzy, był niedożywiony i funkcjonował w dużym stresie, to w jego mózgu mogło dojść do na tyle dużych zmian, że zwyczajnie nie będzie czego ratować. Ale to na szczęście skrajne przypadki. Jeśli u kogoś była po prostu bieda na chacie, urodził się na jakimś zadupiu w rodzinie żyjącej od dziesiątego do dziesiątego to imo temat jak najbardziej do ogarnięcia.
Przyszedł czas na dziewiąte spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego!
Dziś w centrum naszej uwagi znajdzie się:
Georges Perec - Człowiek, który śpi (propozycja @pingWIN)
Zapraszam was serdecznie do rozmowy w komentarzach! Podzielcie się swoimi przemyśleniami, emocjami, ulubionymi fragmentami lub tym, co was najbardziej zaskoczyło w tej książce.
"Pięć lat temu zmarł David Graeber. Zanim polscy "intelektualiści" dowiedzieli się w ogóle o jego istnieniu, u nas w 2013 ukazał się przekład jego dziś już kultowego tekstu o "gówno wartych pracach": "Jak człowiek może w ogóle zacząć rozpatrywać kwestię swojej godności jako pracownika, skoro sam wie, że jego posada w ogóle nie powinna istnieć? Jak może nie stworzyć w sobie potężnego ładunku gniewu i rozgoryczenia? Swoisty geniusz naszego społeczeństwa polega między innymi na tym, że jego władcy zorientowali się, że owe negatywne emocje należy odpowiednio ukierunkować. Tak, jak miało to miejsce w przypadku smażących ryby stolarzy, najlepiej wycelować go w ludzi, którzy usiłują wykonywać faktycznie coś znaczącą pracę. Na przykład: panuje generalna zasada, że im bardziej, obiektywnie patrząc, jakaś praca jest pożyteczna dla ogółu, tym mniej należy za nią płacić. Obiektywna miara jest raczej trudna do określenia, lecz dość prostym sposobem na ustalenie, czy dana profesja jest pożyteczna, jest zadanie sobie pytania: co by się stało, gdyby wszyscy ludzie wykonujący dany zawód po prostu zniknęli? Mówcie co chcecie o pielęgniarkach, śmieciarzach czy mechanikach, ale jest sprawą oczywistą, że gdyby oni wszyscy nagle rozpłynęli się w powietrzu, skutki byłyby natychmiastowe i katastrofalne. Świat bez nauczycieli czy magazynierów miałby nie lada kłopoty i nawet bez pisarzy science fiction czy muzyków ska byłby zwyczajnie mniej wartościowym miejscem. Nie jest do końca jasne, jak bardzo ludzkość cierpiałaby w świecie, w którym przestaliby istnieć prezesi funduszy inwestycyjnych, lobbyści, spece od kreowania wizerunku, aktuariusze, telemarketerzy, komornicy czy radcy prawni (wielu podejrzewa, że stan rzecz znacząco by się wówczas poprawił). Mimo tego, nie licząc garstki wyjątków, jak lekarze – cieszący się dobrą opinią, a jednocześnie wysoko wynagradzani – wspomniana zasada ma się zaskakująco dobrze". Całość: https://nowyobywatel.pl/2013/09/23/fenomen-gowno-wartych-prac/
Pora na kolejne, ósme już, spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego (#klubczytelniczy)!
Dziś w centrum naszej uwagi znajdzie się:
"Wieczór Trzech Króli" Szekspira.
Propozycja @moll, która niestety już z nami na portalu nie śmieszkuje
Zapraszam was serdecznie do rozmowy w komentarzach! Podzielcie się swoimi przemyśleniami, emocjami, ulubionymi fragmentami lub tym, co was najbardziej zaskoczyło w tej książce.
Mam nadzieję, że głosy w wyborach oddane i macie czas na piąte spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego (#klubczytelniczy)!
Dziś w centrum naszej uwagi znajdzie się: "Na zachodzie bez zmian" Ericha M. Remarquea.
Zapraszam was serdecznie do rozmowy w komentarzach! Podzielcie się swoimi przemyśleniami, emocjami, ulubionymi fragmentami lub tym, co was najbardziej zaskoczyło w tej książce.
Czytałem to również sto lat temu, ale pamiętam, że koniec końców przyzwyczaić można się do wszystkiego, nawet do śmierci i przewalania ciał. Nawet takie warunki to dzień jak co dzień i generalnie fajrant.
To raz.
A dwa to to, że żeby nie zwariować, trzeba robić przyziemne rzeczy i one powinny cieszyć tak samo, niezależnie od warunków, typu rosół z kaczki czy co tam to było.
Bardzo dobry wybór książki do przeczytania w klubie. Bez tego pewnie nigdy bym po nią nie sięgnęła, a tak spróbuję kiedyś coś jeszcze od tego autora przeczytać.
Pozwolę sobie na wrzucenie mojej opinii sprzed roku:
Opowieść o pierwszej wojnie światowej z perspektywy jednego żołnierza (chociaż można powiedzieć, że mówi głosami wielu żołnierzy), który mając zaledwie osiemnaście lat zaciągnął się do armii niemieckiej, by spełnić swój patriotyczny obowiązek. Lektura tym bardziej ciekawa, że napisana przez człowieka, który brał udział w tej wojnie właśnie po stronie niemieckiej.
Brak tutaj pochwał na temat wojny. Brak tutaj bohaterskich czynów, nadających się do odznaczenia Krzyżem Żelaznym. W okopach zalewanych wodą i w towarzystwie szczurów niewiele zostało z tej przyszłości narodu, wykształconych i wrażliwych chłopców, którzy przeistoczyli się prawie że w zwierzęta, których jedynym celem jest po prostu przeżyć za wszelką cenę. Co jest trudne, zważywszy na ciągle spadające granaty i bomby, ataki gazowe, szturmy wrogich żołnierzy czy trapiące ich różne choroby.
Chwilami wytchnienia od ciągłego napięcia i kulenia się na świst lecącej bomby jest luzowanie oddziałów z frontu czy nawet przysługujący żołnierzom urlop, podczas którego mogą wrócić do domów. Wtedy odkrywają, że nie pasują już do świata cywilów, którzy wojnę widzieli jedynie na stronach gazet.
Co we mnie uderzyło, a o czym podświadomie wiedziałem: żołnierze rozmawiali o tym, że obie strony są na wojnie po to, żeby bronić swojej ojczyzny. I o tym, kto ma rację w tym konflikcie. O tym, dlaczego wojna wybuchła i że jednym z powodów mogło być obrażenie jednego państwa przez drugie. No ale ten konkretny żołnierz nie czuje się obrażony, więc nie ma czego szukać na froncie. I że do wybuchu wojny nawet nie widział Francuza na własne oczy.
To chyba najważniejszy przekaz tej książki: tak zwane mądre głowy decydują o życiach młodych mężczyzn, często nimi szafując dla spełnienia swoich własnych ambicji czy interesów. I mimo że od pierwszej wojny światowej minęło ponad sto lat, wciąż widzimy te same zachowania. Wystarczy spojrzeć na wojnę na Ukrainie.
Widać to było także w nowszej ekranizacji powieści, dostępnej na Netfliksie. Mimo że koniec wojny był bardzo bliski, to w dniu podpisania rozejmu oddziały żołnierzy zostali wysłani do walki. O godzinie 10:59 byli jeszcze śmiertelnymi wrogami i walczyli ze sobą, by o 11:00 zaprzestać walk i rozejść się każdy w swoją stronę. Ponownie, wszystko przez decyzję paru ludzi.
Tekst z The Economista, a nie moja opinia — podrzucam pod dyskusję:
Rzecz w tym, że Europa to prawdziwa kraina wolności
"Rzecz w tym, że Europa, jak mówią, jest przeregulowana. Góry biurokracji i karnych podatków oznaczają, że we Francji czy Niemczech nie ma bilionowych przedsiębiorstw, które mogłyby dorównać Amazonowi, Google czy Tesli. Ale to nie wszystko, czego Europie brakuje. Na kontynencie nie ma również broligarchów, którzy siedzą na czele takich gigantów, a którzy niekiedy ściślej wiążą się z władzą, niż z rzeczywistością. Nie ma więc europejskich Rasputinów pompujących niezliczone miliony w kampanie polityczne, zajmujących honorowe miejsce na inauguracjach przywódców lub zarządzających własnymi nowo powstałymi departamentami rządowymi. Niestety, w Europie jest mało jednorożców i za mało innowacji. Jednak zarazem nie ma absolutnie żadnych dyrektorów technologicznych, którzy chwaliliby się w mediach społecznościowych, że spędzają weekendy na wrzucaniu kawałków państwa „do rozdrabniacza drewna”.
Rzecz w tym, że Europa jest niezdecydowana, zbyt powolna w działaniu. Każdy kryzys wymaga wielu szczytów przywódców państw członkowskich Unii Europejskiej, często kłócących się do późnej nocy. Nudne procesy rządzenia przez konsensus mogą spowolnić UE do czołgania się: targowanie się, aby uzgodnić najnowszy siedmioletni budżet bloku w 2020 r., zajęło cztery dni i cztery noce. Z drugiej strony, europejski aparat państwowy nie zamyka się arbitralnie co kilka lat, gdy polityczne porozumienie w sprawie finansowania okazuje się niemożliwe do wynegocjowania, pozostawiając miliony pracowników sektora publicznego na urlopie i bez dostępu do podstawowych usług przez dni lub tygodnie. Zasada konsensusu oznacza również, że kapryśne tweety polityczne jednego źle zorientowanego polityka — 125% taryf na Chiny, halo? — nie powodują, że światowe rynki akcji wpadają w korkociąg. Najwyżsi rangą przedstawiciele UE nie są wybierani i czasami nie ponoszą odpowiedzialności. Mimo to nie odważyliby się zostać sfotografowani podczas gry w golfa po tym, jak wyczyścili oszczędności milionów swoich rodaków.
Rzecz w tym, że Europa pasożytuje na wydatkach zbrojeniowych, nie wydając wystarczająco dużo na swoje siły zbrojne, aby samodzielnie odeprzeć zagrożenia. Będzie tak przez długi czas, nawet gdy budżety obronne zostaną podniesione w większości kontynentu. Ale Europa pokazuje również inne znaczenie tego, co oznacza „obrona”. Po pierwsze, nikt w Europie — przynajmniej poza Rosją — nie sugeruje nawet pobieżnie, że dokona inwazji na inne kraje. Nie ma brukselskiego dowcipu o przekształcaniu niechętnego sąsiada w „nasze 28. państwo” (wręcz przeciwnie, wielu sąsiadów UE desperacko pragnie dołączyć do klubu). Europejscy wiceprezydenci również nie latają bez zaproszenia do miejsc, które chcą zaanektować, pod pretekstem, że ich małżonek chce obejrzeć wyścigi saneczkowe. Europa może i oszczędzała na gromadzeniu informacji wywiadowczych, ale jej poszczególni przywódcy znają tożsamość agresora, który zainicjował walki na Ukrainie (podpowiedź: to nie jest Ukraina). Wielu przewidziało również pułapki związane z inwazją na Irak jakiś czas temu.
Rzecz w tym, że w Europie nie ma absolutnego przywiązania do wolności słowa. Wystarczy zobaczyć, jak sędziowie w Rumunii i Francji wykolejali kariery skrajnie prawicowych polityków, którzy przekonali samych siebie (z niewielkimi dowodami), że to ideologia, a nie łamanie prawa, wpędziło ich w kłopoty. Jednak dla wielu Europejczyków myśl, że wolność słowa jest zagrożona, wydaje się dziwna. Europejczycy mogą mówić niemal wszystko, co chcą, zarówno w teorii, jak i w praktyce. Europejskie uniwersytety nigdy nie stały się wylęgarniami polityków zajmujących się zwalczaniem takich czy innych kulturowych wojowników. Możesz wyrażać kontrowersyjne poglądy na dowolnym europejskim kampusie (przynajmniej poza Węgrami) bez obawy utraty kadencji lub stypendium. Nie ma ośrodków zatrzymań dla zagranicznych studentów, którzy mają niewłaściwe poglądy na temat Strefy Gazy; redakcje informacyjne nie są pozywane za przeprowadzanie wywiadów z politykami opozycji. Kancelarie prawne nie są zmuszone do płaszczenia się przed prezydentami w ramach pokuty za pracę dla ich politycznych wrogów.
Rzecz w tym, że Europa stoi w obliczu kryzysu demograficznego. Powstrzymuje gwałtowny spadek populacji jedynie poprzez wspieranie siły roboczej imigrantami, z których część słabo się zintegrowała. Taka imigracja pokazuje atrakcyjność europejskiego stylu życia; dla tych, którzy przybywają w poszukiwaniu schronienia przed wojną, pokazuje hojność Europejczyków (czasem błędną). I chociaż Europejczycy okazjonalnie udają, że rozprawiają się z nielegalnymi migrantami, zazwyczaj polegają na tych legalnych, wykonujących najprostsze prace.
Rzecz w tym, że europejska gospodarka jest stale w stagnacji, będąc ostrzeżeniem dla świata. I nic dziwnego. Europejczycy cieszą się miesiącem wolnego, przechodzą na emeryturę w kwiecie wieku i spędzają więcej czasu na jedzeniu i socjalizowaniu się z rodziną niż mieszkańcy jakiegokolwiek innego regionu. Co dziwne, badania pokazują, że ludzie w krajach zarówno bogatych, jak i biednych cenią sobie taki czas wolny; Europejczykom jakoś udało się wymusić na pracodawcach, aby dawali im go więcej. Nawet gdy obniżali PKB, marnując czas na zabawę z dziećmi, mieszkańcom Europy udało się również utrzymać nierówności na stosunkowo niskim poziomie, podczas gdy w innych miejscach w ciągu ostatnich 20 lat gwałtownie wzrosły. Nikt w Europie nie spędził ostatniego tygodnia, patrząc na swój portfel akcji, zastanawiając się, czy nadal będzie go stać na wysłanie dzieci na studia. Europejczycy nie mają pojęcia, czym jest „bankructwo medyczne”. A, i żaden przywódca UE nigdy nie wprowadził własnej kryptowaluty.
Rzecz w tym, że Europa jest naiwna: to jedyny globalny blok handlowy przywiązany do norm moralnych. Nalega na przestrzeganie edyktów Światowej Organizacji Handlu czy robi swoją część roboty, aby ograniczyć emisję dwutlenku węgla. To nie jest miejsce, które domaga się, aby sojusznicy przychodzili do niej na klęczkach i błagali o „przysługi” w sprawie taryf.
Rzecz w tym, że Europa jest jak muzeum na świeżym powietrzu, wczorajszy kontynent. Czy jej model jest w ogóle zrównoważony? Dobre pytanie — takie, które zakłada, że europejski model jest wart obrony. To miejsce obdarzone miastami, po których można chodzić pieszo, długą oczekiwaną długością życia i zaszczepionymi dziećmi, których nie trzeba szkolić, aby unikały szkolnych strzelców. Królestwo Karola Wielkiego jest miejscem wielu wad, wiele z nich trwa. Ale na swój własny, mozolny sposób Europejczycy stworzyli miejsce, w którym zagwarantowano im prawa do tego, czego pragną inni: życia, wolności i dążenia do szczęścia."
Czy to nie lepiej dla nas, że ścierają się różne interesy i wychodzi z tego konsensus? Na pewno europa jest przeregulowana, ale lepiej jest jak jest oligarcha typu trump, musk, bezos i swoimi kaprysami rządzą światem?
Jak masz hajs to wszędzie dobrze. Jak nie masz hajsu, to wszędzie niedobrze. Pozostaje ustalić, gdzie najlepiej się żyje "przeciętniakom".
Trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że poza czarną Afryką i Bliskim Wschodem, to tłumy do Europy nie walą. A te co walą, to głównie ze względu na zasiłki, a nie jakieś wolności słowa, czy inne.
Jest też w miarę stała emigracja Europejczyków w świat, np. ostatnio takie dość popularne kierunki to Paragwaj i Tajlandia.
@Weathervax Przez tę idiotyczną decyzję to cudem tylko ja i moja ekipa nie mamy problemów z najbliższym weekendem... Paradoksalnie dobrze że gdzieś NIE jedziemy.
Jest taki event gdzie różne grupy tematyczne, fantastyczne i hobbystyczne mają zlot, rozstawiają namioty, część coś sprzedaje, albo robi atrakcje dla tamtejszej publiki. Rok temu byliśmy, tylko na sobotę, jako wiedźmińska ekipa. No i mieliśmy jechać na taki sam event w ten weekend, również tylko na sobotę, ale uznaliśmy że w tym roku pass, bo nasz kwiecień jest już wypełniony po brzegi i po prostu nie wyrobimy jeszcze w kolejny weekend, choćby z samymi urlopami. Więc padło wiele miesięcy temu na to, że nie jedziemy.
No i jakbym się teraz, na kilka dni przed eventem dowiedziała że z soboty nici, że możemy być co najwyżej na niedzielę [na którą nigdy nie zostawaliśmy, bo musimy mieć czas na dojazd do domów z różnych części Polski] to bym się co najmniej wkurzyła... Bilety kolejowe zwrot, noclegi zwrot, plany zwrot, atrakcje które byśmy mieli na miejscu robić chyba do kosza...
Także nam się cudem upiekło, ale dalej uważam że tylko cudem i że decyzja o tej żałobie jest durna w opór.
Wróciłem do serialu na parę dni przed premierą nowego sezonu. Podtrzymuję zdanie po drugim seansie, czyli to moja ulubiona (najlepsza) produkcja z "Gwiezdnych Wojen" ostatnich lat.
Jestem pod ogromnym wrażeniem jego poważnego, dojrzałego tonu, który od razu wyróżniał się na tle innych produkcji z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zamiast kolorowych efektów i żartów, dostałem brutalnie szczerą opowieść o jednostkach miażdżonych przez bezlitosny system. Szczególnie uderzyła mnie konsekwencja świata przedstawionego – śmierć bohaterów nie była tu dramatyzmem, tylko nieuniknionym efektem złych decyzji. Narracja była wielowątkowa i spokojnie rozwijana, co pozwoliło mi naprawdę zanurzyć się w tym świecie i zrozumieć mechanizmy działania zarówno Imperium, jak i rodzącego się Ruchu Oporu. Choć momentami tempo mogło być szybsze, ceniłem sobie czas poświęcony na budowanie atmosfery i pokazanie codzienności bohaterów.