też tak macie, że za gówniaka marzyliście o życiu w stanach, a teraz to nie za bardzo chcielibyście tam nawet polecieć?
#usa #ue

też tak macie, że za gówniaka marzyliście o życiu w stanach, a teraz to nie za bardzo chcielibyście tam nawet polecieć?
#usa #ue

@festiwal_otwartego_parasola Dłużej niż za gówniaka, nawet zastanawiałem się do przejścia z pracy w Polsce dla mojej firmy do oddziału w USA ale akurat nie szukali tam nikogo w moim charakterze i wtedy żałowałem, że tak wyszło. Z perspektywy ostatnich lat zmieniłem mocno zdanie. Głównie chodzi o Trumpa i zmianę kierunku w jakim idzie USA ale to nie wszystko bo jeszcze przybywa mi lat przez co mam większe szanse na potrzebę pomocy lekarskiej co w USA jest czymś co ciężko zaakceptować po luksusie życia w Europie.
@nbzwdsdzbcps - 15 lat temu mogłem już pracować w USA na stałe - pracowałem wtedy dla firmy którą większość ludzi zna i często latałem na wielotygodniowe wyjazdy służbowe - proponowali abym został u nich w siedzibie głównej na miejscu - ale wybrałem się nie przenosić na stałe i dalej latałem - nie wiem czy to była dobra decyzja, ale co się nazwiedzałem to moje
@festiwal_otwartego_parasola Chciałbym tam pojechać by zrobić Pacific Crest Trail (szlak od Meksyku do Kanady wzdłuż zachodniego wybrzeża). Ale przy tym co się tam dzieje, przy tym jak tam teraz co roku pożary i przy tym ile mam lat to czuję, że to się nie wydarzy.
Przyrodę mają piękną i to bym chciał zobaczyć, ludzi nie.
@festiwal_otwartego_parasola no tak. Za gówniaka to się wydawał "wielki świat", do którego ciągnęło człowieka. A potem z biegiem czasu człowiek coraz bardziej otwierał oczy i widział, jak cały ten "amerykański sen" to właśnie to- sen. Pojechać tam na wycieczkę, pozwiedzać, "zobaczyć świata"? Spoko. Ale mieszkać tam na stałe i pracować to ni c⁎⁎ja.
@festiwal_otwartego_parasola Pamiętam, jak w latach '00 znajomi jeździli na 3 miesiące do USA na work&travel, pracowali na przysłowiowym zmywaku i przywozili równowartość 6k PLN plus jeszcze jakieś kupione fanty - ciuchy, elektronikę. Płaca minimalna wtedy wynosiła 600 PLN. Zarobiona kasa wystarczała im na 10 miesięcy studenckiego życia. Wtedy USA jawił się jako kraj El Dorado.
Teraz w USA na zmywaku zarobisz niewiele więcej jak w PL na zmywaku.
@festiwal_otwartego_parasola Jako dzieciak lat 90, wychowany na wizji stanów serwowanych w TV, w filmach i teledyskach, widząc ichni poziom życia, słoneczną Kalifornie, piękne samochody, wielkie biznesy, chciałem aby było to miejsce, z którym mógłbym chociaż trochę poobcować.
Powyższe w zestawieniu do polskiej wsi albo mniejszego miasta które było obok, wydawało mi się zupełnie inną cywilizacją.
Finalnie w stanach nigdy nie byłem ale nadal lubię je oglądać czy to z perspektywy podróży z youtube, wiadomości, czy też filmów.
Od lat 90 dużo się w Polsce zmieniło, wieś się ucywilizowała, okolica się zmieniła na plus, infrastruktura się rozwinęła, samochody to nie są już stare fiaty i polonezy.
Natomiast to co kiedyś budziło mój podziw w USA, za bardzo jako takie się nie zmieniło ale przez to że Polska nadgoniła w wielu aspektach, różnica wydaję się na tyle zacierać, że nie czuję już tej potrzeby zmiany, bo nie uważam, że byłaby to zmiana na lepsze.
Stany tak jak bohaterowie kina akcji lat 80 - 90, się zestarzały. Z wiekiem też widzi się więcej ale i patrzy inaczej.
Zazdroszczę im natury i słońca. To na pewno choć cała reszta jakoś się zdegradowała w moim postrzeganiu.
@festiwal_otwartego_parasola ciekawy jestem jak faktycznie dane maja się do tego podsumowania widzianego na wykresie (w sensie konkretne źródła na których ją opracowano). Jej jakość (samego obrazka) jak i błędy ("udziat kobiet", "1 000" vs "100k") budzi pewne moje wątpliwości.
Ale za to zarzucę tematycznego memka, którego jakiś czas temu zapisałem XD

@niebylem nie wiem jak mają się faktyczne dane ale każdy kto tam mieszkał albo nawet dłużej przebywał powie Ci że różnice społeczne są znacznie większe niż u nas czy na zachodzie Europy. Grupie najbogatszych 30-40% żyje się całkiem nieźle, reszta żyje na poziomie raczej niższym niż za zachodzie Europy pomimo nominalnie wyższych dochodów.
Ja lubię sobie oglądać amerykańskich komików opowiadających o pracy w ich korporacjach i braku opieki zdrowotnej, urlopu wypoczynkowego, macierzyńskiego, okresu wypowiedzenia itp. Ostatnio dowiedziałem się że jest tam coś takiego jak "Cancer divorce" - jak jedno z małżonków zapada na ciężką chorobę to małżonkowie się rozwodzą aby koszty leczenia nie zatopiły wszystkich.
Komentarze pod takimi filmami zawsze mi uświadamiają że żyję w fantastycznym miejscu.
Jak w Polsce zarabiało się w przeliczeniu 20-30$ miesięcznie, to USA było rajem.
Za kilkaset dolarów przysłanych ze stanów ludzie zaczynali domy budować.
A teraz? Nie zarobisz takich kokosów, żeby się przenosić, koszty życia o wiele wyższe niż u nas, ubezpieczenia to jakiś kosmos, bezpieczeństwo - a co to takiego? Urlop? A po co to komu. Dziecko chce iść na studia - no to macie problem.
W USA jest takie powiedzenie, że od bezdomności dzieli cię jedna wypłata. Coś w tym jest.
To jest kraj pierwszego świata (?) z problemami trzeciego świata.
Jedynie bronią się widokami (bo miastami już nie).
Na wycieczkę (o ile cię wpuszczą
Jak ktoś chce emigrować zarobkowo, to Europa jest o wiele lepsza
@festiwal_otwartego_parasola bo za gowniaka to były filmy z których się dowiadywałes jak niby tam wygląda życie.
A do wyboru było albo uśmiechnięty Amerykanin na luzaku pijący sobie cocacole za kilka centow, zamawiający sobie pizzę za kilka dolarów, mieszkający w czyszciutkich przedmieściach, jeżdżącym jakiś kabrioletem, grającym sobie w gry na atarii. Nawet karetki robiły wrażenie w porównaniu do naszych przerobionych biednych fiatów 125 combi, a nawet koguty policyjne to byly i nich jakieś neony świata
Albo biedny zapijaczony Polak z pgru, Pegasus i elektronika piac
Magia kina
Mam tak samo, ale też z drugiej strony warto zawsze podkreślić, że w rozwiniętych krajach zawsze znajdzie się sporo dobrych miejsc do życia, w których można sobie naprawdę spokojnie żyć. Mam w Stanach kilku znajomych w Kalifornii, którzy zyją sobie w fajnych okolicach gdzie można spacerować i nie żyć ciągle w samochodzie(co nie jest oczywiste w USA) i właśnie o ich okolicach w ogóle nigdzie się nie usłyszy
@festiwal_otwartego_parasola Byłem rok temu na Florydzie jako ze byl to jeden z punktow na mapie ktore chcialem odwiedzic. No fajnie fajnie ale mieszkac tam to nono. Poza tym moj szef mieszka pod Waszyngtonem i mi opowiada o realiach zycia (mimo ze on jest klasa srednia +) to czasem przykro sie tego słucha
Kurde ja byłem takim zjebem że po 18 wysłałem nawet kilka razy wniosek na loterie wizową o zieloną kartę xD Byłem zafascynowany tym miejscem. W 2018 spełniłem jedno z marzeń i byłem na tydzień czasu w NYC i w sumie był taki efekt wow, bo człowiek zobaczył wiele miejsc na żywo które znał z filmów. Ale de facto aktualnie zupełnie mi przeszło, z narzeczoną chcieliśmy się tam wybrać na tydzień dwa pozwiedzać ale doszliśmy do wniosku że na pewno nie teraz gdy rządzi tam pomarańczowa małpa.
Dokładnie tak. Jeszcze znajomi lecieli niedawno do Nowego Jorku cali podekscytowani. Ja miałem nieprzyjemność kiedyś tam być i kompletnie nie rozumiem hype-u. Fchvj drogo, brzydko, brudno i nic ciekawego. Kolebka amerykańskiej "kultury" opierającej się na wyciskaniu ostatniego dolara ze wszystkiego co się da.
@festiwal_otwartego_parasola nie tylko za gówniaka. Byłem tam w 2006, 21lvl wówczas. Pierwsza podróz za granicę w życiu. Potem drugi raz w 2008, rozważałem czy nie zostać. Jeden gość oferował robotę, mieszkanie i pomoc w legalizacji pobytu. Wróciłem mimo to.
Czy żałuję teraz? Nie. Zarabiam na tyle dobrze w UE, że spokojnie utrzymuje siebie, kobietę i 3 córki. Nie martwię się o ubezpieczenie zdrowotne czy edukację.
W tym momencie pojechać, zwiedzić lub na kontrakt z dobrą rotacją i ubezpieczeniem opłaconym przez klienta. Inaczej nie ma sensu.
Zaloguj się aby komentować