Zdjęcie w tle

Spleen

Osobistość
  • 215wpisów
  • 454komentarzy

557 + 1 = 558


Tytuł: Motyl Still Alice

Rok produkcji: 2014

Kategoria: Dramat / Psychologiczny

Reżyseria: Richard Glatzer, Wash Westmoreland

Czas trwania: 1h 39m

Ocena: 7/10


U pani naukowiec zaczynają pojawiać się objawy choroby Alzheimera, we wczesnym jak na tę chorobę wieku.

W filmie pokazane jest jak wygląda radzenie sobie z tą przypadłością, jak reaguje na to rodzina i sama chora. 


Dość smutny i poruszający. Szczególnie emocje rozpalają rozmowy między członkami rodziny - szczególnie ukłuła mnie pierwsza pogadanka z mężem. On za wszelką cenę próbował tłumaczyć, że coś pomieszali medycy, choć diagnoza była niezaprzeczalna. Tak trochę widziałem, że pewnie zachowałbym się podobnie to tego męża. Rozmowy bohaterki z dziećmi także wprawiają w przygnębienie. 


Jak ktoś lubi smutne filmy, to polecam. Jeśli ktoś ma cięższe chwile w życiu, to lepiej sobie nie doprawiać nastroju takimi produkcjami.


Julianne Moore swoim wyglądem jest po prostu stworzona do takich ról.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter

1e16a6e0-ea2a-4451-b664-286216f7b7a1

Zaloguj się aby komentować

540 + 1 = 541


Dzisiaj będzie kontrowersyjnie, szczególnie jeśli chodzi o ocenę


Tytuł: Grzesznicy / Sinners

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Horror / Muzyczny

Reżyseria: Ryan Coogler

Czas trwania: 2h 17m

Ocena: 10/10


Bracia bliźniacy, mający za sobą przeszłość kryminalną, postanawiają otworzyć bar ze dobrą, czarną muzyką na żywo. Nie wiedzą jednak, że można zagrać bluesa tak dobrze, że obudzi się duchy, które zwabione dobrym śpiewem, będą chciały posmakować talentu mistrza.


Być może ktoś powie, że bez kitu z tą oceną, ale z czystym sumieniem stwierdzam, że film wgniótł mnie totalnie w fotel. Super historia, niby gangsterska, ale jednak nie. Super postacie, które łatwo polubić i się z nimi zsolidaryzować. Muzyka, która po prostu miażdży i niszczy system! I wreszcie ta jedna scena! Scena, która pokazuje moc talentu, który śpiewem wybudza duchy przeszłości i przyszłości - totalne arcydzieło jak dla mnie, dawno nie widziałem czegoś tak cholernie dobrego. Jak pojawiły się napisy, nie chciałem przerywać, pragnąłem by koledzy z ekranu przygrywali dalej, bo miałem ogromny niedosyt. Ale oto po napisach pojawia się jeszcze epilog, który domyka całe dzieło doskonale i pozostaje tylko pragnienie, by zobaczyć ten film jeszcze raz. 


Jak dla mnie najlepszy film roku, a może i nawet więcej niż roku, sztos totalny!


Dostępny na HBO MAX.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter

1c968f64-aee7-4e78-9364-5ea3f76ae4e0

Zaloguj się aby komentować

Kiedyś zrobiłem tanim kosztem super kostium na przebieraną imprezę Halloween.


Co było potrzebne?


  1. Koszula biała - kupiona w Auchan, najtańsza z możliwych, kosztowała może z 25zł (ale było to z 6 lat temu)

  2. Zabawka t-rex - najtańsze w tym samym Auchan, może z 12 zł

  3. Zabawka wąż gumowy - z 6 zł w tym samym sklepie

  4. Pisak czarny - miałem w domu

  5. Farba plakatowa czerwona - już nie pamiętam nawet ile to kosztowało, ale kupiłem chyba zestaw farb szkolnych wiadomo gdzie.

  6. Pasek / sznurek /taśma klejąca

Wykaligrafowałem na koszuli logo pojazdu kosmicznego Nostromo znanej i lubianej firmy Weyland-Yutani. Co to znaczy zajarzyło może z 10% ludzi z imprezy i było dla mnie niemałym szokiem. Większość myślała, że to był taki nadruk na koszulce znaczący mniej więcej tyle, co t-shirty z napisem "Surf Club '98". Ten fakt akurat był nobilitujący, bo skoro ludzie brali to za nadruk to musiało być to zrobione całkiem znośnie.


Sposób przygotowania: rozwalamy dinozaura, potrzebna tylko głowa. Ja miałem dinozaura beżowego, więc nie musiałem go malować, ale jeśli jest zielony, to warto go pomalować na jasny brąz. Węża dokleiłem, aby wystawał mu ogon. Następnie wydłubałem dziurę w głowie dinozaura, tak aby sznurem go przywiązać sobie do ciała na wysokości klatki piersiowej. Na koszuli kaligrafujemy logo Nostromo, choć to niekonieczne, bo jak wspomniałem, mało kto nazwę kojarzy. No i na koniec trzeba poplamić na czerwono koszulę i założyć ją w taki sposób, by łeb dinozaura wyszedł przez rozpięte guziki, dobry efekt daje też ogon węża.


Na zdjęciu moja skromna osoba, prezentująca dramatyczną pozę ze znanego filmu.


Uczciwość nakazuje przyznać, że to nie był mój pomysł, odgapiłem to z internetu.


#obcy #haloween #diy

ad8b6aad-62d9-4b20-a187-08e6741e5e91

Zaloguj się aby komentować

525 + 1 = 526


Tytuł: Saltburn

Rok produkcji: 2023

Kategoria: Dramat / Thriller

Reżyseria: Emerald Fennell

Czas trwania: 2h07m

Ocena: 7/10


Młody student, z raczej niezbyt bogatych kręgów, zaprzyjaźnia się z synem miliarderów. Nowy kolega zaprasza go na wakacje do posiadłości rodziców. Tam następuje zderzenie "zwykłego człowieka" z obyczajami panującymi w klasie wyższej.


Fajny klimacik, nasączony niepokojem i wiszącą w powietrzu tragedią. Wiadomo, ze wszystko zmierza do jakiegoś koszmarnego wypadku, nie wiadomo jedynie komu pierwszemu puszczą nerwy i ktory z bohaterów okaże sie zapalnikiem. Dobra gra aktorska i ogólnie realizacja na wysokim poziomie. Polecam, jest to rasowy thriller, który trzyma w napięciu.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

c9698f72-a3bc-4069-abba-5b66e1e4a026

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

521 + 1 = 522


Tytuł: Fontanna Młodości

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Akcja / Przygodowy

Reżyseria: Guy Ritchie

Czas trwania: 2h 05m

Ocena: 3/10


Czy połączenie klimatu "Indiana Jones" z gangsterską stylówą Guy'a Ritchie to przepis na sukces? Tak sądziłem, ale niestety bardzo się zawiodłem. 


O fabule nie ma co pisać, bo po tytule można wydedukować co to za historia.


Coś jednak poszło źle. Film jest po prostu denny. Głupie motywy, nieprzekonujące postacie, sporo banału i kalek. Krasinski jeszcze jakoś daje radę, ale Portman słabiutko (ale to może być po prostu słabo napisana postać). Do tego dochodzi jeszcze jakaś taka dziwnie toksyczna atmosfera między bohaterami. U doktora Jonesa było fajnie budujące, że nawet jak dostał w twarz od Marion, to widz wiedział, że i tak się kochają. Tutaj jest nieprzyjemna energia w powietrzu - niby bohaterowie są razem w drużynie, ale w powietrzu wisi jakieś knucie za plecami. Nie dodaje to dobrego dżu-dżu podczas oglądania. 


 Dostępny do obejrzenia w sadzie. (AppleTV)


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter

a0f1bda2-0363-43c6-925c-1d202ed7e986

Zaloguj się aby komentować

Może to tematy nie siadają, może to wakacje, a może koniunkcja planet w magiczny sposób obniża motywację prozaików.


Faktem jest, że tag #naopowiesci ledwo podryguje, karmiony pojedynczymi wpisami. Niemniej jednak chciałbym przekazać gratulacje oraz wyrazy uznania użytkownikowi @onpanopticon, autorowi jedynej pracy, która została nadesłana w bieżącym rozdaniu. Otrzymuje on 21 punktów za plusy oraz ode mnie dodatkowe 21, co daje razem 42, zapewniając zaszczytne pierwsze miejsce oraz honor organizatora kolejnego wyzwania (czy jest jednak sens? ocenę pozostawiam Tobie).


Chwała literatom! Chwała tym, którym się chce! Chwała @onpanopticon !

#podsumowanienaopowieści

968458ca-5364-49cc-85b1-b06dba78b2a8

@Spleen faktycznie format #naopowiesci w obecnej formie widocznie się wyczerpał. @onpanopticon jeśli masz jakiś pomysł i chęć to możesz w sposób dowolny zmienić istniejące zasady, żeby spróbować reanimować tego trupa. Jeśli zaś nie, to możemy zakończyć tę zabawę w tym właśnie miejscu i używać tagu gdy ktoś będzie chciał wrzucić jakieś swoje spontanicznie napisane opowiadanie. A może kiedyś uda się wskrzesić tag w zupełnie innej formie. Piszę to jako jego założyciel.

@splash545 @George_Stark @Spleen


Dziękuję za gratulacje. Przyznam, że wygrać w tak zaciętej rywalizacji to zaszczyt xD


Skoro dostaję wolną rękę w temacie, to nie chcę być grabarzem i spróbuję to lekko zmienić. Użyłbym tu pewnego amerykańskiego skrótowca, ale niestety pewna pomarańczka zniweczyła jego sens.


Jeśli ktoś ma jakieś dodatkowe pomysły, to proszę napisać.


Poza tym (i mówię to po sobie) - należy wołać ludzi. Zarówno na starcie edycji jak i przed jej końcem. Powiem to wprost, gdybym nie spóźnił się z braku czasu na edycję @pingWIN to nie napisałbym też opowiadania na tę edycję, bo bym albo zapomniał, albo odłożył i znów się na koniec nie wyrobił.

Zaloguj się aby komentować

Książeczka właśnie dotarła, to teraz tylko czekam na @Zielczan i jego poradnik, szczególnie gdzie te pieczątki zbierać, jeśli nie ma ich na szczycie.

#gory #kgp

c23f784e-f910-43c1-851d-00543932bdb7

@Spleen Ja mam poradę - nie kanalizuj się tylko na szczyty z listy, zobacz coś ciekawego co jest w okolicy skoro już tam jesteś. Jednym z moich głównych zarzutów wobec tej listy (poza tym jak chujowo wybrana) jest to, że niektórzy przyjeżdzają na parking, podchodża 5 minut (są szczyty że się da) i wyjeżdżają choć c⁎⁎ja tak naprawdę zobaczyli.

Zaloguj się aby komentować

Mam zaszczyt zainicjować kolejną edycję konkursu #naopowiesci


Temat: Sławosz Uznański-Wiśniewski opowiada znajomym w pubie jak było na stacji ISS.


  • Warunek konieczny: elementy komediowe w historii

  • Pozostałe fabuły dowolne - mogą być pierwiastki fantastyczne, sci-fi, polityczne, horroru lub romansu. Historia nie musi nawet stricte opisywać tego co się działo faktycznie na stacji, może być tak, że główny bohater chciał opowiedzieć o pobycie w kosmosie, ale nieumyślnie zszedł na inny temat i zaczął gadać o czymś zupełnie niepowiązanym. Daję tutaj swobodę.


  • Długość - max. 1000 słów

  • Termin umieszczania prac: do 11 lipca 20:00


  • Kryteria oceny: liczba piorunów będzie stanowiła 50% wagi oceny, drugi komponent, równie "ciężki" to moja subiektywna opinia w obrębie której spróbuję ocenić to czy historia mi się podoba czy nie. Przykład: trzy prace, otrzymują kolejno 5 / 16 / 23 pioruny. Przyjmuję zatem, że przyznaję tyle punktów oraz każdej pracy mogę dorzucić drugie tyle od siebie. Jak widać praca z 5 piorunami nie jest w stanie zmienić swojej pozycji na liście i będzie miała zawsze ostatnie miejsce. Za to praca z 16 piorunami może wygrać, jeśli zdecydowałbym się przyznać jej drugie 16 piorunów, a tej z 23 piorunami, zero. Chyba wiadomo o co chodzi. Jeśli komuś się wydaje taki system niesprawiedliwy, to cóż, taki lajf.

  • Dodatkowa podpowiedź odnośnie moich subiektywnie dodawanych punktów - lubię plot twisty, czarny humor i lekkie pióro, takie trochę w stylu pasty (np. bardzo podobają wpisy o tym jak @knoor prowadził foodtrucka i w tym momencie apeluję do autora tychże opowieści o więcej!)

52420f96-de53-4aa9-a049-38b3b24a8602

@Spleen Kurde, no muszę coś popisać a chłop nie ma kiedy, jak nie robota to harlejki a jak nie harlejki to rower a jak nie rower to jeszcze co innego -_-

Zaloguj się aby komentować

Patrząc na to jak wiele jest roszczeń z różnych stron w różnorakich kierunkach:


  • państwa zniszczone przez II Wojnę Światową od Niemiec (lub od siebie nawzajem)

  • Polacy od Ukrainy za Wołyń

  • Czarnoskórzy od białych

  • Państwa afrykańskie od kolonialistów

  • i pewnie jeszcze wiele innych


to podejrzewam, że dożyjemy czasów, gdzie będą roszczenia wszystkich kobiet do wszystkich facetów o całe stulecia "zniewolenia".


#gownowpis

Zaloguj się aby komentować

#naopowiesci #zafirewallem

słów: 908


"NAGO - spółka z obnażoną godnością"


- Zebraliśmy się dzisiaj jako rada dyrektorów, aby przedyskutować coraz częściej pojawiające się zapytania ze strony pracowników o możliwość noszenia ubioru w biurze. Pani Aneto, proszę w notatce zaznaczyć, że w spotkaniu nie uczestniczy pan Ryszard, który poinformował nas, że doświadcza obecnie nawrotu obrzydliwej egzemy, przez co nie czuje się wystarczająco odważny, by eksponować swoje ciało. Rozczarował mnie tym nielicho, bowiem zaprezentowanie własnych niedoskonałości jest właśnie fundamentem, na którym zbudowana została polityka nagiej równości. Nie ukrywam też, że wszyscy chętnie popatrzylibyśmy sobie, jak to wygląda z bliska. Dzięki Bogu, pozostali menadżerowie stawili się punktualnie.


Prezes wstał i zaczął przechadzać się za plecami dyrektorów i dyrektorek, siedzących przy długim stole konferencyjnym. Jako człowiek po sześćdziesiątce, dorobił się siwizny nie tylko na głowie, ale także na klatce piersiowej, plecach oraz w okolicach intymnych. Idąc, mówił i gestykulował ramionami tak dynamicznie, że jego przyrodzenie zdawało się dygotać w rytm wypowiadanych zdań. W salce zasiadały firmowe szychy, kadra zarządzająca międzynarodowej korporacji. Wszyscy byli nago.


- Jesteśmy wszyscy równi – kontynuował swój wywód prezes – nie ma zgody na wykluczenie kogokolwiek poprzez manifestację własnego statusu lub bogactwa markowymi ubiorami. Jakżeż ma się czuć komfortowo stażysta w łachmanach z lumpexu, kiedy staje naprzeciw ubranemu w ciuchy Tommiego, managerowi średniego szczebla? Jak skupić się może na pracy specjalista, kiedy kolega z zespołu szpanuje w Balenciadze? Zatrudniamy ludzi z różnych grup społecznych, biedniejszych lub bogatszych, i naszym nadrzędnym celem, jest redukowanie różnic między nimi. Każdy ma się czuć w pełni swobodnie, nieskrępowany tym, że ktoś inny ma więcej i stać go na lepsze rzeczy. Do tego, nie po to żeśmy budowali szatnię na dole, aby teraz z niej nie korzystać!


- Pan prezes pozwoli… – przerwała mu długi wywód przedstawicielka HR – doskonale rozumiemy założenia tej szlachetnej inicjatywy, ale w nadesłanych zapytaniach, mamy wyszczególnione konkretne przypadki, nad którymi powinniśmy się jednak pochylić i je zinterpretować jako zarząd.


- Niechże pani wstanie i pokaże się nam wszystkim – wciął się jej prezes - chętnie sobie popatrzymy. Tu po drugiej stronie stołu nic nie słychać, kiedy mówi pani na siedząco! 


Pani Małgosia powstała z krzesła. Była to kobieta po pięćdziesiątce z sylwetką świadczącą o lekkiej nadwadze. Kontrastujące kolorystycznie fragmenty skóry, świadczyły o tym, że niedawno była na urlopie w miejscu, gdzie słońce dobrze opala. Na biodrze miała świadectwo szaleńczego okresu młodości – tatuaż ustami i napisem „Fuck me hard, baby!”.


- Pytania, jakie otrzymaliśmy, dotyczą przede wszystkim kwestii takich jak krosty, czyraki, blizny lub znamiona. Chodzi o wyjaśnienie, czy takie elementy mogą zostać zakryte plastrem lub niewielką opaską. Bądźmy poważni, czyrak nie jest zbyt miłym dla oka widokiem, szczególnie jeśli zbiera się na nim ropa.


- Bzdura! – prezes uderzył pięścią w stół. Kilka osób podskoczyło zaniepokojonych. - Gdybyśmy wprowadzali takie odstępstwa, to zaraz połowa by chodziła oklejona plastrami. Rysiek z tą swoją egzemą, to by pewnie przyszedł cały zabandażowany, niczym mumia. Nie mamy nic do ukrycia, to jest nasze motto. Pełna transparentność procesów firmowych oraz naszych ciał. Krosty i pryszcze to nie jest nic wstydliwego. Każdy kiedyś miał jakieś wypryski!

Z krzesła podniósł się Mateusz, najmłodszy w całym pokoju kierownik, pełniący funkcję oficera BHP w firmie. Wzrok uczestników spotkania przykuwał jego solidny wzwód.


- Co jednak, w przypadku, kiedy ktoś z czyrakiem siedzi w kuchni na obiedzie, a po skończeniu posiłku pozostawia ropę na krześle? Nikt nie usiądzie tam, zanim nie przyjdzie serwis sprzątający i zdezynfekuje siedzenie. A same sprzątaczki ostatnio zaczynają się buntować, nie chcą ściągać fartucha, bo to niby ich pracowniczy uniform. A jeśli chodzi o zabrudzenia, to ropiejące czyraki nie są jedynym problemem, bowiem osoby korzystające z toalety, nie zawsze się w pełni wycierają, przez co po wyjściu z ustępów, czasami im coś skapnie. Tego rodzaju wydzieliny nie powinny być pozostawiane na siedzeniach, w miejscu, gdzie spożywa się posiłki.


- Może zwiększymy przydział papieru toaletowego? – zasugerowała szefowa działu administracji budynku, szczupła kobieta po mastektomii – albo w kuchni zrobimy same wysokie stoliki, przy których je się na stojąco? Wtedy nikt nie będzie musiał siadać po kimś na krześle i problem rozwiązany!


- Pamiętajmy, że mamy tu także osoby starsze lub mające problemy z poruszaniem się – kontrował ekspert BHP, wskazując penisem na prezesa oraz na szefa działu IT, chorobliwie otyłego mężczyznę z długą brodą.


- Wypraszam sobie! – odkrzyknął wskazany.


- Spokój! – prezes wstał z krzesła – Rzygać mi się chce, jak tylko słyszę te durne pomysły. Biedne dzieciątka, wstydzą się znamion. Nie umieją się dobrze podetrzeć, to niech się nauczą, a winą to niech obarczają swoich rodziców za luki w wychowaniu. Krzesła i sofy wymieniliśmy na żółtobrązowe, by nie było widać śladów, a oni dalej swoje. Biała tapicerka już im nie przeszkadza, to nagle jakieś kropelki i czyraki wymyślają. Rozwiążemy ten problem, to zaraz wykwitnie inny, bo nagle kogoś zacznie wkurzać, że ktoś inny gubi włosy. Czuję się czasem jak przedszkolu. Terroryści i sabotażyści – to są właśnie osoby, które konsekwentnie wysyłają zapytania i zmuszają nas do organizowania narady. Nie zdają sobie sprawy z tego, że jak nagle wszyscy zaczną nosić ubrania, to sens straci dzień swobodnej fryzury intymnej lub konkurs na najbardziej zakrzywione prącie. Co z zabawą świąteczną, kiedy to można złapać Mikołaja za wór z prezentami? Co z dniem dziecka? Po co tu sprowadzać dzieci, skoro nie będą mogły zobaczyć, jak wyglądają w pełnej krasie znajomi ich rodziców? Zamykam to spotkanie, bo nie chce mi się o tym dłużej gadać.


- Mieliśmy jeszcze w agendzie rozmowę o blokowaniu erotyki na firmowych komputerach – podniósł się z trudem szef IT.


- Zablokować wszystkie strony erotyczne, tutaj się pracuje, a nie ogląda gołe baby! Koniec spotkania!

@Spleen No no - *wstał ledwo z krzesła zostawiając za sobą brązową plamę na krześle, a jego perfumy zmieszały się z zapachem fekaliów* - takiego odwróconego prawa się nie spodziewałem, fajne xD

Zaloguj się aby komentować

#japonia #architektura


TL;DR >>> Wyczekiwana wizyta na Expo 2025 w Osace okazała się najbardziej pechowym dniem całej wycieczki - ale i tak nie żałuję!


*W tekście piszę o załączonych zdjęciach, niektóre z nich są w komentarzach.


Koncepcja wyjazdu do Japonii akurat w 2025 skrystalizowała się w mojej głowie zaraz po mającej miejsce kilka lat temu wycieczce do Dubaju. To tam po raz pierwszy zawędrowałem na międzynarodową wystawę Expo. Nie do końca wiedziałem czego się spodziewać, ale zakochałem się w tym wydarzeniu bez pamięci.


Expo to raczej spory obszar, na którym swoje pawilony budują państwa z całego świata i w tychże pawilonach robią wystawy promujące swój kraj zarówno wśród potencjalnych inwestorów, jak i turystów. Oprócz krajów, na terenie wystawy pojawiają się budynki dużych firm technologicznych oraz grup artystycznych. Cała wystawa to plac zabaw dla architektów i budowniczych. Projektanci uwalniają swoją kreatywność i nieuwiązani warunkami zabudowy lub drastycznym budżetem, jadą "na bogato". Jako, że jestem wielkim miłośnikiem architektury, wizyta w tym miejscu była bardzo ekscytująca.


Na początku o pechowych przypadkach, co by potem skupić się na pozytywach. Pogoda. Przez cały, dwutygodniowy, pobyt w Kraju Kwitnącej Wiśni, tego akurat dnia musiał padać deszcz. Nie była to ulewa, ale nie był to także kapuśniaczek. Przejaśniało się może na 5 minut w ciągu godziny, tylko po to, by zaraz znowu wszystko zmoczyć. Przełożyć wizyty nie mogłem, bo bilet był kupiony na konkretną datę więc pozostało brodzić w kałużach.


Drugi fail był jeszcze gorszy. Przez to, że nieświadomie wybrałem się do Japonii w Golden Week - odpowiednik naszej majówki, to w każdym interesującym miejscu napotykałem dzikie tłumy lokalsów. Wystawy w obawie przed rozniesieniem pawilonów, wprowadziły limity odwiedzin. Oczywiście chętnych było dużo więcej niż dostępnych miejsc, toteż zorganizowano loterię na wejścia do środka. Na każdym bilecie można było wziąć udział w loterii trzy razy. Zgłosiłem się jako chętny do odwiedzenia kilku miejsc, z utęsknieniem wyczekiwałem wyniku losowania. Jakaż gorycz mnie napełniła, kiedy otrzymałem informację, że nie wylosowałem wejściówki do żadnego z pawilonów. No normalnie, memowy c⁎⁎j mi w d⁎⁎ę. Ale nie zrażamy się, patrzymy na pozytywy i idziemy z dobrym nastawieniem, może gdzieś się uda wcisnąć.


Po przyjeździe metrem na teren wystawy, lekka zgroza. Szok jak wiele ludzi zebrało się w jednym miejscu. Mrowie głów, aż po horyzont. Nie wiem czy było nas tu tysiące, dziesiątki tysięcy czy setki, bo nawet nie jestem sobie w stanie tego dobrze zwizualizować. Już myślałem, że tam zakwitnę w tej kolejce, ale nastąpiło miłe zaskoczenie. Japończycy rewelacyjnie potrafią zarządzać tłumem. Cała masa osób kierujących ruchem, skutecznie rozpraszała tłok. Potok ludzi był sukcesywnie rozbijany na mniejsze przez osoby z megafonami. Państwo tu, na lewo, a wy idziecie na prawo. Początkowo wydawało mi się to nierealne, ale już po 20 minutach przechodziliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa, po której następowało wejście na faktyczny teren Expo.


Wystawę otacza ogromna estakada o konstrukcji drewnianej. Z założenia miał to być chyba pomost widokowy, z którego można rozejrzeć się po okolicy, ale tego dnia pełnił przede wszystkim funkcję zadaszenia. Minęliśmy pawilon japoński, na którym przywieszono kartkę "no entry without reservation", co mnie próbowało demotywować, ale nadal naiwnie wierzyłem, że jednak gdzieś do środka zajrzymy. Nie trzeba było nawet długo czekać, bo kawałek dalej znajdował się garaż Yamaha, do którego nie było wymagane umówienie wizyty i nawet nie było kolejki. W środku futurystyczne motocykle w trzech wersjach - szybki & sexy / emerycki & bezpieczny / lotniskowy & pakowny. Pierwszy z nich, widoczny na załączonym zdjęciu. Każdy z pojazdów miał wbudowane zabezpieczenia przed przewróceniem się. Obsługa kopała te pojazdy, a one jedynie lekko się przekręcały i szybko wracały do pionu. Drugi to skuter miejski, a trzeci to walizka na kółkach, na którą posiada manetkę, więc można na niej usiąść i sobie pojechać.


Po prezentacji minęliśmy kilka budynków, by zauważyć, że przed pawilonem USA jest dość mała kolejka i nie ma nawet ogłoszenia, że zakaz wstępu. Zaczepiłem koleżkę z obsługi i powiedział, że luzik, możemy sobie wejść. Yeah, czyżby powrót szczęścia w tym zdominowanym przez złe dżu dżu dniu? W środku USA postawiło na motyw "TOGETHER", czyli chcemy robić wielkie rzeczy, ale chcemy je robić razem z wami. Były projekcje pokazujące różne ciekawe miejsca w USA, spektakularne piękno ichniejszej przyrody i monumentalne metropolie. Potem mały show z lotem w kosmos - pomieszczenie przygotowane jak statek kosmiczny i można było się poczuć jak na orbicie. Dalej pokazano części wysłanych w kosmos maszyn oraz przywieziony z księżyca kamień. W większości pawilonów były restauracje z kuchnią gospodarza, więc tutaj knajpa serwowała, rzecz jasna, burgery i frytki.


W tym momencie zdałem sobie sprawę że trzeba mierzyć siły na zamiary i jeśli chciałbym wrócić do domu przed nocą, to należy przyśpieszyć, bo dopiero co weszliśmy, przemierzyliśmy może z 8% wystawy, a 2 godziny minęły.


Dalej zatem szło szybko. Jak tylko zaczynało mocniej padać, szliśmy na po kawę lub jakieś smakołyki i dokowaliśmy pod drewnianym kręgiem. Jak tylko ustawało (lub gdy uznawaliśmy, ze kij z tym, idziemy dalej), to opuszczaliśmy schronienie.


W dużym, skrócie:


  • Pawilon Polski - ładny z zewnątrz, ale jakiś taki mocno orientalny styl miał. Zajrzeliśmy do środka przez sklepik - widzieliśmy wystawy z bursztynem. W sklepiku głównie biżuteria. W menu to co na załączonym zdjęciu.

  • Najlepszy pawilon wystawy: OCHIAI Yoichi's Signature Pavilion - jest to pawilon grupy artystycznej. Na załączonym zdjęciu ten chromowany, ze świecącym kółkiem. Miał klimat takiej niepokojącej maszyny. Kółko pulsowało i drgało, a z głośników leciało niepokojące trzeszczenie, coś jak czołówka Black Mirror. Mega odjechany i trochę straszny.

  • Ciekawe pawilony: zrobły na mnie wrażenie Chiny (te pionowe drewniane, zaokrąglone ściany na zdjęciu), fajna była też Tajlandia (pół chaty i lustrzana ściana).

  • Rozczarowania: Indie (z daleka wiadomo było, że się zbliżamy, tak nahajcowali kadziłem), do tego pawilon Pasona (który na wizualizacjach wyglądał obłędnie, a w rzeczywistości przypominał membranę naciągniętą na stalowy szkielet).


Około godziny 19, kompletnie przemoczeni zawinęliśmy się do metra.


Ogólne wrażenia są takie, że w Dubaju pokazali, że mają w cholerę szmalu. Poszli totalnie na bogato. Tutaj jest bardziej zachowawczo, trochę bardziej eko.


Myślałem, że nieprędko wrócę do Japonii, bo podczas wyjazdu zobaczyłem naprawdę wiele, ale okazuje się, że kolejne Expo będzie w Jokohamie, więc chyba będzie trzeba znowu wybrać się na ramen i tonkatsu.

4feaf6f4-dee4-4fb0-8094-b667932efeef
4e81a16f-5fc2-465d-92e8-37923feb7709
a36c1d72-773d-4281-933a-9a7202456a83
1efbc3db-2592-4e0e-b4d4-8dab2fcc04f4

Zaloguj się aby komentować

Pojedź na zadupie rowerem, bo po wioskach fajnie się jeździ. Strzela opona. W drodze powrotnej prowadzisz rower. Jeszcze tylko 15km. Oto mój sposób na spędzenie tego pięknego dnia.


#rower

a6d1976e-e915-4622-9c56-694985562009

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Bardzo fajnym patentem stymulującym turystykę w #japonia jest kolekcjonowanie pieczątek z różnych miejsc. Wg tego artykułu: https://en.m.wikipedia.org/wiki/Eki_stamp pieczątki "Eki Stamp" są dostępne głównie na stacjach kolejowych, ale podczas podróży widziałem je także w miejscach popularnych wśród turystów (świątynie, parki, wystawy i muzea).


Wzory na stęplach są śliczne. Przedstawiają obrazek związany z miejscem, w którym stacja do pieczątkowania się znajduje.


W sklepach z pamiątkami można zakupić notesy dedykowane zbierniu pieczątek. Bardzo żałuję, że dopiero pod koniec wyjazdu to odkryłem, bo pamiątka z wycieczki rewelacyjna. Jeśli się wybierasz w tamte strony, zdecydowanie polecam zakup notesu i kolekcjonowanie pieczątek.


W internecie są nawet mapki z lokalizacjami pieczątek. Zdjęcia poglądowe, znalezione w sieci

f5775a40-4b8d-4281-8096-fd276660dffe
350578b5-619d-42ed-83b7-21c6ecaf85ec

W grze "The Legend of Zelda - Spirit Tracks" na DSa, był taki side-quest ze zbieraniem pieczątek do notesu, korzystając z dotykowego ekranu przybijało się pieczątkę, chyba jedna z nielicznych znajdziek w grach którą chciało mi się robić.

Zaloguj się aby komentować

#japonia #podroze


Zobowiązałem się napisać jaki plan miałem na wyjazd do Japonii, więc oto jest proces planowania.


Nie wierzę, że komukolwiek będzie chciało się to czytać, ale jeśli ktoś wybiera się do Japonii, to może znajdzie tutaj kilka przydatnych wskazówek.


Zazwyczaj stosuję podejście bardziej w stylu yolo, ale tutaj było dużo rzeczy do zobaczenia, mało czasu, więc konieczne było prawidłowe zaplanowanie wyjazdu.


Termin


Tutaj nastąpiło już pierwsze niedopatrzenie, bowiem skupiłem się na jedynie dwóch aspektach - aby była dobra pogoda i aby zużyć jak najmniej urlopu. W maju jest tam ciepło oraz niewiele pada, dzięki długiemu weekendowi majowemu spalę mniej dni niż standardowo, a zatem jadę właśnie wtedy. Czemu tu miało miejsce niedopatrzenie? Ano dlatego, że nie sprawdziłem świąt państwowych w Japonii na ten termin. Okazało się (już po zakupie biletów i noclegów), że kiedy u nas majówka, to Japończycy mają taki jej swój odpowiednik - Golden Week. Złoty tydzień daje zapracowanym Japończykom trochę odpoczynku, bo 29 kwietnia oraz 5 maja mają dni wolne od pracy. Oznacza to tyle, że strategiczne atrakcje turystyczne będą dosyć zatłoczone, bo oprócz turystów zagranicznych, zwali się tam sporo lokalsów. Trudno, jakoś się to przeżyje. Czy były z tego jakieś trudności? Duże kolejki, ciężko znaleźć fajne miejsce w pociągu, tłumy w fotogenicznych miejscówkach.


Przelot


Lotów szukałem na skyscanner.pl - ale potem kupowałem na stronie oficjalnej przewoźnika. I tutaj mały pro-tip:


Jeśli pracujesz w firmie, gdzie są podróże służbowe samolotami, to koniecznie załóż sobie program lojalnościowy w jakiejś linii lotniczej i konsekwentnie używaj jednego przewoźnika. Nabić sobie w ten sposób można sporo punktów i potem uzyskać zniżki na bilety. Korporacje nie lubią latania tanimi liniami, więc w prosty sposób można sobie nastukać preferencyjne opcje u przewoźników typu KLM, Lufthansa czy Emirates.


Ja leciałem tym ostatnim, z przesiadką w Dubaju. 6h do Dubaju, potem 11h do Osaki.


Gdzie lecieć?


Głównym motywatorem wyjazdu do Japonii było odwiedzenie Expo w Osace. Pierwszy kontakt z wystawą miałem jakiś czas temu, kiedy miała miejsce w Dubaju. Poszedłem nie spodziewając się w sumie niczego, a zakochałem się bez pamięci. Padło postanowienie, że zaliczam wszystkie kolejne Expo. Osaka w ten sposób wskoczyła na listę do odwiedzenia.


Pozostałe miejsca wytypowałem swoim standardowym trybem, patrząc na artykuły typu "top 10 things to do in Japan" na stronach takich jak Tripadvisor, Viator, czasem też zaglądam na Atlas Obscura, bo czasami są tam interesujące podpowiedzi).


W ten sposób zidentyfikowałem miejsca do odwiedzenia: Osaka, Nara, Kioto, Tokio - a jak się uda to jeszcze fajnie zajrzeć pod górę Fuji.


Harmonogram


Zrobiłem sobie oldschoolowego Kanbana z karteczkami (zawsze chciałem zrobić sobie ściankę jak detektywi w filmach). Na ściance miałem zapisane różne miejsca do zobaczenia i pomysły do sprawdzenia, toteż na zdjęciu widać "wiza" lub "szczepienia". Wiza była niekonieczna (choć potrzebna była inna procedura), szczepień żadnych nie robiłem.


Plan wyjazdu wykrystalizował się następująco:


  • Dzień 1: lądowanie około 17:15, przejazd do hotelu, łażenie po okolicy, może jakiś pub lub restauracja

  • Dzień 2: budynek Umeda Sky, Zamek w Osace, Dotombori (dzielnica), Tsutenkaku (dzielnica)

  • Dzień 3: jednodniowa wycieczka do miejscowości Nara

  • Dzień 4: wystawa Expo 2025

  • Dzień 5: wymeldowanie w Osace, przejazd do Kioto, szwędanie się po mieście

  • Dzień 6: las bambusowy Arashiyama, Iwatayama Summit (góra z małpami)

  • Dzień 7: kompleks świątynny Fusimi Inari oraz Kiyomizu Dera oraz stara dzielnica Sannezaka

  • Dzień 8: wymeldowanie z Kioto, przejazd do Tokio, nadzieja na zobaczenie Fuji z pociągu

  • Dzień 9: skrzyżowanie Shibuya Crossing, kompleks świątynny Meiji, Tokio Tower

  • Dzień 10: dzielnica Asakusa wraz ze świątynią Senso-ji

  • Dzień 11: Tokio Skytree, okolice pałacu cesarskiego

  • Dzień 12: zakupy i wylot do Polski


Plan zakładał poruszanie się po miastach pociągami lub metrem i wyszło, że robiło się w ciągu dnia około 20k kroków.


Co było warto a co nie?


Krótka, subiektywna ocena poszczególnych atrakcji:


Osaka:


  • Umeda Sky Building - 3/5 - wyjście na taras widokowy w wieżowcu - fajna rzecz, bo można spojrzeć z góry na miasto, sam budynek jest dość ciekawy, a kolejek dużych nie ma (a jak się potem okazało, to jest ważny czynnik)

  • Zamek w Osace - 4/5 - nie wchodziłem do środka, oglądałem jedynie z zewnątrz. Dla mnie ciekawe, ale trzeba się nastawić, ze jest on dość odnowiony, więc nie ma zbyt intensywnego zapachu dawnej Japonii.

  • Dotombori - 4/5 - dzielnica rodem z Blade Runnera, wiele neonów, sklepy i restauracje. Sporo ludu, przy punktach fotogenicznych trzeba się przedzierać przez mrowie ludzkich ciał.

  • Tsutenkaku - 5/5 - inna dzielnica w takim stylu japońskim, rodem z mangi - dużo szyldów, kramy, knajpki - takie krupówki, warto bo fajny klimat

  • Expo 2025 - 4/5 - obniżam ocenę jedynie przez dzikie tłumy oraz fakt, że padał tego dnia deszcz, przez co nie mogłem się oddać beztroskiemu obcowaniu z fajną architekturą. Jeśli ktoś planuje zwiedzanie dokładniejsze wraz z wchodzeniem do wielu pawilonów, to jeden dzień to może być za mało.


Nara - daję jako osobną miejscowość, ale była to jednodniowa wycieczka z Osaki:, dojechać można pociągiem w około 40min.


  • Jelenie - 5/5 - Wielki park, w którym żyją sobie jelenie. Łażą po parku, podchodzą do ludzi. W sklepach można kupić specjalne krakersy, aby sobie pokarmić z ręki te zwierzaki. Super doświadczenie, jedno z fajniejszych!

  • Punkt informacji turystycznej - 4/5 - mają tam małą wystawę, możliwość przymierzenia sobie tradycyjnego kimona za darmo, nauczenia się origami - no po prostu bardzo przyjemne miejsce.

  • świątynia Todai-Ji oraz Kofuku-Ji - 5/5 - obie wg mnie warto. W każdej były kartki tłumaczące o co w danym budynku chodzi, komu jest poświęcony, kto tu jest najświętszy itp.

  • destylatornia sake Kasugayama - 5.5 - degustacja 4 typów sake oraz spróbowanie lokalnych kiszonek - fajne doświadczenie, szczególnie jeśli chodzi o poznanie kilku rodzajów sake.


Kioto:


  • las bambusowy Arashiyama - 4/5 - wiadomo, że następuje tu zderzenie "instagram vs. reality" - ale mimo to warto. Na wejściu do lasu jest ciasno i sporo ludu, warto przejść dalej, przez tory, las się tam dalej ciągnie i jest dużo luźniej i da się nawet zrobić zdjęcie, na którym nie widać innych ludzi. wejście za darmo

  • Iwatayama Summit - 4/5 - wejście na górę, gdzie znajduje się sanktuarium dla małp. Na szczycie można kupić smaczki i karmić małpiszony przez kratę, co jest miłe, to takie interakcje ze zwierzętami zawsze są przyjemne. 45 minut chodzenia pod górę, aby dotrzeć na szczyt, wszystko chodnikiem lub schodami, więc sprzęt trekkingowy i butle z tlenem są zbędne. Wstęp płatny.

  • miPig cafe - 2/5 - zwabił mnie szyld z kawiarnią, w której są małe świnie, z którymi można się pobawić. Małe świnie nie są zbyt przyjemne w dotyku oraz w szczególności w zapachu. Nie wiem czego się tam spodziewałem, ale znalazłem rozczarowanie

  • Fushimi-Inari - 5/5 - kompleks świątynny ze słynnymi, instagramowymi rzędami bram Torii. Przejście całej trasy może zająć 2-3h, dużo włażenia po schodach lub pod górę. Mega warto! Czuć sacrum miejsca, świetne doświadczenie. Na początku dużo ludzi, ale z czasem tłok się rozprasza. Nie warto za wszelką cenę na samym starcie zasadzać się na robienie zdjęć bramom Torii, bo dalej one nadal są, a ludzi zdecydowanie mniej, to i szansa na dobrą fotkę lepsza.

  • Kiyomizu Dera - 4/5 - duża świątynia, można wejść do środka, a nawet w ramach modlitwy walnąć kijem w dzban, co wyda dźwięk gongu. Wstęp płatny.

  • Sannezaka i Ninenzaka - 3/5 - zabytkowe dzielnice, które są wypełnione po brzegi ludźmi. Sklepy z pamiątkami, restauracje i kolejki do fotogenicznych spotów.

  • świątynia Higashi Hongan-ji - 5/5 - wielka świątynia w centrum, można się załapać na ceremonię, bo tam ciągle je odprawiają - fajne, bo takie trochę mniej zatłoczone miejsce, więc jest nawet szansa na kontemplowanie w ciszy


Tokio:


  • Fuji z pociągu się zobaczyć nie udało, bo było za chmurami, więc 1/5

  • skrzyżowanie Shibuya Crossing - 2/5 - skrzyżowanie jak skrzyżowanie, nie jestem pewien czemu stało się znane, nie dopatruję się w nim niczego nadzwyczajnego, odwiedzone po drodze do świątyni

  • świątynia Meiji-Shrine - 4/5 - jak dla mnie super, bo akurat trafiłem na koncert tradycyjnej muzyki klasztornej - więc jak się okazuje, czasem przybycie w Golden Week może zaprocentować czymś fajnym.

  • Tokio Tower - 3/5 - wieża Eiffla w Tokio, sporo ludzi

  • dzielnica Asakusa - 3/5 - sporo restauracji oraz kramów z pamiątkami, mega tłoczno

  • świątynia Senso-Ji - 3/5 - jej odbiór jest utrudniony z uwagi na dzikie tłumu, gigantyczne kolejki i gwar

  • Tokio Sky Tree - 2/5 - wieżowiec z tarasem widokowym na szczycie - makabryczne kolejki, spędziłem tam chyba z 3h, z czego spacer po tarasie to było może z 20min - reszta to stanie w kolejkach po odbiór biletu, do wejścia, wind i potem do wyjścia - odradzam, nie warto tracić czasu

  • pałac cesarski - 2/5 - nie weszliśmy do środka, bo aby tam wejść, trzeba sobie ogarnąć wycieczkę zorganizowaną i ponoć nie jest to łatwe. Z zewnątrz niewiele można zobaczyć, bo nie dopuszczają dalej niż zewnętrzne mury


Czego nie zobaczyłem, a chciałbym:


  • TeamLabs Planets - wystawa multimedialna, za późno się zorientowałem by zarezerwować, nie było już miejsc

  • Sumo - chciałem pójść na zawody Sumo, ale akurat w terminie, kiedy tam byłem, to meczów żadnych nie było, są niby takie pokazy dla turystów, organizowane przez knajpy, ale nie udało mi się tego nigdzie wcisnąć

  • Góra Fuji - przejeżdżałem obok pociągiem, była za chmurami, potem nie miałem tyle czasu, by zrobić całodniową wycieczkę (a tyle trzeba na to przeznaczyć)


Przejazdy na miejscu:


Postawiłem na przemieszczanie się pociągami i metrem. "Duże" przejazdy planowałem zarezerwować z wyprzedzeniem, ale japońskie strony www nie są łatwe w obsłudze albo po prostu się nie da na nich kupić biletów, więc stanęło na zakupie ich w automatach na dworcach.


Przejazdy:


  • Osaka >> Nara >> Osaka - jazda tak jak metrem, więc kupuje się bilet w automacie, wsiada do pociągu i to cała filozofia

  • Osaka >> Kioto - kusi użycie szybkiej kolei Shinkansen, ale nie warto. Z Osaki najlepiej dostać się zwykłym pociągiem Hankyu Kyoto Line - i jedzie się 20min dłużej niż bullet trainem.

  • Kioto >> Tokio - tutaj zdecydowałem się na Shinkansen, bo chciałem koniecznie się nim przejechać. Bilet kosztował około 380zł, jest to odległość około 470km. Bilet na Shinkansena także kupuje się w automacie, ale da się także w kasie. Nie ma potrzeby bookowania tego z dużym wyprzedzeniem, te pociągi odjeżdżają co kilka minut, więc miejsce powinno się zawsze znaleźć.


Istnieje coś takiego jak JR Pass - karta na wielokrotne przejazdy koleją, ale jak liczyłem, to kompletnie się nie kalkulowało.


Trzeba uważać na nazwę przewoźnika. Google nonszalancko podpowiada czasem trasy, które zakładają przesiadkę np. z metra na kolej JR - a to już inna firma i trzeba nowe bilety kupić. Zdarza się, że jest 3 lub więcej przewoźników w jednym mieście, więc warto zachować czujność.


Ceny


Naczytałem się, że jest drogo, a wcale tego nie odczułem. Może to w Polsce zrobiło się tak drogo, że już nie czuć tej rożnicy za granicą?


Przykładowe ceny:


  • kanapki gotowce w sieci 7eleven - około 10zł - w pełni zjadliwe, nawet smaczne

  • ramen w tańszej restauracji - 30-40zł

  • tonkatsu (ichniejszy schabowy w restauracji) - 70zł od osoby

  • sushi z taśmociągiem - 70zł za posiedzenie 2 osób

  • susji w dużej jadłodajni (Kura Sushi w Tokio) - 35zł za dwie osoby

  • stek Wagyu - lepsza restauracja, stek Wagyu ribeye, stek Wagyu polędwica, do tego wino, piwo, dodatki - 880zł za dwie osoby

  • steki Kobe - nie jadłem, bo mnie cena przerażała, 2600zł za stek (100k jenów)

  • buty (raczej z tych tańszych, w sklepie typu CCC): 285zł

  • bilet dzienny na metro: 16zł

  • bilet jednorazowy na krótki dystans: 4zł


Niestety nie wszędzie da się płacić kartą. A co gorsza, w miejscach w których wydaje się, że powinno to być oczywiste, to się nie da. Gdzie się nie dało płacić kartą: automaty do zakupu biletów, niektóre kasy przy atrakcjach turystycznych, niektóre stanowiska street food, niektóre sklepy. Trzeba zatem się przygotować na wybranie kasy z bankomatu, a więc dobrze jest mieć ze sobą fizyczną kartę. Jeśli już da się płacić kartą, to przeważnie zbliżeniowo jest to możliwe.


Telekomunikacja


Warto zakupić sobie eSim - korzystaliśmy z tego dostępnego w Revolut. Działał dobrze.

W wielu miejscach jest darmowe wifi, często wymaga podania maila i rejestracji.


Dorzucam mapki oraz mój analogowy kanban.

e809cd1b-46dc-477b-89e7-80f85ad7bc80
707b0dc2-8be5-4436-b006-8bb4da3638e6
4b6b8a81-1ad5-4991-a2cd-26085f22b7df
0b146d33-da22-46e2-9c79-1a77c016f6cc

@Nirvash Nie wiem ile ma lat, ale fajną zabawą jest Kura Sushi. To raczej low-end, taki fast food, ale całkowicie zautomatyzowany. Check-in na ekranie, z karteczką do stolika, potem zamawiasz na tablecie, a dania przylatują taśmociągiem, muzyczka informuje o przybyciu. Dla młodziaków fajna zabawa.


Do tego salony z masą automatów do gier i losowaniem małych zabawek, pełno sklepików z figurkami. Nie moja bajka, ale dla młodych fun. No i sklepy z modą dla nastolatków - trochę odjazd peronu

Dziesięć lat temu podczas dwutygodniowego pobytu w Japonii spędziłam w Tokio całe cztery dni i wystarczy mi na całe życie. Za to, jak wspomniał @DonMarudo , w Kioto można by nawet żyć i mieszkać, to miasto jest niesamowicie piękne

@Spleen A tak w ogóle - co Cię tak zafascynowało w wystawach Expo? Nigdy mnie nie ciągnęło do nich, ale może to błąd? Podzielisz się?

Zaloguj się aby komentować

#japonia


Po wylądowaniu w Osace, wyszliśmy przed terminal, aby odszukać autobus, który zawiezie nas do centrum. Na stanowisku piątym, zgodnie z planem, stoi pojazd, przed nim krząta się obsługa, a obok zaczyna formować się mała kolejka, składająca się obecnie z dwóch osób. Panowie zamykają już luki bagażowe i krzykiem oraz gestem oznajmiają, że odjazd. Biegniemy i machamy rękami, że jeszcze my!


W kolejce czeka parka Amerykanów. Państwo dość słusznej postawy, a obok nich dwa razy mniejszy Japończyk coś tłumaczy. Potem podchodzi do nas.

\

Jeśli chcecie jechać tym autobusem, to mamy tylko miejsca o niskim standardzie. Oni nie chcą jechać (wskazuje na Jankesów), a wy?


No jasne, że chcemy, lepiej w niskim standardzie teraz niż w normalnym za pół godziny.


Ok, wsiadajcie.


Wchodzimy do środka, wszystkie siedzenia zajęte. Stajemy w przejściu i czekamy. Czy ten niski standard to po prostu miejsca stojące? Podchodzi do nas kierowca i z oparcia jednego z zajętych miejsc wysuwa rozkładane krzesełko. Tutaj będziecie siedzieć, w przejściu.

\

Dobiega jeszcze jeden pasażer, on także decyduje się na podróż z obniżonym standardem.

c5982066-05e1-4154-8ea1-1c4e53b02251

O, widzialem te krzeselka, ale jeszcze nie widzialem ich w uzyciu. Pewnie nie sa oferowane na dluzszych trasach.


Takie przemyslenia co do japonskich autobusow (miejskich glownie):


  • spozniaja sie. Na korki nawet kult zapierdolu nie pomoze, jak widac

  • jak zobaczysz busa na przystanku i zaczniesz do niego biec machajac, zeby poczekal, to nie poczeka. Kult zapierdolu wymaga bycia punktualnym xD

  • z pozytywow - po wejsciu na poklad, kierowca spoglada na pasazerow tym swoim lusterkiem i daje im chwile zeby usiedli, albo chociaz znalezli miejsce do stania i zlapali sie czegos. Ma tez mikrofon i ostrzega przed ruszeniem z przystanku/swiatel

@fitter22 On nie ostrzega o ruszeniu z przystanku/świateł To jest system polegający na tym, że wymaga się od niego powiedzenia na głos wszystkich rzeczy, co do których ma się upewnić. W stylu "prawa wolna, lewa wolna, jedziemy". Raz że takie mówienie ma pomagać w pamiętaniu o każdej z tych rzeczy, a dwa że potem jest to wyrywkowo sprawdzane na nagraniach.

@cweliat hmm, ma to sens w sumie. Pewnie z tego samego powodu maszynisci np pokazuja dlonia w lewo chwile przed zmiana toru na lewy. Gdzies wisi kamerka i mozna sprawdzic, czy czlowiek jest faktycznie swiadomy tego co sie dzieje, a nie zamulil i toczy pociagiem gdzie go tory poniosa. Wgl polecam wsiasc do pierwszego wagonu metra albo "osobowego". Prawie zawsze jest tam szyba i mozna zobaczyc jak maszynista sobie gestykuluje xD


Dla pasazerow autobusu to w zasadzie informacja typu "trzymaj sie, zaraz moze szarpnac". Co jest spoko, szegolnie dla tak starego spoleczenstwa jak tutaj. Mozna by to bylo zalatwic prostym "ding" polaczonym ze skrzynia biegow, no ale skoro musi gadac, to niech gada

Ja używałem Papago do komunikacji z ludźmi, Google maps do połączeń pociągów/autobusów. Karta telefoniczna Airalo esim, na miejscu kupiłem kartę SUICA do płacenia za metro/pociąg/autobus/automaty z piciem. Reszta na spontana

Zaloguj się aby komentować

381 + 1 = 382


Tytuł: Bohemian Rhapsody

Rok produkcji: 2018

Kategoria: Biograficzny / Muzyczny

Reżyseria: Bryan Singer

Czas trwania: 2h 14m

Ocena: 8/10


Zespół muzyczny Queen - o powstaniu i drodze do międzynarodowej sławy aż po koncert Live Aid.


Muzyka Queen świetnie nadaje się jako akompaniament do filmu muzycznego i tutaj się to bardzo dobrze sprawdziło. Nie wiem jak z wiernością odwzorowania faktów, ale i nie wnikam. Pokazanych jest kilka konfliktów wewnątrz grupy, wierzę, że nikt niewinny nie został obrzucony błotem.


Remi Malek - nie przepadam za nim, ale trzeba przyznać, że dał czadu w spektakularny sposób. Jeśli to nie jest rola jego życia, to ciekawe co nią będzie. 


Film ogląda się super, gorąco polecam wszystkim. To dobra rozrywka nie tylko dla fanów zespołu. Jeśli ktoś nie czuje dobrego dżu-dżu w stronę filmów muzycznych, to jest to zapewne jeden z takich, które mogą zmienić ten stan.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #film

23ee8f38-321d-4706-abe1-6da8db1fa7ee

@SuperSzturmowiec Ej mi też on nie pasuje, w każdej roli mi nie pasuje hehe, ale mimo wszystko warto, dobry film i tutaj świetnie zagrał

Zaloguj się aby komentować

#uxplakaljakuzywal - ale ze szczęścia, że wymyślili coś tak wspaniałego.


Napiszę o UX analogowym, który spotkałem w #japonia . Do tej pory jestem pod wrażeniem.


Niektóre restauracje stosują format "płacisz za wstęp i sobie jesz ile chcesz" - mają wystawione w formie bufetu jedzenie, coś jak śniadaniownie w hotelach.


Obsługa wskazuje stolik i umieszcza plakietkę na tym stoliku, że jest on zajęty. Dzięki temu goście mają pewność, że ich stół nie zostanie zajęty przez inne osoby. Można na luzaku wspólnie iść po jedzenie, bez potrzeby warowania przy stole i pilnowania, by nikt nie podsiadł.


Po zakończeniu posiłku, zabiera się plakietkę i idzie do kasy, gdzie się ją oddaje. Stół bez plakietki to znak dla obsługi, że goście zakończyli posiłek, a nie na przykład poszli po dokładkę. Wówczas serwis sprzątający czyści miejsce i w stojaku umieszcza znacznik, że stół jest umyty i zdezynfekowany. Tak plakietka to znak dla "usadzaczy", że to stanowisko jest gotowe do obsadzenia nowymi klientami.


Czyż to nie jest genialne? Może to jest jakoś powszechnie stosowane, ale ja się z tym spotkałem po raz pierwszy.

c28b5371-074a-463a-9592-6b791e12651a

@Spleen no w każdej większej sieci hoteli w Europie (np grecki mitsis) od pewnie kilku dekad

Tyle że bez bezsensownej tabliczki

@Michumi No ale jak nie masz tabliczki, to jaką masz pewność, że pozostawiony stolik nie zostanie zajęty przez innego gościa?


W ramach wyjaśnienia - nie chodzi mi o format restauracji, tylko ten patent z tabliczką, dzięki któremu nie trzeba zostawać przy stole aby go przypilnować albo pozostawiać kurtki czy innych gratów, aby ktoś nie zajął tego stołu.

@Spleen Eleganckie rozwiązanie. Do tego widzę, że tabliczki są wielkie, kolorowe z napisem w kilku językach. U nas czasami w restauracjach są małe taliczki z "rezerwacja" lub "reservation" i wtapiają się w blat stołu np. czarna tabliczka na czarnym blacie A do tego mała.

Zaloguj się aby komentować