
GazelkaFarelka
- 1003wpisów
- 13663komentarzy
Zaloguj się aby komentować
Chała jaka jest każdy widzi
#bojowkapiekarska

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Osuwisko w Szwajcarii spowodowało zatamowanie rzeki. Ocalałe domy zostają zalewane, ale i bez tego nadal zagrażają im kolejne osuwiska.
#szwajcaria

Zaloguj się aby komentować
Domy jak domy, ale ciekawi mnie, jak potem jest z działkami i drogą, sprzątną tą ziemię czy wytyczą nową drogę pod górkę oraz od nowa działki? W komentarzach piszą, że spodziewane jest kolejne osuwisko.
#szwajcaria

Zaloguj się aby komentować
Osuwisko w Szwajcarii w dolinie Lötschental pogrzebało całą wioskę.
Wioska została ewakuowana 10 dni temu.
Info za "Wulkany Świata" na Facebooku:
Szwajcaria. Nie związane z wulkanami, ale obejrzałem właśnie nagranie i muszę przyznać, że robi wrażenie.
Dzisiejszy katastrofalny kolaps lodowca wywołał chaos w dolinie Lötschental. Na ewakuowaną wioskę Blatten (liczba mieszkańców: 300) runęły ogromne ilości lodu i gruzu. Katastrofa, której od dawna obawiali się geolodzy, nastąpiła po kilku dniach alarmujących przesunięć gruntu, które zwiastowały zbliżające się niebezpieczeństwo.
Władze zarządziły pełną ewakuację wioski prawie dziesięć dni temu; decyzja ta niewątpliwie uratowała życie mieszkańców. Chociaż znaczna część wioski została zniszczona, domy zostały zmiażdżone, a infrastruktura poważnie uszkodzona, na szczęście nikt nie zginął.
Źródło: Meteo Robin.
https://www.youtube.com/watch?v=Y3xmfx5ipKY
#szwajcaria
Zaloguj się aby komentować
Nie wiem gdzie wsadziłam łapkę na muchy, a zaczynają się pchać do domu. Chwilowo więc łapię je wszystkie i wyrzucam ręcznie. Zawsze przypomina mi się scena z Matrixa, gdzie Morfeusz przeprowadza szkolenie z sztuk walki z Neo. Morfeusz w pewnym momencie mówi: "Don't try to hit me. Hit me." W momencie łapania muchy trzeba przestać myśleć o tym, że ją chcesz złapać, trzeba na moment odłączyć część mózgu analizującą wszystko dookoła i po prostu ją złapać. Podobna sytuacja jest w darcie. Sukces polega nie na umiejętnej postawie, opanowaniu doskonałego balansu ciała i pewnej ręce, ale w głównej mierze na umięjętności chwilowego wyłączenia świadomego myślenia o tym, że chcesz w coś trafić.
Umiecie łapać muchy ręką?
#przemysleniazdupy
#ankieta
Umiecie łapać muchy ręką?
Zaloguj się aby komentować
Rewolucja neolityczna - poprawa jakości życia?
Wiele osób (w tym ja), do niedawna było przekonanych, że rewolucja neolityczna przyniosła istotną poprawę warunków życia gatunku ludzkiego. Oto, zamiast biegać całymi dniami po lesie, w poszukiwaniu garstki orzeszków, można było je brać garściami z pola, a nadwyżki wolnego czasu przeznaczyć na rozwój cywilizacji - sztuki, rzemiosła. Zyski z udomowienia zbóż i osiadłego trybu życia wydawały się oczywiste - przecież ludzie nie porzucili by łowiectwa i zbieractwa, gdyby rolnictwo nie przynosiło im dużo większych korzyści.
Badania antropologiczne szkieletów rzucają jednak poważny cień na tą optymistyczną historię. Okazuje się, że przeciętny wzrost łowcy-zbieracza, zarówno mężczyzn jak i kobiet, był ok. 10 cm wyższy niż w społecznościach rolniczych przez kolejne tysiąclecia. Dopiero w XX wieku w rozwiniętych krajach Zachodu ludzkość z powrotem osiągnęła przeciętny wzrost z czasów przed rewolucją neolityczną. Wzrost jest ściśle związany z dostępem do odpowiednich ilości wysokiej jakości pożywienia w czasach dorastania. Dodatkowo, oprócz niższego wzrostu, szkielety pierwszych społeczności rolniczych wykazują cechy niedożywienia, niedoborów pokarmowych oraz ciężkiej pracy - zmiany kostne, zwyrodnieniowe. Dieta oparta na zbożach była bardziej kaloryczna, ale uboga w białka, żelazo i inne niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu składniki.
Ewidentnie żaden pierwszy rolnik nie odczuł poprawy jakości życia na swojej skórze, wręcz przeciwnie. Dosłownie dorabiali się garbów od pracy na polu, żeby w efekcie być w gorzej odżywieni i w gorszej kondycji niż ludzie, którzy zajmowali się łowiectwem i zbieractwem. Co zatem skłoniło ludzi do przyjęcia osiadłego trybu życia? Badacze wskazują, że być może była to była konieczność zorganizowanej walki i wspólnego odpierania ataków wrogów - zwracając uwagę na to, że wszystkie osiedla były ufortyfikowane - ogrodzone murami, a same domostwa również miały ograniczoną liczbę wejść, często tylko z góry.
Moim zdaniem, możliwa jest jeszcze jedna ewentualność. Mur nie tylko chroni to, co w środku, przed tym co na zewnątrz, ale także służy do tego, żeby to, co jest w środku, nie wydostało się na zewnątrz. Jeżeli dodamy do tego ślady, wskazujące na ciężką pracę i niedożywienie, można postawić hipotezę, że żyjący tam ludzie nie mieszkali tam całkowicie z własnej woli. Czy rewolucja neolityczna była efektem podporządkowania sobie całych grup ludzi jako "roboli" przez grupy silniejszych, korzystające z ich pracy, a uprawa zbóż sposobem na "tanie" żywienie ich i trzymanie w jednym miejscu? Czy wspaniałe neolityczne budowle są dziełem pierwszych niewolników? Dalsza, znana nam historia pokazuje, że taki porządek społeczny funkcjonował przez wieki w każdej ludzkiej cywilizacji. Dlaczego pierwsze cywilizacje miałyby być wyjątkiem?
Takie historie znamy choćby z późniejszych czasów historycznych, z Biblii, z tabliczek w Mezopotamii, gdzie całe plemiona zostały podbijane i przesiedlane jako rolnicy-niewolnicy na tereny podporządkowane Babilonowi czy Asyrii. Być może już wtedy korzystano ze "starych, dobrych, sprawdzonych sposobów".
"W lipcu 587/586 p.n.e. wojska babilońskie króla Nabuchodonozora II zdobyły Jerozolimę, tłumiąc tym samym powstanie Żydów z Judy przeciwko państwu nowobabilońskiemu. Według relacji Jeremiasza, 4600 Żydów zostało przesiedlonych do Babilonii[4]. Taką metodę ujarzmiania buntowniczych ludów stosowali wcześniej na masową skalę władcy Asyrii, m.in. w stosunku do Aramejczyków i Izraelitów. Ostatnia deportacja, o której wspomina Księga Jeremiasza, miała miejsce w 582 p.n.e.[5]"
Pisząc ten tekst, oparłam się na tym artykule, który polecam do przeczytania w całości:
https://web.cs.ucdavis.edu/~rogaway/classes/188/materials/diamond
#ciekawostki #przemysleniazdupy
Zaloguj się aby komentować
Zaczęło się, przyszli do mnie jacyś ludzie z Unii Europejskiej i kazali jeść robaki.
Dopiero przy tym ryżu ktoś z rodziny zauważył, że jest jakiś inny i że jest lepszy. Faktycznie jest extra jumbo long. Ziarna po ugotowaniu mają z 1.5 cm. Nie skleił się też. Smak, szczerze mówiąc ryż jak ryż. Chyba nie jestem koneserem.
#jedzenie #ryz


Zaloguj się aby komentować
Nie ogarnęłam jakoś, że one mają 175 gramów. Za⁎⁎⁎⁎ście wielkie. Bardzo dobry skład, produkowane są w Polsce, jeden pasek (1/7 czekolady) ma tylko 9 g węglowodanów. Idealna przekąska do kawy po obiedzie dla tych, co węgle limitują i dbają o niski indeks glikemiczny. Bardzo smaczna, jedynie ta pomarańcza praktycznie niewyczuwalna, szkoda trochę. Ale polecam.
Ma mniej węglowodanów, a więcej błonnika na 100 g niż chleb żytni razowy. Ale to chleb razowy jest zdrowy a czekolady trzeba unikać
#jedzenie


Zaloguj się aby komentować
Trochę teorii do poprzedniego wpisu. Generalnie, jak zauważył jeden z komentujących, wszystko sprowadza się do "mniej jeść a więcej się ruszać", ale istotną kwestią jest czego mniej jeść, jak często jeść i jakie formy ruchu wybrać - bo nie było to u mnie wybrane przypadkowo. Tutaj tłumaczę, dlaczego robiłam tak, a nie inaczej. To są ważne niuanse, które mają duży wpływ na skuteczność chudnięcia oraz kwestię, czy na tej diecie wytrzymasz, czy zrezygnujesz po tygodniu.
Wszystkie węglowodany, nie tylko cukry, są wchłaniane do krwi w postaci glukozy. Poziom "cukru we krwi" nie pochodzi wyłącznie ze słodyczy, ale również rośnie mocno po zjedzeniu pieczywa, mącznych i zbożowych produktów, makaronów, kasz, ryżu itp. a także warzyw, które zawierają dużą ich ilość.
Poziom glukozy we krwi powoduje wydzielenie odpowiedniej ilości insuliny do krwi, która umożliwia transport tej glukozy do komórek w tkankach ciała.
Insulina jest hormonem anabolicznym, hormonem wzrostu. Pomaga budować masę ciała, stosowana bywała przez niektórych kulturystów jako doping (nielegalny). Będąc dawno temu w ciąży, po zdiagnozowaniu u mnie cukrzycy ciążowej, dowiedziałam się, że wysokie poziomy glukozy w organizmie matki matki wywołują wysokie poziomy glukozy i insuliny u dziecka, co będzie powodowało nadmierny przyrost jego masy (np. masa urodzeniowa 5 kg i konieczność cesarskiego cięcia), a także jego problemy z metabolizmem, skłonność do cukrzycy i otyłości w przyszłości. Stąd na mojej diecie w ciąży miałam dbać, aby mój poziom glukozy po posiłku nie przekroczył dozwolonej normy. Dzieciątko urodziło się ważąc 3.2 kg, siłami natury, a ja po pozbyciu się z mojego ciała dziecka, wód płodowych, łożyska i zgromadzonej wody ważyłam mniej niż przed ciążą - chociaż jedyne, czego pilnowałam, to poziom glukozy, a nie kalorie. Na dodatek jadłam wtedy pięć posiłków dziennie, żeby też mieć pewność, że dziecko dostanie odpowiednią ilość substancji odżywczych.
(To miejsce, żeby zadać sobie pytanie, czy tak samo nie działa w przypadku już urodzonych ludzi? Dlaczego medycyna mówi, że u dziecka w brzuchu matki nadmiar glukozy oraz insuliny we krwi wywoła nadwagę, skłonność do otyłości i chorób metabolicznych, a dzieciom i dorosłym dietetyka zaleca się udział 50-60% węglowodanów w diecie, bułeczki, płatki zbożowe na śniadanie, chlebek do każdego dania, połowę talerza obiadowego ziemniaków, kaszy itp.? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. O tym też zrobię osobny wpis.)
Czasami, z różnych powodów tkanki organizmu odmawiają przyjęcia glukozy z krwi - co powoduje wydzielanie coraz większych ilości insuliny, żeby tą glukozę jednak do tych tkanek przepchnąć, w myśl zasady "jak nie idzie, weź większy młotek". W organizmach osób insulinoopornych ilość wydzielonej insuliny w odpowiedzi na glukozę potrafi być kilkukrotnie większa, niż u osób zdrowych. Powoduje to, że ich organizm nieustannie poddawany jest działaniu nadmiernych ilości tego hormonu. A jedną z właściwości insuliny jest również wspomaganie odkładania tłuszczu w tkance tłuszczowej oraz blokowanie spalania tłuszczu z tkanki tłuszczowej.
(Insulinooporność to nie jest jakiś margines. Jest wbrew pozorom częstym przypadkiem. Szacuje się, że cierpi na nią nawet 30-40% dorosłych europejczyków. Jej objawy tłumaczone są często zmęczeniem, stresem, niewyspaniem. Insulinooporność jest w dużej mierze genetyczna, jest też zwiększana przez stres - hormon zwany kortyzolem, zależy też od poziomu hormonów płciowych (testosteronu i estrogenu - im wyższe, tym insulinooporność mniejsza), jest przyśpieszana przez rosnącą otyłość brzuszną, a przy długofalowym nieodpowiednim stylu życia prowadzi do cukrzycy i jej powikłań, takich jak miażdżyca, zawały i przedwczesne zgony. Jeżeli zajadasz stres i zmęczenie słodyczami, zapijasz piwem a bebzon ci rośnie, to jest duża szansa, że to właśnie o tobie).
Co się dzieje, jak jesz co trzy godziny posiłki bogate w węglowodany? Podbijasz cały czas poziom glukozy i poziom insuliny, nie dając jej na chwilę spaść na niski poziom i odblokować możliwość spalania tkanki tłuszczowej. Pięć posiłków dziennie, bogatych w węglowodany daje ci 15 godzin dziennie blokady spalania tłuszczu, a tylko 9 godzin gdzie ten tłuszcz może być swobodnie spalany (to wersja optymistyczna, bo wysoki poziom glukozy i insuliny może utrzymywać się dużo dłużej niż trzy godziny po posiłku - w przypadku późno jedzonej kolacji - nawet do rana). Jeżeli ograniczysz węglowodany do np. jednego posiłku dziennie np. obiad i zrezygnujesz z kolacji, to zwiększysz do kilkunastu godzin na dobę okienko czasowe, w trakcie którego poziom glukozy i insuliny jest niski, a organizm może swobodnie spalać tkankę tłuszczową.
Jeżeli przyzwyczaisz swój organizm, że nie dostaje co chwilę swojego strzała glukozy, zaadaptuje się do uzyskiwania energii z tkanki tłuszczowej. To sprawi, że nie będziesz co chwilę czuć głodu i przymusu jedzenia, bo zapotrzebowanie na energię będzie pokrywał w dużej mierze tłuszcz z twojego dupska.
Czy węglowodany są złe? Nie. "Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną - tylko dawka decyduje o tym, co jest trucizną". Glukoza jest lepszym paliwem, które organizm traktuje trochę jako "nie zużywaj na byle co, to na święta". Spalana jest głównie w trakcie wysiłku o dużej intensywności, powyżej 70% maksymalnego tętna, czyli np. bieganie, szybka jazda rowerem i inne ćwiczenia aerobowe. Glukoza jest bardzo efektywnym paliwem (do uzyskania takiej samej ilości energii wystarczy 75% tlenu niż w przypadku tłuszczów). Organizm traktuje ją trochę jako lepsze paliwo na wyjątkowe okazje - jakbyś na przykład musiał nagle spierdalać przed niedźwiedziem, w której to sytuacji dosyć kluczowa jest kwestia, kto wyciśnie lepszy wynik - ty, czy niedźwiedź. Sportowcy doładowują się węglowodanami przed zawodami, ponieważ każdy z nas ma ograniczoną naszą kondycją możliwość transportu tlenu przez krew (VO2max, pułap tlenowy). Przy dostarczanej tej samej ilości tlenu przez krew, z węglowodanów można po prostu wycisnąć więcej energii, co przekłada się na wyniki na zawodach. Gdy gdy zapas węglowodanów we krwi, wątrobie i mięśniach się skończy, to organizm musi przełączyć się na tłuszcz. Przy intensywnym wysiłku można odczuć efekt "odcięcia"- nagłe osłabienie, drżenie mięśni, zawroty głowy. Organizm blokuje korzystanie z glukozy mięśniom, żeby zatrzymać minimalną rezerwę dla mózgu i zapobiec utracie przytomności. Jednak zakładając, że czytasz to bo na razie chcesz tylko schudnąć, nie przewidujesz w najbliższym czasie konieczności spierdalania przed niedźwiedziem ani wygrywania etapu Tour de France - węglowodany możesz z powodzeniem zminimalizować i nie musisz zmuszać się do sportów o wysokiej intensywności.
Kilka słów o mózgu. Tak, potrzebuje glukozy, ale ilość potrzebną do działania mózgu organizm wytwarza sobie powoli sam, nie trzeba dostarczać jej z pożywieniem. Pewną ilość dostarcza też mikroflora jelitowa, rozkładając błonnik w jelitach. Możesz nie jeść w ogóle węglowodanów, ba, nawet możesz nie jeść nic w ogóle, a organizm sam utrzyma stabilny niezbędny poziom glukozy we krwi.
Przez większość historii człowieka jako gatunku, węglowodany nie były podstawą diety, zawsze były rarytasem (dlatego tak je lubimy) i dopiero rewolucja neolityczna kilka tysięcy lat temu umożliwiła łatwe pozyskiwanie ich na dużą skalę. Chociaż nawet wtedy nie było to tak łatwe jak dziś, bo trzeba było się jednak przy tym w polu trochę narobić.
Tłuszcz natomiast, jako słabsze paliwo, spalany jest głównie przy czynnościach o niskiej intensywności, gdzie nie są potrzebne wielkie osiągi - jak zwykłe czynności życiowe, lekkie ćwiczenia typu nordic walking, spokojna jazda rowerem czy spacery.
Wystarczy, że nie będzie przeszkadzać w tym procesie krążąca we krwi insulina, wydzielona w wyniku spożycia węglowodanów...
#odchudzanie
@GazelkaFarelka a ja węglowodanów, zwłaszcza złożonych będę bronił. Nie one są problemem. To, że udomowiliśmy pszenicę to wielkie osiągnięcie, aczkolwiek wiem, że nie negujesz ich całkowicie. Jest cała masa innych czynników które powodują że rosną nam bebzony
Zaloguj się aby komentować
Dzisiaj trochę luzu od diety, wszyscy zjedli obiad poza domem, a sobie nie chciało mi się gotować. Podpieczone tosty, w środku sałata, rukola, pęd groszku, ser żółty i sadzone jajko, pieprz, sól, majonez. Przeceniłam swoje możliwości i najadłam się jednym. Dawno tyle pieczywa na raz nie zjadłam
Rano na wadze 55.8 kg
#jedzenie

Zaloguj się aby komentować
Trochę o mojej diecie, na której - jak pisałam tutaj, schudłam 9.2 kg w 4 miesiące. Może kogoś zainspiruje i pomoże. Nie jest to jakaś mocno wymagająca dieta, jak może się wydawać. Rzadko byłam na niej głodna, w zasadzie tylko późno wieczorami, ale to motywowało mnie żeby wcześniej iść spać i się wyspać.
Jest to dieta typu "low carb" czyli oparta na redukcji węglowodanów i ograniczeniu do tych z niskim indeksem glikemicznym. O samej koncepcji tej diety napiszę może w innym wpisie, bo to dużo szczegółów, tutaj skupię się tylko na rzeczach, które pomogły mi efektywnie i bez wielkich wyrzeczeń schudnąć.
Cała dieta była przemyślana tak, żeby nie utrudniać mi normalnego życia, żebym nie musiała np. gotować sobie osobno pięciu posiłków a osobno obiadu dla rodziny, żebym nie musiała wyszukiwać dziwnych przepisów czy produktów spożywczych tylko oprzeć się na tych dostępnych w każdym sklepie, albo spędzać czasu na liczeniu kcal i ważeniu każdego posiłku. Niemniej z etykietami wszystkich produktów trzeba się dobrze zapoznać.
Motto to "łatwiej nie zjeść, niż spalić". Podstawą odchudzania jest dieta i nic nie da wyciskanie siódmych potów, jeżeli po treningu za chwilę nagrodzisz się czekoladą. Albo zjedzenie czegoś, obiecując sobie, że "jutro spalę", co może w ogóle nie nadejść, bo się okaże że jednak nie dasz rady jutro zrobić tego treningu. Jakąś aktywność fizyczną traktuj jako bonus do diety, a nie podstawę redukcji. Być może też nie od razu dasz radę, bo po przejściu na dietę twój organizm zacznie strajkować przeciwko nowym porządkom i możesz początkowo czuć objawy odstawienia takiej jak osłabienie czy ból mięśni. Trzeba jakoś te dwa, trzy tygodnie przepękać i się przyzwyczaić. Z przekąsek na ten okres przejściowy polecam jabłka, migdały, mały pasek gorzkiej czekolady, pistacje, orzeszki ziemne, jak jeszcze nie możesz pozbyć się nawyku żeby zjeść coś ekstra bo inaczej zwariujesz.
- Jem dwa posiłki dziennie, czasami trzy. Początkowo były to trzy posiłki a zamiast kolacji np. jabłko. Generalnie, jem tylko wtedy, kiedy potrzebuję. Jeżeli już się decyduję na jedzenie dodatkowego posiłku, to jem coś normalnego, a nie jakieś małe cokolwiek, po którym za godzinę będę znów grzebać po szafkach. Jem śniadanie do syta oraz późny obiad do syta. Kolację odpuszczam, no chyba że jestem faktycznie mocno głodna albo obiad był dużo wcześniej niż zwykle. Nie jem posiłku tylko dlatego, że jest na niego pora. Coraz więcej dietetyków zgadza się z tym, że zalecenie jedzenia 5 małych posiłków dziennie jest bez sensu, zmusza ludzi do myślenia o jedzeniu, zaglądania do lodówki co trzy godziny i utrzymuje nawyk żucia czegoś co chwilę jak krowa na pastwisku - ani razu się przy tym porządnie nie najadając. Łatwiej jest moim zdaniem utrzymać morale i dietę, mając świadomość że następnego dnia znów porządnie się najesz, niż gdy wiesz, że najbliższy syty posiłek czeka cię dopiero jak skończysz dietę.
- Robię wieczorno-nocną długą przerwę między posiłkami (post przerywany). Czyli już po obiedzie o 16-17 już nie jem, następny posiłek dopiero rano. (Dlaczego tak, o tym też w osobnym wpisie).
- Dużo białka, nawet 1,5-2g/kg masy ciała. Większość badań zgadza się z tym, że przyjęta dziś norma RDA 0,8g/kg to minimum. Dla osób starszych, do których się zaliczam (he, he) są już wręcz zalecane większe ilości. Negatywne efekty obserwowano tylko w przypadku spożycia białka powyżej 3g/kg masy ciała. Białko to nie tylko mięso, ale także ryby, owoce morza, jaja, wszelkiego rodzaju sery i nabiały, znajduje się w wielu roślinach jak soja czy orzechach lub pestkach. Ja tego nie liczyłam, ale wybierałam produkty o dużej zawartości białka i robiłam z nich posiłki.
- Nie przejmuję się tłuszczem i tym że produkty go zawierające mają dużo kcal. Nie wciskam go na siłę do diety, ale nie rezygnuję z produktów tylko dlatego, że mają dużo tłuszczu. Tłuste ryby, masło, boczek, oleje roślinne - najlepiej nierafinowane, tłoczone na zimno, pełnotłuste sery, orzechy, pestki i nasiona, niektóre owoce i warzywa (awokado). Tłuszcze nadają smak, razem z białkiem dają uczucie sytości na dłużej, redukują chęć podjadania. Zdrowe tłuszcze są niezbędne do funkcjonowania organizmu. Najgorsze są przetworzone tłuszcze przemysłowe, utwardzane, tego należy unikać, rzeczy smażonych na głębokim oleju w jakichś podejrzanych fryturach itp.
- Redukcja węglowodanów, nie tylko cukrów. Dlaczego, to temat na cały osobny duży wpis. Ogólnie wywal albo mocno limituj ilość wszystkiego, co ma więcej niż 15-20g węglowodanów / 100g. A na śniadanie wybieraj produkty, które nie mają ich prawie wcale. Wylatują słodycze, soki (nawet te bez dodatku cukru) i słodzone napoje - to rzecz oczywista. Wywaliłam także pieczywo (razowe pod tym względem, wbrew temu co mówią dietetycy, nie jest dużo lepsze niż białe - u mnie, u ojca czy siostry na glukometrze było widać, że wchłaniało się i podnosiło poziom glukozy tak samo jak białe bułki). Wywaliłam wszelkie płatki zbożowe, jakieś musli i tak dalej (nawet te bez dodatku cukru), suszone owoce. Ograniczyłam makarony i produkty mączne, ryż, ziemniaki i kasze, gotowane warzywa korzeniowe jak marchewka czy buraczki, ale nie rezygnowałam z nich całkowicie z powodów praktycznych. Codziennie gotuję normalne obiady, bo gotuję nie tylko dla siebie, ale też dla swojej rodziny - po prostu mniej sobie nakładam tego na talerz niż inni. Oprócz indeksu glikemicznego liczy się też sama ilość, czyli ładunek glikemiczny. 100 g ugotowanego ryżu czy ziemniaków ma tylko 20 g węglowodanów, a jakieś wypełnienie żołądka i poślizg w jelitach też musi być. Jeżeli był obiad zawierający dużo węgli, np. pinsa, to po prostu jadłam mniej i dopychałam się ewentualnie jakimś twarogiem. Generalnie, dopóki nie jesteś cukrzykiem i nie musisz pilnować poziomu glukozy ze względu na swoje zdrowie czy zdrowie nienarodzonego dziecka, to nie musisz tego podchodzić do tego rygorystycznie bez wyjątków, a okazjonalne zjedzenie czegoś nie ruinuje całej diety. O ile te okazje nie są co chwila, rzecz jasna.
- Dużo błonnika. Warzywa, świeże owoce, orzechy, pestki, nasiona, można się suplementować np. pijąc zaparzone zmielone siemię lniane czy dodając do jedzenia nasiona chia.
- Picie 2-3 kaw dziennie. Ja akurat zawsze piłam dwie. Kawa świetnie zabija głód i ochotę na słodkie po zjedzonym obiedzie. Poza tym mi smakuje. Dużo osób pije kawę z tłustą śmietanką.
- Chodzenie na spacery. To chyba punkt, w którym zgadzają się wszystkie diety i dietetycy. Wielu mówi o 10 tys. kroków, ja akurat nie mam smartwatcha (nie lubię zegarków), ale zaczęłam chodzić codziennie na 30-minutowe spacery. To naprawdę dużo daje niskim kosztem - nie musisz nigdzie dojechać, po prostu wkładasz buty i wychodzisz z domu kiedy akurat masz czas (ja akurat miałam czas tylko późno wieczorem). Polecam aplikację np. Strava gdzie znajdują się wyzwania, np. "przejdź minimum 50 km w maju" za które dostajesz odznaki. Nie raz robiłam dodatkowe kilometry, tylko po to, żeby dobić do odznaki.
-Alkohol. Ja akurat bardzo rzadko piję, więc tu nie miałam co odstawiać, ale jeżeli pijesz to odstaw. Piwo ma największy ze wszystkich produktów indeks glikemiczny. Alkohol obciąża wątrobę, która zajmuje się metabolizmem. Pijąc alkohol utrudniasz i sabotujesz jej pracę, bo zamiast spalać tłuszcz z twojego dupska zajęta jest rozkładaniem alkoholu.
#odchudzanie

Zaloguj się aby komentować
Grządka założona dopiero na wiosnę i w trakcie wypełniania (jak mam chwilę to przebieram kompost i te mniej rozłożone kawałki tam wrzucam). Ale żeby już nie stała przez sezon pusta, wsadziłam tam pięć dyń Hokkaido i kilka starych ziemniaków. Już wyłażą
Jeszcze dosieję jakiejś fasoli czy grochu.
Pod spodem jest łąka, ciężka do przekopania na orną (wieloletnie trawy i nasiona), dlatego też skrzynka, na dno tektura, a do skrzynki wypełnienie z odpadów bio, ziemi z kretowisk i tak dalej. Trawa pod spodem wyginie z braku światła a dżdżownice zjedzą karton.
#ogrodnictwo

Zaloguj się aby komentować
Dzisiaj wbiło równe 56 kg, cel został osiągnięty.
Łącznie zrzucone 9.2 kg w 4 miesiące.
Poszło łatwiej, niż się spodziewałam. Dieta low carb z niskim indeksem glikemicznym, bez liczenia kcal, z limitami tylko ilości węglowodanów oraz ilości posiłków (2, czasami 3 posiłki dziennie) oraz godzin spożywania posiłków (8-17), z ćwiczeń tylko 30 minutowe spacery. Najgorszy był początek, "detoks" od węglowodanów, ból wszystkich mięśni, koszmarne sny, ale potem osiągnęłam stan, w którym w zasadzie odzwyczaiłam się od jedzenia, zmniejszył się apetyt. Dwa syte posiłki popite kawą wystarczają, żeby nie szukać przekąsek po szafkach. Białkowo-tłuszczowe śniadanie i normalny obiad (gotuję dla całej rodziny), tylko ograniczałam sobie na talerzu ilość ziemniaków, ryżu czy kaszy. Nawet nie mam ciśnienia na słodkie. No dobra, czasami na deser wjechał pasek gorzkiej czekolady. Łącznie przez te 4 miesiące zjadłam 8 sztuk czekolad, które miałam w szafce i normalnie używałam tylko do ciasta.
Z dietą tą miałam już doświadczenia podczas ciąż (cukrzyca ciążowa), w każdej z nich przytyłam tylko 4-5 kg (gdzie same dzieci ważyły po 3.2 kg), chociaż wtedy celem była nie redukcja wagi, ale kontrolowanie poziomu glukozy we krwi. Już wtedy dało mi to pogląd na składy różnych produktów oraz - z glukometrem w dłoni - ich działanie na poziom glukozy.
Łącznie ze spacerów wbitych na Stravie nazbierało się 250 km, 47 godzin.
#odchudzanie

Zaloguj się aby komentować
Czy macie ulubiony typ naczynia, z którego lubicie pić kawę? Nie mówię tu o ulubionym kubku, ale czy np. wolicie filiżanki o określonym kształcie, kubki czy szklanki?
Moi rodzice na przykład twierdzą, że smakuje im kawa tylko z filiżanki, najlepiej takie o szerokiej podstawie. Ja z kolei preferuję niewysoki kubek. Nie znoszę z kolei szklanek.
#kawa #ankieta

Czy zastawa z jakiej pijesz kawę ma znaczenie?
Zaloguj się aby komentować
Update
57.4 kg -> 56.3 kg
Wzrost 165 cm (bez zmian
BMI 20.6
Body fat 22.3% (jeżeli wierzyć wadze łazienkowej)
Wiek 45 lat
W 4 miesiące prawie osiągnęłam najbardziej optymistyczny cel (56 kg, waga sprzed kilkunastu lat i dwóch ciąż), który początkowo wydawał mi się w ogóle nierealny do osiągnięcia nawet do końca roku. Idzie mi tak nieźle, że jadę dalej. Dieta jest bardzo praktyczna, niewymagająca dużo roboty, bywam głodna jedynie późno wieczorami, ale to dodatkowa motywacja żeby iść spać wcześniej i się wyspać.
Łącznie 65.2 -> 56.3 czyli -8.9 kg (13.7% masy ciała) od rozpoczęcia pomiarów 20 stycznia.
#odchudzanie
Zaloguj się aby komentować
Kolejne podejście do "chleba krasnoludów" na mące sojowej i orkiszowej pełnoziarnistej.
Poprzednio, tak jak pisałam - popełniłam błąd, że robiłam na drożdżach, a do ciasta dałam mało cukrów prostych - którymi żywią się drożdże, w związku z tym niewiele urosło. Normalnie do ciasta drożdżowego daje się, oprócz mąki jakieś mleko albo trochę cukru, bo same drożdże piekarskie nie radzą sobie zbytnio z rozkładaniem węglowodanów złożonych, z których składa się mąka. Dlatego ciasto drożdżowe bez dodatków nie rumieni się na brązowo (najwyżej możę się przypalić w wysokiej temperaturze, jak pizza).
Natomiast inna sprawa jest z zakwasem - ciasto na zakwasie, mimo braku dodatków cukru posiada skarmelizowaną brązową skórkę. - mikroorganizmy z zakwasu rozkładają złożone węglowodany do cukrów prostych, którymi potem żywią się inne mikroorganizmy z zakwasu, rozkładając je z kolei na dwutlenek węgla i alkohol. Piszę o tym dlatego, że finalnie bez specjalistycznych urządzeń ciężko przez to wyliczyć makro gotowego wypieku.
Tym razem dałam więcej mąki orkiszowej, zrobiłam na zakwasie oraz zmniejszyłam ilość dodatków.
Orientacyjnie wyszło w 100g gotowego wypieku - po uwzględneniu wody i zmierzeniu, ile wody wyparowało w trakcie pieczenia - jak poniżej:
6g tłuszczu
20g węglowodanów (25% dziennego zapotrzebowania przy diecie low carb)
17g białka (17% dziennego zapotrzebowania)
7g błonnika (20% dziennego zapotrzebowania)
Takie 2 kromeczki po 50g dostarczą ładnie składników odżywczych, nadal mając akceptowalnie niską ilość węgli.
Jest ciut lepiej niż ostatnio, ale nadal ma jakiś gorzki posmak. Sądziłam że to sezam, ale tym razem go nie dałam a posmak nadal jest.
Z masełkiem za to już całkiem spoko.
#365chlebowgazelki #bojowkapiekarska


Zaloguj się aby komentować






