@Kaligula_Minus
Skąd w mym bigosie wzięły się grzyby?
Halucynacje miałem jak gdyby.
Poczułem w ustach smak mego życia,
Skąd gówna posmak w tym stanie bycia?
Niżej jest efekt mojego małego eksperymentu z malowaniem nocnych gór w Ibis Paincie. Zauważyłem, że ktoś rysował cienie pewnym domyślnym pędzlem, którego nigdy nie używałem, bo wydawał się słaby, a tu proszę. Nazywa się Dip Pen (Bleed) jak coś.
Zaczynałem od dość walaszkowej idei na konkurs, która przekształciła się w takie coś. To chyba dobrze. Mnie się podoba, choć sporo bym tu poprawił, ale już mnie łapa boli. XD
Miejscówka całkowicie zmyślona w czeluściach mojej głowy. Pewnie byłoby lepiej, gdybym użył jakiegoś wzorca, ale ja już tak mam, że jara mnie za bardzo opcja tworzenia od zera, trochę jak Bob Ross. XD
A no i najważniejsze. Tematem były stopy, ale nie było napisane, że muszą być ludzkie. Po angielsku podnóże góry to foot of the mountain, czyli uznałem, że jest wystarczająco blisko. @ErwinoRommelo oceni. XD
Wrzuciłem na YT swój krótki esej o empatii i powieści „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”.
Stwierdziłem, że skoro kupiłem „profesjonalny” mikrofon Blue Yeti, którego nie do końca potrafię użytkować i który tak naprawdę marnuje swój potencjał, to zacznę rozwijać umiejętność gadania do niego. No cóż, wyszło średnio.
Zaskakuje mnie to, że według mnie, podczas odsłuchiwania, wszystko wydaje się w porządku, a potem słyszę, że jest za cicho (rzeczywiście jest) i tak dalej. No ale jak to powiedział chirurg sprawdzający zakres ruchu operowanej ręki: „c⁎⁎j, lepiej nie będzie”.
@Gepard_z_Libii Też uważam, że nie ma sensu częściej zmieniać. Tego kupiłem, bo potrzebny mi był bardziej wydajny model. Gdyby nie to, to przynajmniej rok bym jeszcze poczekał z wymianą, bo s23u, to wciąż fajny telefon.
U mnie nie ma i w sumie nie przeszkadza mi to jakoś specjalnie bo i tak jestem przyzwyczajony do wyzwalacza w zegarku, ale widziałem że ludzie narzekali w recenzjach na brak możliwości klikania selfiaków rysikiem w s25
Mój drugi album "Orbita emocji" ukaże się 18 kwietnia tego roku. Poza internetem będzie dostępny w limitowanej liczbie 100 sztuk na numerowanej płycie winylowej, oraz na płycie CD - w tym samym nakładzie.
Okładkę przygotował dla mnie mój przyjaciel z Grecji. Zarówno album, jak i okładka nie mają ani jednego procenta udziału sztucznej inteligencji. Okładka była malowana ręcznie na tablecie graficznym, nawet jej tło.
Preorder wystartuje jeszcze przed świętami, zawołam piorunujących ten wpis na dzień przed otwarciem.
Skrzynka-książka inspirowana odrobinę klimatami #harrypotter ze świecącym w ciemności patronusem-borsukiem Tradycyjnie decoupage na drewnie, do tego detale wypukłe ręcznie formowane z glinki, malowane i lakierowane, plus lekko wypukły wzór na wieczku z opalizującej pasty szklistej i motyw malowany farbą świecącą w ciemności na niebiesko. Wnętrze wieczka zdobione, dno wyklejone granatowym filcem, po bokach wypukła imitacja "stron" książki metalizowana na niebiesko i zapięcie w kolorze srebrnym.
Znowu projekt w kolorystyce czarno-niebiesko-srebrnej - ale to zestawienie kolorów jakoś tak zawsze pasuje mi do tych klimatów.
Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart Jeśli ktoś byłby zainteresowany zamówieniem personalizowanej skrzyneczki, zapraszam do kontaktu - część moich gotowych prac aktualnie dostępnych od ręki można obejrzeć i nabyć tutaj .
Odra pięknie rozdarta na część płynącą i tą zastygniętą w bezruchu, pod lodem. Niebo również podzielone - na ciepłe słońce i zimną przestrzeń... To wszystko jak cztery pory roku odmierzane przemierzającym po powierzchni ziemi cieniem Mostu Rędzińskiego.
@belu-p-fly dawno temu był tu człowiek, co wrzucał zdjęcia na fejsbukowe grupy mikolskie (miłośników kolei), ale mu ich admini ciągle usuwali, bo a tu trakcji nie widać, a tu nie ma symetrii, a tu "za mało oddechu" , i się dzielił zdjęciami i powodami z nami
Dorobiłem detale do materiału przez plugin Uberpaint, ale to domyślnie robi vertex paint i za c⁎⁎ja nie da się tego dobrze zbejkować, tylko bake diffuse'a działa dobrze #grafika3d #gamedev #blender #tworczoscwlasna
Można się spierać, czy zaliczyć powieść K. Dicka do cyberpunku, czy może to zbyt wczesny utwór, który nie zawiera wszystkich elementów typowych dla gatunku. Nie można jednak odebrać autorowi ogromnego wpływu na powstanie/rozwój tego podgatunku fantastyki naukowej. W końcu na podstawie wymyślonej przez niego historii powstał scenariusz filmu, który określił stylistykę wielu przyszłych utworów.
Dick sporo miejsca poświęcił androidom – sztucznie stworzonym istotom, kształtem przypominającym ludzkie ciała. W powieści androidy mogą z powodzeniem udawać ludzi, pracować, być gwiazdami operowymi, a nawet przewyższać ich intelektem.
Myśl o tym, że humanoidalne roboty mogłyby chodzić pomiędzy nami, dla wielu jest przerażająca. Przynajmniej tak mnie się wydaje – ilu z nas wsiadłoby do taksówki kierowanej nie przez człowieka, a przez sztuczną inteligencję? Ja pewnie tak. Patrząc na to, co dzieje się na drogach – czy AI mogłoby być gorsze od polskich kierowców? No, ale mogę być wyjątkiem, ponieważ ogólna narracja jest taka, że ludzi straszy się sztuczną inteligencją ‒ tym, że zabierze nam pracę, hobby (wystarczy spojrzeć na generowane obrazy czy zdjęcia), a nawet życie, jak chociażby w „Terminatorze”.
Dlatego wymyślono test opierający się na empatii, dzięki któremu można rozpoznać androidy. Te może i potrafią być przebiegłe i bardziej inteligentne od ludzi, jednakże brakuje im wspomnianej empatii. Można udawać, ale w naturalnych reakcjach/odruchach człowiek wciąż przewyższa sztuczną istotę. Czy aby jednak na pewno?
Dick nie zapomniał o ludziach upośledzonych, z osobowością schizoidalną i im podobnych. No i są przecież osoby niby zdrowe, ale o bardzo niskim poziomie empatii i inteligencji emocjonalnej. Sam niestety takie spotkałem. Potrafiły, w obliczu problemów zdrowotnych psa, przedłożyć własną przyjemność (pójście na wesele) nad operację tylnych łap, skazując zwierzę na cierpienie. Uspokajam, że nie stałem wtedy biernie i psina otrzymała potrzebną pomoc.
Podobnie było w sytuacji stłuczki, w której udział wzięła ich córka. Pierwsze pytanie matki było o to, czy samochód jest cały, a nie, czy z córką jest wszystko w porządku. Następnie niechęć do zabrania dziewczyny na SOR, mimo że skarżyła się na ból w odcinku szyjnym, tłumaczona jest tym, że długo się czeka na przyjęcie.
Czy w obliczu takich ludzi, test opierający się na empatii ma w ogóle sens, skoro łatwo byłoby pomylić takiego człowieka z androidem? Chyba lepszy byłby test DNA czy coś, co nie pozostawiłoby żadnych wątpliwości, z kim bądź czym mamy do czynienia.
Ciekawe jest to, że empatia stała się dla ludzi na tyle ważna, że powstał merceryzm – religia koncentrująca się na empatii właśnie. Ludzie poprzez skrzynki empatyczne mogli dzielić się z innymi swoimi emocjami, a także współodczuwać ból Mercera, obrywającego kamieniami podczas wędrówki. Rany mu zadane przechodziły na uczestników, którzy w realnym świecie również przez nie cierpieli.
Dodatkowo, ludziom tak bardzo zależy na pokazaniu swojej empatii, że pragną mieć żywe zwierzęta. I zależy im do tego stopnia, że posiadanie tytułowej elektrycznej owcy uważane jest przez głównego bohatera za coś wstydliwego. Niestety, w postapokaliptycznym świecie żywe egzemplarze są bardzo rzadkie, a przez to bardzo drogie.
Czy androidy żyjące pośród nas to rzeczywiście taki problem? Jasne, w powieści android mógł zyskać wolność jedynie w wyniku śmierci swojego właściciela, więc wolno żyjący egzemplarz z góry był podejrzewany o morderstwo. Ale czy w sytuacji, gdyby mogły żyć ot tak, byłoby to złym rozwiązaniem? Żyjemy w cieniu wizji o zapaści demograficznej, więc androidy powinny pomóc zapełnić lukę, tak jak poniekąd oczekujemy tego teraz od imigrantów.
Jednakże, czy bylibyśmy w stanie zaufać komuś, kto nie wykazuje oznak empatii? Androidy z jednej strony chcą być wolne, z drugiej nie są lojalne wobec innych androidów, z którymi dzielą los, i w obliczu porażki godzą się na nią, zamiast do końca walczyć o swoje „życie”. Czy w takim razie pomogłyby umierającemu człowiekowi? Albo poświęciłyby się, żeby uratować kogoś innego?
Dodatkowo stworzyłoby to inny problem: brak pewności, czy mamy do czynienia z żywą osobą. Dickowi udało się sprawić, że każdą nową postać podejrzewałem o bycie androidem. W większości przypadków miałem rację, ale dało mi to do myślenia. Jeśli chodzi o codzienne kontakty, jak zakupy spożywcze czy obsługa w banku, nie miałoby to dla mnie znaczenia, gdyby taki android był „wystarczająco ludzki”. Jednakże nie wiem, czy przez pomyłkę chciałbym się zakochać w androidce.
Jako ludzie nie mamy problemu, by obdarzyć uczuciami androida czy robota. Nie mam na myśli od razu poważnych uczuć jak miłość (chociaż wiele utworów pokazuje, że to możliwe), ale zwyczajną sympatię czy współczucie. Kto nie nazwał ludzkim imieniem swojego robota sprzątającego? W powieści żona Deckarda żałuje androidów, które według niej mąż zabija, a według niego tylko usuwa. Za to sam łowca w pewnym momencie zapałał uczuciami do jednej z androidek, co skończyło się stosunkiem seksualnym – czymś niedopuszczalnym w jego zawodzie, a mimo to jakże częstym wśród innych łowców.
Z pewnością dostosowanie się do nowej rzeczywistości byłoby dla wielu osób bardzo trudne, ale nie uważam, że niemożliwe. Z własnej ciekawości i chęci obserwacji, jak mogłoby to wpłynąć na społeczeństwo, chciałbym doczekać momentu, w którym istniałyby androidy dorównujące nam inteligencją.
Pytanie na koniec: czy empatii da się nauczyć? Trudno powiedzieć, ale na pewno warto próbować. W próbach tych mogłaby pomóc technologia VR, rozwinięta o możliwość pełnej immersji z wygenerowanym światem. Wyobraźcie sobie szkolne lekcje, podczas których uczniowie zanurzają się w różne scenariusze i odczuwają określone emocje. Mogliby poznać, jak się czuje osoba niepełnosprawna, chora na przewlekłą chorobę czy ‒ bliżej dorosłości ‒ poniżana, bita lub nawet gwałcona. Dosłownie wejść w czyjąś skórę.