Zimowy trekking w Karkonoszach z zaliczeniem najwyższego szczytu. Na termometrach uczciwe -12 odczuwalna przy wietrze mogła być jeszcze mniejsza, niestety Śnieżka po dotarciu na jej szczyt opatuliła się chmurami i mgłą.
@Z_buta_za_horyzont was to popierdolilo xD całe życie tu mieszkam jezdze teraz do pracy do Szklarskiej i codziennie się wkurzam na to białe gowno a ten mnie tu będzie takie ładne zdjęcia z wczoraj wrzucac xD
@Z_buta_za_horyzont absolutnie pięknie! Jakoś tak wyszło że nie byłam nigdy w Karkonoszach i to zdecydowanie jeden z górskich celów na najbliższy czas
Jestem zielony w temacie, mam już cały sprzęt skompletowany nawet na wędrówki zimą, raki, czekan, ciuch z merino-gore tex, ultralekki namiot 1 osobowy, śpiwór na 0^C, kuchenka i naczynia turystyczne wszystko, wszystkie pierdoły jakie trzeba mieć zostały mi do kupienia tylko kijki (no i może kask sobie kupię, ale teraz nie jadę w trudny teren).
Camp Sky Carbon Evo - karbonowe kijki to chyba top - producent też uznany (sam mam raki koszykowe CAMP Stalker)
Te makalu z 8a są w porzadku. Mają przedłużony chwyt, co pomaga na stromych podejściach. Mają pochylone do przodu chwyty, nie będą Cię bolały nadgarstki. Mają też prosty sposób blokowania, nie trzeba dokręcać, co czasem w rękawiczkach jest trudne, tylko mają klipsy. I są naprawdę lekkie, jak na aluminium. Moje karbonowe ważą ok. 210 g, a te ok. 250, więc różnica niewielka.
Ma ktoś z was doświadczenie z butami La Sportiva? Jak wygląda rozmiarówka? Normalna, zaniżona, zawyżona? Chcę kupić TX4 GTX i nie mam niestety nigdzie w promieniu 200 km sklepu w którym mógłbym przymierzyć. Normalnie mam nogę na rozmiar 43, długość obrysu stopy 26,8 cm.
Raczej standardowa rozmiarówka. Nie mam jak zmierzyć stopy, ale ogólnie nosząc buty 43, la sportiva też miałem kilka modeli 43. Tylko jeden nie pasował - boulder X - ale z nim było coś dziwnego ogólnie.
Ciąg dalszy eskapady Śnieżkowej. Po rosole w Domu Śląskim zebrałem bambetle,ubrałem się cieplej i przyatakowałem szczyt. Generalnie warunki przejebane - mocny wiatr i śnieg walący po ryju. Jakikolwiek skrawek odkrytej skóry piekł podrażniony drobinkami lodu uderzającym i z dużą prędkością. I oczywiście wiało tak, że utrudniało wchodzenie...za to schodziło się szybciej. Wchodząc krok po kroku przypomniałem sobie słowa piosenki wujka z Ameryki niejakiego Poczta Malona , że trzeba być cierpliwym. No to cierpliwie szedłem i mijałem schodzących ze szczytu a wśród nich osobistość - koleś w krótkich spodenkach. Zagadałem do niego - powiedział, że teraz to jest już ubrany. Czyli domyślam się, że wchodził na Śnieżkę w stroju sportowym - krótkie spodenki i koszulka a dopiero potem założył kurtkę na szczycie. Ale nie było czasu go wypytać. No i jakoś wlazłem - a tu dowód. Poprosiłem jakiegoś ziomeczka i mi zrobił fotkę na dowód. Chwilę się pokręciłem i rozpoczynałem powrót do hotelu. Postanowiłem sobie zbiegać z góry - no i tym oto sposobem wyszedłem z hotelu o 08:00 około a o 11:30 byłem na szczycie. Do hotelu wróciłem ok 13:00 więc widać gołym okiem,że znacznie szybciej wróciłem. Głównie dzięki temu, że serio biegłem dużą część trasy. Wracając troszkę zmodyfikowałem trasę i musiałem przechodzić jeszcze jedną rzekę ale pyk pyk po kamieniach jakoś przeskoczyłem. No i cała historyja polecam ugułem takie wyprawy. Warto wstawić sobie w p⁎⁎dę brzydko mówiąc żeby się sprawdzić i mieć satysfakcję z osiągnięcia celu.
No dobra to pora na następną część opisu mojej wyprawy. Wyruszywszy spod schroniska nad Łomniczką wchodzi się na czerwony szlak. Na początku jest całkiem przyjemny - idziemy,jest dosyć stromawo ale jesteśmy otoczeni drzewami. Potem stopniowo drzew jest coraz mniej tylko krzewy i jakieś inne pierdoły plus kamienie - wchodzimy w tą właściwą część czyli kocioł Łomniczki. Otwarta przestrzeń więc wiatr hula a w połączeniu z opadami śniegu plus świeży śnieg podnosi z podłoża i wali nam tym wszystkim w gębę - nie jest zbyt miło. To znak, że skończył się przyjemny Trekking...
Następnie maszerujemy tym zaśnieżonym i oblodzonym szlakiem dosyć jednostajnie w górę aż dochodzimy do strumienia/rzeczki (na foto). W tym miejscu ubrałem rączki - po miękkim śniegu do tej pory szło się przyjemnie bez nich.Pokonanie przeszkody wodnej to dosyć niebezpieczny element, który może nam bardzo utrudnić dalszą wędrówkę jeśli się zmoczymy a w najgorszym wypadku łatwo tam o wypadek. Po przejściu zaczyna się już w moim odczuciu strome podejście i dla mnie w ciężkich warunkach - śnieg po kolana,brak łańcuchów czy innych zabezpieczeń, dużo skał o które można rozbić czaszkę... przypominam, że wieje mocny wiatr,wali ci śniegiem po ryju,noga wpada ci między kamienie które wcześniej przykrył śnieg. No trzeba być ostrożnym,spokojnym i wyposażonym.Pokonując serpentynę mijamy tablicę pamiątkową (zdjęcie w Kom) i wchodzimy dalej aż po jakimś czasie wchodzimy już na szczyt - tam znajduje się Dom Śląski. Jego widok po ciężkiej przeprawie napawa optymizmem ale na górze już czuć mocniejszy wiatr i jest po prostu zimniej...wstąpiłem do Domu Śląskiego coś zjeść i przygotować się do "ataku na szczyt" co było mądra decyzją...
Od znaku z poprzedniego wpisu do domu Śląskiego z praktycznie jedną przerwą na ubranie raczków,jednym przystanięciem, żeby wyciągnąć baton z plecaka i kilkoma pomniejszymi przystanięciami na odsapnięcie (nie dłużej niż minuta) pomimo wg mnie ciężkich warunków doszedłem w 1h08min. Drogowskaz mówił o 1 h ale na pewno nie w takich warunkach...CDN
To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci - koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem - najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! - spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim - ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
~Prawdziwy człowiek gór, alpinista, profesjonalsta
Stwierdziłem,że nie będę się ograniczał do jednego posta i w częściach opiszę swoją wyprawę. Wystartowałem o godzinie 08:05 - miałem do wejścia na szlak koło 600 m. Wbiłem na Rzułty i rozpocząłem już właściwą wędrówkę. Na dole nic nie zwiastowało Armagedonu który doświadczyłem wyżej.... Do tego momentu To był w miarę spokojny trekking choć dosyć strome podejście już dawało w kość a jestem z tych co jak już się w coś wkręcą to zapierda.... jakby od tego zależało ich życie xD no i przeszedłem sobie tą część przechodząc przez konkretny most zdjęcie w Kom aż trafiłem na schronisko nad Łomniczką - z zewnątrz bardzo ładnie odnowione. Od gości prowadzących budkę z napojami i jakimś żarciem dowiedziałem się,że prace trwają już wewnątrz i jeszcze trochę to potrwa. Podszedłem do drogowskazu - myślę sobie no to dopiero się zaczyna...no i się nie myliłem ale zastanawiałem się na ile realny jest ten czas który tam podają (jak ktoś się orientuje niech da znać w komentarzach czy to jest w okresie letnim czy jak). No i poszedłem ku przygodzie dalej - na szlaku przede mną były tylko 2 pary które swoją drogą potem wyprzedziłem mimo,że musieli zacząć znacznie wcześniej i pierwszy dotarłem do domu Śląskiego ale o tym później
Dzieciaki poszły spać, więc zapraszam na kolejną porcję #piechurwedruje Sorry za jakość zdjęć, ale w tamtym okresie robiłem je kartoflem.
----------
Szczyt: Gorc (Gorce)
Data: 1/2 luty 2022 (wtorek/środa)
Staty: 10km, 5h, 660m przewyższeń
Miała być prosta i przyjemna trasa, a skończyło się śnieżnym armageddonie i jednej z cięższych przepraw, jaką zaliczyliśmy z tatą - ale od początku.
Wyprawę rozpoczęliśmy już po zmroku z miejscowości Zasadne. Ubraliśmy czołówki, rękawiczki, buty, stuptuty i ruszyliśmy w kierunku Wierchu Młynne. Pogoda była fantastyczna - niebo skrzyło się od gwiazd, wiatru praktycznie zero i pomimo tego, że prognoza jasno pokazywała opady, zaczęliśmy się łudzić, że może wszystko przejdzie bokiem. Nie przeszło.
Od Wierchu Młynne niebo się zachmurzyło i zaczął sypać puchaty śnieg. Złożyło się również tak, że byliśmy pierwszymi, którzy od jakiegoś czasu szli tą trasą, także przypadł nam zaszczyt przecierania szlaku. W śniegu, którego w wielu momentach było po kolana, brodziliśmy do samego szczytu. W międzyczasie wzmogły również się opady i siła wiatru. Każda otwarta przestrzeń utwierdzała nas w przekonaniu, że trzeba było wziąć kominiarki.
Ostatnie kilkaset metrów praktycznie czołgaliśmy się pod górę. Powolnie, krok za krokiem, już nieco opadnięci z sił. W końcu w zamieci ujrzeliśmy zarys wieży. Ostrożnie weszliśmy na górę po oblodzonych stopniach. Z góry oczywiście nic nie było widać, ale też co najlepsze słychać - piździło okrutnie i mimo, że wrzeszczeliśmy do siebie z tatą, żaden z nas nic nie rozumiał, także zostało porozumiewanie się na migi. Z przybicia pieczątki nic nie wyszło, bo tusz zamarzł.
Szybko uciekliśmy ze szczytu, ponieważ zimno mocno dawało się we znaki, a każdy moment bez ruchu sprawiał, że organizm wytracał ciepło. Palców u rąk praktycznie nie czułem. Skierowaliśmy się w stronę polany pod Gorcem Kamienickim i tam cudem odnaleźliśmy szlak (błogosławiony GPS). Śniegu było po pas, wiatr dął nieubłaganie smagając nas bezlitośnie po twarzach poderwanymi z ziemi drobinkami lodu.
Okazało się, że schodzić nie było o wiele łatwiej niż wchodzić. Zmęczenie dawało się we znaki i w jednym miejscu (Palace) zboczyliśmy ze szlaku, o czym łaskawie poinformował nas wyskakujący z zamieci i ciemności owczarek podhalański. Całe szczęście był na łańcuchu, ale przysięgam, że niewiele brakowało, żebym wytyczył nowy odcinek brązowego szlaku.
W tym momencie zdecydowaliśmy wrócić na skróty na trasę, co było pewnie jednym z głupszych pomysłów i przejście dosłownie 150m kosztowało nas jakieś 20 minut. Z zimna rozładował mi się także telefon, więc byliśmy zmuszeni iść trochę na czuja.
Na szczęście sytuacja zaczęła się w końcu uspokajać i reszta drogi minęła względnie w porządku. Udało nam się dostać do auta, które na szczęście odpaliło. Ostatecznie trasę, która w normalnych warunkach zajęłaby może 3 godziny, przeszliśmy w 5.
To wyjście nauczyła nas wiele i często wracamy do niego pamięcią, zwłaszcza, gdy podczas jakiejś wyprawy wydaje nam się, że gorzej być nie może. Wówczas w naszej głowie pojawia się jedno słowo - "Gorc" - i przestajemy narzekać.
@Z_buta_za_horyzont Super może kiedyś też bym chciał spróbować, ale.. raczej tą krótszą opcję to prawda, że miejsca w długiej trasie są rezerwowane w kilka minut a w krótkiej w kilka godzin?
Ludzie robią ciekawe rzeczy i mają zajefajne zainteresowania. Mnie swędzą stopy i lubię sobie pochodzić trochę ponad przeciętną. Sudecka Żyleta górski maraton pieszy.
Siema jestem na etapie planowania wycieczki do Oslo, bo bilety lotnicze z Gdańska są dość tanie i zastanawiam się co można zwiedzić w okolicy i gdzie wyskoczyć na trekking? Zależy mi, żeby zobaczyć coś typowo norweskiego (oprócz cen xd) i poznać ich kulturę najbardziej jak się da.
Utrudnienie jest niestety takie, że nie mam auta i nie planuje go wynajmować a z tego co słyszałem to Norwegię ciężko ogarnąć bez auta.
Tak, więc gdybym pojechał to byłbym zależny od busów i pociągów.
Poleciałbym za tydzień i byłbym przez tak około 5 dni.
Myślicie, że jest sens czy bez auta i wyjazdu w góry sobie odpuścić?
Jeśli zależy ci na chodzeniu po górach, to lepiej lecieć do Alesund, niż do Oslo. Ale bez auta będzie raczej ciężko się obejść wtedy 😉 w Oslo jest fajne muzeum historii naturalnej, muzeum Muncha, warto zobaczyć park Vigelanda. Ja tyle widziałem w jeden dzień, poruszając się piechotą, plus jeden przejazd taksówką, więc się da 😉 ale do najbliższych gór masz kawałek i na pewno nie będą nawet w 1/50 tak spektakularne jak fiordy w okolicy Alesund.
@JakTamCoTam Zacznijmy od tego że Oslo to nie Norwegia ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jak chcesz coś zobaczyć a nie chcesz auta to w Oslo wsiądź w pociąg do Bergen wczesnym rankiem, wysiądź w 3/4 drogi w Myrdal, przejedź się Flåmsbane do wspomnianego Flåm, zjesz sobie pyszną dziczyznę i napijesz lokalnego piwka w pubie Ægir, potem z powrotem do Myrdal i dalej do Bergen. Widoki po drodze niezapomniane.
Samo Bergen to ze 2dni zwiedzania. Trekking/hike? W zasadzie wszędzie, wyjeżdżasz do granicy miasta, idziesz w las i jakbyś chodził po Tatrach. Najlepsze trasy dojazd niestety autem tylko, w niektóre miejsca dojeżdża komunikacja, ale to raczej te mocno przesycone turystami, np preikestolen czy trolltunga.
@JakTamCoTam okolice Oslo sa slabe do trekkingow. Jak tak to wybierz cos bardziej na polnoc. Bez auta raczej nic nie zwiedzisz… komunikacja jest dosyc droga, jedzenie tez jest mega drogie. Ja z moimi szwedzkimi zarobkami do Norwegii jezdzilam z konserwami xD bo male opakowanie szynki tam to 30 zl. policz sobie dobrze te wydatki, bo te tanie loty to sa bardzo „sprytne”
Elo hikingowe świry! Szukam nowych butów (wysokich) i zastanawiam się nad wybraniem czegoś z jednej z tych trzech firm. Merrell, The North Face, Salomon. Szukam opini na temat jakości wykonania oraz jak się sprawują podczas wędrówek i ewetalnych problemach.
@michalnaszlaku kolega od lat chodzi w Salomonach i narzekał że ostatnio bardzo się popsuły. Ostatnie buty które od nich kupił same się rozkleiły co w butach za 1k zł nigdy nie powinno się zdarzyć. Ale nie wiem jaki model
Owszem, ale nie obok dużego miasta, bo się spodziewałem właśnie tłoku. Wiec wybrałem teren blisko miasta ok 20k. Mimo tego ze był to obszar objęty programem zanocuj w lesie to nie spotkałem nikogo przez 2 dni. Sam chętnie dowiem się jak to wygląda bliżej dużych miast
W ramach wychodzenia z przegrywu chłop dokonał kolejnego zakupu, i prezentuje kolejny wpis:
Z wycieczki w Pireneje podczas długiego weekendu nici firmę trzeba pilnować.
Będzie zamiast tego wyjazd do Zakopanego i zdobycie jakiegoś szczytu (Rysy i Świnica???) plus przejście jakiegoś fajnego szlaku. A potem może na 2-3 dni w Bieszczady pochodzić po jakichś mniej obleganych szlakach, może na Słowację przejdzie przez góry do Runin??? Podobno bardzo ładna wieś po Słowackiej stronie.
Relacja z wjazdu będzie tu wrzucona, oczywiście ze zdjęciem ze szczytu.
Zamiast małego 20-24 litrowego plecaka trekingowo-wspinaczkowego który planował kupić, postanowił kupić coś bardziej uniwersalnego w jego obecnej sytuacji. Zwykły klasyczny tornister fjallrajven kanken. Wersja z kieszenią na laptopa 15 cali czyli 18 litrowy. Na mniejszy plecak wspinaczkowy przyjdzie jeszcze czas.
Będzie to o wiele bardziej uniwersalny plecak. Nada się nie tylko w góry na jednodniowe wycieczki kiedy 40l plecak trekingowy będzie leżał w badzie wypadowej. Sprawdzi się także jako bagaż podręczny w samolocie, do zwiedzania miejskich atrakcji/zabytków, na plażę, po zakupy spożywcze aby je przynieść na pole kempingowe, na co dzień w warszawie też go będzie używał. Ogólnie taki klasyczny bo taki pasuje do stylu Jego.
Oprócz tego kupił sobie skarpetki trekingowe i rękawiczki trekingowe ale jeszcze nie doszły paczki. Rękawiczki bo planuje kijki kupić a zawsze mu ręce marzły. Ale to chyba zdjęć skarpetek i rękawiczek nie będzie wrzucał bez przesady.
@SiostraNieZdradziDziewczynaTak w Tatrach cały czas leży śnieg na szlakach, szczególnie w wyższych partiach. Lepiej pójść w coś niższego i mniej obleganego i pocieszyć się słońcem
@nxo ależ cudownie! Czytałam kiedyś o górskich szlakach na Korsyce, bodajże w National Geographic, i zdecydowanie znajduje się na mojej liście do zobaczenia! Dużo turystów na szlakach?
@ciszej fajne miejsce, nie powiem:) korsyka ogólnie jest najbardziej górzysta wyspa morza śródziemnego, no i ma fajny szlak gr20. Ten rok jest zimny, wiec ludzi malo, zwlaszcza teraz przed "sezonem" no i w porach gdy ja chodzę, pierwszych przeważnie spotykam jak wracam ¯\_(ツ)_/¯
Lap kilka fotek z dzisiaj:) ps.na zdjeciach to nie ja, tylko kumpel, ja robilem fotki:)
Sprzedawca okazał się uczciwy i po podeszwach widać że buty nowiutkie. Teraz jeszcze musi mały plecak kupić 18-24 litry przed długim weekendem.
porównując Meindl Engadin które już posiada:
trochę bardziej elastyczna podeszwa
większa mobilność w stawie skokowym szczególnie przód tył (cholewka jest wycięta z tyłu) na boki trzyma podobnie
smuklejsza cholewka więc lepsze na jakieś skały bardziej techniczne podejścia
mniej agresywny bieżnik gorszy na błoto i śnieg lepszy na skały
posiadają Gore-Tex
rozmiar 42,4 Meindl vs Zamberlan 43 = Zamberlany wyrażnie lżejsze nie ma wagi pod reką ale na oko 100g na sztuce. 100g na nogach to podobno tak jak 1kg w plecaku. Czyli jak by nosić 2kg lżejszy plecak.
Meindl Engadin to bardziej but do bushcraftu i ciężkiego wielodniowego trekingu z dużym plecakiem. Na wielodniowe wyprawy do jakiejś tundy dla myśliwych polujących w górach, na treking w Bieszczady późną jesienią gdy wszędzie błoto. Chłop drugi raz by ich nie kupił bo nie mają Gore-Texu ale to świetne dobrej jakości buty i kiedyś były tanie 880zł dał tylko, teraz 1300zł kosztują.
ling do poprzedniego wpisu o wychodzeniu z przegrywu: