Mnie to w sumie nie bawi nic a nic, bo sam byłem ofiarą takiego żywienia. Mama jest otyła od kiedy pamiętam, ojciec też był otyły i 140kg wagi mocno przyczyniło się do wczesnej śmierci. Mama oczywiście od zawsze "nic nie je", ale codziennie znika u niej pół chleba, kapusta musi być zasmażona na smalcu, schabowy w grubej panierce i smażony na smalcu, ziemniaki muszą być polane masłem, u nas nawet do zupy pomidorowej, w której już był makaron dodatkowo dopychało się chleb. Sałatka jarzynowa? Z chlebem. Karp na święta. No oczywiście, że z chlebem.
Po przeprowadzce dopiero zacząłem odkrywać, ze warzywa mają jakiś smak, a nie smak tłuszczu, a z chleba to jem jedną kromkę pełnoziarnistego na dzień. Po wyprowadzce od rodziców okazało się, że u nas w rodzinie otyłość to nie kwestia genetyki, a my z bratem mamy BMI idealnie w normie.
Teraz jako młody rodzic trochę boję się zostawiać bombla z babciami. Moja mama pyta, czy zagęszczamy mleko krupczatką, bo takie jest smaczniejsze, albo czy dosypujemy do mieszanki mleka w proszku (w sensie takiego typu łaciate), bo te bebilony to takie mało słodkie i ona nam takie dawała...
Ostatnio byliśmy u teściów i wspomnieliśmy, że zaczynamy rozszerzać dietę, dajemy po troszku marchewki, czy innego brokuła, no to od razu wyskoczyli "o no to dajcie zaraz chlebka obierzemy, żeby bez skórki sobie zjadła".
Edukacja żywieniowa w tym kraju nie istnieje. Nauka o żywieniu to powinna być podstawa w szkołach. Tym bardziej szkoda, że konfedepisowcy zrobili taką nagonkę na edukację zdrowotną