@xniorvox zabrakło w moim komentarzu słowa "alternatyw", ale wyłapałeś o co chodzi.
Popatrz z perspektywy ówcześnie dostępnych pojazdów w "naszym" kraju skomunizowanym. Nysa - wielka, silnik archaiczny. Syrena - rozmiarowo spoko, ale zacofana technologicznie. Warszawa - wielka i niedostępna, także zacofana. 125p - odpowiedni, ale nie dla Kowalskiego-Kowalskie
go (ten kto zakombinował, zasłużył, wygrał, ten miał).
126p to tak naprawdę inna buda Fiata 500, rozwiązania wtedy 20-letniego, podobnie do 125p. Tylko czy ludzie byli wtedy gotowi na świeżą technologię prosto z deski kreślarskiej? Naprawiali czym się dało, często nie wiedząc jak naprawiać (stąd książki "Sam naprawiam" itd.). Poza tym kontrola jakości leżała. Niewydolna i nieudolna gospodarka centralnie planowana robiła z wielkim marginesem błędu i zatrudniała ludzi z przymusu. To nie było tak, że 126p psuł się, bo był wadliwie zaprojektowany. Psuł się, bo przyłożyło się do tego wiele rąk i głów.
Sam jeździłem przez 8 lat jako jedyny samochód. Nie było sytuacji żeby coś się rozleciało i musiałbym stanąć poza dwiema, gdzie ze świadomością tego zaniedbałem serwis (raz miałem śrubkę przepustnicy w cylindrze, raz nie dokręciłem głowicy). Teraz jeżdżę nim na wakacje po 800 km w jedną stronę i... robię normalny serwis kiedy coś po prostu wzywa. Jak w zwykłym samochodzie.