Cieszę się bo ostatnio wróciła mi zajawka na rower, ogólnie miałem dziś przemyślenie że karbonowa szosa nie dawała mi tyle frajdy co ten trekking kupiony za 250zl ( miało nie być szkoda jak mi ukradną spod dworca), bo nie boję się wjechać w pole ani skakać po krawężnikach, mijałem po drodze sklep firmowy browaru amber (chyba świeżo otwarty) a że było grubo po południu (12:05) to pomyślałem że wypije sobie jakieś małe piwo bez alko a że nie było no to trudno, wziąłem smakowe bardzo podobała mi się dzisiejsza wycieczka, jutro chyba zdobie to co planuje od dawna, wsiądę rano w pociąg i wysiądę gdzieś pojeździć rowerem. Pozdrawiam , miłego dnia #rowerowehejto #polskapowiatowa
Dobra ta Marakuja? Ja mam ostatnio schizę na Manufakturę Piwną Miodowe z Pomarańczą. Ło matko jak to wchodzi, jak jest ciepło. Jak jest tak jak dziś to też.
Do sięgnięcia po 1 tom serii zachęciła mnie zapowiedź premiery 3 tomu, która ma mieć miejsce za około 2 tygodnie.
Przyznam, że po "Rzekach Londynu" spodziewałem się trochę więcej. Sam pomysł na połączenie kryminału z urban fantasy jest naprawdę świetny. Główny bohater, młody policjant Peter Grant, podczas zabezpieczania miejsca zbrodni przesłuchuje... ducha. To wydarzenie sprawia, że trafia pod skrzydła inspektora Thomasa Nightingale'a – ostatniego angielskiego czarodzieja-policjanta zajmującego się sprawami, których zwykłe wydziały Scotland Yardu nie potrafią wyjaśnić. Od tego momentu Peter uczy się magii, poznaje ukryty świat Londynu zamieszkiwany przez duchy, bóstwa rzek i inne nadprzyrodzone istoty, jednocześnie próbując rozwiązać sprawę serii brutalnych morderstw powiązanych z tajemniczym Panem Punchem. Sam zarys fabuły brzmi naprawdę intrygująco i właśnie dlatego miałem wobec tej książki spore oczekiwania.
Największym problemem okazało się jednak wykonanie. Przez dużą część książki miałem wrażenie, że autor bardziej skupia się na przedstawianiu zasad funkcjonowania magicznego Londynu (a i to wychodzi mu słabo) niż na prowadzeniu samej historii. Kolejne elementy świata są ciekawe - personifikacje londyńskich rzek, magia oparta na nauce czy policyjne podejście do zjawisk nadprzyrodzonych naprawdę mają potencjał, ale sama intryga kryminalna często schodzi na dalszy plan. Tempo jest nierówne, pojawia się sporo dygresji i momentami trudno poczuć, że fabuła rzeczywiście zmierza do jakiegoś konkretnego celu. Dopiero pod koniec książka wyraźnie przyspiesza, ale dla mnie było to trochę za późno.
Jeśli chodzi o bohaterów, również pozostał pewien niedosyt. Peter Grant jest sympatycznym protagonistą i jego droga od zwykłego posterunkowego do ucznia Nightingale'a zapowiada się interesująco, jednak w pierwszym tomie nie zdążyłem się z nim mocniej zżyć. Thomas Nightingale to chyba najciekawsza postać całej książki - tajemniczy, opanowany i sprawiający wrażenie człowieka, który wie znacznie więcej, niż mówi. Szkoda tylko, że autor nie poświęca mu więcej uwagi. Podobnie jest z postaciami trzecioplanowymi. Każda z nich ma potencjał, ale na razie bardziej zapowiada przyszłe wydarzenia, niż rzeczywiście odgrywa dużą rolę w tej historii.
Mimo wszystko nie żałuję czasu spędzonego z tą książką. Świat ma spory potencjał i widać, że autor stworzył fundament pod dłuższą serię. Jestem jednak trochę zawiedziony tym pierwszym tomem. Liczę, że kolejne części rozwiną się nie tylko pod względem bohaterów, ale również samej historii. Bo na razie "Rzeki Londynu" bardziej sprawiają wrażenie długiego wprowadzenia do uniwersum niż samodzielnej, w pełni satysfakcjonującej opowieści. A potencjał jest tu zdecydowanie większy niż to, co udało się pokazać w pierwszym tomie.
Uznałem że chce dodać jakąś ręcznie robioną część do mojej klawiatury. Najprostsze wydawały się podpórki pod nadgarstki. Wziąłem więc kawałek spałka, wyciosałem klinami coś na kształt deski, potem obróbka, żywicowanie pęknięć, olejowanie powierzchni, dłutowanie mocowania... i oto jest.
Skoro klawiatura nazywa się ZSA Moonlander, to w mojej wersji będzie to... Woodlander
Olejowosk okazał się mega przyjemny w dotyku po wychnięciu.
Chłop przebiera się za babę i zaczyna robić karierę w telewizji.
Świetna rola Dustina Hoffmana, ale sam film nieco gorszy od opowiadającej podobną historię Pani Doubtfire, może dlatego, że wątek ojca walczącego o kontakt z dziećmi był ciekawszy, niż wątek miłosny Michaela i niewiedzącej na czym jej d⁎⁎a jeździ Julie. Odnoszę wrażenie, że finał był poprowadzony nieco po łebkach - ciężko mi uwierzyć, że w 80s media nie komentowałyby sytuacji, w której popularna żeńska bohaterka serialowa okazuje się facetem.
Wiem, nie ma na to super rady, w szczególności ze RCB dociera teraz także do babc lat 80, ktore maja komórki, a potem pocztą pantoflową dzieki czemu redukuje sie ilość zgodnoów.
Ale gdybym byl sobie taką Rosją, to bym wlasnie w ten dzien zaatakował sobie jakis kraj, bo wszyscy wtedy beda mowic " to tylko cwiczenia".
Słuchałem sobie jakiejś losowej playlisty z muzyką z gier, kiedy nagle naszła mnie ochota, żeby pograć znowu w Hollow Knighta.
Będzie grany jak skończę z Hadesem.
@Mycha Ja teraz kupiłem na letniej wyprzedaży i gram praktycznie codziennie od tygodnia. Bałem się że może być za trudny dla mnie (bo jednak każual jestem mocno), ale mega się wciągnąłem.
@NiebieskiSzpadelNihilizmu Połowa aut jakie płyną z USA, przypływa w podobnym lub gorszym stanie niż ten mustang. Ostatnio 4 auta sprowadzone z USA oglądałem, dwa były po urwaniu koła, a właściciel zarzekał się "zrobiona geometria, na 100% prosto wszystko jest, igła". xD
Czasem faktycznie jest po delikatnej szkodzie, i dobrze naprawionej, ale masa jest po stłuczkach, po jakich bym już nie wsiadł do auta.
Nareszcie koniec! Nie wiem ile meczów oglądałam - w każdym razie wszystkie które leciały wieczorami (godziny 19, 21, 22 czy 23). Nocne odpuszczałam, ewentualnie skróty na YT ogarniałam.
Kilka fajnych meczów, ale największy fun był w fazie grupowej - wszystko wydawało się świeże, zachwycały zespoły mniej uznane, zachwycały zespoły uznane. Potem to tempo trochę mnie zmęczyło, a kolejne mecze zaczęły rozczarowywać - drużyny, które mnie wzięły za serce w fazach finałowych zaczynały rozczarowywać.
Sam finał? Cieszę się, że Hiszpania wygrała. Zagrali mało paździerzy, udowodnili, że są "teamem", mimo że było czuć chuć ambitną młodego Dżamala.
Sama oprawa? Nie przeszkadzały mi tak bardzo przerwy na piciu-piciu - przynajmniej piłkarze mogli się legalnie nawodnić, by dalej biegać po boisku.
Kontrowersje? Zawsze są - deal with that, co nie przeszkadza co 4 lata i tak narzekać - to tradycja!
Cieszę się, że mundial jest co cztery lata - to odpowiedni czas by zatęsknić i znów mieć hajp, ale mam nadzieję, że nie będą już rozszerzać formatu - naprawdę, za dużo jednak tych meczów ogólnie.
Po prostu mam ogromny przesyt i zamiast cieszyć się, że zaraz #ekstraklasa to cieszę się, że ominie mnie początek sezonu i odpocznę trochę od fubtolu.
Podepnę się. Zdecydowanie nie jestem fanem piłki nożnej, wiec nie śledzę dokładnie zmian w zasadach. Wydawało mi się, że football stał się dużo bardziej brutalny, a w finale była jakaś kulminacja. Wg. mnie to było niesmaczne, gdy jeden gracz technicznie przechodzi przez kilku graczy tylko po to, żeby później zostać zwyczajnie popchniętym, pociągniętym itp. tak, że traci równowagę. Czasem był faul, często nie było. Mam wrażenie, że
kiedyś to była kalkulacja: czy lepiej zaryzykować stratę gola czy dostać kartkę,
teraz: po co się męczyć, jeśli można j⁎⁎⁎ąć z łokcia
Pomińmy komentarze w stylu "sędzia kalosz". Czy nastąpiła znaczącą zmiana w przepisach? Inne zalecenia?
@zakar szef sędziów miał im polecić, by obniżyli kary o 1 szczebel na czas Mundialu. Czyli w takim sporym uproszczeniu to, co dawniej było na żółtą kartkę, tu było tylko upomnieniem. Tak przynajmniej mówił ekspert który miał kontakt z naszym sędzią na mundialu, czyli Marciniakiem. Pierluigi Collina (ten szef) był znany z ostrego sędziowania i chciał podostrzyć, żeby piłkarze nie kładli się od podmuchów powietrza. Wyszło karykaturalnie, bo rzeźnicy mogli miejscami kosić dryblerów, jak chcieli.
Jedno co wiem to to, ze pilka powinna zmierzac do goscia biegajacego z gwizdkiem i gremium podejmujacego decyzje bo sedziowie sa dramatycznie slabi. Var jeszcze troche ratowal sytuacje ale ogolnie sedziowanie poszlo mocno w dol.
@209po sauce??- jak widać korzystam z translatora że względu na poziom (w sumie brak poziomu) umiejętności językowych.
Zakładam, że nie chodzi o sos, więc:
Co oznacza "sauce" w slangu?
Pisze się tak, gdy chcemy się dowiedzieć tytuł anime (czyli japońskiej animacji). Wykorzystywana na forach i portalach pod np. Obrazkami, kadrami czy urywkami z konkretnych anime.
To jest zwykły tutorial podstawowego kroku i pracy bioder w cza-cza.
Pisze się tak, gdy chcemy się dowiedzieć tytuł anime (czyli japońskiej animacji). Wykorzystywana na forach i portalach pod np. Obrazkami, kadrami czy urywkami z konkretnych anime.
@Akman Trochę bot poszalał z interpretacją. "Sauce" brzmi bardzo podobnie, a w niektórych akcentach/przy niechlujnej wymowie nieodróżnialnie do "source".
Taki format pytania o źródło pochodzi prawdopodobnie od adnotacji "[source?]" w wikipedii, którą się dodaje, gdy pojawiają się w niej jakieś informacje pozbawione źródła, oczekując od autora wpisu uzupełnienia wiki o link do materiału źródłowego.