#gamesmeter

42
242

86 + 1 = 87


Tytuł: Resident Evil Village

Developer: Capcom

Wydawca: Capcom

Rok wydania: 2021

Gatunek: Survival Horror

Użyta platforma: PC

Ocena: 7/10


Jako że niedawno gruchęła zapowiedź kolejnej części RE, stwierdziłem że trzeba by ogarnąć ósemkę którą kupiłem jakiś czas temu na promocji. Siódemka mi bardzo siadła a przejście na widok FPP był dla mnie strzałem w 10, niestety w Village jak dla mnie coś nie pykło. Założenia serii nie zmieniły się od ery geforca łupanego i nadal metroidvaniujemy sobie po nie za wielkich labiryntowych lokacjach starając się żeby nic nas nie zjadło, szukając kluczy i rozwiązując proste łamigłówki popychające zazwyczaj dość prostą fabułę do przodu.

Niestety mimo że nadal grało mi się fajnie i generalnie widać napracowanko, to ta część wykłada się jak dla mnie na kilku rzeczach.

Po pierwsze spora rezygnacja z zarządzania ekwipunkiem - nie uświadczymy tutaj ikonicznych skrzynek do których odkładało się zbędne w danym momencie graty. Przedmioty kluczowe mają oddzielny tab w ekwipunku, tak samo jak różnego rodzaju skarby więc jedyne co musimy upchać w inventory to broń, naboje i miksturki leczące - przez całą grę musiałem może z dwa razy poprzekładać graty żeby zrobić miejsce.


Po drugie łamigłówki mimo że nigdy nie były jakoś wymagające to tutaj są wręcz prostackie - jak masz jakieś zamknięte drzwi to klucz prawdopodobnie znajduje się w pomieszczeniu obok, wszystkie puzzle rozwiązuje się praktycznie z buta (przykład - szafka zamknięta na kod, a obok kartka wyjrzyj przez okno. Wyglądasz za okno a tam kod do szafki nabazgrany gdzieś na ścianie xD) a gra prowadzi za rączkę aż do przesady.


Po trzecie gra trochę średnio straszy xD O ile w poprzedniej części zwiedzanie rezydencji Bakersów i bagien w Luizjanie robiło wrażenie, tak ośnieżona wioska w pełnym świetle dnia no jednak nie wywołuje gęsiej skórki - są od tego wyjątki i niektóre lokacje dają radę (jak np domek dla lalek), ale no nie bałem się za bardzo a jestem jednak dość strachliwy


I w końcu po ostatnie, statyczność lokacji zaczęła mi trochę przeszkadzać. Mimo że w sumie zawsze w tej serii tak było to jednak trochę denerwuje że nie da się nawet zrzucić głupiego kubka ze stołu Tym bardziej że lokacje to jak dla mnie najjaśniejszy punkt tej gry - są wykonane mega szczegółowo z przywiązaniem uwagi do detali i zwiedzanie ich sprawia przyjemność, nieraz przystawałem sobie w jakiejś co ciekawszej miejscówce żeby sobie pooglądać widoczki. Zgrabnie wyszli też bossowie a fabuła mimo że przewidywalna no to stanowi jakąś motywację żeby człapać dalej przy czym mimo że jest to bezpośrednia kontynuacja poprzedniej części, to nawiązań do niej jest zaskakująco mało.


Mimo wszystkich tych narzekań bawiłem się całkiem spoko i jest to bardzo dobra gra (na raz :P) ale jako fan serii trochę mi się nie podoba kierunek w którym to zmierza, oby dziewiątka powróciła trochę rozwiązaniami do czasów dwójki czy czwórki bo inaczej słabo to widzę.


#gamesmeter #gry

d8148f7d-ca1e-4569-9df4-94793b314565

@hellgihad ja się super bawiłem, jeszcze przechodziłem kilka razy z odblokowaną amunicją bez ograniczeń i na najwyższym poziomie trudności(niestety początkowe starcie w wiosce nie pozwala przejść gry na najwyższym poziomie bez ukończenia gry na niższym poziomie - wrogowie to gąbki na pociski, a tych na początku jest garstka). Dawno nie grałem w grę gdzie miałem motywację, żeby ją przejść jeszcze raz. Fabuła to niezły absurd, ale w sumie to chyba nic nowego w tej serii

Wydaje mi się, że część niepasujących ci mechanik została stworzona do wygodniejszej obsługi w vr. Przeszedłem to w vr i to była jedna z największych przygód w moim życiu za⁎⁎⁎⁎ste. Choć szkoda, że są tak ograniczone interakcje z otoczeniem, faktycznie fajnie by było móc z tym się bardziej bawić, ale lokacje dopieszczone tak, że wiele czasu po prostu podziwiałem miejsca, w których sie znalazłem

Zaloguj się aby komentować

84 + Wolenstwin + 1= 86


Tytuł: Undertale

Developer: Toby Fox

Wydawca: Toby Fox

Rok wydania: 2015

Gatunek: RPG

Użyta platforma: R36S (port)

Ocena: 7/10


No dosyć fajna giera, ludzie chwalili to spróbowałem i nie zawiodłem się za bardzo Człowiek który wpadł do świata potworów i próbuje się wydostać jest w moim zrozumieniu tylko przykrywką do rozważań nad walką i jej unikaniem. Grę można przejść na kilka sposobów, od totalnego mordercy do zupełnego pacyfisty, ale wydaje mi się, że nie zabijanie wrogów jest zrobione tam jako trudniejsze, więc grając luźno, bez ciśnięcia na konkretne zakończenie, to przynajmniej kilkoro się zabije. Oszczędzone postacie odwdzięczają się rozmowami i dodatkowymi interakcjami (troche kusi, ale raczej nie będę przechodził jeszcze raz jako pacyfista), a postacie które się zabiło są często wspominane ciepło w rozmowach i to prowadzi do... no, mnie pare razy ukuło w sercu ;(


W grze jest sporo dialogów, i lepiej je czytać, bo na grafikę nie ma co patrzeć. Dialogi budują wiedzę o świecie i często są okraszone dawką humoru.


Parę rzeczy było średnich, korytażowy świat prowadził za rączkę i nie dał się zgubić, ale trochę klaustrofobię to budziło, to już Mario miał więcej wolności za bardzo też nie wiem czemu miało służyć że jedna z głównych postaci była robotem, trochę spójność tego świata to burzyło (świat potworów był odbiciem ludzkiego, ale w niektórych aspektach było zbyt fantastyczne). Końcowy boss....to już zupełnie nie wiem, tzn może jakbym przeszedł grę jeszcze kilka razy i uzupełnił wiadomości to byłoby lepiej. Jakiekolwiek wyszukiwanie informacji w necie też szybko dostarcza ciekawych informacji o lore, no ale przy jednorazowym przejściu jest co najwyżej poprawnie jak chodzi o fabułę.


#gamesmeter #gry

d89df14f-af6e-4749-9d7c-6fa4bca02283
e09cf281-6991-43c0-924a-c721d3fa083b

@Fly_agaric Linux też jest PC :p widzę że ta gra została wydana też w taki sposób, by Linux natywnie to uruchomił. Poza tym jest wydana na konsole, których R36S oficjalnie nie obsługuje, poza tym jest wydane jeszcze na Windowsa, lub MACa (który też jest unixem więc nie powinno być większych problemów by to uruchomić). No to jest to port czego w takim razie?

Zaloguj się aby komentować

83 + 1 =84


Tytuł: Return to Castle Wolfenstein

Developer: Gray Matter Interactive

Wydawca: Activision

Rok wydania: 2001

Gatunek: strzelanka pierwszoosobowa

Użyta platforma: PC

Ocena: 8/10


W końcu po 24 latach od premiery zaliczona.


Co na plus:

zachowanie wrogów(byli i tacy typowe muszki owocówki zero myślenia) typu odrzucanie granatów, ucieczka itp - gdzie w innych współczesnych grach często swoją w tym samym miejscu - jeśli się uciekło za ścianę itp

Misje w katakumbach - dawno się tak nie bałem - obowiązkowo grać na kinie domowym - bez dźwięku przestrzennego dużo się traci.


Minusy

Czasem wrogowie reagowali na śmierć towarzysz który stał obok z dużym opóźnieniem

Wysypywanie się gry na współczesnej konfiguracji

Finał był słaby - liczyłem na coś trudniejszego i na inną postać - poprzedni bossowi bardziej zaszli za skórę


Polecam skorzystać z modyfikacji RealRTCW - dzięki temu mamy dużo ulepszeń graficznych itp.

Dostępne jest również spolszczenie

#gamesmeter

#rtcw

b6b4cffd-4bc9-4467-8a77-e2e6bc655801

Coś mi interfejs w tym screenshocie się nie zgadza. Tam z lewej był taki pionowy zielony pasek z życiem a nie jakiś żółty.


Ale gra zacna, bardzo dobrze się strzelało do szwabów.

Zaloguj się aby komentować

83 + 1 =84


Tytuł: The Legend of Zelda: Spirit Tracks

Developer: Nintendo EAD

Wydawca: Nintendo

Rok wydania: 2009

Gatunek: przygodowa

Użyta platforma: New 2ds xl

Czas gry: 28h

Ocena: 8/10


Podejście drugie- za pierwszym razem dotarłem do morskiej krainy.

Na kilkudziesięciu minutach przed końcem poddałem się. Zbyt przekombinowane lochy pod koniec i zamiast dawać radochę to frustrowało (poległem na przejęciu kontroli nad fantomem co może się teleportować ) - latanie pomięty poziomami wieży itp bez poradnika stracony byłem. Do tego momentu całkiem przyjemnie się grało - rozgrywka wyważona choć bossowie za pierwszym lub drugim razem ulegali Linkowi.

Dmuchanie w mikrofon w celu odegrania melodii na początku wyglądało ciekawie ale zaczynało denerwować - wymuszało odpowiednie ułożenie rąk tak by przypadkiem nie zasłonić mikrofonu.

Graficznie jak na możliwości DS rewelacja.

Sterowanie praktycznie tylko dotykowe - co stanowi miłe urozmaicenie.


Bardzo dobra choć przekombinowana momentami.

#gamesmeter #nintendo #zelda

Teraz pora na Phantom Hourglass

ad8048ad-8e99-42ca-b028-b503e85f12dc

@SuperSzturmowiec

Na kilkudziesięciu minutach przed końcem poddałem się. Zbyt przekombinowane lochy pod koniec i zamiast dawać radochę to frustrowało (poległem na przejęciu kontroli nad fantomem co może się teleportować )


Ty nienauczony dungeonowania jesteś (づ•﹏•)づ Potem trzeba było robić mega kombosy z wszystkim 4 typami fantomów na raz żeby jakieś niemożliwe zagadki środowiskowe przechodzić (a może ja jestem skrzywiony, Water Temple z OoT mi się bardzo podobała).


Teraz pora na Phantom Hourglass

Moim zdaniem gorszy, a główna Temple of Ocean King jeszcze bardziej wkurzająca niż Tower of Spirits ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Poza tym PH jest chronologicznie wcześniejszy niż ST, np Linebeck w ST jest wnukiem Linebecka z PH (którego grób obrabowałeś w ST).

@Poji pH nawet mi się podoba ale jestem na początku

Może jeszcze minish Capa zaliczę choć raczej może kiedyś tam bo cudów w gamepleju nie będzie . Czekam na spolszczenie tych nowszych z switcha to ponownie sobie zagram

Zaloguj się aby komentować

80 + dwie Zeldy + 1 = 83


Tytuł: Eastward

Developer: Pixpil

Wydawca: Chucklefish

Rok wydania: 2021

Gatunek: przygodowa

Użyta platforma: PC (stream na telefon)

Czas gry: 45h*

Ocena: 5/10


*wg licznika w grze, ale czasami zostawiałem na jakiś czas włączoną


Jeżeli wrzucimy dużo bardzo dobrych składników do potrawy, to efekt końcowy niekoniecznie będzie rewelacyjny, jakby wynikało z prostego zsumowania jakości składników. I tak jest moim zdaniem z Easrwards, tj. z jego najsłabszym elementem, który ciągnie ocenę mocno w dół, czyli fabułą.


Jest tu dużo ciekawych elementów które mogłyby być samodzielną podstawą do zbudowania historii: motyw cyklicznego rozstawania się z ludźmi, różnej (nie)zaradności życiowej u poznawanych NPCów, motyw odczuwania emocji przez maszyny, fabryk ludzi, organizacji społeczeństw, pętli czasowych, różnych uzależnień, budowania nowego świata na ruinach upadłej cywilizacji, cyklicznego resetu. Wszystko jednak jest wymieszane trochę przypadkowo, do końca nie wiadomo co się dzieje w tym świecie. Niby są jacyś przeciwnicy, ale za bardzo nie wiadomo jakie mają motywy. Początek jeszcze miał klimat tajemniczości, intrygował. Ale z każdym kolejnym rozdziałem scenariusz coraz bardziej odlatywał. Jak tylko udawało się wykreować jakieś zasady świata przedstawionego, to następowało zniszczenie spójności uniwersum. Końcówka klasyczna dla takich produkcji- idziemy niewiadomo gdzie, przez zlepki miejsc, przy asyście ambientowej muzyki.


Oprawa audiowizualna jest wspaniała, i to ona trzymała mnie przy grze (oprócz tego że pod koniec grałem trochę z obowiązku). W każdym momencie można by zrobić screenshota który by się nadawał na tapetę. Każdy budenek i zakątek jest unikalny, i ma mnóstwo szczegółów.


W lokacjach dosyć standardowe zagadki środowiskowe (typu przyciskanie guzików za pomocą kamieni żeby otworzyć drzwi) ale dosyć przyjemne. Jak się nie uważa na potwory i nie przykłada do walki, to łatwo wyzerować serduszka zdrowia. Chodząc po świecie zbieramy składniki, z których potem można przyrządzić potrawy (uzupełniające sporo zdrowia). Jest też gra w grze - we wszystkich miastach są dostępne automaty z grą Earth Born (klasycznym RPG z ograniczonym czasem, w stylu NESa). Jest też kilka rodzajów broni, trochę humoru.


#gamesmeter

57f86d6b-342e-47de-b3a8-9858ee715d58
49d7d5ec-b235-482f-b086-70b0fcc0b28d

Zaloguj się aby komentować

79 + 1 =80


Tytuł: The Legend of Zelda: A Link Between Worlds

Developer: Nintendo EAD

Wydawca: Nintendo

Rok wydania: 2013

Gatunek: przygodowa

Użyta platforma: NEW Nintendo 3DS LL

Czas gry: 24h

Ocena: 8/10


Ganon zalazł za skórę także polegałem niezliczoną ilość razy - i użyłem cheats podczas finału . Przesadzili z poziomem trudności bo reszta bossów to max za 2 razem padła

Cała grę nie licząc jednego miejsca na początku przeszedłem bez solucji itp. Jak dla mnie wyczyn.


Ogólnie raczej gra bez wad. Ot typowa Zelda z fajnym patentem zmieniania postaci w ruchomy obrazek + dwa światy.


Także jeszcze 3 przenośne do zaliczenia

#gamesmeter

#nintendo

5d936556-dffe-4068-8862-78a6da214ba9

@SuperSzturmowiec Ganon trudny? A grales juz w Minish Cap (tam byla rzeźna na koncu wg mnie)? Koniec Oracles od Ages też lekki nie był.

Zaloguj się aby komentować

79 + 1 =80


Tytuł: The Legend of Zelda: The Wind Waker HD

Developer: Nintendo EAD

Wydawca: Nintendo

Rok wydania: 2013

Gatunek: przygodowa

Użyta platforma: PC emulator Cemu

Ocena: 8/10


Zelda w nietypowej szacie graficznej - dla jednych kontrowersyjna. Dla mnie idealna - i dzięki tej stylistyce graficznie nie zestarzeje się nigdy.


Z minusów

2 misje pod koniec gdzie musimy eksportować postacie

szukanie kawałków Triforce - to mnie wymęczyło

Brak listy melodii do Wind Waker'a


Z plusów to co zawsze w Zeldach

#gamesmeter

4fc49a2d-e5dd-45b1-a2af-2e947d2c326e

Zaloguj się aby komentować

79 + 1 = 80


Tytuł: The Last of Us Part II Remastered

Developer: Naughty Dog

Wydawca: Sony Interactive Entertainment

Rok wydania: PC: 2024

Gatunek: przygodowa gra akcji

Użyta platforma: PC (Steam)

Ocena: 9/10


Świetna kontynuacja wspaniałej jedynki, oprawa audiowizualna na najwyższym poziomie, szczególnie na max detalach i matrycy OLED. Solidny punkt odjęty za zbyt nachalne promowanie progresywnych idei, co wybijało mnie momentami z immersji i musiałem rozchodzić taką żenadę xD


#gry #gamesmeter #pcmasterrace #thelastofus

a6558590-128f-41c9-962e-bad900074dd5

Gdzie ten solidny punkt? Nie widzę

Za nachalne promowanie ideologii, które doprowadzają do tego, że ludzie tacy jak Trump dochodzą do władzy, powinien być c⁎⁎j w serce, a nie 9/10

@PanNiepoprawny Dwójka urzekła mnie przede wszystkim z powodu Abby i jej metamorfozy. Liczę, że w 3. części będzie główną postacią.

@mehow Nom, zajebista postać która wyraziła radość z faktu, iż kobieta którą chciała zabić jest w ciąży. Nienawistny mściwy, pozbawiony skrupułów babochłop to wręcz wzór do naśladowania.

Zaloguj się aby komentować

78 + 1 = 79


Tytuł: The Last of Us Part 2

Developer: Naughty Dog

Wydawca: Sony Interactive Entertainment

Rok wydania: 2020 (idealny rok na taką grę)

Gatunek: przygodowa gra akcji

Użyta platforma: PS4

Ocena: 9,5/10

Czas gry: 37h (a mówili że max 29h)


Dla tej gry specjalnie kupiłem PS4, chciałem się wyrobić przed drugim sezonem serialu, ale okazało się że gra jest dłuższa niż się spodziewałem xD

Jeszcze grałem na trudnym poziomie bo nie lubię za łatwo, a i tak było przyjemnie.


Uważam że im mniej się wie o fabule zanim się zagra tym lepiej, a ciężko mi będzie opisać co mnie zachwyciło bez spoilerów. Dlatego zaznaczę ten fragment, a tymczasem napiszę tylko że fabuła jest lepsza niż w pierwszej części, jest głębsza. Zdarzają się hisorie, w których ostatnia scena jest brakującym elementem układanki i po niej wszystko nabiera sensu. Co zrobiło tutaj Naughty Dog? Nie tylko ostatnia scena, ale emocja. Jedna emocja, która była wisienką na torcie, przez którą wszystko nabrało sensu, barw i głębi.


A teraz kto nie chce spoilerów, to zmykać.


Przez sporą część gry w głowie siedziało mi pytanie: kto jest antagonistą a kto protagonistą? Kto jest ten dobry a kto ten zły? Wychodzi na to, że Joel zrujnował szanse ludzkości na opracowanie leku przeciwko grzybowi. Ale te Świetliki i WLF też nie byli święci. Ostatecznie główną bohaterką jest zemsta i jest to postać zdecydowanie zła. Zemsta za zemstę, która nie przynosi ulgi, a cierpią od niej wszyscy wokół. Niesie śmierć, smutek, rozczarowanie.


Śmierć Joela na oczach Ellie funduje jej PTSD przez które maniakalnie szuka Abby, by ją zabić. Tragedia, która się dzieje w głowie Ellie doprowadza ją do utraty siebie. Staje się Johnem Wickiem, który po sznurku wędruje do kłębka, zabijając wszystkich jak leci. To jest element, przez który można odjąć trochę punktów z oceny gry, no bo bez jaj, Ellie to prawdziwy terminator xd

Staje się bezwzględna, bez litości. Wszyscy mają cierpieć, bo straciła Joela. Ściga Abby na raty, tracąc również przy tym przyjaciół. Ostatecznie potrafi porzucić nawet sielankowe życie na farmie, by z powrotem wyruszyć na poszukiwania Abby. Żeby się zemścić.


Abby. Córka lekarza, który miał wykorzystać Ellie do stworzenia lekarstwa na grzyba. Tego lekarza, który został zabity przez Joela w części pierwszej, bo ceną za lekarstwo miała być śmierć Ellie. Byliśmy świadkami dążenia do zemsty Ellie, ale w przypadku Abby widzieliśmy sam koniec tej pogoni - czyli śmierć Joela. Z tego powodu, gdy poznajemy Abby, wydaje się dużo bardziej zrównoważona psychicznie. Być może ta zemsta przyniosła jej ulgę. A może nie, bo przecież nadal miała koszmary z tego wydarzenia. Mimo to, przyjaźń z Bliznami (Apostatkami) sugeruje, że być może jest krok przed Ellie w pracy nad traumą, gdyż była zdolna do nawiązania relacji z jakby nie patrzeć wrogiem, a nawet mocno się do nich przywiązała.


Bardzo podoba mi się żonglowanie perspektywą. Gdy gramy Ellie, mamy w głowach że Świetliki to ci źli, WLF to również bandziory. Potem grając Abby poznajemy WLF od środka. To również grupa ludzi, która stara się żyć w miarę normalnie. Krwiożercze psy bawią się piłką i lubią głaski. To już Alice, a nie "k⁎⁎wa pies". Poznajemy również Świetliki na nowo. To ludzie, którzy chcieli przywrócić normalność.

Mało tego, Grzechotniki na samym końcu - no handlarze niewolników, bardzo źli ludzie. Ale czytając znalezione listy w domach widać, że przejawiają też ludzkie odruchy.


Więc kto jest tym złym?


No tak, zemsta.


I cała ludzkość, która nie potrafi odbudować świata. Fedra, Świetliki, WLF i zapewne Grzechotniki również - grupy które miały zadbać o jakiś porządek i względnie normalne życie, odbudowę świata, stały się wyzyskiwaczami i były skupione na tym, by mieć dobrze tu i teraz. Jakieś 24 lata po wybuchu epidemii są w stanie co najwyżej nie zabijać się w mniejszych kolektywach i wykorzystywać to, co nie zostało zniszczone przez te lata, lecz nie potrafią tworzyć nic nowego.


Ach piękna gra, dużo jeszcze by można wyciągnąć z niej.


#gamesmeter #gry #ps4

0b03428a-960e-4827-8840-abc4b2d3abe0

@ZohanTSW w tej grze warto docenić przede wszystkim detal i jak drobiazgowo były zbudowane lokacje. W zasadzie nie miałeś dwóch takich samych domów i pomieszczeń, często zatrzymywałem się i czytałem jakieś dyplomy czy oglądałem zdjęcia na ścianach. Dbałość o detale lvl autyzm.


Co do fabuły to główna oś fabularna mnie mocno znużyła. Oj tak, zemsta jest be a przemoc rodzi przemoc. Oj tak, są różne perspektywy. Oj tak, mam 10lat i tego nie wiem. Wszystko podane zbyt dosłownie i mocno moralizatorsko. Oj nie, nie siadło mi.


Oczywiście to wciąż solidna gra, uczciwie bym dał 7/10.

@ZohanTSW Drunkman po prostu zrobił wszystko co w jego mocy żeby fabuła i ogólnie cała gra była najbardziej kontrowersyjna jak ty tylko możliwe przez co cała opowieść jest zwyczajnie słaba. Ot, sztuka dla sztuki. Jestem fanem jedynki ale dwójka to jakiś niesmieszny żart.

Każdy NPC na indywidualne imie, nie ma dwóch takich samych. Do tego lubię jak się ze sobą komunikują i reagują jak odnajdą ciało towarzysza.


Pierwsza część jest o miłości i co dla niej jesteś w stanie zrobić druga to spirala zemsty.


I teraz możesz porównać sobie II sezon serialu do gry i zobaczyć na czym traci serial.

Zaloguj się aby komentować

77+1=78


Tytuł: A Plague Tale: Requiem

Developer: Asobo Studio

Wydawca: Focus Home Interactive

Rok wydania: 2022

Gatunek: gra akcji

Użyta platforma: PS5 Pro

Ocena: 9/10

Czas gry: 20h/37h*/42**


Ostatnio w ramach przygotowania się do francuskich klimatów Clair Obscure wybrałem sobie jako grę przejściową A Plague Tale: Innocence, o czym można poczytać kilka wpisów wcześniej, dla zainteresowanych podlinkuje na końcu***, natomiast gra zrobiła na mnie takie wrażenie, że od razu zabrałem się za drugą część przygód rodzeństwa de Rune. I powiem wam, że pomimo pewnych problemów* to absolutnie niczego nie żałuję.


Gra, w porównaniu do pierwszej części, zaliczyła spory skok technologiczny i gameplayowy. Już od pierwszych minut możemy podziwiać piękną grafikę, która trzyma poziom nie tylko w zamkniętych pomieszczeniach, otwartych lokalizacjach, ale również w zaludnionych miastach, a co najważniejsze modele przeciwników oraz NPCów są różnorodne. Wiadomo, że najczęściej będą różniły ich tylko mundury, ale jednak jest to jakiś postęp względem pierwszej części, gdzie każda z klas postaci miała przypisany tylko jeden model, a NPCów nie widzieliśmy praktycznie wcale. Miasta są żywe (do pewnego momentu ^^) i chociaż widać, że często jest to oskryptowane, to jednak robi to dobre wrażenie i można poczuć atmosferę zbliżającego się święta przesilenia letniego (akurat fajnie mi się czasowo złożyło ogrywanie tytułu :)), a wrażenia wizualne potęguje tutaj oprawa audio, która jest świetna. Utwory oddają idealnie nastrój tego, co widzimy na ekranie, a mamy tutaj wydarzenia radosne, jak i momenty pełne cierpienia (ale do fabuły jeszcze wrócę). Poza samą nastrojową muzyką, dobrą robotę robią również efekty dźwiękowe i chyba tylko do "szumu" rzeki mógłbym się przyczepić, bo ten akurat był kiepski i brzmiał bardziej jak powietrze uchodzące z przebitej dętki niż jak rwąca rzeka.


Po wydarzeniach z pierwszej części rodzina de Rune'ów szuka lekarstwa na chorobę Hugo. Trop wiedzie do Czerwonego Miasta w Prowansji, gdzie mieszka mistrz zakonu alchemików, którzy od lat badają skazę. Razem z Amicią poszukujemy więc sposobu by uratować młodszego braciszka, jednakże wojna i zaraza wypalają piętno na naszej protagonistce, która pomimo nastoletniego wieku przeżyła już więcej niż niejeden dorosły i dorobiła się swoich traum i lęków, z którymi nie do końca wie, jak sobie poradzić. Wraz z różnymi towarzyszami będziemy przeżywali więc różne przygody oraz poznawali historię poprzedniego skaziciela i jego opiekunki. Fabularnie to gra zrobiła na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie. Już pierwsza część miała mroczną i brutalną historię, ale tutaj to już scenarzyście odpięli wrotki i stworzyli jeszcze mocniejszą opowieść. Dostajemy kilka mocnych scen, które wiem, że będą mi towarzyszyły jeszcze przez jakiś czas i będą stanowiły dla mnie element odniesienia przy ocenie innych gier. Były tutaj momenty lekkie i pełne szczęścia bohaterów, były też takie, gdzie cierpiałem razem z nimi i czułem, że jakiś ninja zaczyna obierać cebulę, a to wszystko za sprawą dobrze napisanego scenariusza, który, owszem, ma pewne luki, ale jednak uderza tam, gdzie boli najbardziej i wtedy, kiedy myślisz, że najgorsze już za Tobą. A jak uderza to zawsze robi to obuchem i wali krytycznie.


Nim przejdę do wad to słów kilka jeszcze o samym gameplayu, który ewoluował względem pierwszej części. To już nie jest skradanka, chociaż dalej można tak do tego podchodzić. To już jest gra akcji i chyba najbliżej temu będzie do najnowszej trylogii Tomb Raidera albo Uncharted. Mamy tutaj walkę z przeciwnikami, mamy proste zagadki logiczne, ale też zagadki środowiskowe. Mamy misje typu "celowniczek" oraz wielkie ucieczki (efekt wylewających się szczurów na uliczki? WOW!) i gra się w to naprawdę przyjemnie i pomimo mniejszej ilości środków alchemicznych, jakie mamy do stworzenia względem pierwszej części, to mechanik jest tutaj dużo więcej.


Na koniec zostawię sobie miejsce na wady, a tych jest niewiele, ale są i należy je odnotować. Po pierwsze i najważniejsze - stan techniczy. Teoretycznie 3 lata po premierze gra powinna być połatana, ale tak nie jest. Na początku 16 rozdziału gra mi się scrashowała i zniszczyła save'a (a jest tylko jeden, który się nadpisuje). Także musiałem ją przechodzić jeszcze raz, całą od nowa. Nauczony doświadczeniem zaczynałem eksportować po każdym rozdziale save'a do chmury i dobrze, że tak robiłem, bo gra chrupneła mi zdrowo jeszcze dwa razy i gdybym nie był przygotowany na najgorsze to bym pewnie jej nie skończył, bo nie można zaczynać za każdym razem od nowa. Dodatkowo pisałem wiele o warstwie audiowizualnej i to głównie w superlatywach, ale są też elementy, które mi się nie podobały. Po pierwsze to będą to... oczy. Odnoszę wrażenie, że przy całych modelach postaci oraz ich szczegółowej mimice oczy pozostają puste i jakieś takie płaskie. Może tylko ja tak mam, ale ogrywałem grę dwa razy i cały czas odnosiłem to samo wrażenie, że zabrakło tam budżetu. Po drugie to woda - jej tekstury przenikały statek wielokrotnie, a głos był sztuczny i jakby nagrywany przez inne urządzenia niż cała reszta.


Czy żałuję, że musiałem przechodzić grę dwa razy? I tak i nie. Tak, bo to jednak było odtwórcze i chociaż grałem na najniższym poziomie trudności i znałem położenie znajdziek to jednak mogłem ten czas przeznaczyć na coś innego (Clair Obscur!). Nie, bo gra jest świetna, fabuła jest świetna i dzięki temu miałem możliwość porównać angielski i francuski dubbing i muszę wam powiedzieć, że przy całej mojej niechęci do tego narodu, to jednak francuska Amicia i Hugo zagrali moim zdaniem lepiej i to ich głosy sprawiły, że przeżywałem tą historię bardziej.


Podsumowując - obie części polecam każdemu i czekam z niecierpliwością na Legacy


#gry  #gamesmeter#playstation  #ps5  #aplaguetale


*https://www.hejto.pl/wpis/no-ja-pi-wlasnie-konczylem-a-plague-tale-requiem-ostatni-rozdzial-zaraz-po-wczyt

** to co powyżej + trochę gry na NG+, żeby umiejętności wbić do platyny

***https://www.hejto.pl/wpis/73-1-74-tytul-a-plague-tale-innocence-developer-asobo-studio-wydawca-focus-home-

1280052a-fdff-443f-8435-b3902374efba

@Loginus07 do tej cześci mocno pasuje, że jest to takie the last of us osadzone w średniowieczu.


Jest ładna zajawka po napisach na końcu - szkoda, że bawią się w legacy i jakieś prequele.

@inty w sumie fakt - TLoU tutaj też pasuje ^^ i zajawka jest mega, dlatego mam dziwne wrażenie, ze legacy będzie prequelem tylko w części. Fabularnie zresztą byłoby to głupie, bo Sophia w Requiem mowi, że nie umiała sie obchodzić ze szczurami i dopiero od de Runeów sie nauczyla

Zaloguj się aby komentować

76+1=77

Tytuł: The Legend of Zelda: Twilight Princess HD.

Developer: Tantalus Interactive

Wydawca: Nintendo

Rok wydania: 2016

Gatunek: przygodowa gra akcji

Użyta platforma: PC emulator Cemu

Ocena: 9/10

Czas gry: 30h +


Niesamowita - mimo tylu lat robi wrażenie tym bardziej że oryginał zadebiutował w 2006 roku.

To jedna z gier w którą trzeba zagrać.


Plusy

dungeony

wielkość świata

walki z bossami


Minusy

sterowanie koniem

uboga mapa, mało wskazówek - można się zgubić na amen

finałowy boss -

czasem kamera głupieje podczas walki z przeciwnikami


Polecam spolszczenie

https://drive.google.com/file/d/1nmER5wUjGtVT-hzFNlivaNVjl6K_zslU/view

gra wersje europejską ściągamy przez https://github.com/Xpl0itU/WiiUDownloader/releases

emulator https://cemu.info/


Pora na kolejną.

#gamesmeter

#nintendo

#thelegendofzelda

cc6eafe0-d449-4fc5-8114-55507ffd8996

Zaloguj się aby komentować

75+1=76

Tytuł: Leaving Home

Developer: Bart Bonte

Wydawca: Bart Bonte

Rok wydania: 2025

Gatunek: point-and-click, puzzle

Użyta platforma: Android

Ocena: 10/10

Czas gry: 1-2h


Najnowsza gra od Barta Bonte, mojego ulubionego twórcy gier łamigłówek. Dostępna z reklamami na telefony iOS i Android, lub jako płatna wersja bez reklam na Steam.


"Leaving Home" to klasyczna gra typu point-and-click, w której motywem przewodnim jest tytułowe wyjście z domu. Proza życia: dzwoni budzik i zaczyna się poranny rytuał. Z początku jest łatwo, musimy włączyć światło, znaleźć ubrania i opuścić sypialnię. Potem sprawy zaczynają się komplikować. Kolejne łamigłówki są coraz trudniejsze, ale nigdy przesadnie. Osobiście tylko w jednym miejscu utknąłem i pomogłem sobie szukaniem w internecie. Można też użyć podpowiedzi od autora gry.


Gra jest zdecydowanie niedługa, ale bardzo wciągająca. Utrzymana w surrealistycznym stylu, opowiada historię, którą chyba każdy zna. Jeden z tych poranków, kiedy wszystko wydaje się trudne, nic się nie układa, ale trzeba iść do przodu. W tle przewija się kot. Muzyka nadaje całości miłego klimatu.


Jeśli nie znacie twórczości Barta Bonte, polecam jego stronę https://www.bontegames.com/ . Ma na koncie dużo podobnych gier, i trochę niepodobnych. Przede wszystkim polecam "Leaving Home", bo to zdecydowanie jedno z jego najlepszych dzieł. Dla mnie 10/10.


#gry

#gamesmeter

179d07c3-61a9-4970-afc5-84d0bd11b587

Zaloguj się aby komentować

74+1=75

Tytuł: Might and Magic: Clash od Heroes

Developer: Capybara Games

Wydawca: Ubisoft

Rok wydania: 2009

Gatunek: gra logiczna/RPG

Użyta platforma: Nintendo DS

Ocena: 7/10

Czas gry: 54, 5h


W dzisiejszych czasach to już niszowa platforma, ale może ktoś doceni moją wrzutkę 😉


Do gierki zabrałem się właściwie tylko ze względu na markę Might and Magic, kompletnie nie wiedziałem, czym ona jest.

A jest czymś ciekawym, bo połączeniem gry typu "match 3" z RPG.

Konkretnie - podczas gry każdą frakcja, mamy dostępnych łącznie 8 rodzajów jednostek - 3 podstawowe i 5 elitarnych, z których to elitarnych wybieramy dwa rodzaje, którymi będziemy walczyć.

Następnie aby zaatakować wroga musimy ułożyć w rzędzie 3 podstawowe jednostki tego samego koloru - jednostki będą się "ładować" przez kilka tur, a następnie zaatakują. Aby aktywować jednostki elitarne, też musimy ułożyć je w rzędzie z jednostkami podstawowymi o tym samym kolorze. Oprócz tego możemy układać też rzędy poprzeczne, co spowoduje utworzenie muru, który będzie bronić naszych jednostek.

I to właściwie całe sedno rozgrywki, która jednak okazuje się złożona i wciągająca. Bo do tego dochodzą jeszcze umiejętności specjalne jednostek, czary bohatera, artefakty, budowanie combosów, czy walki z bossami, rozgrywane wg specyficznych zasad.

Muszę przyznać, że naprawdę się zdziwiłem, jak okazało się, że poświęciłem na tę grę aż 54h - dawno żadna nie wciągnęła mnie na tak długo. Chociaż przyznaję - drugą połowę gry przeszedłem grając praktycznie co wieczór i rozgrywka już mnie zaczęła nużyć.


Do minusów zaliczyłbym muzykę - tylko kilka melodii do walki, więc w kółko słuchamy tego samego. Często wolałem wyciszyć dźwięki 😉


Za to na plus zapisałbym fabułę - może i sztampowa, ale 5 zazębiających się ze sobą kampanii całkiem mnie wciągnęło i byłem ciekawy, jak się potoczy.


Gra wyszła też na inne platformy (choćby na switchu), ale moja recenzja odnosi się do wersji na DSa, bo tylko w tę grałem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#gry

#gamesmeter

3ed81896-31ad-41a4-9d9d-5620b2e12ef5
4b94e138-44c3-4d2d-97a3-5a0107f2256c
5d743aab-d84e-455e-a69c-6ba0e03ff804

Zaloguj się aby komentować

73 + 1 = 74


Tytuł: A Plague Tale: Innocence

Developer: Asobo Studio

Wydawca: Focus Home Interactive

Rok wydania: 2019

Gatunek: skradanka

Użyta platforma: PS5 Pro

Ocena: 8/10

Czas gry: 11h lub 19h*


Jako, że wiedziałem, że na dniach przyjdzie do mnie Clair Obscur to chciałem się wczuć w francuskie klimaty i padło akurat na A Plague Tale: Innocence, które kiedyś w PS Plus rozdawali. I muszę wam powiedzieć, że bardzo cieszy mnie to, że się akurat na ten tytuł skusiłem, bo naprawdę dawno się tak dobrze nie bawiłem, aczkolwiek pod koniec wyszła pewna całkiem gruba niedogodność, o której napiszę później.


Zacznijmy więc od fabuły, bo jak dla mnie to ona sprawiła, że nie mogłem się oderwać od tego tytułu. Otóż trafiamy do XIV wiecznej Francji, która nie tylko pogrążona jest w wojnie stuletniej z Anglikami, ale także w kraju panuje epidemia dżumy oraz plaga szczurów. Jako nastoletnia Amicia De Rune po stracie rodziców zmuszeni jesteśmy do zaopiekowania się naszym 5 letnim bratem Hugo, który choruję na nietypową chorobę, o której wraz z biegiem fabuły dowiadujemy się coraz więcej.


Klimat gry jest ciężki, rzekłbym nawet, że w porównaniu do Horizonów, w które grałem ostatnio, to tutaj dostałem takim mocnym obuchem w twarz, co niezmiernie mnie cieszy. Świat jest brutalny, widać, że to walka o przetrwanie, a nie jakieś zajęcia zpt w bezpiecznym środowisku. A jednocześnie przez to, że sterujemy nastolatką i spotykamy innych niedorosłych towarzyszy, jest zachowana jakaś taka przeciwwaga, co naprawdę fajnie było widać w misji na zamku, gdzie dzielna Amazonka Amicia i jej towarzyszka Melie Furia walczyły ze szczurami. Aż mi się przypomniało, jak za dzieciaka bawiliśmy się w Chłopców z Placu Broni :')


Ważnym aspektem, ktory w moim przypadku pozytywnie wpłynął na odbiór tego dzieła, jest jego warstwa audio. Muzyka jest świetna - czuć w niej czające się zagrożenie zarówno ze strony ludzi, jak i szczurów. Natomiast osobne słowa uznania należą się dubbingowi - grałem z francuskim i polskimi napisami i naprawdę czułem te postaci i emocje, które im towarzyszą. To co słyszałem pasowało mi do tego, co powinni czuć w danym momencie, a przy okazji nie gadali cały czas ze sobą, jak to ma miejsce w niektórych grach. Dialogi były napisane na tyle mądrze, że dawały nam informacje o świecie i wskazówki, natomiast było to skondensowane. Okazuje się, że można przekazać wiele informacji w 2 krótkich dialogach bez tony tekstu, co nie jest takie oczywiste. Przy okazji wspomnę jeszcze o grafice - ta widać, że ma swoje lata, ale jest staranna i solidna, nie odrzuca, a projekty lokacji są bardzo dobre.


Dlaczego wiec 8/10? Gra ma swoje wady - największą jak dla mnie jest sterowanie, które jest koślawe, a jeżeli prowadzimy jakiś wózek czy platformę to jest wręcz fatalne. Biorąc pod uwagę, że jest to skradanka to fakt, że ja nie do końca czuję postać stanowi pewną komplikacje. No i jest jeszcze coś, co może być wadą tylko dla garstki graczy, ale niestety, ja w tej garstce jestem. Po raz pierwszy w życiu chyba żałowałem, że nie ma NewGame+. Do osiągnięcia jednego z trofeów brakowało mi 3 zasobów na końcu gry (1 skóry i 2 linek). Także musiałem potem przejść grę praktycznie w 2/3 jeszcze raz, bo po wczytaniu środkowego rozdziału i szukaniu zasobów z poradnikami już nie byłem w stanie uzbierać wszystkiego by ulepszyć procę do końca.


*Dlatego dodatkowe 8h poświęcone na wbicie platyny...


Podsumowując to gra była na tyle super, ze zamiast przechodzić od razu do Clair Obscur to uruchomiłem już drugą część i pewnie na dniach będzie kolejna "recenzja" z mojej strony.


PS. Gra mi przypomniała, że jak byłem mały to zawsze chciałem mieć starszą siostrę


#gry #gamesmeter #playstation #ps5 #aplaguetale

d9dad2c9-1ade-43be-abbd-5a1765ddc776

@Loginus07 dwójka miodzio, dobrze, że zacząłeś, naprawdę polecam, świetna muzyka a zakonczenie mroczne i depresyjne. A angielski dublarz najlepszy imo bo i gra była robiona po angielsku a dopiero póżniej tłumaczona na inne języki.

@Loginus07 Kurde, ja się zawiesiłem. Spędziłem jeden czy dwa wieczory, jednego bossa przeszedłem i klasztor, teraz jakies pola - i wszystko wtórne - rzuć/strzel w coś, zapal pochodnię, przebiegnij kawałek. Sądząc po tym ile rzeczy mogę upgradeować, to jeszcze sporo przede mną, ale jeśli dalej te same mechaniki w kółko będą grzane, to mi sie nie chce.

Rozwija się to jakoś potem? Możesz to jakos porównać do pierwszego Hellblade?

@Cinkciarz nie grałem w Hellbalde, więc nie porównam. Mechanik nie ma zbyt wiele natomiast to gra na około 10h, więc też nie widzę powodu by wprowadzić multum mechanik, z których część pojawi sie tylko raz

Zaloguj się aby komentować

72+1=73


Tytuł: Kingdom Come: Deliverance

Developer: Warhorse Studios

Wydawca: Deep Silver

Rok wydania: 2018

Gatunek: RPG

Użyta platforma: Steam

Ocena: 10/10

Czas gry: ~85h


No dobra, udało mi się drugi raz ukończyć KCD1. Bawiłem się przednio. Przygody Henryczka to zdecydowanie jedna z lepszych gier w jakie grałem. System walki ewoluuje z "k**wa znowu dostałem wp***dol" na "pchnięcie, pchnięcie, pchnięcie. oh, znowu zabiłem 6 na 1". To chyba jedyny minus tej gry.

Oczywiście zależało mi na chilloutowym przejściu gry, więc dorzucony był do tego mod na nielimitowany udźwig, nieskończone save'y + celownik w łuku, bo czemu nie.


Fabularnie gra jest jedną z tych, których nie skipowałem. Do tego graficznie gra nie odstaje od takiego Wiedźmina 3.


Polecam i pozdrawiam.


Do dwójki kiedyś zasiądę. Jak będzie w promie, bo te 200 PLN to wolę wydać na muzykę ( ͡° ͜ʖ ͡°)


#gamesmeter #staregry

851b8145-4ab6-45ce-88d6-293fb3a3549d

@ArmandoNumber5 wspaniała gra! Jedna z najlepszych w jakie grałem. Niech ci nie będzie szkoda tych 200 zł, druga część jest warta tych pieniędzy! Będziesz miał jeszcze więcej frajdy.

Ja na razie mam nabite 138 godzin i chyba jeszcze końca nie widać

@ArmandoNumber5 Właśnie ogrywam, cudowna to jest gra strasznie. Właśnie fakt, że save jest zasobem gry czyni ją najlepszą, wyjasnię zaraz czemu.


Miałem akcję na poczatku gry ze wpadłem do lochów za wszczynanie bójki. Normalnie byłby quickload i inne opcje dialogowe.

ALE ze nie mialem sejwa od dluzszego czasu to kij, przesiedziałem swoje w ciupie.

Niestety resocjalizacja nie zadziałała i wychodząc z więzienia od razu odpaliła mi się recydywa i natrafiłem w tym samym budynku na skrzynię w której znalazłem 300 grosików. Matko jak mi się japa cieszyła, że mogłem sobie usprawnić sprzęt, kupić jakieś jadło No szczęśliwy byłem jakbym wydropił miecz beliara.

Gdybym miał mozliwosc zapisywania i wczytywania ile chcę ta historia by się nie wydarzyła.


To jedna z kilku sytuacji która sprawiła, że nagle miałem niesamowity wyskok endorfin po wykonaniu questu w sposób który ja chcę

@ArmandoNumber5 jestem jednym z nielicznych, którzy są rozczarowani KCD ^^ męczyłem się przy tym pierońsko, fabularnie mnie nie porwało, a misja w klasztorze to jedno wielkie xD swiat przedstawiony za to był fajny i jeżdżąc na rowerze niekiedy widzę "plenery z KCD" w rodzinnych stronach


Natomiast dla mnie fenomenem jest to, ze chociaż dałem 4/10 KCD to chcę zagrać w KCD2 i czekam na promke i zimowe wieczory xD

Zaloguj się aby komentować

71+1=72


Tytuł: The Legend of Zelda: The Minish Cap

Developer: Capcom, Flagship

Wydawca: Nintendo

Rok wydania: 2004

Gatunek: jRPG

Użyta platforma: Anbernic RG Cube (emulator GBA)

Ocena: 8/10

Czas gry: ~20h


Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Sporo mechanik, ciekawe bosy, w późniejszym etapie trochę backpedaling zaczyna irytować, bo z odkrytych znajdziek nie ma zbyt wiele, ale wciąż to bardzo mocny tytuł, zwłaszcza że ma już 21 lat. Grałem pierwszy raz w jakąkolwiek zelde i chyba skuszę się na kolejną. Dajcie znać jak kojarzycie podobne retro tytuły warte sprawdzenia


#gamesmeter #gry #retrogaming

fcffefaa-b691-486d-a5f6-734f4e234ea9
1c71dbb5-547e-4559-bd9c-283c8c471961

@lechaim dla mnie jest 10/10 ze względu na ergonomie, nie ma dużej różnicy pomiędzy chwytem na tej konsoli, a na padzie PS5. Wyżłobienia na plecach robią robotę(fotka poniżej) i wciąż jest na tyle mała żeby upchnąć w kieszeni.

Emuluje wszystko do ps2/nintendo 3ds - na tych platformach zaczyna już czasem marudzić i jest konieczność gmerania w ustawieniach - Devil May Cry 3 więcej ustawiałem niż grałem. Ekran jest 1:1, co sprawia, że ciężko odpalać playstation remote i gry w 16:9, stąd raczej polecam grać w starsze tytuły. PS1, PSP, Sega, Dreamcast, SNES - wszystko śmiga bez zająknięcia na standardowym sofcie. Tu fajna recka: https://www.youtube.com/watch?v=bMRHmc5e14c

Konsol jest teraz od groma, więc celowałbym właśnie w to, żeby wygodnie się trzymało - dużo jest kanciastych i płaskich, po chwili łapy puchną. Ja za swoją zapłaciłem 166 dolarów rok temu, możliwe że teraz znajdziesz tańsze urządzenie z podobną ergonomią: https://docs.google.com/spreadsheets/d/1irg60f9qsZOkhp0cwOU7Cy4rJQeyusEUzTNQzhoTYTU/edit?pli=1&gid=0#gid=0

e3b932d1-4100-40d3-a146-50caff22b5c4

Zaloguj się aby komentować

70 + 1 = 71


Tytuł: Reksio i UFO

wydawca: Aidem Media

Rok wydania: 2003

Gatunek: przygodowa

Użyta platforma: Steam Deck

Czas do ukończenia: nie ukończona

Ocena: 5/10


Skusiłem się bo Reksio.


Na plus

Dubbing,

Stylistyka

Fabuła


Minusy

Strasznie irytujące mini gierki - elementy platformowe - choć do przyzwyczajenia .

Wyścig - w stylu Micro Machines- autka są w stanie się zablokować po zetknięciu z sobą i chwile zajmuje by się uwolnić w tym czasie jakiś przeciwnik juz daleko odjechał - na tym etapie po iluś tam próbach odpuściłem (czyli gdzieś za połową gry)

Gdy powraca się do poprzedniej planszy za każdym razem odpala się scenka której przerwać i trzeba wysłuchiwać co mają postacie do powiedzenia


tylko dla najwiekszych fanatyków.

Lepiej odpalić jakąś grę z serii Scooby Doo znacznie lepsze

#gamesmeter

18dca75d-c54b-4e0f-b46e-d91423606e34

Zaloguj się aby komentować

69 + 1 = 70


Tytuł: The Precinct

wydawca: Kwalee

Rok wydania: 13 maja 2025

Gatunek: Detektywistyczne, przestępczość, piaskownica

Użyta platforma: Steam Deck

Czas do ukończenia: 12h

Ocena: 6/10


Gra moim zdaniem błędnie porównywana do GTA tego z kamerą od góry, nie ma nic poza tym wspólnego imo z tą serią. Ma ciekawe mechaniki aresztowania, losowych zgłoszeń przestępstw, które musimy rozpatrzyć pod kątem tego co przestępca wywinął, sprawdzić dowód, poziom alkoholu we krwi itp. Ściganie złych dzieli się też na piesze, w pojeździe, oraz helikopterem. Daje to dużo frajdy przez pierwsze 8h gry, potem mnie już nudziło. Fabuła nie jest za oryginalna, w zasadzie w ogóle nie jest oryginalna i jest rzadko ukazywana. Tak to w kółko patrole, które ratuje losowość.

Najgorsza jest ilość bugów, która przeszkadza w łapaniu przestępców, posiłki często się bugują na ścianach itd. Mamy też do dyspozycji partnera, który jest bezużyteczny, nie nadąża za nami biegać przez większość patrolu go nie ma bo za nami goni kilka mil minimapy za nami. Jedyne co robi, to wkurza bo gdy mamy szybko wsiąść do pojazdu to mamy komunikat aby na niego czekac i tak musimy czekac a złodziej czy inny pajac nam tymczasem ucieka. Dobry pomysl na gre, ale duzo do poprawy a od premiery wyszedl jeden hotfix, ktory niczego nie zmienil. Na plus takze bardzo dobra optymalizacja na decku. Mysle, ze gdyby ta gra miala wiekszy budżet to byłoby lepiej. Bawiłem się dobrze, pod koniec już znudzony robieniem tego samego w kółko ale frajda była długo.

#gamesmeter #steam #gry #steamdeck

4e376a64-e171-49ca-88ea-16a85165e79d
kopytakonia userbar

Zaloguj się aby komentować

68 + 1 = 69 (hehe)


Tytuł: Final Fantasy VII Rebirth

wydawca: Square Enix

Rok wydania: 29.02.2024 (23.01.2025 PC)

Gatunek: jRPG

Użyta platforma: PC (Steam)

Czas do ukończenia: 80h

Ocena: 10/10


Druga część remakeu gry która oryginalnie wyszła jako jedność. W dalszej części będę często porównywał tę grę do FFVII Remake i będę o niej mówił jako jedynka, pierwsza część, itd. Będzie spoilerowo.


Grę zaczynamy tam gdzie w oryginale zaczyna się druga płyta, czyli w miasteczku o nazwie Kalm, leżącym zaraz obok Midgaru. Pierwsze co rzuca się w oczy to to, że postępy z pierwszej części c⁎⁎ja dają. Za samo posiadanie zapisów z jedynki i dodatku dostajemy po summonie. Nie ma jakiegokolwiek przeniesienia postaci do nowej części. Zaczynamy praktycznie od zera. Niby to dobrze, bo są gracze co nie grali w jedynkę i zaczynając od tej części nie będą pokrzywdzeni, ale ja jednak liczyłem na coś więcej.


Grafika

Gra wygląda dokładnie tak jak ją sobie zapamiętałem z czasów ogrywania za gówniarza. A tak na poważnie to to samo co z jedynką. Gra z czasów płyt CD została przeniesiona do teraz, jedna postać ma więcej polygonów niż cały poziom w oryginale. Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Nie jest to jakiś majstersztyk z rewelacyjną grafiką ze śledzeniem promieni i takie tam. Jest to po prostu dobra, ładnie wyglądająca gra.


Muzyka

Tak jak i w jedynce, klasyczne kawałki w nowej aranżacji z pełną orkiestrą. Dla kogoś kto nie grał w oryginał pewnie nie zrobi wrażenia, dla mnie to było stanie w walce bez ruchu i słuchanie.


Gameplay

W odróżnieniu od jedynki mamy tutaj otwarty świat. Jest on podzielony na kilka regionów pomiędzy którymi musimy się przemieszczać, ale generalnie w porównaniu z korytarzami pierwszej części jest bardzo duża swoboda. Mapa świata jest podzielona na kilka regionów. W każdym z nich mamy do zrobienia kilka znajdziek, które w ogóle nie wpływają na fabułę. W końcu są chocobosy, ale zupełnie inne niż w oryginale. Nie ma tutaj hodowania ptaków aż wyjdzie złoty. Każdy region ma swoją wersję chocobosa ze swoimi unikalnymi zdolnościami.

Walki pozostały prawie że nie zmienione. Znowu mamy typowy dla jRPG system turowej walki przeniesiony na dzisiejszej standardy. Jest pasek ATB, jest impreza. Nowością są ataki typu synergy. Po wykorzystaniu odpowiedniej ilości ataków/czarów postacią którą kierujemy jak i drugą można odpalić wspólny dla tych postaci atak. Podoba się to dla mnie, ciekawa mechanika.


Wrażenia

Bardzo dobre rozwinięcie pierwszej części. Bardzo dobra podstawa pod zamknięcie trylogii. Dla gracza który nie grał w oryginał może nie zrobić wrażenia, jednak dla samej fabuły trzeba dać mu szansę. Na liczniku osiemdziesiąt godzin bo zrobiłem praktycznie wszystko co się dało przy pierwszym podejściu.

Może trochę minusów. Gra jest przesiąknięta mini-grami gdzie trzeba naciskać odpowiedni guzik w odpowiednim czasie. Dwa razy odbiłem się od tej gry Raz gdy dotarłem do Gold Saucer gdzie musiałem mini-gierki robić i drugi raz przy... powrocie do Gold Saucer gdzie musiałem mini-gierki robić. Pod tym względem gra jest mocno irytująca.


Z niecierpliwością czekam na trzecią, zamykającą część.

#gamesmeter

Bigos userbar

67 + 1 = 68


Tytuł: Paper Mario: The Thousand-Year Door

wydawca: Nintendo

Rok wydania: 2004-07-22

Gatunek: cRPG

Użyta platforma: Nintendo Switch

Czas do ukończenia: 30h

Ocena: 10/10


JAAAKIE TO BYŁO DOBREEEE


Ogólnie ciężko mi przychodzi odkrywanie nowych gier. Przechodzę Gothika raz do roku i przeplatam go Nocą Kruka co 2 kolejne xD ale wśród gier którym dałem szansę i które ją wykorzystały muszę wpisać dzisiejszego bohatera, czyli Mario TTYD. Gra jest luźną kontynuacją genialnego Paper Mario którego ograłem kilka razy jeszcze na Nintendo 64, ale nie wymaga żadnej wiedzy o oryginale, bo nie nawiązuje do niego w prawie żaden sposób (jest ledwie parę smaczków).


Wspomniany

TTYD to fabularny wypust spod czapki Mario w którym trafiamy do miasta Rogueport (zaproszeni orzez księżniczkę Peach) i odkrywamy że gdzieś zniknęła, a światu grozi niebezpieczeństwo. Klasyk xd


Przede wszystkim gra świetnie rozwija system walki turowej, która odbywa się tutaj jako "spektakl na scenie". Mamy widownie, możemy się jej przymilać, możemy obrywać od niej kamieniami, niektórzy bossowie ją zjadają xd mogą urywać się elementy sceny, bardzo kreatywnie to jest zrobione i potrafi zaskoczyć.


Sama walka zrealizowana jest w sposób dający dużo frajdy i przyjemny, dzięki czemu te przerywniki nie są męczące.


Jest to RPG, więc możemy hehe ekspić Mariana, rozwija statystyki, czy tworzyć własny build na podstawie znalezionych "badges" czyli takich perków.


Zacząłem od walki (nie wiem czemu) ale poza nią też jest super: świat przedstawiony jest bardzo ciekawie, ilość różnych scenerii satysfakcjonująca, a częste zmiany klimatu nie pozwalają sie znudzić. Na przykład w jednej lokacji musimy wspinać się po drabince wrestlingu, a w innej rozwiązać detektywistyczną zagadkę orient expressu. Dodatkowo gra cały czas łamie konwencję do których przywykliśmy, i zaskakuje od początku do końca.


Gra mocno korzysta z faktu że wszystko jest z papieru, i np jeśli Mario stanie w poprzek to może przelecieć przez kratki ściekowe xd non stop takie smaczki.


Bardzo fajny humor, wiele razy śmiechnąłem srogo. Fajni towarzysze, mający o wiele więcej zastosowań niż w jedynce.


Niektóre wstawki nie są moim zdaniem dobrane do najmłodszych widzów: jedna z żeńskich postaci to flirciara, mamy czasem dwuznaczne żarty, a w jednym momencie jesteśmy świadkami bardzo dramatycznej śmierci jednego z bohaterów, chociaż bez spoilerów.


Minusem jest to że niestety jest za łatwa. Grałem bardzo na YOLO, nie leczyłem się na zapas, nie planowałem buildów pod bossów, a zginąłem ledwie 2 razy i to przez głupotę. Oryginalny Paper Mario miał nawet specjalnego moda fanowskiego podbijającego poziom trudności


Podsumowując: No ja jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczony, już tą gierkę rozreklamowałem wśród znajomych


#gamesmeter

426696ed-1ee4-455e-ada8-beff1cf1c290

Zaloguj się aby komentować