@pokeminatour To prawda, byliśmy od początku zdecydowani: Rosja – nie, Zachód – tak. Gospodarka leżała, ale upadek komuny spowodował wybuch optymizmu, nadziei i energii, które podziałały jak znieczulenie i pozwoliły nam konsekwentnie przejść najtrudniejszy okres. Nie wszystko się udało; kupa pieniędzy została rozkradziona, że wspomnę brak dekomunizacji i bandycką prywatyzację przemysłu oraz wałki na wszystkim łącznie z autostradami, do tego wojny i afery na górze, bezrobocie i biedę, a na ulicach gangsterkę i złodziejstwo. Ale wytrzymaliśmy i udało się.
Białorusini nie wytrzymali. Fakt, że u nich był jeszcze gorszy hardcore, a za Sojuza nie tak źle jak u nas, więc doznali szoku, zatęsknili za komuną i wybrali Łukaszenkę, a potem już poszło.
Ukraińcy natomiast na początku sami nie wiedzieli, czy chcą być osobnym narodem i czy bardziej tęsknią do Sojuza, czy do Europy. Niepodległość tak, sami tak wybrali w referendum (łącznie z Krymem zresztą) bo wszystko było lepsze od czekania nie wiadomo na co, a tu nieoczekiwanie się udało, moloch się rozpadł i cholera wie, co teraz począć. Kuczma to nawet niespecjalnie się sprzeciwiał gazociągowi omijającemu Ukrainę; to Polacy okazali się przewidujący i go zablokowali.
Ale o demokracji mówiłem świadomie, bo to jest najlepsze narzędzie kontroli i odwołania niepopularnego rządu. Z tym że musi to być prawdziwa demokracja, a nie parodia. Na Ukrainie przecież jeszcze w 2004 sfałszowano wybory (co spowodowało wybuch Pomarańczowej Rewolucji), Janukowycz pałował i strzelał do swoich obywateli na Majdanie, a na Białorusi Łukaszenka konsekwentnie demontował system i likwidował opozycję przez wiele lat. W Rosji to już w ogóle śmiech na sali. Jakoś tak się nieustannie składa, że demokracji i ruskiemu mirowi nigdzie nie jest po drodze.