Ostatni film mistrza Tarkowskiego. Bardzo osobisty i duchowy. To film o mężczyźnie, który przerażony zbliżającą się zagładą postanawia szukać pomocy u Boga. Jest zdolny poświęcić wszystko by uratować swoich bliskich.
Film napełniony symboliką, pięknymi ujęciami - jedna z ostatnich scen to mistrzowska jednoujęciówka.
Nie jest to kino łatwe, wręcz bym napisała, że uber trudne. W każdym razie ja miałam problem po seansie, musiałam się posiłkować pomocą w necie, a przecież widziałam kilka filmów Tarkowskiego wcześniej - jednak i one sprawiały mi spory problem, ale tak to bywa gdy jest się ateistką a wiara przebija się praktycznie we wszystkich filmach Tarkowskiego.
To nie zmienia tego, że kino Tarkowskiego jest ponadczasowe, piękne i bardzo człowiecze. Kto się nie boi trudnego kina to polecam gorąco. Mi samej zostało jeszcze kilka filmów mistrza.
@Mahjong Dzięki za przypomnienie - muszę w końcu się zebrać do tego, tylko jakoś ostatnio dobrego momentu nie mogę trafić, bo w wypadku Tarkowskiego trzeba być w odpowiednim nastroju aby to zacząć oglądać.
Film który, z jednej strony pokazuje jak to czlowiek potrafi robić okropieństwa ze względu na kolor skóry i budzi nienawiść do rasizmu, a jednocześnie złość do białych o to co robili.
Jest sporo materiałów i z prawdziwego życia, i z literatury, które mogłyby stanowić kanwę udanego polskiego serialu. Ale po co wymyślać, skoro można klepać to, co już było?
Btw, zabrakło mi ciekawostki, jak Skarbek "odmłodziła" się na początku wojny o 7 lat (otrzymała od Brytoli dokumenty z późniejszą datą urodzenia, niż jej prawdziwa i potem oficjalnie podawała się za młodszą).
Tytuł: Hudson Hawk
Rok produkcji: 1991
Kategoria: Komedia / Przygodowy
Reżyseria: Michael Lehmann
Czas trwania: 1g 35m
Ocena: 3/10
Włamywacz Hudson Hawk wychodzi z więzienia i od razu wpada w tarapaty.
Opis mógłby być bardziej konkretny, ale szkoda na to czasu, tak jak szkoda go tracić na seans tego dzieła.
Byłem z ojcem na nim w kinie jak miałem 10 lat. Myślę sobie: Może byłem za mały, że by zrozumieć humor w tej przecież niby komedii.
No i okazało się, że nadal jestem za mały, z tym, że o tyle mądrzejszy, iż nie dam mu kolejnej szansy sprawdzić czy rozumiem.
Aż musiałem dowiedzieć się kim jest ten Lehmann i w sumie ma się czym pochwalić. Stare pierdziele metalowe powinny kojarzyć taki film jak Airheads. Facet kręcił też znane seriale obecnej fali jak Dexter. A tutaj coś ewidentnie nie zagrało.
No i dogrzebując się do twórców na filwebie odkrywam, że autorem całej histori jest sam Bruce Willis.
Typ chyba chciał wykreować markę jak Indiana Jones, ale zostanie już na zawsze McClainem.
Pomysły na papierze wydawały się dobre. Ale brakuje temu spójności.
Nic do siebie nie pasuje.
Tak jak ta musicalowa scena z Dannym Aielo. Cholera wie skąd i po co.
Ale najgorsze jest to wylewające z każdej sceny ego Willisa. Typ sie calym sobą prosi, żeby mu przyjebać. To ta jego sensualna rola jako piosenkarza. Ciężko się na to patrzy.
Parę scen fajnych jest, ale ogolnie gniot totalny.
@FodiJoster - kiedyś z jakiegoś magazynu o grach dowiedziałem się, że gra Hudson Hawk na C64 oparta jest na filmie - wypożyczyłem go na VHSie i pamiętam jedynie, że był ok.
Dzisiejsze wydanie #kiedysidzis będzie o Kate Winslet.
Świat (w tym ja), po raz pierwszy usłyszał i niej w roli Rose z “Titanica”. To był mój ulubiony film dzieciństwa. Dostałam go w prezencie pod choinkę i oglądałam tak często, że taśma z kasety VHS troszku się wytarła.
Jej późniejsza, dramatyczna postać w “Zakochany bez pamięci” uplasowała ten tytuł na wysokiej pozycji filmów, do których chętnie wracałabym częściej.
Nie mogę nie wspomnieć też o “Lektorze” i kontrowersyjnej roli uwodzicielki/byłej strażniczki SS.
Prywatnie wydaje się, że jest mega autentyczną i ciepłą osobą. Nie gwiazdorzy i nie próbuje budować dystansu.
Starzeje się naturalnie. Trochę w opozycji do aktualnych trendów Hollywood.
No i na plus uśmiech z kącikami ust skierowanymi w dół, trochę jak #smilesinpolish.
@onpanopticon O kolega chyba się starzeje Ja od kiedy przekroczyłem trzydziestkę, to zacząłem patrzeć przychylnie na tzw. MILFy, a traz jak jestem 40+, to dopiero
@Rimfire ciekawi mnie Twój punkt widzenia. Wytłumacz proszę.
Moim zdaniem nieszczęśliwa nastolatka, której kazano wyjść za starszego kolesia dla kasy (tak, wiem - takie czasy). Scena, gdzie próbuje skoczyć za burtę mocno daje do zrozumienia, że jest zagubiona i ma dość sytuacji, w której się znalazła.
Myślałam, że będę oglądać wariacyjne kino moralnego niepokoju XXI wieku i tak było przez pierwszą połowę, potem film robi zwrot i lądujemy w psychologicznym thrillerze. Dla wielu może to być clishe-zabieg, ale mi się podobało, że reżyser chciał się tu pobawić gatunkiem i wrzucić widza w psychologiczną rozgrywkę, szczególnie, że baza tego istnieje od początku filmu.
Oto grupa studentów aktorstwa na miesiąc przed wystawieniem dyplomu dostaje nowego reżysera. Ten ma specyficzne metody pracy, do tego wije się za nim niejasna przeszłość. Szczególnie upodoba sobie Maję, studentkę, która ma dość niepowodzeń w castingach i postanawia po dyplomie zerwać z aktorstwem.
Polecam, polskie kino od dawna już wstało z kolan, ale wciąż zalewa nas masa "średniaków". IMO ten tytuł wybija się poza ową skalę. Dobra rozrywka, dobrzy aktorzy i te napięcie, które towarzyszy nam przez cały film - tworzy obraz, na którym będziemy dobrze się bawić.
Tytuł: Jagten
Rok produkcji: 2012
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Thomas Vinterberg
Czas trwania: 1g 55m
Ocena: 8/10
Polowanie
Opiekun w przedszkolu zostaje oskarżony przez podopieczną o molestowanie.
Trudny temat poruszony surowo i bez sugerowania czegokolwiek. Ewentualnie można snuć domysły kto naprawdę skrzywdził dziecko. A parę tropów reżyser zostawił.
Mads jak zwykle gra koncertowo, choć dość oszczędnie.
Warto zobaczyć by poczuć choć trochę na własnej skórze co za sobą niosą fałszywe oskarżenia w małej społeczności.
Wczorajszy wpis #kiedysidzis nie pozostawił na bohaterce suchej nitki.
Dzisiejsza postać nie da się przez Was unicestwić, bo ma za sobą cały gang! I to gang krwi braterskiej!
Cillian Murphy aka Thomas Fucking Shelby jako sponsor dzisiejszego odcinka.
Osoba wielu talentów. W młodości wokalista i gitarzysta rockowego zespołu The Sons of Mr. Green Genes.
Pierwszy raz widziałam go w filmie “Red Eye”.
Potem kilka ról drugoplanowych i BUM! Peaky Blinders, serial totalny. Cillian wpasował się w rolę idealnie. Oskarowy Oppenheimer, też klimatyczny kostiumowo, ugruntował jego pozycję w topce moich ulubionych aktorów.
Rewatching po latach. Cóż, nie jest to najlepszy Scorsese, początek szoruje między lekką żenadą a wysokim kinem, ale ostatecznie wygrywa to drugie. Na pewno im bliżej końca tym coraz lepiej, ale prawda na koniec jest taka, że wszystkie gangusy kreują się na wojowników z honorem, a tak po prostu są nadal zwykłymi gangusami bez względu na epokę, w której działają.
Piękne słowa o krwawych walkach i dokonanej historii wielkiego kraju USA niczego nie zmienią, gdy groby ludzi, o których Nowy Jork nigdy nie będzie pamiętał zarastają gdzieś w tle.
Nie znam filmografii Honga, zawsze byłam trochę na bakier z azjatyckimi twórcami, staram się to nadrabiać. Nie wiem też czy "Tale of cinema" to dobry pomysł by zacząć z Hongiem. Opowieść wcale nie jest o kinie. A może jest ale w sensie podskórnym, nie do końca wybijającym się na powierzchnię. Bo w tym sensie można przypatrzeć się historii opisanej w filmie i skonfrontować ją z rzeczywistością. Tam natomiast świat niby potwierdza filmową historię, a jedna kilka tropów nie zgadza się.
Dla mnie dość ciężki film - w sensie kwestii samobójstwa, gdzie nie ma wytłumaczenia dlaczego ktoś w ogóle chce się zabić, po prostu chce się zabić i tyle. Nie wiem czy będę oglądać więcej filmów tego reżysera - za blisko zagląda ludziom w duszę i nie znalazłam tam dużo optymizmu.
Historia stara jak świat - on kocha ją, ona kocha bógwiekogo, ale głównie kocha kogo chce, on kocha na pewno swojego przyjaciela, ale tych dwóch braci nie z krwi rozdziela wybuch wojny. Po wojnie zamieszkują razem tworząc specyficzny trójkąt.
Nie do końca wiem co myśleć o tym filmie - ot, historyjka o pogmatwanym trójkącie, ale podana na dość lekko, w stylu Nowej Fali. Nie jest to formatu "400 batów" tego reżysera, a jednak ogląda się to z zainteresowaniem. Truffaut pokazuje swoich bohaterów ze skazami, ale te skazy są jakby wpisane w ich naturę. To na pewno na plus.
Na statku kosmicznym zlokalizowano wojskowe laboratorium, w którym dokonuje się liczne eksperymenty naukowe, w tym klonowanie ludzi, ale także badania nad obcymi. No i co się może wydać szokujące i zaskakujące, ale obcy wydostają się z izolatek i zaczynają buszować po statku. Na ich drodze staje sklonowana bohaterka poprzednich części, ale w wariancie znacznie genetycznie ulepszonym.
Mam mieszane uczucia po tym filmie. Niby wszystko ok, niby wszystko poprawne, ale zabrakło tutaj jakiegoś "ducha", jakieś świeżości. Trochę chyba zbyt "alienowy" jest ten film, przez co wyszedł sztuczny. Trochę jak z neogotykiem - zbyt idealny jak na oryginał.
Augie „Ben” Doggie – Obi-Wan Kenobi, ale tu raczej „piesek Ben”.
Darph Nader – żart z aktywisty Ralpha Nadera, znanego z kampanii przeciwko niebezpiecznym samochodom.
Chewchilla the Wookiee Monster – dosłownie „Ciasteczkowy potwór” z futrem.
Princess Anne-Droid – połączenie księżniczki i robota, bo dlaczego nie?
Narrator rodem z trailerów lat 70.
Cały film stylizowany jest na zwiastun nowego hitu SF – narrator wypowiada się z pełną powagą, co tylko potęguje absurd.
Hasło promocyjne:
> “You’ll laugh, you’ll cry, you’ll kiss three bucks goodbye!”
(„Będziesz się śmiał, będziesz płakał, pożegnasz się z trzema dolarami!”).
George Lucas… był zachwycony
Lucas uznał Hardware Wars za swoją ulubioną parodię Star Wars i mówił, że to „dokładnie w tym duchu, w jakim robiliśmy oryginał — z humorem i sercem”.
Nigdy nie próbował zablokować filmu, mimo że był to nieautoryzowany fanowski projekt.
Twórcy byli… muzykami i lalkarzami
Reżyser Ernie Fosselius był muzykiem i satyrykiem, a część ekipy miała doświadczenie w pracy z Muppetami.
Dlatego kukiełki i efekty specjalne są celowo „niedoskonałe”, co nadało filmowi urok znanego dziś z produkcji Robot Chicken czy Lego Star Wars.
Sukces VHS
Hardware Wars stało się jednym z najlepiej sprzedających się krótkich filmów na VHS w latach 80.
Trafiało do szkół, klubów SF i pokazów przed filmami fabularnymi.
„Uaktualnione wersje”
W 1997 roku powstała zremasterowana edycja HD z nową narracją i efektami — ironicznie nazwana „Special Edition”, żeby sparodiować „Special Edition” Lucasa.
Twórcy żartowali, że dodali „więcej tostera w każdej scenie”.
Nagrody i wpływ
Film wygrał kilka festiwali filmowych, m.in. nagrodę na nowojorskim Film Festival of Fantastic Comedy.
Uznaje się go za pierwowzór wszystkich późniejszych fanowskich parodii, od Spaceballs (1987) po Robot Chicken: Star Wars.
Ukryte smaczki
W jednej scenie w tle słychać dźwięk... miksera kuchennego, który miał udawać silnik statku.
Logo otwierające fil
m to przerysowana wersja napisu „Star Wars” wykonana w stylu szkolnego projektu z kartonu i taśmy klejącej.
Tytuł: Darkman
Rok produkcji: 1990
Kategoria: Akcja / Dramat / Sci-Fi
Reżyseria: Sam Raimi
Czas trwania: 1g 36m
Ocena: 8/10
Człowiek ciemności.
Naukowiec pracujący nad sztuczną skórą, która ma służyć ofiarom poparzen zostaje napadnięty w swoim laboratorium przez gangsterów.
Oszpecony w wyniku wybuchu postanawia wykorzystać swój wynalazek by się zemścić.
Jedna z ciekawszych wariacji na temat superbohaterów z pod ręki Sama Raimiego, który już wtedy marzył o ekranizacji Spider-mana, ale był zbyt cienki w majtach.
Film kładzie przede wszystkim nacisk na pytanie ile w nas człowieczeństwa, kiedy część tegoż się traci. Czuć tu trochę vibe Murphyego z Robocopa.
Obsadę udało się Raimiemu dokoptowac wyjatkowo udanie. W główną rolę wcielił się Liam Neeson, ktory z niej wycisnął więcej niż można bylo. W rolę jego małżonki wcieliła się z powodzeniem Frances Mcdormand.
Ale również drugi plan wywiązał się znakomicie, zwłaszcza idealnie dobrany do roli czarnego charakteru Larry Drake.
Scena z cygarem zrobiła na mnie za dzieciaka duże wrażenie.
Film jest konsekwenty i o dziwo bardzo logiczny, ale przede wszystkim temat został podjęty z powagą, bez błazenady, co ostatecznie wpływa pozytywnie na odbiór. Desingn głównego również bohatera robi fajne wrażenie.
Film, aż prosił się o kontynuację i ją otrzymał. Oczywiście zmieniła się obsada, ale poziom nie zjechał mocno w dół co czesto ma w takich przypadkach miejsce.
Wydań komiksowych również się doczekał.
Polecam jako alternatywę dla marveli i dc bo to naprawdę mocna konkurencja, tylko czasy, w ktorych powstała nie przyniosło jej należytego uznania.
Oczywiście jak to u Raimiego, Bruce Campbell z Evil Dead ma i tu swoje cameo.
Bardzo polecam.
@FodiJoster Bezużyteczna ciekawostka: Ten film miał być na początku ekranizacją komiksów o Cieniu, pulp'owym bohaterze z lat 30 XX wieku oraz inspiracją dla postaci Batmana, ale prawie w ostatniej chwili właściciele praw autorskich Cienia zmienili zdanie i trzeba było mocno modyfikować scenariusz.
4 lata później powstał pełnoprawny film o tym bohaterze z Aleciem Baldwin'em. Był... cóż, widziałem gorsze filmy.
Średni film z mocnym Hackmanem (ech, brakuje mi go). Zapraszam do #piechuroglada
----------
Tytuł: Runaway Jury
Rok produkcji: 2003
Reżyseria: Gary Fleder
Kategoria: #thriller
Czas trwania: 127 min
Moja ocena: 6/10
Po strzelaninie w firmie maklerskiej wdowa jednego z zamordowanych wytacza proces producentowi broni, o którego werdykcie ma zadecydować ława przysięgłych.
Taka amerykańska bajka dla dorosłych. Naiwna historia z intrygą okraszona trochę zabawnym z obecnej perspektywy "dynamicznym" montażem. Nie jestem fanem gry aktorskiej Johna Cusacka, ten film tego nie zmienił - jest irytujący w jakiejś swojej przesadnej nonszalancji. Rachel Weisz również jakoś specjalnie nie porywa, Dustin Hoffmann jest ok. Ale tak na prawdę film ratuje niezawodny Gene Hackman, bez którego ten obraz byłby raczej nijaki - kradnie każdą scenę, w której występuje. Ogólnie nie jest to złe kino, może ja spodziewałem się czegoś bardziej poważnego i intensywnego, a to taki film do obiadu. Polecam, jeśli ktoś już ma coś na talerzu i szuka czegoś lekkiego do obejrzenia.
PAMIĘTACIE JAK FRODO OTRZYMUJE PIERŚCIEŃ OD BILBA A GANDALF JEDZIE GRZEBAĆ W ARCHIWACH IPNu? CHWILĘ MU TO ZAJĘŁO...
To była krótka scenka z początku "Drużyny Pierścienia". Gandalf jedzie szukać odpowiedzi do Gondoru, Gandalf pali faję, Gandalf grzebie w papirusach. Frodo w tym czasie sobie pije z chłopakami w karczmie, jakby świat się nie kończył. Nagle Gandalf wraca do Shire, schowany za firanką zaczepia hobbita z przerażeniem i pyta:
„Gdzie jest gówniarzu.zasrany.zajebany pierścień co go Ci go wujas dał”
Bo on już wie, że ten pierścień to jest TEN pierścień.
No i teraz tak… w filmie Jacksona jest to taki szybki przerywnik i trwa jakieś 5 min. Tak naprawdę szukanie odpowiedzi przez Gandalfa zajęło mu… 17 LAT xD.
Bilbo opuszcza Bag End w 3001 roku i zostawia pierścień Frodowi.
W latach 3001–3009 Gandalf od czasu do czasu odwiedza Shire, rozmawia z Frodem, obserwuje, czy coś się dzieje z pierścieniem, ale nie ma jeszcze ostatecznych wniosków.
W latach 3009–3017 prowadzi dochodzenie: szuka informacji o pierścieniach mocy, sprawdza legendy i świadectwa, w końcu odnajduje Golluma, który potwierdza słowa „mój skarb” i ujawnia, że pierścień wpadł w ręce „Bagginsa z Shire”.
W roku 3017 T.E. Gandalf testuje pierścień Froda w ogniu i widzi napisy w Czarnym Języku Mordoru. Dopiero wtedy na sto procent wie, że to Jedyny Pierścień.