Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Prószyński i S-ka przedstawia nowe wydanie zbioru Johna Steinbecka. "Długa dolina. Jasny płomień" w sprzedaży od 5 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 344 strony, w cenie detalicznej 59,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Opowiadania zawarte w zbiorze „Długa dolina. Jasny płomień“ Johna Steinbecka ukazują różne oblicza jednego z największych amerykańskich pisarzy.
Opublikowana po raz pierwszy w 1938 roku „Długa dolina“ to doskonałe wprowadzenie do twórczości laureata literackiej Nagrody Nobla. Opowiadania, osadzone w kalifornijskiej dolinie Salinas, pokazują życie prostych ludzi i ich zmagania z losem, odzwierciedlając charakterystyczne dla Steinbecka skupienie na napięciach i konfliktach zarówno międzyludzkich, jak i społecznych.
Opublikowany po raz pierwszy w 1950 roku „Jasny płomień“ to ostatnia (po książkach „Myszy i ludzie“ z 1937 roku i „Księżyc zaszedł“ z 1942 roku) podjęta przez Steinbecka próba stworzenia nowej, eksperymentalnej formy literackiej, noweli dramatycznej, wariacji na temat średniowiecznego moralitetu. Jest to pierwsze wydanie tej książki w języku polskim.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #literaturapiekna #proszynski #steinbeck

Zaloguj się aby komentować
Nikt się nie poczuwa, to skorzystam
Temat: spalanie
Rymy: serniczek - pedały - chwały - jamniczek
Powodzenia
#naczteryrymy #tworczoscwlasna #zafirewallem #poezja
Nie mam kasy, tylko serniczek!
krzyknąłem, "nie obrobicie mnie pedały!"
przetrwam, zwyciężę na polu chwały
orężem będzie mój wierny jamniczek*
*Do sklepu zoologicznego wchodzi Fąfara i mówi:
– Chciałbym kupić psa obronnego.
– Mam takiego.
– Przecież to jamnik! Jaki z niego pies obronny?
Sprzedawca chwyta jamnika za ogon, podnosi go do góry i mówi:
– To podejdź pan tutaj!
Zaloguj się aby komentować
602 + 1 = 603
Tytuł: Filary Ziemi
Autor: Ken Follet
Kategoria: powieść historyczna
Wydawnictwo: Albatros
Format: książka papierowa
Liczba stron: 832
Ocena: 5/10
“– Co tak śmierdzi? – zapytała Martha.
– To zapach ludzi – uśmiechnął się Tom”
Akcja powieści osadzona została w średniowiecznej Anglii i rozciąga się na przestrzeni lat pomiędzy 1135 a 1174 rokiem. A skoro średniowiecze, to wiadomo, że nie może być kolorowo: bieda, głód, przemoc i zabobon. Fabuła skupia się głównie wokół klasztoru w małej miejscowości Kingsbridge i wielopokoleniowego, pełnego przeciwności przedsięwzięcia budowy nowej katedry oraz związanych z nim ludzi. W tle rozgrywa się wojna domowa.
Muszę przyznać, że fabuła została misternie zaplanowana. Poszczególne, liczne wątki rozwijają się powoli i splatają wzajemnie w nie zawsze oczywisty sposób. Cześć z nich urywa się, pozornie nieistotna, by powrócić po wielu latach w nieoczekiwanym momencie. Nie wszystkie są równie interesujące, ale nawet drobne wydarzenia rzutują w jakiś sposób na przyszłość. Mamy tu wszystko: miłość i nienawiść, zdradę i zemstę, szczęście i cierpienie.
Kreacja postaci pozostawia natomiast wiele do życzenia. Głównym bohaterem większej części powieści jest Tom Budowniczy - murarz, który za cel życia postawił sobie wybudowanie katedry. Trudno chłopa polubić, gdyż przeważnie jest irytujący i głupi jak but, np. ślini się do cycków innej baby, podczas gdy jego córka leży ranna. Jeszcze trudniej lubić jego kochankę Ellen - agresywną borderline wariatkę, taką w typie współczesnych ”feministek” uznających arogancję za przejaw siły. Może to miała być historyczna wierność, średniowiecze pełne brudnych i głupich ludzi podejmujących jeszcze głupsze decyzje. Główny antagonista - William został przerysowany wręcz absurdalnie - nie dość, że rozpuszczony panicz, sadysta i gwałciciel, to na dodatek znęca się nad kotkami xd Znacznie ciekawszymi, choć równie szablonowymi postaciami okazali się mnich Philip usiłujący zreformować lokalny klasztor i chcąc nie chcąc wplątujący się w polityczne zawiłości oraz biskup Waleran będący uosobieniem zakłamania władz kościelnych, czyli wiecznie aktualnego motywu pokazującego jak daleko władze kościoła odbiegają od autentycznej wiary.
Książka ma 832 strony, przy czym wydawca nie lada natrudził się by nie było ich 1000: 44 ciasno upakowane wiersze na stronę i wąskie marginesy. Potężna objętość wypełniona jednak nie zawsze równie jakościową treścią, gdyż zdarzają się całe ściany tekstu o niczym i gdyby pominąć wszystkie wzmianki o jedzeniu chleba, o słabym piwie, wszystkie melodramatyczne westchnienia za ukochaną niczym Alvaro za Manuelą w brazylijskiej telenoweli i podobne bzdety, to by tych stron wyszło z 500 i opowieść nie straciłaby na wartości.
W gruncie rzeczy nie jest to zła książka. Dobra też nie jest. Po kilkudziesięciu stronach miałem ochotę rzucić ją wpis.., ale napędzany uporem jakoś zdołałem dotrzeć do końca. Miałkie obyczajowe czytadło, średniowieczna “Moda na sukces”, idealne dla zabicia czasu podczas poobiedniej sjesty w domu pomocy społecznej.
#czytelniczebingo - powieść historyczna …i tak oto udało się wypełnić całą planszę
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
#wolnewiersze #zafirewallem
Kiedy - jakoś w zeszłym tygodniu
wydarło się w końcu z chmur słońce
moja krew - bąbelek po bąbelku -
zrobiła się musująca
i chyba inna niż zwykle,
bo jakaś taka różowa -
nie czerwona jak wiśnie,
lecz jak kwiaty wiśniowe
Nie wiem jeszcze co robić,
zwyczajnie w słońcu stoję,
patrzę sobie w niebo
i kręci mi się w głowie.
Zaloguj się aby komentować
Nie będę ukrywał, że Złota gałąź pana Frazera zrobiła na mnie ogromne wrażenie i mocno zapadł mi w pamięć ten z niej cytat: Mit bowiem się zmienia, natomiast niezmienny pozostaje obyczaj; ludzie czynią nadal to, co czynili ich ojcowie, chociaż powody, którymi kierowali się ojcowie, dawno już uległy zapomnieniu. No i tak mi się to jakoś z dzisiejszym świętem połączyło:
***
Niedziela wielkanocna
Stół już zastawiony, a stół to obfity,
stoi na tym stole w bród rozmaitości;
dni czterdzieści człowiek tradycyjnie pościł,
ale koniec tego! – czas by się nasycić.
Kiełbasy na stole, flaszki okowity,
sałatka z Kieleckim i jakieś słodkości;
jest wszak co świętować – jest powód radości! –
bo ktoś tam zmartwychwstał. Czy został zabity?
Tak się biesiadnicy posprzeczali byli,
ojciec tam przemawiał, jak adwokat w todze,
dziadek przeciwnego obozu był wodzem
dojść próbując prawdy, w końcu się pobili:
czemu w tę niedzielę zastawia się stoły
i czemu tak wcześnie dzwonią dziś kościoły?
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
601 + 1 = 602
Tytuł: Bunt mas
Autor: José Ortega y Gasset
Kategoria: Nauki społeczne
Wydawnictwo: MATERIA
Format: ebook
Liczba stron: 300
Ocena: 8/10
Na książkę polowałem od dłuższego czasu, ale wcześniej eBook miał tylko 1 z tekstów/rozdziałów. Na szczęście właśnie ukazało się nowe wydanie papierowe z MATERII, również z ebookiem.
To książka, która mimo niemal stu lat na karku wciąż czyta się z zaskakującym poczuciem aktualności. Ortega nie pisze powieści ani klasycznego traktatu filozoficznego, tylko esej, w którym próbuje uchwycić moment, gdy „człowiek masowy” wychodzi na pierwszy plan i zaczyna kształtować politykę, kulturę oraz życie społeczne. Nie chodzi mu przy tym wyłącznie o tłum w sensie liczby ludzi, ale o pewien typ postawy: samozadowolonej, niechętnej wysiłkowi, przekonanej o własnej wystarczalności. Z tej diagnozy rodzi się opowieść o kryzysie Zachodu, demokracji i odpowiedzialności elit. 
Najmocniejsze jest tu chyba to, że Ortega potrafi połączyć szeroką historiozoficzną perspektywę z bardzo celnymi, niemal intuicyjnie prawdziwymi obserwacjami o człowieku. To nie jest książka, która prowadzi czytelnika za rękę, ale jeśli wejdzie się w jej tok myślenia, dostaje się bardzo gęsty, intelektualnie pobudzający tekst. Dobrze wypada też sam rdzeń tej diagnozy: że cywilizacja może osłabić samą siebie przez własny sukces, bo wychowuje ludzi przyzwyczajonych do komfortu, ale niekoniecznie rozumiejących, skąd ten komfort się wziął. Bardzo dobrze brzmi też przeciwstawienie życia szlachetnego i pospolitego, wysiłku i inercji - to jeden z tych fragmentów, które zostają w głowie na długo. 
Jednocześnie to nie jest lektura bez wad. Chwilami Ortega mocno generalizuje, bywa protekcjonalny wobec „mas”, a niektóre jego diagnozy są celowo przerysowane, jakby chciał wstrząsnąć czytelnikiem bardziej niż go przekonać. To też książka nierówna: obok fragmentów naprawdę błyskotliwych są takie, które dziś czyta się bardziej jako dokument epoki niż żywą analizę. Nie każda jego intuicja wytrzymuje próbę czasu, ale nawet wtedy pozostaje ciekawe, jak wiele z jego lęków wraca dziś w rozmowach o populizmie, kryzysie elit, mediach i spłyceniu debaty publicznej. 
Szczególnie może się Wam podobać to, że Bunt mas nie jest suchą filozofią, tylko książką o mechanizmach społecznych i przywództwie. Jest tu sporo o odpowiedzialności, jakości elit, niebezpieczeństwie samozadowolenia i o tym, że struktury same z siebie nie działają dobrze, jeśli zabraknie ludzi, którzy chcą od siebie więcej. Mi szczególnie podpasowały tematy przywódcze i organizacyjne bo są moją służbową codziennością. To też lekko niepokojąca wizja cywilizacji, która pozornie rośnie w siłę, a tak naprawdę zaczyna podcinać własne skrzydła - ma w sobie coś z intelektualnej wersji katastrofy, ale bez taniej sensacji. No i jeszcze jedno: Ortega lubi szerokie ujęcia, porządkuje świat, szuka wzorów i mechanizmów, próbując go w przystępny sposób wytłumaczyć.
To momentami drażniący, ale bardzo inspirujący esej - taki, z którym można się spierać przez pół książki, a i tak uznać, że było warto. I tak było w moim przypadku.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
No taki cross-over mi wyszedł:
***
Bogowie też mają poczucie humoru
Chybam wodą z rzeki którejś był opity,
bo przecież nie wskutek mej nieudolności
kiedym został kiedyś zaproszony w gości
jedno z drugim na „gie” pomyliłem city.
Gdym wreszcie dojechał, stanąłem jak wryty,
nie doznałem bowiem oznak gościnności;
wejście miałem ciche – w stylu angielskości,
czułem się divided raczej niż unity.
To nie moja wina – pojąłem po chwili,
ani pociąg z trasy też nie zboczył w drodze,
ni gospodarz nie próbował uniknąć mnie zwodem,
to wodni bogowie żart sobie zrobili
i śmiali się ze mnie wykrzywiając mordy
bo w Gorzowie nagle Wisłę umieścili
do Grudziądza zaś koryto przesunęli Odry.
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
600 + 1 = 601
Tytuł: How to Take Smart Notes: One Simple Technique to Boost Writing, Learning and Thinking – for Students, Academics and Nonfiction Book Writers
Autor: Sonke Ahrens
Kategoria: Poradnik
Wydawnictwo: Brak
Format: ebook
ISBN: 9783982438818
Liczba stron: 154
Ocena: 8/10
Prywatny licznik: 3+1=4
Moje umiejętności robienia notatek nie są najwyższe, by powiedzieć niewiele. W sumie przez całe życie leciałem na pamięciówie, czy to w szkole, czy na studiach - ot zdolny ale leniwy
Szukałem więc jakiejś porady i tak oto natrafiłem na tę książkę.
Idea jest prosta, zaczerpnięta ze sposobu pracy Luhmanna - robienie notatek ma być możliwie bezbolesne I wdrożone w codzienność poprzez zapisywanie swoimi słowami prostych własnych myśli i informacji z czytanej literatury, które w ciągu najlepiej jednego dnia powinny zostać przeprocesowane w notatki trwałe. Takie trwałe notatki już z kolei będą tworzyć swojego rodzaju drugą pamięć, w której podstawą jest tworzenie połączeń pomiędzy notatkami, ułatwiając tym samym kojarzenie poszczególnych tematów że sobą. Notatki przy łączeniu w kolejności ciągów myślowych będą wtedy komponować się w całość, którą następnie będzie można ubrać w szkic, a potem na jego podstawie stworzyć spójny i przemyślany wielokrotnie tekst.
To, co mi się najbardziej podoba w tym podejściu to fakt, że jest on oddolny, bez konieczności szczególnego wysiłku w jego tworzenie i bardzo elastyczny, co zapobiega znudzeniu się - po prostu kiedy stracę zainteresowanie określonym tematem, będę mógł płynnie przejść do innego tematu i się w niego wgłębiać, nie tracąc jednocześnie widoku z poprzednich tematów. Ponadto nie ma przyczepienia się do z góry założonej tezy (i argumentowania jej), ale widzenie większej całości, z większą otwartością na wszelkiego rodzaju powiązania i pytania badawcze. A i nawet jak na coś natrafię przypadkowo, co mnie zaciekawi, to nawet jeśli nic z tego nie powstanie, to jest po prostu szansa na rozwój i na to, że kiedyś do czegoś może taka myśl być przydatna.
Pomysł mi się naprawdę podoba, w momencie powrotu ze świąt spróbuję go wdrożyć w życie i w swoje nawyki - pewnie dopiero wtedy będę miał lepszy widok na plusy i minusy z niego wynikające.
Z ciekawości, jakie u Was są metody robienia notatek?
#bookmeter #ksiazki #robienienotatek #notatki #samorozwoj #owcacontent

Zaloguj się aby komentować
599 + 1 = 600
Tytuł: Zbrodnia doskonała Autor: Helen Fields Kategoria: kryminał, sensacja, thriller Wydawnictwo: Bouq Publishing Format: audiobook Liczba stron: 389 Ocena: 6/10
W tym tomie Callanach i Turner trafiają na sprawę, która na pierwszy rzut oka wygląda, jak seria samobójstw. Ludzie w kryzysie, moment słabości, tragiczny finał. Problem w tym, że im dalej w śledztwo, tym bardziej widać, że coś tu się nie zgadza - kolejne zgony są zbyt „czyste”, zbyt dobrze zaplanowane, zbyt… perfekcyjne. 
To klasyczny dla Fields punkt wyjścia: brutalna sprawa, która szybko okazuje się czymś znacznie bardziej złożonym. I jak zwykle działa. Tempo jest dobre, klimat ciężki, a sam pomysł na „zbrodnie upozorowane na samobójstwa” daje sporo możliwości budowania napięcia.
Największą zmianą - i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnym elementem - jest jednak wątek związany z Lucem. Pojawia się tu plot twist, który w założeniu ma pogłębić postać, ale w praktyce zostawia sporo znaków zapytania. Zamiast lepiej go zrozumieć, momentami zaczynamy tracić do niego zaufanie budowane przez poprzednie 4 tomy. To ciekawy zabieg, ale dość ryzykowny, bo Luc był do tej pory jednym z najbardziej stabilnych punktów całej serii.
Z drugiej strony książka rozwija wątek relacji między Lucem i Avą. To coś, co było budowane od kilku tomów, więc trudno mówić o zaskoczeniu - raczej o naturalnym kierunku. Problem w tym, że mam wrażenie, że trochę odbiera to serii jej wcześniejszą dynamikę. Napięcie między nimi było ciekawsze niż jego rozwinięcie i zakończenie, a sam wątek romantyczny momentami wydaje się nieco „z obowiązku”.
Sama intryga stoi na solidnym poziomie i wpisuje się w równy standard serii – brutalnie, mrocznie i dość angażująco. To nadal bardzo dobrze czytający się thriller, choć bez większych zaskoczeń w konstrukcji.
Solidny tom, który rozwija bohaterów, ale robi to w sposób, który nie każdemu podejdzie – szczególnie jeśli ktoś lubił wcześniejszą wersję Luc’a i relacji z Avą.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #Ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Ciekawy wybór książek w sklepie na stacji kolejowej.
Jeden tytuł jest aż na trzech różnych miejscach w top 12.
#ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Pomówiony i niesprawiedliwie skazany przez oskarżyciela i kata w jednej osobie - @fonfi , wykonuję swoje wyrok, pretendując do roli męczennika Kawiarenki! Z wielkim jękiem i ojojojem otwieram CXXI (słownie: sto dwudziestą pierwszą) edycję #nasonety !
Natchnieniem niech będzie Wam wiersz Pana Jana Andrzeja Morsztyna:
Do trupa
Leżysz zabity i jam też zabity,
Ty — strzałą śmierci, ja — strzałą miłości,
Ty krwie, ja w sobie nie mam rumianości,
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty,
Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,
Jam zawarł zmysły w okropnej ciemności,
Ty masz związane ręce, ja wolności
Zbywszy, mam rozum łańcuchem powity.
Ty jednak milczysz, a mój język kwili,
Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,
Tyś jak lód, a jam w piekielnej śreżodze.
Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,
Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem
Wiecznym mych ogniów, rozsypać popiołem.
Zasady:
Układamy sonet albo coś co się rymuje, albo nawet nie (jak kto woli), w którym rymy (lub ich brak) w poszczególnych wersach zgadzają się (ale niekoniecznie) z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze #diproposta .
Ofiarę tfu! Zwycięzcę wskażę w niedzielę 12 kwietnia.
Bawcie się dobrze!
#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować
Nawzajem!
Na rozluźnienie poezja kradziona od innego interneuty.
#zyciejestnobelon #poezja #zafirewallem


Zaloguj się aby komentować
Może i kradzione od LC, ale mimo wszystko życzę Państwu Wesołych Czytelniczych Świąt :) #swieta #wielkanoc #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Państwowy Instytut Wydawniczy ujawnia nowy tom serii Biografie Sławnych Ludzi. "Bracia Grimm" Hansa-Georga Schedego zawitają do księgarń 8 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 320 stron, w cenie detalicznej 79 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Prawdopodobnie każdy byłby w stanie opowiedzieć jakąś grimmowską fabułę – czy to opierając się na przekładach z oryginału, czy też na licznych przeróbkach i adaptacjach. Tymczasem biografia tych dziewiętnastowiecznych uczonych stoi niejako w cieniu spisanych przez nich historii. Jacob i Wilhelm przez większość swojego życia byli skromnymi bibliotekarzami, a u jego schyłku nobliwymi profesorami. Ich biografia jest jednak zaskakująco bogata, pełna zwrotów akcji, wpisana w historię Europy i Niemiec. Jacob i Wilhelm cale życie mieszkali razem, pracowali w sąsiadujących ze sobą gabinetach, dzielili bibliotekę, a gdy któremuś zdarzyło się wyjechać, pisali do siebie obszerne listy. Grimmowie w swojej ojczyźnie są postaciami pomnikowymi – to nie tyle baśniopisarze, ile założyciele filologii germańskiej, badacze i zbieracze zabytków kultury, a nawet politycy zaangażowani w obronę liberalnej konstytucji i pierwszy oddolny niemiecki parlament w roku 1848.
Biografia braci Grimm pióra Hansa-Georga Schedego wprowadza czytelnika w zawiłości historii Niemiec w XIX wieku, wszechstronnie ukazując na tym tle życie braci. Szczególną wartość mają liczne źródła, które cytuje autor, m.in. listy i dzieła naukowe, a także ilustracje, w tym portrety wykonane przez młodszego brata Jacoba i Wilhelma. Przekład przygotowała Eliza Pieciul-Karmińska, badaczka i tłumaczka baśni braci Grimm, która również opatrzyła edycję posłowiem i przypisami, dodatkowo przybliżającymi bohaterów polskim czytelnikom.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #piw #historia #biografieslawnychludzi #hansgeorgshede #braciagrimm #basnie

Zaloguj się aby komentować
Korzystając z czasowej luki międzyedycyjnej w naszej zabawie #nasonety, co pozwoli mi (mam nadzieję) uniknąć ryzyka zwycięstwa, przedstawiam Państwu wiersz napisany w pośpiechu. Żeby zdążyć przed rozpoczęciem edycji kolejnej:
***
Mach
Tyle się dzieje, a musisz być wszędzie –
żyjesz więc szybko, żyjesz więc w pędzie.
By wszystkich (w tym siebie) móc zadowolić
czujesz, że chciałbyś się nieraz rozdwoić.
(Roztroić?)
Bo tyle się dzieje spraw równolegle!
Znów nie zdążyłeś! – choć przecież biegłeś,
więc, chociaż biegłeś, znów jesteś spóźniony
i mocno się czujesz tym rozdrażniony
(rozstrojony?)
lecz dalej pędzisz – nie myślisz o wnioskach,
w tym ciągłym pędzie śrubujesz swój rozkład,
aż w końcu pędzisz już szybciej od dźwięku.
Przed głosem uciekasz, że to bez sensu.
***
#wolnewiersze
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
598 + 1 = 599
Tytuł: Krzywy kościół. Kronika powieściowa utraconego miasta: lata 1894–1921
Autor: Karin Lednická
Kategoria: powieść historyczna
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Format: ebook
Liczba stron: 456
Ocena: 7/10
Zgrabna historia mieszkańców pogranicza Polski i Czech, na których spada ciężki los w postaci rodzącego się kapitalizmu opartego na górnictwie, pierwszej wojny światowej oraz późniejszej walki obu krajów o przebieg granicy. Autorka, na podstawie prawdziwych historii pokazuje, jak zwykły szarak, bez wyraźnej tożsamości narodowej, był zgniatany najpierw przez ciężkie czasy, a później przez politykę.
#bookmeter #ksiazki #czechy

Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
Pewne idee były dla nich zbyt niepojęte. W szczególności nie mogli jakoś zrozumieć, że nadciąga zguba. Dręczyło ich straszliwe złudzenie, że można temu zaradzić. Byli chyba gotowi uczynić świat takim, jakiego pragnęli, albo zginąć próbując. A problem z ginięciem próbując polegał na tym, że człowiek ginął próbując.
Terry Pratchett, Czarodzicielstwo
#uuk
Zaloguj się aby komentować