Dziś u mnie w firmie impreza niewąska
Tylko patrzę jak leci jedna za drugą zakąska
Koleżanka do mojego kolegi wzdycha
A ten tylko wciąż zagląda do kielicha
Książka dedykowaną dla osób które chcą treningiem siłowym wzmocnić się pod swoją "docelową" dyscyplinę i równoważnie się rozwijać siłowo. Bo jak wiadomo, jesteśmy tak silni, jak nasze najsłabsze ogniwo.
Głównie szukałam tu informacji o pliometrii i ją znalazłam.
Autor ma całkiem dobre podejście, choć nie ze wszystkim w 100% się zgadzam. Jeśli ktoś się gubi w rozwoju na siłowni a zależy mu na takim zrównoważonym rozwoju całego ciała - może tu się odnaleźć.
Sporo zdjęć, wyjaśnień do danych ćwiczeń (jak i progresji i regresji danego ćwiczenia) oraz dostęp do nagrań wideo.
“Jeśli tylko w grę wchodziła sprawiedliwość, to czymże było poświęcenie własnego życia?”
Kilka(naście?) lat temu przeżywałem fascynację kinem dalekowschodnim, głównie koreańskim i hongkońskim. Wówczas zetknąłem się z wuxia - popularnym nurtem zarówno literackim jak i filmowym w Chinach i Hong Kongu. Są to historie opowiadające o losach mistrzów sztuk walki często obdarzonych nadzwyczajnymi zdolnościami, ignorujących prawa fizyki. Ojcem tego gatunku w kinematografii jest Tsui Hark - reżyser, scenarzysta i producent znany m.in. z takich klasyków jak “Dao” z 1995 roku, czy serii “Dawno temu w Chinach” z Jetem Li. Mniej popularną, przynajmniej w Polsce, jest trylogia o “Swordsman” o Dongfang Bubai, dla której inspiracją była powieść “The Smiling, Proud Wanderer” autorstwa niejakiego Louisa Cha Leung-yung. Natomiast jedynym tytułem tego autora dostępnym w języku polskim były właśnie “Narodziny Bohatera” opublikowane pod pseudonimem Jin Yong.
Ale do rzeczy.
Niech nikogo nie zmyli reklama na okładce, to nie jest żaden chiński “Władca pierścieni”, tylko wuxia pełną gębą. Książka trzyma się konwencji wręcz perfekcyjnie. Fikcyjne wydarzenia wplecione zostały w tło historyczne średniowiecznych Chin i Mongolii, a dokładniej w czasy panowania dynastii Jin na północy (1115–1234) oraz Song na południu (960–1279). Na szczęście w przypisach zawarto objaśnienia dotyczące licznych wydarzeń i postaci historycznych oraz niektórych elementów kulturowych.
Narracja może wydać się zbyt gwałtowna i chaotyczna dla europejskiego czytelnika, ale to też jest specyfika gatunku wynikająca z różnic kulturowych i odmiennego systemu wartości. Narodziny Bohatera są opowieścią o zdradzie, zemście i honorze, jednak nacisk położony jest na zupełnie inne elementy. Czas często staje w miejscu aby wspomnieć wydarzenia z przeszłości, chwalebne bitwy, dawnych mistrzów czy szkoły walki. Honor jest wszystkim, a raz dane słowo napędza całą fabułę opowieści. Dobro vs zło zastąpione zostaje przez lojalność vs zdrada. Magią nie są kule ognia, tylko nadprzyrodzone umiejętności wypracowane przez lata treningu tajemnych technik. Nie mogło oczywiście zabraknąć dramatycznych pojedynków barwnych postaci o niezwykłych umiejętnościach i testów “wewnętrznej siły”. W tym świecie walki nie są jednak realistyczne, gdyż nie stanowią wyłącznie narzędzia przemocy, a stają się formą sztuki, co podkreślają malownicze nazwy stosowanych technik np. “cios jadowitego smoka wylatującego z jaskini”, “biała rosa przekraczającą rzekę”, “jesienny wiatr zamiatający liście”, czy “dym z kadzidła unoszący się w niebo”. Hołdując formie gdzieniegdzie wplecione zostały również elementy poezji i humoru.
Dawno nie wciągnąłem żadnej powieści z taką lekkością (to zapewne zasługa “techniki lekkiego ciała” hehe) bawiąc się przy tym wybornie. Jeśli komuś podobały się dwie pierwsze części “Swordsmana” lub “Dao” Tsui Harka, poetycki “Hero” z Jetem Li (do dziś chyba najpiękniejszy wizualnie film jaki miałem przyjemność oglądać) albo nawet skrojony pod zachodniego widza “Przyczajony tygrys, ukryty smok” to również i tą ksiązkę serdecznie polecam.
#czytelniczebingo - książka autora z Dalekiego Wschodu - spośród kilku posiadanych pozycji pasujących do tej kategorii chciałem wybrać coś baaardzo azjatyckiego i chyba bardziej się nie dało
Pod kątem literackim polecam też gatunki bardziej fantastyczne, ale wywodzące się z Wuxii - czyli Xianxia (仙侠) i Xuanhuan (玄幻).
Pierwszy rozszerza "fantastyczność" świata z mistrzów sztuki walk na "magiczne" ścieżki poszukiwania nieśmiertelności wywodzące się z taoizmu i buddyzmu - dla chętnych spróbowania polecam Er Gena i jego "I Shall Seal the Heavens" (jak lubisz pozytywnych bohaterów) oraz "Renegade Immortal" (jak lubisz bohaterów którzy mają swoje zasady i się w tańcu nie pi⁎⁎⁎⁎lą).
Drugi, robi to samo - tylko zrywając z tradycją i traktując tradycję jako sugestię to wymyślenia własnych założeń, luźno inspirowanych chińską mitologią (albo i nie, bo sporo też czerpie pomysły z "zachodniego" fantasy, krzyżując je z typowymi dla Chin formami). Tutaj ciężko wymienić jakieś "wejściówki" bo tematyka jest duuużo szersza, ale od siebie mogę polecić "Coiling Dragon" Wo Chi Xi Hong Shiego (dosłownie "I eat tomatoes", pseudonimy literackie niektórych autorów to jazda bez trzymanki), "Lord of Mysteries" Ai Qian Shui De Wu Zei (Cuttlefish That Loves Diving, mówiłem że jazda bez trzymanki), "Warlock of the Magus World" Wen Chao Gonga (ale tylko jak nie przeszkadza Ci książka z perspektywy złola w której dobro nie wygrywa) czy "Douluo Dalu"/"Soul Land" Tang Jia San Shaoego.
Tylko muszę nadmienić że większość z nich jest dostępna w formie WebNoveli które są popularną formą w państwie środka - przez co czytanie na papierze raczej nie wchodzi w grę. I to będzie czytanie po angielsku bo z ograniczonymi wydaniami papierowymi, nie ma też zbytnio tłumaczeń na inne języki. Także byłaby to raczej lektura na tablecie/telefonie/czytniku. Swoją drogą większość Wuxii też jest w takiej formie, a nie na papierze - bo cenzorzy luźniej traktują mniej tradycyjne twory niż drukowane książki.
Dwór polski dążył do samowystarczalności, dlatego prowadzenie takiego gospodarstwa nie było proste. Korzystano z doświadczeń przodków, ale jednocześnie starano się poszukiwać nowych rozwiązań.
Panie domu często zakładały zeszyty, w których zapisywały interesujące przepisy na bardziej wyszukane potrawy, a także sposoby radzenia sobie z chorobami, plamami, robactwem i innymi szkodnikami. Takie zeszyty były i do dziś bywają przekazywane z pokolenia na pokolenie, najczęściej w linii żeńskiej.
Przykładem takiego zbioru jest wydana w zeszłym roku książka Szparagi solić, krety gubić, która powstała w rodzinie Morawskich z Jurkowa w Wielkopolsce. Przepisy poprzedza krótka opowieść o losach rodziny w XIX wieku, nakreślona przez jedną z potomkiń.
Książka jest bogato ilustrowana i choć jej treść stanowią głównie przepisy kulinarne oraz inne porady, dziś już nie do końca przystające do naszych realiów, pozostaje bardzo ciekawa. Zabrakło mi jednak szerszego komentarza edytorskiego – na przykład wypowiedzi historyka, który umieściłby ten zeszyt w szerszym kontekście dziejów regionu czy historii życia codziennego.
Ja nie wiem co tu się odwaliło. Jest wiosna, słoneczko, piję sobie kawkę w pracy, rozanielony, najedzony rogalem francuskim. Nic mi więcej nie potrzeba. Muzyczka plumka, klikam sobie te znaczki w komputerze, przypominam - rozanielony, więc zero potrzeb. No to mówię sobie - sonet napiszę. Rozanielony. Po czym wylewa się ze mnie coś takiego jak poniżej. No serio - co jest ze mną nie tak?!
Idę zrobić głęboki rachunek sumienia, bo coś tu ewidentnie "nie pykło"...
To reportaż, który zamiast skupiać się na technologii czy polityce, oddaje głos ludziom - żołnierzom i cywilom, którzy faktycznie znaleźli się w samym centrum prób nuklearnych. Dynowski prowadzi czytelnika przez miejsca takie jak Nevada, atol Bikini, Nowa Ziemia czy Kiribati, pokazując nie tylko przebieg testów, ale przede wszystkim ich skutki dla zwykłych ludzi. To historia weteranów wysyłanych w stronę wybuchów, mieszkańców żyjących pod radioaktywnymi chmurami i rodzin, które przez pokolenia mierzyły się z konsekwencjami tych eksperymentów
Największą siłą książki jest jej perspektywa. To nie jest "wielka historia" zimnej wojny, tylko opowieść o tym, jak decyzje podejmowane na najwyższych szczeblach krajowych przekładały się na konkretne życie i zdrowie ludzi. Szczególnie mocno wybrzmiewa fakt, że wielu z nich brało udział w testach bez świadomości realnych konsekwencji - wykonywali rozkazy albo po prostu żyli w miejscach, które znalazły się na drodze radioaktywnego opadu. Oczywiście możemy próbować bronić rządy, że nikt nie znał konsekwencji i po to były testy, żeby je zrozumieć, ale to tym badziej nadaje książce bardzo ciężki, momentami wręcz przytłaczający wymiar.
Podobało mi się też to, że Dynowski dobrze balansuje między historią a reportażem. Mamy tu tło - Projekt Manhattan, wyścig zbrojeń, napięcia zimnej wojny - ale to wszystko jest tylko ramą dla ludzkich historii. Dzięki temu książka działa bardziej emocjonalnie niż klasyczne opracowanie historyczne i zostaje w głowie na dłużej.
To dla mnie bardzo solidne wprowadzenie do tematu. Pokazuje różne miejsca, różne grupy ludzi i różne konsekwencje testów nuklearnych, dzięki czemu daje szeroki obraz problemu. Jednocześnie nie jest to książka wyczerpująca temat - raczej dobry punkt wyjścia, który zachęca, żeby dowiedzieć się więcej. Bardzo dobry reportaż, który uświadamia, jak wysoką cenę za "postęp" i "bezpieczeńśtwo" zapłacili ludzie, o których często się nie pamięta.
Wydawnictwo Literackie przedstawia nowość historyczną. "Wenecja. Niezatapialna" Jonathana Keatesa w księgarniach od 6 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 608 stron, w cenie detalicznej 119,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
1600 lat Wenecji w jednym tomie. Monumentalna biografia miasta, które stało się symbolem miłości, dekadencji i sztuki. Aż 60 ilustracji, zdjęć i map! Takiego wydania jeszcze nie było!
Z wysokości Kolumny św. Marka skrzydlaty lew z otwartą księgą, symbol Wenecji, patrzy na miasto, którego burzliwe dzieje tworzą jedną z najstarszych, a jednocześnie najbardziej wyrafinowanych i inspirujących opowieści przynależnych europejskiej kulturze i cywilizacji. Weneccy kupcy, niepodzielni władcy mórz i przebiegli dyplomaci, przez wieki dyktowali światu nie tylko ceny pieprzu, jedwabiu czy złota, ale i kanony piękna, styl życia, prawo oraz kierunki globalnej polityki, a to w sposób zazwyczaj mało przyjazny wobec bliższych i dalszych sąsiadów. I podczas gdy tłumy zachwyconych artystów, myślicieli, marzycieli, a także zwykłych hedonistów ciągnęły nad Canal Grande, aby chłonąć magiczną atmosferę miejsca, liczebniejsi jeszcze wrogowie i rywale oddawali się pragnieniu, by rzucić Wenecję na kolana, upokorzyć, splądrować i ukarać – za pychę, chciwość, bezwzględność.
W jaki sposób krucha metropolia na wodzie przetrwała pośród rozlicznych zagrożeń, targana własnymi namiętnościami i wewnętrznym niepokojem? Czy narażona na zmiany klimatu, zadeptywana przez turystów i wyludniająca się Wenecja także tym razem wymknie się ze śmiertelnej pułapki? Zestawiając romantyczny mit, czarną legendę oraz przełomowe wydarzenia z długiej historii Wenecji, brytyjski historyk Jonathan Keates wciąga nas w błyskotliwą narrację łączącą tajemnicę, przygodę i twarde rachunki.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Naturalnie, nie było w niej żadnych sojuszy, stron, układów, litości ani zawieszenia broni. Nieba zwijały się, a morza kipiały. Grad huczących kuł ognistych zmieniał noc w dzień, co było uczciwe, jako że powstałe w wyniku tych działań chmury czarnego dymu zmieniały dzień w noc. Krajobraz wznosił się i opadał niczym kołdra w sypialni nowożeńców. Sama osnowa przestrzeni była wiązana w wielowymiarowe supły i tłuczona kijankami o płaskie kamienie na brzegu Rzeki Czasu.
Dzisiejsza edycja #naczteryrymy jest pod patronatem kolegów @Cybulion @zjadacz_cebuli oraz @A_a ktorzy robią mi dobrze i atakują moją rangę xd więc temat nie może być inny:
Temat: Gejurowanie
Rymy: Gejuru - Pioruna - Chmura - Sznuru
Zasady:
Masz podany temat i rymy
Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z podanymi rymami.
Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności
Autorka opowiada o swoim dzieciństwie i młodości w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w Belgradzie. Tworzy poetycką mapę powiązań rodzinnych, traum, bólu, trosk, straconych szans i rozlicza się ze sobą i swoimi uczuciami.
Książka, która sprzedała się w milionach - Natsume Sōseki - Sedno rzeczy 6/10
SF, w którym technologia jest moralnym problemem - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Kochanek Sybilli Thompson. Fantazja przyszłości w trzech aktach 7/10
Audiobook - Paweł Sołtys - Sierpień 8/10
Polecajka z hejto - Tomasz Fąfara - Endorfiki czyli mniej lub bardziej udane wiersze zebrane 8/10
Trzeci tom sagi Blackwater wyraźnie zmienia ton całej historii. Po dwóch częściach, które były bardziej obyczajową kroniką rodziny Caskeyów z ledwie zarysowanym elementem niesamowitości, "Dom" w końcu idzie w stronę pełnoprawnego horroru. Relacje rodzinne nadal są ważne, ale tym razem to, co ukryte pod powierzchnią - natura Elinor i związane z nią zjawiska - zaczyna wychodzić na pierwszy plan. Atmosfera gęstnieje, a czytelnik dostaje w końcu więcej konkretów dotyczących tego, z czym tak naprawdę ma do czynienia.
Największą zaletą tej części jest właśnie to przesunięcie akcentów. W końcu pojawia się groza - nie tylko sugerowana, ale realnie obecna (wręcz namacalna) w wydarzeniach i zachowaniach bohaterów. McDowell zaczyna odsłaniać karty, pokazując bardziej nadprzyrodzoną stronę historii, co świetnie współgra z tym, co było wcześniej tylko delikatnie sygnalizowane. Tytułowy dom zaczyna żyć własnym życiem, sprawiając, że horrorowy element zyskuje kolejny wymiar. Całość sprawia, żę książka zyskuje zupełnie nową energię i dużo bardziej angażuje czytelnika.
Jednocześnie czuć, że tym razem warstwa horrorowa wypada lepiej niż obyczajowa. Relacje rodzinne i konflikty nadal są obecne, ale momentami wydają się mniej interesujące niż to, co dzieje się obok w sferze nadnaturalnej. To trochę odwrócenie sytuacji z poprzednich tomów, gdzie to właśnie saga rodzinna była na pierwszym planie.
To zdecydowanie najmocniejsza część serii do tej pory - taka, która w końcu spełnia obietnicę ukrytą w pierwszych tomach i pokazuje, dokąd ta historia naprawdę zmierza. Nie mogę się doczekać 4 tomu.
Ta książka to świetny przykład na to, jak można rozwijać znane uniwersum bez ciągłego kręcenia się wokół tej samej postaci. Zamiast kolejnej przygody Bonda dostajemy historię Felixa Leitera - byłego agenta CIA, który przez lata funkcjonował trochę w cieniu 007. Tym razem to on trafia na pierwszy plan, a fabuła pozwala lepiej poznać jego przeszłość, sposób działania i motywacje. To wciąż szpiegowska intryga z akcją, zagrożeniem i operacjami specjalnymi, ale opowiedziana z innej perspektywy - bardziej kameralnej, mniej ikonicznej.
Bardzo ciekawie wypada też umiejscowienie tej historii w czasie. Benson osadza ją w klasycznej osi wydarzeń znanej z książek Iana Fleminga - pomiędzy "Żyj i pozwól umrzeć" a "Diamenty są wieczne". Dzięki temu czujemy, że to nie jest oderwany spin-off, tylko realne rozszerzenie świata Bonda, które wypełnia lukę gdzieś obok głównej historii. To nie jest opowieść zamiast Bonda, tylko obok niego i to działa zaskakująco dobrze.
Kluczowy jest tu jednak sam Felix Leiter i moment, w którym go poznajemy. To już nie jest ten sam bohater, którego znamy jako partnera Bonda. Po wydarzeniach z wcześniejszych książek jest fizycznie okaleczony, funkcjonuje z protezami i próbuje odnaleźć się na nowo poza strukturami CIA. W tej odsłonie jest bardziej ludzki, mniej niezniszczalny, a przez to ciekawszy. Widać, że to człowiek po przejściach - nie tylko fizycznych, ale też psychicznych, który musi na nowo zdefiniować swoją rolę w świecie.
To właśnie ten aspekt najmocniej wyróżnia książkę. Zamiast typowej historii o superagencie, dostajemy opowieść o kimś, kto nadal jest skuteczny, ale działa z innym bagażem doświadczeń i ograniczeń. Momentami bliżej temu do klimatu noir niż klasycznego Bonda - mniej tu spektaklu, więcej pracy u podstaw, decyzji i konsekwencji.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to właśnie do tego, że momentami książka trzyma się jednak bezpiecznych ram gatunku i nie zawsze wykorzystuje w pełni potencjał tej bardziej ludzkiej historii. Ale nawet wtedy czyta się ją bardzo dobrze - głównie dzięki temu, że autor naprawdę rozumie, czym jest to uniwersum i jak można je rozwijać.
To naprawdę udane rozszerzenie świata Bonda, które pokazuje, że czasem najciekawsze historie kryją się nie w centrum wydarzeń, ale tuż obok nich. Druga książka po Q, która mi się bardzo podobała.
Wrzucam też na LC, bo jest to pierwsza opinia w Polsce xD
„Tak prezentuje się kwietniowy numer "Nowej Fantastyki" w całej okazałości, ozdobiony grafiką znanego Wam już artysty ukrywającego się pod pseudonimem Grandfailure. Dużo się w nim dzieje, więc łapcie szybko i czytajcie!
Wydarzeniem miesiąca jest fragment najnowszej powieści Wojciecha Chmielarza - horroru "Tam, gdzie zmrok zapada szybciej". Wojtek zazwyczaj pisze bestsellerowe kryminały (ma na koncie już ponad milion sprzedanych egzemplarzy i parę ekranizacji), ale warto pamiętać, że debiutował na łamach "NF" i ma w dorobku fantastyczną "Królową Głodu". Oprócz jego tekstu w dziale prozy znajdziecie miniatury od mistrza tej formy, Grzegorza Janusza oraz opowiadania duetu występującego pod pseudonimem Henry Lion Oldi i Momira Iseniego.
W dziale publicystyki proponujemy jeden z najciekawszych artykułów ostatnich lat - "Twierdza i archipelag - jak AI przepisuje umowę społeczną". Wspominamy też zmarłego niedawno Dana Simmonsa, jednego z gigantów współczesnej fantastyki. I proponujemy aż trzy wywiady: z Darickiem Robertsonem, rysownikiem takich komiksów jak m.in. "The Boys" i "Transmetropolitan", z Romanem Coppolą (o efektach specjalnych w "Draculi" wyreżyserowanym przez jego ojca, Francisa Forda Coppolę) i z Maćkiem Kurem (o jego nadchodzącej powieści).
Nie pokazaliśmy na okładce, ale chcemy się pochwalić premierą komiksu "Pani & Pan Twardofscy" Bartka Sutora i Clarence'a Weatherspoona - każdy odcinek będzie zagadką kryminalną do rozwiązania dla uważnych czytelników. Ponadto w numerze lista nominacji do tegorocznych Nagród NF, a także felietony, recenzje i inne stałe atrakcje.
"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej promocja z prezentem książkowym - tym razem do wyboru zbiór "Rzeźbię w słowach" Ursuli K. Le Guin albo "Lewis Carroll w Krainie Czarów" Roberta Douglas-Fairhursta.
NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.
Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:
Wydawnictwo Powergraph wznawia trzeci tom Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza. "Niebo ze stali" Roberta M. Wegnera ma zaplanowaną premierę na 8 maja 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie, w cenie detalicznej 74 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Przybycie ogromnej karawany Wozaków Verdanno destabilizuje sytuację na pograniczu Imperium. W napiętej sytuacji kompania Kennetha zostaje wzmocniona żołnierzami wyrzuconymi z innych jednostek – niesubordynowanymi indywidualistami, którzy wolą łamać rozkazy, niż je wypełniać.
Kailean i Daghena pospiesznie uczą się sztuki uważności i manipulacji, aby podjąć ryzykowną szpiegowską misję. Losy bohaterów splatają się w krwawym starciu na Wyżynie, które zadecyduje o przyszłości Meekhanu.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach