Jako że jestem #remembernopreorders team to jeszcze tego nie kupiłem i tak patrzę, i się denerwuję.
Na GOGu i Steamie kosztuje 210zł, jeśli cena jest w złotówkach. Ale w dolarach to jest $50. Wiecie ile złotych to jest 50 dolanów? 183. Co ciekawe, w euro również jest 50 XD i to już daje 212zł według dzisiejszego kursu. Wniosek: kupujcie klucz na eneba za 160zł albo bezpośrednio z platform (będzie można zwrócić), ale w dolarach :v
@A_I pamiętam, jak wyszła bodajże FIFA '08 i wymagała stałego połączenia z internetem (a może jakaś '10 albo i nowsza). I zawsze w necie, jak ktoś na to narzekał, to zaraz zlatywali się krzykacze "hehe a co ty biedaku internet na wiadra masz" "internet i tak jest już wszędzie" "wolę tak i mieć zawsze połataną grę niż się bawić w instalowanie patchów", "TO SIĘ NAZYWA PRZYSZŁOŚĆ I NOWOCZESNOŚĆ". Krytyków obowiązkowego internetu było zawsze mniej niż obrońców.
I przez takie nastawienie konsumentów, producenci mogli sobie coraz śmielej pozwalać.
Mam nadzieję że jesteście teraz z siebie k⁎⁎wa zadowoleni, nicponie.
Obraz niewielkiej drużyny składającej się z 4-6 bohaterów stał się standardem dopiero później. W latach 70. i na początku 80. wiele wypraw w D&D wyglądało bardziej jak dobrze zorganizowane ekspedycje niż klasyczne drużyny poszukiwaczy przygód.
Pamiętam jak moja drużyna żeby się ukryć wspięła się na wielkie drzewo i wciągnęła tam konia, na następnej sesji pod koniec po paru godzinach przypomniałem im o nim bo chcieli go użyć a zapomnieli że koń dalej wisi w zbudowanej uprzęży na drzewie.
@Marchew według steamowych chartsów ten remake jest na 5 miejscu w Polsce i 12 miejscu globalnie na liście bestsellerów (kompletnie nie wiem jak to licza, chyba tygodniowo). no ogólnie widac spore zainteresowanie.
ja się jaram. jak będzie info, że w miarę dobrze chodzi na linuksie to kupuję.
Ale ludziom się chyba podoba, bo już zebrali zakładaną kwotę na kickstarterze.
To będzie tylko przypuszczenie, ale imo ludziom się to podoba, bo.. to jest właśnie poziom tego klimatycznego "drewna", które pamiętają z Gothica i na który czekali. A przy okazji mieli już dość bycia robionymi w c⁎⁎ja przez Alkimię, która co pokaz, co trailer i co demo wypuszczała "zły build". Jak na ironię byli robienie w c⁎⁎ja na własne życzenie, bo te duże babolce jak z oświetleniem, czy responsywnością walki to powinno być zgłaszane devom już dawno, dwano temu... ale tego nie robili w obawie, że nie wiem, krytyka spowoduje skasowanie tego projektu, czy że Alkimia strzeli focha czy coś.
Ludziom EoE się podoba, bo w swojej prostocie dostają poziomem to na co czekali, plus deweloperzy nie kryją się z tym, że to raczej piwniczny projekt z pasji i po godzinach, a ten "poważny gejm dizajn" i całą otoczkę to się dopiero zaczęli uczyć robić, jak zobaczyli, że ludzie się tym interesują i są w tym biegunowo odlegli od takiego THQ+Piranha, którzy hajpowali oba Elexy jakby to był ósmy cud świata, a w obu odsłonach wyszedł paździur taki, że śmiało by to można nazwać "Gothikiem w futurystycznym settingu".
@wewerwe-sdfsdfsdf Dzisiaj wyszedł playable teaser i no cóż nie zdeklasował, jest tym czego można było się spodziewać po gierce robionej w 2 miesiace po godzinach.
No właśnie widząc efekt ich pracy i biorąc pod uwagę że projekt ma lewie 2 miesiące i jest tworzony przez ledwie kilka osób przy niskim budżecie vs Alkimia która tworzy grę ok 5 czy tam 7 lat, mając za sobą dużego wydawcę, a dalej ma karygodne błędy, to chyba jednak zdeklasował.
Jak widzę coś do czego tasują się ludolodzy to omijam szerokim łukiem. Oglądałem z ciekawości co ludzie z tego grona mówili o tym syfie i minimalna krytyka nie przechodziła przez gardło xD
Swoją drogą ziomek który to robi zatrudnia o dziwo nawet studentów ale na pół etatu i za minimalną xD
Tytuł: Vampire Crawlers: The Turbo Wildcard from Vampire Survivors Developer: poncle Wydawca: poncle Rok wydania: 2026 Gatunek: Deckbuilder Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 31h Ocena: 9/10
Jako że utknąłem trochę w BG3 (a raczej straciłem chęci jak na razie po jakichś 120h gry xD) stwierdziłem że trzeba sobie zrobić przerwę na jakiegoś indora i padło na nowych Vampirków zwłaszcza że karcianki to oj lubię. Chciałem też sprawdzić czy oryginalna gra która okazała się szalonym hitem jak na tak prostą formułę była tylko fartownym przypadkiem, czy też panu developerowi Luca Galante uda się powtórzyć ten sukces.
No i kurde bele, znowu mu się udało, mimo że studio z solo developera rozrosło się do jakichś 25 osób czuć że oryginalny pomysłodawca trzymał wszystko za łeb i wiedział co robi, bo jego nowy twór bawi chyba jeszcze lepiej niż oryginał. Mimo całkowitej zmiany gatunku gra nadal jest szybka, pomysłowa, pozwala wykręcać kosmiczne buildy a otwieranie skrzyneczek, chlastanie tabunów różnego rodzaju potworków i wściekle dobry system walki powoduje podobne wyrzuty dopaminy jak w oryginale.
Zamiast nieskończonej mapy i gry w czasie rzeczywistym, nasz avatar spaceruje sobie po losowo generowanych mapkach i wdaje się w bójki z grupami niemilców znanymi z poprzedniej gry. Ot potworki stoją sobie w kilku rzędach a my naparzamy w nich kartami podzielonymi na czerwone (dmg), żólte (buffy), niebieskie (armor i heal) oraz fioletowe (ekstra mana). Każda karta wymaga określonej ilości many żeby ją zagrać. Kiedy skończy się mana, kończy się runda i ciągniemy nową rękę a potwory odpalają ataki.
So far so good, ale co jest najzajebistsze w tym systemie (i co ważne, dopiero pod koniec gry rozwija on w pełni swoje skrzydła) to kosmiczne combosy jakie możemy generować zagrywając karty w odpowiedniej kolejności. Nie wiem czy uda mi się to wytłumaczyć tak żeby było zrozumiałe ale się postaram, bo to jak dla mnie najlepszy ficzer tej gry :P
Zamiast zagrywać karty losowo, powinniśmy się starać zagrywać je w zależności od tego ile "kosztują" many, bo każda następna karta w łańcuchu dostaję mnożnik do tego ile zadaje obrażeń albo dodaje bonusów. Jeśli więc karta dodaje nam 6 punktów pancerza i kosztuje 2 many, zagrywając karty w kolejności 0 (tak, są karty które koszutją 0 many xD), 1, 2 dostaniemy wielokrotnie więcej armora niż gdybyśmy ją zagrali od razu. Żeby tego było mało, wędrując po lochach natkniemy się często na "dzikie" karty, które resetują koszt many - możemy więc zagrac karty w kolejności 0, 1, 2, 3, Wildcard i znowu 0, 1, 2... nie przerywając combo. Ja w ten sposób doszedłem chyba do combo x19 wykręcając jakieś chore liczby xD
Pomiędzy etapami będziemy mogli dokonać ulepszeń w wiosce która służy za swego rodzaju hub. A ulepszeń jest naprawdę ogromna ilość, możemy odblokowywać tytułowych crawlerów którzy są normalnymi kartami i dają przez jakiś czas unikatowe bonusy, możemy permanentnie ulepszać staty takie jak dmg, luck, ilość zdobywanych monet czy HP. Możemy odblokowywać karty tarota które sa na stałe przypisane do danego runu i sprawiają np. że pancerz nie znika po skończeniu rundy, możemy wsadzać w karty sloty na klejnoty zdobywane w trakcie przemierzania lochów które dają jeszcze inne bonusy, no jest tego masa.
Kilka tygodni temu grałem w EA Slay The Spire 2 i byłem pewien że to będzie moja karcianka roku, ale jednak to co poncle odjebało w Vampire Crawlers zjada Slay The Spire bez popity, nie mogę dać tej grze lepszej rekomendacji xD
Odejmuję oczko bo gra się trochę wolno rozkręca i imo średnio tłumaczy te wszystkie systemy ale jak już się ogarnie co i jak to nie idzie się oderwać.
W Noc Brakującej Chwili tysiące mieszkańców Golarionu przeszło przez tajemnicze portale – jakby wbrew własnej woli. Gdy powrócili, ci tak zwani wędrowcy bram posiadali dziwne, paranormalne moce, ale nie pamiętali niczego ze swojej podróży. Co kryje się za bramą?
Przez pierwsze 10 minut moja opinia krążyła gdzieś pomiędzy "ech" a "weź już Sony idź do domu", ale finalnie kupili mnie. Wygląda bardzo dobrze, a Pani Małżonka Kratosa zapowiada się na świetną i charakterną postać. I jak dorosnę, to chcę być żelatynową kostką.
@Shagwest najpierw mi Joela zabili i kazali grać babochłopą, potem chłopa z Tsushimy na babe zamienili a tera jeszcze Kratosa podmieniają. Co jeszcze? Czarny Spider Man? Oh.. wait xD
Tytuł: Tyranny Developer: Obsidian Entertainment Wydawca: Paradox Interactive Rok wydania: 2016 Gatunek: RPG Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 16.5 h Ocena: 8/10
Spośród c-rpg, w które do tej pory grałem, „Tyranny” bardzo wyróżnia się pomysłem na fabułę. To nie kolejna opowieść o Wybrańcu ratującym świat przed Wielkim Złem. Tym razem to my jesteśmy tym złem, przynajmniej z perspektywy mieszkańców kraju, który Hegemon postanowił podbić. Postać gracza ma spory wpływ na to, jak ten podbój będzie wyglądał, ponieważ już na samym początku przechodzimy przez sekwencję, podczas której musimy dokonać różnych wyborów. Jak chociażby której z dwóch armii (Wzgardzeni oraz Szkarłatny Chór) powierzyć poszczególne zadania, jak rozwiązać niektóre problemy i którymi prowincjami się zająć. Wybory te przekładają się potem na wygląd rozgrywki, przez co… niektórych lokacji można w ogóle nie odwiedzić.
Na przykład kolega opowiedział mi, że podczas jednego przejścia nie mógł odwiedzić Płonącej Książnicy, dosyć istotnej lokacji. Z kolei ja mogłem tam trafić, ale dopiero po zakończeniu jednego zadania – gdybym odwiedził Książnicę wcześniej, natrafiłbym na informację, która umożliwiłaby mi rozwiązanie poprzedniego zadania w inny sposób, co mogłoby się przełożyć na dalsze wydarzenia.
Gra w ten sposób ma zachęcać do powtórnych rozgrywek, by odkryć inne miejsca, zadania czy zakończenia. Dodatkowo fabuła rozgałęzia się, ponieważ można sprzymierzyć się z dwiema wspomnianymi już frakcjami, zachować względną neutralność czy wesprzeć buntowników. Trudno mi powiedzieć, jak bardzo mogą różnić się poszczególne rozgrywki, ale kiedyś z pewnością wrócę do „Tyranny”, żeby spróbować innej drogi.
Wracając jednak do początku: bardzo podobały mi się poszczególne rozwiązania związane z ideą gry. Chociażby to, że różne zachowania naszej postaci wpływają na lojalność towarzyszących jej kompanów… albo na to, że się jej boją. Podobnie z frakcjami: można zyskiwać ich sympatię lub wrogość. Co ciekawe, wrogie nastawienie nie jest tu specjalnie karane. Jasne, trudno przekonać do współpracy kogoś, kto cię nienawidzi, jednakże nawet osiągnięcie określonego poziomu wrogości „nagradzane” jest umiejętnościami pasywnymi czy aktywnymi.
Dużym plusem jest to, że granie złym charakterem było… przyjemne. W przeciwieństwie do takiego „Baldur’s Gate”, w którym postać o złej reputacji jest gorzej traktowana albo wręcz atakowana, gdy tylko zostanie zobaczona przez tych dobrych, w „Tyranny” inne postacie czują respekt wobec naszego bohatera. Nie wszystkie, oczywiście, ale dzięki naszej pozycji można pozwolić sobie na znacznie więcej i pewnie można zostać zwyrolem, którego towarzysze po prostu się boją. Ale oni po części też są zwyrolami i jakoś nie poczułem się bardzo skrytykowany, gdy moja postać własnoręcznie udusiła niemowlę.
Szkoda tylko, że niezbyt czuć władzę nad innymi. Zaspoileruję, że z czasem nasza postać staje się coraz bardziej potężna, aż sama może wydać Edykt (coś niespotykanego wcześniej) i w sumie… w moim odczuciu niewiele to zmieniło. Tak samo możliwość podporządkowania sobie różnych Archontów wydaje się bez dużego znaczenia. Jako gracz nie czułem wobec nich respektu – nic sobie nie zrobiłem z faktu, że przywódca Szkarłatnego Chóru pałało mnie nienawiścią. Nie czułem, że moja postać, w hierarchii stojąca niżej niż Archonci, jest w jakiś sposób zagrożona, że rozwścieczenie przywódcy oraz jego całej armii w jakikolwiek sposób może mi zaszkodzić.
Może to kwestia tego, że prowadzony przez nas bohater nie jest „kolejnym Stanowicielem”, tylko kimś, komu udało się okiełznać jedną z Wież rozsianych po świecie. Może to właśnie sprawiło, że tak naprawdę nikt nie stanowił realnego zagrożenia? Ba, na koniec gry, który moim zdaniem przyszedł zbyt szybko i niespodziewanie, można rzucić wyzwanie samemu Hegemonowi.
Mimo to naprawdę świetnie się bawiłem przy tej grze i przypomniałem sobie, jak bardzo lubię c-rpgi.