Lata 80., schyłek PRL, miasto wojewódzkie w Polsce B. Dochodzi do tajemniczego morderstwa działacza młodzieżowego i prostytutki. Sprawą ma zająć się cyniczny i zgorzkniały dziennikarz lokalnego dziennika Wanycz, który jedyne o czym myśli to planowany od dawna wyjazd na zachód. Dostaje do pomocy nowozatrudnionego żółtodzioba, który przeprowadził się do miasta ze świeżo poślubioną żoną z Krakowa, chcąc odciąć się od ojca partyjniaka. W tle tajemnicze samobójstwo dwójki nastolatków.
Ciekawy serial kryminalny, jak na polskie warunki bardzo dobry i klimatyczny. W prawdzie sama fabuła nie porywa, ale dla scenografii i aktorstwa warto.
Oglądałem tylko pierwszy sezon. I byłby to sezon wybitny gdyby nie końcówka. Ostatni odcinek to jest takie szybkie kończenie wątków że aż złapałem się za głowę. Wyglądało to tak jakby planowali jeszcze dwa trzy odcinki ale przyszedł producent i powiedział kończyć to tu i teraz. Szkoda
@bori mnie strasznie znudził. Fajnie się oglądało lata mojej młodości na ekranie, ale czegoś brakowało. Kilka osób z pracy w UK też to oglądało i im się podobało. Choć dla nich chyba te lata 80te były ciekawsze niż sam kryminał.
Generalnie spodziewałem się w tym filmie więcej sportu, tenisa stołowego, a dostałem nieco chaotyczny film o pewnym siebie egoiscie, narcyzie i zapatrzonym w siebie bucu. Mimo zaskoczenia bardzo podobał mi się seans, taki film pode mnie trochę akcji, szaleństwa, trochę powagi, tematy rodziny, więzi, stosunków międzyludzkich, a a pomiędzy akcje typu ta z psem. Jestem pod wrażeniem jak Chalamet zagrał główną rolę i osobiście uważam, że zrobił to lepiej niż zdobywca Oskara w Grzesznikach. Dobrze się bawiłem, nie dłużył się mimo, że trwa ponad dwie godziny, są to niezłe emocje i rozrywka
Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia młodego Amerykanina osadzonego w tureckim więzieniu w latach 70. za przemyt narkotyków.
Film dobrze zrealizowany i dobrze zagrany, z klimatycznym soundtrackiem. Jednak ani przez moment nie było mi żal protagonisty, trzeba mieć ujemne IQ, żeby jechać do bantustanu i przemycać stamtąd narkotyki. Bardziej żal mi było jego starego - typ całe życie ciężko pracował, a wychował bananka mającego problem z kojarzeniem faktów. Trochę mi się ta historia skojarzyła z ostatnią aferą wokół prób wybielania Patryka Perettiego.
#straznikteksasu #chucknorris #nostalgia #rip #wiadomosciswiat
Z obecnej na zdjęciu 4 aktorów żyje nadal pani Sheree J. Wilson (ur. 1958)(wcieliła się w rolę prokurator) Clarence Darnell Gilyard Jr. - Jimmy Trivette
1955-2022
Noble Henry Willingham - C.D. Parker
1931-2004
Carlos Ray Norris aka Chuck Norris - Cordell Walker
Od dawna brakuje. Tylko, że brakuje im wysokich przystojnych umięśnionych azjatów z dużym penisem a nie przegrywów z Polski więc nie macie się co napalać.
Tam jest problem z aktorami głównie z tego powodu, że słabo zarabiają w porównaniu do kobiet i mało jaki może to traktować jako pracę na pełen etat. No więc większość aktorów to są ludzie którzy dorabiają sobie na boku albo robią to dla rozrywki i zabawy.
A obcokrajowców bardzo rzadko biorą bo dla japończyka patrzeć jak biały r⁎⁎ha japonkę to jak dla nas patrzeć jak czarny obraca polkę. No ale ofc znajdą się tacy co i takie lubią no ale to jest nisza.
Widać, że to scenariusz by Krzysztof Kieślowski i Krzysztof Piesiewicz. Widać i czuć. Ale co "ręka boga" to ręka boga, a Tom Tykwer chociaż starał się przekazać klimat i metafizykę dzieła panów Krzysztofów, to jednak zabrakło tej iskry.
Moim osobistym zdaniem głównym czynnikiem tego jest złe poprowadzenie aktorów, zdjęcia oraz montaż. Kieślowski miał oko do aktorskich zdolności, wiedział czego chce, czego oczekuje, a tutaj arcyaktorstwo (chociaż wtedy młodej jeszcze) Cate Blanchett nie zostało wykorzystane w pełni. Za to Giovanni Ribisi trzyma poziom od początku do końca.
Do tego zabrakło mi skrupulatności w zdjęciach - pan reżyser Kieślowski lubił szukać szczegółów, ujęcia, które miały przedstawiać perspektywę, szukać znaczenia, tutaj są skondensowane do typowych dłuższych ujęć, zbliżeń i oddaleń - wystarczy, baza Kieślowskiego zaliczona, reszty nie trzeba. No ale niestety, trzeba, no ale jeszcze raz niestety - to umiał tylko jeden reżyser, a pan Tykwer musiał radzić sobie sam z tym skryptem.
Oczywiście nie ma co rzucać pomidorami w niemieckiego reżysera - moim zdaniem całkiem sprawnie sobie poradził, gdzieś tam przeciska się duch Kieślowskiego.
Sama fabuła? Dziwna, i później zmierzająca ku braku logiki, ale na to można przymknąć oko. Phillipa planuje zamach na szefa dilerów narkotyków, ale nie wychodzi, bomba wybucha, szefa nie zabija, ale ginie czwórka niewinnych ludzi, w tym dwoje dzieci. Kobieta zostaje aresztowana i jest zdewastowana ową informacją - myślała, że zamach jej wyszedł skoro ją aresztowali, nie chciała przecież by zginął ktoś niewinny.
Podczas przesłuchań młody policjant, Filippo, stopniowo zakochuje w kobiecie i postanawia pomóc jej uciec. Potem obserwujemy ich losy na wolności.
Natychmiast przyszedł mi właśnie w drugiej połowie Nieba film "Podwójne życie Weroniki" i to, że wszyscy jesteśmy połączeni: Philippa i Filippo - podobne imiona. Ten sam dzień urodzenia, i w trakcie ucieczki oboje golą głowy na łyso i ubierają te same ciuchy - wyglądają jak bliźnięta.
Ogólnie polecam, ale bardziej wyrobionym miłośnikom filmów, bo "Niebo" nie jest ani filmem akcji ani romansem. To wyciągnięcie ręki ku metafizyce, duchowości i odczuciu odkupienia.
Film, który miał być mocnym komentarzem do rzeczywistości, a wyszedł ciężki, nudny i strasznie toporny. Fabuła się wlecze, postacie nie angażują. Zamiast opowiadać historię, próbuje na siłę coś udowodnić. Bohaterowie są papierowi, sceny przeciągnięte, a całość zwyczajnie nudna i po prostu żenująca. Nawet DiCaprio, Sean Penn czy Benicio del Toro, którzy zwykle trzymają wysoki poziom, tutaj nie mieli czego grać, kompletne marnotrawstwo potencjału. Po 30 minutach miałem ochotę wyłączyć i szczerze - trzeba było. Starałem się sklecić tych parę słów bez wjazdu na żadne grupy społeczne, przez które coraz częściej będą wychodzić takie promowane gnioty.
@Desmod wyobraź sobie, że ja na to poszedłem do kina, bo mi to ktoś gorąco polecał, a w necie też dużo pozytywnego się przewinęło. Chodzę do kina jakoś raz na dwa lata, staram się więc, żeby było fajne i film fajny
Poszedłem, obejrzałem z wielkim WTF na twarzy, a potem się okazało, że film jest fajny, bo baba w ciąży strzela z automatu absolutne cinema
Film opowiada historię dwóch facetów, którzy są przekonani, że kobieta pracująca w korporacji tak naprawdę nie jest człowiekiem, tylko czymś "innym". Brzmi absurdalnie - i trochę taki właśnie jest ten film. Emma Stone i Jesse Plemons ciągną to aktorsko bardzo dobrze, a Yórgos Lánthimos jak zwykle idzie w dziwność i niewygodny humor (pamiętacie film "Biedne istoty"?). Z opinii widać, że jedni kupują ten klimat w 100%, inni odbijają się od tej formy. Ja jestem gdzieś pośrodku - ciekawy pomysł, ale momentami zbyt odjechany. Plus ciekawostka - Emma Stone specjalnie dla tej roli obcięła swoje piękne, długie włosy i ogoliła bańkę na zero - wow!
Historia dwóch braci wracających do rodzinnego miasta szybko przestaje być zwykłym dramatem. Michael B. Jordan w podwójnej roli bardzo mocno daje radę, relacje między postaciami są jednym z mocniejszych punktów filmu. Coogler miesza tu gatunki jak szalony: trochę gangsterki, trochę horroru, trochę klimatu bluesowego południa. Efekt? Bardzo klimatyczny film z fenomenalnym jak dla mnie udźwiękowieniem, sceny z piosenkami powtarzałem parokrotnie. Jedni będą zachwyceni, inni poczują lekkie zmęczenie tempem i ilością pomysłów. Ja kupuję i za jakiś czas na sto procent obejrzę ponownie. UWAGA, pamiętajcie o scenach po napisach końcowych!
@TwojStaryJeSuchary Tak jest, moja Różowa już chciała wyłączać jak wleciały napisy ale czas do końca mi się nie zgadzał. No i dobrze, że jednak obejrzeliśmy do końca.
Ekscentryczny bogacz burzy spokój mieszkańców małego miasteczka w Nowej Anglii, w tym trzech przyjaciółek singielek.
Historia dość oryginalna, świetna ekipa aktorska, sprawna realizacja techniczna. Jednak fabuła nie do końca mnie przekonała, mam wrażenie, że psychologia postaci była zbyt naciągana nawet jak na ramy gatunku. Może gdybym obejrzała ten film w dzieciństwie, lepiej bym go wspominała.
W ogóle z rozkmin, to jakby Everything Everywhere All At Once wyszło w zeszłym roku, a nie w 2022 to by miało mniejsze szansę na Oskara, bo by byli ludzie co by mówili, że losowe jakby AI to pisało i efekty jakby AI wymyślało.
@Deykun a ja nie mam ochoty oglądać żadnego nominowanego filmu bo tam same zwykłe pierdoły (przynajmniej po opisach i recenzjach) zamiast czegoś typu to czy Parasite ¯\_(ツ)_/¯
Marzycielsko i romantycznie. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: La Double Vie de Véronique (Podwójne Życie Weroniki)
Rok produkcji: 1991
Reżyseria: Krzysztof Kieślowski
Kategoria: #dramatpsychologiczny #arthouse
Czas trwania: 98 min
Moja ocena: 6/10
W dwóch różnych krajach dwie różne kobiety wiodą podobne życie, a ich losy zdają się być połączone niewidzialną nicią.
Bardzo artystyczny obraz, pełen metafizyki i romantyzmu. Ciekawe zdjęcia i ujęcia, muzyka budująca atmosferę i grająca jedną z ról w filmie. Jak to w europejskich produkcjach tamtego okresu musi być trochę nagości i erotyzmu, co jednak pomaga też budować postać marzycielskiej, wrażliwej i romantycznej bohaterki, świetnie zagranej przez delikatną Irène Jacob. Podobał mi się pomysł, podobały mi się zdjęcia, ale zostałem przefiltrowany przez ogólną atmosferę: takie kino chyba zwyczajnie nie jest dla mnie. Czuję się źle oceniając ten film jak oceniam, chyba powinien dostać ten punkt więcej za próbowanie czegoś innego, ale nie jestem w stanie zmienić swoich odczuć. Polecam wrażliwym i artystycznym duszom.
Fun fact: Kieślowski musiał nagrać lekko zmodyfikowane, bardziej dosłowne zakończenie dla amerykańskiej publiczności, która nie rozumiała subtelnej metafory oryginału.
Dobrze, że seans współdzielony inaczej bym wyłączyła po 10 minutach. Z moim osobistym klubikiem filmów "niszowych" naprawdę odkrywam kino na nowo. Chociaż głębiny, w które wchodzę mogą wydać się mało ambitne, to cieszę się, że poznaję filmy także z tej innej strony.
Tytułowa baba po prostu jedzie z pośrednikiem zobaczyć dom, ale nie będzie to jej dane, gdyż podczas wymiany koła zauważa niezbyt legalne rzeczy na podwórku u sąsiadów. Banda patałachów, o przepraszam, banda złowieszczych dilerów rusza w pościg za niechcianym świadkiem. Gdzieś tak w połowie typowa baba odnajduje porzucony warsztat i tam transformuje się w Macho Babę by ostatecznie zlikwidować problem ścigających ją złoli.
Złole to istne patałachy, przez pół filmu ganiają babę, która wiecznie im ucieka, a potem giną jeden po drugim z rąk już Macho Baby.
Najczęstsze słowa, które pojawiają się w filmie to "shit" oraz "bitch". Na początku filmu sama baba wypowiada "shit" regularnie co kilka minut, ale co się dziwić skoro banda patonarkobiznesmenów ją ściga, chce zgwałcić, zabić, albo doprowadzić ją żywą do szefa - choose one.
Niektóre teksty były tak kuriozalne, że ciężko nie wybuchnąć śmiechem: "I'am bad bitch!" albo "Uważajcie, ona ćwiczyła balet!".
Szczytem kuriozum był całkiem nieźle widoczny dźwiękowiec złapany w całej okazałości w jednej ze scen przez kamerę gdy kucał w krzakach z mikrofonem.
Normalnie dałabym 2/10, ale to ten film z rodzaju "tak zły, że aż dobry". Zresztą to film związany z Tromą, co dużo mówi także o poziomie filmowym tego dzieła.