Hindus ze slumsów startuje w Milionerach i dobrze sobie radzi, za co zostaje aresztowany przez policję, no bo jak to tak, inteligentny Hindus?! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Pamiętam jeszcze hype wokół całego filmu. Po seansie mam wrażenie, że te 10 nominacji i 8 Oscarów to poleciało za sztuczki montażowe z Obywatela Kane'a - dziadki z Akademii pewnie poszczali się ze szczęścia, jak zobaczyli te wszystkie kadry holenderskie, żabie perspektywy i retrospekcje (swoją drogą, nawiązywanie do klasyków z lat 40. w XXI w. jest już nieco passe - jakby reżyser zastosował sztuczki techniczne z kina hinduskiego, to by dopiero było epickie dzieło ( ͡° ͜ʖ ͡°) )
Imo film nierówny, pierwsza połowa pokazująca ciężkie życie w slumsach świetna, od spotkania po latach z Latiką Slumdog staje się banalnym melodramatem.
Opowiada historię szlachetnego i odważnego pirata walczącego z brytyjskimi kolonizatorami w XIX-wiecznej Azji Południowo-Wschodniej.
W roli Tygrysa - Steve Reeves.
Z ciekawostek
Odrzucił propozycję głównej roli w filmie Doktor No , jak i - Za garść dolarów. Żonaty z polką - Aline Czartjarwicz znaną jako ks. Halina Czetwertyńska.
Reżyseria: Taylor Sheridan (uniwersum Yellowstone)
Ocena: 8/10
Zamożna, dynamiczna rodzina Clyburnów z Nowego Jorku musi zmierzyć się z tragiczną śmiercią kochanego i kochającego męża, ojca i dziadka.
Jak się okazuje ukochany zmarły miał bzika na punkcie natury i łowienia ryb. Kochał odludne miejsce, z daleka od zgiełku cywilizacji i chciał by w przyszłości cała rodzina odkryła piękno takiego życia, a jednak wiedział równocześnie, że dziewczyny nie zrezygnują zbyt chętnie z miastowego życia.
Pierwszą, która po śmierci zacznie to dostrzegać będzie Stacy, jego żona (w tej roli znakomita Michelle Pfeiffer).
Czasami serial bawi, czasami smuci a czasami wywołuje ciarki żenady. Jest bardzo pomieszany, z jednej strony typowo typowy, z drugiej potrafi uderzyć jakąś niespodziewaną sceną albo świetnie przeprowadzonym dialogiem .
Na pewno bawi dysonans między nowojorską poprawnością polityczną a prostymi frazesami wygłaszanymi przez przystojnych kowbojów.
A jednak największą siła są jednak kobiety w tym serialu, no dobra, i jeden facet, ale za to jaki!
Dynamika relacji matki z dorosłymi córkami, gdzie Stacy postanawia nie odpuszczać późnego rodzicielstwa, to chwała tego tytułu. Postacie są świetnie rozpisane, mają mocne i wyraziste charaktery, świetnie się uzupełniają i oddają "rodzinność" tego projektu. Na przykład nie tylko blond włosy łączą cechy rodzinne Clyburnów - jest scena, gdzie ewidentnie widać, jak bardzo jedna z córek wyniosła z charakteru matki, np. to samo poczucie humoru.
Co do facetów, ci w kowboje są tacy błee, że masakra. Są schematyczni aż do bólu: przystojni, mądrzy, doświadczeni, empatyczni i zarazem twardzi.
Na tym tle wyróżnia się jedyny facet w rodzinie , czyli mąż najmłodszej z córek - Russell. Na początku może wkurzać swoim pantoflarstwem, miękkością charakeru i w ogóle wydaje się być taką ludzką, męską ciapią. Ale z czasem trwania serialu wyławia się nam w końcu prawdziwy męski charakter w tym serialu, w tym sensie, że potrafi świetnie odnaleźć się w każdym środowisku i dobrze reaguje na nagłe zmiany, do tego jest bystry i odczytuje emocje bliskich. Bardzo miła odmiana od tych przepięknych aż do bólu frazesowych kowbojów.
Niektóre dialogi są wybitne, naprawdę dawno się tak dobrze nie bawiłam, słuchając wyłącznie potyczek słownych (Stacy jest mistrzynią tego, zarówno z córkami jak i ze swoim terapeutą - czyste złoto) i dlatego daję 8/10, choć bardziej czuję 7/10, ale serio - piękne są tam rozmowy, nie ma rozbić, wszystko działa jak trzeba i wzbudza w nas odpowiednie emocje.
Adaptacja sztuki Terence'a Rattigana. UK, lata 50. Hester odchodzi od sporo starszego, bogatego męża do młodszego kochanka, byłego pilota RAF. Nowy związek nie przynosi jej jednak szczęścia.
Z jednej strony świetna rola Rachel Weisz oraz wysmakowana strona wizualna. Z drugiej strony, fabuła niezbyt interesująca (wtórna wobec Anny Kareniny i melodramatów z czasów Złotej Ery Hollywood), dodatkowo za bardzo rzucało się w oczy teatralne pochodzenie dzieła, jakby reżyser jedynie pobieżnie dostosował Glębokie błękitne morze do języka filmowego. Trochę wyszedł niewypał, ale myślę, że historia sprawdziłaby się w rękach Wong Kar Waia.
Prowadzący wieczorny talk-show zaprasza do swojego programu gości związanych ze zjawiskami paranormalnymi w celu podbicia tonącej oglądalności.
Fajny, mały film z elementami horroru, ale w żadnym momencie nie wywołujący strachu ani przesadnego napięcia. Pomysł na pomieszanie w obrazie stylów trochę paradokumentu, trochę talk-show z lat 70., trochę zakulisowego życia był całkiem spoko i chociaż nie zawsze trzymało się to kupy, to oglądało się nieźle. Ogólnie na plus zadziałał stosunkowo krótki czas trwania filmu, co sprawiło, że format się nie przejadł. Polecam na szybki, wieczorny seans.
Fun fact: Postać Carmichaela Haiga (w tej roli Ian Bliss, którego część osób może kojarzyć jako Bane'a z Matrixów Rewolucje i Reaktywacja) była wzorowana na znanym sceptyku aktywnie walczącym z wszelką szarlatanerią, Jamesie Randim, który zmarł w 2020 roku.
Kolejna misja księżycowa Amerykanów zyskuje zainteresowanie mediów dopiero, gdy na pokładzie statku dochodzi do groźnej awarii.
Taki sztampowy, pełen patosu i podniosłej muzyki film z Tomem Hanksem z lat 90. Reżyser używa wszystkich możliwych sztuczek, żeby z pracy naukowców i inżynierów, którzy starają się rozwiązać nawarstwiające się problemy, wykrzesać dramatyzm, a nawet trochę akcji. I, kurczę, udaje mu się to. Jest tu masa schematów i wątków przewijających się w innych produkcjach tamtego okresu, ale w dalszym ciągu ogląda się to dobrze. Polecam osobom, które pod koniec ubiegłego wieku dyskutowały o amerykańskich filmach.
Fun fact: Wiele scen pokazujących stan nieważkości zostało nakręconych dzięki lotom parabolicznym, których na potrzeby filmu wykonano ponad 600. Pojedynczy lot zapewniał ok. 25 sekund stanu nieważkości.
Miał swoje momenty, chociaż nie jest to mój ulubiony serial startreka.
Inna sprawa, że ludzie zarzucają mu cudaczne rzeczy (mój ulubiony: "bo som geje, a w przyszłości powinni się pozbyć już gejów!"), a z mojej strony największy zarzut, że nie wykorzystali okazji z wojną z Klingonami. Mógł powstać niezły serial wojenny w kanwie ST.
Natomiast serial wykreował kilka świetnych postaci (np. Pike Mounta [ gdyby tak stworzyli te postać te 80 lat temu, to nie mielibyśmy Korka]), no i miał najpiękniejsze designe statków ze WSZYSTKICH startrekow (klasa Walker, Cardenas - cudo, a nawet krytykowane Crossfield i klingonskie były spoko).
Grzybnia meh, siostra Spocka - meh, podróże w czasie (jak zawsze) meh.
Ultimate Janusz wyzyskujący uchodźców wojennych zaprasza na wycieczkę po swoim kołchozie grupkę rozwydrzonych bachorów i ich pie⁎⁎⁎⁎⁎⁎ętych rodziców.
Nawet mi się spodobał ten specyficzny, groteskowy klimat z podskórnym creepy vibem, ale im bliżej końcówki, tym film mniej ciekawił, a końcówka zrobiona jakby trochę na odwal, oczekiwałam bardziej wyrazistego finału.
@4pietrowydrapaczchmur sorry ale nie wierzę w to, ciało to jeszcze, bo znam 50-latki wyżyłowane, ale nie twarz, chyba że ma dostęp do najlepszych specjalistów na świecie
Ziemie Odzyskane, 1945. Andrzej Kenig, weteran powstania warszawskiego i były więzień obozu koncentracyjnego, dołącza do grupy kierowanej przez dra Mieleckiego mającej za zadanie zabezpieczyć poniemieckie miasteczko Siwowo i przygotować go na przyjazd repatriantów. Po przyjeździe na miejsce Kenig orientuje się, że grupa Mieleckiego zamierza ukraść co cenniejsze sprzęty i sprzedać je na czarnym rynku.
Dzieło interesujące, choć mam wrażenie, że obecnie nieco zapomniane. Ciekawa historia umiejętnie bawiąca się konwencjami westernu + świetne role aktorskie. Tylko momentami jest zbyt statycznie, można by z 10 minut wyciąć i film nic by nie stracił.