@bojowonastawionaowca wywołał temat swoim pytaniem o masowe dążenia do zdobycia wyższego. A to ciekawe zagadnienie.


Słowo się rzekło - chcieliście AMA a więc pytajcie o co tylko zechcecie - aczkolwiek nie obiecuję że na wszystkie pytania odpowiem ze szczegółami ( ͡° ͜ʖ ͡°)


W skrócie, jak wygląda moja praca:

  • aktualnie zatrudniony jestem na stanowisku adiunkta w grupie pracowników badawczo-dydaktycznych

  • oznacza to że zajmuje się i prowadzeniem zajęć, czyli dydaktyką, i badaniami naukowymi

  • uczelnię poznaję od tej "drugiej strony" ponad 10 lat, aczkolwiek na pełny etat pracuję trochę krócej

  • jestem tzw. ścisłowcem - chemia, biotechnologia, analityka, inżynieria i ochrona środowiska - w takiej tematyce się obracam

  • nie piję kawy cały dzień jak niektórzy mówią, za to uważam że pracując na uczelni wyrabiam więcej roboczogodzin niż na klasycznym pełnym etacie

  • nie mam dodatkowego zatrudnienia, ale na studiach/doktoracie pracowałem w kilku innych branżach

Zaplanowałem to sobie tak, że postaram się odpowiadać w miarę na bieżąco, jak nazbiera się kilka pytań. A resztę nadrobię i na pozostałe pytania odpowiem na weekendzie, stąd proszę o cierpliwość.


#ama #kiedyama #askmyanything #uczelnia #studia #pracbaza

86f1f75c-a3bd-43b3-9e32-76a3e1fcf9f5

Komentarze (164)

@jedzczarnekoty Ja przyznam, że straciłem szacunek do uczelni po tym, jak MNIE pytano, czy nie chciałbym zostać po magierce.


Zacznę pytankiem, moze mądym może nie - czy uważasz że polskie uczelnie zasługują na swoje pozycje w rankingach światowych, czy to w większej mierze wina tego, jak te rankingi są prowadzone?

@Ragnarokk musiałbyś nieco rozwinąć temat, ale domyślam się że nie miałeś aspiracji naukowych, a takie pytanie padło.
Ja widzę/słyszę czasami jeszcze lepsze: OCZYWIŚCIE WIDZIMY SIĘ NA MAGISTERCE? Zamiast "jakie osoba studencka ma teraz plany po obronie inżynierki?"

Jeśli chodzi o rankingi - to przyznaję szczerze że kompletnie mnie nie interesują, i nie śledzę tego. A wręcz przeciwnie, śmieszą mnie czasem artykuły z informacją że "Z dumą informujemy że nasza uczelnia awansowała w rankingu "Higher Education World University Ranking" z przedziału 1501+ do przedziału 1000+" gdzie w praktyce może to oznaczać awans z pozycji 1502 na 1499 Nie wiem też, czy ktokolwiek z kandydatów na studia zwraca uwagę na te miejsca na różnego rodzaju listach. Jak już, to liczą się nasze krajowe "Perspektywy". Tylko, czy fakt że moja uczelnia awansowała w tym prestiżowym rankingu o jedno, dwa miejsca w ostatnich latach ma jakiekolwiek znaczenie?
Uważam, że to gdzie znajdują się nasze uczelnie nie ma większego znaczenia, skoro najlepsze z nich - UW czy UJ są w którychś tam setkach na świecie.
A dwa - masz całkowitą rację z tym, że miejsce w rankingu wynika z algorytmu ich prowadzenia. Ten temat cyklicznie powraca, w zależności od tego, kto zasiada na uczelnianych stołkach. Jeśli trafi się jakiś miłośnik cyferek, to próbuje na różne sposoby prowadzić takie działania, które podbiją uczelnię w rankingu, czyli: liczba określonego rodzaju publikacji, patentów, współpracy z gospodarką, % studentów którzy kończą edukację z dyplomem, itd.

Na pewno bardziej właściwą osobą byłby ktoś z jakiegokolwiek szczebla władzy na uczelni, mnie na szczęście ten zaszczyt nigdy nie kopnął.

@jedzczarnekoty Studiowałem 8 lat i skończyłem ze średnią 3.6. Aspiracji oczywiście też brak, ale nawet jakbym miał to raczej nie powinni takim jak ja proponować

@jedzczarnekoty @Ragnarokk Kiedyś przyjrzałem się bliżej kilku rankingom, i w paru trafiłem na kwiatki typu punkty za "inkluzywność" "różnorodność" "diversity" itd., więc przynajmniej w niektórych przypadkach, wina nie koniecznie musi leżeć po stronie polskich, skandalicznie monoetnicznych, uniwerków. Co ich oczywiście nie broni bo to szorowanie po dnach wszelkich rankingów z powietrza się nie wzięło.

@jedzczarnekoty


Jak oceniasz poziom studentów na przestrzeni lat, które spędziłeś na uczelni?


Pytam, ponieważ od niektórych wykładowców słyszałem, że jest coraz gorzej, ale dziwiło mnie porównywanie dziennych z zaocznymi - takie niezbyt fair moim zdaniem względem dziennych.

@cyberpunkowy_neuromantyk to prawda, jest coraz gorzej. I to nawet nie na przestrzeni 10, czy 5 lat - ale ostatnich dwóch, trzech. O tym też mówią specjaliście z zakresu psychologii/pedagogiki/socjologii - kompletnie nie moich dyscyplin. Mówiąc krótko - ludziom gniją mózgi, nie potrafią skupić uwagi, nie są nauczeni radzić sobie z porażkami, są aroganccy, i można by wymieniać dalej. Dobrze, że nie wszyscy - to daje nam jakąś nadzieję. Ale, będę się umawiał na konsultacje z psychologiem - bo jest mi z tym coraz trudniej.

A co masz na myśli mówić o zaocznych? Bo odpowiedziałem @onpanopticon jak ja to widzę - na zaocznych mniej jest osób z przypadku.

@cyberpunkowy_neuromantyk tak, to potwierdza moje obserwacje. Ponoć kiedyś było inaczej - szli tam, żeby nieco "po łebkach" uzupełnić wykształcenie - bo faktycznie program jest nieco okrojony godzinowo. Ale teraz - tak jak mówisz, zaoczni prezentują wyższy poziom. Głównie z tego powodu, że grupy które uczyłem składały się w sporej części osób z pracujących w branży, a dwa - większość pracowała zawodowo, była nauczona jakiejś dyscypliny, systematyczności, a nie wychodziła wprost ze skrzydeł matki kaczki, znaczy rodziców. No i przychodzą, bo chcą uzupełnić wiedzę i czegoś konkretnego się nauczyć, są bardziej wymagającymi studentami.

@jedzczarnekoty

jest coraz gorzej. I to nawet nie na przestrzeni 10, czy 5 lat - ale ostatnich dwóch, trzech

To samo narzekanie słyszałem jak studiowałem te 10-15 lat temu. Zresztą słynne "pokoloruj drwala" jako rzekome zadanie maturalne to był mem właśnie w czasach jak zdawałem maturę, albo niewiele później. Teraz mówi się, że "o panie, 15 lat temu to maturzysta to był ktoś". Za moich czasów latały zaś teksty Januszy, że ich średnie z PRL to jak dzisiaj (~2010 r.) magister.

Nie jest może tak, że z czasem podnosisz swój poziom wiedzy, a studenci - siłą rzeczy - jako masa "stoją w miejscu" bo nowi przychodzą, a starzy odchodzą, stąd wydaje Ci się, że poziom spada? Rozumiem narzekanie na pokolenie Z, natomiast na moje narzekano tak samo. Pamiętam jak w internetach pisało się o nas "dzieci Neostrady", a nadto pojawiały się głosy, że ostatni rozumni ludzie urodzili się przed 1990 rokiem.

@PositiveRate nie, nie jest tak. Bzdury opowiadają Janusze, którzy mówią że "kiedyś to było". Wielu psychologów wypowiada się na temat problemów społeczeństwa w ostatnich latach. Latach! Nie dekadach, czy nawet pięcioleciach. Ten świat w dziwnym kierunku zaczyna zmierzać. Ja też słyszałem na studiach że "kiedyś to było" a z drugiej strony wiem, że na mniej więcej podobnym poziomie zaczynaliśmy, i kończyliśmy studia. A teraz? Jest przepaść pomiędzy 5 a 1 rocznikiem.

I znowu - nie pamiętam źródła, ale pierwszy raz w historii będziemy mieć do czynienia z sytuacją że młodsze pokolenia będą gorsze, słabsze, gorzej wykształcone niż starsze. Zapytam kolegi, bo z nim o tym rozmawiałem i może znajdę źródło.

@jedzczarnekoty @rain pisała podobne rzeczy. Ja sam widzę jak bardzo zaszkodziło dzieciom dostanie smartfonów i komputerów, muszę to bardzo pilnować. Przede wszystkim zabiło kreatywność. A teraz jeszcze nasra ludziom AI.

@PositiveRate mam koleżankę na podobnym stanowisku co @jedzczarnekoty . Opowiadała mi różne historie. Od nie potrafienia po 3.5 studiów inżynierskich odpowiedziec na pytanie "do czego używane są drożdże w przemyśle spożywczym" po wkurwione mamusie przyłażące z pretensjami i zadajacymi wyjaśnienia dlaczego ich córeczka/synuś dostało dwóje z kolokwium. Nie kojarze zeby takie akcje sie działy jak studiowałem

@PositiveRate ja mam styczność z młodymi ludźmi od trochę innej strony. Do rocznika 2000 jest w miarę sensownie po nim im młodsi to glupsi. Jest trochę tak że jedno pokolenie narzeka na inne. Tylko to widać i słychać że jestem źle

@SignumTemporis otóż to! Za naszych czasów było nie do pomyślenia, żeby dostać wiadomość od studentki "WITAM. CZEGO MAM 3.5" Autentyk.

Albo żeby pyskować do wykładowców, że powinienem się cieszyć że osoba studiująca w ogóle nią jest, bo daje mi pracę.

Ja jednak uważam, że ta obrona o której mówisz, to jest moment weryfikujący. Że każdy absolwent powinien mieć jakieś pojęcie na kilkadziesiąt zagadnień z których losuje trzy na obronie. Że powinien potrafić zabrać głos w dyskusji. A jak słyszę o tych drożdżach, albo wiem od znajomych że po kierunku związanym z OZE i odpadami ktoś nie wie czy różni się fermentacja od kompostowania, to rozumiem ludzi którzy mają dość tej branży jak podpisują protokół z obrony z oceną pozytywną.

@30ohm obecne pokolenie "młodych wychowanych z technologią wyssaną z mlekiem matki" nie potrafi komputera obsługiwać. Niektórzy trzymają myszkę w dłoni jak starsze babki z których się śmiali w momencie cyfryzacji Poczty Polskiej. Monitor chcą dotykowo pacać, jak te zasrane ajfony. Autentyk, od kolegi z pracy, 19 latek, nowy w firmie, więc rocznik 2006.
@PositiveRate także to jako przykłady na poparcie tej tezy.

@SignumTemporis Również nie słyszałam o interwencjach rodziców, kiedy studiowałam (1999-2004). Poza jedną. Z awanturą do prorektora przyszła matka zbulwersowana faktem, że jej córka mieszkała ze swoim chłopakiem w jednym pokoju w akademiku. Było to u nas legalne, o ile oboje dostali przydział do tego samego DSu.

@koszotorobur zapewne ma na to wpływ wiele czynników, ale ja ciągle winię za ten stan komunizm, i postkomunizm. Celowo pozbawiono nasz kraj ludzi wykształconych, a Ci którzy zasiedli na uczelnianych stołkach lata temu ciągle mają się na nich dobrze, i trzymają się zębami żeby ich nie oderwano od koryta. To widać, słychać i czuć - młodsze zespoły są dużo bardziej aktywne naukowo, to raz. A dwa - stosują inne metody edukacyjne, więc i ich sposób przekazywania wiedzy studentom mniej ssie i kwiczy.

@Opornik w znacznej części tak, ale z tą gospodarką się nie zgadzam, nie wszystko można przeliczać w ten sposób. Historyków, socjologów, filozofów i archeologów też potrzebujemy. Polecam artykuły Darii Chibner w Rzeczpospolitej, często porusza ten temat. I, jak przełknie się specyficzny styl Krzysztofa Maja z AGH to jego kanał na YouTube - celnie punktuje wiele spraw, ale generalnie to ile jest w Polsce uczelni i uczelenek wszelkiej maści, bo "każdy profesor chciał być dziekanem więc otworzył swoją". To rozdrobnienie generuje takie a nie inne wskaźniki, nie kilkanaście największych uczelni w kraju.

@jedzczarnekoty
1. Jak dużej części kadry, szczególnie tej z wyższymi stopniami naukowymi, zależy na osobistym rozwoju i aktualizowaniu wiedzy ze swojej dziedziny? Ilu utknęło na tym, czego nauczyli się X lat temu i wystarcza, bo studentom co roku mówią to samo?

2. Co uważasz za największą patologię szkolnictwa wyższego w Polsce?

@Oczk

  1. To pytanie jest bardzo trudne, bo tak naprawdę znam tylko swoje wykłady/ćwiczenia, a resztę z opowieści studentów. Więc trudno podać jakąś konkretną wartość. Ale, uważam że ciągle za duża/zbyt liczna jest grupa osób która co roku mówi to samo, bazując na prezentacji sprzed 15 lat. Czasem za głowę się łapię jak otworzę jakąś prezentacje pozostawioną na komputerze w sali wykładowej. Są dwie choroby, nazywają się habilitoza, i profesoroza - to momenty kiedy wykładowca ma chęć odpocząć, spocząć na laurach, zacząć odcinać kupony - i obserwuję kilka osób, że od tego momentu zaczęły uczyć na autopilocie. Także, odpowiadając raz a dobrze - uważam że zbyt duża, właśnie tych z wyższymi stopniami naukowymi.

  2. A mogę cztery patologie?
    - pierwsza jest związana nieco z tym, o co pytasz w pierwszej części - żeby pracować na uczelni, nie trzeba mieć ukończonego kursu pedagogicznego. Chociaż, widząc kto pracuje w szkole nie wiem czy cokolwiek by to zmieniło. Ale - do rzeczy - masa osób uczy tak, jak ich uczono, powielając dobre wzorce/patologie swoich nauczycieli i wykładowców. A widzę po sobie jak kurs pedagogiczny, zrobiony dla siebie i za własny hajs zmienił moje podejście do nauczania.
    - druga patologia to patologia całej budżetówki - po dorwaniu się do koryta masa osób zajmuje się tym, żeby się w nim okopać na państwowej posadce. A dwa - prawo/przepisy ustawy o szkolnictwie wyższym są tak skonstruowane, że zwolnienie profesora, który nie nadaje się do swojej roboty jest trudniejsze niż w firmie, gdzie menadżer po prostu wręcza wypowiedzenie, i dziękuje za współpracę.
    - trzecia patologia to niestawianie na młodych. Jeśli miałbym wskazać najważniejszą, to byłaby to zdecydowanie ta. Są miejsca gdzie przez lata nikogo nie zatrudniono, a stare, postkomusze pokolenie okopuje się, żeby go nie ruszono. A bez wymiany kadr nie ma wymiany pokoleniowej i zmiany systemu myślenia.
    - czwarta to chyba fakt że system nie działa jak np. w Cambridge - gdzie jest "researcher" i jest dydaktyk. Ciągle jest się rozrywanym pomiędzy studentami, a prowadzeniem badań w tzw. międzyczasie lub po godzinach. A podzielność uwagi czy modny ostatnio "multitasking" to mity. Skupiając się na jednym, bądź drugim pracuje się zdecydowanie lepiej i wydajniej. A w praktyce wygląda to tak, że wakacje/ferie, czas teoretycznie poświęcony na urlop to nadrabianie badań i pisanie artykułów.

@jedzczarnekoty

czwarta to chyba fakt że system nie działa jak np. w Cambridge - gdzie jest "researcher" i jest dydaktyk. Ciągle jest się rozrywanym pomiędzy studentami, a prowadzeniem badań w tzw. międzyczasie lub po godzinach.

Ooo, jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie. Ostatnio wykladowca mi opowiadal, ze wkurwia go fakt, ze sa ludzie zatrudnieni jako nauczyciele akademiccy, a on jako pracownik naukowo-dydaktyczny i wyglada to tak, ze ci nauczyciele akademiccy to wg niego pasozyty. Jedynym obowiazkiem jest prowadzenie zajec, przez co nie maja zadnego pojecia o trendach i zmianach w przemysle, konczac na wykladaniu od 20 lat tego samego.

@jedzczarnekoty wielkie dzięki za wyjaśnienie, nie powiem żebym był zaskoczony Twoją relacją "od kuchni" Szkoda, że tak to wygląda bo imo wiele zaprzepaszczamy jako kraj, nie dostosowując modelu nauczania do współczesnych standardów i możliwości

@solly-1 bo jak we wszystkim, chodzi o właściwe proporcje. I rabini z potencjałem naukowym to powtarzają - że chcą się skupić na badaniach, a dydaktyki mniej, dużo mniej. Z drugiej strony - dobry dydaktyk też je prowadzi w jakimś zakresie, jest na bieżąco z trendami, zmianami w branży itd.
A z trzeciej strony - wykładowca mówił Ci prawdę, tak naprawdę wynagrodzenie dydaktyka jest takie samo, albo 2-3 stówki niższe od naukowo-dydaktycznego. I owszem, godzin do poprowadzenia jest więcej, ale wiele osób przez 20 lat gada o tym samym, i nic się z tym nie robi. A jednocześnie pracuje "przy tablicy" mniej niż nauczyciel w szkole, zarabiając lepiej.
Trudny temat, na osobną dyskusję.

Czy słyszałeś o inbie na uczelni w Siedlcach, dotyczącej jej rektora? Jeśli tak, to jak środowisko uczelniane w innych częściach kraju odnosi się do takich rewelacji?

@Kaligula_Minus widzę że są nowe wątki w tej sprawie, bo my się tylko z tych wiadomości które wysyłał śmialiśmy. A teraz czytam że

– Pracowników naszej uczelni angażowano w skręcanie mebli, remonty łazienek w prywatnych mieszkaniach. Wymienię też tutaj zakup i sprzedaż oraz serwis prywatnych samochodów należących do władz uczelni, opiekę nad ich dziećmi – wymieniał.

Niemniej - nie mamy czasu żeby śledzić całe środowisko uczelniane w Polsce. Więc, poza lekturą np. Forum akademickiego czy głównych mediów jest się na bieżąco raczej z lokalnym ośrodkiem akademickim. Czasami nagłośnienie takich afer powoduje, że ktoś nabiera odwagi i zaczyna mówić głośno o lokalnych problemach/patologiach. Ale, generalnie przechodzi się obojętnie i do porządku dziennego. Pisałem o tym wyżej @Oczk - oczyszczenie się systemu z takich patologii byłoby bardzo dobre dla całego środowiska.

@jedzczarnekoty dzięki za odpowiedź. Poruszyłam te kwestię, bo to chyba aktualnie najgłośniejsza afera dot. uczelni wyższej. I zastanawiałam się czy takie zepsucie w miejscu, które powinno być ostoją kultury, bulwersuje środowiska naukowe. Ale w dzisiejszych czasach schamienie mackami obejmuje coraz więcej instytucji. Przykład idzie z góry

@Kaligula_Minus bulwersuje, to prawda - ale co możemy zrobić? To ich bagienko, jak każde, jak w wielu instytucjach jak mówisz. Z tą ostoją kultury to już dawno przestaliśmy być wiązani, tak sądzę, mnie to osobiście boli, bo dla mnie nawet uczelnia techniczna może być tzw. "uniwersytetem klasycznym" który właśnie rozwija naukowo, pozwala zdobywać wiedzę, a nie jest tylko fabryką pracowników do przemysłu, którzy mogą być totalnymi chamami, byle z kompetencjami.

Czy są "z góry" jakieś sugestie czy wytyczne odnośnie utrzymania studentów z jakiegoś kierunku na siłę, czy też uszczuplenia roku. Ogólnie, czy jest jakaś presja i wpływ na ciebie, związana z podejściem do oblewania studentów, bądź ich przepychania na siłę? Dodając oczywiście zaocznych.


Jaki procent twojej pracy zajmujesz się studentami, a jaki poświęcasz na pracę czysto naukową. No i czy masz zamiar te proporcje zmienić i czy w ogóle jest to możliwe.


Jak oceniasz przygotowanie i ogólną wiedzę dzisiejszych roczników, w stosunku do tych w których sam studiowałeś? Tendencja wzrostowa, spadkowa, czy mniej więcej jeden wuj.

@onpanopticon jeśli chodzi o uszczuplenie roku - to kiedyś tak faktycznie było, i to nawet o naszym ośrodku akademickim było głośno - przyjmowano na pierwszy rok dwa razy więcej osób niż było mocy przerobowych, na starcie zakładając że połowa z nich odpadnie po pierwszym i drugim semestrze. I przyniesienie gotowca nie gwarantowało 3.0. Patologia do kwadratu. Ale, zmieniły się algorytmy, przeliczniki ministerialne i inne takie. Zmieniły się czasy - studenci nie dają już sobą tak pomiatać. To na zdecydowany plus.

Z drugiej strony - spadek zaufania do nauki, uczelni, autorytetów, spadek znaczenia formalnego wykształcenia na rynku pracy, i niż demograficzny powoduje, że z roku na rok jest coraz mniej studentów i niektóre uczelnie/wydziały/kierunki mają takie podejście o którym piszesz - czyli przepychania na siłę. Znam nawet jedną osobę która z tego powodu odeszła z pracy, bo, jak powiedziała "ona się nie będzie podpisywała pod protokołem z obrony takiego tumana który dostaje tytuł inżyniera". Wiem, że tuż po obronie doktoratu poszła za najniższą na produkcji pracować, aż ciekaw jestem co robi teraz.
Sam przerabiałem taką sytuację - dzwonię do kierownika kierunku (bo pracowałem dopiero pierwszy czy drugi semestr), mówię że mam takiego studenta co już 4 raz nie zaliczył i dostaję odpowiedź "Daj mu jeszcze piątą szansę". Ale, po paru latach pracy czuję się już pewniej, i jest mi też łatwiej podjąć decyzję o tym, że ktoś nie rokuje. I to co obserwuję, to fakt że uczelnie/wydziały/kierunki z takim podejściem, przepychania na siłę z roku na rok tylko tracą studentów i obniżają swój poziom.
Zaoczni - to jest temat na osobną dyskusję. Zdarzają się tacy, którzy mówią "bo my płacimy więc uczelnia musi nam iść na rękę" ale paradoksalnie uczelnia do takich studentów dokłada, bo budynki musi utrzymać na weekendach, nam zapłacić nadgodziny itd. Tyle przynajmniej wiem. Z mojego punktu widzenia, zaoczny student prezentuje w ostatnich latach wyższy poziom niż ten na dziennych - bo wie po co przyszedł, dlaczego na taki kierunek, poświęca na to swoje pieniądze, często już pracuje w branży (czy w ogóle pracuje co zmienia perspektywę), ba - nawet przewyższa mnie doświadczeniem. A na dziennych są nieco większe dzieci, które wyszły ze szkoły i żyją na garnuszku rodziców, nie wiedząc po co studiują i dlaczego są w tym miejscu gdzie są. Więc - z moich obserwacji wynika, że to bardziej w ich przypadku "przepychanie na siłę" występuje.

@onpanopticon odpowiadając na drugie pytanie - zdecydowanie za dużo czasu i uwagi zajmują studenci i uczelniana administracja, przez co nauka schodzi na dalszy plan - badania, i jeden artykuł w roku bo tyle wymagają, i nieco więcej zaangażowania np. przed awansem czyli habilitacją.
Sporo w tej kwestii zależy od dobrego podejścia władz/pracowników uczelni (tych osób które planują dydaktykę) i od układu przedmiotów w danym semestrze. Jak ciągle się zmieniają, nie można nawet na moment włączyć "autopilota dydaktycznego" to trudno skupić się na nauce. Z drugiej strony - jak ma się 75% dydaktyki w jednym semestrze, to jest szansa żeby skupić się na nauce w drugim. Więc jest to trudne, czasem się zastanawiam czy w ogóle możliwe, ale tak, mam zamiar te proporcje zmienić i ciągle zastanawiam się, jak to zrobić.

@Opornik nie starcza mi życia na śledzenie popularyzatorów nauki, i ich historii. Z powodów opisanych wyżej. A chciałbym. Może faktycznie przejrzę kanał i poszukam.

Co sądzisz na temat systemu oceny uczelni przez ministerstwo, i powiązany z tym aktualny system punktacji publikacji w czasopismach naukowych?

I trochę powiązane pytanie, jak Ci się pracuje w działce badawczej, jakie masz doświadczenia we współpracy z innymi jednostkami / firmami prywatnymi?

Ad2 rzucę trochę od siebie, że ja niestety mam mieszane uczucia. Pracowałem kiedyś przy projekcie gdzie realnie 20% zatrudnionych robiło większość faktycznej pożytecznej pracy, a reszta była dorzucona nieco na siłę, żeby zwiększyć szanse akceptacji grantu dzięki koneksjom odpowiednich osób

@pszemek na temat ewaluacji (czyli właśnie tej oceny) to tyczy się w środowisku, i na forumakademickie tak burzliwa dyskusja że się z niej w pewnym momencie wyłączyłem. Ale system punktacji tzw. ministerialny, nasz polski to patologia. Jest wiele czasopism, znanych w branży, liczących się na świecie, a nie opłaca się w nich publikować bo szorują po dnie naszego systemu punktacji. Z drugiej strony - ludzie piszą do "wysokopunktowanych" czasopism z małym IF, bo za punkty ministerialne są rozliczani.
Dzięki firmom w których pracowałem, dzięki branży z którą współpracuję/chcę współpracować jeszcze się jakoś trzymam i nie stałem się betonem. Cieszę się, że przed uczelnią kilka razy zmieniałem na doktoracie pracę, bardzo dużo się nauczyłem i jestem otwarty na współpracę nauki z biznesem. Ale, czasem marzę że znajdzie się chwilę spokoju, żeby posiedzieć tygodniami w laboratorium jak na doktoracie, bo tylko wtedy był czas na naukę (ale pracowało się w McD na drugi etat żeby mieć co jeść i gdzie spać). Granty, projekty, to temat na osobną opowieść. Też pracowałem w takim gdzie doktoranci i szeregowi pracownicy odwalali robotę, a profesory brały niemałe pensje za "opiekę merytoryczną".

@Dartof pytanie które musi się pojawić i na które oczywiście czekałem. Około 8 tysięcy brutto. Mówię około, bo to nie jest stała kwota, i co roku się zmienia.
Od razu napiszę jak wygląda wynagrodzenie na uczelni:

  • podstawę reguluje ustawa, czyli wynagrodzenie profesora, od którego zależą inne

  • aktualnie jest to na moim stanowisku 73% wynagrodzenia profesora, czyli "nie mniej niż 6840 brutto" ale mam nieznacznie więcej

  • do tego dochodzą różne dodatki - przede wszystkim stażowy, wynikający z lat pracy, dodatki funkcyjne np. za bycie kierownikiem kierunku, prodziekanem itd. i dodatki motywacyjne, projakościowe, różnie nazywane (i też obecne/nieobecne) na uczelniach - generalnie wynikające z oceny działalności za poprzedni rok, ale jest to kilka stówek do pensji brutto

@jedzczarnekoty kręcisz, ile masz na rocznym PIT11 kwoty brutto i czy nie frustruje Cie, ze jest to nieadekwatne do kompetencji?

@100mph a czemu miałbym? Wszystko jest w BIP, możesz sobie sprawdzić. Owszem, wraz z adnotacją że maksymalna pensja na tym stanowisku to mnożnik 2.7. Ale to dla jednostek "wybitnych".

104 tysiące brutto, z powodów które opisałem wyżej. W tym roku będzie mniej.
Nie frustruje - w poprzedniej pracy miałem dużo bardziej niestabilne dochody. W jeszcze wcześniejszej - którą lubiłem: najniższa krajowa. Ale co to za życie. To jest Polska B, tutaj żyje się inaczej
Nie potrafię odpowiedzieć, czy jest to nieadekwatne do kompetencji - umiem uczyć, to robię przez lata. A zawód nauczyciela nie jest poważany. Od rodziny usłyszałem, że sprzątaczka ma bardziej odpowiedzialną pracę ode mnie.

Dla większości osób które rezygnują z uczelni alternatywą jest szkoła. A to zupełnie inna bajka.

Kolega jest szkoleniowcem w prywatnej firmie - zarabia podobnie. Czy i ja znalazłbym branżę, w której mógłbym uczyć - pewnie tak. Czy mógłbym iść do przemysłu - pewnie tak.
Gdzieś w sieci krąży wykres pokazujący relację wynagrodzenia profesora (belwederskiego) do najniższej krajowej - w skrócie, oscyluje ono od dwóch, do trzech. Teraz zbliża się do dwóch.
Czasem myślę nad zmianą pracy - ale żeby jeździć widlakiem, i mieć święty spokój. Jak miałbym grupę zostałbym portierem, albo woźnym. Są rzeczy ważniejsze od pieniędzy.

@jedzczarnekoty Gdybyś miał dziś 19 lat i dostał do wyboru:

5 lat darmowych studiów na średnim kierunku albo 50 tys. zł dotacji na start i 2 lata intensywnego kursu rzemiosła/technologii u boku mistrza – co byś wybrał?

@WiecNo zdecydowanie dwa lata intensywnego kursu u boku mistrza - o ile oczywiście wiedziałbym tuż po maturze czego chcę w życiu. Ale, nawet jeśli nie od razu po szkole, to byłbym w stanie zrezygnować ze studiów dla takiego kursu o którym mówisz. Jest jeden warunek - model tutoringu, czyli praca 1:1 w relacji mistrz-uczeń. A nie tak jak to wygląda na praktykach czy stażach, gdzie jest się teoretycznie szkolonym, a praktycznie piątym kołem u wozu do parzenia kawy i noszenia dokumentów.

Te 50 tysięcy dotacji to miły dodatek, ale i bez tego przystałbym na takie kształcenie pod okiem mistrza

@WiecNo tylko, jak czasem powtarzam studentom - najgorzej, jak na jakimś etapie kariery okaże się, że jest potrzebny dyplom ukończenia studiów, wtedy jest trudniej się uczyć.

Mam taki przypadek w rodzinie - po latach nauki rzemiosła, pracy (fizycznej) w branży, z naprawdę dobrymi wynikami i fachem w ręku, nagle okazało się że fajnie byłoby pójść krok wyżej - i zostać inspektorem, inżynierem, łączyć pracę fizyczną i umysłową - no i trudno jest pracować fizycznie 5 dni, i uczyć się na zaocznych.

Ale, bez wahania zamieniłbym dzisiaj całe moje 5 letnie studia na 2 lata pracy u boku jednego profesora, który dzięki temu że działaliśmy w kole naukowym zmienił sporo w moim życiu, i nauczył nas najwięcej. Także, gratuluję

@bojowonastawionaowca odpowiada za to człowiek (promotor), a raczej grupa pracowników które mnie uczyły na pracowni magisterskiej. Poświęciłem na magisterkę setki godzin, jakbym pracował na pół etatu na uczelni. Tak to wygląda jak się wybierze zbyt ambitny temat
Wtedy się odnalazłem w laboratorium chemicznym. A wcześniej, nauczycielom w szkole (i nie tylko ja to mówię, spośród pracowników naukowych) zawdzięczam rozbudzenie we mnie tej pasji. Do tego geny, i zamiłowanie do ścisłych przedmiotów.
W każdym razie - w pracowni magisterskiej znaleźliśmy wspólny język, dobrze się pracowało, dużo się nauczyłem, po czym - zderzenie z deprechą świeżo upieczonego magistra kierunku zamawianego, którego nikt nie chciał zatrudnić z racji "braku doświadczenia". Wylądowałem w sklepie, w handlu, i naprawdę dobrze mi się tam pracowało. Ale poczułem, że to moje wykształcenie po studiach jest jakieś takie niepełne. I dokładnie to było tym impulsem. Więc, decyzja o powrocie na studia III stopnia, powrót do tego samego promotora, znalezienie tematyki, a potem już z górki.

@zuchtomek w przypadku walki pewnie z setką koni wielkości kaczki, bo teoretycznie idzie to rozdeptać a wielka kaczka dziobnie mnie raz, a dobrze.
Ale, jakbyś zapytał o pracę z klientem czy uczelnię - to tutaj zdecydowanie jedna kaczka wielkości konia. Uwielbiam model tutoringu, czyli pracy np. z inżynierantem, doktorantem, albo poświęcenie komuś czasu żeby wyszedł z firmy zadowolony.

@jedzczarnekoty Trochę pokrywa się z pytaniem od @bojowonastawionaowca: Co zrobić, by móc wykładać na uczelni? Bardzo bym chciał iść w tym kierunku. Nawet na mojej uczelni, jak kończyłem magisterkę, mówili, że chcieliby, żebym z nimi został. W późniejszym kontakcie odpisali, że aktualnie nie szukają nikogo xd

@Klockobar iść na doktorat, wtedy zazwyczaj musisz prowadzić zajęcia xd ewentualnie są rzadkie okazję, gdzie uczelnia zatrudnia eksperta z jakiejś dziedziny, ale to niszowe przypadki i trzeba mieć kontakty na uczelni

@Klockobar ciężki temat, na długą opowieść przy kawie Bardzo lubię tę tematykę więc chętnie pomogę i doradzę, na ile potrafię. Ale, wygląda to tak: możesz kształcić się w szkole doktorskiej, być niejako pracownikiem uczelni przez 4 lata. Ale, musisz znaleźć promotora, tematykę, i wolne miejsce bo te są mocno okrojone po reformie Gowina. Na końcu, okazuje się, że doktorat niczego Ci nie gwarantuje, trzeba liczyć na fart, znajomości, nietypowe i nabyte w trakcie kompetencje, albo sam nie wiem co jeszcze. Albo, możesz pracować w ramach tzw. godzin zleconych, na umowę zlecenie, jako specjalista z jakiejś branży, takich uczelnia też potrzebuje. Pieniądz słaby, robi się to dla idei, sukcesu głównego pracodawcy, albo własnej satysfakcji. Tylko, najpierw musisz się w jakiejś firmie stać takim ekspertem, a potem wkręcić na uczelnię.

@sraszko no i chyba tylko ta, niedługo z Deorką będzie jak z Metallicą, że skończyła się na serii M6000. Albo M592. Ponoć te nowe to szmelc, już od początku mają luzy. Ale teraz tak mało jeżdżę że nie wiem, w jednym rowerze mam Cues z nowości i działa.

@jedzczarnekoty a widzisz. Ja jadę jutro kupić rower babie. Byłem właśnie pogadać z mechanikiem na temat tej grupy Cues bo byłem jej ciekaw i odradzał mi ją mocno. Ale no też Cues ma ileś tam podgrup i mówił że te najwyższe nie ma tragedii ale i tak lipa

@sraszko wiem z doświadczenia, że mechanicy są czasami skrzywieni, wychowania na podzespołach z górnej półki. Kiedyś też takim onanistą sprzętowym byłem. Była jakaś rymowanka z grupą XTR.

Teraz? Działa jako tako, rozwali się kupię nowe, bez żalu. Jak pojeżdżę więcej to na pewno jakieś zdanie sobie wyrobię. W każdym razie trzymam cały stary sprzęt w kartonie, żeby jeszcze na ich grobie zatańczył.

@jedzczarnekoty Słyszałem podobne pytanie (i żart) już wcześniej i zastanawiam się, skąd takie podejście. Przecież rektor nic nie może, na pewno by się przejął gdyby jakiś anon krytykował go w necie. Poza tym nie jest Twoim bezpośrednim przełożonym, więc nie miałoby to konsekwencji.

@jedzczarnekoty
Pytania z perspektywy absolwenta PWr / nie W4rto - zaznaczam, że doświadczenia moje i osób współstudiujących mogą być specyficzne.

  1. Dlaczego panie w dziekanacie są takie wredne?

  2. Czy większość zajęć na studiach musi być tak oderwana od rzeczywistości i czy kładzenie nacisku na mało istotne kursy ma sens?

  3. Spotkałem się ze z ciekawym zjawiskiem - prowadzący w trakcie robienia doktoratu jest równym gościem, broni pracę doktorską i nagle staje się wrednym dziadem. Z czego to wynika?

  4. Skąd na uczelni tylu frustratów, którzy chcą po prostu udupiać studentów?

Inżynierkę skończyłem ze średnią 4.5, za magistra podziękowałem - w pracy nauczyłem się dużo więcej niż na studiach ( ͠° ͟ʖ ͡°)

@6502

  1. Bo nie boją się aż tak utraty pracy, bo dostały ją po znajomości, bo zarabiają najniższą krajową i uważają że jakby dostawały więcej to mogłyby się postarać, bo kadra naukowo-dydaktyczna, wielu profesorów traktuje je z góry, albo - dlatego że chcą w spokoju wypić kawkę z psiapsi albo zająć się kolejnymi stosami dokumentów. Ale, bardzo często to dlatego, że mają do czynienia z takimi osobnikami, że przenoszą czasem swoją frustrację na kolejnych - bo to trochę praca jak z klientem, a kto z nim pracował "ten się w cyrku nie śmieje". Ja żyłem ze swoimi w zgodzie, a teraz to już w ogóle - ale to dlatego że poprzednia praca nauczyła mnie szacunku i doceniania pracowników "szeregowych" - na produkcji, portierów, sprzątaczki, panie z biura itd.

  2. Nie musi być, i nie ma sensu uczenia rzeczy nieistotnych. Choć, są takie które docenia się po latach. Ja często otwarcie mówiłem, że ten przedmiot "jest w Waszym programie studiów, musi być, choć go nie chcecie, ja muszę przekazać, Wy przyjąć, zróbmy tak żeby przejść przez to w miarę bezboleśnie. Masa przedmiotów wynika z różnych rozporządzeń i przepisów ministerialnych, i uczelnia nie ma ma to wpływu. Ale, jak uczy bezwartościowo to trzeba głosować portfelem i ją zmienią, czy zmienić kierunek, liczę że to jakiś efekt w końcu przyniesie.

  3. Z choroby, ale mówisz o rzadkiej. Częściej to profesoroza, albo habilitoza uderza ludziom do głowy. Doktoroza jest czymś rzadszym. Ale, pewnie psycholog lepiej odpowiedziałby na to pytanie. Jakaś sodówka uderza ludziom do głowy, czują się kimś, jakaś zapadka przeskakuje w mózgu, i uwydatniają się ich cechy charakteru.

  4. Tak samo jak wyżej - wskazana konsultacja z psychologiem, mnie jako umysłowi myślącemu po chemicznemu trudniej to opisać i wyjaśnić. Ale, jest coś takiego w uczelniach, że przyciągają osoby tego typu, często z różnymi zespołami ze spektrum autyzmu. Z jednej strony - zafiksowani na swojej dziedzinie. Z drugiej - trudni w kontaktach międzyludzkich. Ja do tego dorzucam brak konieczności posiadania przygotowania (dobrego) pedagogicznego - frustraci po prostu powielają błędy swoich poprzedników, błędy nauczycieli wychowanych w pruskim modelu nauczania. No i jest jeszcze jakaś zależność - znowu, socjolog/psycholog by to opisał lepiej, że takie udupianie jest reakcją obronną - czyli wykładowca, udupiając studentów z pozycji siły czuje się względnie bezpiecznie. Dokręcając śrubę czuje że jest dobry, lepszy. A tak naprawdę kryje się za taką zasłoną ze swoimi brakami i deficytami. Jeśli zejdzie z nimi na poziom partnerski, otworzy się, to staje się podatny na atak. Nie pamiętam gdzie o tym czytałem, muszę do tego wrócić.

@6502 i świetnie, gratuluję, zrobiłeś tak, jak w założeniu systemu bolońskiego powinno to wyglądać - masz inżyniera, idziesz zdobywać doświadczenie zawodowe. A chcesz się rozwijać naukowo - wtedy na mgr.

@6502

  1. Skąd na uczelni tylu frustratów, którzy chcą po prostu udupiać studentów?

Pamiętam takiego jednego doktoranta. Prowadził ćwiczenia i jak sprawdzał mi zadania to mówił "Pan to nigdy inżynierem nie zostanie". I wiesz co? Ja zostałem inżynierem. A on dalej jest adiunktem

@jedzczarnekoty Dzięki ʕ•ᴥ•ʔ
Co do 2 - nie chodzi mi nawet o sam fakt istnienia takich kursów - rozumiem, że są podstawy programowe i masa innych formalizmów. Problem jest bardziej w tym, że takie kursy są często traktowane przez prowadzących jak równie ważne co te istotne. Przez to nie ma mocy przerobowych żeby skupić się mocniej na przydatnych rzeczach. Aż wyciągnąłem suplement do dyplomu, będę wyliczał:

  • Etyka inżynierska,

  • filozofia,

  • własność intelektualna i prawo autorskie,

  • multimedia,

  • wf,

  • elektroniczny sprzęt powszechnego użytku,

  • elektroakustyka (tutaj akurat byłem na specjalności kompletnie niezwiązanej z tym tematem).

@FoxtrotLima dla mnie taki człowiek już na starcie powinien być skreślony. Owszem, może był to jakiś żart (ale to pasuje do starego wykładowcy), jak akurat z tego przedmiotu Ci nie szło, ale co to za feedback, "pan to inżynierem nie zostanie". Porażka, taka sama jak to że jedna profesor chodziła po sali, zaglądała w prace i mówiła "Ja Pana nie widzę na tym kierunku". Paranoja!

@6502 właśnie o tym mówię, filozofia, etyka, własność intelektualna, wf - przedmioty które muszą być. A jak trafi kosa na kamień - to są problemy i brakuje mocy przerobowych. Też chciałbym, żeby się to zmieniło. Z drugiej strony - prowadziłem informatykę na pierwszym roku, "na co nam taki przedmiot" - okazuje się, że spora część roku nie zna absolutnych podstaw Excela. WF - na szczęście da się go odrobić, na przykład grając w brydża w sekcji temu poświęconej, albo w sekcji kolarstwa górskiego.
Elektroniczny sprzęt powszechnego użytku - oj tutaj aż śmierdzi zapchajdziurą

@jedzczarnekoty no fakt, nie szło mi z tego przedmiotu akurat. I zamiast dowiedzieć się co źle zrobiłem i, co najważniejsze, czego się konkretnie douczyć albo coś wytłumaczyć, to kilka razy usłyszałem właśnie taki tekst. A to był młody gościu, mgr inż. na doktoracie, żaden stary profesor. Udało mi się go znaleźć i widzę, że przeniósł się na AGH, ale w hierarchii nadal jest na samym dole.


Z innej beczki: pracę inżynierską robiłem we współpracy z dużą firmą, która była po sąsiedzku z naszą polibudą. Miałem fantastycznego promotora, który chciał wspierać współpracę przemysłu i nauki m.in. podsyłając studentów na prace inżynierskie i magisterskie. Niestety, dziekanowi się to bardzo nie podobało bo uważał, że wiedza powinna zostać na uczelni a nie być dzielona z komercyjnymi firmami. To było jakieś 15 lat temu.

Czy u Ciebie też spotkałeś się z takim podejściem? Czy to już melodia przeszłości?

@FoxtrotLima tak, spotkałem, tacy ludzie wciąż tu pracują. Ale, są w mniejszości, różne wskaźniki które uczelnia musi wyrobić nakładają na nią wręcz obowiązek współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym, czy jakoś tak. Więc, ciągle nawiązuje się współprace. Inną sprawą jest to, że czasem uczelnie chcą na zasadach działalności firm komercyjnych rozliczać - a to też droga donikąd, bo część wiedzy zawsze zostaje na uczelni, i nie trzeba 100% wszystkiego komercjalizować, wdrażać i zderzać z rynkiem.

@jedzczarnekoty Z góry zaznaczam, że nie wiem czy to powszechne zjawisko, ale pamiętam jak moja siostra studiująca informatykę na AGH miała zaliczenie z web developmentu, poprosiłą mnie przy tym o pomoc. Z przerażeniem w oczach patrzyłem na jej notatki, z których wynikało, że prowadzący zatrzymał się w okolicach 2014 roku, bo mniej więcej tej wersji JavaScriptu ich uczył. Nie muszę chyba mówić, że od tego czasu JS przeszedł kilka większych i mniejszych rewolucji.


I w zwiąku z tym mam 2 pytania:
1. Z czego to wynika, że prowadzący uczą materiału z pożółkłych kartek?
2. Czy istnieje jaki system, który wymusza na prowadzących aktualizację materiału? Bo np zmienia się rynek pracy, albo dana technologia się zmieniła na tyle, że nie ma sensu uczyć jej starszych wersji?

@Bylina_Rdestu Oderwanie wykładowców od aktualnych realiów jest z tego co słyszałem bardzo częste w PL, jeśli nie powszechne, bo wielokrotnie podobne historie słyszałem z dziedziny elektryki, elektroniki, fizyki...
Jak ja chciałem studiować grafikę, to uczelnia nawet komputerów nie miała, a na zachodzie uczyli animacji, grafiki 3D, web designu i masy innych rzeczy, widziałem to i zazdrościłem.

@Bylina_Rdestu po pierwsze - bo są śmierdzącymi leniami, którym nie chce się aktualizować wiedzy i uczyć. Po drugie - tak, istnieje. Hospitacja zajęć przez dziekana/dyrektora instytutu - ale to jest zbyt wyrywkowa kontrola. Kontrole PKA - co kilka lat każdy kierunek przechodzi ocenę, ale jak to w przypadku audytu sprawdzane są wylosowane przedmioty, więc nie zawsze trafią na takiego, albo i on na te konkretne zajęcia wyciągnie lepszą prezentację. Jest też rozmowa komisji ze studentami, i wtedy mogą wylać swoje żale, o ile oczywiście im się chce - bo sobie już czasem nie pomogą, ale następnym rocznikom.
Najważniejsze narzędzie to system ankiet studenckim "oceny prowadzącego" po każdym semestrze. Ale, tak mało osób to wypełnia że niewiele to wnosi, a skarga musiałaby być masowa. Dwa - studenci boją się braku anonimowości bo żeby wypełnić ankietę logują się przez system uczelni. Ocena z ankiet jest wprost proporcjonalna do ocen wystawionych studentom - jeśli ktoś będzie uczył z pożółkłych kartek, ale da 4-5 to dostanie najczęściej dobre oceny.

@Opornik ostatnio sporo się mówi o tym że uczelnia nie jest w stanie nadążać za rozwojem, bo program studiów po 5 latach staje się nieaktualny, tak szybko zmienia się świat, technologia. A w trakcie cyklu nie można modyfikować.
Dwa - mówi się coraz więcej że powinna uczyć jakichś uniwersalnych umiejętności, bo nigdy nie nadąży za rozwojem przemysłu.

@jedzczarnekoty

>o masowe dążenia do zdobycia wyższego.

Na pewno nie u mnie, ja z premedytacją olałem widząc jaką gównianą jakość kształcenia ma kierunek/uczelnia który planowałem, jak ch⁎⁎⁎we umiejętności absolwenci.


Za to z zazdrością patrzyłem czego na tym samym kierunku uczą na zachodzie, ale na studia zagraniczne byłem za biedny.


5bb14c83-250f-457d-a9d4-caf0bffb71e1

@Opornik ciężki temat, też chciałem studiować w innym miejscu, ale kasa mnie zatrzymała. Może byłbym wtedy jakimś klasowej sławy chemikiem? Kto wie.

Poza tym, nam się wydaje, że świat jest taki jakim go widzimy - ale żyjemy w bańkach. Jak widzę czasami jakie jest jeszcze zacofanie w różnych regionach Polski to się za głowę łapię.

@jedzczarnekoty Niewielkim pocieszeniem jest że na "Zachodzie" też się co raz częściej niezłe patologie odstawia, ale z innej przyczyny...

@jedzczarnekoty Nawet w STEM się wpierdalają, i to nie są jakieś moje "pfafackie wysrywy" tylko gadałem z programistami z USA. Ech...

Co prawda padło podobne pytanie ale zapytam. Czy widzisz różnicę w studentach sprzed pandemii a po pandemii. Mam taką hipotezę, że ludzie którzy weszli w dorosłe życie w trakcie lub po pandemii są bardziej aspołeczni. Bym patrzył przez pryzmat zajęć online i mniejszej ilości interakcji społecznych. Ale to tylko moja teoria spiskowa po tym jak wróciłem na studia w 2022 roku.

@SzubiDubiDU tak, widzę, zdecydowanie. Sami studenci mi o tym ostatnio mówili - że się w ogóle nie spotykają w tzw. realu, nie znają z innymi grupami, itd. Pandemia na pewno swoje dołożyła, ale i świat ostatnio przenosi się na ekran komputera/smartfona/telewizora.

Jaki procent innych wykładowców to twoim zdaniem ludzie siedzący w branży a ilu z nich to leśne dziady i przysłowiowy beton?

Mąż koleżanki z pracy był dyrektorem lotniska i wykładał na uczelni. Głównie studiowali u niego jego pracownicy xD No ale chłop był na bieżąco z tym co się dzieje i uczył aktualnych rzeczy. Z drugiej strony widuje się wykładowców typu beton, którzy dorwali ciepłą posadkę gdzieś w 2010 i tak sobie siedzą wykładając ten sam materiał co 15 lat temu i nic sobie nie robią z tego, że świat się zmienia.

@SzubiDubiDU mały procent to ludzie pracujący w branży (jak wspomniany dyrektor).

Leśnych dziadów i betonu jest zdecydowanie najwięcej.

Ale, coraz mocniejsza staje się trzecia grupa - pracujących na uczelni, ale znających branżę, będących na bieżąco, nie zamykających się w murach uczelni i gabinecie. Sam się do tej grupy zaliczam, uważam, że gdyby nie praca w różnych firmach w trakcie studiów i pomiędzy nimi a doktoratem spowodowałaby, że byłbym na prostej drodze do zamiany w beton. I każdemu to powtarzam - zanim trafisz na uczelnię, najpierw idź na budowę, albo za najniższą posiedzieć na kasie, potem popracuj w branży, a potem ucz innych jak życie wygląda.

@SzubiDubiDU Ten problem był zawsze. Pamiętam wykładowców, których ostatnim osiągnięciem był doktorat z lat 80-tych. I tematy seminariów, do których jedyne materiały znajdowały się w radzieckich podręcznikach z lat 50-tych o technologiach , które nigdy nie weszły do szerszego do użytku.

@SzubiDubiDU generalizowanie, nie lubię. Choć sam jestem ścisłowcem (chemia) to mam paru dobrych znajomych z innej uczelni, filozofia, socjologia, psychologia - i jestem pod wrażeniem ich poziomu zrozumienia świata może nie ma poziomie wiązań chemicznych, ale kulturowym, społecznym, psychicznym. A takie memy trochę umniejszają naukom humanistycznym. Ale, chyba faktycznie częściej sobie "tytułują". A pracując w labie ciężko ciągle mówić "panie profesorze doktorze habilitowany czy mogę dodać tego odczynnika" tylko "dolać czy nie bo już mi wrze"
Ale, odnosząc się tylko do mema - jak się cieszę że w mojej ekipie mówimy sobie po imieniu, bez tego nie idzie pracować!

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta wrzuciłem to do jednego worka odnosząc się do mema, który jak rozumiem stawia po obu stronach barykady ścisłowców i humanistów, prosty podział z LO.

Czy jakość studentow twoim zdaniem rośnie czy maleje?

Czy komuś z dobra kariera w zawodzie (np IT) polecałbyś robienie trzeciego stopnia(przydatne w researchu AI obecnie do awansu w dużych firmach) czy to kompletnie nierealne żeby "z ulicy" zrobić PhD?

@maly_ludek_lego już w paru komentarzach odpowiadałem na to pytanie, myślę że maleje, podobnie jak i poziom wykształcenia społeczeństwa. "Rolek, chleba bez glutenu i igrzysk na tiktoku" i te sprawy.

Ale, ciągle miło się zaskakuję jak trafiam na ambitne grupy, ambitne jednostki i one mnie trzymają przy życiu.

Tak, polecałbym trzeci stopień - o ile faktycznie coś to zmieni/ułatwi.

Można zrobić kompletnie z ulicy doktorat z wolnej stopy, albo tzw. doktorat wdrożeniowy. Znam takie osoby. Kosztuje to kilka, kilkanaście tysięcy złotych (mogę być nie na bieżąco) i pomaga w karierze.

@jedzczarnekoty Pytanie z kategorii nauki ścisłe: Czy to prawda że gdzieś we wszechświecie występuje pierwiastek, który włożony w odpowiedni rdzeń, tworzy tyle energii że ja pi⁎⁎⁎⁎le?

( ͡~ ͜ʖ ͡°)

@SpokoZiomek na pewno tak! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Co więcej - już teraz jak poznaliśmy zjawisko promieniotwórczości wiemy że są takie pierwiastki, które może nie "o ja pi****le" ale "całkiem dużo w ch**" energii wytwarzają.

A ludzie się ich boją BO CZARNOBYL!!!

@jedzczarnekoty po roku studiów doktoranckich jeblem to w pizdu. Takiego kolesiostwa i wchodzenia w dupska innym nigdzie wcześniej nie widziałem xD

Jak to wygląda u Ciebie na wydziale? XD

@l__p źle trafiłeś, przykro mi.
W obrębie jednej uczelni spotkałem się już z tym że ja żyłem z promotorem jak z dobrym kumplem, a inni doktoranci w patologii, bijąc przed nim pokłony i w pas się kłaniając, i nie dostawali zgody na jakiś wyjazd/wymianę od promotora "bo tak".
Wchodzenie w dupę i kolesiostwo jest wszędzie, grunt żeby osoby na stanowiskach kierowniczych to odpowiednio temperowały, a nie temu przyklaskiwały.

@jedzczarnekoty Jakie badania obecnie prowadzisz? Ile łącznie projektów? Jak trudno jest wydębić i udowodnić że twój pomysł na badania ma sens i uczelnia powinna wyłożyć na to pieniądze?


Pytanie bonusowe:

Masz jakiś patent? Albo czy miałeś okazję brać udział w patentowaniu czegoś?

@Tomekku oj bardzo trudno jest wydębić. Nawet jeden projekt na gruby hajs przepadł (a był po wszystkich etapach pozytywnie oceniony) bo uczelnia "nie miała" na wkład własny. Także, na tzw. pieniądze z subwencji nie ma co liczyć, one czasem nawet nie zapewniają przeżycia (czyli na badania i 1 publikację której wymagają). No i trzeba kombinować, czasem środki własne, czasem zewnętrzne granty, czasem jakieś współpracę. O NCN to już epopeje piszą, jak "łatwo" jest tam dostać grant.
Obecnie, wkręcam się w tematy związane z innowacyjnymi nawozami/zagospodarowaniem odpadów/farmaceutykami i chciałbym aplikować o jakieś środki zewnętrzne. A uczestniczę w jednym projekcie związanym z monitoringiem środowiska i zanieczyszczeniami, ale jako zwykły wyrobnik.

Patent - tak, maczałem palce przy dwóch, związanych z innymi grantami/projektami których były efektem. Ale, czasem patenty to podobnie jak publikacje, robione są na sztukę. Bardziej jaram się wdrożeniami, to weryfikuje dany pomysł. No i z jednego z tych grantów jest gotowy, dostępny na rynku nawóz rolniczy.

@jedzczarnekoty znajoma zaczęła pracować w high performance computing to jej naukowcy nie słuchali dopóki nie zaczęła przedstawiać się jako doktor. I w zasadzie uważa że to pierwszy raz jak jej się tytuł przydał zawodowo

@tptak to prawda, czasem się przydaje. Ale - doktorat, nie habilitacje sracje.
Pracowałem w firmie, gdzie w różnego rodzaju kompetencjach jakie miałem zdobyć/posiadać potwierdzali je jako "PhD student".
Dwa - osobę ode mnie z roku zatrudnili w dobrym Januszexie, bo liczyli że po obronie doktoratu będzie ich maskotką z pieczątką Dr Anna Kowalska na dokumentach. Nie muszę mówić że najniższa krajowa, reszta pod stołem w zależności od humoru.

@jedzczarnekoty Miałeś momenty wypalenia - a jeśli tak, to co pomogło Ci przez to przebrnąć?


Poświęciłam uczelni ładnych parę lat życia, brałam udział w projektach badawczych i prawie zrobiłam doktorat, ale ostatecznie studia doktoranckie i realia funkcjonowania w bardziej "wewnętrznych" kręgach uczelni zabiły we mnie zacięcie do pracy naukowej, przynajmniej w strukturach akademickich. Zresztą nie tylko we mnie - wielu moich kolegów również się wypaliło i albo nie zrobiło doktoratu w ogóle, albo obroniło go z poczuciem, że już w życiu nie chcą mieć do czynienia z uczelnią.

@Opornik W sumie racja Rozstanie z uczelnią było dla mnie trudne, potrzebowałam jakiegoś hobby, które zajmowałoby i ręce, i głowę... no i tak jakoś wyszło. Chociaż nie powiem, tęsknię czasem.

@Apaturia to jest naturalny element tej pracy/branży, ze smutkiem przyznaję. A właśnie to poznanie uczelni od kuchni często burzy jej obraz.

Miałem takie momenty, dwa a nawet trzy - bo ostatni ciągle trwa. Pierwszy, na doktoracie dzięki poznanej wtedy dziewczynie, która też miała w życiu przekichane przetrwaliśmy wspierając się razem. Drugi, przetrwałem zmieniając środowisko - czyli po doktoracie poszedłem do pracy do nieco innej branży, trochę się przekwalifikowując. Teraz, jestem po kolejnym przekwalifikowaniu, czyli znowu zmieniłem zespół badawczy itd. Ale, czekam na konsultacje z psychologiem, bo to ostatnie wypalenie, vel zmęczenie trwa, wiedząc że cały dorobek badań kogokolwiek, całe życie (i prywatny hajs) które poświęca nauce można podważyć kilkoma filmami z tiktoka. A studenci mówią że jesteśmy zbędni odkąd jest ChatGPT.

Teraz myślę nad jakimś instrumentem muzycznym, żeby mieć odskocznię. I mam jako mentora Jerzego Urbana, wieloma rzeczami mniej się przejmuję i mniej się "spalam".

0e592d99-233c-402a-a395-3454811d6751

@Apaturia ale przykre jest czytać to, co piszesz. Całą drogę do domu myślałem o tym komentarzu. Bo przypomniały się wszystkie te historie sprzed lat i rzucanie do promotora "w dupie mam cały ten doktorat i tę uczelnię" (dosłownie).

@jedzczarnekoty Podziwiam i trzymam kciuki - nauka potrzebuje ludzi, którym wciąż się chce.


Na studiach doktoranckich miałam to szczęście, że mieliśmy bardzo zgraną ekipę i mocno wspieraliśmy się nawzajem, pomagaliśmy, kiedy było kiepsko. Choćby z tego względu nigdy nie żałowałam, że spróbowałam, bo poznałam wtedy naprawdę świetnych ludzi i z niektórymi nadal utrzymuję kontakt. Niemniej przykro było patrzeć, jak z roku na rok coraz więcej fajnych, zdolnych osób wypala się i często jest zwyczajnie źle traktowanych przez promotorów, administrację uczelni i przez całą tę uniwersytecką machinę, mimo że mają wiedzę, umiejętności, pomysły i chęci do pracy. Chyba najdłużej starałam się jechać na zamiłowaniu do tego, co robię i trzymać się jakichś ideałów, ale ostatecznie ja też poległam na ostatnim roku, do tego jeszcze posypało mi się zdrowie.


Mówią, że jeśli przetrwa się doktoranckie na polskiej uczelni, już żadne, nawet najgorsze korpo ani najgorszy januszex nie będzie człowiekowi straszny, i chyba coś w tym jest Dbaj o siebie. Kluczowa sprawa to chyba umieć zachować zdrowy dystans do wszystkich tych akademickich absurdów i starać się nie wchłaniać toksyn z toksycznego otoczenia. No i mieć wsparcie jednej czy kilku sensownych osób.

@jedzczarnekoty A studenci to już w ogóle osobna historia. Nie zapomnę gościa, który wysłał mi referat na zaliczenie z nieusuniętymi linkami do Wikipedii

@Apaturia oj tak, coś w tym jest. Zwolniłem się z dobrej branży po 3 tygodniach od obrony doktoratu. Nie miałem nic innego na oku, ale dostałem takiego kopa i taki kamień spadł mi z serca że aż to sobie przypomniałem

Co do zgranej ekipy - pełna zgoda, bez nich, i wspólnego śmiania się z tych absurdów i patologii nie dałbym rady. Cieszę się, że teraz jestem w młodszym zespole, który rozumiem memy i sam je tworzy. A co do reszty, wiadomo https://www.youtube.com/watch?v=bnyhsGLB2sw

@jedzczarnekoty współczuję. Żona jest na badawczo-dydaktycznym i jej też współczuję xD Czasem współpracuję z uczelniami i cieszę się, że moje życie zawodowowe nie jest od nich zależne. niektóre wydziały na uczelniach to zwyczajne kołchozy.

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta czyli nic nie muszę wyjaśniać Przekaż to @100mph który pewnie myśli jakie tu są kokosy. W przeciwieństwie jednak do niektórych, ja nie liczę na stabilną posadkę do emerytury w jednym miejscu. Wręcz przeciwnie, wypalenia zawodowe są cyklicznym elementem tej pracy, a życie prywatne. Sam wiesz.

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta czasami trafiam też na spotkania uczelni "z biznesem". I niekiedy próbuję ratować sytuacje, bo w różnych firmach pracowałem i aż mnie skręca jak słyszę fachowców profesorów jak się zaczynają wymądrzać.

@jedzczarnekoty Nie nie nie. Ja doskonale wiem, ze nie ma kokosow na uczelni. Slyszalem jednak, ze od "moich" czasow troche sie zmienilo i mozna dorobic niezle na grantach. Ja na prawde nie zazdroszcze ludziom na uczelni.

@jedzczarnekoty może od profesora i to jak się nabierze dodatków, to wtedy zarabia się fajne pieniądze. Adiunkci mają mocno średnio, a asystenci przejebane. Ludzie trzepiący dobry hajs to mały procent, a ci rzekomi żyjący z grantów to już raczej takie yeti XD. No i sam grant to też zobowiązania, a nie tylko pieniądze za darmolca i można się nieźle wkopać.


Moja żona zrobiła doktorat i jest na uczelni bo kręci ją (jeszcze) nauka. Dydaktyki wolałaby nie robić, no ale nie ma wyjścia. Raczej nastawiamy się na to, że za jakiś czas pójdzie w praktykę, bo zwyczajnie uczelnia wyssie z niej życie.

@100mph owszem, można. Ale, to jest temat na osobną dyskusję, mnie w grantach zawsze bolało że są wyrobnicy, i "opieka merytoryczna" pierdząca w stołki za drugie tyle.

@100mph ale przez ostatnie lata na tyle musiałem walczyć o to, żeby utrzymać się w ogóle na powierzchni, zawalony dydaktyką, że mówiłem w żartach że naukę robię po godzinach, na sztukę, żeby była. Liczę że to się zmieni w nowym zespole. Czasem myślę też, jak byłoby w jakimś dziale B+R, bez uczelnianej patologii i papierologii.

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta to jest najlepsze co można zrobić. Ja dałem ostatnio nauce ostatnią szansę, zobaczymy. Jak nie, poradzę sobie w życiu, parę branż już poznałem i tak naprawdę dobra firma, bez korpogonitwy ale i nie Januszex to chyba złoty środek.

@jedzczarnekoty kończąc studia miałem możliwość pozostać na uczelni miałem to w nosie bo dostałem lepszą ofertę jako inżynier budowy kilku znajomych zostało, z nich jedna zrobiła doktorat i uciekła z uczelni do sektora prywatnego - to tak trochę wpisuje się w schemat ... ale mam tez kumpla, który do tytułu doktora w swoim zawodzie dołożył inżyniera z informatyki i tu zaczynają się opadające szczęki bo z Austrii i Szwajcarii dostał takie oferty, że w rok zarobiłby na 3-pokojowe mieszkanie w Warszawie

@jedzczarnekoty

  1. Co sądzisz o absolwentach Collegium Tumanum Humanum? (Chodzi mi o tych co faktycznie tam studiowali i zdawali egzaminy)

  2. Czy na twojej uczelni było zdalnie nauczanie? Jeśli tak to jak bardzo różniła się jakość uczenia od tradycyjnego nauczania?

@tomilidzons znam nawet jednego. I wiem od niego że wszystko zależało od filii tej uczelni - bo można było faktycznie normalnie studiować, uczyć się, a na pewno były takie jak centrala. No i wiem, że tę osobę, która hajs wyłożyła, studia uczciwie zakończyła boli, że jej dyplom niestety ma bardzo małą wartość.

Zdalne - oczywiście że były, i w mojej opinii o ile wykłady faktycznie w tej formie mają jakiś sens (nawet ktoś mi mówił że słuchał mnie jak audiobooka w trasie, czy pracując jako kierowca) to ćwiczenia praktycznie już gorzej. A, na każde jęczenie studentów "kieeeeedy zdalne" odpowiadałem krótko - nigdy. To strasznie rozleniwiło i zmieniło nauczanie. Czasem odzywałem się do grupy a po drugiej stronie cisza, serial na innej karcie. Wiem, że nawet dyżury organizowali, żeby ktoś pisał na grupie jak będę ich o coś prosił. Nie widząc też reakcji sali nie ma się informacji zwrotnej - czy coś zmienić, czy zrobić przerwę, czy w innym stylu coś wyjaśnić itd. Komunikacja niewerbalna przestaje istnieć i żadna kamerka tego nie zastąpi.

Z drugiej strony - robiłem zdalnie podyplomówkę. Chwalę sobie, siedziałem wygodnie w fotelu, obok ekspres z kawą, dyskusje były normalne, wręcz tęskniliśmy i my, i wykładowcy za kontaktem na żywo. W różnych miejscach pracy też zdalnie się szkoliłem. Także da się, jak to dobrze ogarnąć i w małych grupach.

@sireplama masz wyżej, ale z forum akademickiego podwyżki w tym roku

  • profesor – 9650 zł – wzrost kwotowy o 280 zł,

  • profesor uczelni – 8009,50 zł – wzrost kwotowy o 232,4 zł,

  • adiunkt – 7044,50 zł – wzrost kwotowy o 204,4 zł,

  • asystent, wykładowca – 4825,00 zł – wzrost kwotowy o 140 zł.

Owszem, zwykle jest kilka stówek więcej jak najniższe wynagrodzenie - ale to tak, jakby powiedzieć że w handlu się dobrze zarabia - owszem, są takie miejsca, ale jest multum ludzi którzy w marketach i innych sklepach dostają najniższą. Ja nie narzekam - zarabiałem gorzej.

@jedzczarnekoty to brutto?


Znajomy był na doktoracie na wydziale matematyki i się poddał ostatecznie i poszedł w prywatny biznes.


Jeśli dobrze rozumiem to dostęp do tanich kredytów był fajny i śmiejemy się, że mógł nas na kolokwia pizabiwrać, żebyśmy postresowali studenciaków xD


Ale finansowo to mocno tak se... A szkoda, wolałbym dać nauczycielom i Szkolnictwu Wyższemu niż górnikom

Powiem tak, miałem parę lat temu propozycję zostania na uczelni jako asystent - stażysta, i sam dziekan (Prof. dr hab. inż), który mi to proponował nie krył, że pieniądze są słabe, i nie zdziwił się jak odmówiłem.

@Mila a wyżej ktoś komentował że kręcę. Pieniądze są słabe (zwłaszcza dla asystenta, to jest żart), to samo mówił mi promotor już na początku, nikt tu dla grubego hajsu nie przychodzi.

@jedzczarnekoty prawdziwy naukowiec:)))) to są triki na deskorolce. Deskorolka obraca się wzdłuż dłużej osi o 360 stopni. kickflipa się kopie palcami, a heelflipa pieta i się kręci w przeciwnym kierunku (co kickflip).

Planujesz habilitację i wejście w to "po same jaja"?, że się tak ordynarnie wyrażę:D

@Adehade studia mi się przypominają. I bieda. W tym roku chciałem sobie kupić rower dirtowy, bo zawsze marzyłem. Nie wiem po co, stary jestem. A na skateparku to wstyd się pokazać bo jak na załączonym obrazku.

Wracając do habilitacji i wchodzenia po same kule - że tak ordynarnie odpowiem. To raczej konieczność, jakbym dalej pracował na uczelni. Ale, z drugiej strony nie chcę żeby mi studenci mówili per profesorze (jakbym na tym STANOWISKU został zatrudniony). Uważam że to odbiera szacunek należny belwederom. A używając ordynarnych słów to i doktora mam w rzyci, i czasem mówię że spoufalać się nie możemy zbytnio, i mogli by per pan mówić i wystrarczy. Ale wtedy się trochę podstawówka robi "PROSZĘ PANA PROSZĘ PANA A ADAŚ WLEWA WODĘ DO KWASY I PIPETUJE USTAMI!"

52d40cda-6f1c-4990-9b01-ffd573a20421

@tegie @Taxidriver @boogie @zjadacz_cebuli @razALgul @tomilidzons @pszemek @SzubiDubiDU @Bystrygrzes wołam jak obiecałem, a jak już pisaliście to wybaczcie, nie ogarniam tylu komentarzy

@jedzczarnekoty Ja pamiętam słowa swojego promotora, kiedy się zapytałem, czemu nam na fizyce odpuszczono całki i tym podobne w innych dziedzinach.
Wówczas on powiedział, że teraz nie ma od kogo wymagać, po czym bardzo przeprosił i wycofał się z tych słów.
To było około 10 lat temu. Myślisz, że dalej tak jest? W sensie - nie ma od kogo wymagać?
To w kwestii #ama :)

@razALgul ten temat to się tutaj przewijał kilka razy. Jeszcze do niedawna powiedziałbym że faktycznie, z roku na rok coraz gorzej. Ale, ostatnio trafiałem na jakieś lepsze grupy. Biol-chemy, nauczone zakuwania. I już inaczej się pracuje.

Z drugiej strony - ciągle mam w głowie słowa pewnego wykładowcy, że świat się zmienia i już nie trzeba wkuwać na pamięć, edukacja powinna ewoluować. I tak naprawdę chciałbym pojechać na jakąś naprawdę dobrą konferencją naukową z tego zakresu, pogadać, pozbierać doświadczenia. Czy faktycznie powinniśmy się czegoś uczyć, skoro są narzędzia które to za nas zrobią.

Nie myślisz żeby się ewakuować ze świata edukacji? Odnoszę wrażenie z tego co piszesz że to niezły ku⁎⁎⁎⁎ołek i nie zanosi się na poprawę

@mtriciak33 to jest chyba najtrudniejsze pytanie jakie można zadać. Oczywiście, że myślę. Uważam, że nie myśli o tym tylko ten kto nie zna innego życia. A ja mam to nieszczęście że poznałem. I stąd pisałem, że muszę się umówić z psychologiem, albo dwoma, albo pięcioma. Albo nie wiem z kim.
Bo tak - to jest właśnie ten dołek. Poprawa - "witam, chyba nigdy" bo musiałaby być systemowa, odgórna, totalna.

Ale potem zaczyna się robić coś ciekawego. Potem się trafi dobra grupa, z którą da się pracować, pogadać i której się chce. Potem trafi się dyplomant z którego można być dumnym. A czasem ktoś wróci z informacją zwrotną, odezwie się że dostał pracę, że było warto. Czy nawet grupa studentów doceni zajęcia, że były super. Że inne niż zwykle, że ciekawe, że dużo im opowiadam ze swojego życia zawodowego. Że "pan jest człowiekiem". Albo z doktorantami można sobie naprawdę na poziomie pogadać przy kawie czego to nie zrobimy w labie. I wtedy zaczyna być tego wszystkiego szkoda. Albo, jak się pomyśli ile tego wszystkiego już się zrobiło, nauczyło, i w sumie w niewielu branżach ma to jakieś znaczenie, więc trzeba zaczynać od zera.

Jak często słyszysz że masz super robotę bo trzy miesiące wakacji, ferie, i tylko zajęcia dwa dni poprowadzić i 5 dni wolnego w tygodniu? Tak, też pracuję na uczelni xD

I bardziej poważne pytanie - czy masz uczucie, że ciągle jesteś w pracy, bo piszesz coś w domu, odpowiadasz na maile itp., nawet na urlopie? Jeśli tak, próbujesz jakoś się z tego wyrwać np. nie masz powiadomień z maila służbowego na telefonie, nie odpisujesz na maile od studentów w weekendy itp.?

@az5tcxo4-niekibicujepilkarzom same bratnie dusze! Czasem słyszę, najbardziej mnie to irytowało jak mówi(ł) to kolega z byłej pracy (z doktoratu). "Że on ma kolegę na uczelni to wie co to za ciepła posadka". Tak, ma, na wydziale który od 20 lat nikogo nie zatrudnił bo opiera się jak osada Galów z Asterixa Odpowiedź zawieram w memie.

a028a02e-d8ad-4a11-a0d9-36f3201374b6

@az5tcxo4-niekibicujepilkarzom i oczywiście że mam takie uczucie. To jest element tej pracy. Znaczy stylu życia, bo ta praca to styl życia, a nie etat 40h.

Ale, udało mi się z tego wyrwać, narzuciłem sobie dyscyplinę. Owszem, pracuję bardzo nieregularnie, często w nocy. Ale staram się przyzwyczajać współpracowników że dostępny pod telefonem/mailem jestem w godzinach urzędowych uczelni.

Powiadomienia jakiś czas temu wyłączyłem wszystkie, absolutnie, polecam ten styl, "to jest inne życie, na poziomie". Studentom odpisuję w niedzielny wieczór, czy w ogóle sprawdzam wtedy maila itd. Tylko dyplomanci mają gorącą linię i taryfę ulgową. Innym nie daje numeru - nawet kusiło mnie jakiś "służbowy" telefon sobie ogarnąć, po tym jak starościna dała komuś numer i mnie zrywał o świcie i się dobijał. Albo dzwonił po nocach.

Bo jak się przyzwyczają do odpisywania w czasie rzeczywistym na Teams to potem jest tylko gorzej.

@jedzczarnekoty czy masz wrażenie że oczekujesz od siebie więcej niż system oczekuje? Jak sobie radzisz z rozdrobnieniem pracy?

@lat666 trochę tak, i trochę nie. W kwestii empatii wobec studentów na pewno więcej niż system oczekuje. W innych kwestiach już raczej nie. Staram się zrobić swoje, i tyle.
Rozdrobnienie pracy to bardzo fajne określenie, nie znałem tego. Takie prawdziwe. Ale przyzwyczaiłem się - na uczelni badania, administracja, sprawy studenckie i organizacyjne, czytanie. W domu czytanie, pisanie artykułów, robienie zajęć. To rozdrobnienie to jest jeden z plusów tej pracy - czyli, powiedzmy 6h na uczelni, przerwa obiadowa, chwila odpoczynku, i druga zmiana - albo w firmie, albo home office. Pracowałem kiedyś na 3/4 etatu czyli 6h i bardzo polubiłem ten tryb.

Zaloguj się aby komentować