@bojowonastawionaowca wywołał temat swoim pytaniem o masowe dążenia do zdobycia wyższego. A to ciekawe zagadnienie.


Słowo się rzekło - chcieliście AMA a więc pytajcie o co tylko zechcecie - aczkolwiek nie obiecuję że na wszystkie pytania odpowiem ze szczegółami ( ͡° ͜ʖ ͡°)


W skrócie, jak wygląda moja praca:

  • aktualnie zatrudniony jestem na stanowisku adiunkta w grupie pracowników badawczo-dydaktycznych

  • oznacza to że zajmuje się i prowadzeniem zajęć, czyli dydaktyką, i badaniami naukowymi

  • uczelnię poznaję od tej "drugiej strony" ponad 10 lat, aczkolwiek na pełny etat pracuję trochę krócej

  • jestem tzw. ścisłowcem - chemia, biotechnologia, analityka, inżynieria i ochrona środowiska - w takiej tematyce się obracam

  • nie piję kawy cały dzień jak niektórzy mówią, za to uważam że pracując na uczelni wyrabiam więcej roboczogodzin niż na klasycznym pełnym etacie

  • nie mam dodatkowego zatrudnienia, ale na studiach/doktoracie pracowałem w kilku innych branżach

Zaplanowałem to sobie tak, że postaram się odpowiadać w miarę na bieżąco, jak nazbiera się kilka pytań. A resztę nadrobię i na pozostałe pytania odpowiem na weekendzie, stąd proszę o cierpliwość.


#ama #kiedyama #askmyanything #uczelnia #studia #pracbaza

86f1f75c-a3bd-43b3-9e32-76a3e1fcf9f5

Komentarze (42)

@jedzczarnekoty Ja przyznam, że straciłem szacunek do uczelni po tym, jak MNIE pytano, czy nie chciałbym zostać po magierce.


Zacznę pytankiem, moze mądym może nie - czy uważasz że polskie uczelnie zasługują na swoje pozycje w rankingach światowych, czy to w większej mierze wina tego, jak te rankingi są prowadzone?

@Ragnarokk musiałbyś nieco rozwinąć temat, ale domyślam się że nie miałeś aspiracji naukowych, a takie pytanie padło.
Ja widzę/słyszę czasami jeszcze lepsze: OCZYWIŚCIE WIDZIMY SIĘ NA MAGISTERCE? Zamiast "jakie osoba studencka ma teraz plany po obronie inżynierki?"

Jeśli chodzi o rankingi - to przyznaję szczerze że kompletnie mnie nie interesują, i nie śledzę tego. A wręcz przeciwnie, śmieszą mnie czasem artykuły z informacją że "Z dumą informujemy że nasza uczelnia awansowała w rankingu "Higher Education World University Ranking" z przedziału 1501+ do przedziału 1000+" gdzie w praktyce może to oznaczać awans z pozycji 1502 na 1499 Nie wiem też, czy ktokolwiek z kandydatów na studia zwraca uwagę na te miejsca na różnego rodzaju listach. Jak już, to liczą się nasze krajowe "Perspektywy". Tylko, czy fakt że moja uczelnia awansowała w tym prestiżowym rankingu o jedno, dwa miejsca w ostatnich latach ma jakiekolwiek znaczenie?
Uważam, że to gdzie znajdują się nasze uczelnie nie ma większego znaczenia, skoro najlepsze z nich - UW czy UJ są w którychś tam setkach na świecie.
A dwa - masz całkowitą rację z tym, że miejsce w rankingu wynika z algorytmu ich prowadzenia. Ten temat cyklicznie powraca, w zależności od tego, kto zasiada na uczelnianych stołkach. Jeśli trafi się jakiś miłośnik cyferek, to próbuje na różne sposoby prowadzić takie działania, które podbiją uczelnię w rankingu, czyli: liczba określonego rodzaju publikacji, patentów, współpracy z gospodarką, % studentów którzy kończą edukację z dyplomem, itd.

Na pewno bardziej właściwą osobą byłby ktoś z jakiegokolwiek szczebla władzy na uczelni, mnie na szczęście ten zaszczyt nigdy nie kopnął.

@jedzczarnekoty Studiowałem 8 lat i skończyłem ze średnią 3.6. Aspiracji oczywiście też brak, ale nawet jakbym miał to raczej nie powinni takim jak ja proponować

@jedzczarnekoty


Jak oceniasz poziom studentów na przestrzeni lat, które spędziłeś na uczelni?


Pytam, ponieważ od niektórych wykładowców słyszałem, że jest coraz gorzej, ale dziwiło mnie porównywanie dziennych z zaocznymi - takie niezbyt fair moim zdaniem względem dziennych.

@cyberpunkowy_neuromantyk to prawda, jest coraz gorzej. I to nawet nie na przestrzeni 10, czy 5 lat - ale ostatnich dwóch, trzech. O tym też mówią specjaliście z zakresu psychologii/pedagogiki/socjologii - kompletnie nie moich dyscyplin. Mówiąc krótko - ludziom gniją mózgi, nie potrafią skupić uwagi, nie są nauczeni radzić sobie z porażkami, są aroganccy, i można by wymieniać dalej. Dobrze, że nie wszyscy - to daje nam jakąś nadzieję. Ale, będę się umawiał na konsultacje z psychologiem - bo jest mi z tym coraz trudniej.

A co masz na myśli mówić o zaocznych? Bo odpowiedziałem @onpanopticon jak ja to widzę - na zaocznych mniej jest osób z przypadku.

@koszotorobur zapewne ma na to wpływ wiele czynników, ale ja ciągle winię za ten stan komunizm, i postkomunizm. Celowo pozbawiono nasz kraj ludzi wykształconych, a Ci którzy zasiedli na uczelnianych stołkach lata temu ciągle mają się na nich dobrze, i trzymają się zębami żeby ich nie oderwano od koryta. To widać, słychać i czuć - młodsze zespoły są dużo bardziej aktywne naukowo, to raz. A dwa - stosują inne metody edukacyjne, więc i ich sposób przekazywania wiedzy studentom mniej ssie i kwiczy.

@jedzczarnekoty
1. Jak dużej części kadry, szczególnie tej z wyższymi stopniami naukowymi, zależy na osobistym rozwoju i aktualizowaniu wiedzy ze swojej dziedziny? Ilu utknęło na tym, czego nauczyli się X lat temu i wystarcza, bo studentom co roku mówią to samo?

2. Co uważasz za największą patologię szkolnictwa wyższego w Polsce?

@Oczk

  1. To pytanie jest bardzo trudne, bo tak naprawdę znam tylko swoje wykłady/ćwiczenia, a resztę z opowieści studentów. Więc trudno podać jakąś konkretną wartość. Ale, uważam że ciągle za duża/zbyt liczna jest grupa osób która co roku mówi to samo, bazując na prezentacji sprzed 15 lat. Czasem za głowę się łapię jak otworzę jakąś prezentacje pozostawioną na komputerze w sali wykładowej. Są dwie choroby, nazywają się habilitoza, i profesoroza - to momenty kiedy wykładowca ma chęć odpocząć, spocząć na laurach, zacząć odcinać kupony - i obserwuję kilka osób, że od tego momentu zaczęły uczyć na autopilocie. Także, odpowiadając raz a dobrze - uważam że zbyt duża, właśnie tych z wyższymi stopniami naukowymi.

  2. A mogę cztery patologie?
    - pierwsza jest związana nieco z tym, o co pytasz w pierwszej części - żeby pracować na uczelni, nie trzeba mieć ukończonego kursu pedagogicznego. Chociaż, widząc kto pracuje w szkole nie wiem czy cokolwiek by to zmieniło. Ale - do rzeczy - masa osób uczy tak, jak ich uczono, powielając dobre wzorce/patologie swoich nauczycieli i wykładowców. A widzę po sobie jak kurs pedagogiczny, zrobiony dla siebie i za własny hajs zmienił moje podejście do nauczania.
    - druga patologia to patologia całej budżetówki - po dorwaniu się do koryta masa osób zajmuje się tym, żeby się w nim okopać na państwowej posadce. A dwa - prawo/przepisy ustawy o szkolnictwie wyższym są tak skonstruowane, że zwolnienie profesora, który nie nadaje się do swojej roboty jest trudniejsze niż w firmie, gdzie menadżer po prostu wręcza wypowiedzenie, i dziękuje za współpracę.
    - trzecia patologia to niestawianie na młodych. Jeśli miałbym wskazać najważniejszą, to byłaby to zdecydowanie ta. Są miejsca gdzie przez lata nikogo nie zatrudniono, a stare, postkomusze pokolenie okopuje się, żeby go nie ruszono. A bez wymiany kadr nie ma wymiany pokoleniowej i zmiany systemu myślenia.
    - czwarta to chyba fakt że system nie działa jak np. w Cambridge - gdzie jest "researcher" i jest dydaktyk. Ciągle jest się rozrywanym pomiędzy studentami, a prowadzeniem badań w tzw. międzyczasie lub po godzinach. A podzielność uwagi czy modny ostatnio "multitasking" to mity. Skupiając się na jednym, bądź drugim pracuje się zdecydowanie lepiej i wydajniej. A w praktyce wygląda to tak, że wakacje/ferie, czas teoretycznie poświęcony na urlop to nadrabianie badań i pisanie artykułów.

@jedzczarnekoty

czwarta to chyba fakt że system nie działa jak np. w Cambridge - gdzie jest "researcher" i jest dydaktyk. Ciągle jest się rozrywanym pomiędzy studentami, a prowadzeniem badań w tzw. międzyczasie lub po godzinach.

Ooo, jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie. Ostatnio wykladowca mi opowiadal, ze wkurwia go fakt, ze sa ludzie zatrudnieni jako nauczyciele akademiccy, a on jako pracownik naukowo-dydaktyczny i wyglada to tak, ze ci nauczyciele akademiccy to wg niego pasozyty. Jedynym obowiazkiem jest prowadzenie zajec, przez co nie maja zadnego pojecia o trendach i zmianach w przemysle, konczac na wykladaniu od 20 lat tego samego.

@jedzczarnekoty wielkie dzięki za wyjaśnienie, nie powiem żebym był zaskoczony Twoją relacją "od kuchni" Szkoda, że tak to wygląda bo imo wiele zaprzepaszczamy jako kraj, nie dostosowując modelu nauczania do współczesnych standardów i możliwości

Czy słyszałeś o inbie na uczelni w Siedlcach, dotyczącej jej rektora? Jeśli tak, to jak środowisko uczelniane w innych częściach kraju odnosi się do takich rewelacji?

@Kaligula_Minus widzę że są nowe wątki w tej sprawie, bo my się tylko z tych wiadomości które wysyłał śmialiśmy. A teraz czytam że

– Pracowników naszej uczelni angażowano w skręcanie mebli, remonty łazienek w prywatnych mieszkaniach. Wymienię też tutaj zakup i sprzedaż oraz serwis prywatnych samochodów należących do władz uczelni, opiekę nad ich dziećmi – wymieniał.

Niemniej - nie mamy czasu żeby śledzić całe środowisko uczelniane w Polsce. Więc, poza lekturą np. Forum akademickiego czy głównych mediów jest się na bieżąco raczej z lokalnym ośrodkiem akademickim. Czasami nagłośnienie takich afer powoduje, że ktoś nabiera odwagi i zaczyna mówić głośno o lokalnych problemach/patologiach. Ale, generalnie przechodzi się obojętnie i do porządku dziennego. Pisałem o tym wyżej @Oczk - oczyszczenie się systemu z takich patologii byłoby bardzo dobre dla całego środowiska.

@jedzczarnekoty dzięki za odpowiedź. Poruszyłam te kwestię, bo to chyba aktualnie najgłośniejsza afera dot. uczelni wyższej. I zastanawiałam się czy takie zepsucie w miejscu, które powinno być ostoją kultury, bulwersuje środowiska naukowe. Ale w dzisiejszych czasach schamienie mackami obejmuje coraz więcej instytucji. Przykład idzie z góry

Czy są "z góry" jakieś sugestie czy wytyczne odnośnie utrzymania studentów z jakiegoś kierunku na siłę, czy też uszczuplenia roku. Ogólnie, czy jest jakaś presja i wpływ na ciebie, związana z podejściem do oblewania studentów, bądź ich przepychania na siłę? Dodając oczywiście zaocznych.


Jaki procent twojej pracy zajmujesz się studentami, a jaki poświęcasz na pracę czysto naukową. No i czy masz zamiar te proporcje zmienić i czy w ogóle jest to możliwe.


Jak oceniasz przygotowanie i ogólną wiedzę dzisiejszych roczników, w stosunku do tych w których sam studiowałeś? Tendencja wzrostowa, spadkowa, czy mniej więcej jeden wuj.

@onpanopticon jeśli chodzi o uszczuplenie roku - to kiedyś tak faktycznie było, i to nawet o naszym ośrodku akademickim było głośno - przyjmowano na pierwszy rok dwa razy więcej osób niż było mocy przerobowych, na starcie zakładając że połowa z nich odpadnie po pierwszym i drugim semestrze. I przyniesienie gotowca nie gwarantowało 3.0. Patologia do kwadratu. Ale, zmieniły się algorytmy, przeliczniki ministerialne i inne takie. Zmieniły się czasy - studenci nie dają już sobą tak pomiatać. To na zdecydowany plus.

Z drugiej strony - spadek zaufania do nauki, uczelni, autorytetów, spadek znaczenia formalnego wykształcenia na rynku pracy, i niż demograficzny powoduje, że z roku na rok jest coraz mniej studentów i niektóre uczelnie/wydziały/kierunki mają takie podejście o którym piszesz - czyli przepychania na siłę. Znam nawet jedną osobę która z tego powodu odeszła z pracy, bo, jak powiedziała "ona się nie będzie podpisywała pod protokołem z obrony takiego tumana który dostaje tytuł inżyniera". Wiem, że tuż po obronie doktoratu poszła za najniższą na produkcji pracować, aż ciekaw jestem co robi teraz.
Sam przerabiałem taką sytuację - dzwonię do kierownika kierunku (bo pracowałem dopiero pierwszy czy drugi semestr), mówię że mam takiego studenta co już 4 raz nie zaliczył i dostaję odpowiedź "Daj mu jeszcze piątą szansę". Ale, po paru latach pracy czuję się już pewniej, i jest mi też łatwiej podjąć decyzję o tym, że ktoś nie rokuje. I to co obserwuję, to fakt że uczelnie/wydziały/kierunki z takim podejściem, przepychania na siłę z roku na rok tylko tracą studentów i obniżają swój poziom.
Zaoczni - to jest temat na osobną dyskusję. Zdarzają się tacy, którzy mówią "bo my płacimy więc uczelnia musi nam iść na rękę" ale paradoksalnie uczelnia do takich studentów dokłada, bo budynki musi utrzymać na weekendach, nam zapłacić nadgodziny itd. Tyle przynajmniej wiem. Z mojego punktu widzenia, zaoczny student prezentuje w ostatnich latach wyższy poziom niż ten na dziennych - bo wie po co przyszedł, dlaczego na taki kierunek, poświęca na to swoje pieniądze, często już pracuje w branży (czy w ogóle pracuje co zmienia perspektywę), ba - nawet przewyższa mnie doświadczeniem. A na dziennych są nieco większe dzieci, które wyszły ze szkoły i żyją na garnuszku rodziców, nie wiedząc po co studiują i dlaczego są w tym miejscu gdzie są. Więc - z moich obserwacji wynika, że to bardziej w ich przypadku "przepychanie na siłę" występuje.

@onpanopticon odpowiadając na drugie pytanie - zdecydowanie za dużo czasu i uwagi zajmują studenci i uczelniana administracja, przez co nauka schodzi na dalszy plan - badania, i jeden artykuł w roku bo tyle wymagają, i nieco więcej zaangażowania np. przed awansem czyli habilitacją.
Sporo w tej kwestii zależy od dobrego podejścia władz/pracowników uczelni (tych osób które planują dydaktykę) i od układu przedmiotów w danym semestrze. Jak ciągle się zmieniają, nie można nawet na moment włączyć "autopilota dydaktycznego" to trudno skupić się na nauce. Z drugiej strony - jak ma się 75% dydaktyki w jednym semestrze, to jest szansa żeby skupić się na nauce w drugim. Więc jest to trudne, czasem się zastanawiam czy w ogóle możliwe, ale tak, mam zamiar te proporcje zmienić i ciągle zastanawiam się, jak to zrobić.

Co sądzisz na temat systemu oceny uczelni przez ministerstwo, i powiązany z tym aktualny system punktacji publikacji w czasopismach naukowych?

I trochę powiązane pytanie, jak Ci się pracuje w działce badawczej, jakie masz doświadczenia we współpracy z innymi jednostkami / firmami prywatnymi?

Ad2 rzucę trochę od siebie, że ja niestety mam mieszane uczucia. Pracowałem kiedyś przy projekcie gdzie realnie 20% zatrudnionych robiło większość faktycznej pożytecznej pracy, a reszta była dorzucona nieco na siłę, żeby zwiększyć szanse akceptacji grantu dzięki koneksjom odpowiednich osób

@Dartof pytanie które musi się pojawić i na które oczywiście czekałem. Około 8 tysięcy brutto. Mówię około, bo to nie jest stała kwota, i co roku się zmienia.
Od razu napiszę jak wygląda wynagrodzenie na uczelni:

  • podstawę reguluje ustawa, czyli wynagrodzenie profesora, od którego zależą inne

  • aktualnie jest to na moim stanowisku 73% wynagrodzenia profesora, czyli "nie mniej niż 6840 brutto" ale mam nieznacznie więcej

  • do tego dochodzą różne dodatki - przede wszystkim stażowy, wynikający z lat pracy, dodatki funkcyjne np. za bycie kierownikiem kierunku, prodziekanem itd. i dodatki motywacyjne, projakościowe, różnie nazywane (i też obecne/nieobecne) na uczelniach - generalnie wynikające z oceny działalności za poprzedni rok, ale jest to kilka stówek do pensji brutto

@jedzczarnekoty Gdybyś miał dziś 19 lat i dostał do wyboru:

5 lat darmowych studiów na średnim kierunku albo 50 tys. zł dotacji na start i 2 lata intensywnego kursu rzemiosła/technologii u boku mistrza – co byś wybrał?

@WiecNo zdecydowanie dwa lata intensywnego kursu u boku mistrza - o ile oczywiście wiedziałbym tuż po maturze czego chcę w życiu. Ale, nawet jeśli nie od razu po szkole, to byłbym w stanie zrezygnować ze studiów dla takiego kursu o którym mówisz. Jest jeden warunek - model tutoringu, czyli praca 1:1 w relacji mistrz-uczeń. A nie tak jak to wygląda na praktykach czy stażach, gdzie jest się teoretycznie szkolonym, a praktycznie piątym kołem u wozu do parzenia kawy i noszenia dokumentów.

Te 50 tysięcy dotacji to miły dodatek, ale i bez tego przystałbym na takie kształcenie pod okiem mistrza

@WiecNo tylko, jak czasem powtarzam studentom - najgorzej, jak na jakimś etapie kariery okaże się, że jest potrzebny dyplom ukończenia studiów, wtedy jest trudniej się uczyć.

Mam taki przypadek w rodzinie - po latach nauki rzemiosła, pracy (fizycznej) w branży, z naprawdę dobrymi wynikami i fachem w ręku, nagle okazało się że fajnie byłoby pójść krok wyżej - i zostać inspektorem, inżynierem, łączyć pracę fizyczną i umysłową - no i trudno jest pracować fizycznie 5 dni, i uczyć się na zaocznych.

Ale, bez wahania zamieniłbym dzisiaj całe moje 5 letnie studia na 2 lata pracy u boku jednego profesora, który dzięki temu że działaliśmy w kole naukowym zmienił sporo w moim życiu, i nauczył nas najwięcej. Także, gratuluję

@bojowonastawionaowca odpowiada za to człowiek (promotor), a raczej grupa pracowników które mnie uczyły na pracowni magisterskiej. Poświęciłem na magisterkę setki godzin, jakbym pracował na pół etatu na uczelni. Tak to wygląda jak się wybierze zbyt ambitny temat
Wtedy się odnalazłem w laboratorium chemicznym. A wcześniej, nauczycielom w szkole (i nie tylko ja to mówię, spośród pracowników naukowych) zawdzięczam rozbudzenie we mnie tej pasji. Do tego geny, i zamiłowanie do ścisłych przedmiotów.
W każdym razie - w pracowni magisterskiej znaleźliśmy wspólny język, dobrze się pracowało, dużo się nauczyłem, po czym - zderzenie z deprechą świeżo upieczonego magistra kierunku zamawianego, którego nikt nie chciał zatrudnić z racji "braku doświadczenia". Wylądowałem w sklepie, w handlu, i naprawdę dobrze mi się tam pracowało. Ale poczułem, że to moje wykształcenie po studiach jest jakieś takie niepełne. I dokładnie to było tym impulsem. Więc, decyzja o powrocie na studia III stopnia, powrót do tego samego promotora, znalezienie tematyki, a potem już z górki.

@zuchtomek w przypadku walki pewnie z setką koni wielkości kaczki, bo teoretycznie idzie to rozdeptać a wielka kaczka dziobnie mnie raz, a dobrze.
Ale, jakbyś zapytał o pracę z klientem czy uczelnię - to tutaj zdecydowanie jedna kaczka wielkości konia. Uwielbiam model tutoringu, czyli pracy np. z inżynierantem, doktorantem, albo poświęcenie komuś czasu żeby wyszedł z firmy zadowolony.

@jedzczarnekoty Trochę pokrywa się z pytaniem od @bojowonastawionaowca: Co zrobić, by móc wykładać na uczelni? Bardzo bym chciał iść w tym kierunku. Nawet na mojej uczelni, jak kończyłem magisterkę, mówili, że chcieliby, żebym z nimi został. W późniejszym kontakcie odpisali, że aktualnie nie szukają nikogo xd

@jedzczarnekoty
Pytania z perspektywy absolwenta PWr / nie W4rto - zaznaczam, że doświadczenia moje i osób współstudiujących mogą być specyficzne.

  1. Dlaczego panie w dziekanacie są takie wredne?

  2. Czy większość zajęć na studiach musi być tak oderwana od rzeczywistości i czy kładzenie nacisku na mało istotne kursy ma sens?

  3. Spotkałem się ze z ciekawym zjawiskiem - prowadzący w trakcie robienia doktoratu jest równym gościem, broni pracę doktorską i nagle staje się wrednym dziadem. Z czego to wynika?

  4. Skąd na uczelni tylu frustratów, którzy chcą po prostu udupiać studentów?

Inżynierkę skończyłem ze średnią 4.5, za magistra podziękowałem - w pracy nauczyłem się dużo więcej niż na studiach ( ͠° ͟ʖ ͡°)

@jedzczarnekoty Z góry zaznaczam, że nie wiem czy to powszechne zjawisko, ale pamiętam jak moja siostra studiująca informatykę na AGH miała zaliczenie z web developmentu, poprosiłą mnie przy tym o pomoc. Z przerażeniem w oczach patrzyłem na jej notatki, z których wynikało, że prowadzący zatrzymał się w okolicach 2014 roku, bo mniej więcej tej wersji JavaScriptu ich uczył. Nie muszę chyba mówić, że od tego czasu JS przeszedł kilka większych i mniejszych rewolucji.


I w zwiąku z tym mam 2 pytania:
1. Z czego to wynika, że prowadzący uczą materiału z pożółkłych kartek?
2. Czy istnieje jaki system, który wymusza na prowadzących aktualizację materiału? Bo np zmienia się rynek pracy, albo dana technologia się zmieniła na tyle, że nie ma sensu uczyć jej starszych wersji?

@jedzczarnekoty

>o masowe dążenia do zdobycia wyższego.

Na pewno nie u mnie, ja z premedytacją olałem widząc jaką gównianą jakość kształcenia ma kierunek/uczelnia który planowałem, jak ch⁎⁎⁎we umiejętności absolwenci.


Za to z zazdrością patrzyłem czego na tym samym kierunku uczą na zachodzie, ale na studia zagraniczne byłem za biedny.


5bb14c83-250f-457d-a9d4-caf0bffb71e1

Zaloguj się aby komentować