#zalesie

12
4240

Ale mnie wkurza jak w niektórych sklepach niektóre produkty typu pakowane fabrycznie parówki czy sery nie mogą stać w normalnej ladzie samoobsługowej tylko trzeba stać w kolejce na mięsnym żeby kobita mogła zza szyby wyjąć i podać. Oczywiście prośba typu "czy mogłaby Pani podać mi tylko paczkę..." zaraz wiąże się z gromiącym wzrokiem i komentarzami emerytów wybierających godzinami wędlinę życia. Szkoda, że nie ma tego problemu z browarem, bo chłodnie samoobslugowe zasrane od podłogi po sufit. A mogliby zamienić to rolami i odstać swoje po pysznego Kustosza czy Harnasia a Pani Jadzia mówiłaby:

-Może spróbuje Pan pysznego Sterna 9% na promocji mamy.

A klient na to: "

-Pani Jadziu a te żuberki to świeże?

- No pewnie panie Stasiu, wczoraj z hurtowni przyjechały!

- To ja poproszę cztery sztuki

- Kurcze wyciagneło mi się osiem moze byc?

- No dobrze jakoś dam radę, dziś szwagier przyjeżdża to się nie zmarnuje

A Ty spokojnie idzesz do lady i ładujesz sobie gouda, krakowska, podwawelska i te wielkosolne Berlinki czy inne mięso odzzielone mechanicznie z kurcząt spokojnie śmigasz do kasy- oni niech tam sobie piwo życia wybierają i do wieczora...


#heheszki #zalesie #takaprawda #alkoholizm

#piwo i trochę chyba #pasta ale #tworczoscwlasna

Zaloguj się aby komentować

No to ten. Juz pisałem, że mam rozwalony bark. Do tego skończyła mi się umowa o pracę i pracodawca Janusz uznał, że nie przedłuży "bo se strzeli w stopę", ale jak wyzdrowieje to będzie mu brakowało pracowników i będzie robota.

Do 18 mam zwolnienie lekarskie, już złożyłem o chorobowe. Do tego lekarz prowadzący moją sprawę ma totalnie wyjebane w moją sprawę, dostałem zwolnienie, "odpoczywaj, tu masz l4, nara". Na NFZ oczywiście. Moja praca wiąże się z pracą na wysokości plus obsługą elektronarzędzi, po barku czuje, że nie będzie to wystarczający czas na pełną regenerację - chociaż lekarz uznał, że będzie. Teraz siedzę na infolinii szpitala w którym mnie prowadzi obecny lekarz, żeby umówić się na konsultacje. Oczywiście żadnego skierowania od niego nie dostałem wcześniej i muszę się upominać o nie (o ile nie każą mi oddalić się szybkim krokiem, bo nie ma skierowania, to nie ma wizyty - nie wiem, nie chodziłem do tej pory po lekarzach).

Jak dadzą mi termin po moim l4, to trafi mnie szlag.

Albo pójdę prywatnie, tylko najpierw muszę zdjęcia zabrać ze szpitala ów barku, bo się z hajsem nie przelewa.


Zadzwoniłem do rodzinnego. Najbliższy termin na 17.06, żeby dostać skierowanie do innego ortopedy, poprosić o drugą opinię. Dosłownie dzień przed tym jak kończy mi się zwolnienie.


NFZ? Cudowny twór.

W takich sytuacjach naprawdę rozkładam ręce. Stresometr wywala poza skalę. Czynsz za mieszkanie sam się nie zapłaci, plany poraz kolejny idą w odstawkę, sport dopoki ręka nie funkcjonuje w pełni zupełnie wypada z planu.

Jak już zaczęło się coś udawać, to znowu spierdoli się 30 innych rzeczy. Dobrze, że w czwartek psycholog, bo muszę się komuś wygadać w ryj.

Ehhh, zdrówka życzę i chociaż tyle dobrego, żebyście nie musieli się wkurwiać na te nfz i januszexy tak jak ja to robię.


Foto rozjebanego palca. Bark mam prawy rozjebany, więc 0 sprawnych kończyn w całości, a jeszcze jestem skazany praktycznie na siebie, z małymi wyjątkami.


#zdrowie #nfz #zalesie #januszex

e7979241-5a1a-4d15-b063-368d3fe58720

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Coś się stało z hejto że ostatnio wywala reklamy prawie przy każdej okazji gdy się przewija stronę lub otworzy nową kartę. Do tego te reklamy stały się nachalne na tyle że jest dużo przypadkowych kliknięć gdzie otwierają się jakieś strony oraz jest ich kilka jednocześnie w różnych częściach ekranu gdzie nie wystarczy ich przeskrolować tylko trzeba zamykać x-em. Wiem że reklamy muszą być jak ktoś chce tak jak ja korzystać za darmo ale takie coś jak teraz znacznie utrudnia korzystanie.

A może znacie jakąś apkę na tel która coś z tym robi?


#hejto #zalesie

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Muszę se inne hobby znalezc niz #polityka. Człowiek się interesuję, zgłębia temat, stara sie znaleźć merytoryczne źródła, a i tak ktoregos dnia budzi sie w Wielkiej Polsce Huliganskiej xD Przeciez to jest jakis dramat xD Im wiecej wiesz tym gorzej spisz.

Ide szukać jakieś działki ROD, albo kurde jakiegos muscle cara do roboty xD

#zalesie #wybory

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Katastrofa demograficzna, dążenia polityczne w stronę Białorusi, populizm i rozdawnictwo.


Czy wg. Was prime time dla Polski powoli się kończy i nic już nie jest w stanie nas uratować? Jak myślicie czy nasze dzieci będą miały lepiej czy gorzej niż my (abstrahując od ewentualnej wojny na naszym terenie).


#rozkminy #zalesie #smutno #polityka #polska

Zaloguj się aby komentować

Dali mi operacje "na cito" na 2032 rok.

Mam rozwalony bark, tj. Zerwane więzadło barkowo obojczykowe acj. Ponoć moze się zrosnac, mimo, że mam opadnięty bark.

Niby to kwestia "estetyczna", ale sam nie wiem, czy iść pod nóż, czy to olać.

Myślę o fizjo i opinią drugiego lekarza, bo na NFZ zostałem potraktowany po macoszemu.


Widać? Nie widać? Olać? Morda i tak za bardzo zjebana żeby ratować bark? No kurde nie wiem co ze sobą robić i czy warto 7 lat czekać, czy 4-7kola inwestować, żeby barki równe byly.


#zdrowie #pokazmorde #zalesie

37f3f5db-90a0-42d1-929f-d45fa3788823

@l100e ja bym uderzał w pierwszej kolejności do fizjo, jakoś w tego typu tematach mam do nich większe zaufanie niż do lekarzy. Może uda się jakoś to ogarnąć bez operacji, żeby było funkcjonalne, wizualnie specjalnie nie rzuca się w oczy. No a jak nie będziesz zadowolony z efektów to opinia innego lekarza i większa inwestycja.

Weź pod uwagę że ten bark może powodować inne problemy niz tylko wygląd. Glupio by było sobie coś dodatkowego uszkodzić w czasie wysiłku. 7k to moim zdaniem nie jest jakaś niebotyczna suma.

Zaloguj się aby komentować

Największą patologią w bankomatach jest to że gdy chcesz wypłacić sobie nieduża sumkę i musisz x razy po 800zł klepać, noż k⁎⁎wa jego mać.

Jak ktoś powie że to dla mojego dobra to wiesze dobro zrobiłby wypinając d⁎⁎ę do wyruchania.

#zalesie

A co ty? Pana Euroneta byś chciał pozbawić zysków z prowizji? Czy ty chcesz nam tu kapitalizm w jakiś prokonsumencki komunizm zmieniać?


Mnie ratuje jeden, jedyny bankomat bez limitu na osiedlu. Inaczej też bym tu k_rwil niemiłosiernie.

Zaloguj się aby komentować

I TY BRUTUSIE!


Pisząc ten post nie bardzo licze na to, że zostanie on przeczytany bo będzie to dość długa wypowiedź. Jest to dla mnie pewnego rodzaju spowiedź, która chce puścić w eter internetu.


Od kad w miarę dojrzałam i rozmowa z przeciwna płcią przestała być dla mnie stresująca, zauważyłam, że dużo lepiej mi się rozmawia z kolegami, niż koleżankami. Miałam z kumplami więcej wspólnych zainteresowań, wspólne granie w LoL'a, ulubione seriale czy poczucie humoru, które dla większości moich koleżanek było zbyt "ostre". Wspomniane aspekty sprawiały, że przywiązywałam się do tych kumpli czułam więź większa niż miałam z koleżankami, z którymi ciężko było mi mieć nić porozumienia i zaufania. To co też sprawiało, że bardziej mnie ciągnęło do kolegów to, to że faceci byli dla mnie prostsi, łatwiej było mi odczytać ich intencje, a przysłowiowe fochy się nie zdarzały( no może czasem). A częste fochy w relacjach z kobietami wprowadzały mnie w niepotrzebny stres. Nie potrzebne dramy totalnie mnie życiowo roztrajaly(jak w sobie chłopy z tym radzicie to ja nie wiem xd). Wśród relacji z kumplami brak tych dram i ich bezpośredniość w komunikacji była dla mnie ukojeniem.


Jednak to co różniło moje relacje najbardziej między kobietami, a mężczyznami to to, że z żadnym facetem nie miałam nigdy relacji, której mogłabym nazwać "przyjacielską" ale do czasu... Stawiałam tą granicę, żeby nie wchodzić w ryzyko zakochania się. Nawet kiedyś jedna z koleżanek zapytała się jak to robię, że faceci chcą się ze mną kumplować, a nie mnie przyslowio tylko przelecieć. Myślę że wynikało to właśnie z tego że miałam z tymi kumpali wspólne zainteresowania, więc nieskromnie mówiąc realnie czerpali przyjemność z rozmowy ze mna, plus stawiałam granicę. Nigdy ich nie kokietowalam, nie podrywalam i nie rozmawiałam z nimi na intymne tematy, które mogłyby wytworzyć niepotrzebna bliskość. Oczywiście czasem zdarzały się wtopy ale wyciągałam z nich lekcje i im dłużej takie znajomości trwały, były one bardziej solidne i jasne.

Jednak taka sielanka w relacjach koleżeńskich kończyła się zazwyczaj w tym samym punkcie zmian w życiu tych kumpli, otóż wtedy kiedy znajdowali sobie dziewczyny. Ja z ich życia znikalam, kontakt się urywał stopniowo bądź nagle. Byłam często (choć nie zawsze) z automatu nielubiana przez partnerki moich kumpli, choć nigdy nie dawałam im powodów do zazdrości, ani ci kumple, którzy otwarcie mówili, że widzą we mnie "kumpla". Myślę, że to prostu czysto odzwierzęca terytorialnosc, która rozumiem, ale nie pochwalam.


Takie zrywanie kontaktu zawsze było dla mnie bolesne, ale nie mogłam mieć pretensji, często to też był wynik braku czasu z ich strony czy chęć uniknięcia konfliktów( no niestety często komunikacja w związkach leży), które nie były warte relacji z kumpela od gierek i wspólnego smieszkowania.


Co do tego jak podchodzę w życiu do relacji, to wiem, że sama popełniałam w nich błędy, traciłam relacje bo wykazywałam w nich za mało zaangażowania mimo tego, że były dla mnie ważne, albo pod wpływem trudniejszego etapu w życiu totalnie je olewalam licząc, że potem się to naprawi. Nie dało się naprawić. Stąd też wyciągałam lekcje i pewne refleksje, że w życiu najważniejsi są relacje, które nam sprawiają radość i satysfakcję i tak oczywiście hierarchizację się relacje i partner, dzieci, rodzina będą ważniejsze, później przyjaciele, jeszcze później koledzy, znajomi, znajomii z pracy itp. Ja ta hierarchię oceniam pod względem ilości poświęconego czasu(jak ktoś potrzebuje mojego wsparcie to hierarchia nie ma znaczenia, a ważność problemu), ale myślę, że przy dobrych checiach, da się dbać o każda relacje, która jest dla nas ważna i sprawia nam przyjemność i nas pozytywnie buduje, tak żeby nikt nie poczuł się poszkodowany.W imię zasady, że dorośli ludzie po prostu potrafią się dogadać. Uważam, że ludzie, którzy nas otaczają, również nas tworzą i bez nich bylibyśmy jak puste niezapisane karty. Dlatego z każdą utraconą znajomością, odczuwam nieopisaną stratę, a jeżeli dotyczy ona przyjaźni(czasami z takimi ludźmi jest się bliżej niż z rodziną, bo nie zawsze rodzina równa się przyjaciel)czy związku i osób którym poświęcałam dużo czasu, jest to strata której żadne słowa nie są wstanie tego opisać.


Dlatego jest i on Brutus, sytuacja, której kompletnie nie potrafię zrozumieć i sprawia że jest to coś co wyrywa kawałek mojego serca, duża część energii, emocji i całą masę zaangażowania i przyjemności z jakościowej i rozwijającej rozmowy. Jest to relacja, której końca się nie spodziewałam. Trwała 4 lata, a zakończyła się z dla mnie kompletnie niezrozumiałego powodu, powodu który był dla mnie zrozumiały w poprzednich przypadkach, ale nie w przypadku człowieka którego nazywalam prawdziwym przyjacielem (w całym swoim życiu miałam ich dwóch, teraz został 1, a partnera nie zaliczam do tej kategorii bo jest on naturalnie kimś więcej).


Słowem wstępu, moja relacja z tym przyjacielem była na swój sposób wyjątkowa, znaliśmy się tylko przez internet i przez telefon. Mieszkamy w różnych krajach i nigdy nawet nie było okazji żeby się zobaczyć, co w tej reakcji nie było dla mnie ważne, co było ważne to więź. Rozmowa na tym samym poziomie i to, że jak tylko miałam jakiś problem to zawsze mogłam do niego zadzwonić i to obgadac no i dostać realne wsparcie, a on miał to samo ode mnie. Pomógł mi niezmiernie bardzo i wyciągnął z jednego z największych dołków jakie mialam, sam twierdził, że również bardzo mu pomogłam. Więc hmm znajomość była równa? Wspaniałe się rozmawiało o książkach, filmach, wydarzeniach społecznych czy filozofii czy po prostu o jakiś odmóżdzajacych smieszkach. Uwielbialam rozmowy gdzie mieliśmy różne zdanie na jakiś temat, choć czasem powodowało to spięcia to praca nad rozmową sprawiała, że koniec końców dużo z takiego dialogu oboje wynosiliśmy. Sama uważam, że bardzo ciężko natrafić na kogoś z kim ma się wspólne flow, ja poznałam myślę w życiu wiele ludzi, ale takich z którymi czułam nic porozumienia było na tyle nie wielu, że jak się już przytrafiało taka osobę spotkać to się cieszyłam jak głupia i robiłam wszystko żeby taką znajomość utrzymać. Choć może czasem za mało, skoro efekt jest jaki jest.


Pewnego dnia dostaje wiadomość od Brutusa, która w skrócie można sparafrazować do "było fajnie, znajomość z tobą bardzo mnie rozwinęła, ale moja nowa dziewczyna jest zazdrosna, a ja dla niej zrobię wszystko, także dziękuję za współpracę nie będę już z tobą utrzymywać kontaktu, jak coś się będzie działo to pisz". Dla mnie ta sytuacja jest tak bardzo niezrozumiała, że jedyne co mi przyszło do głowy to, to że nasz wspólny kontakt zaczął go męczyć, w co zaprzeczył więc jeszcze bardziej mnie to szokuje i sprawia, że ciężko mi uwierzyć w jakie kolwiek relacje przyjacielskie(nie chce myslec to co mówi większość, że przyjaźń między facetem, a kobieta nie istnieje, bo nie jesteśmy chyba prostymi zwierzętami, które muszą się parzyć każdy z każdym i chyba kierujemy się czasem czymś więcej niż tylko instynktem). Bo prócz ostatniej przyjazni, która jest chyba dla mnie ostatnia nadzieja na wiarę w to że warto się angażować w znajomości, które nie są związkiem.


Nie wiem jak mają też inni, ale o ile osoba z którą jestem, jest dla mnie najważniejsza, to nie umiejsza to innym Choć zdaję sobie sprawę, że dla dużej grupy ludzi do szczęścia wystarczy tylko partner, a reszta osób nie ma znaczenia choć to zupełnie nie moja rzeczywistość.


Nie wiem jak ludzie postrzegają miłość, myślę że każdy ma inną definicje, ale w przypływie złości zawsze obwinialam kobiety moich kumpli i przez to w jakiś sposób kierowałam mimowolnie nienawiść w ich stronę, że to wszystko ich wina i że wredne z nich manipulantki, myślące tylko o sobie . Ale prawda jest taka, że to nie ich wina, one po prostu robią to intuicyjnie bo takie są normy społeczne. Nie do końca zastanawiając się nad konsekwencjami swoich czynów i słów. One po prostu mnie nie znają wiec właśnie jedyne czym mogą się kierować to hmm stereotypem. Winie jednak w tym przypadku tych bliskich mi kumpli czy przyjaciela. Sama nie mogłabym pokochać kogoś, kto chce ode mnie urwania kontaktu z bliskimi mi ludźmi mającymi na mnie dobry wpływ, wyraźnie widząc, że mnie to unieszczęśliwia. Choć może się mylę i miłość polega na spełnianiu zachcianek drugiej osoby bez względu na koszt własnego szczęścia bo szczęście partnera = własne szczęście. Pewnie wszystko zależy od punktu widzenia, ale szkoda tylko, że są w takich przypadkach postronych osób, ktore muszą ponosić koszty takich poświęceń.


Pewnie sama nadawalam tej przyjaźni większą wartość niż ona miała. Być może czułam w niej za duża pewność, że tak radykalnej decyzji on nie podejmie i zrobi wszystko by dogadać się z nową partnerką, gdzie jak sam mówił komunikacja jest na wysokim poziomie. Wiedziałam, że ma obiekcje, ale myślalam, że im lepiej go pozna tym dostrzeże ja jak uczciwa i dobroduszna osobę trafiła, która żadnych intryg i zdrat nigdy jej nie sprawi, więc nie ma czego się obawiać. A jak mnie pozna, bo było to w planach to jeszcze bardziej się przekona, że nie ma co wpływać na jedyna przyjaźń jaką ma jej partner. Choć może jedno stronnie kompilacja była dobra i ona mówi wyraźnie czego chce, a on nie doknca skoro nie potrafił wyjaśnić, że moja znajomość z nim jest czysto platoniczna i równie dobrze mogłabym być facetem z bardzo babskim głosem. Czuje się dziwnie, że nie była "warta" nasza przyjaźń wysiłku włożonego w dogadanie się między nimi.


No ale być może nie chodzi o to, kim i czym jestem, a o czas, który mi poświęcał nawet jeżeli to było pół godziny pisania tygodniowo czy telefon raz na miesiąc, wcześniej kontakt był dużo bardziej intensywny, ale dla mnie zrozumiałe jest to, że oboje jesteśmy w nowych związkach(poprzednia dziewczyna nie miała, ze mną problmu) więc oboje się na nich skupiamy, choć dla mnie zawsze był gdzieś czas, żeby opisać coś i podtrzymywać relacje. Sprawiło mi to radość dzielenie się informacjami, które wiem że go też ciekawily. Liczyłam że z czasem samo się wszystko unormuje. Nigdy nie wymagałam od niego atencji i nie jest to dla mnie problem jak ktoś mi na coś odpisuje po paru dniach. Nigdy też nie komentowałam jego relacji, w imię zasady, że jeżeli ktoś sam nie zapyta mnie o zdanie co do problemu związkowego to go nie komentuje. W tym przypadku, co myślę powiedziałam w emocjach w słowie na "dowodzenia". W normalnej sytuacji nigdy bym tego nie powiedziała, bo to nie mój związek nie moja sprawa. No chyba, że ktoś przez niego urywa ze mną kontakt...no ale to też nie moja decyzja, na którą wpływu totalnie nie miałam. Dla mnie jedynie liczyła się dobra intencja i dbałość o relacje tak żebym nie czuła że jest ona na przymus, ilość poświęconego czasu nie miała znaczenia. No może bardziej jestem w stanie wiele zrozumieć choć jak widać nie wszystko. Być może za dużo wymagałam, sama już nie wiem, jest to dla mnie na pewien rodzaj niedokończona i niewyjaśniona sprawa, ale też chyba sens wyjaśniania jej nie istnieje skoro decyzja zapadła. Także wszystko się kiedyś kończy, a powody końca nie mają znaczenia. Choć warto mieć ciepłe wspomnienia, to aktualnie czuję tylko zdradę i rozczarowanie, choć też pewna infantylność z mojej strony, że nadaje realacja przyjacielskim zbyt duże znaczenie w moim życiu bo nikt normalny tego nie robi, albo tylko ja odnoszę takie wrażenie.


Podsumowując, czy powinnam być rozczarowana skoro, wiedziałam jakie jest podejście Brutusa do związków, oparte na racji, że wszystko dla związku bez względu na cenę, chyba nie. Mimo to łudziłam się, że będzie inaczej. Jest mi po prostu niezmiernie żal, że moim bliskim przychodzi tak łatwo urwanie ze mną kontaktu, eh nie tylko ze mną, bo taki problem nie dotyczy tylko mnie. Jest po prostu chyba tak że ludzie dzielą się na tych co się przywiązują o tych co wystarczy lekkie podkniecie w relacji lub jakiś inny błahy, choć wygodny powód żeby tą relacje zakończyć. Myślę że w tym przypadku, gdyby realacja była solidna jak myslalam, wystarczylo by się trochę postarać by to jakaś rozwiązać, porozmawiać, być może w trójkę, być może potrzebna by była jakaś przerwa na dogadanie się między nimi w związku, a może nawet ewentualne spotkanie w czwórkę z również moim chłopakiem.


Problem w tym, że tu chyba chodziło o atencję i za duża ilość czasu, która mu zabierałam. Nie wiem jak wyglądał ich układ czy po wieksciu związek jego dziewczyna również zerwała kontakt ze znajomymi i przyjaciółmi. Wnikać nie będę. Z mojej perspektywy dało się to inaczej rozwiązać, ale do tego trzeba chęci a nie pójść na łatwiznę, co chyba tylko pokazało, mi, że nigdy nie powinnam wierzyć w przyjacielskie relacje, stąd się nie dziwię, że ludzie potrafią się czuć samotni nawet w otoczeniu masy ludzi. Eh byłam z tej przyjaźni bardzo dumna, ale cóż koniec mojego biadolenia, jedyne co mogę zrobić to po prostu się z tym pogodzić.


#zwiazki #rozkminy #zalesie

fc10e1a7-bd93-4079-9de8-4120166183a9

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Spotkałem się kiedyś ze stereotypem, że kobiety dużo wymyślają i są niezdecydowane, także jak trzeba wybudować i urządzić dom. Panowie niby prą twardo i konsekwentnie do przodu. Okazuje się że nie do końca xD


Otóż w ramach kontraktu nad którym teraz pracuję mamy do wybudowania duży budynek biurowy dla pewnej dużej spółki. Jest to kontrakt w formule projektuj i buduj: na bazie projektu budowlanego tworzymy projekty wykonawcze, wykonujemy roboty i wyposażamy "pod klucz". To co się dzieje na każdym elemencie po prostu przechodzi ludzkie pojęcie xD


Zacznijmy od tego, że mimo otrzymania na etapie kontraktowania koncepcji projektowej zawierającej między innymi rozkład pomieszczeń, przedstawiciele Zlecającego (sami panowie) stwierdzili że jest nieaktualna. No i mieliśmy ją zaktualizować. No i przygotowaliśmy. A potem następną. I kolejną. No i tak uwzględniając niezliczone uwagi Zlecającego i życzenia jego poszczególnych działów co do swoich biur wyszło 10 wersji koncepcji. I pół roku w plecy xD


Po drodze bujaliśmy się z projektem konstrukcji budynku, bo pojawił się temat dodatkowej windy, ale nikt nie potrafił się zadeklarować co do szczegółów technicznych.


A teraz projekt elewacji. Był już pierwotnie narysowany, ale oczywiście chcą zmieniać. Pomysłów mnóstwo, konkretów brak. Dzisiaj było posiedzenie apropos trzech koncepcji, ale chcą kolejnych. Dodatkowo teraz chcą jednak mieć otwierane okna, co rozpieprza projekt wentylacji i automatyki budynkowej.


NOSZ JA PI⁎⁎⁎⁎LĘ


#budownictwo #boribuduje #zalesie

c0cf774c-1706-4b13-8cc7-8351942cc139
bori userbar

Pesonifikujesz spółkę. To jest błąd. Tu nie masz do czynienia z jednym człowiekiem, tylko z pierdylionem działów, a każdy musi pokazać, że jest ważny, albo wręcz niezbędny, więc musi dodać swoje 3 grosze.

@bori brzmi jak przeciętny projekt IT. Tylko tutaj budowanie zaczynając od dachu jest normalne, a ktoś chce podobne wzorce w świecie rzeczywistym.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Weźcie już ten maj... Jak nie leje to pizga, jak nie pizga, to zimno w opór, jak nie zimno to burza, jak nie burza to znowu leje. A jak już się trafi cały 1 z rzędu w miarę ładny dzień, to i tak w jakiś losowy z d⁎⁎y dzień, w którym i tak nie ma za dużo czasu skorzystać.


Autentycznie czuję się jakby był październik. #pogoda #zalesie

E tam, ciepło nie jest, ale też nie pizga. Rano wychodzę w krótkich spodenkach. A że popada? To średnio, ale mało deszczu było dotychczas.

Zaloguj się aby komentować

#muzykawolfika #muzyka #blues #zalesie #feels


K⁎⁎wa... Dzisiaj, pierwszy raz od czterech lat od śmierci ojca, zatęskniłem za nim...

Kochał swoją rodzinę w bardzo specyficzny sposób, np. robiąc długi, kupując głupoty mówiąc "że przecież on to wszystko dla nas". Pił, ale nie bił, miał swoje demony z którymi próbował walczyć. Nie raz stanęliśmy sobie do gardeł, zdarzyło nam się kiedyś nawet "skrzyżować" ręce, ale nic wielkiego nigdy z tego nie wynikało...

Kiedy już wyprowadziłem się z domu, a on sam przeszedł na emeryturę i zwolnił, polubiliśmy się, można by nawet powiedzieć, ze zaprzyjaźniliśmy się.

Będąc w domu rodzinnym, wpadałem z piwkiem i mieliśmy taki zwyczaj, że siadaliśmy (zwykle latem) na balkonie i słuchaliśmy bluesa i jazzu. To on zaraził mnie muzyką.

Katował mnie B.B. Kingiem i innymi starociami, ale kiedy puściłem mu poniższy kawałek zwariował i do końca swoich dni często słuchał Johna Mayera.

Do tego stopnia, że na pogrzebowej ceremonii puściliśmy mu w ostatniej drodze kawałek "Gravity", ale wrzucę tu ten który mocno nas połączył. B.B. Kingd też poleciał przy trumnie - "Thrill Is Gone".

Tak mnie jakoś złapało... Ehh...


John Mayer - Out Of My Mind


https://www.youtube.com/watch?v=34MF1JTbwa4

@tomwolf Uhh, związanie jakiegoś momentu, chwili, albo osoby z jakimś utworem... mało rzeczy na tym świecie potrafi wzbudzić takie dogłębnie fizycznie odczuwalne natychmiastowe feelsy. Stąd niektórych kawałków unikam, bo wiem w jaki mnie wprowadzą nastrój.


Trzymaj się tam i w sumie ciesz, że dane wam było na koniec jeszcze chociaż troszkę to wszystko poprostować i pożegnać w zgodzie i dobrej relacji.

Zaloguj się aby komentować

Starość...


Sponiewierałem się w ciągu paru ostatnich dni (spotkanie rodzinne i dwa dni delegacji...) i zaczął mnie ostro napieprzać bebech. Ale tak ostro, że prawie zacząłem chodzić po suficie. Wczoraj jeszcze było do zniesienia i myślałem, że przez noc przejdzie jak trochę poposzczę. A tu taki wał jak wieloryba ogon. Próbowałem najpierw domowych sposobów, ale nie działały. Podjechałem do przychodni (nie swojej, bo internet twierdził, że już zamknięta), ale stamtąd skierowali mnie na "wieczorynkę".

Tam oczywiście najpierw się nasłuchałem, że dlaczego dopiero teraz przychodzę, dlaczego nie byłem w swojej przychodni, dlaczego to, dlaczego tamto.

Ostatecznie dostałem zastrzyk rozkurczowy i przeciwbólowy i kazali iść do swojego lekarza. Kolejki do niego są na przynajmniej tydzień naprzód, a drugi lekarz z tej przychodni... No cóż, byłem dziś u niego w tej drugiej przychodni i to właśnie on mnie skierował do tej pomocy wieczornej...


I tak to się choruje na tej wsi...

#hejto40plus #zdrowie #sluzbazdrowia #zalesie

@MostlyRenegade Ale też powiedz, czy mocno się nakarmiłeś przed opisaną sytuacją. Mocne zasilenie żywnością na pewno pogarsza efekt powrotu z melanżu. Organizm ma po obu stronach wąskie ujścia.

@MostlyRenegade Ja miałem podobna sytuacje jak ty, gdzie lekarz najpierw na SOR powiedział, ze z bolącym brzuchem nie leży się w szpitalu xD i żebym poszedł na nocną opiekę skąd już skierowano mnie na SOR xD. Okazało się, że to zapalenie trzustki związane z błędem żywieniowym (ale alkohol to najczęstsza przyczyna tej przypadłości). Kilka tygodni głodówki w szpitalu, kroplówki z lekami rozkurczowymi i przeciwbólowymi a następnie operacja usunięcia woreczka żółciowego.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Byłem wczoraj na zebraniu zarządu spółdzielni i nie dziwię się, że w tym kraju mamy taki beton. 75% to jakieś dziadki które nawet nie rozumieją co się czyta i za czym głosują. Było głosowanie, że wnioski oprócz tego żeby składać na papierze to można było wysyłać bezpośrednio na e-mail. Oni oczywiście przeciw. I będą protestować. Gwizdy krzyki. Pytam czy rozumieją w ogóle, za czym głosują to oni sie nie zgadzają i wuj. Połowa pewnie nie wie co to email ale oni nie używają, wiec reszta też nie będzie. Potem było informacja, że ustawa jakaś nowa weszła zmiana numerów PKD czyli po prostu zmieniły sie numery dotyczące zakresu działalności spółdzielni, trzeba je zaktualizować i nie ma to żadnego wpływu, po prostu trzeba zaktualizować parę oznaczeń cyferek. Oni protestują nie zgadzają się. Prezes zatrudnił jakąś mecenas aby na bieżąco tłumaczyła im to na "język ludzki" to krzyki gwizdy, że ich młodzież nie będzie pouczać. Bedą odwoływać zarząd itp.

W zeszłym roku była propozycja, żeby ocieplić bloki, nie zgodzili sie bo plus 10 zł do czynszu by doliczyli. Potem był płacz, że niedopłaty przyszły po kilkaset złotych. Ogólnie blokowanie wszystkiego na siłę bo zawsze było dobrze po co coś zmieniać. Jakakolwiek inwestycja, plac zabaw, festyn - po co to komu. Oni są przeciw i protestują bo tak są nauczeni. Wyszedłem stamtąd zmęczony psychicznie. Jeszcze po drodze spotkałem sąsiada i pytam co mu ten email przeszkadza do wysyłania wnioskow, ze nie trzeba bedzie z papierami chodzić osobiście. On nie wie o co chodzi. Ale zaglosowal przeciw. No k⁎⁎wa. I w tym kraju głosować będą w niedziele tacy ludzie ...

I na ponad 100 osób to chyba ja bylem najmłodszy a prawie 40 na karku. Młodzieży w ogóle nie ma bo całkowicie wyjebane na lokalne sprawy. Ale na fejsbuku ciągle ktoś płacze, ze nic sie nie zmienia. I tak sie żyje w tyj mieścinie...

#zyciewmiescie #zalesie

@adam_photolive i co wy wszyscy w zarządzie tej spoldzielni jestescie ze glosujecie podczas zebrania zarządu? Pewnie kolejna zmyslona historia, inaczej bys raczej wiedzial, gdzie poszedłeś

@adam_photolive Byłem na tych spotkaniach ze dwa-trzy razy, akurat mieszkam w bloku, gdzie większość właścicieli to takie max 50+ i do tego sporo młodszych. Myślalem idąc, że to jest inaczej, że młodzi, że nie będzie jak właśnie z tymi leśnymi dziadkami - bzdura tam. Protesty tylko dlatego, że mogę, argumentacja typu "nie pozwalacie mi odwołać firmy sprzątającej, to będę na siłę forsował zwiększenie zakresu prac o bzdury", pretensje o to, że jest drożej, a miało być taniej gdy to miasto zwiększyło niektóre opłaty...


...nie, beton i leśnodziadkowość to nie kwestia wieku.

Zaloguj się aby komentować