Pierwsze jazdy zaliczone!
Jako osoba która nigdy w życiu nie jeździła na motocyklu bawiłem się świetnie. Instruktor najpierw wytłumaczył co i jak, omówił sprawy techniczne i pokazał jak prawidłowo ułożyć nogi i ręce. Potem cyk jedyneczka i kręcimy się po placu. Poćwiczyłem sobie ruszanie, skręcanie, wymijanie pachołków no i kierowanie jedną renkom(niczym słynny kierowca F1).
Ogólnie nie żałuję wydanych piniędzy i nie mogę się doczekać kolejnych zajęć.
#motocykle
@NooT baj de łej odnośnie robienia muzyki - kojarzysz Kubę Klawitera? Taki youtuber technologiczny, swój chłop. Ostatnio wrócił do "kącika muzycznego", w którym przedstawia kawałki mało znanych (jeszcze) artystów na końcu swoich coniedzielnych (poza tą niedzielą ale wspomniał dlaczego) odcinków właśnie aby ich wypromować. Może warto mu napisać?
@Atexor kojarzę, dzięki że o tym wspominasz, jutro do niego się odezwę - no chyba że chciałbyś to zrobić w moim imieniu - zawsze to mniej "autopromocyjne" :)
@Opornik tak nie ale na szkoleniach w Koszalinie musisz się zapiąć do rescue kit'a, otworzyć właz I zjechać 24m.
Najlepszy był instruktor za pierwszym razem. Pyta się czy pamiętam co nam tłukł do głów przez ostatnie dwa dni. Mówię, że tak. On na to, że jak coś będzie się działo to mam po prostu przyczepić rescue do anchor pointa, sie IE do rescue I skakać bo urządzenie i tak jest idiotoodporne, więc nie ważne czy z dobrej strony się podepnę.
PS. Na raz mogą zjechać dwie osoby więc możesz zjeżdżać z kumplem. Zazwyczaj pracuje się we dwóch, a jak więcej w nacelle jest, to i tak robisz ilość rescue proporcjonalnie.
@Opornik PSSS. Rescue trzeba sprawdzić na długość. Powinno być minimum h+10m. Zdarzały się projekty, gdzie okazywało się, że nowa, czytaj wyższa wieża była budowana, a stare rescue było za krótkie o 20m.
Na szczęście wychodziło w czasie testów, a nie podczas ewakuacji.
Słyszałem kiedyś teorię, że nie należy wstrzymywać bąków, bo – zgodnie z prawami fizyki – gazy unoszą się do góry, trafiają do mózgu i stąd się biorą posrane pomysły. Może podobny wpływ na nasze myśli ma i skład powietrza, którym oddychamy? No a w Kielcach ostatnio wiało. Niby nic nowego, ale wiało od Krakowa.:
Na Netfliksie pojawił się nowy serial oparty na bestsellerowej serii książek Domek na prerii.
Cześć z Was pewnie pamięta serial z lat siedemdziesiątych, który często leciał w naszej telewizji i był całkiem miłym czasoumilaczem.
Książki opowiadają historię Laury, dziewczynki która najwcześniejsze dzieciństwo spędziła w chacie pośrodku lasu, a potem ruszyła z rodzicami i siostrami na zachód, gdzie rodzina postanowiła rozpocząć życie na nowo. Niejeden raz.
Pierwszy tom opowiada o życiu w lesie - jak ojciec nazywany Pa szykował się do polowań, jak Ma robiła sery, w co bawiły się dziewczynki, jak wyglądało świniobicie lub gotowanie syropu klonowego i jakie zasady obowiązywały podczas nielicznych spotkań towarzyskich. Tworzy to niezwykły obraz życia i wywołuje nostalgię za czymś, czego nigdy się nie doświadczyło.
Laura nie jest idealnym dzieckiem - zazdrości starszej siostrze jej blond loków, zdarza jej się nabroić czy stracić cierpliwość - jest w tym dzieckiem prawdziwym i widać bardzo wyraźnie, że autorka włożyła w tę postać bardzo dużo z siebie i swoich wspomnień. Nie jest to autobiografia, pewne wydarzenia z życia autorka zmienia lub pomija, jednak oddaje dobrze ducha tamtych czasów.
Właśnie po trzydziestu latach wyszło nowe tłumaczenie, więc oczywiście kupiłam je sobie, więc z niego też będzie recenzja, tymczasem jednak sięgnęłam to wersję oryginalną - język jest prosty, bardzo przyjemny, nawet z moim bardzo nędznym angielskim dałam radę bez większych problemów. Następne tomy są trochę trudniejsze, ale będę próbować.