Miałem okazje czytać niedawno ciekawy artykuł z którego wynikało, że w Szwecji prawica jest w kwestiach ekonomicznych bardziej lewicowa niż tamtejsza socjaldemokracja.
Jak zauważyła, Szwecja to kraj paradoksów, w którym skrajna prawica opowiada się za państwem opiekuńczym w postaci powszechnej opieki stomatologicznej, podczas gdy to socjaldemokraci obniżyli podatki dla najbogatszych i usunęli podatek od majątku oraz nieruchomości.
Może się to wydawać paradoksalne patrząc na to z perspektywy naszej rodzimej lub amerykańskiej sceny politycznej gdzie prawica jednoznacznie kojarzy się z wspieraniem wolnego rynku oraz klasy bogaczy. Szwecja działa jednak obecnie inaczej. Efektem są rosnące nierówności społeczne.
najbogatsi nie wypłacają zysków na swoje prywatne konta, bo tam musieliby zapłacić gigantyczny, wynoszący niemal 50 proc. podatek dochodowy.
Zamiast tego kumulują kapitał wewnątrz własnych spółek holdingowych. Od pieniędzy zatrzymanych w firmie płacą jedynie podatek korporacyjny (wynoszący w Szwecji niewiele ponad 20 proc.), a zgromadzone środki mogą swobodnie reinwestować. W efekcie ich realny majątek błyskawicznie rośnie, podczas gdy w oficjalnych zeznaniach podatkowych (PIT) wykazują oni sztucznie zaniżone dochody.
Choć problem rosnącego rozwarstwienia w Szwecji jest powszechnie znany (według Global Wealth Index za rok 2024 tylko w sześciu krajach – m.in. ZEA, Rosji, RPA, Arabii Saudyjskiej i USA – nierówności są większe), dane zespołu Zucmana pokazały, jak bardzo kwestia ta wyrwała się Szwedom spod kontroli.
Patrząc na tzw. dochód fiskalny, czyli ten wykazywany w zeznaniach podatkowych, udział 1 procenta najbogatszych Szwedów wzrósł między 2000 a 2020 rokiem z 5,9 do 7,6 proc. – pozornie ledwie o 1,7 p.p. Jednak po doliczeniu zysków z holdingów ich udział w dochodzie narodowym, czyli w puli pieniędzy, które faktycznie powiększyły ich zasoby, wzrósł z 7,2 do 12,2 proc. – aż o 5 punktów procentowych.
Oznacza to, że korzyści ze wzrostu gospodarczego były coraz mocniej koncentrowane na samej górze rozkładu. Ta wąska grupa, choć stanowi zaledwie 1 proc. dorosłych, przejęła ponad 12 proc. całego dochodu – ponad dwunastokrotnie więcej, niż wynikałoby z jej liczebności.
Kto więc ponosi obecnie koszty za istniejące tam państwo opiekuńcze? Klasa średnia.
Dodatkowym problemem jest to, że Szwedzi generalnie płacą wysokie daniny. Efektywna stawka dla klasy średniej to około 50 proc., podczas gdy wśród najbogatszych spada do 15-20 proc. (po wliczeniu danych z holdingów).
Nie jest to w pełni nowy trend. Jak wskazuje sam artykuł USA zapoczątkowało zwrot w kierunku neoliberalizmu już w latach 70-80 i reszta świata poszła za tym trendem łącznie z samą Szwecją.
Szwecja zmierzała ku neoliberalizmowi już wcześniej, a ścieżkę dla prawicy wybrukowali zresztą sami socjaldemokraci, którzy od czasów rządów Görana Perssona sprzyjali przedsiębiorcom. Przez lata przejmowali też język konserwatystów, co opłacili utratą kontaktu z ludźmi, którzy byli ich głównymi wyborcami (robotnikami i niższą klasą średnią).
Wysokie podatki sprawiały, że ze Szwecji odpływał kapitał. Zareagowano w latach 90., gdy najwyższą stawkę podatku dochodowego obniżono z 70 do 50 proc., a danina od kapitału stała się liniowa. W 2004 roku zniesiono podatek spadkowy, a trzy lata później – majątkowy. Ponadto w ostatniej dekadzie podatek korporacyjny spadł z 26,3 do 20,6 proc., a pojawiały się też propozycje, by obniżyć go nawet do 20 proc.
Efekt końcowy jest więc jaki jest.
Szwecja stopniowo stawała się coraz bardziej przyjazna biznesowi i bogaczom, podczas gdy zwykli obywatele byli obciążeni wysokimi podatkami.
Póki co nie jest to problem który mógłby zachwiać istniejącym porządkiem i wywołać wzrost radykalizmu jak to ma miejsce chociażby w ameryce gdzie taki Luigi Mangione ma dla wielu status bohatera. Jednak w przyszłości może się to zmienić.
Ostatnio dłużej siedzę w pracy i nie śledzę informacji ze świata, innych niż większe nagłówki i memy od znajomych. Stąd moje pytanie do ekspertów. Czy teraz dzieje się coś, czym lepiej, żeby opinia publiczna się nie interesowała?
Co drugi polecany short to generowany przez AI film z atrapą samochodu, która niby lata. U nas w kraju detektyw Pajac wałkowany na okrągło, a co gorsze traktowany przez dziennikarzy poważnie. Trump chce zmienić nazwę oceanu. Też traktują go poważnie.
Nie chce mi się wierzyć, że to nie są tematy zastępcze, zasłaniające coś istotnego.
W Stanach Zjednoczonych dyrektor infolinii hazardowej ukradł 1,4 miliona dolarów i przegrał je w kasynie.
Philip Sullivan z Florydy ukradł pieniądze z firmy zajmującej się nieruchomościami, w której pracował jako dyrektor finansowy. Przyznał się do winy i został skazany na prawie 10 lat więzienia.
W trakcie trwania sprawy Sullivan kierował państwową infolinią, która pomagała osobom uzależnionym od hazardu.
Sam stracił ponad 2 miliony dolarów na hazardzie. Podczas prowadzenia infolinii rozmawiał z ponad 460 osobami z podobnymi problemami.