#szkola

5
531

Zaloguj się aby komentować

Czasami tak sobie myślę że gdybym mógł to najlepiej bym zrobił gdybym mógł rzucić szkole. zara,z po gimnazjum. I poszedł do jakiejś roboty się uczyć zawodu niż siedzieć w tych ławkach za małych do 19 roku życia. Jedyny plus mojej szkoły średniej jest taki że poznałem fajną bibliotekarkę dzięki której odkryłem że czytanie to nie tylko nudne lektury. I kiedyś polutowałem słuchawki jednej różowej a ona poznała mnie z ludźmi z którymi nadal mam kontakt.


#szkolastandard #przemyslenia #szkola #licbaza

7647d64b-eec9-4749-9e70-e353cc89e884

Zaloguj się aby komentować

@damw zdarzyło się, ale dziewczyny zrezygnowały ze szkoły. Bo niby jak pogodzić 40h tygodniowo w szkole + nauka z dzieckiem

Zaloguj się aby komentować

Byłem ostatnio w szkole w sali malowanej emulsją o kolorze sraczki i od razu pojawiły się flashbacki że szkoły.

Nie czułem tego zapachu przez całe dorosłe życie. To jakieś wytyczne do malowania szkół? Mają nakaz malować farbą z domieszką bromu albo czymś na dzieciaki, jak maluję się drewno na szkodniki?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@WujekAlien Tak, choć nie było ich dużo. Po drugiej stronie korytarza były toalety i różne pomieszczenia techniczne, ale były też sale - tramwaje, gdzie wejście było z tyłu i okna z prawej (w sumie mogli odwrócić te klasy i wejście byłoby przy tablicy).

Zaloguj się aby komentować

-Skoro Panu tak bardzo zależy na ocenach, no to...

- No to na czym ma mi zależeć? Na czym ma mi zależeć, proszę Pani? Za co ja płacę? No ja chyba płacę za wyniki a nie za...


Tak proszę Państwa, brzmią jełopy, które edukację traktują jako trafienie w klucz odpowiedzi a nie na prawdziwym NAUCZANIU. Kolejny przykład że szkoła nie przygotowuje do życia - jeżeli idziesz po linii najmniejszego oporu i zaliczasz przedmioty dla samego zaliczenia. Teraz zapewne taki osobnik pokazuje jak można funkcjonować i być nieprzygotowanym do życia swojemu dziecku. Jełopy rodzą normalne dzieci ale wychowują już kolejnych jełopów. Szkoda mi zwyczajnie dzieciaka z powodu takiego ojca.

Zaloguj się aby komentować

Ten komiks to trochę o mnie.

Jak w podstawówce mieliśmy całe to "wychowanie o ruchaniu" itd. to na koniec była kartkówka.

No to się Śmieszek Poza Kontrolo spytał, czy jak zrobi rysunek, to dostanie lepszą ocenę.

Babka od bioli (bo wtedy, za zaborów, to na biologii było) myślała że żartuje, więc powiedziała "Ta, jasne".

No to narysowałem. Ale tak porządnie, anatomicznie, z cieniowaniem itd.

Babka jak odebrała kartkę to spąsowiała.


Matka została wezwana do szkoły (telegrafem, wtedy nie było telefonów).

Poszła, wróciła, słowem się nie odezwała. Żadnego opierdolu, stania w kącie na grochu, ani do pieca na trzy zdrowaśki, nic.


Dopiero długo potem dowiedziałem się jak poszło.

Jakieś psiapsiółki przyszły na ploteczki & winko, przypadkiem usłyszałem jak mówi:


"A wiecie co mój syn za numer odwalił? Zostałam wezwana (telegrafem) do szkoły. Nauczycielka od biologii, - ta Ela, wiecie, ta komunistka - pokazuje mi kartkówkę z biologii, i mówi: Pa.. pani zobaczy co pani syn narysował!

Ja patrzę, no k⁎⁎as narysowany, kartkówka z narzadów pciowych męskich. To mówię: No i? Wszystko chyba poprawnie narysowane, k⁎⁎⁎sa pani w życiu nie widziała? "


I tak się ta sprawa zakończyła, bez żadnych negatywnych reperkusji dla mnie.


#opornikrysujekutasy #wspomnienczar #szkola #edukacjaseksualna #heheszki @Fly_agaric #humorobrazkowy

d54c4ccd-beb1-4c93-a68c-1bfbcbb044d1
Opornik userbar

Zaloguj się aby komentować

Hehe, jednych zajęć nie ma i wolne.

A od przyszłego tygodnia jedna klasa idzie na praktyki i ponad połowa zajęć mi odpada.

Przez cały dzień będę mógł zająć się swoimi robotami.

#szkola #praca

0fffc210-b557-4b01-acb9-4700d888ed38

@myoniwy nagraj zajęcia na youtube, my je też obejrzymy, a w klasie będziesz je odtwarzał i zajmował się swoimi sprawami

Zaloguj się aby komentować

Znacie ten kawałek Kaczmarskiego "Nasza klasa"?

Zawsze mnie wpędzał w potworną nostalgię i smutek a ostatnio.. cóż, dane mi było wziąć udział w spotkaniu klasy licealnej do której chodziłem. Frekwencja jakieś 40% ludzi.

To co uderzyło to.. brak pozerstwa wśród moich koleżanek i kolegów. Zaskoczyło mnie to bo byłem gotowy na festiwal spierdolenia i opiewania sukcesów, tym bardziej, żeśmy dorastali w malutkim mieście. Nikt tam nie pajacował ani nie epatował niczym. Nawet mój dawny najlepszy kumpel, który obecnie jest milionerem (jego tata założył firmę produkującą różne krzesła i fotele, zaczynali od tych takich co chyba każdy zna takich pogiętych co się jakby w nich bujasz co elementy są wykonane z 1 ciągłego giętego kawałka materiału). Niestety tata zmarł przedwcześnie, kumpel nabrał dużo pokory do życia, kiedyś zapewne by przyjechał jakimś autem za 2 bańki.


Część z naszej klasy już nie żyje. Emilka która chciała być aktorką teatralną umarła na raka 15 lat temu. Marzenka - co ją wyzywaliśmy Januaria - też zmarła 20 lat temu na emigracji.


Tomek, co wszystkich doprowadzał do łez śmiechu zmarł po cichutku zapiwszy się na śmierć w wynajmowanej kawalerce w Poznaniu.


Są też weselsze przypadki - Tomek (kolejny), którego trochę podmęczałem w liceum (nie typowy bullying ale tak mu tam dokuczałem trochę, nie lubił mnie :)) został szefem IT w wielkiej polskiej firmie (a za wuja się "kąputerami" nie interesował).

Kolega A. (celowo ucinam imię bo ma mega rzadkie) starał się zostać politykiem no ale nie został i nosi meble z lokalnego januszeksu do klientów ale ma piękną żonę i super dzieciaki, jest autentycznie szczęśliwy, radzi sobie spoko. Jest ciągle obłąkany tak jak był ale wspominam go dobrze, bośmy wspólnie spędzili milion godzin na Amidze.


Piotrek, co prawie go aresztowali bo zrobił niesmaczny żart nauczycielce - został nauczycielem

Większość z nich wyjechała za granicę lub robi coś tu w koło komina. Radzą sobie generalnie, ktoś tam stracił dziecko, ktoś wygrał w Keno paręset klocków (kilka lat temu). Nie było spiny, choć odruchowo każdy szukał w każdym tego kolegi i koleżanki sprzed lat.

I osoba której uśmiechnięta morda ucieszyła mnie najbardziej - Mariusz ksywa Goryl, lekko upośledzony, adoptowany przez dobrych ludzi chłopak. Pracuje uczciwie, cieszy się z swojego mieszkanka po rodzicach, ma żonę i dwójkę dzieci (nie wiem czy "normalne" no k⁎⁎wa nie zapytałem).


Idąc na spotkanie miałem w głowie cytat z Wzgórza Psów: "Nie chciałem spotykać żadnego starego znajomego. Takie spotkania są jeszcze gorsze od pogrzebów. To największa tortura - próba znalezienia kogoś, kogo kiedyś się znało, w obcej, nagle pojawiającej się zupełnie znikąd osobie, w prostych, uśmiechniętych zdaniach, udawanie kogoś, kim było się kilkanaście lat temu, wyłącznie po to, aby osiągnąć jakikolwiek pułap porozumienia. Ludzie znikają nawzajem ze swojego życia. Tak ma być. To naturalne. Z jakiegoś powodu się skasowaliśmy, więc teraz nie udawajmy, że się znamy, rozumiemy i mieszkamy na tym samym świecie, że mówimy tym samym językiem."


Ale wiecie co? Udało się tego uniknąć - jeśli nie całkowicie to w bardzo dużym stopniu. Bo całkowicie się nigdy nie da.


#szkola #wspomnienia #wyznaniezdupy

@Michumi ciekawa refleksja, bardzo dobrze napisane. Proza życia chciałoby się powiedzieć :D. Ja kurde nie miałem okazji na żaden zjazd klasowy, nie używam FB a być może ktoś coś kiedyś organizował. Nigdy nie byłem jakoś specjalnie związany z ludźmi ze szkoły (tzn z tymi z którymi byłem mam kontakt do dzisiaj), ale jestem ciekaw co u paru gości z Technikum - tylko z jednym miałem w miarę kontakt i wiem co robi, bo kupowałem u niego części do fur. Zawsze robił dobre rabaty, a ja mu podsuwałem znajomych klientów. W szkole nie był jakoś specjalnie zajawiony na motoryzację, za to jego ojciec był. I chyba sobie nieźle radzi. Jednego spotkałem chwilę po szkole i się okazało że poszedł na zawodowego żołnierza - nikt inny by tak tam nie pasował, to był łysy koksik-entuzjasta

Jeszcze jak miałem FB to widziałem że jeden spoko typ się ożenił z laską którą poznał w naszej szkole. A reszta to nie mam pojęcia.

@Michumi byłem na jednym takim i określenie

festiwal spierdolenia i opiewania sukcesów, tym bardziej, żeśmy dorastali w malutkim mieście.

idealnie oddaje to co się działo, mieli kija w d⁎⁎ie te lata temu i nic się nie zmieniło. Pewni ludzie się nie zmieniają. Dla nich jak ktoś coś osiągnął lepszego od nich to trzeba mu do⁎⁎⁎⁎⁎olić i zniszczyć. Mignęło mi jakiś czas temu, że robili kolejne takie spotkanie, oczywiście nikt mnie nie zaprosił, ale i tak bym nie poszedł. Jedną osobę z którą mam kontakt w miarę bieżący też nie zaprosili. Musiałbym celowo przyjeżdżać, aby słuchać pierdolenia o niczym to szkoda czasu i nerwów. Niech się kiszą we własnym sosie. Ja postawiałem grubą kreskę na czasach szkolnych.

Przypomnialws mi jak ludzie z mojej klasy licealnej zorganizowali sobie zjazd ale zapomnieli mnie poinformowac ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

@Marshalist Ciekawe czy nauczyciele też mają zakaz używania telefonów w szkole.

Moim zdaniem nie tędy droga. Telefony powinny być wprowadzone jako narzędzie dydaktyczne. Jesteś nauczycielem, omawiasz jakieś zagadnienie i mówisz uczniom " a teraz znajdźcie mi informacje o tym i o tym". I niech szukają. Tylko że poza tymi momentami istotnie telefony powinny grzecznie leżeć na rogu ławki ekranem do dołu i służyć tylko w momentach gdy nauczyciel wyda takie polecenie.

Zaloguj się aby komentować

. #hydepark #gownowpis #szkola #szkolapodstawowa #lata90 #hejto40plus #hejto50plus


Pamiętacie "sklepiki" w szkołach podstawowych na początku lat 90?

deafone userbar

Zaloguj się aby komentować

W kontynuacji, załączonego postu, jesteśmy po procesie diagnozy w kierunku spektrum #autyzm , na sugestie szkoły - TL:DR, syn ma zespół nadpobudliwości psychoruchowej ( #adhd ).


Dla bardziej zainteresowanych, ponieważ po drodze dużo się działo, dalsza część postu, w tematyce #rodzicielstwo #dzieci #szkola . Jest długi, ale może komuś naświetli sytuacje, albo zbuduje jakąś ciekawą dyskusję, dla starszych, dzietnych użytkowników portalu, a wiem, że jest nas tutaj wielu.


Noc po wywiadówce była "ciężka", w szczególności dla żony, ja jakoś spuściłem parę postem, ale mam tak, że pierw działam co mogę, potem analizuję plan B. I tak też się stało, rano przejrzałem poradnie w okolicy, sprawdziłem opinie, pyk, jest. Diagnoza ma się składać z rozmowy z nami, potem z dzieckiem, potem diagnoza. Pierw psycholog, potem ewentualnie psychiatra, bo to on może wystawić diagnozę. Termin za tydzień, super, 350zł bo prywatnie, mniej super, ale to dziecko, chcę mu pomóc. Rozmowa z synem, że pójdziemy do trenera, bo się nie skupia na lekcjach i on z nim porozmawia i mu pomoże. Działamy, daję znać wychowawczyni, że chcę opinię na przyszły tydzień, bo mamy wizytę odnośnie Jasia. Luzik, a tak mi się wydawało...


Dostaję odpowiedź, że super, jakim cudem tak szybko, że ona przygotuję, a do jakiego specjalisty. Hmm, żółta lampka ostrzegawcza, znaczy możesz jechać dalej - na spotkaniu, wychowawczyni podała namiary na dwóch Psychiatrów, od Pani wicedyrektor. Ale luzik, tłumaczę jej, że to rozmowa z psychologiem, zaczynam proces diagnozy, chcemy to zrobić jak należy - tutaj dostaliśmy też sugestię od chrzestnej syna, która ma dziecko w spektrum autyzmu, takim mocnym. Dostaję odpowiedź, że Pani Wicedyrektor chcę się z nami skontaktować. Czerwona lampka, znaczy stop. Zgłupiałem. Odpisałem, a w jakim celu, bo robi się dziwnie. Odpowiedź, że chodzi o dobro dziecka, że nie muszę. Okej. Nabrałem postawy oportunistycznej, ale że świetnie się z żoną w sytuacjach awaryjnych uzupełniamy, to powiedziała, że ona to ogarnie w poniedziałek, bo już nabrała siły po kolejnej nocy, do walki o syna.


W międzyczasie, do przedszkola pilne wezwanie odnośnie drugiego syna (5lat), odnośnie tajemniczego incydentu - zwolnienie, wyrzucenie dziecka, policja, kuratorium, udawanie serialu netflixa dla dorosłych, no grubo. Tego wolałbym nie opisywać, dla dobra sprawy, temat zamknięty. Aczkolwiek na spotkaniu z rodzicami, okazało się, że wiele dzieci już z różnych powodów (poza jednym, które ewidentnie powinno) było u psychologa, dużo pomaga. Dało nam to kopa, do działania. Na podwórku rozmowa, z sąsiadką, której wnuczek był niezłym gagatkiem - był u psychologa, dziecko naprawdę się zmieniło - dalej broi, ale nie tak, a powody miało, sam bym się wkurzył na jego miejscu. Zafundowałem sobie spacer do domu piechotą (8km), na rozmyślanie - wynik, chyba połowa dzieci w szkole ma autyzm, bo zarzuty, które sformułowano do syna, jak zapominanie ubrań, czy nie słuchanie na lekcji, albo najlepsze, że w świetlicy, gdzie 50 dzieci drze japę, on siedzi i czyta, tyczą się większości tych dzieciaków, które na co dzień obserwuję.


Kolejny etap, rozmowa z wicedyrektor - żona grzecznie słucha, próbuje rozmawiać, ale w pewnym momencie się wyłącza i przytakuje - po co do psychologa, naciągną was na pieniądze, tylko papier od psychiatry się liczy, że ona musi mieć diagnozę do 15 czerwca, bo inaczej wójt nie da kasy, na 2 lata nauczyciela wspomagającego. WTF. Gdzie tu dobro dziecka. Jak dla mnie, postawiona diagnoza. No zgłupiałem. Ale luz. W międzyczasie inna nauczycielka od kompetencji społecznych (bo akurat na takie zajęcia był skierowane, ale luz, wiedzieliśmy, że nie jest imprezowym dzieciakiem), podsyła info, o darmowych badaniach psychologicznych. Żona dzwoni, spoko, luzik termin na pojutrze, jeszcze przed tym drugim badaniem, dobra bierzemy, co dwie opinie to nie jedna, co nie?


Opinia numer 1: Pani z darmowej konsultacji, psycholog, pierw porozmawiała z żoną, akurat ja dostarczyłem syna. Wzięła go na 15 minut sam na sam w osobnej sali, diagnoza - a niech oni się od dzieciaka odczepią. Nie widzi w nim nic niepokojącego. Objawy, z opinii, są częściowo normalne dla jego wieku, jego otoczenia, nawet jej 14 letni syn czasem takie ma. Możemy podrążyć bardziej, ale ona nie widzi sensu. No okej...


Opinia numer 2: Stwierdziliśmy, że zbierzemy dwie opinie, ok płatne, damy radę. Długa, 1,5h rozmowa z Panią psycholog, opowieści o dziecku, przeplatane pytaniami, fajne wygodne fotele, miła pani, taka do przytulenia, luzik. Na koniec mówi, że jej to na autyzm nie pasuje, z tych pytań co zadała w trakcie, prędzej kierowała by się w kierunku ADHD. Sugerowała by kolejne spotkanie już synem, gdzie ona przeprowadzi obserwacje i chciała by mu zrobić test na inteligencję. No ok, nie ma problemu, koszt 500zł, przeżyjemy. Syn bez problemu spędził z Panią ponad godzinę, ona przeprowadziła obserwację, IQ ponad normę 117, ale rzeczywiście z testów przesiewowych, sugestia w kierunku ADHD.


Zostaje rozmowa z psychiatrą, czyli szansa na ostateczną diagnozę, kolejne 500zł (dopiero teraz sobie uświadomiłem, że mam je w pakiecie ubezpieczenia, ehh). Wizytę udało się też szybko umówić, jak widać diagnozę zamknęliśmy w miesiąc, a nie jak szkoła sugerowała, ale wiadomo, że włożyliśmy w to dużo czasu i pieniędzy. W diagnozie jasno i wyraźnie napisane "wykluczono rozpoznanie zaburzeń ze spektrum autyzmu". Sugestia, dawać Omega3, różne ćwiczenia, pomagać się mu organizować, nic ciężkiego, na pewno nic farmakologicznie.


W sumie okazało się, że jednak znamy nasze dziecko, nie poszło na marne dobre 6 lat gadania z nim o różnych sprawach, co nawet idzie w parze z testem IQ - wrodzona i nabyta, są zbliżone. Trzeba teraz skan puścić do szkoły. Jeszcze zastanawiam się co napisać w wiadomości i czy to koniec tej przygody...


Mam nadzieję, że nie zanudziłem, a może komuś pomogę, dunno. Pora otworzyć browara - drugie piwo w tym roku, szaleństwo.


Poprzedni, krótki wpis.

https://www.hejto.pl/wpis/dzisiaj-wywiadowka-w-szkole-u-mojego-syna-i-dostalismy-powiadomienie-ze-mamy-zos

@zomers - historia z mojego otoczenia.

Dzieciak 11 lat, można powiedzieć, że klasowy klaun, dusza towarzystwa, zero problemów z nauką.

Nowa wychowawczyni wzywa rodziców po 2 miesiącach od rozpoczęcia roku i robi aferę, że chłopak zaburza tok nauczania innych dzieci i jak tak dalej pójdzie to zostanie zawieszony i że koniecznie trzeba wysłać go do psychologa po diagnozę bo na pewno ma ADHD czy inne chuje-muje.

Rodzice w szoku bo dziecko nigdy nie sprawiało szkolnych problemów i stara wychowawczyni się nad dzieciakiem rozpływała.

Rodzice poszli z dzieckiem do jednego psycholog - wszystko w normie, do tego wysokie umiejętności społeczne.

Poszli do drugiego - wszystko ok, dziecko inteligentne i empatyczne.

Dzieciak nienawidzi nowej wychowawczyni - obniża wyniki w nauce i wycofuje się.

Zarządzaniem losu w nowym roku szkolnym klasę przejmuje facet wychowawca.

Dziecka odżywa, zaczyna znowu się dobrze uczyć.

Po jednej wywiadówce rodzice się zgadują i okazuje się, że wychowawczyni gnębiła chłopaków a dziewczynom wybaczała wszystko i za wszystko je chwaliła.

A morał tej opowieści musisz drogi czytelniku wymyślić sobie sam.

@zomers Jedno nie daje mi spokoju bo u mojego syna też mamy podejrzenie narazie na podstawie własnych obserwacji jakiegoś spektrum autyzmu. Skąd nagle ten wysyp dzieciaków z którymi cos jest "nie tak". Jestem z pokolenia 80' i jak sięgam pamiecią wstecz nigdy nie było u nas czy w przedszkolu czy szkole kogoś kto był zdiagnozowany, że posiada autyzm. Nagle tak nauka wskoczyla na wyższy lvl, że hello odkryliśmy ameryke i autyzm jest wśród nas czy to po prostu świat już do końca zwariował i coś co kiedyś uznawano za norme jest teraz diagnozowane jako nie do końca prawidłowe zachowanie.

Czyli dyrektorce chodzi tylko o to żeby dostała subwencję na dziecko z orzeczeniem. Dlatego nalegała na szybko i u "przedszkolnego" psychiatry.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować