@hatti-vatti Wstyd to kraść! Powiem Ci, że jak masz za dużo ciałka to nie ma c⁎⁎ja będziesz się stresować i czuć niekomfortowo za pierwszym razem. To normalne. Wytrzymaj to, a kilka dni później będziesz się z tego śmiać.
Nie znam Cię ale jestem z Ciebie dumny! Daj znać jak było.
Jak ktoś ma mały nadgarstek albo szuka pomysłu na zegarek dla dziecka, to polecam:
Casio F-91W – klasyczny "Bin Laden", najtańszy z najlepszych, legenda horologii, znany i szanowany od 1989 roku. Wciąż sprzedawany w kilku milionach sztuk rocznie.
Casio LA-20WH – najmniejszy w zestawieniu, z kopertą przypominającą G-Shocka
Casio W-59 – czyli ten na zdjęciu, który wybrałem. Prawie taki sam jak F-91W, ale minimalnie mniejszy, z ulepszoną wodoszczelnością (50 m, czyli można pływać) i nieco lepszym paskiem
Wszystkie są dostępne za ok. 70 - 130 złotych i zrobią robotę. Każdy może je też bez wstydu nosić i nawet posiadacze Roleksów złego słowa nie powiedzą, bo tanie Casio są za⁎⁎⁎⁎ste
Jako że odliczam ostatnie dni do urlopu, który tym razem niestety spędzę nad polskim morzem (niestety bo zimno), to powspominałam sobie swoje poprzednie wyjazdy, jeden szczególnie zapadł mi w pamięć 😅
Pisałam jakiś czas temu o starej pracy na miotle, że polecieli w c⁎⁎ja z kasą. Właśnie wtedy wydarzył się tamten urlopik, który jeszcze przed zamieszaniem z kasą miał być na totalnego biedaka, a wyszedł jeszcze bardziej xD
Był to też mój pierwszy 'dorosły' wyjazd nad morze, po wielu latach, więc mimo skromnych planów, byłam mega podjarana.
Podróż
To były jeszcze czasy, że booking.com nie istniał, albo nie miałam o nim pojęcia, więc w poszukiwaniu noclegu trzeba było przekopywać się po różnych stronach, na których ogłaszały się różne noclegownie. Potem trzeba było dzwonić wszędzie po kolei i pytać o wolne miejsca, przy okazji korygując często ceny bo 'uuuups zapomniało nam się zmienić', oczywiście cena zawsze szła w górę 😛
Problemem było też to, że załatwiałam te wakacje na tydzień przed wyjazdem, więc większość ośrodków była już pełna.
Ale udało się, znalazłam pole campingowe w pobliżu Mielna, gdzie wynajęłam przyczepkę dwuosobową dla siebie i swojej lepszej połówki. Wtedy nie mieliśmy jeszcze aut a nawet prawka, więc trzeba było jeszcze kupić bilety na pociung, gdzie udało się zarezerwować 2x brak gwarancji miejsca normalny.
Ogółem lubię jeździć pociągami, ale wtedy to był koszmar, spocony wagon, bez klimatyzacji, wypchany do granic możliwości grażynami, płaczącymi dziećmi i sebkami z muzyką z głośników. Ale jedziemy na wakajki jeeeeej!
Niestety pociągi do dziś mają tendencję do omijania mniejszych nadmorskich miejscowości, więc po wyjściu z pociągu, waląc jak menele, musieliśmy jeszcze złapać jakiś lokalny bus, który też zbyt blisko naszego campingu nie stawał xd
Camping
To był mój pierwszy raz na campingu 😅 oczywiście nie spodziewałam się hotelu***, szczególnie że kosztowało mnie to chyba 20 zeta za noc, no ale właściciele mogli się bardziej postarać xD teren w większości pokrywała trawa niemal do kolan, jedynie wydeptane ścieżki i miejsca pod namioty stały na płasko. Na cały camping były 2 kible i 2 prysznice, wszystko koedukacyjne, przed ciekawskimi spojrzeniami chroniły jedynie parawany. Fug spod grzyba nie sposób było dostrzec, mało kto używał po sobie mopa po załatwieniu czynności, więc szansa na utratę zębów była niezerowa. Kolejki do tego przybytku były najgorsze. Teren może i nie był zbyt duży, ale czasem już z irytacji oczekiwaniem olewałam to mycie, bo przecież mogę się wykąpać w morzu hehe.
Sama przyczepa to było zderzenie ze wczesnym PRLem, ale z całym inwentarzem minionego czasu i przerobionych lokatorów. W środku była stara kuchenka gazowa na butlę, parę dziurawych garnków i patelnia, która uratowała nam wyjazd. No i mały stolik z ławeczkami po obu stronach.
Łóżko niewygodne i ciasne, całą noc się tutlałam z jednej sprężyny na drugą, ale na wakacjach nie chodzi o to aby się wyspać, nie???
Jak na dwuosobówkę to w sumie nawet mi samej byłoby ciasno.
Robaki 🫣 były wszędzie, wieszaliśmy chleb na uchwytach szafek bo strach było na stole zostawić. Zakładam że miały w przyczepie jakieś siedlisko, bo nie wydaje mi się, że tyle ich z zewnątrz wchodziło. Ale nie ważne, wakacje, bawimy sieeee.
Mielno
Nie byłam tam wcześniej, a nadmorskie miejscowości, które poznałam za dziecka zapamiętałam jako urocze.
Mielno niestety nie spełniło moich oczekiwań co do polskiego morza.
Ale panie, kto to wiedzioł, nie czytalimy, zapłacili, tera trzeba udawać, że jest za⁎⁎⁎⁎ście 😍
Zacznę od tego, że na mapie nasz camping wcale nie wydawał się tak daleko. Ale kiedy wypełniliśmy plecaki kocami i trunkami i udaliśmy się w dziewiczą podróż na plażę, okazało się że droga ciągnie się w nieskończoność, a jeszcze trzeba wrócić. I tak dzień w dzień.
Były jakieś autobusy, ale nie dość że według rozkładu jeździły bardzo rzadko (2x dzienne?) to tak na prawdę nie jeździły wcale, chyba że akurat byliśmy już w połowie trasy z autobuta to potrafił nas minąć radosny autobus. Rozkład? Jaki rozkład? Tak na prawdę jedyny autobus, który nie zawiódł przez cały wyjazd był ten, którym przyjechaliśmy z Koszalina. Co niestety później miało swoje smutne konsekwencje.
Niezawodny but zaprowadził nas w końcu do Mielna 👀 a na miejscu, festiwal spierdolenia. Zewsząd dochodzące umcyk umcyk, drące mordę seby, wkurwione karki, wszędzie syf kiła i mogiła. My ubrani na metali, wtedy jeszcze za sam wygląd szło dostać wpierdol, nie było ulic pełnych alternatywek, do których na dziś dzień wszyscy są przyzwyczajeni, więc cichaczem przemknęliśmy przez to miasto potencjalnej śmierci i... w końcu! Szum fal, ptaków darcie japy I ten charakterystyczny zapach gnijącego glona 😍
Ale, jak już mym oczom ukazała się plaża, byłam rozczarowana, nie wiem już który raz na tym wyjeździe. Piasek nie był biały, ani nawet żółty, taki w kolorze sraki z powtykanymi gdzieniegdzie flaszkami i chusteczkami nawilżanymi. Zaraz obok konkurujące ze sobą biczbary, który zrobi największy hałas. Plaża żałośnie wąska. Stężenie ludzi na metr kwadratowy gorsze niż w lidlu na promocji karpia. Wszędzie patologia, krzyk i nieprzyjazne mordy.
Ja słyszałam w późniejszym czasie, że Mielno to taka letnia imprezownia i na spokój nie ma tam co liczyć, na tamten moment podpisałbym się pod tym wszystkimi ręcyma, ciekawe jak tam jest teraz? Od tamtego czasu moja noga tam nie postała i z lepszą połówką do dziś nie szczędzimy wrednych komentarzy na to miejsce xD
Ale uj, bawiiiimy sieeee.
Trzeba było odejść kawałek od głównych wejść, aby znaleźć w miarę spokojne miejsce na rozbicie kocyka. Morze też mnie nie zachwyciło, nie było przejrzyste a temperatura w nim wykręcała mi kości, ale c⁎⁎j, zapłacone, trzeba korzystać. Niestety nie tylko tenperatura wody była niska. Przez cały, calutki wyjazd piździło jak cholera. Wiatr był taki, że urywał głowę. A w tym czasie we wrocku 30 stopni, trzeba było zostać w domu xD
Jedzonko
Jak już wspominałam, nasz budżet był niewiele wyższy niż dniówka chińczyka w fabryce azbestu.
Ale hej, są wakacje, trzeba zaszaleć, rybka i frytasy z suruwą nęcily zapaszkami.
Wybraliśmy się do niewyglądającejnadrogą knajpy z fiszem. Menu nie wyglądało przyjaźnie dla naszego portfela, ale była szansa po tym wyżyć. Niestety kiedy doszło co do czego, to na nasze szczęście zostaliśmy poinformowani jeszcze przed zamówieniem (tak, byliśmy debilami), że podane ceny są za 100g i tak na prawdę nie stać na na zeżarcie tej cholernej ryby xD
Skończyło się na wizycie w jakiejś lipnej pitcerii, margerita i sos czosnkowy, na bogato.
I było to nasze pierwsze i ostatnie jedzenie wychodne. Poza tym gotowaliśmy sobie na tej starej kuchence i pordzewiałych naczyniach, ale bardzo szybko nasze posiłki stawały się coraz bardziej biedne xD wspominałam wcześniej o tym, że patelnia uratowała nam wyjazd. A to dlatego, bo mieliśmy coraz mniejsze pole do popisu w okolicznej biedronce I w końcu zaczęliśmy się żywić jedynie tostami z serkiem topionym xD ale paaanie, co to były za tosty, pryma sort. Usmażone na patelni, z tym serkiem na którego myśl się teraz wzdrygam, bo podgrzany przyklejał się do podniebienia jak po⁎⁎⁎⁎ny.
Rozrywki
Oczywiście mogliśmy zapomnieć o czymkolwiek za co się płaci, więc uskutecznialiśmy spacery po plaży na przemian z leżeniem plackiem.
Czas umilało nam zioło, którego wtedy paliliśmy sporo (pewnie dlatego nie mieliśmy kasy hahaha). Ale fajnie było na plaży w nocy wypalić gibona i patrzeć w czerń. Miałam wtedy wrażenie, że zaraz przyjdzie wielka fala i mnie wciągnie do morza xDD
A co do zjaranych historii, to po nocach bałam się chodzić do kibla campingowego xD trzeba było przejść cały teren a wokół było ciemno jak cholera i z każdej strony dochodziły dźwięki grasujących zwierząt. Raz, kiedy nie wytrzymałam i zdecydowałam się ruszyć, to na powrocie zaczęło za mną biec jakieś zwierzę, tak było, nie zmyślam 😂 do przyczepy nie wbiegłam tylko wpadłam na pełnej k⁎⁎⁎ie razem z drzwiami xD
I tak to się żyło na tych wakajkach. Oczywiście minęły szybko i już trzeba było myśleć o powrocie na miotłę.
Powrót
Mówiłam że autobusy miały rozkład co najwyżej w d⁎⁎ie? A z buta na dworzec koszaliński nie było szans. Stało się co stać się musiało, gruz nie przyjechał, a czas do odjazdu pociągu zszedł na minus. Dojechaliśmy w końcu do Koszalina jakimś busem, który zatrzymał się na naszym przystanku, choć nawet nie było go na rozkładzie. Potem czekało nas kolejne kilka godzin czekania na następny pociąg, w którym oczywiście trzeba było ogarnąć bilety, na szczęście konduktor był łaskawy i częściowo uznał nasz stary bilet, dzięki czemu dopłata mieściła się w naszym awaryjnym budżecie.
Moje kolejne wyjazdy nad polskie morze nie były już tak ekscytujące, choć dwa z nich z powodu towarzyszy wyprawy stały się niezapomniane, ale to zbyt świeży temat aby o nich opowiadać xD
Tym razem też pewnie będzie zabawnie (a tak na prawdę to nie) z powodu potencjalnego towarzystwa 🤡
Od lat zawsze jak jadę nad morze, to w pierwszy dzień jem rybę z frytami na pamiątkę tej jednej, pamiętnej, której zjeść nie było mi dane xD
Tak więc już w najbliższy poniedziałek rybka wjedzie na bogato, a wy spodziewajcie się pogorszenia pogody nad morzem, bo zawsze przypadkiem pakuję do plecaka zimno i deszcz 😛
#wakacje #urlop #wspomnienia #mielno
Dla uwiarygodnienia tej pięknej przygody załączam fotki z jednego z wejść na plażę i swoje zza przyczepowej kuchenki xD
W nawiązaniu do tego wpisu autorstwa @ZohanTSW przypomniała mi się pewna anegdotka mostowa.
Niemcy zamówili most stalowy dla Wrocławia z fabryki mieszczącej się w Zielonej Górze.
Dystans jakieś 140km w linii prostej, niecałe 200 drogami.
Rosjanie po "wyzwoleniu" uznali, że to bardzo ładny most - będzie trofiejny.
Targali go aż do Narwi, gdzie (na chwilę) wytrzeźwieli i wyp... porzucili go przy przekraczaniu rzeki.
Podobno większość tej konstrukcji to most stojący w Tykocinie woj. podlaskim.
Tykocin 455km od Wrocławia w linii prostej, jakieś 520 drogami.
Obecne problemy ratusza wro: Miasto mi siem dumsi, most womskim gardziołkiem ale pan komserwator nie pozwolił pogrumbić.
Babcia mówiła, żebyś nie wracał po zmroku. Nie posłuchałeś się. No to teraz jakiś kot ma dwa ogony, z rzeki patrzy na Ciebie coś podejrzanego, a lokalny mnich twierdzi, że "taki mamy klimat".
Stowarzyszenie Łowców Yokai to lekkie RPG osadzone w Japonii ery Meiji, gdzie zamiast walczyć z kolejnym smokiem, tropisz stworzenia z japońskich legend. Kappa, Oni, Nekomata i cała reszta tylko czekają, aż ktoś zajrzy tam, gdzie nie powinien.
Jak ktoś mówi "to tylko stara świątynia"... to nigdy nie jest tylko stara świątynia.
Natalia z działu zapisała się na kurs hiszpańskiego.
Koszt: 520 zł miesięcznie.
Pytam:
- Po co ci hiszpański?
- Chcę podróżować i rozmawiać z ludźmi.
Czyli najpierw płaci za naukę języka, a potem będzie płaciła za bilety, hotele i restauracje, żeby móc go używać.
Klasyczna pułapka kosztów komplementarnych.
Powiedziałem jej, że przez całe życie podróżowałem bez znajomości języków. Wystarczy mówić wolniej po polsku, wskazywać palcem i zachowywać pewność siebie. Byłem na trzech firmowych wyjazdach zagranicznych:
W Czechach działało.
Na Węgrzech też.
W Niemczech zostałem wprawdzie wyproszony z restauracji, ale do dziś uważam, że to była kwestia różnic kulturowych, a nie mojego zachowania.
Natalia powiedziała, że chce rozwijać się dla przyjemności.
Dla przyjemności można przeczytać raport kwartalny spółki energetycznej. Jest napięcie, są zwroty akcji, czasami ktoś znika z zarządu.
Hank Green służący jako lektor ej aja 4/10. Słusznie ludzie na niego za to plują. Bądź kurła jutuberem, ciężka praca, oszczędzaj czas z AI tak bardzo i tak nieuważnie, że czytasz część odpowiedzi bota.
Natchnion rozmową z rekruternią i wpisami @WujekAlien opiszę sytuację na rynku.
Firmy rzadko się odzywają, to jasne.
Odezwała się jednak taka rekruternia (duża), co szuka dokładnie mnie. W 90-95% pasuję, robiłem to już i to nawet w tych programach co firma używa. Jedyny minus to dojazd - 15 km w jedną stronę i na mus stacjonarka, ale jestem w d⁎⁎ie i wziąłbym.
Poznałem jednak widełki dla inżyniera elektronika R&D: projektowanie hw, programowanie fw, debugowanie hw i fw, symulacje hw, dokumentacja. Wynoszą... 8-11 tys. brutto!
edyta dla punktu odniesienia:
7500 netto wynegocjowałem u janusza jakieś cztery lata temu i to bez proszenia specjalnie. Na produkcji u niego jest teraz >8k do łapy.
Pod kątem programowania te 11k brutto to taki junioro mid... Chyba że to ma być soft który po prostu sprawdzi czy wszystko działa. Bo jak nie, a tu masz jeszcze hw... No współczuję, choć rozumiem decyzję
August-Kalvill dr Fritz Baum, Kalville dr Fritz Baum
Pochodzenie
Odmiana została wyhodowana przez znanego hodowcę owoców Diedricha Uhlhorna ml. (Grevenbroich, 1843–1915), jednego z najbardziej kreatywnych prywatnych hodowców w drugiej połowie XIX wieku, rzekomo z nasion odmiany Fraas’ Sommerkalvill. Odmiana została rozpowszechniona pod nazwami „Uhlhorns Augustkalvill” i „August-Kalvill” przez dr. Fritza Bauma i trafiła również do różnych pomologów w kraju i za granicą, którzy sadzili ją w celach testowych i częściowo opublikowali w swoich katalogach odmian, m.in. w Austrii („Nach der Arbeit”, tabela odmian nr 74) oraz w ówczesnej Czechosłowacji (Vanek 1947). Niemniej jednak odmiana ta nigdy nie zyskała większego znaczenia uprawowego w skali ponadregionalnej.
W Nadrenii odmiana Uhlhorns Augustkalvill zyskała pewną popularność lokalnie jako odmiana przeznaczona do uprawy przydomowej i w ogrodach działkowych, a sporadycznie nawet w uprawie komercyjnej. Ponieważ odmiana ta nie była dawniej zalecana do uprawy na wysokopiennych drzewach, lecz przede wszystkim do mniejszych form drzewiastych, które osiągają krótszy wiek, obecnie trudno ją znaleźć w sadach tradycyjnych, nawet w Nadrenii. Również szkółki drzew owocowych rzadko oferują obecnie odmianę Uhlhorns Augustkalvill. Pędy są nadal dostępne w szkółce macierzystej w Bonn, prowadzonej przez firmę Obst-Reiser-GmbH Wachtberg.
Owoc średniej wielkości do dużego, o zaokrąglonym kształcie stożkowym, miejscami nieco wyniosły, nieregularny, kanciasty; krawędzie o różnym nasileniu i nieregularnym rozmieszczeniu biegną od okolicy kielicha wzdłuż owocu. Zagłębienie kielicha od średnio szerokiego do wąskiego, od średnio głębokiego do głębokiego, boki strome lub średnio strome, przeważnie wyraźnie pomarszczone, bez rdzeni, otoczone mniej lub bardziej wyraźnymi guzkami / krawędziami. Dzbanek średniej wielkości (do dużego), zamknięty do półotwartego, płatki dzbanka stosunkowo długie, wąskie, na zewnątrz zawinięte, wełniste. Komora nasienna stosunkowo duża, ścianki komory nasiennej wyraźnie pęknięte, w kształcie uszu (do kształtu plecaka); wnęka osiowa zmienna, od niewielkiej do szeroko otwartej. Owoce odmiany „
Podstawowy kolor na drzewie zielonkawo-żółty, w fazie dojrzałości owocu żółty, w pełni dojrzały (po przechowywaniu) intensywnie (ciemno-)żółty. Kolor wierzchniej powłoki często całkowicie nieobecny.
Miąższ żółtawo-biały, o średnio drobnej strukturze komórkowej, o średniej zawartości soku, początkowo średnio jędrny, wkrótce mięknie i staje się nieco kruchy, bez wyraźnego aromatu.
Cox’ Orangenrenette, Croncels, Geheimrat Dr. Oldenburg, Goldparmäne
Odporność na szkodniki oraz choroby:
Parch jabłoni:niska podatnosc
Mączniak prawdziwy-niska podatność
Zaraza ogniowa-:średnia podatnosc
Rak drzew owocowych-: niska podatnosc
Owocówka jabłoniowa-
: wysoka podatnosc
Przechowywanie:
Owoce należy zużyć do października, ponieważ po tym czasie stają się mączne.
Dojrzałość :
Dojrzałość zbiorcza:Zbiór trwa od sierpnia do września; zaleca się kilkukrotne zbieranie owoców.
Okres dojrzewania: środek sierpnia początek września
Dojrzałość konsumpcyjna:środek sierpnia początek września
Odporność na mróz:
do -40°C (do strefy klimatycznej 5b) najprawdopodobniej
Przeznaczenie:
Odmiana typowo deserowa słaba kuchenna
Korona:
Drzewo odmiany Uhlhorn Augustkalvill w młodości rośnie bujnie, tworząc stromo wyprostowane gałęzie główne. Jednak wraz z nadejściem okresu owocowania wzrost wkrótce słabnie, a odmiana ta tworzy jedynie średniej wielkości korony. Kwitnienie wiosną następuje wcześnie, jeszcze przed odmianami Boskoop i Gravensteiner. Wydaje się, że odmiana ta jest odporna na czynniki atmosferyczne. Liście są stosunkowo duże, ciemnozielone i nieco podłużne. Plonowanie rozpoczyna się wcześnie, a plony są obfite i regularne. W literaturze odmiana ta była niegdyś polecana przede wszystkim jako drzewka o niewielkich rozmiarach (krzewiaste, sznurkowe) do ogrodów przydomowych i działkowych, dlatego obecnie rzadko spotyka się ją na sadach owocowych.