Trafiłam na nią przypadkiem i nie żałuję ani minuty na nią poświęconej. Książka opisuje na podstawie doniesień prasowych i wielu rozmów z uciekinierami z Chin, sytuację Ujgurow do roku 2021, ale ci najważniejsze - pokazuje też procesy jak Chiny błyskawicznie przeistoczyły prowincję Sinciang w twor jak z Orwella. I to prawdziwego Orwella, a nie tego prawicowego xd
Kamery na każdym rogu? To za mało, wsadzamy kamerę do każdego salonu! Rozpoznawanie twarzy z nagrań? Od teraz jednostki policyjne mają okulary z kamerami, które umożliwiają natychmiast rozpoznanie, kim jest dana osoba. Uczenie dzieci, że partia jest najważniejsza? To za mało, zamknijmy też dorosłych w łagrach, a przy okazji sprzedajmy ich niewolniczą pracę dalej (Amazon, nike, volkswagen i inne lubią to).
Naprawdę warto przeczytać, jak przerażająca i bezduszna jest polityka Chin wobec "terrorystów" - w czasie pisania książki byli już na etapie myslozbrodni, pytanie jak jest dzisiaj...
@kiri w 2016 w sinciangu było już "dziwnie", przy czym to się koncentrowało w obszarze kotliny Kaszgarskiej. Kontrole bezpieczeństwa na drogach, ale jak się uparłem, to do Kaszgaru wjechałem i wyjechałem bez kontroli, używając bocznych dróg.
@kiri pozytywnie, tak bym to określił. Przyrodniczo bajka w Tienszanie. Jedzenie na duży plus, nie wiem ile wciągnąłem lagmanów, ale dużo.
Kiedyś pisałem bloga, ale większość informacji będzie już nieaktualna. Z roku na rok było coraz ciężej podróżować na własną rękę po Sinciangu. Podróże z chińskim przewodnikiem, który cię pilnuje, to nie dla mnie.
W dawnych czasach było popularne forum/strona caravanistan, gdzie ludzie dzielili się informacjami gdzie da się przejechać, a gdzie niezbyt. Nie wiem czy w epoce facebooka jeszcze działa.
W północnych Włoszech, mimo zakazów, wciąż powszechnie jada się chronione gatunki. Zapotrzebowanie jest tak duże, że miejscowi kłusownicy w poszukiwaniu ofiar potrafią nawet wyjechać do Polski.
Tytuł: Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: sprzątanie po zgonach
Autor: Małgorzata Węglarz, Mateusz Węgorowski
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Pascal
Format: książka papierowa
ISBN: 9788383173511
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10
Licznik #dwanascieksiazek : 6/12
Na książkę natrafiłem dzięki koleżance @Wrzoo i jej recenzji.
Recenzowana pozycja pod nożnym tytułem kryje w sobie reportaż wraz z kilkoma wywiadami opowiadający o pracy ludzi zawodowo zajmujących się sprzątaniem po zgonach w naszym kraju. Nie takich zwykłych, "nudnych" zgonach ale takich pozostawiających dużo śladów po sobie - samobójstwa, morderstwa czy długo rozkładające się ciała w mieszkaniach. Albowiem zabranie zwłok przez zakład pogrzebowy nie kończy tematu, a potencjalnych problemów jest mnóstwo. Opowiedziane jest nie tylko samo sprzątanie, ale także cała jego otoczka, także pod kątem formalno-prawnym. Można sporo się dowiedzieć w temacie, nawet jeśli trochę się interesowało tematem. Przy lekturze mierzi jak zwykle nieprzygotowanie i brak organizacji instytucji państwowych w temacie.
Książkę czyta się rewelacyjnie - jest napisana lekkim językiem, ciekawie, wciąga. Połknąłem ją w niecałe 8 godzin, robiąc po drodze wiele przerw. Nie zabrakło także części ilustracyjnej dla chętnych.
To, co jest zdecydowanie na minus, to sztuczne "napompowanie" książki przez wydawcę. Duża czcionka, a przede wszystkim co kilka-kilkanaście stron wciśnięta prawie pusta strona z jednym cytatem. Uprzykrzało to czytanie. Spokojnie można było zaoszczędzić kilkadziesiąt stron, ale wtedy też trudniej byłoby wydawcy uzasadnić sugerowaną cenę detaliczną (50 zł).
Reportaż w formie książkowej o najsłynniejszej katastrofie w dziejach energetyki jądrowej, której nikomu przedstawiać nie trzeba. Opisuje wszystko, począwszy od początków energetyki jądrowej w ZSRR a skończywszy na aktualnej w chwili wydania (2019 rok) sytuacji w temacie.
Książka napisana świetnym językiem, bardzo dobrze się czyta, ale też bogata w szczegóły, nie przelatuje pobieżnie po tematach tylko stara się w nie zagłębiać. Widać w niej gargantuiczną pracę włożoną przez autora w pracę. Niestety skala problematyki jest tak ogromna, że miejscami czuć spory niedosyt i chciałoby się więcej, a te 500 stron wydaje się wciąż małą objętością.
Sama pozycja jest bardzo ładnie wydana. Twarda, klimatyczna okładka, wkładki zdjęciowe plus to co lubię najbardziej - mapy, plany i schematy. Świetnie pozwala się to wczuć w sytuację oraz zlokalizować poszczególne wydarzenia względem siebie. Mały minus dla mnie to wszystkie przypisy skomasowane na końcu książki - dla mnie to spora upierdliwość przy czytaniu, bo lubię na bieżąco przeglądać odnośniki i uzupełnienia.
Czytając tę książkę doceniłem także, jak duży nakład pracy włożono w serial "Czarnobyl", mimo koniecznych przez tamten format uproszczeń.
Reportaż z czystym sumieniem polecam fanom serialu "Czarnobyl" ale także wszystkim, którzy są zainteresowani tematem.
Problem z tą książką polega na tym, że autor dobrze zdiagnozował przeistaczanie się gospodarek coraz bardziej w zależne od "chmuralistów", czyli wielkie koporacje typu Amazon, Google i Microsoft, na rzecz których wykonujemy darmową pracę udostępniajac dane, natomiast jego pomysły na rozwiązanie tego problemu są nierealną utopią, ponadto nie ukrywa fascynacji Marksem i komunistami, co jest typowe dla przedstawiciela państwa, któremu udało się uniknąć czerwonej zarazy po 2 WŚ, a gdzie przynależność do socjalistycznej kawiorowej inteligencji świadczyła o statusie społecznym.
Książka nierówna i chaotycznie napisana raczej rozczarowuje i chyba wystawię ją na olx.
Wielkość tej książki polega przede wszystkim na tym, że w ogóle porusza ten temat, bo w naszym społeczeństwie i polityce sprzedawanie suwerenności gigantom technologicznym to powód do dumy i chwalenia się tym na konferencjach prasowych
Tytuł: Krótko i szczęśliwie. Historie późnych miłości
Autor: Agata Romaniuk
Ocena: 10/10
Ach, co za wspaniała książka to była. Dawno nie miałem łez w oczach podczas lektury. Zebrane historie ludzi, którzy znaleźli miłość w późniejszych latach życia. Strony przewracały się same. Na pewno jeden z lepiej napisanych reportaży, jakie czytałem.
z rzeczy, z których jestem z siebie dumny, jest jedna taka dziwna: że przeczytałem tę książkę. To jest lektura tak rzucająca szczęką o ziemię, że nie da się tego wyrazić.
I do tego napisana przez Polkę, o światowym głośnym problemie. Na faktach.
Jeśli ktoś zna lepszy reportaż, to ja bardzo chętnie słucham i jeszcze chętniej przeczytam.
Gdy wypożyczałam ostatnio z biblioteki książkę o rytuałach pogrzebowych, wdałam się w rozmowę na temat popularnych ostatnio książek związanych ze śmiercią z bibliotekarką, również fanką podobnej tematyki. Poleciła mi wówczas "wujka" jako naprawdę dobry reportaż traktujący o sprzątaniu miejsc, w których ludziom się umarło.
Od razu zaznaczę, że to nie jest książka dla ludzi o słabym żołądku i wrażliwych na opisy związane z biologicznymi procesami rozkładu. Tak że tutaj wspomnę o paru newralgicznych aspektach, więc daję znać w razie czego. Są też zdjęcia.
Reportaż jest fantastyczny. Ma on formę zbioru wypowiedzi osób pracujących w branży (oraz w okolicach branży, o czym za chwilę), więc nie jest to sucha pisanina autorów. Historie przez nie opowiedziane są czasem niewiarygodne, czasem cholernie przykre, ale zawsze maksymalnie wciągające.
Oprócz rozdziałów poświęconych początkom branży w Polsce i opisowi procedur, otrzymujemy też megaciekawy rozdział dotyczący robactwa (nie tylko tego żyjącego na zwłokach, ale też pluskiew, karaluchów, pcheł i innych), rozdział o opróżnianiu mieszkań po zbieraczach, albo o usuwaniu śladów i pozostałości z miejsc publicznych (sklepów, parków, dróg, ale też torowisk), albo rozdział o umieraniu w samotności. Nie brakuje też opisu najbardziej ekstremalnych sytuacji, z którymi ci ludzie się spotkali przy pracy.
Osoby wypowiadające się w książce często zwracają uwagę na problemy w branży: konkurencję ze strony partaczy, którzy wykonują robotę za niskie pieniądze i nie robią tego w bezpieczny dla klienta sposób, brak odpowiednich procedur i wymogów bezpieczeństwa określonych prawnie (sanepid czy państwowy zakład higieny często nie mają pojęcia o tym, co należy zrobić z pozostałościami po szczątkach), albo ludzi, którym wydaje się, że wystarczy umyć podłogę i będzie gites.
Chyba najważniejszą rzeczą, którą wyniosłam z książki jest to, że jeśli ciało leżało w mieszkaniu od tygodnia w górę, to w zasadzie WSZYSTKO z mieszkania jest do wyrzucenia. Każdy przedmiot (meble, kasetony, elektronika, książki) przesiąka szkodliwymi wyziewami z ciała i może w konsekwencji wywoływać poważne problemy zdrowotne u osób, które będą przebywały w jego otoczeniu później. Dlatego firmy sprzątające mieszkania po takich zgonach doprowadzają je do stanu deweloperskiego, aby upewnić się, że nikt, kto będzie w takim lokum mieszkał później, nie był narażony. Naturalnie, są i klienci, którzy mówią: "panie, ten telewizor taki nowy, to jego chcę zostawić". No cóż.
Jeśli miałabym opisać jakieś wady, to niepoważny tytuł (no cóż, zapewne wybór wydawnictwa), i może brakowało mi jakiejś szerszej wypowiedzi uzupełniającej ze strony zakładów pogrzebowych, które odbierają ciała w znacznym stopniu rozkładu. Ale to drobiazgi. Osobom zainteresowanym tematem naprawdę polecam tę książkę. Wciągnęłam ją w jeden dzień.
Chyba najbardziej znane, a może tylko najbardziej zapadające w pamięć albo jeszcze inne naj- zdjęcie Claire Martin.
Z cyklu Downtown East Side (to w Vancouver w 51 stanie ).
Tony (2008)
"Tony mieszka w Downtown Eastside w tym samym budynku co jego brat i szwagierka. Wszyscy są uzależnieni od heroiny od około 25 lat. Żona Tony'ego zmarła na AIDS 5 lat temu. Mieli córki bliźniaczki, które urodziły się nosicielkami wirusa HIV i zostały odebrane przez państwo zaraz po urodzeniu. Tony bierze udział w programie metadonowym, ale nadal zażywa heroinę. Pomimo wszystkich tragedii, jakie ten narkotyk wyrządził w jego życiu, nadal nie jest w stanie rzucić nałogu.
Tutaj je ciasto z kremem, które dla niego przyniosłam."
Ten reportaż zwrócił moją uwagę już jakiś czas temu — lubię takie luźniejsze opracowania z perspektywy eksperta.
Pani Caitlin na co dzień prowadzi zakład pogrzebowy w USA, i w ramach łączenia przyjemnego z pożytecznym zaczęła badać rytuały pogrzebowe w różnych zakątkach świata, co poskutkowało tą książką.
Książka podzielona jest na rozdziały odpowiadające poszczególnym odwiedzonym przez nią krajom (a w zasadzie regionom, bo jeden kraj zazwyczaj równa się jednemu zwyczajowi pogrzebowemu). Niemniej, w rozdziałach uwzględnia też ciekawostki dotyczące analogicznych lub kompletnie niezwiązanych z głównym tematem danej opowieści rytuałów pogrzebowych.
Kluczowe jest to, że nie są tu wspomniane wyłącznie zwyczaje tubylcze albo historyczne; bardzo ciekawy rozdział poświęcony jest nowoczesnym pogrzebom w Japonii, a także pochówkom ekologicznym, zapotrzebowanie na które nieustannie rośnie.
Najciekawszy według mnie rozdział dotyczył kultu ñatitas — czczenia przez Boliwijczyków czaszek zmarłych i proszenia ich o spełnianie swoich życzeń, pragnień, marzeń i potrzeb; intrygującym aspektem jest to, jak ludzie Ci łączą kult czaszek z katolicyzmem, którego są gorliwymi wyznawcami, oraz jak kościół próbował walczyć z tym zwyczajem.
Dużo prawdziwych, znanych faktów. Dużo niedomówień.
Mariusze z Brighton pewnie mają ciągły wzwód.
Pani Maria jakoś musi zarabiać na chleb. Brzmi lepiej niż jej imienniczka z Kanału Zero czyli pani Maria Stepan. Ale z materiału nie wynika nic. Dokładnie nic. Każdy "oświecony" wyciągnie z tego wnioski, takie jakie mu pasują.