Ktoś tu już wrzucił #ZółtaNaklejkaPLK - więc to jest baza do dalszych dyskusji.
Na napędach rogatkowych albo na odwrocie krzyża św. Andrzeja jest numer przejazdu i numer do dyspozytora - ale tam dzwonimy W RAZIE AWARII LUB INNYCH NIEPRAWIDŁOWOŚCI, nie w obliczu zagrożenia - jeśli jest "gorąco", to dzwonimy na 112 i podajemy numer przejazdu. Policja chce komuś wmówić, że na 112 nie odbierali?
Jeżeli przejazd jest wyposażony w rogatki, to można je wyłamać - niemal natychmiastowo informacja jest u dyżurnego ruchu i on wdroży odpowiednie środki - oczywiście pociąg nie może być o krok od przejazdu (a ten "krok" na kolei to rzędy kilometrów - przy 120 km/h normatywna droga hamowania to 1 km), bo zwyczajnie nie zdąży.
Wiedza o przejazdach jest żenująca, PLK (i z resztą reszta grupy PKP też) próbuje coś z tym robić, ale bez jakiegoś silnego przekazu do społeczeństwa efektu nie będzie. Co z tego, że w pociągach emitują ostrzeżenia, że na peronach są plakaty, jak zagrożenie powodują kierowcy, którzy pociągami nie jeżdżą? Szkoły jazdy działają jak widać, Policja twierdzi, że nikt w PKP (inna historia, że przejazdami zajmuje się PLK) nie odbierał telefonu i nawet nie wiedzieli, że trzeba zadzwonić na 112 albo wyłamać rogatkę... i oni pilnują bezpieczeństwa?
Długo by pisać... i od strony technicznej, i organizacyjnej. Robimy, co możemy, ale nie widać, by miało być lepiej.