#odchudzanie

14
417

Wczoraj bardzo dobry trening. Progres w prawie każdym ćwiczeniu. Za każdym razem po jednym powtórzeniu dołożone. Każda seria do upadku.

Incline dumbell press - jedno z moich ulubionych- weszło ładnie już po 8 powtórzeń x30kg (w każdej ręce).


Promocja (chyba jeszcze jest) na Heavy rok za pół ceny to na próbę kupiłem.


To był mój 48 trening zarejestrowany w aplikacji. Nie liczę treningów gdy wcześniej robiłem pompki na tagu i podciąganie tylko.


In the beginning you’ll wish you were dead. You might start thinking, what’s the harm in taking a day off. But for me in order to be a strong hero, no matter how tough it was, even if I was spitting blood I never stopped. I was doing squats when my legs were too heavy to move. Even when my arms started making weird clicking noises, I kept doing push-ups. A year and a half later I started to notice a difference.

Saitama, OnePunch Man


Obecnie staram się łączyć trening siłowy 3-4 razu w tygodniu z bieganiem 3-4 razy w tygodniu znajdując gdzieś jeden dzień na aktywny odpoczynek (spacer, rower z dziećmi).


Nie ma już galaretki i nigdy nie będzie.


#galaretkanomore #formatwaroża #chudnijzhejto #odchudzanie

a4ebfd9f-9972-4259-9642-f5170c0a77e9
5ce25455-ea65-4c11-9da1-08bac8562729

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Ciężko idzie zrzucenie tego ostatniego 0,5 kg. Prawdopodobnie dlatego, że mam już stosunkowo niski % tkanki tłuszczowej (23,2%) I sie organizm nie chce już pozbywać zapasów nawet jak go ładnie na to nakierowuję. No ale trening nóg zrobiony. 2 godzinny maraton zumby też zaliczony.

Jak mnie chcecie zmotywować to będzie mi bardzo miło. Taka tam aktualizacja.

#hejtokoksy #odchudzanie #treningsilowy #motywacja

b4ed2ad0-62e9-4a61-9806-0f16f1b9eae4

Zaloguj się aby komentować

Szkoda że nie umiem w muzykę ani w edycję dźwięku, ani w karaoke.


Bo mam taki głupi pomysł:


Ten kawałek, ale przerobiony na nasze, o diecie:


Oryginał:

https://www.youtube.com/watch?v=4tnwbFKxG1A


Przeróbka tekstu:


Każdy za dietę, bierze się!

Nie lubię swojej, lecz twoja ssie!

Dieta białkowa kontra c⁎⁎j wie co!

Niech hormony się jebio!


Dawaj, k⁎⁎wa, na klate!

Zobaczmy co, twoja stara żre!


Nie bądź cienki, pokaż BMI,

A te wagi są z ALI!


Uah!


Tekst oczywiście do konsultacji.


#gry #dieta #odchudzanie #flashgits #opornikcontent #rymy #muzyka #karaoke

Opornik userbar

Zaloguj się aby komentować

Taki poranek jak dziś, to dobry dzień, żeby wbić 100 days activity challenge na Stravie


Od 3 marca narypane 61 godzin aktywności, z czego tylko parę razy udało mi się wyjść na rower, a reszta to zwykły spacer - jak miałam chwilę wieczorem, często połączony z planowaniem obiadu na następny dzień i drobnymi zakupami (Dino na trasie) w celu optymalizacji czasu, tak zwane dwie pieczenie na jednym ogniu.


#odchudzanie

99db2325-7de4-4d40-8bc8-b4b8facd1a9e

Zaloguj się aby komentować

Update:

56.0 kg - 55.1 kg


Tym razem dłużej to zajęło, bo praktycznie co weekend była jakaś impreza, raz nawet dwie. Oczywiście nie jadłam wszystkiego, co było na stole w zasięgu ręki, ale nie odmawiałam sobie zjedzenia normalnego posiłku z jedną porcją deseru. Wjechało też poza kontrolą sporo truskawek, czereśni. Bywały też lody. Już myślałam, że w sumie gdzieś się zatrzymało to na tym poziomie i więcej wpisów już nie będzie, ale dzisiaj znowu została zanotowana dużo niższa waga.


Kupiłam sobie glukometr. Jak na razie pomiary pokazują, że na czczo czy pomiędzy posiłkami mam stabilny, dosyć wysoki poziom glukozy (90-95, norma na czczo jest do 100). Jak widać minimalizacja węgli w pożywieniu nie powoduje (przynajmniej u mnie) hipoglikemii i niedoborów do zasilania mózgu - wątroba daje radę. Mierzyłam nawet po 30 minutach szybkiego spaceru, czy nie za bardzo spada - jest nieco mniej, ale nadal koło ~85.


Jest to super praktyczne w codziennym życiu - brak posiłku z jakiegoś powodu (na przykład nagła wizyta u dentysty bo zwolniło się wcześniej miejsce i zjedzony przez to dopiero dużo później obiad) nie powoduje żadnych negatywnych efektów. Spadku glukozy, osłabienia, głodu, zawrotów głowy, trzęsących się rąk i nóg.


Szczerze mówiąc, to zaczyna się robić powoli po⁎⁎⁎⁎ne. Zaraz się okaże, że będę musiała zacząć faktycznie liczyć kalorie, ale po to, żeby już przestać chudnąć. Albo jakieś ćwiczenia siłowe, żeby nabierać masy mięśniowej (nie wierzę, że to piszę) - co w przypadku problemów z tolerancją glukozy wydaje się całkiem dobrym rozwiązaniem, bo zwiększa ilość tkanek wciągających glukozę z krwi.


#odchudzanie #dieta

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio kolega dodał odkrywczy wpis, że spalony tłuszcz z tkanek usuwany jest z organizmu w postaci wydychanego CO2. Dorzucę swoje kilka groszy, z których wiele osób też nie zdaje sobie sprawę.


TLDR: Nie musisz biegać, żeby schudnąć.


Dużo ludzi ma mylne wyobrażenie na temat tego, kiedy i jak spalany jest tłuszcz. Wiele osób, w tym i ja do pewnego wieku, byłam przekonana, że im więcej będziesz biegać, skakać, pocić się, słowem popierniczać jak chomik na amfetaminie, tym więcej spalisz tłuszczu i szybciej schudniesz. No wiecie, im piec bardziej rozgrzany, tym lepiej się pali. Więc im bardziej aktywności na granicy udaru i zawału serca, tym więcej tłuszczu spalasz. Nic bardziej mylnego.


W twoim organizmie są dwa piece - jeden na olej opałowy (tłuszcze), a drugi na nitrometan (glukoza).


Zapasy tłuszczu są olbrzymie i praktycznie nieograniczone - 1 kg tkanki tłuszczowej to 7 000 kcal, natomiast zapasy glukozy (przechowywane są w wątrobie i mięśniach) są stosunkowo małe, w zależności od organizmu oraz ilości tkanki mięśniowej i wyszukiwarka podaje, że jest to przeciętnie około 1 600 - 2 000 kcal. Mając 20 kg tkanki tłuszczowej, masz przechowane 140 000 kcal paliwa (ok. 160 kWh), natomiast energii zgromadzonej w postaci glukozy jest kilkadziesiąt razy mniej (ok. 2 kWh).


Twój organizm - tak jak piec, ma dolot powietrza, z którego uzyskiwany jest tlen do reakcji spalania. Dolot ten, tak samo jak w piecach czy silnikach samochodowych, jest jednym z elementów, który ogranicza moc. Każdy z nas ma ograniczoną, maksymalną ilość tlenu, jaką zdołają przyswoić płuca i przetransportować krew. Ta maksymalna ilość jest ograniczona twoim stanem zdrowia, kondycją fizyczną (ilość i parametry czerwonych krwinek), możliwością przepływu krwi (tętno, przekroje żył) czy również genetyką. Ta zdolność transportu tlenu przez krew nazywa się VO2max. Można ją poprawiać regularnymi treningami i odpowiednią dietą (bogatą w przyswajalne żelazo). Każdy z nas w sumie zdaje sobie sprawę, że wąskim gardłem naszej wydolności jest właśnie to VO2max. Każdy z nas np. biegając jak najszybciej da radę, dochodzi do miejsca, gdzie już tętno jest maksymalne i sapie, walcząc o każdy oddech.


Kiedy spalany jest tłuszcz, a kiedy glukoza?


Tłuszcz jest spalany cały czas*), w mniej więcej cały czas równomiernej ilości. Jego proces uwalniania z tkanki tłuszczowej do mięśni jest dosyć długi, w porównaniu do glukozy, więc organizm używa go jako głównego paliwa podczas zajęć o niskiej aktywności. Glukoza z mięśni jest spalana przy aktywności fizycznej przy "bardziej otwartej przepustnicy" czyli w wysiłku fizycznym o wyższym tętnie i transporcie tlenu, czyli np. bieganie czy cardio. Im bardziej intensywny wysiłek, tym udział energii pochodzącej ze spalania glukozy jest wiekszy. Jest lepszym paliwem, bo po pierwsze - jest już na miejscu w mięśniach a nie trzeba ją dopiero transportować, po drugie - do uzyskania z niej takiej samej ilości energii jak z tłuszczów, potrzeba o 30% mniej tlenu. Jest jej jednak w organizmie - w porównaniu do tłuszczu - bardzo malutko, więc organizm oszczędza ją "na specjalne okazje", kiedy twój organizm będzie potrzebował "turbodoładowania". Porównanie z nitrometanem jest tutaj nieprzypadkowe, bo glukoza w podobny sposób jak nitrometan "zwiększa moc silnika" - przy takiej samej ilości powietrza w dolocie, jest w stanie oddać więcej energii.


Czyli co, glukoza lepsza, więc trzeba jeść węgle?


No nie. Jak wyżej zostało wspomniane, zdolność przechowywania glukozy przez wątrobę i mięśnie jest ograniczona. Jeżeli tej glukozy, którą masz już w mięśniach, nie wykorzystasz, to mięśnie mówią "sorry Gienia, miejsca nie ma". Cała nadmiarowa glukoza z posiłku, która nie zmieści się już w wątrobie i mięśniach, zostaje przekierowana do tkanki tłuszczowej, gdzie zostanie skonwertowana na tłuszcz i zmagazynowana do późniejszego użycia.


Co się stanie, jeżeli nie uprawiasz sportu, magazyny glukozy masz już wypchane w opór, codziennie na śniadanie zjesz bułeczki z dżemem, a następnie usiądziesz na 8 godzin pracy przy kompie?


No właśnie, co.


No dobra, ale jak sobie pójdę pobiegać, będę biec odpowiednio długo i spalę już zapas glukozy, to wtedy mój organizm już będzie w dużej ilości spalał tłuszcz?


Też nie. Proces spalania tłuszczu jest dużo wolniejszy niż glukozy i wymaga większej ilości tlenu, stąd nie ma fizycznej możliwości, żeby na samym tłuszczu wykręcać takie osiągi, jak na glukozie. Jak skończy się glikogen, to twój organizm zaciągnie hamulec ręczny, odetnie mięśnie od zasilania, żeby zapobiec zbyt niskiemu poziomowi glukozy we krwi, zostawić rezerwę dla mózgu i zapobiec utracie przytomności. Dlatego sportowcy przed i w trakcie intensywnych treningów i zawodów spożywają żele zawierające węglowodany w regularnych odstępach czasu.


#dieta #odchudzanie


*) oprócz czasu, kiedy jest podniesiony poziom glukozy i insuliny we krwi, wtedy spalanie tłuszczu jest hamowane

44c21e03-f84d-4784-a2a3-9f26825d3fe5

Zaloguj się aby komentować

CHUDNIESZ PRZEZ PŁUCA?! (I nawet nie żartuję)

Kiedy zrzucasz kilogramy, nie "spalasz tłuszczu" na siłowni jak drewno w piecu.


Główna droga ucieczki tłuszczu to nie pot, nie łzy, nie bieganie na czczo — to WYDECH. Dosłownie wydychasz tłuszcz jako... CO₂


Z 10 kg tłuszczu:

8,4 kg ulatuje jako dwutlenek węgla (CO₂)

1,6 kg jako woda (H₂O)

Chemia!

Reakcja spalania tłuszczu wygląda tak:

C₅₅H₁₀₄O₆ (trigliceryd) + 78O₂ → 55CO₂ + 52H₂O


Ile tłuszczu i CO₂ spalamy w praktyce?

1 km spacerem (ok. 70 kcal)

= ok. 8 g tłuszczu

Wydychasz: 6,7 g CO₂

Wydalasz jako wodę: 1,3 g H₂O


Wejście na 10. piętro (~35 m w górę, ok. 5 min)

= ok. 50 kcal

= ok. 5,7 g tłuszczu

Wydychasz: 4,8 g CO₂

Wydalasz jako wodę: 0,9 g H₂O


#ciekawostki #odchudzanie #chemia

41667061-4cd8-49fb-83e4-87e265801818
entropy_ userbar

Zaloguj się aby komentować

"This is probably the most important information to put out to the world. You can’t out-exercise a bad diet."


Lionel Sanders, światowej klasy triathlonista, zajmujący często miejsca na podium, podzielił się informacjami o swoim stanie zdrowia: "Jadłem śmieciowe jedzenie przez lata - fast foody, słodycze, rzadko gotowałem, po prostu ładowałem paliwo na trening. Myślałem, że nie ma to znaczenia. Okazuje się, że miało. Pierwsze w moim życiu badania krwi wykazały, że mam poziom HbA1C (hemoglobiny glikowanej) wynoszący 5.9% co oznacza stan przedcukrzycowy".


Wrzucam ku uwadze, bo często tutaj w dyskusjach spotykam się z poglądem, że nie ma znaczenia co jesz, liczy sie bilans kaloryczny mordo i że możesz nawet nędzną, bogatą w cukry, kalorie i przetworzone tłuszcze dietę zrekompensować odpowiednią aktywnością fizyczną - pójdziesz pobiegać na godzinę, potem zeżresz dwie czekolady, wystarczy, że jesteś na minusie to nie jesteś gruby, a dopóki nie jesteś gruby to wszystko git.


Jeżeli jesz beznadziejnie - to czy leżysz w miejscu i będziesz robił się coraz grubszy, czy wybiegasz te kalorie i będziesz mieć wysportowaną sylwetkę, cena do zapłaty jest podobna. Trzustka jest wąskim gardłem, które jest w stanie wytworzyć insulinę, która przepchnie do tkanek jedynie ~30 g węgli na godzinę - bez względu na to, czy jesteś królem maratonów czy królem pilota i kanapy. A dopóki tego nie zrobi, wysokie poziomy glukozy utrzymują się przez ten cały czas we krwi, powodując stany zapalne i uszkadzając narządy wewnętrzne. Oczywiście, uprawianie sportu daje ci jakieś większe pole manewru, ale ujemny bilans kaloryczny nie daje ci żadnego immunitetu na choroby metaboliczne.


Prawidłowo zbilansowana dieta > Sport


Thx za podrzucenie info @mordaJakZiemniaczek (nawet ja nie zdawałam sobie sprawy że takie rzeczy się dzieją).


#odchudzanie #dieta #ciekawostki


https://www.youtube.com/watch?v=sdn2c81yDpA

Zaloguj się aby komentować

Postanowiłem zadbać o siebie i wreszcie schudnąć i kondycję zadbać bo #hejto40plus


Plan jest taki:

- jako że niedziela handlowa to lecę po zegarek sportowy Huawei watch 4 fit pro.

- kupuje buty do biegania

- w przyszłym tygodniu pójdę raz albo dwa razy

- rzucę to w kat bo nie mam czasu, rolki na insta same się nie przejrzą

- zacznę od punktu pierwszego za jakieś dwa lata


Lecę szybko do sklepu, nic nie piszcie bo jeszcze dotrze do mnie że to bez sensu


#bieganie #odchudzanie #oszukiwaniesamegosiebie

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry,

Ostatnio @Cathelek wrzucała dawkę motywacji, to teraz moja kolej.

Dużo mniejszej dawki motywacji, bo moje wyniki są dalekie od bycia imponującymi przy tym, co wrzuciła @Cathelek (ogromny szacun), ale może się komuś przyda


Strava dodała w ostatniej aktualizacji Streak, który pokazuje od jak dawna jesteście aktywni i wyszło na to, że w moim przypadku to 157 tygodni. Czyli już ponad 3 lata dość regularnie się ruszam, mając choć 1 aktywność dziennie i ponad 2000 aktywności łącznie.


Zmotywowała mnie waga Xiaomi, która raczej mocno przejaskrawia wyniki, ale dalej to było jedyne "narzędzie" jakie miałem pod ręką. Gdy stanąłem na niej po raz pierwszy trochę ponad 3 lata temu, pokazała mi, że nie dość, że ważę 109kg, to jeszcze moje ciało ma 46 lat, choć dowód mówił, że jednak 34 (i to świeżo po urodzinach). Nie wiem, co bardziej mnie zmotywowało, czy bycie grubaskiem, czy starszym dziadem niż jestem w rzeczywistości, ale to był punkt, w którym postanowiłem się za siebie zabrać.


Początki były wiadomo jakie, zacząłem od chodzenia i bardzo szybko chciałem zacząc biegać, bo wszyscy znajomi biegali i chciałem się razem z nimi wkręcić. Oczywiście bieganie, gdy jest się otyłym kończy się szybko problemami zdrowotnym, w moim przypadku zaczęło się od bólu łydek, a skończyło na kolanie wymagającym rehabilitacji. Trochę mnie to przystopowało, ale moja fizjoterapeutka powiedziała, że o ile bieganie musze sobie odpuścić, to nic nie stoi na przeszkodzenie spacerom (nawet dugim) i tak też zrobiłem.


NIe jestem urodzonym sportowcem, ale staram się znaleźć czas na choć 30 minut dziennie dla swojego zdrowia, przez spacer, bieganie czy przy najgorszym możliwym wariancie pogodowo-zdrowotnym, kręcenie kilometrów na rowerku stacjonarnym. Ten stojak na ubrania, który większość z nas kiedyś kupiła i teraz zalega w pokoju. Dołożyłem do tego stanie przy biurku w pracy i w domu, za co kręgosłup mi chętnie dziękuje dniami bez bólu.


Jakie są negatywne skutki:


  • nie boli mnie kręgosłup (choć bliżej mi do 40 niż 30 lat)

  • w tym czasie schudłem ze 109kg do 77kg (teraz dołożyłem kilka więcej, ale dalej z 8 z przodu) przy 186cm wzrostu

  • nie potrzebuję energetyka, żeby się obudzić

  • bycie aktywnym weszło mi na tyle w nawyk, że już nawet nie myślę, że idę na spacer

  • od leniwej parówy, która nie była w stanie przebiec kilometra udało mi się zejść poniżej 45 minut na 10K i poniżej 21:37 na 5K

  • bez problemu mogę przejsć 20km i nie umierać przez kilka kolejnych dni


Polecam się ruszać, jeśli ktoś uważa, że to nie jest coś dla kanapowca, to śmiało mogę powiedzieć, że jest, bo sam zaczynałem z niemałej wagi i ruszałem się jak słoń. O braku chęci do robienia czegokolwiek nie wspomnę. Pracuję przy kompie przez 10-12h dziennie i uważam, że ruch to najlepsze, co mogłem dla siebie zrobić, nie czekajcie z tym zbyt długo!

#codziennamotywacja #sport #odchudzanie #strava #galaretkanomore

dd067b72-1d05-4bd8-93c3-5fa17a65235c
7882e8fb-9d9f-4d1b-80f0-285c8e211e5b
426708a8-e4e8-46ec-ba36-63129c255b13
c5a2f54f-45df-4a2d-9b7e-85ea61f6d289
bd0c5b03-ab89-4a49-8556-df127337894d

Zaloguj się aby komentować

@bartek555 zaproponował, żebym swoją odpowiedź na jwgo komwntarz wrzuciła jako post to wrzucam.

Moja historia #odchudzanie. Jakie były łatwe i trudne elementy tego procesu.

Na wstępie dość ważna rzecz. Każda historia redukcji będzie trochę inna, każdy z nas będzie napotykać inne trudności, a inne rzeczy będą dla nas łatwe i przyjemne. To jest moja historia, ale jeski twoja jest zupełnie inna to nic nie szkodzi! Dopowiem też, że mam wykształcenie psychologiczne i dietetyczne, wiec jak macie jakies pytania to też chetnie odpwiem jeśli tylko będę wiedzieć.


1. Choroby przewlekłe.

Dość ważna kwestia może być to, ze jestem osobą z ADHD, która miała tez depresję i ma lęki. Chodzi mi tutaj o to, ze ADHD utrudnia regulację organizmu, a w depresji brakuje napędu do starania się. Na przykładzie diety osoby z ADHD często nie czują głodu gdy jest on na niższym poziomie, bo inne bodźce z otoczenia są silniejsze i skupiają ich uwagę i zaczynają czuć głód jak już bardzo mocno jest ten sygnał odczuwalny. Z mojej perspektywy wygląda to czasami tak, że prosto z sytości przeskakuje do wilczego głodu, mylę czy jestem głodna czy spragniona. Czasami nie jestem w stanie określić, że chce mi się pić aż się nie napije i wtedy mam ochotę wypić litr wody na raz. Z innych elementów to też jedzenie pełni u mnie funkcje regulujące i dostarczające dopaminę do mózgu. Więc czasami mam takie jedzenie, które mogłabym jeść codziennie aż mi sie nie znudzi, wtedy nie mogę na to jedzenie patrzeć. Częściej takim jedzeniem dopaminowym staje się jedzenie niezbyt zdrowe.

Innym elementem jest też to, że choruje na RZS, czyli chorobę stawów i moje stawy sa uszkodzone, czasami mnie bolą, a jak byłam otyła to bolały częściej i bardziej. Teraz więcej się ruszam i choroba jest pod kontrolą.


2. Żywienie wcześniej

Moimi głównymi problemami było sięganie po losowe gotowe rzeczy, duże ilości słodyczy i przekąsek oraz częste jedzenie na dowóz lub w barach. Jak byłam na studiach to dojeżdżałam 100 km na uczelnie i nie miałam jak sobie podgrzać nawet takiego gotowego jedzenia ze sklepu. Poza tym dość mało sie ruszałam, bo bolały mnie stawy częściowo od obciążenia masą częściowo od tego, ze mam je uszkodzone przez RZS. Poza tym w liceum miałam historię zaburzeń odżywiania w stronę anoreksji, po prostu chciałam schudnąć pod wpływem mojego byłego, który uważał, że kobieta zaczyna się od 50 kg w dół. Ale zamiast zrobić to zdrowo to jadłam 2 jabłka dziennie i piłam 6 litrów wody. Przestałam jak sie wystraszyłam gdy zemdlałam za kierownicą samochodu jadąc na lekcje, ale wtedy wszystko odbiło w drugim kierunku i zamiast tego wcale nie patrzyłam na to co jem.

Podsumowując na codzień jadłam dość przypadkowo, z ogromnymi przerwami między posiłkami, wybierając byle co i często zajadając depresje. A jak próbowałam patrzeć na to co jem to wpadałam w niejedzenie niczego przez tą historię anoreksji. Trochę punkt bez wyjścia bo albo umiem tyć albo umiem się głodzić.


3. Co mi pomogło na mojej drodze

Mocno zmieniło temat pójście na terapię, chociaż poszłam na nią przez lęki, które mi nie pozwalały wyjść z domu, a nie przez zaburzenia odżywiania. Natomiast sama terapia pomogła mi znaleźć własną siłę i podejść do tego lepiej niz liść na wietrze.

Drugim takim elementem bylo mocne wsparcie Sławka @Sauronus , który pilnował, żebym jadła, a nie wyrzucała jedzenie jak już podjęłam się odchudzania, słuchał o tym jaka jestem beznadziejna i pomagał mi przejść przez trudne elementy i nie wpadać w myślenie wszystko albo nic. Szczerze bez niego by sie nie udało.

A trzecim było zdobycie wiedzy merytorycznej na temat odżywiania i odchudzania.


4. Co było dla mnie trudne a co łatwe

Najtrudniej bylo nauczyć się jeść i być na redukcji jednocześnie, czyli złamać te schematy typowe dla myśleniaanorektyczki. Ćwiczenia mi osobiście nie sprawiają trudności, bo ćwiczenia to też jedna z form kompensacji w anoreksji, wiec przez poprzednie doświadczeniabyłamjuz przygotowana do ich robienia. Wręcz przeciwnie, trzeba było mnie pilnować, żebym nie próbowała trenować aż za bardzo, czyli właśnie kompensować jedzenie a nie wspierać treningiem odchudzanie.

Żeby nauczyć moje ciało jeść regularnie miałam budziki, bez nich nie byłam w stanie ogarnąć regularności, bo ADHD utrudnia mi regulację sygnałów głodu i pragnienia. Musiałam tez zostawić w diecie miejsce na jedzenie dopaminowe bo okazywało sie, ze zaplanowanie pełni kcal przed danym dniem skutkuje tym, ze rośnie we mnie frustracja, bo nie moge zjeść tego dopaminowego cukierka czy 10 gram chipsów, którego potrzebuje moje ADHD. A jak frustracji jest za dużo to wpadam w objadanie się słodyczami. Więc każdego dnia mam te 200 kcal zostawione na zjedzenie tego, co będzie chciało ADHD do posiłku (ostatnio to są czereśnie na potęgę). Poznanie tego, że mój mózg działa inaczej i potrzebuje innego podejścia, które będzie pracować wokół jego innego działania, a nie na siłę próbować wcisnąć go w ramy typowego mózgu było jednym z największych elementów tej zmiany, który pozwolił się tej zmianie zadziać.

Najłatwiej było chyba nauczyć sie pić płyny, bo po prostu brałam ze sobą wszędzie butelkę. Jak zaczęłam pić regularnie to też się okazało, że jestem mniej głodna i zmęczona, bo przestałam mylić sygnał pragnienia z sygnałem głodu.


5. Plan

Początkowo ustaliłam jaki jest cel, jakie jest moje PPM i CPM, odjęłam troche kalorii tak, by być lekko powyżej mojego PPM i stworzyć deficyt kaloryczny oraz ustaliłam sobie dni z treningami. Najpierw korzystałam z nagrań na YouTube, później zainstalowałam sobie apke z ćwiczeniami w domu. Po roku takich ćwiczeń w domu mi sie znudziło i kupiłam sobie plan treningowy na siłownię i zaczęłam chodzić na siłownię.


Ze względu na wysokie obciążenie w życiu, w postaci pracy i studiowania dwóch kierunków zdecydowałam się na katering dietetyczny i tutaj znów brawa dla Sławka, który mi go kupował, bo jak kupowałam go sobie sama to nie chciałam go jeść, bo anoresja. Później odkryłam, ze katering jest fajny, ale nie zostawia mi miejsca na regulację adhd jedzeniem, i zaczęłam sobie zamawiać 7 posiłków dziennie, dzielić je między mnie i Sławka na taką bazę żywienia i z tego układać podstawę diety oraz dokładać posiłki przygotowane przeze mnie i dodatkowe adhd przekąski. Obecnie ze względu na zmniejszenie się obciążenia przez skończenie studiów będę przechodzić na preap meal domowy z przeliczeniem kalorii.


Jak macie jakieś pytania to zadawajcie, zawsze staram się coś odpisać każdemu komnetującemu.

#zdrowie #hejtokoksy #mojahistoria

@Cathelek rozumiem cię, zwłaszcza we fragmencie o tym, że można nie jeść cały dzień aby potem na raz pochłonąć zatrważające ilości. Też się bardzo muszę pilnować.

I u mnie też pomogło zainteresowanie się żywieniem od naukowej strony bo to chyba element tego hyperfokusa przy ADHD.


I też poprosiłem żonę o jedno- aby była moim rozsądkiem i powiedziała mi kiedy zacznę przesadzać w drugą stronę, bo w swojej drodze stoi schudnięcia miałem dwie sytuacje, że objadłem się i z wyrzutów sumienia zmusiłem się do wymiotów. Powiedziałem żonie i obiecałem jej, że to się już nie zdarzy a moje słowo jest święte. Do tego jest nam potrzebna ta druga zaufana osoba- aby być rozumem w chwili gdy rozumu brakuje.

Gratuluję, zasługujesz na oficjalne odznaczenie #galaretkanomore

Zaloguj się aby komentować

W potrzebie motywacji. -48,2 kg, zostało jeszcze 3,8 kg do celu. Poratujecie miłym słowem?

PS. Trening siłowy góry plus kardio już dzisiaj zaliczone :>

#odchudzanie #zdrowie #motywacja #hejtokoksy

ce727218-3ead-451b-8bde-92c6437dc5d9
c442a848-d3f9-47c5-a2de-0969814bc079

Zaloguj się aby komentować

Podsumowanie tygodnia z tagiem #dildonadiecie


Waga poprzednio: 104.1kg

Waga obecnie: 102.9kg

Ubyło mi już ponad 10kg


Było trochę ruchu, i trzymałem diety, muszę zacząć trening siłowy bo czuję że ubywa mi mięśni.


#dieta #odchudzanie #chwalesie

2c8ea393-cc96-48e2-83e2-5f5dc9af3aba
dildo-vaggins userbar

Zaloguj się aby komentować

Nie samym twarogiem żyje człowiek.


Śniadanie jak zwykle postarane na odpierdol, wczorajsza surówka z obiadu plus bogata w kwasy omega-3 makrela.


Oprócz białka ma dużo tłuszczu, w porównaniu do twarogu, ale są to niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT) których organizm nie jest w stanie wytworzyć sobie sam a są niezwykle potrzebne do funkcjonowania organizmu.


#sniadanie #lowcarb w sumie jeszcze trochę #odchudzanie ale już mniej

7c5a7cab-6989-41ab-802f-2a33d7a8ca9b

Zaloguj się aby komentować

Dlaczego diety niskowęglowodanowe są skuteczne? Czy to jakaś magia, że jesteś syty, jesz tłuszcze i chudniesz?


Jakiś czas temu zaciekawiło mnie, dlaczego i w jaki sposób ustalone zostały normy żywieniowe, które - między innymi - zalecają, że 40-60% zapotrzebowania energii powinno być pokrywane z węglowodanów. Znalazłam dokument z opracowaniem norm żywieniowych dla populacji Polski i zagłębiłam się w lekturę.

https://ncez.pzh.gov.pl/abc-zywienia/zasady-zdrowego-zywienia/normy-zywieniowe-2024/


Z opracowania wynika, że w pierwszej kolejności zostało obliczone zapotrzebowanie na białko - aminokwasy niezbędne do wszystkich życiowych procesów. Warto tutaj odnotować, że białko jest składnikiem ważnym nie tylko dla kulturystów. Potrzebne jest nie tylko do budowy nowej masy mięśniowej, ale także utrzymania istniejącej, stawów, ścięgien, kondycji skóry, włosów, paznokci i tak dalej. Słowem, białko jest niezbędne, aby utrzymywać organizm w dobrej kondycji fizycznej, sprawności, młodości, niezależnie od tego czy ćwiczysz na siłowni czy nie. Obliczona ilość 0,66g/kgmc (kilogram masy ciała) to minimum, dla populacji Polski przyjęte z niewielkim zapasem na 0,80g/kgmc. Wiele nowszych badań wskazuje, że nawet dwukrotnie większe ilości, rzędu 1.5g/kgmc mają pozytywne efekty dla organizmu, zwłaszcza dla osób starszych, nawet jeżeli nie wykonujesz żadnych ćwiczeń siłowych. Dopiero przy ilościach powyżej 3g/kgmc obserwowano negatywne skutki, takie jak zmniejszenie ilości wapnia w kościach.


W drugiej kolejności obliczono zapotrzebowanie na tłuszcze, biorąc pod uwagę jego różne rodzaje (nasycone, nienasycone i tak dalej). Zapotrzebowanie na tłuszcze dla dorosłych określono na 30-40% zapotrzebowania kalorycznego. Tłuszcze są również niezbędne do funkcjonowania organizmu - biorą udział w produkcji hormonów, są rozpuszczalnikami dla wielu witamin. (Ciekawostka - mleko matki, którym wyłącznie żywi się niemowlak przez pierwsze kilka miesięcy życia, zawiera 50-55% tłuszczu). W dokumencie jest podkreślone, że nie powinno się obniżać ilości spożytych tłuszczów poniżej tego zapotrzebowania.


Na koniec, określono ilość węglowodanów na zasadzie "taka ilość, jaką - po zapewnieniu w diecie odpowiedniej ilości białka i tłuszczów - potrzeba aby w pełni pokryć zapotrzebowanie kaloryczne". Czyli jeżeli z obliczeń wyszło, że białko to 10-20% zapotrzebowania kalorycznego, tłuszcze 30-40%, to zostało 40-60% na węglowodany - czyli jako dopychacz uzupełniający dietę w kalorie.


Dlaczego diety oparte na wyłącznie liczeniu kcal są mniej skuteczne?


Osoby stosujące diety oparte na liczeniu kcal, zwłaszcza robiące to na własną rękę, kierują się głównie gęstością energetyczną pokarmów. Spotkałam się nawet ze specjalnym określeniem na taki sposób odżywiania "volume eating". Głównym kryterium jest ilość kcal/100g - jeżeli ma mało, to jedz ten produkt, jeżeli ma dużo, to tego nie jedz. Co robią więc osoby, chcące się odchudzać, liczące kalorie? Eliminują w pierwszej kolejności tłuszcze, ponieważ mają najwięcej kcal/100g. Wybierane są produkty, które mają niską gęstość kaloryczną - ignorując fakt, że nie mają żadnych wartości odżywczych. Unikany jak zarazy jest każdy gram rzeczy zawierających tłuszcz i nadających smak, jak masło, oliwa czy sosy, wspierany przez dietetykę opierającą się na wiedzy sprzed kilku dekad, każącą osobom odchudzającym się czy diabetykom odstawiać tłuszcze. Przykładowo, można zobaczyć porównania typu że cały talerz zawierający pół kilograma surowej kapusty i innej zieleniny zawiera tyle samo kcal, co malutki kawałek 45 g żółtego sera. Ale taka ilość sera dostarcza nieporównanie więcej niezbędnego białka i tłuszczów niż pół kilograma suchych liści sałaty. Odżywienie organizmu nie polega na dostarczeniu tylko ilości kcal, ale na dostarczenie przede wszystkim opisanych wyżej, niezbędnych ilości białka, tłuszczów oraz innych składników, bez których organizm nie może prawidłowo funkcjonować. Pomijając wrażenia smakowe, na takiej diecie ciężko wytrzymać - bo chociaż wypchałeś żołądek, jelita i dostarczyłeś kalorie, organizmu nie oszukałeś. Nadal nie jest najedzony, gdyż nadal nie dostał potrzebnych mu składników odżywczych i daje o tym znać na wszelkie możliwe sposoby - w postaci napadów głodu, zmuszającego - wcześniej czy później - do złamania się i zjedzenia kolejnych porcji jedzenia, porzucenia diety. Wydzielany jest także hormonu stresu (kortyzol), który daje organizmowi sygnał, że nadeszła jakaś bieda z nędzą, głód, trzeba się ratować i należy oszczędzać energię. Podnosi się insulinooporność tkanek - hamowane jest wchłanianie glukozy do mięśni w celach energetycznych, żeby zapobiec "marnowaniu jej na jakieś zbędne aktywności" jak ruch. Zamiast tego glukoza przekierowywana jest do syntezy tłuszczów i wzmożonego odkładania ich na zapas. Trudność w utrzymaniu takiej diety nie jest kwestią motywacji, determinacji i siły charakteru, tylko tego, że organizm usiłuje się na wszelkie możliwe sposoby ratować (w swoim mniemaniu) przed śmiercią z niedożywienia. Równie dobrze można by oskarżać o słaby charakter ludzi, którzy nie potrafią wstrzymać oddechu przez kilka minut.


Mówi się, że "głodówki rozwalają hormony" - hormony można "rozwalić" nawet w przypadku dużych ilości jedzenia, dostarczających nawet większą niż potrzebna ilość kalorii, ale nie dostarczając przy tym wszystkich niezbędnych składników odżywczych potrzebnych do wszystkich życiowych procesów.


Niektórzy nadal uważają, że na diecie należy jeść "chudo", że lepiej dostarczać węglowodany, które organizm sobie sam przetworzy w potrzebne tłuszcze - że lepiej to robić, niż po prostu dostarczać tłuszcze. Jednak nie jest to proces, który zachodzi bezkarnie - wręcz odwrotnie, jest to proces, który ma bardzo wysoką cenę. Powoduje zmiany hormonalne, dzięki którym cały organizm przestawia się na produkcję i odkładanie tłuszczu. Dopóki jesteś w stanie utrzymać taką dietę i deficyt kaloryczny, to chudniesz - ale biada ci, jak ją tylko zakończysz - od razu następuje efekt jojo, bo twój organizm jest już rozpędzoną fabryką błyskawicznie konwertującą węglowodany na tłuszcz.


Epidemia otyłości w krajach rozwiniętych wiązana jest z biedniejszymi warstwami społecznymi spożywaniem przez nie dużych ilości jedzenia o niskiej wartości odżywczej. Organizm, nie dostając odpowiedniej ilości białka, zdrowych tłuszczy, witamin, żelaza czy innych ważnych składników pokarmowych, nadal odczuwa głód i zmusza człowieka do poszukiwania kolejnych porcji jedzenia, powodując spożywanie kolejnych bezwartościowych, pustych kalorii - co przypomina próby zaspokojenia pragnienia poprzez picie wody morskiej.


Bardzo łatwo tutaj wpaść w pułapkę, że przecież ja jem mało, zdrowo, bo coś jest domowe, bio - czyli zdrowe. Nie kupując gotowego jedzenia w sklepach, przetworzonej żywności, zawierającej konserwanty, fastfoodów, nie pijąc gazowanych słodkich napojów ani nie jedząc słodyczy itp. bardzo łatwo uznać, że nie je się przecież śmieciowego żarcia i odżywia się zdrowo. Ale nawet domowe, własnoręcznie upieczone pyszne bułeczki z mąki bio z dżemem z owoców z własnego ogródka na śniadanie, popite domowym kompotem od babci, są takim mało wartościowym jedzeniem, które dostarcza tylko kcal, a niemal wcale białka czy tłuszczów. Godzinę po takim śniadaniu twój organizm będzie ci kazał szukać znowu kolejnych przekąsek.


Dieta low carb jest niczym innym, jak - przez eliminację węglowodanów - dietą skupioną na dostarczeniu w pierwszej kolejności białek i tłuszczów w odpowiedniej ilości. Dietą skupioną na tym, żeby organizm poczuł się syty, nie zagrożony głodem i unormować poziomy hormonów - insulinę, kortyzol, zmniejszyć insulinooporność tkanek, spowodować przekierowanie większej ilości glukozy do mięśni w celach energetycznych, zamiast odkładania w postaci tkanki tłuszczowej. Pomaga zredukować ciągłe uczucie głodu i potrzebę podjadania. Dieta ta również ma deficyt kaloryczny - brak liczenia kalorii nie oznacza, ze go nie ma - deficyt kaloryczny pochodzi z usuniętych z diety węglowodanów, z mniejszej ilości posiłków, braku przekąsek pomiędzy posiłkami - związanych ze zmniejszonym uczuciem głodu - z jednoczesnym odczuwaniem większej ilości energii i większym wydatkiem energetycznym na NEAT (zwykłe codzienne aktywności nie będące sportem) czy ewentualny sport.


#odchudzanie #lowcarb

@GazelkaFarelka tak jest, a najlepsza dieta to dieta twarogowa z dodatkiem awokado i łososia!

*żartuje oczywiście ale tak naprawdę to świetne źródła białka, tłuszczu i do tego z niską zawartością węglowodanów*


Low carb, High Protein and High fat!


A jeżeli chodzi o unikanie tłuszczu, to na początku przy odchudzaniu się można zacząć unikać tego tłuszczu dodanego: ze smażenia, z wysoko przetworzonej żywności ale jednocześnie należy spożywać (w limicie kalorycznym oczywiście) produkty naturalnie bogate w tłuszcz: ryby (łosoś, śledź makrela- dorsz jest fujka bo jest "suchy" xD ), jaja, orzechy (chociaż sam ich prawie nie spożywam poza sporadycznie pistacjami- jakoś tak wychodzi), nabiał: twaróg, sery żółte. Mięso wołowe, kurczak (ale jak nie chcemy dobić czystego białka to raczej udko niż pierś), awokado i odrobina oliwy.


Pamiętajcie, że tylko ryby (chyba że jesteś wege to chyba jeszcze tylko algi) są źródłem NIEZBĘDNYCH kwasów omega 3 na niedobór których cierpi aż 80 procent populacji.


Białko również na dużą i ważną rolę w regulacji i produkcji hormonów.

Spokojnie można spożywać te 2g na kg/mc. Dodatkowo białko w trawieniu jest najbardziej wymagające energetycznie.

@GazelkaFarelka W drugą stronę też to działa i też idzie być sytym. Faktycznie na LCHF się fajnie chudnie, ale żeby to była optymalna dieta dla osób, które są zainteresowane sportem to już gorzej, ja sobie obecnie nie wyobrażam na niziutkich węglach robić maraton czy półmaraton w konkretnym tempie, zwyczajnie bym dostał bomby po chwili.

Wszystko zależy od zastosowania, sam stosuję LCHF na co dzień a do wyścigów akurat LFHC

@GazelkaFarelka dzięki za ten wpis. U mnie stuknął miesiąc i 6 dni na diecie low carb. Oczywiście nadal muszę liczyć kalorie żeby chudnąć ale jestem dłużej syty i nie mam napadów głodu. Razem ze zmianą diety zauważyłem że zmienił mi się skład śliny: zaczął się dużo szybciej pojawiać kamień nazębny mimo że myję zeby 2 razy dziennie. Słyszałem że to typowe dla diety niskowęglowodanowej i jeden ze sposobów oceny diety naszych przodków przez archeologów.


Ważne żeby przy redukcji węglowodanów jeść lepsze tłuszcze: masło, olej lniany, olej kokosowy, oliwa z oliwek dobrej jakości a unikać tłuszczy wysokoprzetworzonych, rzepakowego, słonecznikowego i innych.


Kolejna ważna rzecz to dbanie o spożycie błonnika, zauważyłem że lepiej trawie gdy suplementuje błonnik np z babki albo kokosowy. WHO zaleca 30g błonnika dziennie (tyle co 800g brukselki), nie jest to łatwe chcąc ograniczyć węglowodany.

Zaloguj się aby komentować

Drobne #chwalesie


Dziś zakończyłem małą redukcję korygującą na podtrzymanie masy ciała. Spadło około 8kg. Obecna waga to 80,4kg przy 186cm.

Jest w pytkę, można żreć ☺️


#chudnijzhejto #odchudzanie

Lubiepatrzec userbar

@Lubiepatrzec idealne parametry, dokładnie takie jak moje. Tyle że ja bym przesunął u siebie 5 kilo brzucha na klatę...

Zaloguj się aby komentować

Trochę teorii do poprzedniego wpisu. Generalnie, jak zauważył jeden z komentujących, wszystko sprowadza się do "mniej jeść a więcej się ruszać", ale istotną kwestią jest czego mniej jeść, jak często jeść i jakie formy ruchu wybrać - bo nie było to u mnie wybrane przypadkowo. Tutaj tłumaczę, dlaczego robiłam tak, a nie inaczej. To są ważne niuanse, które mają duży wpływ na skuteczność chudnięcia oraz kwestię, czy na tej diecie wytrzymasz, czy zrezygnujesz po tygodniu.


Wszystkie węglowodany, nie tylko cukry, są wchłaniane do krwi w postaci glukozy. Poziom "cukru we krwi" nie pochodzi wyłącznie ze słodyczy, ale również rośnie mocno po zjedzeniu pieczywa, mącznych i zbożowych produktów, makaronów, kasz, ryżu itp. a także warzyw, które zawierają dużą ich ilość.


Poziom glukozy we krwi powoduje wydzielenie odpowiedniej ilości insuliny do krwi, która umożliwia transport tej glukozy do komórek w tkankach ciała.


Insulina jest hormonem anabolicznym, hormonem wzrostu. Pomaga budować masę ciała, stosowana bywała przez niektórych kulturystów jako doping (nielegalny). Będąc dawno temu w ciąży, po zdiagnozowaniu u mnie cukrzycy ciążowej, dowiedziałam się, że wysokie poziomy glukozy w organizmie matki matki wywołują wysokie poziomy glukozy i insuliny u dziecka, co będzie powodowało nadmierny przyrost jego masy (np. masa urodzeniowa 5 kg i konieczność cesarskiego cięcia), a także jego problemy z metabolizmem, skłonność do cukrzycy i otyłości w przyszłości. Stąd na mojej diecie w ciąży miałam dbać, aby mój poziom glukozy po posiłku nie przekroczył dozwolonej normy. Dzieciątko urodziło się ważąc 3.2 kg, siłami natury, a ja po pozbyciu się z mojego ciała dziecka, wód płodowych, łożyska i zgromadzonej wody ważyłam mniej niż przed ciążą - chociaż jedyne, czego pilnowałam, to poziom glukozy, a nie kalorie. Na dodatek jadłam wtedy pięć posiłków dziennie, żeby też mieć pewność, że dziecko dostanie odpowiednią ilość substancji odżywczych.


(To miejsce, żeby zadać sobie pytanie, czy tak samo nie działa w przypadku już urodzonych ludzi? Dlaczego medycyna mówi, że u dziecka w brzuchu matki nadmiar glukozy oraz insuliny we krwi wywoła nadwagę, skłonność do otyłości i chorób metabolicznych, a dzieciom i dorosłym dietetyka zaleca się udział 50-60% węglowodanów w diecie, bułeczki, płatki zbożowe na śniadanie, chlebek do każdego dania, połowę talerza obiadowego ziemniaków, kaszy itp.? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. O tym też zrobię osobny wpis.)


Czasami, z różnych powodów tkanki organizmu odmawiają przyjęcia glukozy z krwi - co powoduje wydzielanie coraz większych ilości insuliny, żeby tą glukozę jednak do tych tkanek przepchnąć, w myśl zasady "jak nie idzie, weź większy młotek". W organizmach osób insulinoopornych ilość wydzielonej insuliny w odpowiedzi na glukozę potrafi być kilkukrotnie większa, niż u osób zdrowych. Powoduje to, że ich organizm nieustannie poddawany jest działaniu nadmiernych ilości tego hormonu. A jedną z właściwości insuliny jest również wspomaganie odkładania tłuszczu w tkance tłuszczowej oraz blokowanie spalania tłuszczu z tkanki tłuszczowej.


(Insulinooporność to nie jest jakiś margines. Jest wbrew pozorom częstym przypadkiem. Szacuje się, że cierpi na nią nawet 30-40% dorosłych europejczyków. Jej objawy tłumaczone są często zmęczeniem, stresem, niewyspaniem. Insulinooporność jest w dużej mierze genetyczna, jest też zwiększana przez stres - hormon zwany kortyzolem, zależy też od poziomu hormonów płciowych (testosteronu i estrogenu - im wyższe, tym insulinooporność mniejsza), jest przyśpieszana przez rosnącą otyłość brzuszną, a przy długofalowym nieodpowiednim stylu życia prowadzi do cukrzycy i jej powikłań, takich jak miażdżyca, zawały i przedwczesne zgony. Jeżeli zajadasz stres i zmęczenie słodyczami, zapijasz piwem a bebzon ci rośnie, to jest duża szansa, że to właśnie o tobie).


Co się dzieje, jak jesz co trzy godziny posiłki bogate w węglowodany? Podbijasz cały czas poziom glukozy i poziom insuliny, nie dając jej na chwilę spaść na niski poziom i odblokować możliwość spalania tkanki tłuszczowej. Pięć posiłków dziennie, bogatych w węglowodany daje ci 15 godzin dziennie blokady spalania tłuszczu, a tylko 9 godzin gdzie ten tłuszcz może być swobodnie spalany (to wersja optymistyczna, bo wysoki poziom glukozy i insuliny może utrzymywać się dużo dłużej niż trzy godziny po posiłku - w przypadku późno jedzonej kolacji - nawet do rana). Jeżeli ograniczysz węglowodany do np. jednego posiłku dziennie np. obiad i zrezygnujesz z kolacji, to zwiększysz do kilkunastu godzin na dobę okienko czasowe, w trakcie którego poziom glukozy i insuliny jest niski, a organizm może swobodnie spalać tkankę tłuszczową.


Jeżeli przyzwyczaisz swój organizm, że nie dostaje co chwilę swojego strzała glukozy, zaadaptuje się do uzyskiwania energii z tkanki tłuszczowej. To sprawi, że nie będziesz co chwilę czuć głodu i przymusu jedzenia, bo zapotrzebowanie na energię będzie pokrywał w dużej mierze tłuszcz z twojego dupska.


Czy węglowodany są złe? Nie. "Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną - tylko dawka decyduje o tym, co jest trucizną". Glukoza jest lepszym paliwem, które organizm traktuje trochę jako "nie zużywaj na byle co, to na święta". Spalana jest głównie w trakcie wysiłku o dużej intensywności, powyżej 70% maksymalnego tętna, czyli np. bieganie, szybka jazda rowerem i inne ćwiczenia aerobowe. Glukoza jest bardzo efektywnym paliwem (do uzyskania takiej samej ilości energii wystarczy 75% tlenu niż w przypadku tłuszczów). Organizm traktuje ją trochę jako lepsze paliwo na wyjątkowe okazje - jakbyś na przykład musiał nagle spierdalać przed niedźwiedziem, w której to sytuacji dosyć kluczowa jest kwestia, kto wyciśnie lepszy wynik - ty, czy niedźwiedź. Sportowcy doładowują się węglowodanami przed zawodami, ponieważ każdy z nas ma ograniczoną naszą kondycją możliwość transportu tlenu przez krew (VO2max, pułap tlenowy). Przy dostarczanej tej samej ilości tlenu przez krew, z węglowodanów można po prostu wycisnąć więcej energii, co przekłada się na wyniki na zawodach. Gdy gdy zapas węglowodanów we krwi, wątrobie i mięśniach się skończy, to organizm musi przełączyć się na tłuszcz. Przy intensywnym wysiłku można odczuć efekt "odcięcia"- nagłe osłabienie, drżenie mięśni, zawroty głowy. Organizm blokuje korzystanie z glukozy mięśniom, żeby zatrzymać minimalną rezerwę dla mózgu i zapobiec utracie przytomności. Jednak zakładając, że czytasz to bo na razie chcesz tylko schudnąć, nie przewidujesz w najbliższym czasie konieczności spierdalania przed niedźwiedziem ani wygrywania etapu Tour de France - węglowodany możesz z powodzeniem zminimalizować i nie musisz zmuszać się do sportów o wysokiej intensywności.


Kilka słów o mózgu. Tak, potrzebuje glukozy, ale ilość potrzebną do działania mózgu organizm wytwarza sobie powoli sam, nie trzeba dostarczać jej z pożywieniem. Pewną ilość dostarcza też mikroflora jelitowa, rozkładając błonnik w jelitach. Możesz nie jeść w ogóle węglowodanów, ba, nawet możesz nie jeść nic w ogóle, a organizm sam utrzyma stabilny niezbędny poziom glukozy we krwi.


Przez większość historii człowieka jako gatunku, węglowodany nie były podstawą diety, zawsze były rarytasem (dlatego tak je lubimy) i dopiero rewolucja neolityczna kilka tysięcy lat temu umożliwiła łatwe pozyskiwanie ich na dużą skalę. Chociaż nawet wtedy nie było to tak łatwe jak dziś, bo trzeba było się jednak przy tym w polu trochę narobić.


Tłuszcz natomiast, jako słabsze paliwo, spalany jest głównie przy czynnościach o niskiej intensywności, gdzie nie są potrzebne wielkie osiągi - jak zwykłe czynności życiowe, lekkie ćwiczenia typu nordic walking, spokojna jazda rowerem czy spacery.


Wystarczy, że nie będzie przeszkadzać w tym procesie krążąca we krwi insulina, wydzielona w wyniku spożycia węglowodanów...


#odchudzanie

@GazelkaFarelka a ja węglowodanów, zwłaszcza złożonych będę bronił. Nie one są problemem. To, że udomowiliśmy pszenicę to wielkie osiągnięcie, aczkolwiek wiem, że nie negujesz ich całkowicie. Jest cała masa innych czynników które powodują że rosną nam bebzony Nawet sama pszenica plonująca na poziomie >10ton z hektara nieco różni się od jej dawnych odmian.

Zaloguj się aby komentować

Trochę o mojej diecie, na której - jak pisałam tutaj, schudłam 9.2 kg w 4 miesiące. Może kogoś zainspiruje i pomoże. Nie jest to jakaś mocno wymagająca dieta, jak może się wydawać. Rzadko byłam na niej głodna, w zasadzie tylko późno wieczorami, ale to motywowało mnie żeby wcześniej iść spać i się wyspać.


Jest to dieta typu "low carb" czyli oparta na redukcji węglowodanów i ograniczeniu do tych z niskim indeksem glikemicznym. O samej koncepcji tej diety napiszę może w innym wpisie, bo to dużo szczegółów, tutaj skupię się tylko na rzeczach, które pomogły mi efektywnie i bez wielkich wyrzeczeń schudnąć.


Cała dieta była przemyślana tak, żeby nie utrudniać mi normalnego życia, żebym nie musiała np. gotować sobie osobno pięciu posiłków a osobno obiadu dla rodziny, żebym nie musiała wyszukiwać dziwnych przepisów czy produktów spożywczych tylko oprzeć się na tych dostępnych w każdym sklepie, albo spędzać czasu na liczeniu kcal i ważeniu każdego posiłku. Niemniej z etykietami wszystkich produktów trzeba się dobrze zapoznać.


Motto to "łatwiej nie zjeść, niż spalić". Podstawą odchudzania jest dieta i nic nie da wyciskanie siódmych potów, jeżeli po treningu za chwilę nagrodzisz się czekoladą. Albo zjedzenie czegoś, obiecując sobie, że "jutro spalę", co może w ogóle nie nadejść, bo się okaże że jednak nie dasz rady jutro zrobić tego treningu. Jakąś aktywność fizyczną traktuj jako bonus do diety, a nie podstawę redukcji. Być może też nie od razu dasz radę, bo po przejściu na dietę twój organizm zacznie strajkować przeciwko nowym porządkom i możesz początkowo czuć objawy odstawienia takiej jak osłabienie czy ból mięśni. Trzeba jakoś te dwa, trzy tygodnie przepękać i się przyzwyczaić. Z przekąsek na ten okres przejściowy polecam jabłka, migdały, mały pasek gorzkiej czekolady, pistacje, orzeszki ziemne, jak jeszcze nie możesz pozbyć się nawyku żeby zjeść coś ekstra bo inaczej zwariujesz.


- Jem dwa posiłki dziennie, czasami trzy. Początkowo były to trzy posiłki a zamiast kolacji np. jabłko. Generalnie, jem tylko wtedy, kiedy potrzebuję. Jeżeli już się decyduję na jedzenie dodatkowego posiłku, to jem coś normalnego, a nie jakieś małe cokolwiek, po którym za godzinę będę znów grzebać po szafkach. Jem śniadanie do syta oraz późny obiad do syta. Kolację odpuszczam, no chyba że jestem faktycznie mocno głodna albo obiad był dużo wcześniej niż zwykle. Nie jem posiłku tylko dlatego, że jest na niego pora. Coraz więcej dietetyków zgadza się z tym, że zalecenie jedzenia 5 małych posiłków dziennie jest bez sensu, zmusza ludzi do myślenia o jedzeniu, zaglądania do lodówki co trzy godziny i utrzymuje nawyk żucia czegoś co chwilę jak krowa na pastwisku - ani razu się przy tym porządnie nie najadając. Łatwiej jest moim zdaniem utrzymać morale i dietę, mając świadomość że następnego dnia znów porządnie się najesz, niż gdy wiesz, że najbliższy syty posiłek czeka cię dopiero jak skończysz dietę.


- Robię wieczorno-nocną długą przerwę między posiłkami (post przerywany). Czyli już po obiedzie o 16-17 już nie jem, następny posiłek dopiero rano. (Dlaczego tak, o tym też w osobnym wpisie).


- Dużo białka, nawet 1,5-2g/kg masy ciała. Większość badań zgadza się z tym, że przyjęta dziś norma RDA 0,8g/kg to minimum. Dla osób starszych, do których się zaliczam (he, he) są już wręcz zalecane większe ilości. Negatywne efekty obserwowano tylko w przypadku spożycia białka powyżej 3g/kg masy ciała. Białko to nie tylko mięso, ale także ryby, owoce morza, jaja, wszelkiego rodzaju sery i nabiały, znajduje się w wielu roślinach jak soja czy orzechach lub pestkach. Ja tego nie liczyłam, ale wybierałam produkty o dużej zawartości białka i robiłam z nich posiłki.


- Nie przejmuję się tłuszczem i tym że produkty go zawierające mają dużo kcal. Nie wciskam go na siłę do diety, ale nie rezygnuję z produktów tylko dlatego, że mają dużo tłuszczu. Tłuste ryby, masło, boczek, oleje roślinne - najlepiej nierafinowane, tłoczone na zimno, pełnotłuste sery, orzechy, pestki i nasiona, niektóre owoce i warzywa (awokado). Tłuszcze nadają smak, razem z białkiem dają uczucie sytości na dłużej, redukują chęć podjadania. Zdrowe tłuszcze są niezbędne do funkcjonowania organizmu. Najgorsze są przetworzone tłuszcze przemysłowe, utwardzane, tego należy unikać, rzeczy smażonych na głębokim oleju w jakichś podejrzanych fryturach itp.


- Redukcja węglowodanów, nie tylko cukrów. Dlaczego, to temat na cały osobny duży wpis. Ogólnie wywal albo mocno limituj ilość wszystkiego, co ma więcej niż 15-20g węglowodanów / 100g. A na śniadanie wybieraj produkty, które nie mają ich prawie wcale. Wylatują słodycze, soki (nawet te bez dodatku cukru) i słodzone napoje - to rzecz oczywista. Wywaliłam także pieczywo (razowe pod tym względem, wbrew temu co mówią dietetycy, nie jest dużo lepsze niż białe - u mnie, u ojca czy siostry na glukometrze było widać, że wchłaniało się i podnosiło poziom glukozy tak samo jak białe bułki). Wywaliłam wszelkie płatki zbożowe, jakieś musli i tak dalej (nawet te bez dodatku cukru), suszone owoce. Ograniczyłam makarony i produkty mączne, ryż, ziemniaki i kasze, gotowane warzywa korzeniowe jak marchewka czy buraczki, ale nie rezygnowałam z nich całkowicie z powodów praktycznych. Codziennie gotuję normalne obiady, bo gotuję nie tylko dla siebie, ale też dla swojej rodziny - po prostu mniej sobie nakładam tego na talerz niż inni. Oprócz indeksu glikemicznego liczy się też sama ilość, czyli ładunek glikemiczny. 100 g ugotowanego ryżu czy ziemniaków ma tylko 20 g węglowodanów, a jakieś wypełnienie żołądka i poślizg w jelitach też musi być. Jeżeli był obiad zawierający dużo węgli, np. pinsa, to po prostu jadłam mniej i dopychałam się ewentualnie jakimś twarogiem. Generalnie, dopóki nie jesteś cukrzykiem i nie musisz pilnować poziomu glukozy ze względu na swoje zdrowie czy zdrowie nienarodzonego dziecka, to nie musisz tego podchodzić do tego rygorystycznie bez wyjątków, a okazjonalne zjedzenie czegoś nie ruinuje całej diety. O ile te okazje nie są co chwila, rzecz jasna.


- Dużo błonnika. Warzywa, świeże owoce, orzechy, pestki, nasiona, można się suplementować np. pijąc zaparzone zmielone siemię lniane czy dodając do jedzenia nasiona chia.


- Picie 2-3 kaw dziennie. Ja akurat zawsze piłam dwie. Kawa świetnie zabija głód i ochotę na słodkie po zjedzonym obiedzie. Poza tym mi smakuje. Dużo osób pije kawę z tłustą śmietanką.


- Chodzenie na spacery. To chyba punkt, w którym zgadzają się wszystkie diety i dietetycy. Wielu mówi o 10 tys. kroków, ja akurat nie mam smartwatcha (nie lubię zegarków), ale zaczęłam chodzić codziennie na 30-minutowe spacery. To naprawdę dużo daje niskim kosztem - nie musisz nigdzie dojechać, po prostu wkładasz buty i wychodzisz z domu kiedy akurat masz czas (ja akurat miałam czas tylko późno wieczorem). Polecam aplikację np. Strava gdzie znajdują się wyzwania, np. "przejdź minimum 50 km w maju" za które dostajesz odznaki. Nie raz robiłam dodatkowe kilometry, tylko po to, żeby dobić do odznaki.


-Alkohol. Ja akurat bardzo rzadko piję, więc tu nie miałam co odstawiać, ale jeżeli pijesz to odstaw. Piwo ma największy ze wszystkich produktów indeks glikemiczny. Alkohol obciąża wątrobę, która zajmuje się metabolizmem. Pijąc alkohol utrudniasz i sabotujesz jej pracę, bo zamiast spalać tłuszcz z twojego dupska zajęta jest rozkładaniem alkoholu.


#odchudzanie

845c2fa6-ce94-41f6-b193-2674738254ee

@GazelkaFarelka ogólnie wszystko robisz dobrze. Nie potrzebnie skupiasz się na białku. Najlepsza dieta to zrównoważona, śródziemnomorska.


Co do pieczywa, to prawda jest taka, ze razowego już nie ma od dawna. Te ciemne to mieszanki pszenno-żytnie.

Wiem, że upraszczam, ale ogólnie to wystarczy mniej żreć, nie żreć na noc, odstawić wszelkie słodkie typu batoniki, cola, etc, zwiększyć udział warzyw i trochę się ruszać.

Zaloguj się aby komentować