Nieopodal opuszczonego cmentarza ewangelickiego, na terenie opuszczonej wioski (z domów zostały tylko fundamenty), niedaleko dziwacznej kapliczki o której już dzisiaj pisałem, znalazłem krzyż z taką tabliczką. Ja nie wiem czy to nie jest jakiś fejk. W internetach piszą że to nawiedzona wioska i może ktoś to postawił, żeby udowodnić, że cos jest na rzeczy. Duchów w każdym razie nie widziałem ale klimat niezły 😀
@skorpion tam nic nie można kupić, a mało tego, to od lat systematycznie wyświetlają okolicznych mieszkańców i wszystko przejmuje Kampinoski Park Narodowy. Stąd też właśnie te opuszczone wioski.
@InstytutKonserwacjiMaryliRodowicz Też się zastanawiałem nad tym. Ale chyba tabliczka jest taka, jak się na nagrobnych krzyżach montuje, zaś napis jest zrobiony flamastrem - markerem. Co do telefonu, to w 2002 tez miałem komórkę, choć byłybto wówczas sprzęty drogie i porządane.
@A_a mam dom na wsi, normalne okna. Tydzien po umyciu okna z powrotem sa ujebane. Z takimi przeszkleniami dostalbym pierdolca pod tym wzgledem. Do tego dochodzi kwestia prywatnosci oraz kwestia ogrzewania i klimatyzacji. W mojej opinii tego typu dom jest mega niepraktyczny, ale ja to w zyciu sie kieruje zawsze rozsadkiem a nie stylem, wiec rozumiem, ze komus innemu moze sie podobac
Na swój sposób to ironiczne, że klauny które miały bawić i śmieszyć ludzi są w oczach wielu osób źródłem strachu i przerażenia. Nawet sam cyrk ma w sobie aurę czegoś niepokojącego. Po części może to wynikać z nadużywania tropu przerażających klaunów w horrorach. Trzeba byłoby wtedy jednak zadać sobie pytanie czemu w ogóle twórcy horrorów zainteresowali się tym motywem.
Być może wynikało to z wpływów historycznych gdy wyszło na jaw, że seryjny morderca John Wayne Gacy często występował charytatywnie jako klaun. W samych jednak klaunach jest coś nienaturalnego co wzbudza poczucie lęku. Maska klauna ma bawić swoją groteskowością, ale to co dziwne choć może wydawać się zabawne jednocześnie wywołuje też często niepokój. Granica między strachem i śmiechem jest bardziej cienka niż mogłoby się wydawać.
Należałoby się więc zastanowić nad samą naturą śmiechu która jest cechą unikalną dla ludzi. Zwierzęta jak Hieny mogą wydawać dźwięk podobny do śmiania się, ale jednak nie jest on prawdziwym wyrazem rozbawienia. Ludzie reagują natomiast śmiechem gdy spotykają się z czymś co wykracza poza znane normy. Śmiech jest więc reakcją na coś bezsensownego. Nie bez powodu postmoderniści uwielbiali ironie bo podważała ona absolutne ideę.
Klauny ostatecznie dla niektórych mogą symbolizować tragikomiczność samej egzystencji. Dość często w końcu uważa, że życie to żart i dramat jednocześnie. Wydaje się, że popularny swego czasu film Joker dość dobrze ukazywał ten motyw. Można by więc pomyśleć, że strach przed klaunami to strach przed absurdem samej rzeczywistości którą wielu ludzi nieustannie próbuje uporządkować i nadać jej znaczenie.
@Al-3_x to ma sens tu i teraz, gdy nam się wszyscy objawiają z problemami psychicznymi. Nie ma sensu historycznego. Równie dobrze można się bać trefnisia.
Często zastanawiam się dlaczego ludzie w ogóle lubią horrory. Miałem już podobne wpisy, ale wydaje mi się, że od czasu do czasu należy odświeżyć ten temat ze względu na jego złożoność. Strach nie jest bowiem przyjemnym uczuciem, ale mimo to jest dużo osób które kochają z nim obcować poprzez fikcje. Dlaczego tak więc jest? Powodów jest tu raczej kilka.
Po pierwsze chodzi o napięcie. Oglądanie na ekranie jak bohater musi się mierzyć z licznymi przeszkodami i ryzykować swoim życiem jest typowe dla wielu fikcyjnych gatunków, a nie tylko dla horrorów. Jednak to właśnie w historiach grozy poczucie zagrożenia jest zwykle największe co wywołuje silny wzrost adrenaliny. To sprawia, że filmy grozy faktycznie wydają się być ciekawą rozrywką.
Po drugie ludzie dążą zwykle do oswajania się z tym co wywołuje w nich lęk. Mało kto jednak chciałby mieć do czynienia z realnym zagrożeniem jak jakiś seryjny morderca, dziki zwierz czy potwór by to osiągnąć. Doświadczenie strachu w kinie jest dużo bardziej bezpieczne i komfortowe dla przeciętnego człowieka. Jeśli ktoś natomiast mimo wszystko pragnie większego uczestnictwa w tym procesie to pozostają mu jeszcze gry.
Po trzecie to wydaje się istnieć jakiś związek pomiędzy libido, a strachem. Dla przykładu wampiry obu płci są często przedstawiane jako niezwykle uwodzicielskie. Demony również bywają seksualizowane za sprawą sukubów i inkubów. Podobna sytuacja dotyczy wilkołaków, wiedźm, seryjnych morderców, a i nawet mniej humanoidalnych monstrów co łatwo odkryjecie jeśli zagłębicie się w bardziej mroczne rejony internetu. Na plakatach horrorów klasy b też często widać jakieś atrakcyjne, półnagie panie które miałyby paść ofiarą jakiegoś potwora i które to protagonista będzie musiał ratować. Freud pewnie by napisał coś na temat tego, że te kreatury są wyrazem jakiś wypartych lęków seksualnych. Jung może posłużyłby się za to metaforą cienia i animy. Zazwyczaj jednak w typowym slasherze para kochanków często ginie akurat gdy ma zamiar uprawiać seks co hamuje przepływ libidalny. Nie jest to więc kwestia tak całkowicie jednoznaczna.
Po czwarte chodzi o wymiar egzystencjalny. Weird fiction to podgatunek fantastyki którego najbardziej znanym przedstawicielem jest Lovecraft. Często porusza się w niej tematykę mierzenia przez człowieka z tematem nieistotności jego własnego istnienia. W tym przypadku problemem nie jest jakiś potwór czy demon, a sama rzeczywistość która przytłacza nie tylko bohatera samej powieści, ale i czytelnika. W tym przypadku doświadcza się nie poczucia strachu lecz trwogi, a to już ma znamiona religijne jakby to powiedział holenderski filozof religii Gerardus van der Leeuw. Pojawia się perspektywa czegoś co wykracza poza ograniczone ludzkie zrozumienie. To może wzbudzać przerażenie, ale i również niezwykłą ciekawość.
Ostatecznie jestem zdania, że najsilniejszym, ludzkim instynktem jest pragnienie własnego bezpieczeństwa. Główną motywacją do działania jest chęć zapewnienia sobie komfortu ucieczki przed niebezpieczeństwem. A jednak istnieje też to co Erich Fromm nazywał pragnieniem przygodności. Ludzie nie znoszą nadmiernej rutyny, nudy i czasami chcieliby przeżyć czegoś ryzykownego. Horror wywołuje w ludziach niezwykle silne emocje bo odwołuje do tych najbardziej pierwotnych potrzeb człowieka. Dlatego końcowo są oni przyciągani przez grozę i fascynują się nią w większym lub mniejszym stopniu.
Horrory gwarantują emocje nawet jak fabularnie są słabe, więc jak chcę jakichś intensywnych przeżyć to pójście do kina na horror daje niezły stosunek emocje/cena.
@HolenderskiWafel Oczywiście, że nie. OP posługuje się filozofią ale analizy podpierane psychologią czy socjologią kultury dochodzą do podobnych wniosków. Bajki też mają zaplecze analityczne. Włącznie z chińskimi xD
U mnie to będzie napięcie albo uczucie zbliżone do masochizmu (?) w przypadku gier, jak w Cry of Fear wahałem się iść dalej nie wiedząc co na mnie wyskoczy ale kontynuując z ciekawości co będzie dalej. Po prostu jest coś w nich intrygującego i przyciągającego, czy to atmosfera i klimat, kreatury lub poruszane ciężkie tematy (samobójstwo, depresja, klaustrofobia, zespół stresu pourazowego, dysmorfofobia, problemy w relacjach, kryzys egzystencjalny).
W przypadku filmów to też mam pewne ciągoty ale jak coś tam się dzieje to w większości albo reaguję śmiechem na akcje albo szokiem na coś obrzydliwego czy niepokojącego.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka przedstawia następne wznowienie. "Stukostrachy" Stephena Kinga mają zaplanowaną premierę na 8 maja 2025 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 640 stron, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Haven, idylliczne miasteczko w stanie Maine, przeobraża się w niebezpieczną pułapkę dla każdego nowego przybysza. Diabelską przemianę wywołuje na pozór błahe wydarzenie – Bobbi Anderson potyka się w lesie o dziwny metalowy przedmiot i bezskutecznie stara się go wykopać. Wkrótce tajemnicza rzecz, zagrzebana w ziemi od tysiącleci, zaczyna się rozrastać i zmieniać kształty, upodabniając się do ruin starożytnej budowli. Bobbi i jej partner popadają w dziwne uzależnienie od tego wykopaliska, a wszyscy mieszkańcy Haven zostają obdarzeni mocą nieznaną zwykłym śmiertelnikom…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Detektyw ubezpieczeniowy, rozsądny i analityczny John Trent, na co dzień zajmujący się sprawami wyłudzeń odszkodowań, dostaje zadanie odnalezienia szalenie (hehe) poczytnego pisarza grozy Suttera Cane'a, który zniknął bez śladu. Zatroskany wydawca obawia się czy otrzyma zakontraktowaną powieść, w oczekiwaniu na którą czytelnicy tracą rozum (hehehe). W tym celu bohater udaje się do małego miasteczka, gdzie jego zdaniem autor powieści się ukrył. Na miejscu jednak zderza się z okoliczniościami, które wystawią jego sceptycyzm na ciężką próbę i każą wątpić co do prawdziwej natury rzeczywistości.
Film do tej pory zupełnie mi nieznany, bardzo przyjemnie mnie zaskoczył. Przede wszystkim świat wykreowany jest żywcem wzięty z powieści Lovecrafta, mimo że na żadnej nie został oparty. Nie chcąc zdradzać fabuły powiem tylko, że fani jego twórczości będą ukontentowani. Wprawdzie efekty specjalne trącą już bardzo mocno myszką, ale na plus jest klimat przełomu lat 80 i 90. Zdecydowanie polecam miłośnikom horrorów, zwłaszcza spod znaku Arkham.
Recenzję zakończę znanym cytatem, który bardzo tu pasuje:
dziś kolejny fragment animowanego dziennika, o którym pisałem na swoim tagu: #w8jek
tym razem jest to animacja zainspirowana tatuażem autorstwa Łukasza Sokołowskiego z Księżyca (studio tatuażu w Katowicach), w komentarzu oryginalna praca Łukasza,
A tymczasem uważajcie na siebie bo jutro poniedziałek
Przychodzę do Was z pytaniem o tytuł filmu. Był to horror, podgatunek slasher ale odwrócony. Na pewno ma ponad 10 lat.
Akcja ma miejsce w jakimś bogatym domu, na zjeździe rodzinnym. W trakcie pobytu tam ktoś zaczyna wybijać biesiadników, jeden po drugim. Napastnicy nie przewidzieli tego, że jeden z członków rodziny przyprowadził kobietę, która potrafi walczyć i tych napastników zaczęła wybijać. Chyba była blondynką.
Chętnie obejrzę po latach ale nie znam tytułu. Kojarzy ktoś?
Właśnie na Youtube wleciała druga część najbardziej chorych filmów świata, czyli Horror Cinema Iceberg. Zapraszam do seansu, ale od razu ostrzegam, że trzeba być zalogowanym i pełnoletnim, materiał bywa ostry, choć starałem się wybierać jak najbardziej lajtowe kadry.
Wydawnictwo IX uruchomiło przedsprzedaż marcowych premier. Ceny promocyjne obowiązują tylko do 10 marca, po tej dacie zostaną podniesione. Wysyłka ruszy po 25 marca. Ukażą się:
Trzy następne tomy dzieł zebranych Stefana Grabińskiego: "Opowiadania rozproszone. Tom 1", "Opowiadania rozproszone. Tom 2" i "Salamandra". Wydania tylko w twardych oprawach.
Tomy ósmy, dziewiąty i dziesiąty dzieł zebranych Stefana Grabińskiego pod redakcją Krzysztofa Grudnika: Opowiadania rozproszone (tom I), Opowiadania rozproszone (tom II), Salamandra. Docelowo seria będzie składać się z 16 lub 17 tomów.
"Xiądz Faust" Tadeusza Micińskiego w dwóch wersjach - wydanie w twardej oprawie z obwolutą w wydaniu limitowanym i klasycznie na twardo.
"Xiądz Faust" to dzieło, którego nie można jednoznacznie zakwalifikować do konkretnego gatunku literackiego. Jest niczym mitologiczne misterium o kosmicznych wymiarach, w którym objawia się nieskończona złożoność ludzkich postaw i przekonań, a także próbą uchwycenia boskiego i lucyferycznego pierwiastka otaczającego nas, niezrozumianego nigdy do końca Wszechświata. Jest historią o potędze człowieka i gorzką refleksją o jego bezradności.
— Krzysztof Biliński
Dodruki w twardej oprawie:
Tadeusz Miciński - "Mené-Mené-Thekel-Upharisim!… Quasi una fantasia"
Tadeusz Miciński - "Dęby Czarnobylskie"
Tadeusz Miciński - "Wita"
Tadeusz Miciński - "Nietota. Księga Tajemna Tatr"
Tadeusz Miciński - "W mroku gwiazd"
Tadeusz Miciński - "Niedokonany"
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Autor: Jakub Bielawski, Paweł Ciećwierz, Bartłomiej Grubich, Grzegorz Kopiec, Maciej Krzywiński, Sebastian Królikowski, Dawid Lipski, Konrad Możdżeń, Łukasz Radecki, Tomasz Sablik, Kamil Staniszek, Wojciech Uszok, Krzysztof Wroński, Anna Maria Wybraniec, Robert Ziębiński
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Vesper
Format: książka papierowa
ISBN: 9788377313732
Liczba stron: 548
Ocena: 7/10
Jak to bywa u mnie ze zbiorami, maznę kilka słów na temat każdego tekstu, który się w środku znalazł.
"Wdowi tom" ma to, co w krótkich formach bardzo lubię: jednozdaniową puentę na samym końcu. Rosnące uczucie niepokoju, a potem występowanie rzeczy niewytłumaczalnych zostało świetnie zrealizowane. Poza tym bardzo przyjemny język.
"Zaraza" to bardzo przyziemna historia, ze zwykłymi ludźmi, zwykłymi przypadkami, która dzięki temu jeszcze bardziej ze mną rezonowała.
"Nomen nominandum" - krótko mówiąc: bardzo przewidywalne i raczej powtarzalne. Ostatni utwór z działu traktującego o przeszłości; szkoda, że było ich tak mało.
"Wielka noc", w dużym skrócie, przeszła od niewiedzy, poprzez niepokój, niechęć i popapranie aż do zupełnej przesady, wszystko to okraszone nutą wieśniactwa i okrucieństwa. Gdyby skończyło się wcześniej, to byłoby w porządku, tak to autor się zagalopował.
"Recykling" w każdym calu emanuje brudem, zepsuciem i korupcją; niestety, tak jak tekst poprzedni, odlatuje w pewnym momencie za daleko w odmęty nadnaturalne. Przyznam jednak, że porównanie i metafora na przedostatniej stronie stworzyły dziwnie uzupełniający się duet i, chcąc nie chcąc, by doszło to do skutku, elementy fantastyczne faktycznie musiały być tutaj obecne.
"Uwęglenie bytu". Nie podobało mi się, napisane dziwnym, chaotycznym stylem, z podziałem na "role", którego nie rozumiałem. Sam rdzeń historii może i ciekawy, ale właściwie ledwie liźnięty i dziwnie zrealizowany.
Ze "Schlesierthalem" mam problem. Z jednej strony mamy do czynienia z tekstem napisanym z perspektywy pierwszej osoby, dosadnie, gładko, tak jakby ktoś obok po prostu opowiadał (bo i tak było); szybko się to wchłaniało. Sama historia wciąga od pierwszych stron, dalej jest tylko lepiej i autor trafia w odpowiednie tony. Jednakże z drugiej strony jest to mini-kontynuacja innej książki autora i trochę mi to śmierdzi, bo nie ukrywam, że wygląda mi to po prostu na swoisty baner reklamowy.
"Co było, minęło" na początku, przez swoją przyziemność, zapowiadało się na coś opowiadającego o mnogości emocji związanych z początkiem pandemii, ale ponownie, w pewnym momencie, historia zeszła na dziwne tory, z których z każdym słowem coraz mniej rozumiałem.
"Pocztówka z wakacji" przedstawia temat wirusa w zupełnie normalnym sposób. Napisana jest w poprawny sposób, który docenia się bardziej po przeczytaniu twistu, gdzie ten z kolei jest wg mnie wymyślony trochę na siłę, byle tylko dopasować go do reszty tekstu. Tutaj kończą się teksty o "teraźniejszości", choć przeskok jest raczej łagodny.
"Nagła śmierć" jest bezwzględnie najlepszym utworem tego zbioru. W przerażająco wiarygodny sposób ukazano tutaj niewyidealizowane życia kilku osób i jak zmieniały się one wraz z rozwojem sytuacji. Nie szło tu uświadczyć żadnych elementów nadnaturalnych, psychopatycznych czy psychodelicznych, a jedynie zwykłą ludzką, później już upadłą, naturę w niepojętej sytuacji. Dawno się tak nie wciągnąłem; tak jak tego konkretnego dnia miałem zakończyć czytanie mniej więcej w połowie rzeczonego tekstu, tak wciągnąłem całość, bo po prostu musiałem poznać zakończenie - przyznam, że całkiem dobitne i w sposób przewrotny sensowne. Przyczepię się tylko do jednego elementu: ludzie, których losy śledzimy zaskakująco często na siebie wpadają.
"Oko zbielało" podsumuję następująco: zniszczony świat, gdzie łowczy na zlecenie Loży polują na chorych; im ktoś przed upadkiem był bogatszy, tym bardziej w stylu Mortal Kombat serwujemy mu śmierć. Popieprzony kawałek.
"Choreomania" to z kolei praktycznie jeden wielki opis tła ze szczątkowymi wydarzeniami, będący jednocześnie metaforą "czegoś". Pretensjonalna nuda.
"Zaczęło się od gwiazd" zalicza się do tej grupy, gdzie przedstawiony jest proces upadku ludzkości, choć w tym wypadku zawiodły wszystkie środki komunikacji, więc upadek ten był bardzo kameralny. Generalnie wg mnie historia wymaga minimalnego zawieszenia niewiary, ale tak to czyta się całkiem dobrze.
"Wszyscy kiedyś byliśmy ludźmi" cierpi na przypadłość "nieciekawe z definicji, bo na końcu zbioru", poza tym było dosyć przewidywalne - spodziewałem się konkretnego zakończenia i niewiele się pomyliłem.
"Garstka proszku" to z kolei najbardziej osobiste kilka stron (dosłownie) w tym zbiorze. Może i napisane trochę chaotycznie - koniec końców obserwujemy dziadka gotowego na śmierć - ale jego zwierzenia są całkiem dojmujące.
Powiem tak: nie da się stworzyć zbioru, gdzie każdy tekst pasowałby każdemu; przecież nie da się tak zrobić nawet z pojedynczym utworem. Mamy tutaj szerokie spektrum jakości, choć zupełnej tandety na szczęście brak, co najwyżej nuda lub nie najlepiej wykorzystane pomysły. Można przeczytać dla zapoznania się z bardzo odmiennymi podejściami autorów do tematu, dosłownie lub metaforycznie odnoszącymi się do zarazy, a jeżeli to Was nie kręci, to warto przeczytać choćby "Nagłą śmierć", "Zarazę", "Schlesierthala" i "Wdowi dom" - te najbardziej mi się podobały. W innych najczęściej przeszkadzało mi niepotrzebne wprowadzanie elementów nadprzyrodzonych lub idiotycznych twistów.
"Nosferatu" to na nowo opowiedziana, znana już doskonale historia:
XIX wieczne Niemcy. Młody Thomas Hutter na zlecenie pracodawcy udaje się w podróż do dalekiej Transylwanii by sfinalizować transakcję sprzedaży zamku tajemniczemu hrabiemu Orlokowi, pozostawiając w domu swoją młodą małżonkę. Jest ona przeciwna tej wyprawie, gdyż ma koszmarne sny i wizje, w których nawiedza ją tajemniczy nieznajomy z przeszłości. Hrabia okazuje się być przeklętym nieumarłym, którego bardziej niż zamek interesuje młoda pani Hutter, z którą łączy go nadnaturalna więź.
W filmie przede wszystkim urzekła mnie strona wizualna - staranne, wręcz pedantycznie skomponowane kadry, z wykorzystaniem symetrii, gry światła i cienia, najczęściej w kolorach czerni i szarości, niczym obrazy lub fotografie a nie kadry filmowe. Surowe piękno przeplata się tutaj z mrokiem i grozą. W kinie, które jest przede wszystkim sztuką wizualną, głównie to stanowi dla wybitności tego dzieła.
Strona wizualna jest sprawnie spleciona ze ścieżką dźwiękową, która staje się kolejnym elementem obrazów, jeszcze mocniej budując u widzów nastrój najpierw tajemnicy, a potem grozy.
Opowieść jest opowiadana powoli, nieśpiesznie, pozwalając widzowi wczuć się w każdą scenę, jednocześnie zgrabnie unikając dłużyzn. Historia jest poprowadzona wyjątkowo sprawnie, dzięki czemu film unika banału czy nieudolnego powielania klisz. Jednocześnie czuje się fatalizm położenia postaci i nieuchronności czekającego ich przeznaczenia.
Wspaniałą kreację stworzył w filmie Bill Skarsgård. Jego hrabia Orlok jest do bólu prawdziwy. Urzekający dla mnie był wschodni akcent, z jakim wypowiadał swe kwestie - mistrzostwo realizmu. Plusem jest też przedstawienie upiora w sposób dalece różniący się od utartych, wyidealizowanych wizji - nie jest on już eleganckim i szarmanckim dżentelmenem, ale trawionym zepsuciem i rozkładem, odrażającym potworem. Aktor staje w mojej opinii się etatowym "złodupcem" Hollywood - role takie jak Pennywise, Diabeł, a teraz Orlok doskonale pokazują jego potencjał w kreacji tego typu postaci.
Z minusów tego filmu, to moich oczekiwań nie spełnił Willem Dafoe - jego postać profesora Franza została zagrana zachowawczo, poprawnie ale tego aktora stać na zdecydowanie o wiele więcej. Z drugiej strony w swojej kreacji lekko przeszarżowała Lily-Rose Depp - chyba zabrakło jej tutaj aktorskiego doświadczenia.
Na zakończenie dodam, że na premierze filmu nie mogło oczywiście zabraknąć, niczym w memach, poprzebieranych gotek, które seansowi nadały dodatkowego klimatu.
Lubię wracać do tego filmu. Myślami bardziej niż do oglądania, bo... to sugeruję sprawdzić osobiście
Warto. Mało jest takich filmów. Filmów z takim twistem i z takim zakończeniem.
Dodatkowo, bez heheszków - dziś tego filmu, z takim samym scenariuszem by nie nakręcono. Coś by tam trzeba było zmienić. Oczywiście spowodowałoby to, że jakieś tam zdarzenia stałyby się niewiarygodne (tutaj abstrahuję od tego, czy w ogóle są tam wiarygodne zdarzenia - piszę w znaczeniu: w świecie przedstawionym wiarygodne jest, że ludzie latają, ale nie jest wiarygodne, że latają sobie zadowoleni w czasie burzy gradowej ) ale jak mus to mus. Mam nadzieję, że nie powstanie remake, bo film raczej furory nie zrobił.
Do oglądania też czasem wracam. Przynajmniej fragmentów, bo pozwala poczuć nastrój, a równocześnie się oglądajacy (JA ) nie wkurza, że.. też sugeruję się przekonać.
Dziewczyna z chlopakiem znalezli sie na jakims pustkowiu i trafili do jakies rudery w ktorej mieszkalo chyba 4 psycholi ojciec i synowie. Na zmiane ja gwalcili, na koncu dziewczyna wsadzila sobie pobita butelke i jak jeden z tych psycholi chciaj jej wlozyc to rozwalilo mu benisa
@PaczamTylko @KierownikW10 nic niestety z tego, gpt jest ocenzurowany mocno, a ja pamietam tylko tyle co napisalem, gdy wytne gwalty i ta scene to reszte mozna dopasowac do pierdyliarda horrorow
@KierownikW10 - Kolega @KierownikW10 ma rację. To nie Wzgórza. a ja gadam głupoty, ale dzięki temu zmotywowało mnie to do riserczu i oto wynik -> Storm Warning (2007) .
@PaczamTylko @KierownikW10 Tak to to, moze to glupie, ale chcialem tylko jeszcze raz zobaczyc ta dziewczyne, jak kiedys to ogladalem to wydawala mi sie 10/10 teraz juz nie i troche zaluje
Kurde, nie spodziewałem się, ze Bloober dowiezie ten remake Silent Hill 2. Próbowałem grać w kilka ich poprzednich gier i były gorzej niż słabe. A tu kurde niespodzianka, gra jest świetna. Klimat gęsty, mgła jeszcze gęstsza, oprawa bardzo dobra, muzyka, grafika, nawet walka im wyszła. Jasne, nie wytrzymuje starcia z #nostalgia, gdy wspominam, jak 20 lat temu zanosiłem na noc peceta do salonu, podpinałem pod duży (hehe :D) telewizor CRT i tak grałem do białego rana. Ale tego starcia nie przetrwałby także oryginał, gdybym go dziś odpalił.
Panna młoda noc spędza na uciekaniu przed rodziną pana młodego. Rodzina jest obrzydliwie bogata przez zawarcie paktu z diabłem, który ich zmusza do zamordowania jej.
Przegłupia fabuła, ale na tym polega cała zabawa. +1 za zakończenie.