Tytuł: Cronos: The New Dawn Developer: Bloober Team Wydawca: Bloober Team Rok wydania: 2025 Gatunek: Horror Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 18h Ocena: 9/10
Moja pierwsza styczność z grami od polskiej ekipy Bloober team (no, próbowałem jeszcze kiedyś grać w Medium, ale stary komp nie dał rady tego dźwignąć...) i kurde no siadła mi ta gra jak mało co. Zaznaczę że jestem mocnym fanem Dead Space od którego gra czerpie całymi garściami więc moja ocena może być nieco skrzywiona, ale postaram się uzasadnić co mi się podobało.
Po pierwsze historia. Niezbyt jasna, pełna przeskoków w czasie, tajemniczej zarazy której nasza bohaterka nazywana podróżniczką próbuje się pozbyć w imię tajemniczego Kolektywu. Nawet po ukończeniu gry nie do końca jestem pewien co tam się odjebało. Główna misja bohaterki zostaje w pewnym momencie trochę zepchnięta na boczny tor i jak to bywa z historiami o podróżach w czasie chyba byłem świadkiem jakiegoś paradoksu, ale nie wiem xD
Po drugie i chyba najważniejsze - klimat. Akcja umiejscowiona jest w Polsce w czasach PRL a także w nieokreślonej ale raczej też niezbyt odległej przyszłości. Zwiedzimy Hutę Nowy Świt, Szpital, Zajezdnię tramwajów, Opactwo na obrzeżach miasta, a także kilka osiedli. Nie ma co ukrywać że na staruchów z Hejto takie coś pewnie działa lepiej niż opuszczone stacje kosmiczne, bo niektóre meblościanki i meble jeszcze można pamiętać z kaszojadowych lat Wszystkie te miejscówy są odpowiednio mroczne, opuszczone i brudne, organiczna materia pokrywająca ściany jest odpowiednio ohydna a mrugająca latarka daje zdecydowanie za mało światła, czyli idealnie :D
No i po trzecie gameplay. Gra jest dość trudna, co mi bardzo się podobało. Survival horrory nie są dla mnie nowością, ale tutaj jest to podciągnięte o kilka stopni. Nasza podróżniczka nie jest zbyt żwawa, a zarażone mutanty potrafią dobrze przygrzmocić i lubią poruszać się w gromadach, co wymusza bycie cały czas w ruchu. Nie można jednak pozwolić sobie na zbyt długie hasanie dookoła bo osieroceni, jak nazywa ich gra lubią podobnie jak w Dead Space łączyć się z leżącymi dookoła truchłami tworząc swoje mocniejsze wersje które potrafią pluć jadem albo są opancerzeni...do tego amunicji jest mało, naprawdę mało - nie sądzę abym w którymkolwiek momencie miał więcej niż dwa magazynki do dyspozycji a często musiałem się ratować odwinięciem z łapy. Zresztą, i tak nie było by gdzie tej amunicji trzymać bo nasz ekwipunek ma na początku chyba z 6 slotów w których trzeba zmieścić broń, amunicję, apteczki, jakieś znajdźki i przedmioty kluczowe. Kilka razy zdarzało mi się biec przez pół lokacji żeby podnieść jeden nabój do strzelby na którego nie miałem miejsca wcześniej xD Musze też pochwalić walki z bossami które nie polegają tylko na częstowaniu ich śrutem aż padną. Wymuszają ciągłe zmiany pozycji i używanie osłon oraz wybuchających beczek, albo trafiania w konkretne miejsca. W momencie gdy każdy strzał jest na wagę złota i możemy paść bo po prostu skończy się nam amunicja no to potrafi to podnieść ciśnienie. Oprócz tego będziemy się mogli pobawić dość prostymi ale pomysłowymi zagadkami w których będziemy musieli cofać czas "lokalnie" np. żeby odbudować kawałek podłogi albo przywrócić rozwalony mur do swoich naturalnych kształtów. W pewnym momencie dostaniemy też grawitacyjne buty które pozwolą nam skakać pomiędzy przystosowanymi do nich platformami ignorując grawitację, która ogólnie w pobliżu miejsc w których znajdują się wyrwy czasowe zachowuje się dość swobodnie.
Odjąłem oczko za brak polskiego dubbingu bo o ile zazwyczaj wolę angielski, tak tutaj granie po polsku miałoby o wiele więcej sensu, poza tym problemem dałbym śmiało dychę.
A no i jeszcze wymagania sprzętowe są dość konkretne, grałem na RX7600 i Ryzenie 5 i potrafiło chrupać nawet na niskich detalach w 1440p
@Deykun ale gniot z tej gry, gościu zabija załogę, a boty nic sobie z tego nie robią. Albo ta animacja śmierci. Hinduskie produkcje za 1 dolca mają lepsze animacje.
Jako, że na Hejto jest sporo starych ludzi to może kogoś zainteresuje. Za niecałą godzinę startuje LoL Classic. Na ostatniej fali popularności wszelkich "klasycznych" wersji różnych popularnych gier Riot postanowił zrobić nowy gamemode który ma symulować experience starego Lolka.
Jak starego? Teoretycznie są to okolice sezonu 3 ale w praktyce jest to bardziej taki remix różnych elementów które gracze zapamiętali najbardziej. Tak więc będzie wiele skilli i itemów których nie było już w grze w tym momencie. Ja się osobiście jaram bo to własnie w sezonie 3 zacząłem grać w tę grę i gram w nią nieprzerwanie do teraz. Btw cały event miał się zacząć o 17:00 ale jako, że to jest Riot to klasycznie im coś nie działa i przesunięto premierę na 20:00 xDD.
Wróciłem po 12 latach, pogram trochę ulubionymi championami. Neurony sprzed lat się aktywowały i nie czuje się już takim warzywem jak na normalnym lolu
Zagłęb się w świat magicznego szpiegostwa, kruchych sojuszy i tajnych misji w Arcana Unleashed: Deadfall – przygodzie w klimacie magicznego, szpiegowskiego thrillera.
To okazja, żeby poznać paru smutnych panów w czerwonych szatach
Tytuł: Titan Quest Anniversary Edition Developer: Iron Lore Entertainment Wydawca: THQ Rok wydania: 2016 Gatunek: hack and slash Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 63,8H Ocena: 6/10
Po latach zamknąłem (w sumie to tak naprawdę to nie, ale o tym pod koniec recenzji) projekt, który rozpocząłem będąc jeszcze w gimnazjum. Titan Quest był dołączony wtedy do któregoś z numerów CD Action, a ja szukając zastępstwa dla Diablo wpadłem na Półwysep Peloponeski pełen nadziei, że to będzie to. Wtedy doszedłem do połowy Egiptu i zrezygnowałem, po latach zastanawiałem się dlaczego. I teraz już wiem. Ale po kolei.
Pisałem o tym przy recenzji Hadesa, ale przypomnę - ja bardzo lubię mitologię grecką i to od najmłodszych lat (ten Herkules na Polsacie zrobił swoje). Także teoretycznie Titan Quest był skrojony pode mnie. Szkoda tylko, że rozgrywka nie dorównuje tłu fabulernemu.
A trzeba przyznać, że jak na hack'n'slasha (a przynajmniej takiego, w jakie ja grałem) to tutaj jest nietypowa konstrukcja fabularna, bo nie mamy jednego centralnego huba na akt, gdzie mamy stałych kupców i npców. Tutaj cały czas przemy do przodu, najpierw przez starożytną Grecję, później trafiamy statkiem do Egiptu, a następnie lądujemy portalem w Babilonie, gdzie zaczynamy naszą podróż Jedwabnym Szlakiem by dotrzeć aż do Chin goniąc za kultem Tytanów, by skończyć podróż na Olimpie (mówimy tutaj tylko o podstawce). Ma to swoje zalety - gra jest nieszablonowa, a każda lokacja jest projektowana ręcznie, dzięki czemu są ciekawsze niż takie z generatora. Jednakże ma to też swoje wady - nie w każdej lokacji mamy dostęp do skrytki czy innych potrzebnych usług.
No ale nie dla fabuły gra się w hack'n'slashe i tutaj jedna z największych wad TQ - po jakimś czasie zabijanie potworków staje się nudne. Fajnie, że są potwory mitologiczne dopasowane do regionów i dotyczy to również bossów, których znam z kart Parandowskiego. Jednakże dość szybko się wypaliłem przy zabijaniu kolejnych niemilców. Może to dlatego, że grałem łucznikiem (bo tym dwumetrowym płaskownikiem to se możesz co najwyżej kurde ten), ale z drugiej strony Diablo 2 zawsze Amazonką, w PoE też szedłem pod łuczniczkę i był z tego fajny feeling. Tutaj tego zabrakło.
Podobnie jak zabrakło też ciekawych dropów. Sam system itemizacji jest wyjątkowy - przeciwnicy upuszczają całe uzbrojenie w jakim są, także jeżeli wróg walczy mieczem to upuści miecz, jak jest odziany w zbroję to ta też z niego spadnie, kwestia tylko jakiej to będzie jakości. I nie ma tutaj klasycznego podziału na przedmioty magiczne-niebieskie, rzadkie-żółte, legendarne-pomarańczowe. Tutaj żółte to proste magiczne, zielone są mocniejsze, jasnozielone mają unikalne affixy, błękitne to uniqi, ale też i sety. Nie wiem czy potrafię po tylu godzinach dokładnie skategoryzować rodzaje przedmiotów. A co najgorsze to jakoś wiele fajnych mi przez całą grę nie wypadło. Zbroje zmieniałem chyba z 7 razy tylko, łuki przez całą grę miałem 4, 1 pierścień przeszedł ze mną grę od 2 aktu do końca. Bo po prostu nic fajniejszego nie dropiło. Więc w sumie tylko fabuła napędzała do parcia do przodu.
Są też esencje potworów oraz bogów, z których możemy tworzyć talizmany i amulety. Problem polega na tym, że kolekcjonujemy je w obrębie danej nazwy i jak zbierzemy całość to odblokujemy bonus, ale dalej tego nie upgradujemy. Także brakuje tutaj progresu jaki oferowała kostka horradrimów i zmiana stanu kamieni szlachetnych czy run na wyższe. Możemy też mieć farta i dropnie nam przepis na artefakt, który wykorzystuje daną esencje, ale tutaj też jest bez szału.
Nim przejdę do największej moim zdaniem wady, to jeszcze zahaczę o kwestie audiowizualne oraz stan techniczny. Jeżeli chodzi o dźwięki to są. Kropka. Nic wybitnego. Muzyka tak nijaka, że puszczałem sobie spotify w tle. Może z 3 utwory lepsze, ale tak to przeciętność. Wizualnie jest ok. Troszeczkę miejscami przeszkadzał mi układ mapy i góry/drzewa/naturalne ograniczniki zasłaniały mi wrogów. Do przeżycia, ale uważam, że nie powinno tak być. No i jak na grę z oryginalnie 2006 roku (wersja Anniversary, w którą grałem to 2016) to była źle zoptymalizowana. Nie mam wybitnego sprzętu, ale Wiedźmina 3 ciągnął na najwyższych, Cyberpunka odpalił na wysokich, a tutaj TQ potrafił chrupać i łapać "lagi" przy czym to grałem w singla bez łączenia z internetem. No i jeszcze kwestia polonizacji. W komentarzu dorzucę co się zaczęło pojawiać od 4 aktu ^^
No i przejdę do czegoś co mnie nie uderzyło teraz, ale mogło w przeszłości - sposób wydawania tej gry. W 2006 dostaliśmy podstawkę - 4 akty, historia kończy się na Olimpie. W 2007 dostaliśmy dodatek Immortal Thrones, gdzie dostajemy 5ty akt i udajemy się aż do Hadesu. I to byłoby w porządku, ale to nie jest koniec historii. Bo okazuje się, że w 2017 roku dostajemy Ragnarok, który kontynuuje historię bohatera, a w 2019 Atlantis, która jest już z kolei historia poboczną i to powiedzmy, że jest ok. Wszystkie te dodatki możemy zrobić na najniższym poziomie trudności, więc to jeszcze jest w miarę ok. Największym problemem jest dla mnie Eternal Embers z 2021, które wymaga by grę przejść na poziomie legendarnym (czyli 3 razy) by dopiero się odblokować. Teoretycznie możemy stworzyć postać zupełnie od zera na 70 poziomie by poznać historię, ale biorąc pod uwagę, że to jest gra oparta na historii, a nie end game'ie to to mi się strasznie nie podoba. Osobiście tego nie przeszedłem i zastanawiam się czy to robić. Na chwilę obecną jestem wypalony, więc odpuszczam.
Pewnie nikt nie dotarł do końca, bo nawet mi się nie chce tego czytać by zrobić korektę, ale lubię sobie od czasu do czasu popisać ^^
@Loginus07 Ciekawe bo ja miałem podobnie, grałem w to zaraz jak wyszło, ale komp się ostro dławił więc stwierdziłem że nie ma sensu, no i kilka lat ograłem w końcu wersję Anniversary, ale chyba nie z wszystkimi dodatkami. Pamiętam że jak cała gra była w miarę easy tak ostatni boss był przegięty w opór i musiałem aż wrócić i się podexpić. No ale też bym dał 6/10 - wiało że tak powiem sandałem od tej gry
@Loginus07 Jeżeli chodzi o mistrzostwo łucznika warto dorzucić mistrzostwo snów tworząc haruspika. Ma dość wygodne pasywne Buffy.
A co do itemek to warto na steamie pobrać loot+ gęściej sypie lepszymi itemkami, wydaje mi się że tak powinno być od początku.
W pierwszej lokacji zaraz za teleportem znajduje się świątynia w której wybiera się debuffy od ilości ich zależy ilość zdobywanej takiej trochę innej waluty, tą po zbiorze około 100k możemy wymienić na kule z przedmiotami takie jak wypadają z bossów ale przypisane do każdego kraju Grecja, Hades, Egipt itd.
I jaram się, bo niedługo dodatek The Baltic Powers, który dodaje Danię i Rzeczpospolitą. I będę grau, chyba se pyknę kampanię po raz enty, bo super była
Tempo pracy nad grą nie zwalnia.
Ale są sprawy ważne i ważniejsze.
Ważne jest aby skończyć swoją grę i w końcu puścić DEMO
A najważniejsze jest oklepać Gomeza i jego przydupasów po raz drugi.
Teraz jako Mag Wody w stroju nekromanty ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
@ErwinoRommelo
Ogólnie muszę zaprogramować 3 umiejętności - tyle chcę mieć w demie.
41 poziomów - to najłatwiejsza rzecz, bez problemu można robić po 5 dziennie
I dokończyć UI.
I to w sumie tyle, resztę mam.
Przeciwnicy, pułapki, sekrety, znajdźki są gotowe.
Najciężej będzie to przetestować
Potem poprawić co było źle
Znów przetestować i czekać na wyniki.
Jeżeli choć jeden element nie będzie działał jak powinien to DEMO się nie pojawi.
Ze względu polityki STEAM, na steam fest można pojawić się tylko jeden raz.
ID gry (każda takie ma) może być tylko jeden jedyny raz na tym wydarzeniu.
Nie ważne kiedy, jak wrzucę w październiku to na kolejne mam już blokadę.
Więc demo musi być w 100% dopracowane
@Gagger no wiem ale jak juz wiozles tyle projekt to trzeba dowiesc, wiadomo ze demo musi byc tiptop to wiadomo, steampage i jakis material promocyjny tez, mam gdzies strone z lista streamerow twichowych / kifkowych posegregowana na gatunki gier, porozsylac troche kluczy tez jest dobrym pomyslem. Powodzonka jak dozyje to dodam na wishliste ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)
Czas do ukończenia: 22h - wymaksowana, wyczyszczona cała mapa ze wszystkiego. Tylko w dwóch grach w zyciu miałem ochote wyczycić cała mape, w Scarface i w Cyberpunku.
Ocena: 8,5/10
Jedna z gier w których moja ocena jest mocno odmienna od calej reszty. Włoze kij w mrowisko mówiąc ze ta gra jest dla mnie lepsza od GTA Vice City.
Gra stanowi alternatywne zakończenie filmu. Tony Montana żyje, ale zostaje z niczym i musi odbudować swoje imperium mszcząc sie na wrogach. Wstep zatem mamy jak w Vice city, tylko z wiekszą pompą. Dalej róznice są wieksze. W Scarface mamy stosunkowo mało misji "fabularnych" - wieksza cześć gry stanowią misje bardziej poboczne, musimy przejmować tereny i firmy, kupować i sprzedwać kokaine, to połaczone z bardzo fajnym modelem rozwoju tworzy dla mnie bardzo dobra gre.
Zamiast misji fabularnych "bez fabuły" jak w GTA Vice City gdzie opiera sie to na tym ze ukradziono nam hajs wiec robimy jakies randomowe rzeczy by zyskac hajs, mamy misje poboczne które gwarantuja nam odpowiedni zastrzyk neuroprzekazników.
Zaczynamy od kupowania kokainy, trafienie w wąski pasek zapewniajacy odpowiednia cene jednoczesnie stresuje ale daje tez uczucie "uff" gdy sie uda, pózniej musimy to przewieść a gdy to zrobimy mamy najlepsza czesc gry a mianowicie zbieranie hajsu. Gra oferuje nam nie tylko wybor stacji, ale i piosenki, która chcemy co jest bardzo przydatne.
Odpalamy jakiegos bangera i ruszamy, wrogowie depczą nam po piętach, atakują nasze placówki a my jezdzimy od punktu do punktu zbierajac hajs i próbując obronić punkty lub zostawiajac je widzac ze ich nie uratujemy, wszystko to gwarantuje odpowiedni dreszczyk emocji, ukonczenie misji nagradzane jest tym ze zdobywamy hajs, ten z kolei służy nam do nabywania nowych rzeczy i dodatkowo odblokowuja nam poziom prestiżu, za który odblokowujemy kolejne poziomy, dzielnice.
System rozwoju w tej grze jest najlepszy jaki dotąd spotkałem. To nie są jakieś sztuczne atrybuty +5 do dmg broni. Tylko są to albo nowe samochody/bronie z lepszymi statystykami, albo fizyczne dekoracje naszej posiadłości, wraz z rozwojem odblokowujemy tez nowych dostawców i nowy typ misji.
Misje fabularne - nie maja za wiele fabuły, jest ich troche ale nie za duzo, stanowia one odpowiedni balans pomiedzy misjami pobocznymi.
Podobieństwa i róznice wzgledem GTA vice city:
- obie maja toporne strzelanie, chociaz te ze Scarface jest dla mnie ciut lepsze, dodatkowo ma system furii gdzie załacza nam sie tryb rambo.
-model jazdy podobny - chociaz chyba scarface wypada ciut gorzej, tak czy siak to kwestia przyzwyczajenia
- klimat i soundtrack - obie sa mocno klimatyczne, dla mnie wygrywa Scarface bo ma wybór piosenki w danej chwili.
- misje - wole model Scarface bazujacy na misjach pobocznych niz Vice City gdzie misje główne są bez ładu - w takim San Andreas mieliśmy jakąś fabułe i ciąg przyczynowo skutkowy, w Vice City tego nie czuje, poza wstepem i zakonczeniem.
-rozwoj postaci - w Vice City praktycznie nie wystepuje, a Scarface na nim opiera gre.
- grafika i aspekty techniczne - i tutaj jest coś zadziwiającego, fani stworzyli lepszy remaster niż jakieś studio biorace gruby hajs, w komentarzu filmik porownawczy.
Krótko mowiąc Scarface podziela wiekszosc wad Vice City majac przy tym zalety ktorych Vice City nie ma, przede wszystkim odpowiedni zastrzyk neuroprzekazników, gramy w gre i mamy faktyczny postep, ulepszanie postaci, odblokowywania roznych rzeczy zamiast zamiast grania i powiekszania salda na koncie.
Na start Scarface miało swoje problemy - trzeba było ustawiac system by gra działała na jednym rdzeniu, sterowanie bylo toporniejsze ale fani Scarface stworzyli naprawde dobry remaster. oprocz bugów i sterowania, poprawili szate graficzna. Nie tylko poprawili tekstury ale i kolorystyke gry. Tekstury w grze zostały zastąpione teksturami 4k gdzie rzeczywiscie nad tymi teksturami pracowano a nie tylko wrzucono w jakis automat zaokraglający brzegi tworzacy kreskówkową grafike, załatali bugi gry, co prawda mod wymaga by w pierwszej misji zablokowac fps na 30 a pozniej odblokowac na 60 ale poza tym wszystko działa.
A Remaster Vice City - graficznie wyszło średnio, a w dodatku zmiana silnika spowodowała mikroprzyciecia podczas jazdy i to że nieodpowiednie ustawienia graficznie bardzo mocno obciazaja karte graficzna, nie mowiac juz o wywaleniu z remasteru kultowego soundtracku. W przypadku GTA wole odpalac pierwotne wersje niz remastery.
@vredo od oryginała sie odbijesz, na starym sprzecie z epoki były problemy z ta gra, a co dopiero z nowym, bez modów sie nie obejdzie, ale moze oryginał bedzie w wersji kompatybilnej z modami
(Fanowski) remaster do tego wyszedł jakiś? Jakiś link do projektu?
Od siebie:
Al Pacino sam wskazał aktora głosowego do gry
Postać gracza odmawia strzelania do cywilów, co jest zgodne z jego credo z filmów (co nie znaczy że mogą rykoszetem oberwać)
Z jakichś przyczyn można zmienia postać na "podwładnych" tj. szofer i cyngiel by wykonywać jeszcze bardziej randomowe zadania. Niby nic wielkiego, ale utkwiło w pamięci.
"Druga mapa" tj. wyspa jest szalona, gdzie domyślnie wszystkie NPCe do Ciebie walą na widok.
A Remaster Vice City
No ale fanowskie do serii GTA3/VC/SA też są. Tylko, że to było bardzo rozproszone.
I mam na myśli overhaul które na celu miało podrasowanie tekstur, modeli samochodów by zachować tą "wanilię" mimo wszystko. Bo nie wspomnę o niepoliczalnej ilości małych pliczków do podmiany tekstur i kolizji.
@wielkaberta https://www.nexusmods.com/scarfacetheworldisyours/mods/6
Co do remasteru gta - to tak, temu sie aż tak nie przygladalem z tego wzgledu ze jak szukałem kiedys do San Andreas to była masa modów które zamiast tylko ciut ulepszać "wanille" to ja mocno zmieniały.
Nie można strzelac do cywilów natomiast mi utkneła w głowie misja na wyspie, gdzie kopiemy prostytutki w krocze szukając tej która jest trans ( ͡° ͜ʖ ͡°) gra ma troche elementów które w dzisiejszych czasach by nie przeszły.
w grę grałem jak wyszła, bo miałem pudełkowy oryginał. Potem próbowałem grać, ale na nowych OSach zawsze jakaś kaszana była. Jeśłi jest mod do unowocześnienia to z chęcia wrócę.
Jedna z niedocenionych gier, wielka szkoda.
The Saboteur to skrzyzowanie GTA z Assassin's Creed w klimatach drugiej wojny. Na papierze brzmi nieżle i w praktyce też takie jest.
Fabuła jest stosunkosowo prosta, wcielamy sie w Seana - twardego irlandczyka który przyłacza sie do ruchu oporu we francji. Gra jest bardzo klimatyczna - mapa jest pełna róznorodnych lokacji w których przyjdzie nam wykonywać misje. Same zaś misje dziela sie na główne i poboczne przy czym poboczne również trzymają poziom, nawet gdy są one bardzo proste typu pojedz i kogoś zabij to czesto mamy tam jakis ciekawszy dialog i lokalizacje. W misjach przyjdzie nam kierowac samochodami, strzelac, wspinac sie,skradać się, wysadzać rózne obiekty, kraść - i co bardzo wazne te skradanie jest opcjonalne. Gra daje nam otwartość co do wykonywania misji, możemy ogłuszyć wroga i załozyć jego mundur by przekraść się, lub wejść frontowymi drzwiami zabijajac cały garnizon.
Klimatu dodaje jedna z bardziej charakterystycznych cech gry a mianowicie nieprzejete dzielnice są szare w klimacie noir - nie wszystko jest jednak czarno białe, nazisci mają czerwonę otoczki - to plus dobrze zaprojektowane lokacje i niektore misje nadaja odpowiedniego klimatu tej grze.
Gra oprócz misji oferuje szereg "czyszczenia mapy" - głównie niszczenia obiektów. Poza tym mamy pewien uproszczony model rozwoju postaci - odblokowywanie kilku skilli - jest on wywazony, jest tego mało. W miare rozgrywki odblokowujemy lepsze bronie, a misje stają się coraz wiekszą rozwałka z coraz bardziej poteznymi wrogami. Gra robiac tylko misje glowne i poboczne pozwala sie ukonczyc w 10h i jest to odpowiednia długość. Gra nie jest przesadnie rozwleczona, nie tracimy tutaj masy czasu na jezdzenie od znacznika do punktu save, albo podczas misji, to jest rowniez odpowiednio wywazone. Sam gameplay jest spoko, strzelanie i jazda sa typowo arcade.
Gra nie jest bez wad - czasami zdarzył mi sie bug który wywalał gre do pulpitu - najczesciej gdy w pewnym momencie przeszedłem do menu gry, nie jest to tak istotne bo gra ma czesty autosaving. Niektórzy spotykaja sie z innymi bugami, ja na szczescie nie. Soundtrack mogłby byc lepszy.
To co mnie w tej grze wkurza, to jej ocena przez "ekspertów". Wielu ekspertów ocenia gre na 6/10 jednoczesnie mowiąć że gre mozna ogrywać co jakiś czas. Na najwiekszych serwisach oceny graczy w przypadku tej gry sa zawsze wyzsze i oscyluja wokol 8 gdy recenzentów oscyluja wokoł 7. Eksperci czepiaja się tej gry o pierdoły w stylu:
-Zachowanie przechodniów - w tego typu grach przechodnie stanowia tylko tło, a ktos narzeka ze gdy przechodnia sie pobije to ten nie reaguje, albo rzuca sie pod koła - nie na tym polega gra w takie gry by szukac tam takich pierdół i dawać za to ocene 6/10.
- Przerysowane postacie - to nie jest wada tylko zaleta, nadaje to odpowiedni klimat gdy mamy Twardego Seana, "nadseksowną" Skylar, czy bardzo mrocznych nazistów. To tak jakby ktoś szedł do teatru i narzekał ze jest przerysowany. Ten zarzut to chyba dotyczy oczekiwania turborealizmu.
- Przewidywalna i prosta fabuła - tak jakby GTA słyneło z głebokiej fabuły. Taka prosta fabuła to nie jest wada, tylko czesto zaleta, gry które bazuja na fabule nie maja potencjały do ponownego ogrywania.
- Słaba grafika rodem z 2005 - no nie, grałem w tą gre w 4k na monitorze 50 cali i grafika nie jest z 2005, tylko blizej swojej epoki z tą róznica że mamy gre z otwartym swiatem, dalekim zasiegiem rysowania - siła rzeczy musi grafika musi być taka.
-Animacje - że samochód jadacy po schodach nie podskakuje, albo model zniszczenia ze samochodowi nie odpadaja cześci.
-Płytkie misje typu jedz zabij/zniszcz uciekaj - moze i taki jest rdzen tych misji, ale zwykle mamy do tego dolozone jakies dialogi, jakas fabule, jakies lokacje - To jest nadal glebsze niz GTA z misjami - jedz zabij kogos dostaniesz X dolarów.
Cześć recenzji ekspertów konczy sie że gra mogłaby być 10/10 ale jej nie dopracowano, nie doszlifowano i ocena gry 6-7/10.
Wkurza mnie to niesamowicie, to że gdy gra jest "w stylu GTA" to ludzie zamiast patrzeć na całość zaczynaja szukac dziury w calym, oczekujac od gry turborealizmu by wszystko było jak w normalnym swiecie - nie kumajac ze maja do czynienia z grą, z skonczona liczba skryptów, animacji, i ze im bardziej otwarty i rozbudowany produkt tym wiekszy potencjal na drobne bugi.
Do tego dochodzi porownywanie nawet nie z samym GTA tylko z jego nostalgiczna wizją wywołaną przez to ze byly to pierwsze gry z takim szerokim zakresem mozliwosci do tego połaczone z klimatem lokalizacji i muzyką. Nie miały ani super fabuły, ani super modelu jazdy czy strzelania, ale ta nostalgia spowodowało ze wiele "klonów GTA" które de-facto nimi nie były tylko oferowaly otwarty swiat, jezdzenie, strzelanie dostawało niesprawiedliwe oceny.
Dlaczego mnie to wkurza ? Bo to powoduje ze gatunek staje sie martwy, ze nie wychodzi za duzo gier, bo gra nawet jak jest dobra to znajda sie ludzie z piełka perfekcjonisty, ze miejsce jest tylko dla najwiekszych graczy którzy beda gre robili pół dekady odpowiednia ja szlifujac , cala reszta nie bedzie ryzykować i wybierze inny gatunek.
Wszechkostka to spinner, który zastępuje cały zestaw kości RPG. k4, k6, k8, k10, k12 i k20 są teraz zawsze pod ręką - bez grzebania po plecaku czy szukania tej jednej kostki, która właśnie postanowiła zniknąć pod szafą.
A wygląda tak, jakbyś zamiast kości nosił przy sobie jakiś legendarny artefakt zdobyty po pokonaniu bossa.
Dzisiejsze granie we trójkę. Jednak zainstalowałem Windows 10 + Retrobat. Linux oczywiście jest sto lat za murzynami ze sterownikami (pad Vader 5 pro).Gra wymagająca nGlide też poszła od razu. Pod linuxem męczyłem się długo, a i tak udało się tylko w połowie.
Sprzęt mnie pozytywnie zaskakuje - słabsze tytuły ze switcha takie jak Super Mario Wonder też ciągnie. Nawet Super Mario 3D World idzie, ale już czasem przycina przez co gramy w wersje wii u.
Zbiorcza na filmy w formacie BD The Game [Gra] |1917| Toy Story 1| Jumanji - The next Level| ->
Zbiorcza na filmy BD The Game Gra 1917 Toy Story 1 Jumanji Next Level
Drogi pamiętniczku, pierwszy raz w życiu kupiłem preorder!
Przyznam że po Silent Hill 2, który był przecudny, mam straszną chcicę na horrory. Zwiastun kolejnej odsłony bardzo mi się spodobał i widzę że rozgrywka może być w stylu Alien: Isolation, czyli unikamy lub odstraszamy wrogów zamiast walczyć. Naturalnym więc było że trzeba będzie zagrać, a że cena 179 złotych polskich jest całkiem uczciwa za płytowe wydanie to się skusiłem. Pozostaje mi przez pozostałe do premiery 61 dni kupić i przejść Silent Hill f i mamy komplet.
#gry #silenthill #horror
Trailer mi sie podobal ale jeszcze emeocjonalnie nie przetrawilem 69€ za remaster 2 wiec dalej gram w the room z ps2 i mam wszystko w c⁎⁎ju, zamkniety w przeszlosci az do smierci
A chłop znowu siedzi i kombinuje co by tu zrobić i jak to zrobić.
Tym razem wpada już końcówka projektowania GUI
Umiejętności gracza, ikony już mam gotowe, teraz przyszła pora na układ tego menu.
Pewnie znów do samego rana będę kombinował co i jak ogarnąć, poprzesuwam sporo elementów
A inne zastąpię czymś innym