Tak się zastanawiam czy nie zrobić czasem materiału tekstowego/video z poradnikiem modowania do NFS U1/U2/MW/Carbon/Pro Street wraz z gotową paczką modów. Wcześniej miałem już o U2 i MW, ale trochę to odświeżyłem i może warto trzasnąć taką kompilację?
Gatunek: kooperacyjna, skradanka, dość słaby immersive sim
Użyta platforma: PC #steam
Czas do ukończenia: 4-10 godzin
Ocena: 6/10
Zacznijmy od tego, że „Thick as Thieves” początkowo miało skupiać się na rozgrywce PvPvE - gracze wcielający się w złodziei rywalizowaliby ze sobą podczas kradzieży na wspólnej mapie. Lekko miesiąc przed premierą twórcy postanowili zmienić koncepcję na solowe misje i w kooperacji. I to niestety widać.
Z kolegą nie zauważyliśmy zbyt wielu możliwości do wspólnego działania. Jasne, zbierane kosztowności lądują do wspólnej puli, tak samo wystarczy, że jeden z graczy podniesie cel misji. Jeden może odciągnąć strażnika, żeby drugi wskoczył mu na plecy i znokautował. Jednak można zapomnieć o tym, że jedna postać będzie mogła skorzystać z wystrzelonej linki przez drugą. Jest to szczególnie problematyczne przy dwóch postaciach różniących się głównymi umiejętnościami.
Na przykład kolega właśnie mógł użyć tej linki, żeby dostać się w miejsce z utrudnionym dostępem. Ja z kolei, grający drugą postacią, mogłem co najwyżej przedzierać się przez różne zabezpieczenia, które trzeba było omijać wręcz z chirurgiczną precyzją. A to najczęściej kończyło się włączeniem alarmu.
Innym przykładem takich pozostałości są chociażby kartki zostawiane po zebraniu kosztowności. Rozumiem, że w PvP mogłoby to grać na nerwach, gdy okazałoby się, że włamaliśmy się gdzieś, a zastaliśmy tam wyłącznie karteczki przeciwnika.
No i wieżyczki, które można wyłączyć, ale można także włączyć z powrotem. Po co taka funkcja w co-opie? Po nic - to właśnie kolejna rzecz, która została po planowanym trybie PvP.
Na start zostały udostępnione dwie mapy, trzy poziomy trudności oraz szesnaście kontraktów. Każda mapa ma swój zestaw głównych zadań, losowany za każdym razem, oraz właśnie wspomniane kontrakty. Zawsze są to jakieś rzeczy do podniesienia. Twórcy poinformowali, że zawartości ma wystarczyć na jakieś cztery godziny i mogę się z tym zgodzić, mimo że z kolegą nabiliśmy już osiem godzin. Cóż, nie jesteśmy aż tak dobrymi złodziejami, jak myśleliśmy - szczególnie pierwsza próba na najwyższym poziomie trudności dała nam w kość.
Największy problem jest w tym, że cele głównych zadań są zawsze w tym samym miejscu, przez co niektóre kontrakty potrafiliśmy wykonać w około dziesięć minut. Wskazówki również są chyba zawsze w tych samych miejscach, przez co po którymś razie zaczyna powiewać nudą. Gramy na zmianę na dwóch mapach, których można się nauczyć na pamięć i nie pomaga, że czasami niektóre przejścia zostały zamknięte, a innym razem są otwarte.
Nie rozumiem też, po co przy wykonywaniu kontraktu trzeba zawsze wykonać także główne misje. No i sam fakt, że po zdobyciu wszystkich wymaganych przedmiotów z głównego zadania momentalnie otwiera się magiczny portal stanowiący wyjście i nagle trzeba do niego pędzić, bo czas na to jest ograniczony do sześciu bądź ośmiu minut. W ogóle samo ograniczenie czasowe w skradance jest dla mnie dziwnym pomysłem i zastanawiam się, czy to nie następna pozostałość po trybie PvP.
Ponarzekam też na to, że alarmy nie mają tu żadnego znaczenia (ot, na chwilę zablokowane zostały przejścia i uruchomione wszystkie wieżyczki), ponieważ strażnicy bardzo szybko o wszystkim zapominają. Rozumiem, że może to być spowodowane, że gra oferuje tryb kooperacji, za to pozbawiony jest systemu checkpointów, ale razi mnie to. Tak samo jak fakt, że strażnicy nie za bardzo przejmują się ogłuszonymi kolegami. Czasem ich ocucą, innym razem całkowicie zignorują.
Plusem jest to, że twórcy słuchają graczy i wprowadzają zasugerowane poprawki. Na przykład zgłosiłem błąd, który sprawiał, że czułość myszy bardzo szalała po wejściu na drabinę. Zostało to naprawione przy kolejnej aktualizacji, bardzo szybkiej zresztą. Dodano możliwość sprawdzenia, ile czasu zostało. Najwyższy poziom trudności można teraz odblokować już po ósmym kontrakcie, a nie dopiero po ostatnim. Widać, że nie porzucili tego projektu.
Największym plusem jest cena - czternaście złotych. Wiem, że sporo narzekam w tym tekście, jednakże finalnie naprawdę dobrze się bawiliśmy z kolegą i zamierzamy przejść pozostałe kontrakty. Jasne, gra jest bardzo powtarzalna i aż sobie śmieszkujemy, że zgadnij, dokąd musimy się teraz włamać. Jasne, nie ma zbyt wielu rozbudowanych mechanik. Jasne, do wielu miejsc brakuje alternatywnych ścieżek i mocno nad tym ubolewam, ponieważ uwielbiam immersive simy. Jednakże jak za taką kwotę nie żal było spróbować i nie żałuję wydanych pieniędzy.
Mam nadzieję, że „Thick as Thieves” będzie dalej rozwijane i z czasem pojawią się nowe mapy oraz nowe mechaniki.
93 + 1 = 94 (Coś nie balngla. Musiałem sam dodawać... w piątek kurde no).
Tytuł: The Alters Developer: 11 bit studios Wydawca: 11 bit studios Rok wydania: 2025 Gatunek: przygodowa, survivalowa Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 28h 7min Ocena: 8/10
Po kilku mniejszych i starszych tytułach, pora na coś naprawdę świeżego i cholernie grywalnego. Na moim Xboxie wylądowało polskie The Alters od ekipy z 11 bit studios (twórców m.in . This War of Mine i Frostpunka). I powiem Wam krótko: "dobre, bo polskie"! Grało mi się w to niesamowicie przyjemnie.
The Alters to bardzo unikalny miks gry survivalowej, zarządzania bazą i eksploracji obcej planety. Wcielamy się w Jana, robotnika, którego baza rozbiła się na nieprzyjaznym globie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, jak gra potrafi genialnie "popędzić" gracza. Zapomnijcie o nudnym, bezcelowym i powolnym zbieraniu surowców, jakie znamy z wielu innych survivali – tutaj po prostu nie da się "wiecznie" siedzieć w jednej lokacji.
Nadciągające, niszczycielskie promieniowanie słońca nieustannie zmusza nas do przemieszczania ogromnej, mobilnej bazy kołowej. Autentycznie czuć tu presję czasu i permanentny "stres", że jeśli nie zbierzemy potrzebnych materiałów wystarczająco szybko i nie ruszymy dalej, to po nas. Ten mechaniczny bat nad głową sprawia, że rozgrywka trzyma w napięciu od początku do końca i nie ma mowy o nudzie.
Drugim genialnym filarem gry jest fabuła i mechanika tworzenia "alterów", czyli alternatywnych wersji samego Jana z przeszłości (opartych na jego innych życiowych wyborach). Aby przetrwać, potrzebujemy rąk do pracy – naukowców, techników, górników. Tworzymy ich więc z... samych siebie. Każdy alter ma jednak swoją osobowość, własne emocje i problemy, którymi musimy zarządzać, co tworzy niesamowity klimat psychologicznego thrillera i dramatu obyczajowego w kosmosie.
Gra od premiery zapowiadała się na hit i 11 bit studios zdecydowanie dowiozło jakość. Tytuł był dostępny od pierwszego dnia w usłudze Xbox Game Pass, co dla posiadaczy abonamentu jest wręcz darmowym biletem do jednej z ciekawszych i najbardziej oryginalnych gier science-fiction ostatnich lat. Nawet kupując ją poza abonamentem – gra jest warta swoich pieniędzy, bo oferuje unikalne mechaniki i syndrom "jeszcze jednego cyklu".
Jeśli macie Game Passa, instalujcie bez zastanawiania. Dostajemy świetny, polski survival z unikalnym pomysłem, który zamiast pozwalać na nudne błądzenie, serwuje nam kapitalny wyścig z czasem. Gorąco polecam!
Świetna gra. Gameplay to może nic nadzwyczajnego, ale koncept historii i jej wykonanie wciągają, a piosenka śpiewana przez członków załogi na koniec jednego z rozdziałów jest tym ostatnim ziarenkiem, który sprawił, że gra permanentnie chwyta za jaja i serce, i nie puszcza aż do końca.
Półeczka: DLA TYCH, KTÓRZY SZUKAJĄ SWOJEGO MIEJSCA
Każdy kiedyś pomyślał: "A jakby rzucić to wszystko, wyjechać na Alaskę i powozić psim zaprzęgiem?"
W tej grze ma szansę zobaczyć jak to jest.
Gra typu survival, ale bez miliona czynników. Po prostu jedziemy psim zaprzęgiem i musimy przeżyć w niebezpiecznym, zimnym środowisku.
Musimy polować, dbać o psy, o siebie, zdobyć podpałkę, jakąś amunicję, odpoczywać. Takie tam codzienne obowiązki.
Cały wyścig składa się z mini etapów, po każdym decydujemy w którą stronę jechać. Po drodze spotykają nas różne wydarzenia - czasami dobre, czasami niekoniecznie dobre.
I w zasadzie tyle. I aż tyle.
Gra odprężająca, jedziemy sobie, oglądamy widoczki, nie ma nerwówki. Grafika taka trochę low-poly, ale pasuje do klimatu (coś jak w "Firewatch"). Muzyczka gdzieś tam plumka w tle.
Widzę, że kosztuje teraz tychę i to jest dobra cena, bo 90 zł to na pewno nie jest warta.
Ten #steam Controller to jest dziwny twór. Jak się go podłączy to okazuje się, że to nie pad tylko myszka i klawiatura. No i z jakiegoś powodu połowa przycisków (a tych jest niemało, bo aż do L5/R5) nie działa dopóki nie wlączymy Steama.
Dla gier odpalanych przez Steama (tyczy się też gier kupionych poza Steam, jeśli dodamy je jako zewnętrzne) jakiś magiczny wichajster emuluje go jako pada od X360 (i przez to nadprogramowe przyciski nie są w ogóle widoczne). Poza grami, które są oznaczone jako nieobsługujące padów, wtedy to jest myszka i klawiatura. Są jeszcze gry, które obsługują tzw. Steam Input i wtedy wszystko działa natywnie, ale takich tytułów mam słownie sześć w swojej bibliotece.
@szatkus-7 Nie przeszkadzają te touch pady podczas nowmalnego grania? Wygląda jakby grzybki były przez to umieszczone za wysoko zwłaszcza że to format PS a nie XBOX.
Mi się podobała, ale nie jestem pewien czy wybory fabularne są w jakikolwiek sposób znaczące, nie chciało mi się 2gi raz przechodzić ale teksty czasem tak luźno nawiązywały do tego co wybrałem że chyba outcome zawsze będzie taki sam.
@merti oj widać kończy się magia corocznego wypuszczenia tego samego fifo-maddenowego chujstwa, które było kupowane w ślepo, żeby dzieciarnia mogła co roku bawić się z zbieranie wirtualnych karteczek od zera. A niestety długi wobec szejków trzeba zacząć spłacać, więc się zaczyna szycie. C⁎⁎j z nimi, przez długie lata srali na graczy, którzy prosili o normalne gry, a zamiast tego byli zlewani
@merti ten pomysł ma już 20 lat, w bf 2142 był już system reklam ale teraz to długi trzymają ich za cohones i wykręcają na maksa xD W BF6 było to testowane w ramach wyzwania redbulla - praktycznie nie inwazyjne rozwiązane, ot dostało się nieśmiertelnik z ich logotypem za wykonanie wyzwania.
Jak one wyszło w sklepie emule to moj ówczesny komputer nie pozwalał na komfortowe granie bo gra klatkowala i niektórych misji nie dało się przejść prawie w ogóle.
No ale nadrobiłem zaległości i tym razem na oryginale
Edit: tak patrząc na rozgrywkę to najbardziej mnie wkurwiało szukanie samochodów do listy import export. Była taka sama sytuacja jak z mr Whoopie w gta 3. Jak szukałeś to nie było ale jak sie robiło misję co nie można było opuścić samochodu to albo juz znalazłeś to było ich do zajebania.
No i odległości jakie trzeba bylo pokonywać samochodami mnie irytowały.
Dopiero późniejsze edycje coraz bardziej pozwalały graczom świadomie budować postać - wybierać, gdzie trafią najlepsze wyniki, a nawet korzystać z systemów punktowych zamiast czystego losowania.
Niestety ale mam buga, w misji na przyjęcie do straznikow. Skołowałem sobie trzech kopaczy ide na ten plac wymian wybijam ludzi ale potem chodza za mna ci kopacze przez caly swiat po oddaniu misji i atakują kazdego, a ci wszyscy atakują i mnie wiec nie jestem w stanie zrobic następnych misji. Ktos tak mial? Macie na to jakis sposob?
#gothicremake #gry #gothic
Podróże małe i duże nawet dla tych z pustym portfelem!
Nie macie pomysłu albo kasy na wakacje? :< Nic nie szkodzi. Możecie podróżować za darmo z Wiki Wander bo właśnie wleciał Podróżniczy Update! Nowe podróżnicze odznaczenia, wyzwania a także hasła do odkrycia. Najgrubsze za 1000XP!
Może i daliśmy radę odeprzeć w bitwie ciemne siły i dziś ucztujemy, lecz smak powietrza na naszej ziemi zmienił się. Przechodzą mnie ciarki, gdy chodzę znajomymi traktami. Jest za cicho.
Napływają użytkownicy, znikają błędy a mi jest bardzo miło, że coraz więcej osób korzysta z Wiki Wander. Wygląda na to, że ta giera potrafi wciągnąć co widać po ilości powracających i aktywnie grających użytkowników
Pojedynki z jedną rundą były strzałem w dziesiątkę!
Może na filmikach promocyjnych ta gra wygląda ładnie. Ale w rzeczywistości jest to tak niedopracowany tytuł, że wstydziłbym się go wydawać i jeszcze brać to kasę.
Ilość błędów jest koszmarna. A to gra się wywali do pulpitu, bo tak, a to jedziesz i nagle okazuje się, że przez jakiś bug pasażerowie nie wsiadają i pozostaje tylko wczytanie zapisu. A to nagle uderzasz o niewidzialny kamień czy cos innego. Albo kupionego autobusu nie ma tam, gdzie ci gra pokazuje. Może się pojawi następnego dnia, a może nie. A to w połowie trasy masz komunikat, że z tajemniczego powodu ci jej nie zaliczy.
Fizyka też taka sobie - autobudy hamują jakby ktoś posmarował bębny/tarcze WD-40, skręcają za to bardzo hyżo.
W sumie szybko robi się nudno.
Grafika nie powala, mapa taka trochę na odwal się zrobiona. Dźwięki nawet spoko, muzyka leci z internetu, więc nawet jakieś polskie stacje mamy
Trochę pograłem, zdenerwowałem się i wywaliłem.
ps: w podstawce masz dwa(!) autobusy, reszta to DLC. Jedno DLC to jeden autobus, a kosztuje tyle co cała gra. Skok na kasę.
Odradzam, chyba, że za dwie dychy, to można przeboleć
Ukończyłem demo Valor Mortis - jak z kapci mnie nie wyrwała, tak wciągnąć potrafi. Gra chce być bardziej jak Sekiro niż Dark Souls opierając system walki w dużej mierze na parowaniu, ale jednocześnie przywraca soulsowe mechaniki, których w Sekiro nie było jak konieczność powrotu do miejsca zgonu, żeby odebrać utracone xp. No i jak tu też pracujemy na przełamanie postury wroga, tak wciąż musimy zjechać mu hp do zera bo zamiast śmiertelnego ciosu jest zwykły cios krytyczny (który może zabić pomniejszego wroga, ale nie bossa). Też jak w Sekiro można eliminować zza pleców nieświadomych wrogów, ale raczej nie będzie tu pełnoprawnego skradania jak w grze fromsoftu. Gra nie będzie też raczej strzelanką, muszkiet i pistolet to raczej narzędzia do atakowania słabych punktów a nie broń pierwszego wyboru, bo pierwszy musimy przeładować po 1 strzale a drugi po 5ciu. Headshoty są, ale nawet wymaksowane zabiją tylko najsłabszych wrogów. Gra potrafi być pieruńsko trudna (bardziej od wspomnianego Sekiro imo), są "gank squady" a obaj bossowie w demie mają dwie fazy. Ciężko wyczuć timing parowania a jest ciaśniejszy niż w Sekiro i chyba jakoś wykrywa gdy spamujemy przycisk, więc jak się nie wstrzelimy, można szybko zginąć. To w połączeniu z tym, że nawet przy nieudanyuch próbach na bossa uzyskujemy trochę expa, nakłania do grindowania więc na pierwszym bossie mimowolnie farmiłem wrogów naokoło, żeby ulepszyć parowanie i krytyki. W odróżnieniu od innych soulslike'ów daje nam opisy questów (i postaci) i odniosłem wrażenie, że chce być trochę bardziej narracyjne od dzieł Fromu, natomiast zaprezentowane dialogi były dla mnie dość drętwe. No i jako Polaka trochę mierzi mnie, że fabuła zmierza do obsadzenia w roli głównego antagonisty Napoleona, zważywszy, że to polskie studio no a wiadomo "dał nam przykład Bonaparte". Bardziej podobała mi się stylistyka, choć wszechobecne francuskie mundury po jakimś czasie mogą się przejeść, mam nadzieję na większe zróżnicowanie estetyki wrogów (carskie zombie pls?) na premierę. Bugi? A były - a to dźwięk się zapętlał przy zgonie przeciwnika a to znikał całkowicie przy podłączonych słuchawkach a raz tytuł kompletnie scrashował. Grałem na K+M i stwierdzam, że domyślne sterowanie jest do bani, bez ustawienia pod siebie ani rusz. Podsumowując, na premierę czekam z umiarkowanym optymizmem #gry #rpg #soulslike
@Jarasznikos pre-ordery nie ruszyły więc ciężko powiedzieć, po ukończeniu była ankieta gdzie jednym z pytań było ile byś zapłacił za tę grę i były opcje między 30 a 70 usd, podejrzewam, że wycenią raczej podobnie co np. Clair Obscur
Platforma Modrinth przeszła w ręce studia Spark Universe
Platforma Modrinth, popularne otwartoźródłowe repozytorium modów do Minecrafta, przeszła w ręce amsterdamskiego studia Spark Universe. Informację ogłoszono 15 czerwca 2026 roku; transakcja zamknęła się już w lutym.