#gory

60
1794

@Piechur Też mam i też korzystam. Chodziłem z młodym po Bieszczadach dwa lata temu, jutro córa będzie "spacerować" po Kampinosie. Wczoraj zrobiłem przymiarkę i poszliśmy do Lidla na zakupy. Hitem był tekst jakiejś Kobiety "o boże, dziecko do plecaka wsadził"

Zaloguj się aby komentować

Mój tata właśnie zdobył Rysy zimą (kij z pogodą, liczy się!), a ja od tygodni nie mogę się wyrwać na żadną dłuższą trasę Ech jeszcze tylko 30 lat i będzie można sobie spokojnie pobrykać


#gownowpis #gory i w sumie to #chwalesie tatą

@Piechur moje zimowe zdobycze kończą się na czarnym stawie xdd

ale przynajmniej było dużo śniegu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@Piechur Przełęcz Dukielska na piechotę, bo nas z autokaru wygonili! Patrzyłem na wieże wartownicze niczym z Majdanka, na ten drut kolczasty, ale największe wrażenie robiło orne pole miedzy dwoma ogrodzeniami. Co mi tam Rysy. Dwa bratnie narody a brakowało tylko pasa min.

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Kolejny pagórek w #piechurwedruje

---------

Szczyt: Zębolowa (Beskid Wyspowy)

Data: 22/23 listopada 2024 (piątek/sobota)

Staty: 8km, 2h25, 340m przewyższeń


Trasa dla zainteresowanych.


Mały szczyt, który na który kiedyś wchodziłem od Tokarni, tym razem zdobyty z drugiej strony.


Informacje praktyczne:


  • Samochód można zostawić na parkingu w Krzeczowie, który znajduje się niedaleko dużego, charakterystycznego krzyża, będącego wizytówką miejscowości (powinni kojarzyć go kierowcy korzystający z Zakopianki).

  • Dojazd do Krzeczowa był dość stromy. Gdyby śniegu i lodu było więcej, raczej bym nie wyjechał z moim napędem na przednie koła.

  • Wierzchołek Zębolowej nie znajduje się na szlaku, trzeba do niego odbić - są odpowiednie oznaczenia. Na szczycie jest tabliczka z nazwą.


Co było fajne:


  • Poszliśmy tam, aby zaliczyć pierwszy śnieg sezonu 2024/2025, i na szczęście było go wystarczająco dużo, żeby sprawić radość. Bez śniegu ta trasa raczej nie porywa.

Co było mniej fajne:


  • Stanowczo za dużo asfaltu jak na tak krótki spacer - jakieś 38% drogi.

Gdybym miał tam wchodzić ponownie, to raczej wybrałbym podejście z Tokarni - odcinek asfaltowy podobny, ale spacer w lesie dłuższy, a na początku można zobaczyć figury stanowiące część Kalwarii Tokarskiej.


#gory #wycieczka #wedrujzhejto #fotografia #beskidwyspowy

3c8eddf8-c9f2-4c98-8db7-8672d117ea2b
26dbaa94-5e2e-4017-8796-8f1fbd143c5e
a147b9fb-b7e5-4874-acce-65f662d63d25
372b7c08-acc7-4dd1-aec8-8603f80b7227
52454910-dea8-483c-a045-fdf54244c2a6

Zaloguj się aby komentować

Mój czas w Huaraz dobiegał końca. Był 10 czerwca 2022 roku i zostało mi około 10 dni w Ameryce Południowej. Teoretycznie mogłem jeszcze pokusić się o kolejną górską eskapadę, ale szczerze mówiąc byłem już znużony. Może nie tyle samymi górami, bo one zawsze budzą mój zachwyt, lecz całokształtem mojej solowej wyprawy po tym kontynencie (a raczej jego skrawkach). Być może też samo miasto Huaraz nie pomagało w nabieraniu sił witalnych - było nudne i brudne. Może nie jakoś ekstremalnie, może nawet też na swój sposób było zadbane, ale po prostu pamiętam je jako miejsce, które zamiast pomagać w odzyskaniu sił po górskich wędrówkach, wysysało je.


Potrzebowałem odrobiny odpoczynku i w tym celu chciałem udać się na kilka dni na wybrzeże, do Mancory, uznawanej za najlepszy kurort w Peru. Został mi jednak jeszcze jeden pełen dzień w Huaraz. Najpierw postanowiłem trochę o siebie zadbać. Stan mojego zarostu pozostawiał wiele do życzenia i nadszedł najwyższy czas, aby go nieco skrócić. Całkowite ogolenie się nie wchodziło w grę - mógłbym doznać szoku po ujrzeniu swojej gładkiej facjaty po ponad dziesięciu latach od ostatniego razu, gdy ogoliłem się na potrzeby amatorskiej sztuki teatralnej. Musiałem więc znaleźć jakiegoś barbera, licząc na to, że jego usługi będą tańsze niż w Rio de Janeiro, gdzie za zwykłe trymowanie bez żadnych udziwnień życzyli sobie ponad 60 reali (czyli mniej więcej tyleż samo polskich złotych). W Rio ostatecznie podjąłem próbę samodzielnego przystrzyżenia brody i wąsów za pomocą maleńkich nożyczek z zakrzywionymi, około centrymetrowej długości ostrzami, co zajęło mi prawie pół godziny i przyniosło efekt jedynie względnie akceptowalny. W Huaraz nie chciało mi się bawić w podobną babraninę i byłem gotów zainwestować 30 soli, czyli nieco ponad 30 zł., co jak na ogólne ceny w Peru i przewidywaną ilość pracy wydawało mi się kwotą i tak wygórowaną - gdybym sam miał swoją maszynkę, zajęłoby mi to nie więcej niż 2 minuty.


Znalezienie barbera nie było trudne - nawet gdybym nie skorzystał z pomocy Google Maps, charakterystyczna dla barberów witryna z podświetlanym biało-czerwono-niebieskim kasetonem reklamowym była z daleka widoczna na jednej z głównych ulic Huaraz. Skrzywiłem się nieco, bo wyszukany wystrój wnętrza i fikuśny fartuch barbera sugerował wysokie ceny.


- Dzień dobry, chciałem przystrzyc zarost. Równomiernie, na jedną długość, powiedzmy 3 mm. Jaki to będzie koszt?

- Bez modelowania i żadnych wzorów?

- Bez, najprościej jak się da.

- 5 soli.


Oczy wyszły mi z orbit. Już prawie rzuciłem, że w takim razie mogą mnie nawet 3 razy obstrzyć, ale po prostu kiwnąłem z zadowoleniem głową. Barber wskazał mi fotel, po czym wezwał z zaplecza pracownicę, by wykonała zlecenie. Sam za taką prostą robotę nie chciał się zabierać.


Dziewczyna szybko podpytała o niezbędne szczegóły i rozpoczęła strzyżenie. Była przy tym bardzo staranna, spędzając na koniec kilkadziesiąt sekund na oczyszczaniu mojej twarzy z obciętych włosów specjalnym pędzlem. Po wszystkim spytała szefa o kwotę, jaką powinna skasować, co było na swój sposób ciekawe - albo mało kto przychodził po taką prostą usługę, albo chciała się upewnić, czy jako gringo nie powinienem zapłacić więcej. Koniec końców byłem bardzo zadowolony z jakości usługi i do tej pory żałuję, że jednak nie zostawiłem napiwku (choć te w Peru nie są normą i od niektórych lokalsów słyszałem, że lepiej by było, gdyby ten amerykański zwyczaj się nie rozpowszechnił).


Gdy już wyglądałem nieco bardziej jak człowiek, postanowiłem udać się na pobliski punkt widokowy, Mirador de Rataquena. Mapa pokazywała, że jest to raczej krótki, godzinny spacer, więc z góry odrzuciłem opcję pojechania tam taksówką, tylko podążałem wyznaczoną trasą. Problem w tym, że trasa po kilkunastu minutach doprowadziła mnie na czyjeś podwórko, więc musiałem zawrócić - nie zamierzałem przechodzić przez czyjś teren tylko dlatego, że według mapy dało się tamtędy przejść. Na dodatek moja obecność nie pozostała niezauważona - podejrzliwe spojrzenia mieszkańców zachęciły mnie do odwrotu.


Chciałem jeszcze spróbować alternatywą drogą - według mapy wystarczyło pójść rownoległą uliczką, ale ta po jakimś czasie znowu wyprowadziła mnie w jakieś dziwne miejsce. Już przechodząc przez dziurę w płocie zastanawiałem się, czy to dobry pomysł. Obawy zdecydowanie nasiliły się, gdy nagle obok mnie pojawił się podobny do pitbulla pies. Jego szczeknięcia nie brzmiały przyjaźnie i mimo, że starałem się nie okazywać w żaden sposób strachu, zdecydowanie nie czułem się komfortowo - byłem na jakiejś pustej działce, w zasięgu wzroku nie było nikogo, więc czy ktoś przybiegł mi z pomocą, gdyby ten kundel z masywną szczęką postanowił mnie zaatakować? Nie przypuszczałem, że to możliwe, bo do tej pory psy w Ameryce Południowej raczej okazywały strach i pełne oddanie, ale wolałem nie ryzykować. Zawróciłem, cały czas obserwując kątem oka tego białego mieszańca. W końcu po parunastu metrach dał mi spokój.


Lekko już poirytowany błądzeniem postanowiłem podążać zgodnie ze wskazówkami nawigacji samochodowej. Była dłuższa, ale przynajmniej miałem pewność, że dojdę do celu. Po jakimś czasie zauważyłem cel mojej wędrówki, i mając pewność, że już nie zabłądzę, zszedłem z ulicy i udałem się najkrótszą drogą do celu - po zboczu porośniętym rzadką roślinnością, niestety nie dość rzadką, żeby przy tym nie podrapać łydek o kłujące krzaki. No cóż, podejmowałem tego dnia niezbyt szczęśliwe decyzje co do trasy.


Ze góry rozpościerał się widok na Huaraz i niezbyt imponujące pobliskie szczyty. Na tamten moment nie było w tym miejscu nic zachwycającego. Chyba nawet nieco żałowałem tego spaceru (zwłaszcza zważywszy na błądzenie i piekące z bólu zadrapania nóg). Zupełnie inny zestaw emocji wyczytałem z twarzy napotkanych na górze osób, które przybyły tu albo na randkę albo rodzinny posiłek - na szczycie znajdowała się restauracja.


Po 30 minutach poczułem, że chyba już zobaczyłem wszystko co chciałem - zdecydowałem się schodzić z powrotem do hostelu i szykować do wieczornego odjazdu autokarem. Pomny niezbyt przyjemnego przedzierania się przez chaszcze, postanowiłem iść inną drogą. Do wyboru miałem albo utwardzoną drogę dla samochodów, prowadzącą dość mocno naokoło, albo bardzo wyraźną ścieżkę w drugą stronę - może wciąż nie najkrótszą, ale wydającą się być pewną opcją.


Jak już wspomniałem, tego dnia nie miałem szczęścia do wybranych dróg - nie inaczej było tym razem. Po kilkunastu minutach dreptania wciąż doskonale widoczną ścieżką, zacząłem zbliżać się do jakichś pojedynczych chatek, postawionych tak jakby na dziko, a w każdym razie dość daleko od zwartej zabudowy rozpoczynającego się kilkaset metrów dalej miasta. Wtedy usłyszałem szczekanie. Najpierw jednego psa, potem drugiego, aż nagle zaczęła ujadać cała sfora, w pełnym tego słowa znaczeniu - spomiędzy tych chatek wybiegło 15-20 czworonogów, różnej maści i wielkości, ale z jedną cechą wspólną - mocno zakorzenionym terytorializmem. Zatrzymałem się natychmiast, bo choć rozum podpowiadał, by niewzruszenie iść dalej, nie okazując żadnego lęku, tak jak choćby podczas pamiętnego nocnego fragmentu trekkingu Santa Cruz, gdy ja i moi towarzysze po prostu zignorowaliśmy ujadanie, w tym wypadku liczba psów sprawiła, że moja pewność siebie wyparowała.


Sytuacja robiła się napięta - psy otoczyły mnie ze wszystkich stron wściekle ujadając, a jeden co chwilę podbiegał pod moje nogi, kłapiąc zębami o milimetry od moich butów, coraz zuchwalej, aż w końcu poczułem szarpnięcie za sznurowadła. Donośnym, niskim i, na ile się dało, spokojnym głosem nakazywałem psom w różnych językach, by mnie zostawiły w spokoju. Moje palce coraz mocniej zaciskały się na rękojeści kija do Gopro, aż pobielały mi kłykcie. Nie chciałem podnosić ręki, żeby nie sprowokować ataku, ale byłem coraz bardziej pogodzony z faktem, że mogę być zmuszony do samoobrony.


Wtem rozległ się krzyk, a połowa psów położyła uszy po sobie. Kątem oka spostrzegłem starszą kobiecinę, która wyszła z jednego z zabudowań i opieprzala psy idąc powoli w moim kierunku. Widząc, że niektóre z czworonogów nie odpuszczają, sięgnęła po kamień i cisnęła go w środek sfory. To zadziałało natychmiastowo - psy rozpierzchły się, coś tam jeszcze szczekając pod nosem, narzekając na swój pieski los. Moja wybawczyni pomstowała jeszcze gniewnie przez chwilę, po czym obróciła się na piecie i wróciła do wnętrza budynku, nie zwracając na mnie większej uwagi. Być może narzekała na głupiego gringo, którego niefrasobliwość zmusiła ją do odciągnięcia od obowiązków domowych i wybawienia go z opresji.


Tamten moment dobitnie uświadomił mi, że nie każdy pies w Ameryce Południowej jest potulny i przyjazny, i im dalej od centrum miast tym odważniej sobie poczynają. Postanowiłem więcej nie zapuszczać się w takie rejony, przede wszystkim jednak przyspieszyłem kroku, by jak najszybciej wejść w bardziej zurbanizowany teren. Gdy w końcu udało mi się dotrzeć do właściwego miasta, poczułem ulgę, choć dla pewności jeszcze wolałem zrównać krok z miejscową kobietą poganiającą przed sobą osły - tym bardziej, że przy krawężnikach widziałem kolejne bezpańskie psy. Przyznam szczerze, miałem dosyć tego dnia i tego miasta. Z przyjemnością pomyślałem o podróży busem czekającej mnie wieczorem - mimo, że miała trwać kilkanaście godzin i to niestety nie w super komfortowych warunkach (biletów na te bardziej luksusowe autokary już nie było), pozwalała mi uciec daleko od Huaraz. Na niczym innym mi już nie zależało.


#polacorojo #podroze #peru #gory #huaraz

acdfb1be-ea4a-423c-97c6-ca55f7d5fc3e
9912bd8e-60d5-4cf5-ab76-cb7f368ba8a9
1116cc7a-83b1-4739-ad4b-fd4cc9e3f792
1a82538b-2356-415a-a428-84a1b6d342a3

@Sniffer ja też miałem przygodę tego typu w Peru, przy schodzeniu z wulkanu El Misti. Ląduje się wtedy w takich samych dziko budowanych pierdolniczkach. Wataha psów, a ja mam tylko kij do ich odganiania. Jak mnie okrążyły, to kręciłem się z tym kijem dookoła, czasem trafiając im w pyski. Odpuściły, gdy podniosłem kij do góry.

Poza tym scenki pod tytułem ludzie czekają na marszrutę i rzucają kamieniami w psy, są na porządku dziennym. Nawet nie trzeba mieć kamieni, wystarczy markować rzucanie.

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Dziś nocne łażenie po mało ciekawym szlaku z dwoma ciekawymi atrakcjami. Oto #piechurwedruje

---------

Szczyt: Uklejna (Beskid Makowski)

Data: 5 listopada 2024 (wtorek)

Staty: 9km, 2h40, 400m przewyższeń


Trasa dla zainteresowanych.


Kolejny raz z tatą, kolejny raz w nocy, kolejny raz krótka trasa w bliskiej odległości, tym razem w Myślenicach.


Informacje praktyczne:


  • Duży, bezpłatny parking w Myślenicach - w sezonie prawdopodobnie ciężko z miejscem.

  • Część trasy - z Młaki Źródliskowej na Uklejną - prowadzi nieoficjalnym żółtym szlakiem, którego nie ma na mapach, ale z inicjatywy (zakładam) mieszkańców został dość gęsto wymalowany na drzewach. Początkowe podejście jest dość strome, ale krótkie.


Co było fajne:


  • Pierwszą atrakcją jest usypany kamienny kopiec na Uklejnej, który widać na pierwszym zdjęciu. Na oko miał ok. 2,5 metra wysokości i w nocy wyglądał dość ciekawie. Dodatkowo na drzewie przy szlaku przybita drewniana tabliczka z historią Ukleja (w komentarzu).

  • Drugą atrakcją są ruiny Zamku znajdujące się w rezerwacie przyrody Zamczysko nad Rabą. Leżą przy czerwonym szlaku, praktycznie przy wyjściu z lasu - widać je na dwóch ostatnich zdjęciach.


Co było mniej fajne:


  • Niebieski szlak to porażka - totalnie nieciekawy, nic więcej nie mam do napisania.

Gdybym miał iść tam drugi raz, to chyba wybrałbym podejście i zejście czerwonym szlakiem.


#gory #wycieczka #wedrujzhejto #beskidmakowski #fotografia

16bf935f-e042-41ac-9f2c-80b05f53cadc
41e30a62-2126-4506-9311-4623eadcaec1
59bb7d66-a215-418d-836d-4b23237390b8
b0be1f56-1b28-4dff-b14d-1641d2485838
ff159536-f338-4865-a118-5341caef41f0

Zaloguj się aby komentować

Dziś był 25km spacer po Kampinosie. Od Palmir puściutko, ale im bliżej południa i im bliżej Warszawy, tym więcej ludzi. No cóż, pogoda dopisała, więc trudno się dziwić.

Fauna nie dopisała, poza wrzeszczącymi gdzieś niedaleko żurawiami nie spotkałem właściwie żadnego zwierza. Za to jak zwykle dopisały grzybki.

Gdyby ktoś się czepiał, dlaczego taguję "góry", to proszę zaakceptować fakt, że w Kampinosie są góry

#turystyka #gory #grzyby #wycieczka #las

93af843b-62c8-49e3-97be-eb8d1ed1f0e4
842f3a10-ab10-4721-ba08-86b0f25a7f12
07da17b5-14e8-4487-be50-a02c705510cd
35b0b601-0a75-4796-afb2-d9b2f7a10f46
57225940-fdbd-458d-ae47-8203c2321111

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Ale widoki! Ale chociaż jaja zlodowaciały xd

Żartuję. Mgłę widziałem od rana, jaja całe, bo ciepło, droga przez tereny zadrzewione fajna, gorąca czekolada z bitą śmietaną bardzo smaczna.

Ta rzeźba ma około 2500 lat.


#gory choć jakie to góry xd to Slęża

6c8d52ec-f839-4e1c-a83e-b70ecd774196
6a5c3c91-525e-4538-bc34-23a2c24205a0
ee378729-e668-4413-851c-be7cfad1dbeb

Zaloguj się aby komentować

#wpizduwlas #gory #bieszczady


Poniedziałek

Po niedzielnym wpierdolu przyszedł czas na spokojny poniedziałek. Cel na dzisiaj to wioska Osadne na Słowacji i Karczma u Borisa. Znalazłem ją przypadkowo, przed wyjazdem szukałem gdzie najbliżej Balnicy jest sklep w którym mógłbym uzupełnić zapasy. Co prawda sklepu jako takiego nie znalazłem, za to trafiłem na wspomnianą już prędzej Krčme U Borisa. Każdemu kto będzie w tych okolicach mogę z czystym sumieniem polecić to miejsce!

https://maps.app.goo.gl/A2vd3umftLCLpLBV9


Droga z Balnicy do Osadne zajęła około 2 godziny, ruszyliśmy ok 11:00, niemal cały drogę - ponad 8km schodziliśmy w dół. Na miejscu pogadałem z przesympatycznym właścicielem karczmy Borysem, wypiłem jakieś piwo, zjadłem przepyszne pierogi z bryndzą, podsuszyłem buty, kupiłem magnesy i ruszyłem do Balnicy. Tym razem czekała nas wędrówka ciągle pod górę, a sprawy nie ułatwiało 10 browarów w plecaku, które kupiłem za resztę eurasów. Plan był napięty jak baranie jaja, bo wg pierwotnych założeń następnego dnia miałem ruszyć z Balnicy do Łupkowa szlakiem granicznym, więc przed zachodem słońca chciałem jeszcze zwiedzić dokładniej stację wąskotorówki w Balnicy i porobić zdjęcia.


W ten sposób ze spokojnego poniedziałku zrobiło się 17 kilometrów, a ze względu na podrażnienia łap u Bestii kolejne dni spędziliśmy również w Balnicy

ff8cdc1e-ee3e-4c5c-adff-ed0d689fa10e
a3d3c451-0a76-4aab-a4f7-f2605689fa53
3479c40f-72dd-43e9-9e26-3b67ef293a5e
d36b4bdb-ebc9-4d69-b857-55b7080414bf
252151ae-3863-426d-b9ae-c524772fd9ef

Zaloguj się aby komentować

Jako że ja po górach nie chodzę to chciałem pokazać że z dołu też dobrze widać. Na zdjęciu słynna #gory Sigirya na #srilanka .

Żeby mieć widok z góry trzeba pokonać 1200 schodów w górę. I podobno tyle samo w dół.

Więc czekam na dole aż różowa wróci z lepszymi zdjęciami z góry.


#podroze #podrozujzhejto #zdolutezdobrzewidac


Ps. Miało zająć jej to godzinę. Czekam już dwie :) więc albo dobrze się bawi albo mnie porzuciła :)

ea712f3e-902d-4626-ab58-37be205cb4b0

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Widzieliscie kiedys sztorm na jeziorze? No to juz widzicie, nawet traba wodna sie trafila ale nie zdazylem zlapac . Jezioro Buttermere z widokiem na Fleetwith Pike w tle.

#gory #uk #fotografia #mojezdjecie

878e7a96-3363-4776-8c25-b519503f8485

Kumplowi kiedyś jak się zerwała wichura nad jeziorkiem mocna, kajak uniesiony z wody wbił się w dach samochodu Na szczęście nic się nikomu nie stało.

@nicram gacie pewnie pelne. Kumpel byl na SUP boardzie i wiatr tak zawial, ze polecial razem z deska i zlamal palec

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Jesień w Bieszczadach to jest to Zapraszam na #piechurwedruje

---------

Szczyt: Korbania (Bieszczady)

Data: 12 października 2024 (sobota)

Staty: 12km, 4h, 490m przewyższeń


Trasa dla zainteresowanych.


Krótka trasa zrobiona podczas corocznego wyjazdu z kolegami celem wyleczenia kaca.


Informacje praktyczne:


  • Auto można zostawić na przykościelnym parkingu w Bukowcu (my akurat szliśmy bezpośrednio z wynajętego domku, który znajdował się przy szlaku).

  • Ze względu na prace leśne część szlaków/tras może być zamknięta .


Co było fajne:


  • Jesień w pełnej krasie. W momencie wyjazdu w Małopolsce drzewa były jeszcze zielone, ale w Bieszczadach zabarwione już były w większości pomarańczami, żółciami, brązami i rudzizną.

  • Trasa była lekka i niewymagająca, na kaca w sam raz.

  • Na szczycie była mała wieża służąca jako punkt widokowy. Poza tym było kilka ław, w tym zadaszonych, a także mały, zadaszony szałas na nocleg.


Co było mniej fajne:


  • Błoto błoto błoto. To cud, że żaden z nas się nie wywrócił i nie wykąpał. Nie będę ukrywać - zignorowaliśmy tabliczkę z zakazem wejścia w związku z wycinką, także w drodze na szczyt mijaly nas kilka razy traktory ciągnące ścięte drzewa.

Ogólnie wycieczka na duży plus. Jeśli ktoś planuje wypad nad Solinę, to może rozważyć wyjście na tę górkę, która znajduje się w stosunkowo bliskiej odległości.


#gory #wycieczka #wedrujzhejto #fotografia #bieszczady

91e8d44b-3d62-40e5-a349-221236316510
6d226fec-de34-484f-8db6-952eb89c527a
753277d7-faca-4ad5-bb30-627df803bd6e
060463c4-bda3-4877-baa9-3f9a5421e1e4
e0867a6c-f052-4260-9fe5-8391b969e50b

Kij i ściema ! Teraz jest zimno i może nawet biało. Jak możesz szczuć taki pięknymi spacerowymi szlakami kiedy jest zimo i nie fajnie.

Zaloguj się aby komentować