Buszowanie po Beskidzie Żywieckim, w którym bywam niestety raczej rzadko. Po dłuższej przerwie we wspólnym chodzeniu udało się wyrwać z tatą, dzięki czemu raczej średnio ciekawa trasa minęła przyjemnie.
Informacje praktyczne:
Samochód można zostawić np. na tym parkingu przy cmentarzu, tym parkingu przy kościele, lub tym parkingu w centrum (?). Opcji jest dużo.
No Mosornym Groniu znajduje się solidna wieża widokowa, a także stacja kolejki krzesełkowej (warto sprawdzić czy jest czynna na stronie internetowej ), oraz karczma , gdzie można coś zjeść i przybić pieczątki.
Z Zawoi, Mosorne na Mosorny Groń - Głównie niebieski szlak. Pierwszy kilometr z groszami asfaltem, później trasa prowadzi już lasem. Po drodze można zejść do wodospadu na Mosornym Potoku - według mnie warto, był większy niż się spodziewałem; samo zejście dość stromo po stopniach, wzdłuż których jest barierka z oheblowanych kawałków drewna. Reszta trasy na Mosorny Groń ok, bez niespodzianek. Wieża na szczycie chyba najbardziej solidna z tych, które do tej pory widziałem. Z góry fajny widok na Babsko, Policę i okolicę.
Z Mosornego Gronia do Zawoi - Na początku całkiem przyjemna trasa z widokiem na Policę, ale jakoś od Hali Śmietanowej zrobiło się byle jak i trochę nudno - tak przynajmniej odczuwałem to w nocy, nie wiem jak jest w dzień.
Polecam fragmenty tej trasy, przede wszystkim niebieski szlak i wodospad, a także sam szczyt. Zielony szlak w moim odczuciu bez szału, ot tyle, żeby wejść/zejść. Ogólnie szkoda, że tak dużo asfaltu. Jeśli ktoś ma czas i chęci, to polecałbym raczej dojechać busem na przystanek Zawoja, Mosorne, i stamtąd wejść niebieskim szlakiem na Mosorny Groń, później udać się na Policę, Halę Krupową i zejść do Osielca.
Można też z Cylu Hali Śmietanowej odbić z żółtego i ścieżką lasem ( kiedyś był szlak, został jeszcze wykrzyknik na drzewie gdzie odbić) zejść z powrotem do Zawoi Mosorne albo zielonym do Zawoi Centrum.
Krótka trasa zrobiona z kolegą i młodszą córą. Chciałem ją trochę rozruszać, ale skończyło się na trybie 4020 (40% drogi na rękach, 40% na barana, 20% na nogach).
Informacje praktyczne:
Samochód można zostawić na parkingu np. tutaj lub tutaj .
Na Potaczkowej, poza krzyżem i ołtarzem, jest również kilka ławek i stolików, a także miejsce na ognisko (zdjęcie pierwsze).
Odcinki trasy:
Ścieżka edukacyjna "Park Dworski - Chabówka" - Odcinki leśne bardzo sympatyczne, dość kameralne, z wąską ścieżką i kilkoma krótkimi, ale stromymi podejściami (zdjęcia drugie i trzecie). Kawałek prowadzący przez park podworski Wodzickich był ok (zdjęcie czwarte). Na trasie kilka tabliczek informacyjnych i słupków z numerami.
Dojście na Potaczkową - Zwykła polna droga. Po drodze na Potaczkową i z niej samej jest widok na Gorce (widać np. wieżę na Gorcu), a na północy dostrzec można m.in. Luboń Wielki i Szczebel. Niedaleko szczytu po raz pierwszy w życiu spotkałem czarną żmiję zygzakowatą (zdjęcie piąte).
Fajna trasa do zrobienia z dziećmi w jakiś pogodny dzień, choć to odbicie ścieżki edukacyjnej w las nie każdemu może się spodobać, bo w sumie robi się tylko dodatkowe kółko. Według mnie było spoko.
Trasa zrobiona w ramach XXIII Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej, do którego ukończenia zabrakło mi ok. 42 kilometrów.
Informacje praktyczne:
Miejski parking znajduje się tutaj , ale szybko się zapełnia, zwłaszcza w weekendy, w sezonie, czy przy imprezach typu Przejście. Ja musiałem parować już na płatnym (80 zł za dzień, bolało).
Jeśli ktoś planuje zabrać się za przejście, to poza zadbaniem o kondycję proponuję zrobić kilka tras +40 km, w tym nocnych, żeby sprawdzić nie tylko ciało, ale też głowę. Wygodne buty i nieprzesadnie napakowany plecak to również must have.
Odcinki trasy:
Czarny szlak - Krótki, ale całkiem przyjemny odcinek prowadzący wzdłuż potoku.
Czerwony szlak - Zdecydowanie najbardziej widowiskowy fragment całego Przejścia. Cała trasa wyłożona kamieniem, czasem bardzo nierównym. Krótki odcinek od Petrovej Budy do Przełęczy Karkonoskiej asfaltem. Od schroniska na Hali Szrenickiej idzie się głównie w warstwie kosodrzewiny, ochrona przed wiatrem mała. Miejsca, które warto zobaczyć, to Szrenica, Śnieżne Kotły (zdjęcie drugie), Kopa nad Moreną (zdjęcie pierwsze, bardzo ładny widok na Mały Staw i schronisko Samotnię, schronisko Strzechę Akademicką i Śnieżkę), no i w końcu Śnieżka, która należy do #koronagorpolski (pieczątka w Domu Śląskim pod szczytem). Wejście zakosami na Śnieżkę dość wymagające, ale krok za krokiem spokojnie do zrobienia. Do przełęczy Okraj już głównie ładny las.
Żółty szlak - Od przełęczy Okraj do przełęczy Kowarskiej nic specjalnego. Później spokojny las, ścieżka zmieniająca się po jakimś czasie w leśną drogę, i tylko ostatnie podejście pod Małą Ostrą daje trochę w kość, bo jest stromo i trzeba mijać duże głazy i korzenie.
Od Małej Ostrej do Janowic - Miks różnych szlaków. Niebieskim przechodzi się przez Skalnik, który należy do #koronagorpolski (nic ciekawego, łatwo przegapić, skrzynka na pieczątkę była rozwalona), później schodzi się wśród dużych głazów. Niestety niewiele pamiętam z tego odcinka, poza ruinami zamku Bolczów niedaleko Janowic - szkoda, że nie miałem okazji ich zwiedzić, bo wyglądały ciekawie. Tam również sporo głazów.
Od Janowic do przełęczy Komarnickiej - Absolutnie najgorszy, najbardziej beznadziejny odcinek całego Przejścia. Jakieś 9 km asfaltem, który odbiera chęci do życia. Ostatnie 2.5 km prowadzi polami i lasem, można też odbić na Skopiec, który również należy do #koronagorpolski (pieczątka w skrzynce na szczycie).
Od przełęczy Komarnickiej do Goduszyna - Reszta trasy prowadzącej przez różne szlaki, a także drogami nieoznakowanymi. Dużą część stanowiły tu leśne drogi, było też trochę asfaltu przez Jeżów Sudecki. Ogólnie góra, dół, góra, dół. Nic jakiegoś specjalnie ciekawego, choć było kilka punktów, które mi się podobały, np.: Okole z punktem widokowym na skale (zdjęcie czwarte), czy przepięknie usytuowany gościniec Perła Zachodu (zdjęcie piąte, słabo go tam akurat widać).
Resztę trasy sobie podarowałem. Najbardziej dojechało mi stopy, i nawet nie chodzi o otarcia (choć małe palce miałem dookoła obdarte ze skóry), co o bolące podeszwy. Pierwsze 80 km szedłem w wysokogórskich butach z wysoką cholewką, które na takie długie trasy się zwyczajnie nie nadają, bo są ciężkie i nie mają amortyzacji. W Chrośnicy zmieniłem je na buty do biegania i to był po prostu szok, ile daje miękka podeszwa, ale było już niestety za późno.
Inną kwestią było nieprzygotowanie się pod względem żeli i izotoników, z których zwykle nie korzystam - od 70 km zaczęło mnie z coraz większą częstotliwością srać, więc latałem w krzaki jak zwierz, i niestety czułem, że organizm słabnie.
Pod względem przygotowania kondycyjnego uważam, że było dobrze, bo nawet nie miałem jakichś super zakwasów po wszystkim, tylko te cholerne stopy bolały jak skurczybyk, a pełne czucie w palcach odzyskałem dopiero po pięciu dniach.
Raczej nie będę brać udziału w Przejściu ponownie, bo mimo, że organizacyjnie to była topka (punkty kontrolne, mega pozytywni wolontariusze i organizatorzy, herbata i woda do uzupełniania w określonych punktach), to zwyczajnie nie lubię chodzić, gdy na szlaku jest tylu ludzi.
Wrzucam jeszcze mój plan vs rzeczywistość. Nawet się to trzymało kupy na początku. Straciłem więcej czasu niż planowałem w schroniskach na jedzeniu i ładowaniu telefonu. Prawdziwe problemy zaczęły się od 70 km, gdy zaczęło mnie gonić, a i przez bolące stopy szedłem zdecydowanie wolniej
@Jajco No właśnie chyba sobie kupię do traila, a te ciężkie zostawię na Tatry i zimę. Te, co wziąłem na przejście, to były zwykłe do biegania po asfalcie, na zejściach już i tak zmasakrowane palce waliły mi o przód, więc chodziło się kiepsko
Kolejna część łączenia i odhaczania tras beskidzkich - niestety tym razem nic ciekawego.
Informacje praktyczne:
Auto można zostawić na dużym parkingu w Dobczycach. Znajduje się przy nim również przystanek, na którym zatrzymują się busy.
Główną atrakcją Dobczyc jest zamek i muzeum regionalne , a także znajdująca się obok zapora. Na zamku do końca października tego roku mają trwać prace renowacyjne.
Odcinki trasy:
Żółty szlak - Odcinek łączący Dobczyce i Kamiennik. O kant d⁎⁎y rozbić takie chodzenie: pierwsze 5.5 km to asfalt góra-dół, później 5 km lasem, ale głównie szeroką drogą dojazdową, potem znowu 3.5 km zasranym asfaltem, i wreszcie krótki fragment leśny na Kamiennik. Niczego nie oczekiwałem, a i tak się rozczarowałem.
Zielony szlak - Fragment z Kamiennika do Poręby sztos: klimatyczna, wąska ścieżka grzbietem góry, po drodze kilka wystających skał. Tutaj można odbić na punkt widokowy z miejscem do siedzenia i na ognisko - zejście oznaczone na drzewach zielonymi trójkątami, które widziałem chyba pierwszy raz (zdjęcia drugie i trzecie). Z Poręby na Działek już niestety tylko cholerny asfalt.
Czerwony szlak - No niby się idzie tym lasem, ale do Uklejnej nie wiem, czy nazwałbym to ciekawą trasą, co najwyżej ok, ale może mi się po prostu przejadła. Tutaj można skręcić na Uklejną, gdzie jest duży kopiec z kamieni (mi się już nie chciało), a tutaj chyba najciekawszy fragment tej trasy, czyli Rezerwat Zamczysko nad Rabą, gdzie znajdują się ruiny Zamku (nic szczególnie szałowego, choć w nocy jest klimat). Reszta drogi od tego miejsca to znowu tylko asfalt i chodnik.
Całkiem przyjemna trasa na spokojny spacer z dziećmi.
Informacje praktyczne:
Parking ze strefą gastro znajduje się tutaj (my stąd ruszaliśmy, płatny 10 zł), lub tutaj .
Na terenie rezerwatu nie ma koszy na śmieci, co niektórych turystów niestety przerasta - ale o tym niżej.
Odcinki trasy:
Odcinek przy Tanwi (czerwony szlak spacerowy) - Główny cel wizyty większości turystów, czyli Tanew i znajdujące się na niej progi tworzące małe wodospady (głównie na tym odcinku , zdjęcie czwarte). Według mnie raczej rozczarowująca atrakcja, sama ścieżka też dość szybko się nudzi, choć nie mogę powiedzieć, żeby było brzydko - ot, trochę monotonnie.
Odcinek leśny przez rezerwat (czerwony szlak spacerowy) - Dla tego odcinka warto tak na prawdę tam przyjeżdżać: świetne, zróżnicowane ścieżki prowadzące przepięknym lasem (zdjęcia pierwsze, drugie, trzecie i piąte). Micha cieszyła mi się praktycznie na każdym momencie. Na jednej z polanek po raz pierwszy w życiu widziałem spijającego nektar z kwiatów fruczaka gołąbka. Dzieciom również mega się podobało. Duży minus to niestety śmieci, a zwłaszcza plastikowe słomki i kubki po piwie zakupione w barach przy parkingach, z którymi niektórzy weszli na szlak, ale już było dla nich za ciężko, żeby z nimi wrócić. Absolutnie wstrętne. Na jednej z tablic ktoś napisał: "Gdzie kosze?!". Brak koszy w rezerwacie, no kto by się spodziewał.
Z dodatkowych atrakcji: na trasie znajduje się źródełko miłości (bałem się z niego pić), a także rekonstrukcja przejęcia granicznego pomiędzy zaborami rosyjskim a austriackim (dwie budki przy drodze). Ogólnie do polecenia na krótką wycieczkę.
@Jajco W Himku złe jest to, że jeszcze go nie masz XD
Royale są zajebistymi motocyklami.
Sam ujeżdżam Himka. Tyle, że 450. I jestem w nim zakochany po uszy.
Gdyby nie ograniczenia budżetowe, to kupiłbym któryś z silnikiem 350. To jest jeden z najprzyjemniejszych silników motocyklowych jakim było mi dane jeździć
Czarny szlak - Początkowe 4 km ze Zwierzyńca do Turzyńca to głównie chodnik przy drodze z krótkim leśnym fragmentem, na którym było niestety sporo śmieci. Reszta trasy to taka leśno-polna droga (zdjęcie pierwsze). Mniej więcej w ¾ schodzi się do miejsca, w którym znajdował się obóz AK - jest tam kilka brzozowych krzyży, flaga Polski oraz tablica informacyjna (zdjęcie drugie).
Niebieski szlak - Praktycznie całe pierwsze 4 km prowadzą drogą przez pola, bez osłony przed słońcem - w jakiś upalny dzień mogłoby to być niszczące (zdjęcie czwarte). Jest to też bardzo urodzajne miejsce jeśli chodzi o ambony (zdjęcie trzecie). Kolejne 3.5 km to droga leśna, trochę piaszczysta, która następnie przechodzi w asfalt, i tak już do Zwierzyńca.
Od centrum do lasu - Pierwsze półtora kilometra chodnikiem, później trochę piaszczystą drogą prowadzącą równolegle do tortów kolejowych (zdjęcie pierwsze).
Leśny fragment - Jakieś 4 km leśnej drogi (zdjęcie drugie i trzecie), spoko do pobiegania albo na rower. Jest krótki odcinek wzniosu, na którym można się zasapać.
Powrót do Zwierzyńca - Powrót na chodnik z odbiciem na Tartaczną Górę, gdzie znajduje się wieża widokowa (zdjęcie czwarte), z której gówno widać (zdjęcie piąte). I to w sumie tyle.
Moim skromnym zdaniem trasa dobra tylko do biegania i ewentualnie na rower, choć moja Mysz miała problem na piaszczystej drodze przy torach kolejowych. Na pieszo szkoda by mi było czasu, żeby to przechodzić.
Proponowana trasa nadaje się zarówno do chodzenia jak i biegania. Jej fragmenty przebyłem zarówno sam jak i ze swoimi dziewczynkami, więc zdjęcia będą pomieszane. Jest jedną z popularniejszych opcji spacerowych ze Zwierzyńca.
Informacje praktyczne:
Na terenie Roztoczańskiego Parku Narodowego obowiązują bilety wstępu, które można wygodnie kupić przez stronę internetową .
W tym miejscu znajduje się duży, bezpłatny parking.
Odcinki trasy:
Zielony/czerwony szlak - Krótki odcinek przy asfalcie. Mija się ładny kościół na stawie, Browar Zwierzyniec, wypożyczalnię rowerów (polecam na wycieczkę do Florianki) i dochodzi się do Dyrekcji RPN oraz muzeum.
Zielona ścieżka dydaktyczna - Trasa prowadząca na Bukową Górę, kończąca się przy kościele we wsi Sochy. Ogólnie całkiem spoko opcja na spacer - las jest ładny i klimatyczny, mija się Pomnik Pamięci Poległych Leśników (zdjęcie drugie), by w końcu po kawałku bardziej stromego podejścia prowadzącego po schodkach dotrzeć na Bukową Górę, na której nie ma niczego ciekawego (zdjęcie trzecie). Kawałek dalej jest punkt widokowy na wieś Sochy (zdjęcie czwarte, znowu nic szczególnego), po którym schodzi się już do kościoła znajdującego się przy drodze.
Czerwony szlak - Kilkaset początkowych metrów prowadzi niestety poboczem asfaltowej drogi, ale później wchodzi się w las. Następnie wychodzi się przy Stawach Echo, gdzie znajduje się mała wieża widokowa , z której, przy odrobinie szczęścia, można wypatrzeć pasące się koniki polskie. Po minięciu płatnego parkingu dochodzi się do wejścia na plażę strzeżoną (zdjęcie piąte), a następnie szeroką leśną ścieżką, którą można zarówno spacerować jak i jeździć na rowerze, wraca się do centrum Zwierzyńca.
Ponownie całkiem przyjemna trasa na spokojny spacer dla kogoś, kto spędza urlop w Zwierzyńcu, jednak nie ma na niej nic, co mogłoby zrobić efekt "wow" - ot, ścieżka w lesie.
W #piechurwedruje rozpoczynam wrzucanie kilku tras z urlopu w Roztoczu - może komuś, kto planuje pobyt w tych rejonach, się przydadzą. Przy okazji pokombinuję trochę z innym formatem wpisów.
---------
Miejsce: Zwierzyniec - Roztoczański Park Narodowy (Roztocze Środkowe)
Trasa do pobiegania lub pochodzenia - ja wybrałem bieg. O tym, gdzie warto, będzie niżej.
Informacje praktyczne:
Na terenie Roztoczańskiego Parku Narodowego obowiązują bilety wstępu, które można wygodnie kupić przez stronę internetową . O dziwo, dość często przeprowadzane są kontrole przez pracowników Parku (np. przy Floriance, czy w drodze na Bukową Górę).
W tym miejscu znajduje się duży, bezpłatny parking.
Przy Stawach Echo znajduje się plaża z wyznaczonym (małym) miejscem do pływania. Kąpielisko jest strzeżone. W sezonie, zwłaszcza w weekendy, może być tłoczno.
Odcinki trasy:
Zielona ścieżka dydaktyczna - Łączy parking z czerwonym szlakiem. Prowadzi przez Układ Wodno-Pałacowy, który jest miłym miejscem do spacerowania (zdjęcie pierwsze).
Czerwony szlak - Główna arteria prowadząca nad Stawy Echo (zdjęcie drugie, trochę bajoro). Od muzeum jest to szeroka ścieżka prowadząca lasem, można nią zarówno iść jak i jechać na rowerze. Może być na niej największy ruch.
Czerwona ścieżka dydaktyczna - Od pomnika do cmentarza wojennego . Niezbyt ciekawa, w dodatku dziwny dysonans daje widok dość dużego cmentarza i nagrobków schowanych w lesie tuż obok siatki jakiegoś ośrodka kempingowego z przystrzyżoną trawą i rozpalonymi grillami.
Żółta ścieżka dydaktyczna - Zaczyna się przy muzeum, prowadzi obok Stawu Kościelnego (zdjęcie piąte, bardzo ładny kościół). Później idąc nieco piaszczystą ścieżką z kilkoma małymi podejściami trafia się na rozległą polanę, którą można wejść na Piaseczną Górę (zdjęcie trzecie). Z punktu widokowego widać tylko wspomnianą polanę i las. Dalej ścieżka prowadzi między drzewami, mija się Pomnik Pamięci Poległych Leśników (zdjęcie czwarte) i dalej, schodząc po schodkach, dochodzi się do drogi, z której już tylko kawałek do Stawów Echo. W sumie spoko trasa na poobiedni spacer, wydaje mi się, że chodzi tam mniej ludzi.
Niebieska ścieżka dydaktyczna - Początek prowadzi kładką wzdłuż Stawów Echo. W sezonie można tam zobaczyć dużo bocianów, czapli szarych i białych oraz innego ptactwa, a także konika polskiego. Później ścieżka prowadzi lasem, jest parę tablic informacyjnych z ciekawostkami, a kończy się przy muzeum, gdzie znajduje się kilka atrakcji dla dzieci.
W większości fajne ścieżki do spokojnego spacerowania lub biegania, poza tą czerwoną ścieżką dydaktyczną. Jest ładnie, ale w sezonie może być tłoczno (ja byłem już pod koniec, ale nadal było sporo osób).
W Karkonoszach nie byłeś? Wybieram się w przyszłym tygodniu w okolice Szpindlerowego Młyna w Czechach i szukam propozycji. Z rodziną więc bardzo delikatne trasy.
Drugie podejście do Baníkova przez Rohacze po nieudanej zeszłorocznej próbie - tym razem zakończone sukcesem.
Informacje praktyczne:
Auto można zostawić na parkingu przy Chacie Zverovka.
Przed takimi wyprawami dobrze odpowiednio napakować się węglowodanami i pamiętać o częstym spożywaniu małych posiłków w trakcie, zanim poczuje się głód, żeby się nie spompować. 3l wody wystarczyło mi na styk przy słonecznej pogodzie.
Krem z filtrem to nieoceniony przyjaciel pozwalający uniknąć bolesnych poparzeń. Twarz, uszy, kark, ramiona i nogi - nie oszczędzać niczego.
Począwszy od Ostrego Rohacza do Banówki trasa bywa mocno eksponowana, szlak prowadzi krawędzią skał, łańcuchy są długie i nie zawsze pomocne. Przez dużą część drogi obok oryginalnie poprowadzonego szlaku idzie alternatywna ścieżka dla osób nie lubiących mocnych wrażeń, jednak nie uchroni ona przed wszystkimi przeszkodami - warto mieć to na uwadze przy wyborze tej trasy.
Mi przydały się rękawice do wspinaczki, bo często chwytałem się skał, a są dość szorstkie i ostre.
Co było fajne:
Praktycznie do Jamnickiej Przełęczy szlak był pusty i poza kilkoma kozicami nie spotkaliśmy nikogo. Wraz z upływem czasu ludzi trochę przybywało, ale i tak było ich nieporównywalnie mniej niż po polskiej stronie i szło się sprawnie.
Bardzo podobała mi się droga na Grzesia (poza asfaltowym odcinkiem), a także późniejsza trasa przez Rohacze aż do przełęczy Banikovskiej. Byłem już bardziej przyzwyczajony do ekspozycji, więc szedłem bez spiny. Wrażenie zrobił na mnie jednak ponownie ten fragment przed Baníkovem, który jest według mnie bardziej ekscytujący niż łańcuchy na Ostrym Rohaczu - szlak prowadzi praktycznie przy samej krawędzi, bez łańcuchów, po prawej stronie otwiera się przepaść, robi to wrażenie.
Pogoda nie mogłaby być lepsza.
Co było mniej fajne:
Schodzenie z przełęczy Banikovskiej: najpierw po sypkich, drobnych kamykach, potem po dużych i nierównych kamieniach, w końcu asfaltem. Dłużyło się to niemiłosiernie i było nieprzyjemne dla kolan.
Asfaltowe odcinki: najpierw tutaj w drodze na Grzesia, potem tutaj przy powrocie do Chaty Zverovki. Łącznie ok. 8 km, czyli jakieś 33% całej trasy.
Świetna, widowiskowa, ale też wymagająca i pobudzająca wyobraźnię trasa. Koleżanka powiedziała mi, że zmęczyła ją dużo bardziej niż nasza poprzednia wyprawa na Świnicę przez Murowaniec i Zawrat - zarówno fizycznie i psychicznie. Myślę, że warto się przejść, ale zdecydowanie jest to dla osób kondycyjnie dobrze przygotowanych i mających już jakieś obycie z ekspozycją i łańcuchami.
Też chyba najbardziej pamiętam zejście z Banówki i ten grzebień potem (szedłem w drugą stronę.). Zwłaszcza jak kotwa z łańcuchem zaczęła wyłazić ze ściany. Niedużo ale śniadanie w gardle poczułem.
Jutro kierunek Poznań I spowrotem, przede mną dobre ponad tysiąc km, w połowie tylko samochodem. Trzymajcie kciuki za powodzenie wycieczki :)
#wycieczka #gownowpis
@Piechur uwielbiam widoki z tych toitoiów. Początkowo mnie denerwowały, bo przy ostro cisnącej dwójce skakanie po drabinie było i jest koszmarem, ale ta panorama wynagradza trud.