A co jeśli obecne zmiany klimatu prowadzą do zlodowacenia w Europie? Część naukowców zwiastuje właśnie zlodowacenie na Starym Kontynencie i może zamiast spłonąć zamienimy się w sopel lodu.
#klimat #pogoda #europa #ciekawostki #nauka

A co jeśli obecne zmiany klimatu prowadzą do zlodowacenia w Europie? Część naukowców zwiastuje właśnie zlodowacenie na Starym Kontynencie i może zamiast spłonąć zamienimy się w sopel lodu.
#klimat #pogoda #europa #ciekawostki #nauka

@Czokowoko O tym mówię - człowiek bezsensownie wszystko przyspiesza i sam doprowadzi do własnej zguby. Jak nie psując delikatną równowagę klimatyczną na planecie, to wypuszczając jakiegoś turbobakcyla, który położy do piachu 95% populacji. Zostanie po nas sterta kruszejącego betonu, zardzewiałego żelastwa i stosy kości.
Zaloguj się aby komentować
Aktualizacja życia małych kosów 😊 Dzień 8. Są już całkiem ruchliwe. Opierzone prawie całe. Wystarczy dźwięk przy gnieździe i wszystkie w górze. Tutaj zdjęcia nie robię, żeby czasem nie wypadły.
#przyroda #fotografia #ciekawostki

Zaloguj się aby komentować
#gry #komputery #design #grykomputerowe #nostalgia #ciekawostki #heheszki #humorinformatykow #theelderscrolls

Interaktywna wersja z większą ilością systemów: https://scrollbars.matoseb.com/
Zaloguj się aby komentować
Polskie wojska balonowe podczas ćwiczeń 25.04.1939
#iiwojnaswiatowa #ciekawostki #starszezwoje

Zaloguj się aby komentować
Jezioro Powell sfotografowane z ISS 22.03.24.
Jest to sztuczny zbiornik wodny na rzece Kolorado, który powstał po budowie zapory Glen Canyon Dam.
Nazwa jeziora pochodzi od Johna Wesleya Powella – amerykańskiego geologa i odkrywcy, który badał tereny Zachodu USA.
Projekt kontroli rzeki Colorado powstał już w 1922 roku, a budowę zapory rozpoczęto w 1956 i ukończono w 1963. Napełnianie zbiornika wodą trwało aż do 1980 roku – prawie 17 lat. Dziś Lake Powell jest drugim co do wielkości rezerwuarem w USA, stworzonym m.in. w celu kontroli powodzi, które nawiedzały region na początku XX wieku. Budowa od początku budziła kontrowersje – protestowali ekolodzy oraz antropolodzy. Zbiornik zalał m.in. tereny z rysunkami naskalnymi ludu Anasazi.
#ciekawostki #astronomia #kosmos #usa

Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
#ciekawostki #zimnawojna #historia #jumanezfb
Palomares (1966): cztery bomby wodorowe, które spadły na pola pomidorów
Architektura zimnej wojny opierała się na doktrynie wzajemnego gwarantowanego zniszczenia, która wymuszała na mocarstwach utrzymywanie nieustannej gotowości do natychmiastowego uderzenia. Z tej właśnie logiki zrodziła się amerykańska operacja Chrome Dome, prowadzona od 1961 roku na gigantyczną skalę, w ramach której bombowce B-52 z bronią termojądrową na pokładzie krążyły wokół granic Związku Radzieckiego. Trasa południowa wiodła ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych przez Atlantyk, wokół Półwyspu Apenińskiego i z powrotem do domu, z dwoma tankowaniami w powietrzu nad Hiszpanią. Manewr ten był tyleż rutynowy, co skrajnie niebezpieczny, wymagał absolutnej precyzji od zmęczonych załóg operujących na ogromnych wysokościach.
W nocy z 16 na 17 stycznia 1966 roku bombowiec B-52G o znaku wywoławczym Tea 16 wystartował z bazy Seymour Johnson w Karolinie Północnej. Niósł 4 bomby wodorowe typu B28 (wariant FI Mod 2 Y1) o mocy około 1,1 megatony każda, czyli mniej więcej 70 razy potężniejsze od ładunku zrzuconego na Hiroszimę. Na drodze powrotnej, nad południowym wybrzeżem Hiszpanii, czekała na maszynę latająca cysterna KC-135, która wystartowała z hiszpańskiej bazy Morón. Około wpół do jedenastej rano, na wysokości ponad 9400 metrów nad andaluzyjską wioską rolniczą Palomares, bombowiec zbliżył się do cysterny ze zbyt dużą prędkością. Końcówka przewodu tankującego uderzyła w kadłub B-52, rozrywając jego konstrukcję. W ułamku sekundy wyciekające paliwo lotnicze uległo zapłonowi, zamieniając obie maszyny w gigantyczną kulę ognia. Cysterna eksplodowała, a jej cała 4-osobowa załoga zginęła na miejscu. Bombowiec rozpadł się w powietrzu, runął na pola i zabudowania wioski; z 7 członków jego załogi zginęło 3, a 4 zdołało się katapultować, lądując w morzu i na lądzie, gdzie ratowali ich okoliczni mieszkańcy i rybacy.
Na ziemi nie zginął nikt, choć płonące szczątki i paliwo zasypały pola oraz ulice. Najgroźniejsze było jednak to, że w momencie rozpadu kadłuba puściły mocowania luku bombowego i 4 bomby wodorowe rozpoczęły swobodny spadek ku ziemi. Losy czterech ładunków potoczyły się zupełnie różnie. Pierwsza bomba opadła stosunkowo łagodnie, ponieważ jej system spadochronowy zadziałał bez zarzutu; znaleziono ją niemal w idealnym stanie. Prawdziwy dramat rozegrał się w przypadku dwóch kolejnych. Ich spadochrony zawiodły, przez co maszyny uderzyły w ziemię z prędkością przekraczającą 300 kilometrów na godzinę. Gdy broń termojądrowa uderza w przeszkodę z taką siłą, systemy bezpieczeństwa zapobiegają wybuchowi nuklearnemu, bo do reakcji łańcuchowej otaczający rdzeń ładunek konwencjonalny musiałby zdetonować absolutnie symetrycznie, implodując pluton. W Palomares ten warunek nie został spełniony, ale uderzenie spowodowało detonację konwencjonalnego materiału wybuchowego.
Siła eksplozji wyrwała w ziemi kratery, rozerwała obudowy bomb i rozrzuciła po okolicy kilkadziesiąt kilogramów zniszczonych mechanizmów. Najgorsze było jednak to, że wybuch zamienił około 3 kilogramów plutonu-239 w radioaktywny pył, który wiatr rozniósł na obszarze około 226 hektarów (mniej więcej 2 kilometry kwadratowe) upraw pomidorów. Pluton ten emituje promieniowanie alfa, które nie przenika przez skórę, lecz po dostaniu się do płuc staje się trwałym, wewnętrznym źródłem niszczącego komórki promieniowania, pozostając groźnym przez tysiące lat.
Czwarta bomba przez długi czas stanowiła całkowitą zagadkę. Nie spadła na ląd, a wojskowe zespoły poszukiwawcze, dysponujące w pierwszych dniach bardzo niedokładnymi mapami tego regionu, nie wiedziały, gdzie zacząć. Wtedy w historii pojawił się kluczowy świadek: Francisco Simó Orts, lokalny rybak, który widział spadochron i opadający na nim ciężki cylindryczny obiekt wpadający do Morza Śródziemnego. Od tej pory mówiono o nim „Paco el de la bomba". Jego precyzyjne wskazanie miejsca upadku okazało się bezcenne.
Na miejsce ściągnięto doktora Johna Cravena, który wykorzystał nowatorską wówczas metodę opartą na twierdzeniu Bayesa. Polegała ona na podzieleniu mapy dna morskiego na siatkę kwadratów i przypisaniu każdemu z nich prawdopodobieństwa znalezienia zguby, które aktualizowano po każdym nieudanym zanurzeniu. Dzięki zeznaniom rybaka i rygorystycznej matematyce poszukiwania zyskały wektor, a stawką było nie tylko odzyskanie tajnej technologii, ale też uniknięcie gigantycznej kompromitacji dyplomatycznej w samym środku zimnej wojny.
Operacja wydobycia trwała niemal 3 miesiące i była technologicznym wyzwaniem na niespotykaną skalę. Ruszyła flotylla ponad 30 okrętów oraz kilka eksperymentalnych pojazdów głębinowych, w tym załogowe batyskafy Alvin i Aluminaut. Morze u wybrzeży Palomares jest zdradliwe, dno szybko opada, tworząc strome podwodne kaniony. 15 marca Alvin odnalazł zgubę na głębokości 777 metrów, na stromym, niemal 70-stopniowym zboczu. Radość była przedwczesna, bo podczas próby podniesienia pękła główna lina nośna, a bomba zsunęła się w głębiny i znikła na kolejne tygodnie. Ostatecznie namierzono ją ponownie 2 kwietnia, na głębokości około 869 metrów. Wykorzystano wówczas bezzałogowy pojazd sterowany przewodem, który szczęśliwym trafem zaplątał się w linki spadochronu, co pozwoliło 7 kwietnia bezpiecznie wyciągnąć ładunek na pokład okrętu ratowniczego USS Petrel. Aby uciąć propagandowe spekulacje bloku wschodniego, dowództwo podjęło bezprecedensową decyzję o pozwoleniu prasie na sfotografowanie mokrego, poobijanego kadłuba odzyskanej broni jądrowej — był to pierwszy raz, gdy amerykańską broń nuklearną pokazano publicznie.
Na lądzie działania miały charakter pospieszny i chaotyczny. Pod kryptonimem Moist Mop wojsko amerykańskie wysłało do Hiszpanii około 1600 żołnierzy, którzy przez kilka miesięcy ręcznie, często bez specjalistycznych masek i kombinezonów, zdrapywali wierzchnią warstwę skażonej ziemi. Około 1400 ton radioaktywnego gruntu zapakowano do blisko 6000 stalowych beczek i odesłano statkami do zakładu Savannah River w Karolinie Południowej. W tym samym czasie trwał ponury spektakl polityczny. Reżim generała Franco nakazał ścisłą cenzurę, zatajając przed obywatelami powagę sytuacji, by ratować zyski z turystyki. Doszło wręcz do kuriozalnej akcji propagandowej, podczas której hiszpański minister informacji i turystyki Manuel Fraga oraz amerykański ambasador Angier Biddle Duke, w otoczeniu kamer, odbyli pokazową kąpiel w lodowatych wodach Morza Śródziemnego, próbując dowieść światu, że skażenie jest wyłącznie wymysłem komunistycznej propagandy. Był to gest na pokaz, bo pluton osadził się przede wszystkim w glebie, a nie w wodzie. Mieszkańcom nie przekazano żadnych rzetelnych informacji medycznych, a dostęp do skażonych stref strzegło wojsko. Kaskada błędów i nonszalancji, jaka uwidoczniła się nad andaluzyjską wioską, doprowadziła do poważnych pęknięć w strukturach dowodzenia amerykańskiego lotnictwa. Choć operacji Chrome Dome nie wstrzymano natychmiast, jej los był przypieczętowany.
Gwoździem do trumny całego programu stała się katastrofa na Grenlandii w 1968 roku, gdy w pobliżu bazy Thule rozbił się kolejny bombowiec z bronią jądrową w podobnych okolicznościach. Generałowie odpowiedzialni za doktrynę ciągłych lotów z uzbrojeniem zostali zmuszeni do zmiany strategii, przenosząc ciężar odstraszania na bezpieczniejsze okręty podwodne i silosy lądowe. Równie wysoką cenę zapłacili żołnierze pracujący przy dekontaminacji. Przez całe dekady Waszyngton odrzucał ich wnioski o pomoc medyczną, twierdząc, że dawki promieniowania były zbyt małe, by wywołać raka. Batalia prawna weteranów znalazła epilog dopiero w 2022 roku, gdy ustawa PACT Act objęła ich domniemaniem związku służbowego dla chorób popromiennych, otwierając drogę do leczenia i świadczeń.
Źródło: fb com /permalink.php?story_fbid=pfbid02hd8KU7zN3vLV5HAtJm7TwPQn58B44bhoAkuo5MoGucKM1LykerTL7Ax8Taobyi7gl&id=61586323103233




Zaloguj się aby komentować
Po porannej domowej awarii, osuszeniu piwnicy i z racji przymusowego urlopu - wczorajsze popołudnie wykorzystałem aby się nieco schłodzić nad wodą i wyluzować.
Jezioro nad którym bywałem nie raz, czy to na jednym z kilku dzikich kąpielisk, czy to po prostu pospacerować po przylegającym lesie, w którym wytyczony jest szlak wokół jeziora właśnie - oznaczony kolorem niebieskim, jakieś fotki tu chyba wrzucałem.
Jezioro Kiełpińskie - jest polodowcowym jeziorem rynnowym, czyli jego kształt jest wąski i wydłużony, a oś jeziora przebiega z północnego zachodu na południowy wschód. Powierzchnia jeziora wynosi 60,80 ha. Jest jednym z niewielu jezior w Welskim Parku Krajobrazowym, położonym na Ziemi Lubawskiej, całkowicie otoczonych lasami, porastającymi stromo opadające brzegi akwenu.
Jego długość to ok. 2,5km, a szerokość do 500m.
Jest to też jedno z najczystszych jezior w okolicy. Jego średnia głębokość to około 5 metrów, a maksymalna 13 m.
Udało się zaobserwować Bielika, który pojawił się oczywiście tuż po tym jak schowałem telefon, całkiem sporo ryb i kilka rodzajów kaczek. Niestety - nie widziałem żadnego raka, które jeszcze kilkanaście lat temu były tam dość pospolite i jak to raki - były potwierdzeniem czystości wody.
Ku mojemu zaskoczeniu na plaży stała nawet jakaś buda z żarciem i alkoholem spod lady ( ͡° ͜ʖ ͡°) Niestety, przez brak zasięgu z płatnością jedynie gotówką, której starczyło nam tylko na dwie chamskie zapiekanki, takie przywołujące smakiem wspomnienia lat minionych i młodzieżowych wypadów ze znajomymi. Może nie była jakoś specjalnie duża, ale przy okazji nie była też zbyt tania - za 16zł dostaliśmy coś wielkości większej kromki chleba, a zamawialiśmy DUŻE - ciekaw jestem jak wygląda mała za złotych 8
Dystans pokonany na desce to niecałe 6 km co zajęło nam prawie 2h pływania, z kilkoma krótkimi przerwami.
Dorzucam przy okazji ślad ze spaceru niebieskim szlakiem, który mierzy około 9 kilometrów i na jego pokonanie trzeba zarezerwować również około 2h samego marszu, nie licząc przerw.
#ciekawostki #warminskomazurskie #WelskiParkKrajobrazowy #zuchpostuje #zuchwedruje #krajobraz #przyroda #lato #sup #zuchwiosluje #jezioro #ziemialubawska





Zaloguj się aby komentować
30 czerwca:
Dzień Motyla Kapustnika
Międzynarodowy Dzień Asteroidy
Święto Wojsk Aeromobilnych
Międzynarodowy Dzień Parlamentaryzmu
#nietypoweswieta #kalendarz #ciekawostki #motyle #asteroidy #parlament
Zaloguj się aby komentować

Naukowcy po raz pierwszy cyfrowo rozwinęli i w całości odczytali jeden ze zwojów papirusów z biblioteki w Herkulanum, którą zniszczył wybuchu Wezuwiusza w 79 r. Stoickie dzieło zapisane na około 22 kolumnach w języku greckim naukowcy datują na II wiek p.n.e. Jak wynika z informacji na stronie...

Cztery dekady niepozorna skamielina przeleżała w szufladzie w brytyjskiej rządowej agencji badań Antarktydy (British Antarctic Survey) w Cambridge, czekając na ponowne odkrycie. Jak się okazało, zapomniany okaz to pierwsza kość dinozaura, którą kiedykolwiek odnaleziono na Antarktydzie. Należała ona...
Nowe Miasto nad Metują (Nové Město nad Metují) to niewielkie miasteczko położone w Republice Czeskiej w kraju hradeckim całkiem blisko polskiej granicy. Z Polski łatwo dojechać tam od strony Kudowy Zdroju. W Nowym Mieście nad Metują zobaczyć można piękny zamek z renesansowym ogrodem, uroczy rynek otoczony domami w stylu renesansowym, a także mury obronne, które zachowały się niemal w całości. Nowe Miasto nad Metują jest częścią projektu Miasta stojące murem.
Tekst o najciekawszych atrakcjach znajdziecie na blogu .
Oto lista miejsc, które koniecznie trzeba tam zobaczyć:
Zamek z renesansowym ogrodem i drewnianym mostem, który swój obecny wygląd zyskał na początku XX wieku. Spacer po dziedzińcu, ogrodach i drewnianym moście jest darmowy, ale warto też kupić bilet do środka.
Niemal kompletne mury obronne, które zachowały się tu prawie w całości, osiągając ponad 800 metrów długości. Spacerując wzdłuż nich, koniecznie zwróćcie uwagę na potężne baszty (największa stoi za kościołem) oraz imponującą wieżę dawnej bramy Krajskiej.
Malowniczy Rynek (Husovo náměstí) to serce miasteczka, otoczone zjawiskowymi renesansowymi kamienicami z arkadami. Choć centralna część służy dziś za parking, plac i tak zachwyca. Na płycie rynku znajdziecie m.in. zabytkową studnię, kolumnę maryjną i pomnik Trójcy Świętej.
Kościół Świętej Trójcy, który znajdziecie tuż przy rynku. Gorąco polecam wejść do środka, czeka tam na Was przepiękne barokowe wyposażenie.
Miejskie Muzeum mieszczące się tuż przy wschodniej linii murów obronnych. Bilet wstępu jest bardzo tani, a wizyta to świetna okazja, żeby szybko poznać historię tego uroczego miejsca.
#antekpodrozuje #czechy #podrozujzhejto #wakacje #turystyka #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #architektura #zainteresowania
-------------------------------------------
Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi znaleziskami to zapraszam do śledzenia hashtagu #antekpodrozuje
Jeśli chcesz, żebym Cię wołał w przyszłości, to zostaw piorun pod odpowiednim komentarzem poniżej





Wywołuję obserwujących i zainteresowanych:
@IceXXX @mrololl @Kolej_na_drony @jordan @lluke @Ralfralf @Gruby @robaczek @Anabel2023 @SzaloneWalizki @mateoaka @Wobiektywie @Rudeiczarne @places2visit.pl @lukasz-piernikarczyk @Grubas @polaczkropki @Atarax @Dzikie_oregano @Boltzman @kbk@Lemmy @schweppess @4Sfor @dybtas @DOgi @dasistfubar @Nirvash @Geratius @Kruczek555 @Sofie @gaga262 @Patalizator @mikeku @gingerowl @Parowkowy_Skrytozerca @Venfi @Roci @krzysztof-k-d @Duvel @Misiasio @Lime @kejdzu @Sorokawojcie.ch @Atexor @Huxley @Warus @Damdzior @_wojti @bbwieli17 @shack_my_kak @cyberpunkowy_neuromantyk @tyci_koks @Wlacza @3cik @alaMAkota @Roche @Barabarabasz7312 @e5aar @zuchtomek @Lawyerish @razALgul @Lurker69 @konto_na_wykop_pl @anervis @Ewcias @koniecswiata @Dzban3Waza @Minotaur_Kebabowy @AndrzejZupa @wozny87 @cejaczek @Icon_of_sin @SzwarcenegerKibordu @Jarosuaf @ddhadq @Farmer111 @Villdeo @Pawelvk @Maciej_Amadeusz @mahoney @Odczuwam_Dysonans @Buendia @stimmhorn @ataxbras @m-q @Bukuria @Tino @meinigel @bagela @suseu @rakokuc @Koloalu @Bjordhallen @bielak1212 @Cybulion @Kulfi_89 @lucabianco @Berdonzi @Taxidriver @szymek @Siejek @Tyglys @cyber_biker @epsilon_eridani @teetx @Rudolf @BND @oromek @Wojciechpy @HerrJacuch @Chunx @galencjusz @ismenka @adamec @travel_learn_wine @bzyk260 @Pouek @Mr.Mars @voy.Wu @sireplama @Adam3photo @skorpion @Augustyn_Benc-Walski @Fly_agaric @qwar @Kaligula_Minus @darek-kantorski @Eliasz_Oderman @PanWibson @UncleFester @mannoroth @dez_ @szon_konery @PanSalima @Fly_agaric @dann @zoltyrogalzkremem @Nimaskalisto @kwiecik @Statyczny_Stefek @EvilDick @adamszuba @KattaK @Kilik
Zaloguj się aby komentować

Kopenhaga to tylko Mała Syrenka i Nyhavn?
Też tak kiedyś myślałem.
Większość widzi to samo zdjęcie kolorowych kamienic, robi sobie selfie z rzeźbą i uznaje, że to wszystko.
A tymczasem masz tu:
spalarnię śmieci ze stokiem narciarskim na dachu
gwiaździstą twierdzę z XVII wieku, której...
Pytanie, zagadka!
Co to jest?
Odpowiedź napiszę po 16
#zagadka #pytanie #pytaniaiodpowiedzi #ciekawostki

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Rehabilitacja z egzoszkieletem - Supernowa czy karzeł? - Komora dla królowej | Czytamy naturę 299
W 299. odcinku "Czytamy naturę" usłyszymy o:
rehabilitacji wg modelu TEPI: terapeuta-egzoszkielet-pacjent;
tajemniczej kropce na nocnym niebie, która może być zupełnie nowego typu supernową w odległym kosmosie, albo lokalnym brązowym karłem;
komórkach w ulu specjalnie przystosowanych do potrzeb królowej.
#ciekawostki #nauka #copernicus #czytamynature #lukaszlamza
Zaloguj się aby komentować
Schron kolejowy w Jeleniu - na zewnątrz lampa prawie 40 stopni, wewnątrz nie więcej jak 15.
Fajne miejsce na wypad motocyklem, można wjechać do środka i przejechać całość.
Szczerze mówiąc to z buta to bym się tam bał wchodzić bo wewnątrz jest kompletna ciemność, a długość obiektu to lekko ponad 350 metrów, ale motocyklem z włączonymi światłami fajnie się jedzie wewnątrz.
#motoryzacja #ciekawostki #urbex #ciekawostkihistoryczne #motocykle #spierdotrip

@Matheo780 https://my-tuitam.pl/militarne/schron-kolejowy-w-jeleniu/ tutaj piszą że można się załapać na mandat bo to droga leśna
Zaloguj się aby komentować
29 czerwca:
Dzień Rybaka
Dzień Ratownika Wodnego
Międzynarodowy Dzień Tropików
Święto Wojskowych Oddziałów Gospodarczych
Święto Morza
#nietypoweswieta #kalendarz #ciekawostki #rybolowstwo #wopr
Zaloguj się aby komentować
#ciekawostki #katastrofy #swiat #jumanezfb #scianatekstu
Katastrofa w elektrowni wodnej Sajano-Szuszeńskiej (2009): jak wirnik ważący 920 ton wyrwał się z fundamentów
Rosjanie nauczyli się bać sierpniowych poranków. Sierpień 1991 — pucz Janajewa. Sierpień 1998 — krach finansowy i niewypłacalność państwa. Sierpień 1999 — wtargnięcie bojowników Basajewa do Dagestanu i początek drugiej wojny czeczeńskiej. Sierpień 2000 — zatonięcie „Kurska". A w sierpniu 2009 roku katastrofa, która na zawsze zmieniła rosyjską hydroenergetykę i pokazała, czym kończy się hybryda sowieckiej inżynieryjnej ambicji, postsowieckiej prywatyzacji i systemowego lekceważenia bezpieczeństwa. O godzinie 8:13 w poniedziałkowy poranek 17 sierpnia 2009 roku, w Republice Chakasji w południowej Syberii, rozległ się huk podobny do wybuchu.
W ciągu kilku sekund pod wodą znalazły się dziesiątki ludzi. Największa elektrownia wodna w Rosji przestała istnieć jako działający obiekt energetyczny, a ostateczny bilans wyniósł 75 ofiar śmiertelnych.
Elektrownia wodna Sajano-Szuszeńska leży na rzece Jenisej, około 30 kilometrów na południe od miasta Sajanogorsk w Republice Chakasji. Decyzję o jej budowie podjęto w 1960 roku, geolodzy dotarli na miejsce rok później, a właściwe prace ruszyły w 1963 roku — z zamysłem stworzenia jednej z największych na świecie elektrowni wodnych, dowodu wyższości systemu socjalistycznego. Zapora łukowo-ciężarowa o długości w koronie 1066 metrów wznosi się na 242 metry ponad koryto rzeki i ma u podstawy ponad 105 metrów szerokości. Pierwszy turbozespół uruchomiono 18 grudnia 1978 roku, a wszystkie dziesięć — każdy o mocy 640 MW, co dawało łączną moc zainstalowaną 6400 MW — pracowało już w grudniu 1985 roku. Formalnie, do stałej eksploatacji, elektrownię przyjęto jednak dopiero w 2000 roku. Przez lata Sajano-Szuszeńska była szóstą co do średniej produkcji elektrownią wodną na świecie i figurowała w Księdze Rekordów Guinnessa jako najtrwalsza konstrukcja swojego typu. Rocznie produkowała około 23,5 TWh energii — ponad jedną czwartą całości wytwarzanej przez jej właściciela, koncern RusHydro. Ponad 70 procent tej energii trafiało do czterech syberyjskich hut koncernu Rusal, jednego z czołowych producentów aluminium na świecie.
Elektrownia była więc kołem zamachowym całej syberyjskiej gospodarki przemysłowej. Sam zakład przeszedł skomplikowaną drogę własnościową: po prywatyzacji w 1993 roku głównym udziałowcem stało się RAO „JES Rosji", a w 2004 roku, w trakcie rozbicia tego monopolu energetycznego prowadzonego przez Anatolija Czubajsa, operatorem został RusHydro, w którym większość udziałów pozostała w rękach państwa. Żeby zrozumieć katastrofę, trzeba cofnąć się do 1979 roku, bo właśnie wtedy zasiano ziarna późniejszej tragedii. Turbozespół nr 2 zaczął sprawiać kłopoty niemal od momentu instalacji. Już w latach 1980–1983 wielokrotnie wracał do napraw z powodu uszkodzeń uszczelnień, drgań wału i łożysk. W 2000 roku przeprowadzono gruntowny remont i odkryto szokujące usterki: zagłębienia sięgające 12 milimetrów głębokości i pęknięcia do 130 milimetrów długości w kole turbiny. Łopatki naprawiono, ale maszyna wróciła do pracy. Kolejne remonty następowały w 2005 roku i znów na początku 2009 roku — od stycznia do marca turbozespół przeszedł planowy przegląd i modernizację, podczas których spawano pękające łopatki i zainstalowano nowy elektrohydrauliczny regulator prędkości obrotowej. Był to jedyny z dziesięciu turbozespołów wyposażony w ten system. Wirnika nie wyważono jednak prawidłowo po naprawach, w efekcie czego drgania, choć formalnie mieszczące się w tolerancji, były wyraźnie wyższe niż w pozostałych maszynach. Turbiny radialno-osiowe typu Francisa, stosowane w Sajano-Szuszeńskiej, mają wąskie zakresy mocy, w których pracują stabilnie. Przy 212-metrowym spadzie panującym tego dnia zakres zalecany wynosił 570–640 MW, a strefa 265–570 MW była strefą niezalecaną — pojawiały się w niej pulsacje przepływu, rezonanse i gwałtowne narastanie wibracji. Operatorzy elektrowni wodnych wiedzą o tym doskonale i starają się tej strefy unikać. Problem w tym, że Sajano-Szuszeńska pełniła rolę regulatora częstotliwości dla całej Syberii, co oznaczało nieustanne balansowanie mocą i wielokrotne przechodzenie przez strefę niezalecaną. Turbozespół nr 2 był na to szczególnie wrażliwy ze względu na swój zły stan. Drgania zaczęły przekraczać dopuszczalne normy już na początku lipca 2009 roku i narastały z przyspieszeniem.
Wieczorem 16 sierpnia 2009 roku w elektrowni Brackiej — innym kluczowym regulatorze częstotliwości syberyjskiej sieci — doszło do pożaru i zwarcia, które zerwały łączność oraz automatyczne systemy sterowania w regionie, w tym w Sajano-Szuszeńskiej. Stacja przeszła w tryb regulacji obciążenia, a jej turbiny musiały teraz dynamicznie odpowiadać na wahania zapotrzebowania w sieci. Turbozespół nr 2, dotąd traktowany jako rezerwowy, uruchomiono 16 sierpnia o godzinie 23:14, a o 23:44 pracował już z pełną mocą 600 MW. Przez całą noc jego obciążenie wahało się między 10 a 610 MW — to właśnie owe wielokrotne przejścia przez strefę niezalecaną, z których każde generowało dodatkowe uderzenia zmęczeniowe w śrubach mocujących pokrywę turbiny. Tej nocy i nad ranem w maszynowni pracowało ponad 100 osób — w normalny poniedziałkowy ranek byłoby ich kilkanaście, ale przez weekend trwały planowe prace remontowe przy innych urządzeniach. Ludzie byli zajęci swoimi zadaniami. Nikt nie śledził narastających wibracji turbozespołu nr 2, a dyrektor stacji Nikołaj Newolko już wczesnym rankiem wyjechał do Abakanu witać gości na uroczystości rocznicowej. Wśród obsługi przyzwyczajono się do wysokiego poziomu drgań i nikt nie miał ochoty — ani uprawnień — by samodzielnie zatrzymać maszynę. O godzinie 8:13 poziom drgań w łożysku turbozespołu nr 2 wynosił 840 mikronów przy dopuszczalnym maksimum 160 mikronów — ponad pięciokrotnie powyżej normy. W tym samym czasie wibracje innych maszyn nie przekraczały 200 mikronów. System automatycznej regulacji obciążenia właśnie zmniejszył moc turbozespołu i wprowadził go w strefę niezalecaną. I wtedy materiał mocujący zaczął ustępować. Zawiodły śruby kotwiące pokrywę turbiny. Z 80 śrub o średnicy 8 centymetrów, które ją utrzymywały, odzyskano po katastrofie 49 — 41 z nich miało wyraźne pęknięcia zmęczeniowe, a na ośmiu strefa zmęczenia przekraczała 90 procent przekroju. Na co najmniej sześciu śrubach w ogóle brakowało nakrętek; najprawdopodobniej zapomniano o nich podczas ostatnich prac serwisowych, a bez nakrętek śruby nie przenosiły żadnego obciążenia. Pokrywa turbiny wraz z wirującym wciąż wirnikiem o masie 920 ton oderwała się od fundamentu i pod ciśnieniem słupa wody odpowiadającym około 20 atmosferom została wyrzucona w górę. Naoczny świadek, pracownik stacji Oleg Miakiszew, opisał to tak: „Usłyszałem narastający szum, a potem zobaczyłem, jak pofalowana pokrywa agregatu unosi się i staje dęba. W następnej chwili wyłonił się spod niej wirnik. Obracał się. Nie wierzyłem własnym oczom. Uniósł się na jakieś trzy metry, posypały się kamienie i kawałki metalu, trzeba było uskakiwać. Pokrywa była już niemal pod stropem, a sam strop został zniszczony." Przez otwarty krater turbiny — połączony bezpośrednio z pełnym zbiornikiem za zaporą — woda wdarła się do hali z prędkością, którą świadek oszacował na blisko 380 metrów sześciennych na sekundę. Wciąż wirujący wirnik przemieszczał się przez maszynownię, niszcząc wszystko po drodze; całkowicie zniszczone zostały ściany i stropy przy turbozespołach nr 2, 3 i 4. Gdy woda zaczęła zalewać halę, pracujące jeszcze turbozespoły nr 7 i 9, pozbawione nagle obciążenia, zaczęły rozpędzać się ponad bezpieczne obroty i również uległy zniszczeniu.
Automatyczny system bezpieczeństwa, który powinien natychmiast zamknąć zasuwy wlotowe wszystkich turbin, nie zadziałał. Główny inżynier wydał rozkaz ręcznego zamknięcia zasuw. Pięciu ludzi w absolutnej ciemności, świecąc ekranami telefonów komórkowych, weszło do zalanych pomieszczeń; drzwi do sterowni z ręcznymi napędami trzeba było wyważyć, bo nie było do nich kluczy. Każda z osłon ważyła po 150 ton, a otwieranie zaworów podnośników hydraulicznych zajęło około 25 minut. Ostatnie zasuwy zamknięto między godziną 8:35 a 9:30 — czyli ponad godzinę po awarii. Moc elektrowni spadła w ułamku sekundy z 4400 MW do zera, wywołując lokalny blackout. Spośród ponad stu osób, które tego ranka pracowały w maszynowni, nie przeżyły trzy czwarte. Większość ofiar stanowili mechanicy, elektrycy i inżynierowie — ludzie pracujący przy elektrowni od lat, mieszkańcy pobliskiej osady Czeriomuszki, którzy znali to miejsce jak własny dom. Część znajdowała się przy turbozespole nr 2 w chwili wybuchu, inni przebywali w pomieszczeniach pod maszynownią, kiedy woda zaczęła wdzierać się wszędzie naraz. Jednemu z pracowników udało się ocalić, gdy niesiony przez wodę pod sufit zdołał chwycić się instalacji wentylacyjnej i wisiał na niej do czasu ratunku. Akcja ratownicza ruszyła natychmiast — nurkowie weszli do zalanych pomieszczeń jeszcze tego samego dnia. Pierwszego ocalałego wyciągnięto po około dwóch godzinach, kolejnego dopiero po wielu godzinach, gdy odnalazł się w „kieszeni powietrznej" i dawał znaki. Już następnego dnia oceniono, że szanse na znalezienie kolejnych żywych są znikome. Wodę z maszynowni wypompowano do 24 sierpnia, a 28 sierpnia operację poszukiwawczą zakończono i zniesiono stan nadzwyczajny w Chakasji. W działaniach uczestniczyło ponad 2000 osób.
Oficjalny raport Rostechnadzoru, federalnej służby nadzoru ekologicznego, technologicznego i atomowego, opublikowano na początku października 2009 roku. Po kilku godzinach dokument i jego komunikat prasowy zniknęły ze strony służby. Raport stwierdzał wprost, że bezpośrednią przyczyną katastrofy były drgania turbozespołu nr 2, które doprowadziły do zmęczeniowego zniszczenia mocowań i pokrywy turbiny, oraz że awarii można było zapobiec. Wskazywał przy tym kilka nakładających się warstw zaniedbań. ierwszą był sam mechanizm śmiertelnych drgań. Turbiny Francisa przy określonych zakresach mocy generują niestabilny przepływ — wiry uderzające rytmicznie w łopatki wywołują rezonanse i zmęczenie materiału. Turbozespół nr 2 przez wiele miesięcy przed awarią pracował w warunkach przekraczających normy drganiowe, a amplituda rosła systematycznie od kwietnia do lipca 2009 roku. W chwili awarii drgania pięciokrotnie przekraczały dopuszczalne maksimum, a mimo to maszyny nie wyłączono. Drugą warstwą był monitoring. System pomiaru drgań w Sajano-Szuszeńskiej był sowieckiej proweniencji i nie rejestrował subtelnych, wysokoczęstotliwościowych drgań, które stopniowo niszczyły łączniki. Co gorsza, jak ustaliło później śledztwo, pracownicy służby monitoringu — Władimir Biełoborodow i Aleksandr Klukacz — celowo zawyżali oceny stanu wibracyjnego turbozespołu nr 2, co pozwalało utrzymywać go w ruchu, podczas gdy ich przełożony Aleksandr Matwijenko ignorował co najmniej trzykrotny wzrost poziomu drgań. Trzecią warstwą był brak automatyki tam, gdzie powinna była zadziałać. System bezpieczeństwa powinien po awarii natychmiast zamknąć zasuwy wszystkich turbozespołów — a w praktyce niemal wszystkie trzeba było zamykać ręcznie, w ciemności, w zalewanych pomieszczeniach pozbawionych awaryjnego oświetlenia i kluczy. Sama hala nie miała odpowiednich wyjść awaryjnych, a personelu nigdy nie szkolono na wypadek zalania maszynowni — takiego scenariusza po prostu nie przewidziano w zatwierdzonych przez dyrekcję planach. Za tymi technicznymi przyczynami kryła się jednak rosyjska specyfika, która tłumaczy, dlaczego zaniedbania mogły narastać latami. Już w 1998 roku resort ds. sytuacji nadzwyczajnych ostrzegał, że konstrukcja stacji niebezpiecznie się zmieniła. W 2007 roku Izba Obrachunkowa Federacji Rosyjskiej przeprowadziła kontrolę, która wykazała, że 85 procent urządzeń elektrowni jest zużytych i wymaga wymiany; zawiadomienie trafiło do rządu i Prokuratury Generalnej, ale jego treść ujawniono publicznie dopiero po katastrofie, we wrześniu 2009 roku. Nic z zaleceń nie zrealizowano.
Raport Rostechnadzoru wskazywał z nazwiska konkretne osoby — zarówno menedżerów RusHydro, jak i wyższych urzędników. Sześć osób uznano za te, które „stworzyły warunki sprzyjające awarii"; wśród nich znaleźli się Anatolij Czubajs, architekt prywatyzacji rosyjskiej energetyki, oraz ówczesny wiceminister energetyki Wiaczesław Sinugin. Parlamentarna komisja śledcza wymieniała łącznie ponad dwadzieścia nazwisk. Czubajs publicznie przyznał, że ponosi odpowiedzialność za wszystko, co działo się za jego kadencji, i dodał, że gdy w 2000 roku podpisywał akt dopuszczający kompleks do stałej eksploatacji, elektrownia działała już od ponad dwóch dekad, a jej zatrzymanie na czas napraw „oznaczałoby katastrofę dla syberyjskiej gospodarki". Nigdy nie stanął przed sądem — i żaden z najwyższych urzędników wymienionych w raporcie nie poniósł konsekwencji karnych. Na jaw wyszły też kulisy serwisowania stacji. Remontami zajmowała się firma Gidroenergoremont, której założycielami byli między innymi sam dyrektor elektrowni Nikołaj Newolko i główny inżynier Andriej Mitrofanow. To właśnie ta firma wykonywała część prac przy turbozespole nr 2. Zastępca głównego inżyniera, Pogoniajczenko, został później skazany na grzywnę 3,3 miliona rubli za to, że zlecił usuwanie skutków awarii spółce, której sam był dyrektorem generalnym. W tle pojawiły się również oskarżenia o defraudację środków przeznaczonych na naprawy. Sam Rostechnadzor stwierdzał, że marcowy przegłąd z 2009 roku przeprowadziła organizacja powiązana z kierownictwem stacji, a stanu śrub pokrywy turbiny w ogóle wtedy nie sprawdzono. Natychmiastowe skutki dla Syberii były dotkliwe. Utrata 4400 MW mocy odcięła od sieci szereg kluczowych zakładów przemysłowych, w tym huty aluminium i zakłady żelazostopów, a problemy z zasilaniem dotknęły Kraj Ałtajski oraz obwody kemerowski, nowosybirski i tomski. Dzięki błyskawicznym działaniom dyspozytorów i automatyki przeciwawaryjnej udało się jednak uniknąć kaskadowego blackoutu. Zasilanie zaciemnionych obszarów przywrócono w ciągu dwóch dni.
Awarii towarzyszyła katastrofa ekologiczna. Eksplodujące transformatory wypuściły co najmniej 40 ton oleju transformatorowego, który rozlał się na ponad 80 kilometrów w dół Jeniseju i zabił około 400 ton hodowlanego pstrąga w dwóch nadrzecznych gospodarstwach rybnych. Plamę zatrzymano pływającymi zaporami i sorbentami chemicznymi w okolicy Ust-Abakanu, a rozlew uprzątnięto do 25 sierpnia. Zima przyniosła kolejny problem: skoro zatopiona maszynownia nie pracowała, całą wodę trzeba było przepuszczać przez przelew, który nie był projektowany do takiego obciążenia zimą i pokrywał się grubym lodem, odrąbywanym piłami łańcuchowymi i młotami pneumatycznymi. Machina sprawiedliwości ruszyła powoli. Śledztwo trwało niemal cztery lata, a akt oskarżenia zatwierdzono w czerwcu 2013 roku. Proces ruszył w lipcu 2013 roku i ciągnął się ze względu na ogromną objętość materiału — ponad 1200 tomów. Przez całe postępowanie rodziny ofiar gromadziły się co roku 17 sierpnia przy bramach elektrowni z tablicami „Czekamy pięć lat na wymierzenie kary". Wyrok Sąd Miejski w Sajanogorsku odczytywał przez dwa dni, 23 i 24 grudnia 2014 roku. Siedmiu byłych pracowników uznano winnymi naruszenia zasad bezpieczeństwa przy prowadzeniu prac, które spowodowało śmierć więcej niż dwóch osób:
– Nikołaj Newolko, dyrektor elektrowni — 6 lat kolonii o zaostrzonym rygorze;
– Andriej Mitrofanow, główny inżynier — 6 lat kolonii;
– Giennadij Nikitenko, zastępca głównego inżyniera ds. technicznych — 5 lat i 9 miesięcy kolonii;
– Jewgienij Szerwarli, zastępca głównego inżyniera ds. eksploatacji — 5 lat i 6 miesięcy kolonii;
– Aleksandr Matwijenko i Aleksandr Klukacz, służba monitoringu — po 4,5 roku w zawieszeniu;
– Władimir Biełoborodow, służba monitoringu — objęty amnestią.
W maju 2015 roku Sąd Najwyższy Chakasji utrzymał wyroki, ale dwóch skazanych w zawieszeniu — Matwijenkę i Klukacza — objął amnestią z okazji 70-lecia zwycięstwa. Wszyscy skazani do końca nie przyznali się do winy, twierdząc, że przyczyną katastrofy były ukryte wady fabryczne sprzętu; jedynie Mitrofanow w ostatnim słowie przeprosił rodziny ofiar. Żaden z polityków ani menedżerów RusHydro wymienionych w raporcie Rostechnadzoru nie zasiadł na ławie oskarżonych. Odszkodowania wypłacono rodzinom z dwóch źródeł: po milionie rubli od państwa i po kolejnym milionie od RusHydro, a ocalali otrzymali po 100 tysięcy rubli. Koncern kupił też mieszkania trzynastu rodzinom, które straciły żywiciela i wychowywały małe dzieci. Odbudowa pochłonęła pięć lat i około 41 miliardów rubli, czyli mniej więcej 1,3 miliarda dolarów. W 2010 roku przywrócono do pracy cztery najmniej uszkodzone turbozespoły — nr 6 ruszył w lutym, a nr 5 w marcu, oba osobiście uruchamiane przez Władimira Putina. W latach 2011–2013 zainstalowano nowe turbozespoły wyprodukowane przez koncern Silowyje Maszyny, a w latach 2013–2014 wymieniono na fabrycznie nowe również te agregaty, które odbudowano naprędce w 2010 roku.
Ostatni, najbardziej zniszczony turbozespół nr 2 uruchomiono w listopadzie 2014 roku, kończąc odbudowę; w uroczystości wziął udział Putin. Nowe turbiny mają żywotność czterdziestu lat i znacznie wyższą sprawność. Stację wyposażono w nowoczesny monitoring drgań klasy międzynarodowej oraz zasuwy zamykające się automatycznie przy zaniku zasilania, a układy ochrony procesowej samoczynnie wyłączają agregat przy niedopuszczalnych odchyleniach parametrów.
Źródła:
http://anatomyofanincident.com/.../turbine-2-how-track.../
https://www.rferl.org/a/26534891.html
https://arxiv.org/pdf/1507.03158.pdf
https://www.munichre.com/.../mayor-Loss-engineering ...
https://mchs.gov.ru/deyatelnost/press-centr/novosti/1441455
https://anatomyofanincident.com/.../russian-dam-disaster.../
https://en.mchs.gov.ru/for-mass-media/novosti/4021690
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/eqe.3762
https://link.springer.com/10.1007/s10749-020-01128-8
https://www.semanticscholar.org/.../254e315746e95db464957 ...
http://www.earthdoc.org/publication/publicationdetails/ ...
https://link.springer.com/10.1134/S0018151X21060043
http://www.crcnetbase.com/doi/10.1201/b14916-82
wpis wzięty z fb .com/permalink.php?story_fbid=pfbid0YYdF13fwyQZwDiAka1weZFoYpSD27odKzjXCZMwcoFeWZw2UDYy2eHtUHt7Foydel&id=61586323103233




Zaloguj się aby komentować